Wstęp
Wilno, stolica współczesnej Litwy, jest nierozerwalnie związane z historią Polski i wśród naszych rodaków, którzy teraz chętnie odwiedzają
miasto nad Wilią, budzi wiele pozytywnych konotacji. Katolicy i nie
tylko kojarzą je z obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej, wizerunkiem
maryjnym nieznanego autorstwa, który znajduje się w kaplicy
ostrobramskiej i przez wiernych uważany jest za cudowny. Samo
wspomnienie tego obrazu przywołuje automatycznie osobę Józefa
Piłsudskiego, jednego z twórców niepodległości Polski, który miał bardzo
wielki sentyment do Wilna. I nic dziwnego, wszak spędził tam burzliwe
lata swojej młodości, tam też poznał swoją pierwszą żonę, Marię
Juszkiewiczową, i tam zaczynał swoją "konspiracyjną robotę", redagując
"Robotnika". Jednemu ze swoich ordynansów powtarzał: "Nie masz pan
pojęcia, jak ja to Wilno kocham". Tam też, na cmentarzu Na Rossie, obok
trumny z ciałem jego ukochanej matki, z woli Marszałka spoczywa jego
serce...
Innym Wilno kojarzyć się będzie z Kaziukami, dorocznym trzydniowym
wileńskim Jarmarkiem Kaziukowym, organizowanym od czterystu lat z nastaniem wiosny, w dzień Świętego Kazimierza, czyli 4 marca. Jest to
doskonała okazja, aby nabyć oryginalne wyroby miejscowych rzemieślników,
ale też by rozsmakować się w tradycyjnych wileńskich potrawach i napitkach, których na rozstawionych kramach nie brakuje. Nazwa
wydarzenia wywodzi się oczywiście od Świętego Kazimierza, syna króla
Kazimierza Jagiellończyka panującego w latach 1447-1492, a na Litwie o siedem lat dłużej, bo rządził tam od 1440 roku jako wielki książę
litewski. Wyniesiony na ołtarze w 1602 roku patron Polski i Litwy
spoczywa w wileńskiej katedrze, która jest miejscem pochówku zarówno
jego młodszego brata, króla Aleksandra Jagiellończyka, jak i dwóch
kolejnych żon ostatniego Jagiellona na tronie, Zygmunta Augusta -
Elżbiety Habsburżanki i Barbary Radziwiłłówny. Tam też złożono serce
króla Władysława IV. Wilno - a zwłaszcza tamtejszy zamek królewski,
ulubiona rezydencja ostatniego Jagiellona - było miłosnym gniazdkiem
zakochanego króla i pięknej Barbary. Ród Jagiellonów także budzi
automatyczne skojarzenia z Wilnem, wszak jako gałąź dynastii
Giedyminowiczów wywodzi się właśnie z Litwy.
Mówiąc o Wilnie, nie sposób pominąć dwóch naszych narodowych wieszczów:
Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego. Autor Pana Tadeusza
studiował na tamtejszym uniwersytecie, gdzie dołączył do grona
filomatów, tajnej organizacji młodzieżowej. Za przynależność do niej
Mickiewicz trafił do więzienia i został skazany na zesłanie w głąb
Rosji. Debiutował na łamach "Tygodnika Wileńskiego" wierszem Zima
miejska, a pierwszy okres jego twórczości nazywany jest
wileńsko-kowieńskim. Z kolei Juliusz Słowacki praktycznie dorastał w Wilnie, bo na Cesarskim Uniwersytecie Wileńskim wykładał zarówno jego
ojciec, Euzebiusz Słowacki, jak i ojczym, August Ludwik Bécu. Matka
poety, Salomea, poślubiła go w 1818 roku, po śmierci pierwszego męża.
Sama Salomea prowadziła w Wilnie salon literacki, w którym bywał młody
Adam Mickiewicz.
Na tamtejszym uniwersytecie studiował także jeden z najbardziej
płodnych, a zarazem najpoczytniejszych polskich pisarzy, Józef Ignacy
Kraszewski, który wprawdzie sławę zdobył jako autor powieści o historii
Polski, ale debiutował jako poeta, i to właśnie w Wilnie. W tamtejszym
"Noworoczniku Litewskim" publikował swoje wiersze pod pseudonimem
Kleofas Fakund Pasternak.
W 1934 roku do Wilna zawitał Konstanty Ildefons Gałczyński, który
przybył nad Wilię jako uznany twórca, by rozpocząć współpracę z tamtejszą rozgłośnią radiową, dla której pisał cotygodniowe felietony
Kwadrans dla ponurych. Spędził tam dwa i pół roku, w Wilnie też
urodziła się jego jedyna córka. Mówiąc o tuzach polskiej literatury
związanych z Wilnem, nie sposób pominąć Czesława Miłosza, laureata
Nagrody Nobla z 1980 roku. O mieście nad Wilią pisał, iż "było ukochane
i szczęśliwe, zawsze w czerwcowych piwoniach i późnych bzach, pnące się
barokowymi wieżami ku niebu"1, natomiast w jednym ze swoich
wierszy przyznawał: "Nigdy od ciebie, miasto, nie mogłem odjechać".
To są fakty powszechnie znane i zapewne zdecydowana większość
czytelników, zapytana o skojarzenia z Wilnem, odszuka je w pamięci.
Niewielu jednak wie, iż stolica współczesnej Republiki Litewskiej była
niezmiernie ważnym miastem w historii polskich Żydów, o czym świadczy
fakt, że przez wieki Wilno nazywane było litewską Jerozolimą. Co więcej,
do dziś uważane jest za Jerozolimę Północy, bo żydowscy mieszkańcy Wilna
zostawili tu swój niezatarty ślad. W mieście działali żydowscy mędrcy i nauczyciele, lekarze i społecznicy, którzy cieszyli się niemałym
szacunkiem wśród wszystkich wilnian, niezależnie od ich narodowości.
Ponadto na terenie Wilna od 1911 roku aż do wybuchu drugiej wojny
światowej działała jedyna mafia na ziemiach polskich, założona i zarządzana przez żydowskich gangsterów - Bruderferajn. Przetrwała
pierwszą wojnę światową i prosperowała w czasach Drugiej
Rzeczypospolitej. W dobie dwudziestolecia międzywojennego na terenie
odrodzonej Polski działało wiele rozmaitych gangów, ale tylko wileńska
grupa zasługiwała na miano organizacji typu mafijnego. Bruderferajn
wyczerpywała kilka cech, które współcześni teoretycy prawa uznają za
znamiona przestępczości zorganizowanej: została powołana w celu
osiągnięcia zysków przy pomocy działań nielegalnych, miała hierarchiczną
strukturę, kontrolowała określony obszar i była organizacją hermetyczną,
do której nie przyjmowano byle kogo. Tak jak większość mafii,
ugrupowanie rządziło się własnym niepisanym kodeksem i miało własny
trybunał, którego orzeczenia były wiążące i niepodważalne. Wszystko to,
w połączeniu ze słabością organów ścigania i korupcją zżerającą ówczesną
policję na Wileńszczyźnie, sprawiało, że walka z mafią żydowską była
niebywale trudna, aczkolwiek ostatecznie tę przestępczą organizację
udało się zlikwidować.
Chociaż wydawałoby się, że zwycięstwo wymiaru sprawiedliwości w batalii
z Bruderferajn powinno być szeroko omawiane przez ówczesną prasę,
przedwojenne gazety poświęcały tej sprawie zaskakująco mało miejsca. Tak
się bowiem złożyło, że w 1932 roku, a więc kiedy odbywał się proces
członków ugrupowania, opinia publiczna Rzeczypospolitej żyła dwiema
innymi bulwersującymi sprawami: procesem Marii Cunkiewiczowej,
oskarżonej o oszustwo ubezpieczeniowe, polegające na upozorowaniu
kradzieży wartej fortunę biżuterii, oraz procesem Rity Gorgonowej,
oskarżonej o bestialski mord na Lusi Zarembiance, córce swojego
pracodawcy, a zarazem kochanka. Najwięcej emocji budziła ta ostatnia
sprawa, skutecznie usuwając w cień sukces wileńskiej policji i rozbicie
tamtejszej mafii.
