Magazyn skrywanych emocji - Karina Frankowska
Kup ebooka
20.19 zł
16.76 zł
(17,16 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
***
A gdyby tak snuć się
nocą po mieście
trzymając pod rękę
Jutrzenkę.
Rozważając z nią
o mocy kosmosu
i marności ludzkiej.
Bo kimże ja jestem,
paprochem tylko,
stworzonym z kilku westchnień,
sklejonym z ziaren piasku.
O Wenus! Zechciej
spojrzeć na mnie,
polub,
dodaj do znajomych.
Daj siłę równą drzewom,
bym mogła przetrwać każdą burzę.
Pozwól się wielbić
i trwać w tym stanie
po kres dni.
Wenus!
Może i jestem tylko okruchem
zlepionym z uśmiechów,
ale to właśnie teraz,
czuje życie
najmocniej,
najgłębiej,
najpiękniej.
***
Słowa zgubiły swoje znaczenie.
Dziś wojna jest pokojem,
miłość obojętnością,
samotność - domem pełnym ludzi.
Nie ma już idealnych słów,
umarły w zeszłym stuleciu.
Księżyc też przestał być doskonały,
dał się poszarpać kraterom,
z których wciąż wyłaniają się
słowa,
nadmiar słów
i nic nie znaczących wypowiedzi.
Chcę wrócić do czasu,
gdy kocham oznaczało bycie,
a słowo na zawsze
nie było ulotną chwilą.
Tego już nie ma.
Uleciało.
***
Szukam sensu
w każdej spadającej gwieździe,
w jej lekkości ważącej tonę.
W zmianach w życiu,
tych chcianych
i tych,
niszczycielsko - człekożernych.
Sensu w granicach
między latem a jesienią,
nocą i dniem,
początkiem i końcem.
Sensu w tym,
czy szklanka jest
do połowy pełna,
czy od połowy pusta.
W czytaniu książki,
która ma
już napisany koniec.
Sensu w całym bezsensie
i w sensie szukania sensu.
Sensu...
Tu możesz wstawić wszystko,
co ma lub nie ma sensu.
***
Oddycham
zapachem wieczoru
głęboko i spokojnie.
Niebo tuli aksamitem
jak srebrzysty kochanek.
Gwiazdy sypią błyskiem,
na skórze łagodna,
wietrzna pieszczota.
Obok Ty,
przesiąknięty poezją,
spragniony nocy.
Zdejmij emocje i marzenia,
zdejmij sny.
Pragnę być gwiazdą
błyszczącą jaśniej,
być Twoją nieskończonością czasu.
Chcę być pijana
nocą,
odwagą,
życiem.
***
Zapomniałam Ciebie
tak po prostu,
jak zapomina się
parasolki w słoneczny dzień.
Bo wiem, że to sen był,
nie jawa.
Nie pamiętam
smaku Twojego spojrzenia,
więc
patrz teraz,
patrz nieustannie.
Na zawsze.
Nieskończenie.
Do wieczora.
Bo wciąż nie wiem
czy sen to był,
czy jawa.
***
Chcę zapomnieć się z Tobą
cyklicznie.
Zetknięcie warg
niech wyrazi wszystko.
Chcę zatracić się w Tobie
za dnia.
Smakując usta,
sczytywać
każde ukryte w nich słowo.
Chcę odnaleźć się z Tobą
teraz.
Zmniejszając odległość
pomiędzy oddechami.
Całuj,
by spłynęły na mnie
opary miłości
ambrozyjne,
eteryczne,
nasze.
***
Pulsująca cisza
przyłapana na gorącym
uczynku.
Milczenie siedzące
na konarach drzew
zaczynające się kręcić.
Powód - uwierająca
ją bezczynność.
Nie chce już słuchać
bezdźwięczności
zamierającej jesieni.
Chce życia za życie,
miłości za miłość,
światła za mrok.
Smaku nieba,
za ziemskie
milczące życie.
***
Zamykam oczy
i oddaję się chwili zapomnienia
tylko z dziś - bez wczoraj i jutra.
Pożywiam łykiem tlenu,
tak potrzebnym,
a jednocześnie nieświadomym tego.
Dopieszczam złudzeniem
obrazu piękna
oraz eksplozją atomów w mózgu.
Czuję splecione ręce zakochanych
poorane bliznami,
które pozwoliły przetrwać.
Pomimo zamkniętych oczu,
widzę wszystko
i czuję wszystko.
Nade mną niebo,
prawdziwe piękno,
nawet jeśli pokryte chmurnym licem.
***
Kim jestem?
Istotą dualną przepełnioną
wszechogarniającym dobrem
i złem wszechpotężnym.
Matką, która dała życie
i matką, która je odebrała.
Istotą zbudowaną
z niematerialnej duszy,
z widzialnym ciałem.
Budująca relacje,
by za chwilę zniszczyć to,
co utworzone.
Żyjąca uwielbieniem dla prawdy,
kłamiąc jednocześnie...
Anioł i Lilith,
ziemia i niebo,
piękno i brzydota.
A jeśli jestem
monistycznym bytem?
Jednorodnym,
zrodzonym z miłości
i do miłości stworzonym?
Miłości bezkresnej
nieograniczonej
niezbędnej do życia.
Kim właściwie jestem?
***
Prowadź mnie
przez zaspany poranek,
pełen zapachu myśli
i niespokojnego snu.
Prowadź mnie
przez mroźny luty,
pełen białego puchu
rozmazującego tusz na rzęsach.
Prowadź mnie
w swoją stronę,
by dłonie splotły się
ze sobą, jak bukiety frezji.
Prowadź mnie,
a będę się łagodnie uśmiechać,
patrząc prosto w serce.
Tak jak lubisz.
Tak jak lubię.
***
Na drugim końcu stołu
siedzi zaduma.
Patrzy na mnie
pytającymi oczami.
W tej trwającej wieczność chwili
zapadł wyrok -
dożywocie ze samą sobą.
Zakaz wznoszenia
ochronnych murów.
Każdy dzień z analizami,
których nie da się
ułożyć w schematy.
Te zapisane myśli
mniej ciążą,
tworząc szereg słów,
błyszczących,
szybkich, burzliwych.
***
Morze nigdy nie było
piękniejsze
i bardziej emocjonalne
niż dziś.
Każda kropla
przedstawia jego historię,
W każdej z nich widzę
siebie
i wszechświat.
Każda kropla jest obrazem morza
w kolorze
podobnym do Twoich oczu.
Chcę zanurzyć się z nich
i zatonąć.
Morze i mężczyzna
połączeni w jedno.