HOROSKOP MIŁOSNY NA PAŹDZIERNIK
WAGA (23 września - 22 października)
Do tej pory twoje życie miłosne mocno kulało. Ale teraz na niebie masz wielu boskich sprzymierzeńców, więc wkrótce poznasz słodki smak rozkoszy. Merkury zorganizuje dla Ciebie zabawy oraz przyjęcia, Wenus sprawi, że oczarujesz każdego mężczyznę, Neptun zapewni falę namiętnych przeżyć, a potężny Jowisz zacznie czuwać, abyś nie wpadła w miłosne tarapaty. Mars również nie pozostanie bezczynny. Dzięki jego interwencji, za cztery miesiące, otrzymasz zaręczynowy pierścionek i staniesz na ślubnym kobiercu. Tylko Saturn z wrodzoną sobie złośliwością nasili zazdrość u twoich koleżanek.
Rada wróżki: Wyrzuć z serca wszelkie złości, zmień kolor szminki, kup seksowne ciuszki i przestań wreszcie podjadać czekoladki. W wolnych chwilach ćwicz aerobik.
Karolina Wojnar siedziała na kanapie i śmiała się radośnie z przeczytanego horoskopu. Aż łzy popłynęły jej z oczu. Przez całe życie miała ogromnego pecha do adoratorów. Nawet jeśli Wenus wyczaruje dla niej wspaniałego kochanka, to zabiegany Merkury na pewno pomyli datę, miejsce i godzinę randki, a wkurzony tym Neptun spowoduje jego odpływ do innej niewiasty.
Kobieta otarła ręką załzawione ze śmiechu oczy i odłożyła "Babskie Sprawy" na blat stołu. Lubiła czytać ten kolorowy tygodnik, czasami nawet przyrządzała obiady lub piekła ciasta na podstawie wydrukowanych w nim przepisów.
Nagle posmutniała.
Odkorkowała smukłą, zieloną butelkę i do kryształowego kieliszka nalała trochę wina. Było ciemnoczerwone, słodkie, takie jak lubiła. Upiła dwa małe łyki i delikatnie postawiła kieliszek na stole.
Nie była posągową, długowłosą blondynką z dużym biustem i chabrowymi oczętami. W liceum chłopcy nie bili się o jej względy, wręcz przeciwnie, w ogóle jej nie zauważali. Latały za nią tylko muchy, osy, szerszenie i krwiożercze komary, najbardziej znienawidzone owady na świecie. Podczas studiów poznała dwóch mężczyzn. Każdy zapewniał, że kocha ją szaleńczo, namiętnie i zapamiętale. Ale gdy delikatnie wspomniała o ślubie, obaj zniknęli błyskawicznie, wyparowali jak kamfora. Aż ostatniej zimy pojawił się ON. Elegancki, wytworny, pachnący płynem po goleniu i miętą. Z miejsca oczarował ją swoim uśmiechem, urzekł wytwornymi manierami. Tak, tak, to była ta jedyna wielka miłość, słodki prezent od wszechświata, wymarzony książę na białym rumaku. Mówił, że jest inteligentna, a ona prała mu ciuchy, sprzątała i gotowała. Mówił, że jest inspirująca, a ona kupowała mu drogie prezenty. Mówił, że jest troskliwa, a ona dzień w dzień masowała mu plecy, podawała witaminy i otulała kołdrą na dobranoc. Czasami, gdy twierdził "wyglądasz pięknie", ukradkiem, wnikliwie spoglądała w lustro. Jednak w połyskliwej tafli zamiast orientalnej ślicznotki widziała podstarzałą grubaskę. Przecież kamery telewizyjne i zwierciadła kłamią - przekonywała samą siebie. Zawsze dodają kilka lat i kilogramów.