Niniejsza publikacja to nie tylko opowieść o Bruderferajn i wileńskich
Żydach, ale także o przestępcach z czasów Drugiej Rzeczypospolitej. W zdecydowanej większości są to historie na tyle ciekawe, a czasem nawet
zabawne, że warto je przedstawić współczesnym czytelnikom, tym bardziej
że większość z nich poparta jest cytatami z przedwojennej prasy, która
nader chętnie publikowała artykuły opisujące popełnione zbrodnie,
morderstwa, napady i mniej lub bardziej spektakularne kradzieże. Co
więcej, każda szanująca się gazeta prowadziła rubrykę poświęconą sprawom
sądowym i kryminalnym, a zgodnie z ówczesnym prawem dziennikarze nie
bawili się w podawanie inicjałów bohaterów owych drastycznych historii,
publikowali pełne personalia, a często nawet zamieszczali fotografie
osób zamieszanych w sprawę. W rezultacie czasami dochodziło do
bulwersujących pomyłek i opublikowania nazwisk i wizerunków ludzi
niemających nic wspólnego z przestępstwem opisanym w artykule.
Niespecjalnie się tym przejmowano. Nikomu z redakcji nawet nie przyszło
do głowy, żeby zamieścić sprostowanie czy przeprosiny na łamach pisma,
co najwyżej wysyłano poszkodowanemu bukiet kwiatów. W latach 1931-1933
ukazywał się nawet periodyk w całości poświęcony tematyce kryminalnej,
"Tajny Detektyw. Ilustrowany Tygodnik Kryminalno-Sądowy". Wprawdzie z założenia zamieszczane tam relacje miały charakter prewencyjny i odstraszający potencjalnych naśladowców, jak również miały ostrzegać
praworządnych obywateli przed działaniem przestępców, ale artykuły były
pisane w taki sposób, by przyciągnąć jak najwięcej czytelników. Temu
samemu celowi służyła publikacja zdjęć z miejsc zbrodni, często bardzo
drastycznych. Wprawdzie pismo, na skutek nacisków ze strony kręgów
konserwatywnych i ówczesnych hierarchów kościelnych, ostatecznie
zniknęło z rynku, ale dla współczesnych badaczy i historyków stanowi
istną kopalnię wiedzy o przestępczym światku Drugiej Rzeczypospolitej.
Poznajmy zatem historię żydowskiej mafii, będącej częścią dziejów
żydowskiej społeczności Wilna oraz dzieje innych przestępczych ugrupowań
działających na terenie międzywojennej Polski. Większość informacji
tutaj zawartych nie była dotąd publikowana, oprócz cytowanych wzmianek z przedwojennej prasy.
Rozdział 1. Sąsiedzi, czyli co nieco o historii wileńskich Żydów
Rozdział 1
Sąsiedzi, czyli co nieco o historii wileńskich Żydów
Mieszkańcy czarnego miasta
Kiedy w 1812 roku wojska Bonapartego wkroczyły do stolicy Wielkiego
Księstwa Litewskiego, sam cesarz Francuzów, zaskoczony liczebnością
zamieszkujących miasto Żydów, nazwał Wilno litewską Jerozolimą. Całkiem
słusznie, bo żydowska społeczność grodu nad Wilią była wyjątkowo liczna
i zamieszkiwała tam od wieków. Pierwsza wzmianka o społeczności
żydowskiej na Litwie, podobnie jak najstarszy zachowany żydowski
nagrobek na tym terenie, pochodzą z czternastego wieku. Wspomniany
dokument jest dziełem księcia Witolda, w którym w 1388 roku nadał Żydom
mieszkającym w Trokach, Grodnie i Brześciu przywilej, na mocy którego
praktycznie zostali zrównani z mieszczanami. Nie ulega wątpliwości, iż
wzorował się przy tym na wcześniejszym akcie prawnym wydanym dla Żydów
lwowskich przez Kazimierza Wielkiego w 1364 roku. "Niniejszym zezwalamy
im [Żydom] na nabywanie w swoich domach wszelakich towarów i na
wyszynk wszelakiego napitku, zarówno tego, który uwarzyli sami, jak i nabytego, jeśli zapłacą naszemu skarbowi roczną daninę" - głosiło
postanowienie litewskiego władcy. "Mogą na równi z mieszczanami uprawiać
kupno i sprzedaż tak na rynku, jak i w sklepach, jak i wszelkie
rzemiosło. Wolno im także na równi z mieszczanami nabywać rolę i łąki,
po uiszczeniu koniecznych danin naszemu skarbowi"2. Z tego
samego okresu pochodzi też najstarszy zachowany żydowski nagrobek.
Nadany przez Witolda przywilej nie obejmował wprawdzie żydowskich
mieszkańców Wilna, ale wiadomo, iż Żydzi już wcześniej tam mieszkali.
Wszak dwór wielkiego księcia miał swoją siedzibę w tym zacnym grodzie, a sam Witold bezustannie borykał się z kłopotami finansowymi, ratując się
pożyczkami u swoich żydowskich poddanych. Nawiasem mówiąc, był dość
kłopotliwym dłużnikiem, bo ociągał się wyjątkowo długo z uregulowaniem
należności. Nie on jeden korzystał z kiesy zasobnych żydowskich
bankierów, u których zapożyczali się także polscy władcy, na czele z Kazimierzem Wielkim, Ludwikiem Węgierskim i jego córką, a zarazem
następczynią tronu, Jadwigą Andegaweńską. Także stryjeczny brat Witolda,
Władysław Jagiełło, był zadłużony u krakowskich bankierów narodowości
żydowskiej. Pożyczki stanowiły podstawę dochodu wielkoksiążęcego skarbu,
obok pobieranych opłat przewozowych i mostowych. W tym ostatnim Żydzi
byli tak skuteczni, że Witold cenił ich wyżej niż chrześcijan
zatrudnionych w tym charakterze, dlatego wszelkie próby usunięcia Żydów
z intratnej posady poborców kończyły się niepowodzeniem.
Nie wszyscy władcy byli dla żydowskich wilnian tak przychylni jak
stryjeczny brat Władysława Jagiełły. W 1495 roku późniejszy król Polski,
a wtedy wielki książę litewski Aleksander, idąc w ślady swego starszego
brata i poprzednika na tronie Jana Olbrachta (jako król Polski zabronił
Żydom mieszkać w Krakowie), wydał dekret nakazujący opuszczenie terenów
Wielkiego Księstwa Litewskiego wszystkim Żydom trwającym w wierze swych
przodków. Wtedy wielu mieszkańców Litwy wyznania mojżeszowego, zwłaszcza
tych zamożniejszych, podjęło decyzję o przejściu na chrześcijaństwo.
Taka sytuacja nie trwała jednak zbyt długo, bo kiedy tylko Aleksander po
przedwczesnej śmierci Jana Olbrachta ozdobił swe skronie koroną Polski i potrzebował pieniędzy na wojnę z Moskwą, przywrócił Żydom prawo
osiedlania się na Litwie. Wówczas też wszyscy wcześniej wypędzeni mogli
powrócić do swych dawnych domów i posiadłości, jednakże pod warunkiem
ich wykupienia od aktualnych posiadaczy. Ponadto monarcha nałożył na
Żydów litewskich obowiązek pokrycia kosztów powołania na czas wojny i opłacania oddziału tysiąca konnych. Pomimo wspomnianego obciążenia
Jagiellończyk musiał cieszyć się wielką estymą wśród swoich poddanych
wyznania mojżeszowego, skoro poważył się na rzecz niebywałą: zniósł
wszystkie antyżydowskie przepisy zalecane przez papiestwo. W rezultacie
na terenie jego państwa nie wolno było pozywać Żydów przed trybunały
duchowne, a obowiązek ich obrony przed ewentualnymi napaściami, nawet ze
strony kleru, został przeniesiony na wojewodów. Co więcej, Żydzi zyskali
prawo do własnego sądownictwa, co było ewenementem na skalę europejską.
Jak wynika z szacunków badaczy, za panowania wspomnianego Jagiellona w Rzeczypospolitej zamieszkiwała dość liczna społeczność żydowska - na
ziemiach polskich osiemnaście tysięcy, a na Litwie około sześciu
tysięcy.
Ostatni Jagiellonowie także byli przychylni wileńskim Żydom. Wprawdzie
za panowania Zygmunta Starego, w 1527 roku chrześcijańscy mieszkańcy
Wilna wywalczyli uchwalenie przywileju De non tolerandis Judaeis,
zakazującego osobom wyznania mojżeszowego zamieszkiwania na terenie
miasta, ale niewiele to zmieniło. Żydzi nie wynieśli się na dobre z miasta nad Wilią. Z dokumentów historycznych wynika, że nie tylko dalej
prowadzili wcześniejszą działalność, lecz także tam mieszkali. Taka
nietypowa sytuacja panowała aż do 1557 roku, kiedy przywrócono Żydom
prawo do osiedlania się w Wilnie. Siedemnaście lat później powstała tam
pierwsza żydowska gmina, a wraz z nią pierwsza synagoga w mieście.
Z kolei za panowania Zygmunta Augusta, syna Zygmunta Starego, de facto
usankcjonowano wolność wyznania, a to dzięki wyłączeniu spod egzekucji
starościńskich wyroków sądów kościelnych, do czego doszło w okresie
1563-1565. Natomiast akt królewski z 1570 roku, wyłączający sprawy
natury religijnej spod jurysdykcji królewskiej, potwierdził ten stan.
Trzy lata później na terenie Wilna powstała pierwsza synagoga, natomiast
ulica wiodąca do świątyni zyskała miano Żydowskiej.
Przychylny Żydom był również cieszący się nie do końca zasłużoną sławą
dewot, pierwszy Waza na tronie Rzeczypospolitej. Zygmunt III doskonale
zdawał sobie sprawę ze znaczenia tej mniejszości dla gospodarki całego
państwa. Widomym aktem przychylności monarchy była jego odpowiedź na
skargę społeczności żydowskiej z 7 maja 1592 roku na mieszczan
wileńskich, którzy wcześniej spalili nie tylko kilka domów w mieście,
lecz także samą synagogę. Władca, w odpowiedzi na protesty wileńskich
Żydów, 1 czerwca 1593 roku wydał przywilej pozwalający "Żydom w mieście
naszym stołecznym WKsL w Wilnie mieszkania u szlachty dawać i nabywać,
zwłaszcza że za szczęśliwym przyjechaniem naszym na te państwa, Koronę
Polską i Wielkie Księstwo Litewskie, mieszkających
zastaliśmy"3. Zgodnie z wolą króla tamtejsi Żydzi uzyskali
pozwolenie, aby mogli "w kamienicach i domach szlacheckich mieszkać,
nabożeństwo swe mieć i odprawiać, handle i kupie rozmaite, jako i inszy
poddani naszy, którzy mieszkają w miastach naszych w Wielkim Księstwie
Litewskim, wieść krom zatrudnienia wszelkiego"4. W osobnym
dekrecie monarcha przyznał im dodatkowo prawo do założenia synagogi,
cmentarza, łaźni oraz rzeźni koszernej, umożliwiającej ubój zwierząt na
potrzeby mieszkańców tego wyznania. W owych czasach litewska, w tym
również wileńska, społeczność żydowska cieszyła się znacznie większymi
swobodami i przywilejami niż pobratymcy w Koronie. Praktycznie jedynym
ograniczeniem dla Żydów był przymus osiedlania się w obrębie getta,
usytuowanego między ulicami Dominikańską, Wielką i Wileńską, natomiast
począwszy od siedemnastego stulecia, ośrodkiem życia żydowskiej
społeczności w Wilnie była dzielnica Szklana (Stikli?), która swą nazwę
zawdzięcza rozlokowanym wzdłuż niej warsztatom żydowskich szklarzy. W 1547 roku powstała tu nawet pierwsza w Wielkim Księstwie Litewskim
fabryka szkła. Mieszkający w Wilnie chrześcijanie dzielnicę żydowską
nazywali "czarnym miastem". Pewnym paradoksem jest fakt, że była ona
pierwszym w Polsce prawnie usankcjonowanym gettem, a jego granice
wyznaczył w 1633 roku Władysław IV Waza, monarcha skądinąd przychylny
starozakonnym.
Systematycznie bogacący się członkowie żydowskiej społeczności budzili
zazdrość, czego rezultatem były ataki na wileńskich Żydów.
Intensyfikacja napaści nastąpiła w latach 1634-1635. Chcąc wynagrodzić
ludności żydowskiej jej cierpienia, Władysław IV nadał jej przywilej
handlu alkoholami. Nie był to tylko królewski kaprys ani wyraz miłości
władcy do narodu wybranego. Po prostu Waza doskonale zdawał sobie
sprawę, jak ważną rolę odgrywają Żydzi w gospodarce ówczesnego Wielkiego
Księstwa. Monarcha ten zalegalizował też handel złotem, srebrem,
dywanami, przyprawami i bawełną przez żydowskich przedsiębiorców, jak
również wydał zezwolenie na wybudowanie w Wilnie Wielkiej Synagogi.
Świątynia miała być murowana i docelowo mogła pomieścić aż kilkaset
osób. Ponieważ budowla zgodnie z ówczesnym prawem nie mogła być wyższa
od znajdujących się w mieście kościołów, kilka pięter znalazło się pod
ziemią. W rezultacie synagoga oglądana z zewnątrz wydawała się
trzypiętrową budowlą, ale w rzeczywistości kondygnacji było pięć.
W Rzeczypospolitej Obojga Narodów litewscy, a więc także wileńscy Żydzi
parali się nie tylko handlem, ale współpracowali również z administracją
państwową, głównie jako celnicy arendujący cła i myta, opłaty pobierane
za przejazd. Dzierżawienie ceł i myt w dawnej Rzeczypospolitej było
niełatwym, aczkolwiek niebywale dochodowym przedsięwzięciem. Sama
profesja celnika nie cieszyła się poważaniem społecznym, a żydowscy
celnicy, wyjątkowo sumiennie wykonujący swoje obowiązki, niemal
codziennie spotykali się z agresją kupców i przewoźników. Szczególnie
ostro reagowali ci bardziej zamożni i ustosunkowani, którzy nierzadko
posuwali się do rękoczynów lub jawnych gróźb. Gra była jednak warta
świeczki, bo arenda ceł stanowiła istną żyłę złota, a wielu Żydów
dorobiło się na niej majątku. W Wielkim Księstwie Litewskim ów proceder
został praktycznie zmonopolizowany przez Żydów, którzy mieli ku temu
najlepsze kwalifikacje jako naród o bogatych tradycjach kupieckich.
Przyznawali to zresztą zarówno polscy, jak i litewscy chrześcijanie,
wśród których panowało przekonanie, iż "Żydzi wszystkie swoje rozchody z przychodami miarkować i napisywać lepiej niż chrześcijanie umieją i nadto Żyda nie znajdzie, co by pisać i rachować nie umiał"5. Tak
było rzeczywiście, a poza tym, pracując w komorach celnych, zyskiwali
dodatkową wiedzę i kwalifikacje, które potem przekazywali swoim dzieciom
i wnukom. W efekcie profesja przechodziła z pokolenia na pokolenie.
Dzierżawcy ceł najczęściej zatrudniali swoich współwyznawców, a nierzadko w komorach pracowały całe spółki rodzinne: ojciec wraz z synami oraz dalszymi krewnymi. Nie bez znaczenia był fakt, że dzięki
prowadzonej działalności handlowej Żydzi dysponowali odpowiednią ilością
gotówki konieczną do zainwestowania w nabytą dzierżawę. Żydowscy celnicy
czerpali też dochody z przemytu - po odkryciu owego niecnego procederu
mieli prawo do połowy lub jednej trzeciej przemycanych dóbr, reszta
natomiast trafiała do skarbu państwa. Jednak w tej beczce miodu była
spora łyżka dziegciu: przedsiębiorczość oraz majątek, którego dorabiali
się na arendach litewscy przedstawiciele narodu wybranego, nierzadko
kłuły w oczy chrześcijańskich mieszkańców Litwy i Korony, budząc ich
nienawiść.
W wielowiekowej historii Wilna różnie układały się relacje między
żydowskimi mieszkańcami miasta a ich chrześcijańskimi sąsiadami. Do
poważnego zaostrzenia doszło po wojnie polsko-rosyjskiej, która toczyła
się w latach 1654-1657, równolegle z potopem szwedzkim, jak powszechnie
nazywa się wojnę między Szwecją a Rzecząpospolitą w okresie 1655-1660.
Kiedy wojska Rzeczypospolitej dowodzone przez hetmana wielkiego
litewskiego Janusza Radziwiłła oraz hetmana polnego litewskiego
Wincentego Korwina Gosiewskiego przegrały dwudniową bitwę o stolicę
Wielkiego Księstwa z przeważającymi siłami cara Aleksego I Michajłowicza, wspieranymi przez Kozaków Iwana Zołotarenki, wroga armia
wkroczyła do miasta. Zdobywcy obeszli się okrutnie z jego mieszkańcami:
w trakcie trzydniowej rzezi wymordowali dosłownie połowę ludności, nie
oszczędzając starców, kobiet i dzieci. Ci z mieszkańców Wilna, którzy
jakimś cudem ocaleli, nie mieli się gdzie schronić, bo na skutek
podpaleń rozpętał się trwający bez mała trzy tygodnie pożar, który
strawił wiele budynków w mieście, w tym cenne budowle. Spalono niemalże
wszystkie kościoły, niezależnie od wyznania, zniszczeniu uległa także
wileńska dzielnica żydowska. Kolejnym ciosem wymierzonym przez okupanta,
tym razem w społeczność żydowską, był zakaz osiedlania w obrębie miasta
wydany osobom wyznania mojżeszowego. Wilno wróciło do Rzeczypospolitej
dopiero w 1660 roku, kiedy z rąk moskiewsko-kozackich odbił je Michał
Kazimierz Pac, ale długo nie odzyskało dawnej świetności. Liczbę
czterdziestu pięciu tysięcy mieszkańców, a więc stan przed napaścią
Rosji, osiągnęło dopiero dwieście lat później.
Ponieważ dzielnica żydowska została zniszczona na skutek działań
sprzymierzonych wojsk moskiewsko-kozackich, Żydzi wracający do miasta po
wojnie skorzystali z dzierżawy nieruchomości należących do wileńskich
jezuitów. Społeczność żydowska nie była już tak bogata jak wcześniej,
zwłaszcza że jej przedstawicieli wykluczono z cechu szklarzy, złotników
i rybaków. Sytuację pogarszały także konflikty wybuchające pomiędzy
samymi Żydami i coraz częstsze spory z chrześcijanami, którzy zarzucali
Żydom pracującym w handlu i rzemiośle odbieranie im pracy. Pojawiały się
także oskarżenia znacznie ostrzejszego kalibru: wilnianie wyznania
mojżeszowego, podobnie jak ich pobratymcy na terenie całej ówczesnej
Europy, oskarżani byli bowiem nie tylko o świętokradztwo, głównie o bezczeszczenie hostii, ale wręcz o mordy rytualne. Nawiasem mówiąc,
powstała w połowie dwunastego stulecia legenda mordu rytualnego, a więc
pogląd, iż Żydzi mordują niewinne chrześcijańskie dzieci dla krwi, którą
mieliby wykorzystywać do produkcji macy spożywanej w czasie święta
Pesach lub do jakichś bliżej nieokreślonych żydowskich praktyk
magicznych i leczniczych, należy do najmocniej utrwalonych
antyżydowskich fantazmatów. Niejednokrotnie był także przyczyną
żydowskich pogromów, które zdarzały się także w Wilnie.
Władcy Rzeczypospolitej wydawali się jednak wyjątkowo odporni na
pogłoski o rzekomych podłościach i przestępstwach, których - zdaniem
wielu - Żydzi mieliby się dopuszczać wobec bogobojnych chrześcijan.
Żydzi cieszyli się także sympatią Jana III Sobieskiego. Królewska
przychylność wobec starozakonnych wynikała po części z jego tolerancji,
ale także z przekonania, iż społeczność żydowska może odgrywać rolę
czynnika miastotwórczego w zrujnowanej wojnami Rzeczypospolitej. W efekcie Żydzi mogli liczyć na pomoc władcy w przypadku wszelkiego
rodzaju tumultów i zaburzeń skierowanych przeciwko ich społeczności.
Dowodem tego jest chociażby wydanie przez monarchę listu żelaznego Żydom
mieszkającym w Łobożenicy w związku z rozruchami, do których doszło tam
w czerwcu 1685 roku. Z inicjatywy monarchy uchwalano nawet konstytucje
mające zapewnić bezpieczeństwo społeczności żydowskiej i grożące ostrymi
sankcjami sprawcom wszelkich antysemickich wystąpień. Sytuacja uległa
pogorszeniu w osiemnastym stuleciu, aczkolwiek już wcześniej pojawiły
się zapisy prawne, które skutecznie ograniczały Żydom działalność
zarobkową. W 1661 roku w konstytucji ustalającej nowe cła zawarto
klauzulę zakazującą ich dzierżawy mieszkańcom Rzeczypospolitej wyznania
mojżeszowego, co powtórzono w 1676 roku. W 1678 roku uchwalono nową
ustawę, zgodnie z którą "Żydzi i Tatarowie, i inni niewierni, tak w Koronie, jako i w WXL [...] ceł, myt ani żadnych prowentów
Rzeczpospolitej per arendam nie trzymali ani exaktorami onych nie
byli"6. Początkowo zapis obowiązywał tylko na papierze, ale pod
koniec siedemnastego stulecia w instrukcjach sejmikowych coraz częściej
pojawiał się postulat nieoddawania Żydom w administrację dochodów
państwa. Przez jakiś czas niezbyt rygorystycznie podchodzono do
egzekwowania tych ograniczeń, co zmieniło się w następnym stuleciu.
Zresztą początek siedemnastego wieku to również czas gwałtownego
pogorszenia się relacji żydowskich i chrześcijańskich mieszkańców Wilna.
W 1712 roku sytuacja stała się na tyle poważna, że zwołano nawet
specjalną komisję, mającą regulować spory między mieszczaństwem a ludnością żydowską, przy czym konflikty załagodzono, nakładając kolejne
ograniczenia na kupców wyznania mojżeszowego. Zakazano im chociażby
zatrudniania chrześcijan w innym charakterze niż furmani i pracownicy
browarów oraz prowadzenia handlu poza terenem dzielnicy żydowskiej.
Żydowskim złotnikom zakazano natomiast wyrabiania przedmiotów z drogich
kruszców, co praktycznie wykluczało ich z branży, a żydowskim kuśnierzom
świadczenia usług dla chrześcijańskich klientów. Jak można się domyślić,
nie uspokoiło to całkowicie nastrojów ani nie zapobiegło konfliktom w przyszłości. W 1738 roku wojewoda wileński, odpowiadając na żądania
mieszczan, wydał uniwersał, w którym niejako przypominał Żydom o zakazie
prowadzenia sklepów przy rynku i w pobliżu kościołów, jak również
napominał ich, że nie powinni przeszkadzać chrześcijańskim kupcom w ich
działalności handlowej.
Wszystkie wspomniane zakazy i ograniczenia przyczyniły się do
pauperyzacji ludności żydowskiej w Rzeczypospolitej, dlatego wielu Żydów
widziało szansę na poprawę swego losu w przeprowadzce na wieś. Nie
znaczy to oczywiście, że mieszkańcy wyznania mojżeszowego masowo
opuszczali Wilno, wręcz przeciwnie, nadal byli znaczącą mniejszością
narodową. Kwestia żydowskich obywateli ówczesnej Rzeczypospolitej oraz
ich sytuacji w przyszłości miała być przedmiotem obrad Sejmu
Czteroletniego, zwołanego w celu reformy państwa i obradującego w Warszawie w latach 1788-1792. W 1789 roku sporo hałasu wzbudziła
broszura wydana w stolicy przez Mateusza Butrymowicza pt. Sposób
uformowania Żydów polskich w pożytecznych kraiowi obywatelów. Jej autor
wprawdzie jawi się jako zwolennik nadania Żydom swobód wyznaniowych i dopuszczenia ich do wszystkich sfer życia państwa, ale zarazem jest
zwolennikiem ich polonizacji. I to wymuszonej, bowiem postulował
likwidację większości świąt żydowskich, zniesienie odrębności strojów,
jak również wprowadzenie zakazu drukowania książek w języku żydowskim i sprowadzania ich z zagranicy. Podobną opinię prezentowali Hugo Kołłątaj
oraz Michał Czacki. Ten ostatni w swojej publikacji W Refleksjach nad
reformą Żydów twierdził wręcz, że to właśnie judaizm stanowi główną
przeszkodę włączania się ludności żydowskiej we wspólnotę, tworzoną
przez pozostałych obywateli państwa, w którym mieszkają. O ile
przywołani autorzy widzieli w ludności żydowskiej pełnoprawnych
obywateli, oczywiście pod warunkiem ich daleko posuniętej polonizacji, o tyle Stanisław Staszic uważał Żydów wręcz za element szkodliwy. I dał
temu wyraz chociażby w swojej sztandarowej publikacji Przestrogi dla
Polski.
Kwestią polskich Żydów zajął się również Sejm Czteroletni, w trakcie
którego została powołana specjalną komisja mająca za zadanie zbadanie
kwestii żydowskiej. Niestety, wobec drastycznego oporu szlachty
polskiej, jej działalność była raczej iluzoryczna, skoro jej członkowie
nie przygotowali nawet jednego projektu ustawy. W efekcie ustawa
zasadnicza uchwalona 3 maja 1791 roku nie przyniosła poprawy prawnej
sytuacji Żydów zamieszkujących Rzeczpospolitą. Można nawet uznać, że ją
pogorszyła, skoro zgodnie z jej zapisami, członkowie społeczności
żydowskiej nie mogli korzystać z praw miejskich, ani trudnić się handlem
detalicznym. Warto jednak dodać, że jeszcze przed jej uchwaleniem, Żydzi
zostali objęci prawem nietykalności cielesnej.
Wprawdzie zdecydowana większość Żydów zamieszkujących przedrozbiorową
Polskę i Litwę, zamierzała trwać w wierze przodków i kultywować prastare
tradycje, ale idee oświecenia dotarły przynajmniej do nielicznej ich
społeczności w Europie zachodniej. Wśród części zachodnioeuropejskiej
burżuazji żydowskiej pojawił się ruch intelektualny, zwany żydowskim
oświeceniem - haskala. Żydowski filozof, Mojżesz Mendelssohn,
mieszkający i działający w Berlinie, uważany obecnie za prekursora, a zarazem jednego z najważniejszych przedstawicieli tego ruchu, opowiadał
się za zrównaniem praw Żydów z ludnością nieżydowską w krajach
niemieckich, jak również za ich kulturalną i cywilizacyjną emancypacją.
On i jego zwolennicy uważali, że najlepszą drogą do uzyskania tego celu
będzie wprowadzenie obowiązku świeckiego nauczania ludności żydowskiej,
w tym także nauki języka i obyczajów państwa, w którym mieszkała dana
społeczność żydowska. Sam Mendelssohn opowiadał się również za
rezygnacją z tradycyjnego stroju i porzuceniem niektórych żydowskich
obyczajów, dlatego zwracał się do swoich rodaków mieszkających w Europie: "Dostosowujcie się do obyczajów i porządku panującego w kraju,
w którym zamieszkujecie, oraz trwajcie niezmiennie przy wierze swoich
przodków. [...] Niewątpliwie nie będzie rzeczą łatwą pogodzenie
obowiązków obywatelskich z zachowaniem nakazów religijnych, tym bardziej
że w dzisiejszych czasach trzymanie się przepisów religijnych jest - w przeciwieństwie do czasów dawniejszych - szczególnie
uciążliwe"7. Niestety, filozofia haskali była popularna
wyłącznie w kręgach zachodniej burżuazji żydowskiej. Nie spotkała się
natomiast z uznaniem żydowskich mieszkańców Europy Środkowej i Wschodniej, gdzie przeważali wyznawcy chasydyzmu i judaizmu
rabinicznego, a więc także i na ziemiach Rzeczypospolitej. Propagowane
przez maskilim, jak nazywano zwolenników tego nurtu, znalazły swoich
propagatorów na ziemiach polskich i litewskich jednak dopiero w dziewiętnastym stuleciu8.
Uchwalenie majowej konstytucji uruchomiło istną lawinę wydarzeń, której
finałem był upadek Rzeczypospolitej i grabież jej terytorium przez trzy
państwa zaborcze: Prusy, Austrię i Rosję. Obszar niegdysiejszego
Wielkiego Księstwa Litewskiego wraz z Wilnem znalazł się na terenie
zaboru rosyjskiego. Obywatele Rzeczypospolitej nie godzili się z tym,
zbrojnie protestując przeciwko zaborom, a wśród walczących o wolność
ojczyzny nie brakowało przedstawicieli społeczności żydowskiej. Żydzi
chętnie przyłączali się do walczących Polaków, w czym niemałą zasługę
miał charyzmatyczny przywódca powstańczego zrywu 1794 roku, Naczelnik
Tadeusz Kościuszko. Już w mowie wygłoszonej po złożeniu uroczystej
przysięgi na rynku w Krakowie 24 marca 1794 roku, zapewnił: "w obronie
ojczyzny równość u mnie popłaca i dlatego tak Żyd, chłop, szlachcic,
ksiądz i mieszczanin równego są u mnie szacunku". W podobnym tonie było
utrzymane przemówienie wygłoszone przez Naczelnika w krakowskiej Starej
Synagodze. Dla Kościuszki nie były to puste słowa, bo uważał, że w wolnej Polsce jest miejsce dla wszystkich i wszyscy powinni cieszyć się
swobodą praw obywatelskich, niezależnie od płci, narodowości, wyznania i poglądów. Trudno się zatem dziwić, że polscy Żydzi, a szczególnie ci
mieszkający w Warszawie, licznie zgłaszali się do udziału w walkach pod
komendą Kościuszki. Wiadomo, że walczyli już w pierwszych zmaganiach z wojskami rosyjskimi w ogarniętej powstańczym entuzjazmem stolicy, w tym
także w walkach na ulicach Senatorskiej i Świętojerskiej9. Jak zauważa Alex Storożyński w biografii Kościuszko Książę chłopów "oprócz chłopów pańszczyźnianych i mieszczan u Naczelnika służyło sześć regimentów tatarskich, a w niektórych polskich oddziałach do dwudziestu procent stanowili
Żydzi"10. Potem także czynnie angażowali się w sprawy powstańcze.
"Rzecz osobliwa, co gdzie indziej musem nie można było dokazać, u nas w Warszawie dobrowolnie Żydzi z ochotą warty odbywają, z patrolami idą, a nawet niektórzy broń śmiało podnoszą przeciwko powszechnemu całego
narodu i ludzkości nieprzyjacielowi"11 - pisał w czerwcu 1794 roku autor artykułu zamieszczonego na łamach "Gazety
Obywatelskiej". Wspominając o zrywie powstańczym pod wodzą Kościuszki,
nie sposób oczywiście pominąć postaci pułkownika Berka Joselewicza,
organizatora Żydowskiego Pułku Lekkokonnego. Istnieją też dowody, że
Żydzi pełnili funkcję powstańczych emisariuszy, jak również organizowali
transport i służbę medyczną.
W owych burzliwych czasach odnotowano także zgoła inne, jednoznacznie
naganne zachowania niektórych członków społeczności żydowskiej, gdyż
żydowscy przestępcy organizowali się w bandy i wykorzystując powstańczy
chaos, napadali na szlacheckie dwory. Pamiętnikarz Kajetan Koźmian
wspomina: "Zjawiły się były podówczas w Lubelskiem, z wielkim
przestrachem mieszkańców, najazdy zbrojnego żydostwa na szlacheckie
domy, tak że mieszkańcy ziemscy musieli domy swoje obsaczać na noc
uzbrojonymi strzelcami, aby spokojnie przespać mogli, i każdy dom
opatrywał się w liczne i zawsze nabite pistolety i strzelby. W sam dzień
Trzech Króli najechano szlachcica pod Krasnymstawem, niejakiego
Kulbackiego, u którego hultaje izraelscy przepatrzyli pieniądze. O północy więc kilkunastu z bandy złoczyńców śpiewali kolędę, a drudzy
zakradali się pode drzwi, a gdy szlachcic wyszedł do nich, pochwycili,
męczyli, zabili i dom złupili. Podobna zbrodnia wykonaną była przez
Żydów w Trzydniku czyli Rzeczycy pod Kraśnikiem"12.
Złoczyńców jednak pojmano, postawiono przed sądem i spotkała ich sroga
kara: jednego z dwóch hersztów bandy poćwiartowano, a poszczególne
kawałki ciała porozwieszano na "murowanej szubienicy", oddając je na
pastwę kruków. Drugiego z przywódców, który przeszedł konwersję na wiarę
katolicką, potraktowano nieco łagodniej - ścięto go na lubelskim rynku.
Powstanie kościuszkowskie ogarnęło swoim zasięgiem również Litwę, gdzie
23 kwietnia 1794 roku generał Jakub Jasiński na czele zwerbowanych przez
siebie spiskowców podstępem porwał ówczesnego hetmana wielkiego
litewskiego, a zarazem targowiczanina Szymona Kossakowskiego i przeciągnąwszy stacjonujące w Wilnie wojsko na swoją stronę, opanował
miasto. Wileńscy Żydzi nie tylko przyłączali się do powstania, biorąc
czynny udział w obronie miasta przed wojskami Katarzyny II, ale
wspierali je także w inny sposób: miejscowy kahał13 wspomógł
powstańców kwotą dwudziestu pięciu tysięcy guldenów, natomiast żydowscy
krawcy szyli ubrania dla żołnierzy insurekcji.
Wileńscy Żydzi w czasie zaborów
Pozująca na oświeconą władczynię Katarzyna Wielka, pod której panowaniem
po trzecim zaborze znaleźli się litewscy Żydzi, chciała uczynić z nich
obywateli swego państwa, mających te same prawa i obowiązki jak wszyscy
inni, ale ceną za to miało być unicestwienie żydowskiej tożsamości,
tradycji i kultury. Już po pierwszym rozbiorze władczyni wydała zakaz
osiedlania się Żydów poza wyznaczoną strefą, obejmującą dawne polskie
oraz nadczarnomorskie terytoria zdobyte w wojnach z Turcją. Obszar ten
uległ rozszerzeniu wraz z przyłączeniem do Rosji kolejnych terenów
Rzeczypospolitej po drugim i trzecim rozbiorze. Paweł I, jedyny syn
Katarzyny II, a zarazem następca tronu, miał do kwestii żydowskiej nieco
bardziej liberalne podejście, skoro zezwolił swoim poddanym wyznania
mojżeszowego na druk książek hebrajskich, aczkolwiek pod ścisłym
nadzorem cenzora. Za jego panowania żydowscy mieszkańcy Wilna brali
nawet udział wyborach samorządowych, co spotkało się z ostrym sprzeciwem
społeczności chrześcijańskiej.
Kiedy w 1801 roku Paweł I zginął w zamachu pałacowym, na tron wstąpił
jego najstarszy syn Aleksander, pierwszy car o tym imieniu. Pod wpływem
swojego liberalnego otoczenia powołał ukazem z 9 listopada 1802 roku
Komitet Urządzenia Żydów w Rosji, w składzie którego, obok dwóch
rosyjskich polityków, ministra Michaiła Sperańskiego i Wiktora
Koczubeja, znalazło się także dwóch Polaków - książę Adam Czartoryski
pełniący funkcję ministra spraw zagranicznych oraz senator Seweryn
Potocki. Wchodzący w skład gremium pisarz Gawrił Dzierżawin domagał się
wprawdzie ograniczenia praw żydowskich poddanych na rzecz innych stanów,
ale liberalny Sperański optował za edukacją Żydów i zrównaniem ich w prawach celem stopniowej asymilacji. Byli za tym także żydowscy carscy
doradcy, którzy wzbogacili się na handlu, Adolf Peretz, Nota Notkin i Leon Newachowicz. Ostatni z wymienionych apelował do chrześcijan: "Nie
szukajcie Żyda w człowieku, lecz szukajcie człowieka w Żydzie".
Car Aleksander I podpisał 9 grudnia 1804 roku Statut o urządzeniu
Żydów, w którym zaliczono ich do trzech stanów - kupców, rzemieślników
i mieszczan, a jednocześnie rozszerzono strefę ich osiedlania, jak
również ułatwiono im dostęp do edukacji, w tym do uniwersytetów oraz
innych zakładów naukowych. Umożliwiono im również uprawianie rzemiosła i zakładanie fabryk. Jednocześnie zniesiono instytucję kahałów, a ludnością żydowską miały od tej pory zarządzać lokalne władze
administracyjne. Żydzi pragnący studiować na wyższej uczelni musieli
wykazać się biegłą znajomością języka rosyjskiego, polskiego lub
niemieckiego, natomiast ci, którzy prowadzili jakąkolwiek działalność
handlową czy inną, mieli obowiązek prowadzenia ksiąg rachunkowych i rozliczeń księgowych w języku rosyjskim. Zdaniem niemieckiego historyka
o żydowskich korzeniach Heinricha Graetza car zamierzał swoich
żydowskich poddanych "wydobyć z tego bagna przez zachętę do nauczenia
się rolnictwa i rzemiosł, przez zakładanie fabryk i nadanie ich
pracownikom pewnych przywilejów. Mieli się też uszlachetniać przez nauki
i sztuki. Otworzono im uniwersytety i wyższe zakłady naukowe. Pomyślano
również o prawidłowem wykształceniu szkolnem młodzieży. Dla wyrugowania
ich zachwaszczonej gwary postanowiono dopuszczać do urzędów
magistrackich tych, żeby się nauczyli mówić i pisać w jednym z języków:
rosyjskim, polskim lub niemieckim. Na rabinów polecono wybierać tylko
takich, którzy by przyswoili sobie jeden z tych języków"14. Ukaz
jednak zawierał projekt wyrugowania Żydów z osad wiejskich w ciągu
kolejnych trzech lat, co wiązało się z exodusem sporej części żydowskiej
ludności. Ponadto, w celu szybszej rusyfikacji, administracyjną rolę
kahałów oddano lokalnej władzy, pozbawiając przy tej okazji rabinów
sądowych uprawnień. Żydzi pracujący na stanowiskach publicznych musieli
natomiast zrezygnować ze swojego tradycyjnego stroju na rzecz ubiorów na
europejską modłę. Wszystko to miało na celu szybszą rusyfikację ludności
żydowskiej. Stosowano też inne metody, które trudno byłoby uznać za
godziwe. Carska propaganda celowo rozpowszechniała wizerunek Żyda
hołdującego tradycji, przedstawiając go jako zachłannego oszusta, z reguły mieszkającego na wsi i prowadzącego karczmę, w której bezkarnie
rozpijał miejscową ludność. Wkrótce zatem społeczność żydowską uznano za
zacofaną, a judaizm za niebezpieczną religię. Żydzi żyjący na terenie
imperium Romanowów, a więc także w Wilnie, musieli się zasymilować, aby
uniknąć prześladowań.
Dziś rzadko się o tym mówi, ale w trakcie kampanii 1812 roku żydowscy
kurierzy współpracowali z Polakami walczącymi u boku Napoleona. Świadczy
o tym relacja generała Dezyderego Chłapowskiego: "Na Litwie nawet Żydzi
zdawali się dla nas być przychylnymi. Miałem rzadki tego przykład. Jeden
z nich bowiem, którego wysłałem z bilecikiem do naszego oddziału, aby
dać dowódcy prędszą wiadomość, niż ta dojść mogła przez oficera
wysłanego naokoło, przedarł się pomiędzy Moskalami i szybko sprawił me
polecenie, a gdy powrócił, nie chciał przyjąć obiecanych mu dziesięciu
dukatów, jeżeli w danym czasie przyniesie mi odpowiedź od dowódcy
oddziału. Gdy mu te dziesięć dukatów narachował mój adiutant, rzekł ów
starozakonny: nie wezmę ich, i ja także mogę i chcę służyć mojej
ojczyźnie, o ile mię stać na to, to, com zrobił, pieniędzmi się nie
płaci, bom ja życie ryzykował"15.
Po klęsce Wielkiej Armii i zakończeniu wojen napoleońskich na Żydów
mieszkających w zaborze rosyjskim spadły kolejne ograniczenia:
Aleksander zmniejszył obszar stref osiedlenia i wprowadził zakaz
zamieszkiwania przez Żydów pasa o szerokości pięćdziesięciu wiorst
wzdłuż granicy zachodniej, aczkolwiek dokładną granicę tego obszaru
określono w 1836 roku. Obejmowała ona: gubernie wołyńską, grodzieńską,
wileńską, podolską, mińską, jekaterynosławską i Besarabię, prowincje
kijowską (bez Kijowa), chersońską (bez Nikołajewa), taurydzką (bez
Sewastopola), mohylewską i witebską (bez osad wiejskich), część
czernihowskiej i połtawskiej. Ograniczenia dotknęły także wileńską
społeczność żydowską, kiedy w 1823 roku Żydom zabroniono nie tylko
mieszkać, lecz także prowadzić jakąkolwiek działalność gospodarczą,
rzemieślniczą, handlową i inną na ulicach Wielkiej, Zamkowej,
Ostrobramskiej, Świętojańskiej, Dominikańskiej i Trockiej. Chrześcijanie
będący właścicielami domów stojących na tym obszarze otrzymali natomiast
zakaz wynajmowania mieszkań lokatorom wyznania mojżeszowego. Żydowscy
mieszkańcy Wilna koncentrowali się zatem w dzielnicy żydowskiej, która
zajmowała obszar pomiędzy ulicą Wielką, Niemiecką oraz Dominikańską, a centralnym jej punktem był niewielki plac u zbiegu ulic Żydowskiej i Szklanej.
O ile car Aleksander był w pewien sposób przychylny Żydom, o tyle jego
młodszego brata Mikołaja, który objął tron po bezpotomnej śmierci
cesarza, śmiało można określić mianem antysemity. Nowy cesarz od dziecka
nienawidził równie mocno Żydów co Polaków. Winną takiego stanu rzeczy
była jego ukochana niania, Szkotka Jane Lyon, która znienawidziła tych
drugich po wybuchu insurekcji 1794 roku. Tak się pechowo złożyło, że
kobieta znalazła się w czasie powstania kościuszkowskiego w Warszawie,
gdzie - z bliżej nieznanych przyczyn - została uwięziona przez
powstańców. Wolność odzyskała dopiero po wkroczeniu wojsk rosyjskich,
ale te dramatyczne przeżycia sprawiły, że opiekunka Mikołaja
znienawidziła polską nację, a swoje uczucia wszczepiła przyszłemu
carowi. Niestety, nie wiemy, czym narazili się pani Lyon członkowie
narodu wybranego, jednak i ich Szkotka nie darzyła sympatią.
Sam Mikołaj, zapewne pod wpływem swojej niani, jeszcze zanim wstąpił na
tron, nazwał Żydów "bezwzględnymi pijawkami, wciskającymi się wszędzie i wysysającymi soki z tych nieszczęsnych prowincji [Rosji]"16, a potem zdania nie zmienił. Podzielali je zresztą jego doradcy, a w kręgach zbliżonych do władcy mawiano, iż Żydzi nie tylko roznoszą
"antychrześcijańską zarazę", ale i są istną wylęgarnią chorób i nieprawości. Z niekłamanym wstydem przypomniano sobie, że poprzedni
władca Aleksander I lubował się w lekturze "żydowskich pism", które
skutecznie zatruwały jego umysł. Nastroje antysemickie nasiliły się na
fali absurdalnych pogłosek o rytualnym morderstwie chrześcijańskiego
dziecka w Witebsku. Wówczas część dostojników państwowych postulowała
wręcz wygnanie Żydów z Rosji, a niektórzy ostrzegali cara, że okazując
im pobłażliwość, ściągnie na siebie gniew Boży, a co za tym idzie -
pasmo nieszczęść dotknie jego najbliższych. Nastraszyli go widać
skutecznie, bo w 1835 roku władca drastycznie zaostrzył przepisy
dotyczące Żydów, którzy odtąd nie mogli zamieszkiwać w dużych miastach
imperium ani posiadać ziemi. Ponieważ zamiarem cara było nakłonienie
wszystkich mieszkańców wyznania mojżeszowego do konwersji na
prawosławie, władca planował wprowadzenie kolejnych nakazów i zakazów, w tym zniesienie gmin żydowskich i wprowadzenie zakazu noszenia
tradycyjnych strojów, czego jednak nie udało mu się zrealizować.
Represje uległy nasileniu po upadku powstania listopadowego, w którym
brała udział również część społeczności żydowskiej, zwłaszcza członkowie
inteligencji, pobierający nauki w polskich szkołach, oraz bogaci Żydzi,
częściowo już zasymilowani. Ich przedstawiciele nawet zwrócili się z prośbą do władz powstańczych o wyrażenie zgody na przyjmowanie członków
ich społeczności do Gwardii Narodowej, ale dyktator powstania, generał
Józef Chłopicki, początkowo nie wyraził na to zgody. Z czasem sytuacja
uległa zmianie i na mocy dekretu Rady Najwyższej Narodowej z 16 marca
1831 roku Żydzi uzyskali prawo wstąpienia do tej formacji, ale przyznano
je wyłącznie tym, którzy posiadali majątek przekraczający wartość
sześćdziesięciu tysięcy złotych, znali języki polski, francuski i niemiecki oraz golili tradycyjne brody. Ograniczenia te stanowiły jednak
dla znacznej części żydowskiej społeczności barierę nie do
przekroczenia, ale wobec coraz większej liczby ochotników powołano do
życia Gwardię Miejską Starozakonną, w której nie obowiązywał przepis o goleniu bród. Wspomniana formacja, stworzona według projektu Antoniego
Ostrowskiego, liczyła tysiąc trzydziestu ośmiu członków. Syn
niegdysiejszego uczestnika insurekcji Berka Joselewicza, Józef, także
nosił się z zamiarem utworzenia "starozakonnego" pułku jazdy, ale jego
pomysł, mówiąc oględnie, nie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem
władz powstańczych. "Jak możemy pozwolić, ażeby krew Żydów ze szlachetną
krwią Polaków się zmieszała?" - grzmiał generał Franciszek Dzierżykraj
Morawski, minister wojny w Rządzie Narodowym. "A co powie Europa, że my,
by wywalczyć naszą niepodległość, bez ramion żydowskich obejść się nie
możemy?"17.
Pewną ciekawostką jest fakt, że pożar żydowskiego browaru na Antokolu w Wilnie, który z bliżej nieznanych przyczyn wybuchł w nocy 4 marca został
przez władze carskie uznany za początek powstania w tym mieście. W rzeczywistości powstanie na ziemiach litewskich wybuchło w trzeciej
dekadzie marca, ale tamtejsza społeczność żydowska nie wsparła go aż tak
licznie jak jej pobratymcy z ziem Królestwa Polskiego. Z ustaleń
żydowskiego historyka Ignacego Schipera wynika jednak, że litewscy Żydzi
"jawnie, ba, nawet ostentacyjnie sprzyjali sprawie polskiej"18.
Niestety, Polacy walczący w powstaniu odnosili się do nich nieufnie:
"Polacy wymierzali karę cielesną tym Żydom, których oni podejrzewali o świadczenie usług wywiadowczych Rosji, a Rosjanie bili znów Żydów
knutem, podejrzewając ich, że pomagają powstaniu polskiemu" - pisze
Schiper w swojej publikacji z 1932 roku. "Najstraszliwiej obchodziły się
z Żydami oddziały partyzanckie majora Puszeta i Szona, które w marcu,
kwietniu i maju operowały na Litwie: w augustowskim dowódcy ci zgoła bez
sądu wieszali Bogu ducha winnych Żydów, a usiłującym ich bronić oficerom
grozili karami! Postępowano tak z "żydami-litwakami", o których nam
skądinąd wiadomo, że wręcz ostentacyjnie sprzyjali rewolucji
polskiej"19.
Listopadowy zryw, nazwany przez cara Mikołaja I "głupią rewolucją",
wywołał szereg kolejnych represji: Królestwo Polskie zostało pozbawione
autonomii, konstytucji, którą zastąpiono Statutem Organicznym Królestwa
Polskiego, zniesiono sejm oraz odrębną armię, przy jednoczesnym
zachowaniu polskich kodeksów praw. Na ziemiach litewskich zaborca
zintensyfikował rusyfikację ludności litewskiej i żydowskiej,
paradoksalnie jednak przyczyniło się to do poprawy relacji między
Polakami a Żydami. W Wilnie w 1844 roku pojawił się nawet hebrajski
przekład sztandarowego utworu polskiego romantyzmu - Ballad i romansów
Adama Mickiewicza, wydany jako wyraz oporu miejscowej społeczności
żydowskiej przeciwko rusyfikacji.
Historycy specjalizujący się w dziejach polskich Żydów i ich relacji ze
społecznością polską zgodnie twierdzą, iż najlepiej wyglądało to w schyłkowym okresie romantyzmu, a konkretnie w latach 1861-1863, a więc w czasach poprzedzających wybuch kolejnego zrywu niepodległościowego -
powstania styczniowego. Członkowie społeczności żydowskiej
zamieszkującej tereny Królestwa Polskiego masowo wspierali ruch
patriotyczny, biorąc udział u boku polskich patriotów w manifestacjach
czy w katolickich pogrzebach Polaków, ofiar carskiego reżimu. Wspomina o tym Józef Ignacy Kraszewski: "Żydzi dozwolili chrześcijańskie pieśni
śpiewać po swych synagogach, razem z nami szli na nasze pogrzeby,
przyjmowaliśmy ich na nabożeństwa"20. Natomiast kiedy
wybuchło powstanie styczniowe, Żydzi z zaboru rosyjskiego także chwycili
za broń, mając nadzieję, że wolna Polska zrówna ich prawa z resztą
obywateli. Potwierdzały to uchwały powstańczych władz. W jednej z nich,
wydanej dokładnie w noc wybuchu zrywu, Rząd Narodowy uznał "wszystkich
za synów Polski bez różnicy wiary, rodu i pochodzenia"21.
Jednocześnie powstańcze władze zwróciły się do społeczności żydowskiej z apelem: "Izraelici, [...] Wytrwajcie w zaciętej spójni z Polakami
chrześcijanami i łączcie ogniwa wspólnych kajdan, aby je razem rozbić o głowę wspólnego ciemiężcy"22. Wprawdzie nie jesteśmy w stanie
oszacować dokładnej liczby żydowskich powstańców aktywnie biorących
udział w styczniowej rebelii, ale wiadomo, że Żydzi walczyli w oddziałach Dionizego Czachowskiego, Józefa Hauke-Bosaka czy Marcina
Lelewela-Borelowskiego. Kilku pełniło nawet funkcje dowódcze, jak
chociażby dowódca pułku w korpusie Hauke-Bosaka, major armii
austriackiej Julian Rozenbuch, ostatni dowódca na terenie województwa
lubelskiego Józef "Chaimek" Przychański, dowódcy oddziałów Aleksander
Edelsztajn, Leon Gruenbaum, August Rosner, Paweł Landowski, przy czym
wszyscy oni zginęli na polach bitewnych. Z całą pewnością po stronie
powstańców opowiedzieli się także absolwenci Warszawskiej Szkoły
Rabinów. Wiadomo też, że litewscy Żydzi oddali powstaniu nieocenione
usługi, przewożąc w głąb kraju broń przysyłaną z Francji, zaś członkowie
żydowskiej społeczności znaleźli się w powstańczych władzach.
Oczywiście nie oznacza to, że ludność żydowska masowo poparła styczniowy
zryw, bo przecież ortodoksyjni Żydzi w przeważającej większości nie
mieli pojęcia, po co i dlaczego powstanie w ogóle wybuchło. Ponadto, jak
słusznie zauważa dr Rafał Żebrowski: "Dla Żyda decyzja o udziale w powstaniu była o niebo trudniejsza niż dla Polaka. W religii żydowskiej
jest szereg elementów, które nakierowane są na akceptację prawa w kraju
osiedlenia oraz poszanowanie zastanej władzy, w tym wypadku była to
władza carska"23. Należy także pamiętać, że zdecydowana większość
ludności żydowskiej mieszkała w miastach i - w przeciwieństwie do
polskiej szlachty uwielbiającej polować - nie umiała posługiwać się
bronią palną.
Po upadku powstania, za sprawą Michaiła Murawjowa, mianowanego w maju
1863 roku generałem-gubernatorem wileńskim z nadzwyczajnymi
pełnomocnictwami w zakresie tłumienia styczniowej rebelii, na Litwie
nastał okres terroru. Więzienia, podobnie jak tamtejsze klasztory,
zamienione przez władze w zakłady karne zapełniły się tysiącami
aresztowanych powstańców. Nie tylko w Wilnie, lecz także na całej Litwie
wprowadzono zakaz używania języka polskiego, a Polaków usunięto ze
wszystkich państwowych urzędów. Zlikwidowano także polskie szkoły, w tym
nauczanie języków polskiego i litewskiego, mało tego - za samo
posługiwanie się tymi językami na ulicy groziła wysoka grzywna. Co
więcej, w ramach zintensyfikowania rusyfikacji mieszkającej tam ludności
zamknięto wiele katolickich kościołów i przekształcono je w świątynie
prawosławne. Spotkało to chociażby kościół Serca Jezusowego i klasztor
wizytek Na Rossie, kościół Pana Jezusa na Antokolu, klasztory
augustianów przy ulicy Sawicz czy franciszkanów przy Trockiej. Tych
świątyń katolickich, które wymagały remontu, nie pozwolono odnowić ani
konserwować, natomiast w przypadku większych zniszczeń wydawano decyzję
o całkowitym zburzeniu. W ten sposób z krajobrazu Wilna zniknął kościół
Świętego Józefa Oblubieńca.
Żydów wprawdzie nie dotyczyły owe prześladowania, co nie znaczy, że w Imperium Rosyjskim wiodło im się dobrze. Wręcz przeciwnie, kolejni
władcy narzucali im ograniczenia, nakazy i zakazy. Na domiar złego Rosja
była widownią wielu pogromów żydowskich, zaś do intensyfikacji nastrojów
antysemickich doszło po udanym zamachu na cara Aleksandra II Romanowa. W carobójstwie uczestniczyła Żydówka, Hesia Helfman, i to właśnie ją
ówczesna prasa uznała za główną inspiratorkę zamachu. Wprawdzie kobieta
była zdeklarowaną ateistką, a to oznaczało, iż wspólnota żydowska nie
miała nic wspólnego z zabójstwem Romanowa, ale powszechnie uważano, że
to Żydzi przyczynili się do śmierci Aleksandra, co poskutkowało
kolejnymi pogromami. Jak szacują współcześni badacze, w latach 1881-1884
na terenie cesarstwa doszło od dwustu dwudziestu czterech do dwustu
osiemdziesięciu czterech pogromów i ekscesów antysemickich. Oliwy do
ognia dolały sławetne Protokoły mędrców Syjonu, publikacja opisująca
fikcyjną naradę żydowskich przywódców snujących plany dominacji nad
światem, która do księgarń trafiła na początku dwudziestego wieku. Było
to ewidentne fałszerstwo dokonane na wyraźne zamówienie ochrany,
rosyjskiej carskiej policji politycznej, przez dwóch jej pracowników,
zresztą speców od dezinformacji. Tekst Protokołów był tak naprawdę
plagiatem francuskiej satyry na cesarza Napoleona III, którą odpowiednio
skompilowano, nadając wydźwięk antysemicki, ale ten "nieistotny" fakt
jakoś umknął uwadze ogółu. Cel wydania owej publikacji był oczywisty -
obarczenie żydowskiej społeczności odpowiedzialnością za wszelkie
problemy ekonomiczne, społeczne i polityczne ówczesnej Rosji. Niestety,
zamysł się powiódł, bo powszechnie wierzono w autentyczność tekstu, a w czasach Trzeciej Rzeszy publikacja trafiła nawet na listę lektur
obowiązkowych.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki