Magia delfinów - Aleksandra Piaścik

Kup ebooka

25.00 zł
20.00 zł (18,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

"Magia delfinów" to opowieść o płomiennym romansie rozgrywającym się w ośrodku rehabilitacyjnym z delfinami, podróży przez różne odcienie miłości i ślepym losie, który rzuca kłody pod nogi. Głównymi bohaterami są: 

* Karolina - fizjoterapeutka, niepoprawna marzycielka; 

* Adrian - były żołnierz, charyzmatyczny ojciec chorego dziecka; 

* Emilia - zwariowana tatuażystka przemierzająca świat na superszybkim motorze; 

* Marcel - przystojny biznesmen, maszer.

Wszyscy spotykają się w delfinarium podczas leczniczego turnusu i błyskawicznie ulegają wzajemnej fascynacji. Czy ich miłość przetrwa wiele przeszkód? Czy mimo problemów zdrowotnych, zabójczej pandemii COVID-19 oraz wielkich zamieszek polityczno-społecznych przetaczających się przez Polskę odnajdą w sobie siłę, aby zmienić życie na lepsze? Czytelnicy poznają dalsze losy najsłynniejszych zwierząt, m.in. wypuszczonej na wolność orki Willy, psów Balto i Togo, które dostarczyły szczepionkę do ogarniętego epidemią dyfterytu miasteczka Nome, butlonosa - żołnierza Tuffy'ego, badającego wspólnie z astronautą Scottem Carpenterem mroczne głębiny i delfina risso, niestrudzenie pilotującego statki przez zabójczą nowozelandzką cieśninę. Dowiedzą się również, jak wygląda wojskowe szkolenie butlonosów, zakres ich obowiązków, a także poznają rasy psów, które najlepiej wykrywają nadchodzące ataki padaczki, narkolepsji czy też śpiączki cukrzycowej.

Książka jest naładowana superpozytywną energią, pełna humoru i niespodziewanych zwrotów akcji, a wybryki pięciu cudownych, kochanych butlonosów, niesfornego, radosnego psa asystującego oraz czupurnego, gadającego gwarka bawią i wzruszają do łez.

Aleksandra Piaścik - znana reporterka prasowa,  absolwentka  Wydziału  Nauk  Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. To właśnie ona jako pierwsza rozpropagowała w mediach na szeroką skalę problemy dzieci cierpiących na różne schorzenia psychiczne i neurologiczne, szczególnie ze spektrum autyzmu oraz zespołem Downa. Od wielu lat niestrudzenie promuje niekonwencjonalne, alternatywne metody leczenia ze zwierzętami, stosowane w innych krajach, m.in. USA, Izraelu, Egipcie, we Włoszech i na Ukrainie. Chce uruchomić w Polsce ośrodek delfinoterapii, ale z powodu braku funduszy pomysł nie został jeszcze zrealizowany. Napisała wiele pionierskich artykułów dotyczących rehabilitowania małych pacjentów z butlonosami. Autorka książek: "Podróż do świata waleni", "Magia delfinów" i współautorka książki-poradnika "Czy zwierzęta mogą leczyć?". Miłośniczka sztuk walki Wschodu, wspólnie z koleżankami ćwiczyła judo, potem z grupą zaprzyjaźnionych nurków poszukiwała w zbiornikach wodnych zatopionego sprzętu wojskowego z okresu II wojny światowej.  Uwielbia  czytać  książki,  chętnie  gra  w  szachy i inne gry logiczno-strategiczne, a także układa puzzle mające 2-6 tysięcy elementów. Miłośniczka waleni oraz psów, szczególnie bokserów, wodołazów i bernardynów. 

 

HOROSKOP MIŁOSNY NA PAŹDZIERNIK
WAGA (23 września - 22 października)
 
Do tej pory twoje życie miłosne mocno kulało. Ale teraz na niebie masz wielu boskich sprzymierzeńców, więc wkrótce poznasz słodki smak rozkoszy. Merkury zorganizuje dla Ciebie zabawy oraz przyjęcia, Wenus sprawi, że oczarujesz każdego mężczyznę, Neptun zapewni  falę  namiętnych  przeżyć,  a  potężny  Jowisz  zacznie  czuwać,  abyś   nie   wpadła w miłosne tarapaty. Mars również nie pozostanie bezczynny. Dzięki jego interwencji, za cztery miesiące, otrzymasz zaręczynowy pierścionek i staniesz na ślubnym kobiercu. Tylko Saturn z wrodzoną sobie złośliwością nasili zazdrość u twoich koleżanek.
Rada wróżki: Wyrzuć z serca wszelkie złości, zmień kolor szminki, kup seksowne ciuszki i przestań wreszcie podjadać czekoladki. W wolnych chwilach ćwicz aerobik.
 
Karolina Wojnar siedziała na kanapie i śmiała się radośnie z przeczytanego horoskopu. Aż łzy popłynęły jej z oczu. Przez całe życie miała ogromnego pecha do adoratorów. Nawet jeśli Wenus wyczaruje dla niej wspaniałego kochanka, to zabiegany Merkury na pewno pomyli datę, miejsce i godzinę randki, a wkurzony tym Neptun spowoduje jego odpływ do innej niewiasty.
Kobieta otarła ręką załzawione ze śmiechu oczy i odłożyła "Babskie Sprawy" na blat stołu. Lubiła czytać ten kolorowy tygodnik, czasami nawet przyrządzała obiady lub piekła ciasta na podstawie wydrukowanych w nim przepisów.
Nagle posmutniała.
Odkorkowała smukłą, zieloną butelkę i do kryształowego kieliszka nalała trochę wina. Było ciemnoczerwone, słodkie, takie jak lubiła. Upiła dwa małe łyki i delikatnie postawiła kieliszek na stole.
Nie była posągową, długowłosą blondynką z dużym biustem i chabrowymi oczętami. W liceum chłopcy nie bili się o jej względy, wręcz przeciwnie, w ogóle jej nie zauważali. Latały za nią tylko muchy, osy, szerszenie i krwiożercze komary, najbardziej znienawidzone owady na świecie. Podczas studiów poznała dwóch mężczyzn. Każdy zapewniał, że kocha ją szaleńczo, namiętnie i zapamiętale. Ale gdy delikatnie wspomniała o ślubie, obaj zniknęli błyskawicznie, wyparowali jak kamfora. Aż ostatniej zimy pojawił się ON. Elegancki, wytworny, pachnący płynem po goleniu i miętą. Z miejsca oczarował ją swoim uśmiechem, urzekł wytwornymi manierami. Tak, tak, to była ta jedyna wielka miłość, słodki prezent od wszechświata, wymarzony książę na białym rumaku. Mówił, że jest inteligentna, a ona prała mu ciuchy, sprzątała i gotowała. Mówił, że jest inspirująca, a ona kupowała mu drogie prezenty. Mówił, że jest troskliwa, a ona dzień w dzień masowała mu plecy, podawała witaminy i otulała kołdrą na dobranoc. Czasami, gdy twierdził "wyglądasz pięknie", ukradkiem, wnikliwie spoglądała w lustro. Jednak w połyskliwej tafli zamiast orientalnej ślicznotki widziała podstarzałą grubaskę. Przecież kamery telewizyjne i zwierciadła kłamią - przekonywała samą siebie. Zawsze dodają kilka lat i kilogramów.
Spotkania były czułe, namiętne. Książę wielokrotnie obiecywał, że zamieszkają razem, a ona bardzo tego chciała. Potajemnie zaczęła nawet planować ślub. Szukając inspiracji, kupiła w pobliskim kiosku kilka magazynów o tematyce weselnej. Szybko wybrała białą suknię, oczywiście w stylu glamour, długą, aż do ziemi, koronkową, ozdobioną falbankami, perełkami i cekinami, oraz welon, również długi, z koronki. W restauracji, na stole, miał górować olbrzymi tort z nadzieniem ananasowo-limonkowym, polany glazurowaną czekoladą, udekorowany lukrowymi różami, liliami i orchideami. Setki razy wyobrażała sobie, jak razem wchodzą do kościoła, organista gra wspaniałego marsza Mendelssohna, ksiądz błogosławi ich podczas zakładania obrączek, a potem na przykościelnym placu rodzina obsypuje - na szczęście - drobnymi monetami. W podróż poślubną pragnęła pojechać do Wenecji, miasta kochanków, słynącego ze spełnionych marzeń, a także muzeów, wyrafinowanych galerii sztuki i designerskich kafejek.
Niestety, fantazje nie spełniły się. Nagle po ośmiu miesiącach znajomości nastała cisza. Książę nie odbierał telefonów, nie dzwonił, nie odpisywał na e-maile oraz SMS-y. Może coś złego mu się przytrafiło - myślała gorączkowo. Przestraszona pojechała do jego mieszkania. Gdy otworzył drzwi, poczuła ogromną ulgę. Ale wyśniony kochanek oznajmił opryskliwie:
- To koniec naszej wspólnej sielanki i nie chcę dyskutować na  ten  temat -  po  czym z hukiem zatrzasnął drzwi.
Stała przez chwilę na korytarzu oniemiała ze zdumienia, nie rozumiejąc, co zaszło. Przecież się nie pokłócili, a kilka  dni  temu  prawił  jej  komplementy,  które  przyprawiłyby o zawrót głowy każdą niewiastę. Pod wpływem nagłego impulsu ponownie przycisnęła dzwonek. Tym razem mocno go przydusiła i cały czas trzymała. Po chwili z mieszkania wyszła jakaś kobieta, młodsza od niej o co najmniej pięć lat i znacznie szczuplejsza. Na grzbiet miała narzucony męski szlafrok.
- Odpuść - rzekła głośno, krótko i węzłowato.
Domyśliła się, że jej książę znalazł sobie inną białogłowę. Czuła się potwornie rozczarowana. Nogi jej drżały, więc przez chwilę stała oparta o najbliższą ścianę. Potem ruszyła do domu. Po godzinie, całkowicie zdołowana, z oczami zapuchniętymi od płaczu, dotarła do swojego mieszkania. Tęskniąc za nim, ryczała przez wiele dni. Ale uniosła się honorem i nie słała mu żadnych wiadomości, nie groziła popełnieniem samobójstwa ani nie żebrała o krótkie spotkanie. Dała się nabrać na jego komplementy, bezczelnie kłamał, a ona głupia w nie wierzyła. Gdy wściekłość i frustracja uszły z niej wraz z wielkimi jak groch, gorzkimi łzami znowu zaczęła w miarę normalnie funkcjonować. Ukochana praca okazała się najlepszym lekarstwem na zbolałe serce. Koiła ból i smutek. Żyjąc problemami pacjentów, przestała myśleć o niewiernym zalotniku. Wycięte z magazynów zdjęcia tortu ślubnego, białej błyszczącej sukienki oraz pięknych dekoracji włożyła do papierowej teczki i schowała na dno szuflady. Zdradzona, ze złamanym sercem, czekała na następnego bajkowego księcia. Niestety, czas mijał, a on się nie pojawiał. Pewnie spadł z konia, połamał ręce i nogi albo dołączył do legendarnych śpiących rycerzy w tatrzańskiej jaskini, którzy obudzą się, gdy trzeba będzie bronić polskiej ziemi przed kolejnym najeźdźcą - myślała żartobliwie.
Z pomocą ruszyły jej dwie lekko zwariowane koleżanki, Iwona i Rozalia. Postanowiły w czterech najpopularniejszych portalach randkowych założyć fajtłapie konto. Początkowo była temu przeciwna. Uważała, że takie ogłoszenia dają tylko desperaci, życiowi nieudacznicy, łowcy mieszkań, posagów i różni dewianci seksualni.
- Przestań marudzić - upominała ją Iwona. - Nie podamy twojego adresu ani numeru telefonu, tylko e-mail. Jeśli będziesz chciała, to wybierzesz fajną ofertę i pójdziesz na randkę w ciemno.
- Co złego może się wydarzyć w restauracji podczas popołudniowego obiadu, wśród tłumu ludzi w wielkim mieście? - pytała Rozalia.
W końcu się zgodziła. Do dzisiaj nie może sobie darować, że nie przeczytała tekstu zredagowanego przez przyjaciółki przed opublikowaniem. Oferta brzmiała:
 
Dyplomowana fizjoterapeutka i masażystka o powabnych, słodkich kształtach poszukuje miłego pana. Ma dość samotnego siedzenia w domu, marzy o prawdziwej, ogromnej miłości. Troskliwa, czuła, opiekuńcza, pomoże w każdej chorobie. Ukoi ból, żal, skutecznie pocieszy. Uwielbia truskawki popijane szampanem, gorącą czekoladę, lizanie lodów na patyku, szalone igraszki na kanapie i w wannie obficie wypełnionej różową pianą. Kocha dzieci, a także zwierzęta, szczególnie małe ptaszki. Preferowany wiek partnera 30-60 lat.
 
Gdy zobaczyła ten anons w necie z dołączonymi swoimi czterema zdjęciami po gruntownym retuszu, szczególnie biustu,  wpadła  w  złość.  Owszem,  lubiła  kąpiele  nawet w pianie o malachitowej barwie, ale  nie  musiała  o  tym  wiedzieć  cała  Polska.  Poza  tym w łazience nie miała wanny, tylko kabinę prysznicową.
W ciągu miesiąca otrzymała kilkadziesiąt odpowiedzi. Przeważnie brzmiały:
 
Błagam, pomóż, bo cierpię na swędzenie jąder, nawracające hemoroidy, ciągłą czkawkę, wydzielam rybi odór. Inni panowie zachwalali swój oczopląs, platfusa lub kurzą klatkę piersiową. - To ja, twój huzar z jędrnymi pośladkami i fajnym ptaszkiem, pachnę mamoną i sukcesem... - napisał kolejny dowcipniś.
 
Panowie zadawali też głupawe pytania: Masujesz prostatę? Lubisz facetów ze sztuczną szczęką? A może trójkącik?"
Dostała mnóstwo propozycji do wspólnego spędzenia nocy bez zbędnej, anachronicznej ceremonii ślubnej. Oczywiście na żadną ofertę nie odpisała, nie obejrzała również dołączonych do nich zdjęć. Nawet nie chciała myśleć, co prezentują. Uznała, że ich właściciele są bardziej popaprani umysłowo niż Jaś Fasola i Kuba Rozpruwacz razem wzięci.
Iwony i Rozalii porażka nie zniechęciła. Planowały zamieścić jej kolejne ogłoszenie, lekko przeredagowane, tym razem w wirtualnych biurach matrymonialnych.
- Nie przejmuj się, nowy wpis na pewno da o wiele lepszy rezultat - przekonywała Rozalia.
            Jednak ona stanowczo powiedziała NIE. Ale wiedziała, że za sześć lat stuknie jej czterdziestka, a wraz z upływem czasu nie stawała się coraz atrakcyjniejsza. Już miała kurze łapki w kącikach oczu, a skóra na szyi powoli traciła sprężystość.
Z zamyślenia wyrwał ją trzepot ptasich skrzydeł. To gwarek o imieniu Pyrlik wyfrunął z klatki. Jego imię w gwarze śląskiej oznaczało młotek górniczy o dwóch identycznych, gładkich obuchach. Przysiadł na skraju stołu, zrzucając przy tym na podłogę papierowe serwetki. Przekrzywił lekko głowę i zaczął głośno skrzeczeć:
 
- Łapówki rozkręcają biznes!!
 
- Komplementami wszystko załatwisz.
 
-Anestezjolog mówi do pacjenta: Usypiam za darmo, budzę za pieniądze.
 
Karolina uśmiechnęła się promiennie:
- Dobrze, że przyleciałeś, już się za tobą stęskniłam, tylko nie musiałeś tak strasznie bałaganić.