Spotkania były czułe, namiętne. Książę wielokrotnie obiecywał, że zamieszkają razem, a ona bardzo tego chciała. Potajemnie zaczęła nawet planować ślub. Szukając inspiracji, kupiła w pobliskim kiosku kilka magazynów o tematyce weselnej. Szybko wybrała białą suknię, oczywiście w stylu glamour, długą, aż do ziemi, koronkową, ozdobioną falbankami, perełkami i cekinami, oraz welon, również długi, z koronki. W restauracji, na stole, miał górować olbrzymi tort z nadzieniem ananasowo-limonkowym, polany glazurowaną czekoladą, udekorowany lukrowymi różami, liliami i orchideami. Setki razy wyobrażała sobie, jak razem wchodzą do kościoła, organista gra wspaniałego marsza Mendelssohna, ksiądz błogosławi ich podczas zakładania obrączek, a potem na przykościelnym placu rodzina obsypuje - na szczęście - drobnymi monetami. W podróż poślubną pragnęła pojechać do Wenecji, miasta kochanków, słynącego ze spełnionych marzeń, a także muzeów, wyrafinowanych galerii sztuki i designerskich kafejek.
Niestety, fantazje nie spełniły się. Nagle po ośmiu miesiącach znajomości nastała cisza. Książę nie odbierał telefonów, nie dzwonił, nie odpisywał na e-maile oraz SMS-y. Może coś złego mu się przytrafiło - myślała gorączkowo. Przestraszona pojechała do jego mieszkania. Gdy otworzył drzwi, poczuła ogromną ulgę. Ale wyśniony kochanek oznajmił opryskliwie:
- To koniec naszej wspólnej sielanki i nie chcę dyskutować na ten temat - po czym z hukiem zatrzasnął drzwi.
Stała przez chwilę na korytarzu oniemiała ze zdumienia, nie rozumiejąc, co zaszło. Przecież się nie pokłócili, a kilka dni temu prawił jej komplementy, które przyprawiłyby o zawrót głowy każdą niewiastę. Pod wpływem nagłego impulsu ponownie przycisnęła dzwonek. Tym razem mocno go przydusiła i cały czas trzymała. Po chwili z mieszkania wyszła jakaś kobieta, młodsza od niej o co najmniej pięć lat i znacznie szczuplejsza. Na grzbiet miała narzucony męski szlafrok.
- Odpuść - rzekła głośno, krótko i węzłowato.
Domyśliła się, że jej książę znalazł sobie inną białogłowę. Czuła się potwornie rozczarowana. Nogi jej drżały, więc przez chwilę stała oparta o najbliższą ścianę. Potem ruszyła do domu. Po godzinie, całkowicie zdołowana, z oczami zapuchniętymi od płaczu, dotarła do swojego mieszkania. Tęskniąc za nim, ryczała przez wiele dni. Ale uniosła się honorem i nie słała mu żadnych wiadomości, nie groziła popełnieniem samobójstwa ani nie żebrała o krótkie spotkanie. Dała się nabrać na jego komplementy, bezczelnie kłamał, a ona głupia w nie wierzyła. Gdy wściekłość i frustracja uszły z niej wraz z wielkimi jak groch, gorzkimi łzami znowu zaczęła w miarę normalnie funkcjonować. Ukochana praca okazała się najlepszym lekarstwem na zbolałe serce. Koiła ból i smutek. Żyjąc problemami pacjentów, przestała myśleć o niewiernym zalotniku. Wycięte z magazynów zdjęcia tortu ślubnego, białej błyszczącej sukienki oraz pięknych dekoracji włożyła do papierowej teczki i schowała na dno szuflady. Zdradzona, ze złamanym sercem, czekała na następnego bajkowego księcia. Niestety, czas mijał, a on się nie pojawiał. Pewnie spadł z konia, połamał ręce i nogi albo dołączył do legendarnych śpiących rycerzy w tatrzańskiej jaskini, którzy obudzą się, gdy trzeba będzie bronić polskiej ziemi przed kolejnym najeźdźcą - myślała żartobliwie.
Z pomocą ruszyły jej dwie lekko zwariowane koleżanki, Iwona i Rozalia. Postanowiły w czterech najpopularniejszych portalach randkowych założyć fajtłapie konto. Początkowo była temu przeciwna. Uważała, że takie ogłoszenia dają tylko desperaci, życiowi nieudacznicy, łowcy mieszkań, posagów i różni dewianci seksualni.
- Przestań marudzić - upominała ją Iwona. - Nie podamy twojego adresu ani numeru telefonu, tylko e-mail. Jeśli będziesz chciała, to wybierzesz fajną ofertę i pójdziesz na randkę w ciemno.
- Co złego może się wydarzyć w restauracji podczas popołudniowego obiadu, wśród tłumu ludzi w wielkim mieście? - pytała Rozalia.
W końcu się zgodziła. Do dzisiaj nie może sobie darować, że nie przeczytała tekstu zredagowanego przez przyjaciółki przed opublikowaniem. Oferta brzmiała:
Dyplomowana fizjoterapeutka i masażystka o powabnych, słodkich kształtach poszukuje miłego pana. Ma dość samotnego siedzenia w domu, marzy o prawdziwej, ogromnej miłości. Troskliwa, czuła, opiekuńcza, pomoże w każdej chorobie. Ukoi ból, żal, skutecznie pocieszy. Uwielbia truskawki popijane szampanem, gorącą czekoladę, lizanie lodów na patyku, szalone igraszki na kanapie i w wannie obficie wypełnionej różową pianą. Kocha dzieci, a także zwierzęta, szczególnie małe ptaszki. Preferowany wiek partnera 30-60 lat.
Gdy zobaczyła ten anons w necie z dołączonymi swoimi czterema zdjęciami po gruntownym retuszu, szczególnie biustu, wpadła w złość. Owszem, lubiła kąpiele nawet w pianie o malachitowej barwie, ale nie musiała o tym wiedzieć cała Polska. Poza tym w łazience nie miała wanny, tylko kabinę prysznicową.
W ciągu miesiąca otrzymała kilkadziesiąt odpowiedzi. Przeważnie brzmiały:
Błagam, pomóż, bo cierpię na swędzenie jąder, nawracające hemoroidy, ciągłą czkawkę, wydzielam rybi odór. Inni panowie zachwalali swój oczopląs, platfusa lub kurzą klatkę piersiową. - To ja, twój huzar z jędrnymi pośladkami i fajnym ptaszkiem, pachnę mamoną i sukcesem... - napisał kolejny dowcipniś.
Panowie zadawali też głupawe pytania: Masujesz prostatę? Lubisz facetów ze sztuczną szczęką? A może trójkącik?"
Dostała mnóstwo propozycji do wspólnego spędzenia nocy bez zbędnej, anachronicznej ceremonii ślubnej. Oczywiście na żadną ofertę nie odpisała, nie obejrzała również dołączonych do nich zdjęć. Nawet nie chciała myśleć, co prezentują. Uznała, że ich właściciele są bardziej popaprani umysłowo niż Jaś Fasola i Kuba Rozpruwacz razem wzięci.
Iwony i Rozalii porażka nie zniechęciła. Planowały zamieścić jej kolejne ogłoszenie, lekko przeredagowane, tym razem w wirtualnych biurach matrymonialnych.
- Nie przejmuj się, nowy wpis na pewno da o wiele lepszy rezultat - przekonywała Rozalia.
Jednak ona stanowczo powiedziała NIE. Ale wiedziała, że za sześć lat stuknie jej czterdziestka, a wraz z upływem czasu nie stawała się coraz atrakcyjniejsza. Już miała kurze łapki w kącikach oczu, a skóra na szyi powoli traciła sprężystość.
Z zamyślenia wyrwał ją trzepot ptasich skrzydeł. To gwarek o imieniu Pyrlik wyfrunął z klatki. Jego imię w gwarze śląskiej oznaczało młotek górniczy o dwóch identycznych, gładkich obuchach. Przysiadł na skraju stołu, zrzucając przy tym na podłogę papierowe serwetki. Przekrzywił lekko głowę i zaczął głośno skrzeczeć:
- Łapówki rozkręcają biznes!!
- Komplementami wszystko załatwisz.
-Anestezjolog mówi do pacjenta: Usypiam za darmo, budzę za pieniądze.
Karolina uśmiechnęła się promiennie:
- Dobrze, że przyleciałeś, już się za tobą stęskniłam, tylko nie musiałeś tak strasznie bałaganić.