Rozdział 2
Narzucona pomoc
Król Norman ze znużeniem rozmasował skronie, gdy ostatni z jego doradców opuszczali salę obrad. Poczuł się starszy i bardziej przygnębiony niż kiedykolwiek. Zamknął oczy z powodu bólu, który pulsował mu pod czaszką, i był bliski zaśnięcia na fotelu, kiedy rozległo się znajome pukanie ochmistrzyni.
- Proszę, Ruby - powiedział sennie, prostując się.
Korpulentna kobieta była pełna werwy i deprymująco bezpośrednia. Nie miała sobie równych w dyrygowaniu służbą. Dzięki temu zamek funkcjonował sprawniej niż wcześniej. Może i panował w nim chaos - jak na całym kontynencie - ale przynajmniej wszystko jakoś działało.
Ruby pokłoniła się nisko, po czym splotła dłonie, co oznaczało, że była czymś przygnębiona.
- Czy wszystko w porządku z nową służbą? - zapytał, odgadując przedmiot jej rozterek.
- Lokaje to młodzi nicponie, ale Devon ich szybko wyszkoli. Nowa pokojówka jest straszną niezdarą, pewnie przez stopy, które ciągle jeszcze jej rosną - wyrzuciła z siebie na jednym oddechu, po czym nagle się zawahała.
- A jak tam kucharz? - Król zdławił ziewnięcie. Żywił szczerą nadzieję, że nowy gastronom nie zrobił czegoś głupiego, w rodzaju puszczenia kuchni z dymem.
- Zachowuje się jak pan na włościach! - wyrzuciła z siebie Ruby, poczerwieniawszy na twarzy.
Norman gwałtownie otworzył oczy, a na jego ustach zagościł delikatny uśmiech rozbawienia.
- Wyjaśnij, proszę, co masz na myśli - poprosił po chwili cicho, nie komentując jej poruszenia. Świetnie sobie radziła z panowaniem nad służbą, ale często nie brała pod uwagę, że można coś robić inaczej niż jej sposobem. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy weszła z kimś w konflikt...
- Już na początku wydawał się pokłócony z woźnicą, który go tutaj przywiózł. Powinnam była odgadnąć, że będą z nim problemy! A potem, zaraz po przekroczeniu progu kuchni, bezceremonialnie wyprosił wszystkich z wyjątkiem mnie i podrzędnej dziewki kuchennej! A byli wówczas obecni panowie Taylor, Lewis i Andrews oraz lady Jenoure. Kazał im wyjść, nie zważając na nic! Nie chce się zgodzić na więcej niż pięcioro pomocników i naciska, że wybierze ich osobiście, bez brania pod uwagę dotychczasowych stanowisk. Poza tym chce decydować o tym, kto będzie miał prawo wstępu do "jego" kuchni.
Ruby była z każdym zdaniem coraz bardziej pobudzona i wyraźnie powstrzymywała się przed nerwowym chodzeniem po komnacie, tak nią targała złość na nowego współpracownika.
Król Norman wsparł czoło na trzech palcach z ręką spoczywającą na podłokietniku fotela.
- Czy to wszystko? - zapytał ze spokojem. Jego uwaga pozostawała skupiona na ochmistrzyni. W orzechowych oczach błyszczały znajome iskierki, a umysł wyzwolił się z mgły zmęczenia.
- Pytał o ograniczenia dietetyczne Waszej Wysokości i zadawał masę innych dziwnych pytań na temat króla, królowej, młodego księcia i...
- Jakich pytań? - Głos Normana przestał być łagodny. Przybrał władcze tony charakterystyczne dla osoby świadomej swoich wpływów.
Ruby wzdrygnęła się na tę zmianę nastroju monarchy i uczyniła nerwowy krok w tył.
- O ulubione potrawy, wina i piwo. Pory spożywania trunków, udawania się na spoczynek i wstawania, a także inne, na które nie chciałam udzielać odpowiedzi, ale on...
Król wstał gwałtownie. Zapięty pod szyją musztardowy płaszcz z jedwabiu miękko opływał jego sylwetkę, która była przeciętnych rozmiarów, ale powagi dodawała władcy spiczasta broda. Szykował się do wypowiedzenia kolejnego zdania, kiedy rozległo się ciche pukanie do drzwi. Rozkojarzony domysłami na temat nowego kucharza, odruchowo zezwolił na wejście osobie po drugiej stronie. Był to nikt inny jak lady Annika Jenoure, po którą i tak zamierzał posłać.
- Możesz odejść, Ruby - oznajmił, nie odwracając wzroku od damy dworu. Pozostawała tak samo spokojna i niewzruszona jak zawsze. Miała na sobie granatową suknię z obszytym srebrną nicią dekoltem w serek, a na szyi dopasowane do stroju szafiry. Ciemnowłosa piękność uśmiechnęła się ciepło do mijającej ją w drodze do wyjścia ochmistrzyni, wciąż czerwonej na twarzy po swojej tyradzie.
Gdy tylko za gospodynią dworu zamknęły się drzwi, Annika popatrzyła na króla z poważnym wyrazem twarzy.
- Dochodzą mnie niepokojące wieści o nowym kuchmistrzu - powiedział prosto z mostu niskim głosem, wyprostowany jak struna.
- Nie jest szpiegiem - odparła obojętnie Annika, nieporuszona postawą władcy.
Zaskoczenie króla było ewidentne.
- Nikt z jego aparycją nie przetrwałby w Troivacku. Nawet będąc magiem - wyjaśniła z lekkim wzruszeniem ramion.
- Dobrze pani wie, że mam wrogów także i na tym kontynencie - przypomniał posępnie król Norman, wychodząc zza długiego stołu, przy którym odbywały się spotkania, i podchodząc powoli do damy dworu.
- Żaden z nich nie zadałby sobie trudu podrobienia referencji od poprzedniego kuchmistrza, Luki, aby zyskać dostęp do zamku. Przysłaliby kogoś niższego rangą, pokojówkę albo pazia. Szpieg nie zwracałby na siebie takiej uwagi jak on zaraz po przyjeździe. - Annika skrzyżowała ręce na piersiach i popatrzyła prosto w błyszczące oczy władcy.
Oblicze króla wyrażało teraz zdumienie i zaciekawienie.
- Czy istotnie wygląda i zachowuje się tak dziwacznie?
- Jak na mężczyznę ma niezwykle delikatne rysy. Jest w nim coś... eleganckiego. Nie przypomina brzuchatych kucharzy o czerwonych twarzach, do jakich przywykliśmy. - Kobieta roześmiała się cicho.
- Dobrze, dobrze. Jednakże dla bezpieczeństwa powiem nadwornemu magowi, aby mu się przyjrzał. Całe szczęście, że aż do jutrzejszego wieczoru nie musimy jeść niczego, co przygotuje...
- W zasadzie przejął dowodzenie z chwilą przekroczenia progu kuchni, Wasza Wysokość. Wasza Królewska Mość spróbuje jego potraw już za kilka minut, jeśli nie pomyliłam godziny kolacji. - Uśmiechnęła się uroczo, podczas gdy król westchnął z rezygnacją i zwiesił ramiona.
Po raz trzeci tego wieczoru rozległo się pukanie do drzwi. Annika w pośpiechu, ale z wdziękiem, uniosła suknię i dygnęła. Król zezwolił na wejście pomocnikowi kuchennemu.
- Tak, lady Anniko, dopilnuję, aby przygotowano konia na poranną przejażdżkę. Królowa niestety nie dostąpi przyjemności pani towarzystwa, gdyż aktualnie niedomaga.
Annika podziękowała i wyprostowała się, po czym mrugnęła do lokaja, a ten z wrażenia niemal wylał zawartość niewielkiego naczynia.
- Wasza Wysokość, nowy kuchmistrz przysyła ten oto bulion do wypicia przed posiłkiem razem z tym oto kubkiem mleka z przyprawami.
Król przybrał nieprzenikniony wyraz twarzy, zerknął z ukosa na tacę i zapytał:
- Czy moi testerzy smaku już ich próbowali?
- Tak, Wasza Wysokość, obaj. Mówią, że mleko smakuje dość paskudnie, ale to z powodu jego leczniczych właściwości. Bulion zaś nie przypomina niczego, co kiedykolwiek jedli, i jest wyborny.
Chłopak, na oko szesnastoletni, nosił z dumą strój lokaja składający się z bordowej czapki i kamizelki, o czym zaświadczał ich nienaganny stan.
Król szykował się na przedwczesną śmierć przed wyczekującym obliczem młodziutkiego lokaja.
Mleko smakowało okropnie, tak jak go ostrzegano, ale pochwały na temat bulionu też nie były przesadzone. Nigdy w życiu nie posmakował niczego podobnego. Był przepyszny, chodziło jednak o coś więcej. Wywoływał... głęboką satysfakcję. Król miał wrażenie, że jakieś części jego żołądka nigdy przedtem nie zostały odpowiednio nasycone.
Obserwując, jak chłopiec zbiera naczynia opróżnione w kilka minut, wyczekiwał kolejnego dania z o wiele większym zainteresowaniem niż wcześniej.
Fin wałkował ciasto na ogromnej ladzie w słabym świetle wczesnego poranka wpadającym do kuchni przez duże okrągłe okno.
Ruby stała nad nim z zaciśniętymi po bokach pięściami. Wyglądała, jakby mogła w każdej chwili eksplodować: pulsowała jej żyłka na prawej skroni, a niebieskie oczy ciskały gromy na tle czerwonej twarzy.
- Dlaczego przemeblowałeś kuchnię i na co ci dziesięć wiader wody? - zapytała chrapliwie, z trudem panując nad gniewem.
- Wszystko - każde naczynie, ścierka, garnek, patelnia, sztućce - zostanie wyszorowane i wyprane w mydle, które dodam do wody. Kuchnia została dostosowana do moich potrzeb. Czemu cię to interesuje? - zapytał z opanowaniem, spryskując ciasto roztopionym masłem.
- DLACZEGO? BO JESTEM OCHMISTRZYNIĄ DWORU. DLATEGO, DO WSZYSTKICH DIABŁÓW! - ryknęła, uderzając miarowo otwartymi dłońmi o stół.
Rozluźniony Fin posmarował prostokątny kawałek ciasta grubą warstwą śmietanki, a następnie skroił truskawki i rozłożył je na wierzchu.
- Jeśli posiłki mają być przygotowane na czas, to muszę wiedzieć, gdzie co jest. Przyrządzam większość potraw osobiście od świtu do nocy i lepiej, żebym poruszał się tutaj najszybciej, jak to możliwe. Rozumiesz? - wyjaśnił beznamiętnie. Następnie podważył opuszkami palców brzeg ciasta i zaczął je zwijać w grubą rolkę nadziewaną śmietaną z owocami.
Zapadła cisza. Kuchmistrz zastanawiał się, czy kobieta nie dostała udaru z wściekłości, ale nie odrywał się od pracy. Kiedy nareszcie rzucił spojrzenie w jej kierunku, otworzył szerzej oczy ze zdumienia na widok obłąkanego wyrazu jej twarzy.
Cierpliwie czekał na odpowiedź.
- Ro... zumiem, co mówisz. Jednakowoż - wycedziła, z trudem hamując wybuch wściekłości - gdybyś wziął do pomocy więcej ludzi, nie musiałbyś przeorganizowywać całej kuchni.
- To marnowanie ludzkiej energii. Dzięki mojej reorganizacji masz teraz więcej ludzi do pomocy w innych miejscach. Nie musisz dziękować. - Fin wziął nóż z długim ostrzem i błyskawicznie poszatkował wałek ciasta, odsłaniając estetyczny środek.
Podniósł wzrok na Ruby, która oniemiała na widok jego umiejętności.
- Więc kto wymyje te setki naczyń? - zapytała kwaśno, odzyskawszy mowę.
- Pięciu pomocników, których mi wcisnęłaś, nie będzie się dziś rano nudzić - odparł Fin, układając roladki na blasze i spryskując je resztą masła. Następnie odwrócił się, by włożyć je do pieca. Zaraz potem zdjął z ognia patelnię z czymś, co wyglądało jak złote ciasto jajeczne z zielonymi warzywami liściastymi. Przyprawił je dziwnym brunatnym proszkiem i pokroił placek na osiem równych części. Następnie nalał herbaty do kubka i wyłożył po kawałku placka na dwa talerze, z których jeden wręczył Ruby, razem z kubkiem herbaty. - Jedz. Pij. A potem zapoznaj mnie, proszę, z resztą służby, abym mógł wyselekcjonować pięcioro narzuconych mi pomocników. - Zabrzmiało to bardziej jak rozkaz niż prośba. Ruby z pewnością byłaby oburzona, gdyby nie wpatrywała się ze zdumieniem w talerz.
- Co to jest? - zapytała, powoli biorąc od niego widelec.
Fin przeciągnął dłonią po twarzy i z niejakim znużeniem oparł się łokciami o stół. Miał nadzieję, że nie będzie musiał toczyć z nią bojów każdego ranka. Była bardziej męcząca niż jego matka, a przynajmniej tak samo.
- Zjedz coś dobrego. Smacznego - rzucił, zabierając się do jedzenia i popijając czarny płyn z kubka.
Po kilku kęsach potrawy i wypiciu połowy herbaty Ruby ponownie się odezwała, tym razem ciszej.
- Na kiedy te roladki?
- Na podwieczorek.
- Śniadanie jeszcze niegotowe?! - wyprostowała się nerwowo.
- Zaraz się tym zajmę. Przygotowanie śniadania dla wszystkich zajmuje mi godzinę. Mięso i owoce są łatwe do przyrządzenia. A przy okazji... - Podszedł do worka wspartego o ścianę pod oknem i powrócił z dwiema gruszkami.
Ruby westchnęła, obserwując, jak obiera i kroi owoce w czasie nieprzekraczającym minuty.
- Jak to możliwe, że tyle potrafisz w tak młodym wieku? - powiedziała jakby sama do siebie, podczas gdy on ułożył cząstki owocu w artystyczny wachlarz na jej do połowy opróżnionym talerzu.
Popatrzył na nią z zaskoczeniem. Nie przywykł do takich pytań. Ani do kłamstw w odpowiedzi.
- Moja matka twierdzi, że się z tym urodziłem. Kilka lekcji pomogło mi w dopracowaniu niektórych technik i przepisów, ale jestem w dużej mierze samoukiem. - Wypił spory łyk napoju.
- Co pijesz? - zapytała, kończąc swoją herbatę.
- Coś, czego ty nie powinnaś - mruknął pod nosem, ale tak, aby go nie słyszała, i wypił resztę.
- Słucham?
- Specjalne lekarstwo... na serce - skłamał bez przekonania, nie mając energii na wymyślenie niczego lepszego.
Nie nadawał się do porannych rozmów przed drugą kawą.
- Ruby, czy mógłbym cię prosić, abyś od tej pory mi nie przeszkadzała w godzinach porannych? Bardzo by mi to pomogło w sprawnym przygotowaniu posiłków.
Gospodyni dworu przybrała ponury wyraz twarzy.
- Nie potrzebujesz żadnego towarzystwa?
- Lubię być sam.
Fin wrzucił dwa talerze do jednego z wiader napełnionych wodą. Demonstracyjnie zignorował pełne zniecierpliwienia cmokanie swojego gościa.
- Czy możemy przejść do rozmów ze służbą?
- A co ze śniadaniem? - zapytała ze zdumieniem.
- Zrobię je po tym, jak wybiorę współpracowników. Arystokracja wstanie najprędzej za trzy godziny - wyjaśnił, podchodząc do drzwi, które otworzył, i wskazał gestem, patrząc na Ruby.
Pokręciła głową i wyminęła go statecznym krokiem.
- Nigdy nie spotkałam większego dziwaka.
- Dobrze, że nie gorszego człowieka.
- To się dopiero okaże za jakiś czas.
W sali jadalnej dla służby, w czterech długich rzędach, ustawili się przed Finem dworscy służący: pokojówki i lokaje. Wielu z nich miało jeszcze zaropiałe od snu oczy, niektórzy tłumili ziewanie.
Finowi to zupełnie nie przeszkadzało.
- Poproszę wszystkich o wyciągnięcie dłoni grzbietami do góry - wydał polecenie dźwięcznym głosem.
Służący popatrzyli jeden na drugiego ze zdziwieniem i wykonali niezrozumiały rozkaz, wgapiając się w niezwykłego nowego szefa kuchni, o którym zrobiło się już głośno w całym zamku.
Wnikliwie obejrzał wszystkie dłonie, od czasu do czasu przenosząc wzrok na właściciela.
Pod koniec czwartego rzędu zaczął się cofać do początku. Wskazał trzy kobiety (w tym Hannah, którą wybrał dzień wcześniej) oraz dwóch mężczyzn i dał im znak, aby poszli za nim.
- Chwileczkę! Nie możesz zabrać Claire! To jedna z najlepszych szwaczek w całym zamku! - Ruby odciągnęła służącą za ramię.
- W takim razie zadowolę się tą czwórką. - Fin wzruszył ramionami, odwracając się do wyjścia. Kilka kroków dalej, na końcu korytarza po prawej stronie, miał drzwi do kuchni.
- Specjalnie ją wybrałeś! - zdenerwowała się Ruby i skrzyżowała ramiona na piersi, gotowa do kolejnej konfrontacji.
- Oczywiście, że tak. Przecież wyraźnie ją wskazałem.
- Nie! Wiedziałeś, że jej nie odstąpię, i chciałeś wymusić na mnie zgodę na czterech pomocników zamiast pięciu!
Fin miał dosyć bezsensownych potyczek na jeden poranek. Obrócił się, założył ręce do tyłu i ruszył w stronę Ruby. Spoglądał na nią z góry.
- Wybrałem tych, którzy mają najczystsze paznokcie i wyglądają na takich, którzy się regularnie myją. Nie wiem, kim są ani jakie były ich dotychczasowe obowiązki. Jeśli nie przestaniesz wysuwać absurdalnych żądań i histeryzować, kiedy próbuję pójść na kompromis, nie zdążę z obiadem. Ja nie pouczam ciebie, jak zarządzać służbą, o ile nie wpływa to na moją pracę. Znam się na prowadzeniu kuchni tak samo dobrze jak ty na swojej robocie.
Ruby sapała z oburzeniem, ale nie powiedziała ani słowa. Zadowolony z tego faktu Fin odwrócił się, wyprowadzając pięcioro służących.
- Claire będzie pracować w kuchni w ograniczonym zakresie! W pozostałych godzinach musi asystować królowej...
- Doskonale! - rzucił przez ramię kucharz, zbyt poirytowany, by się odwrócić.
W cieniu zamkowego korytarza stała lady Annika Jenoure. Słuchała wymiany zdań w jadalni dla służby z rosnącym zainteresowaniem. Splotła ręce na piersiach, skrzyżowała stopy, unosząc jedną na palcach, i uśmiechnęła się.
Cóż za arogancki osioł, pomyślała.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI