Wstęp
WSTĘP
W naszym kręgu kulturowym sycylijska mafia - cosa nostra - to słowa
wywołujące nie tyle przerażenie, ile raczej ciekawość i fascynację. Bez
wątpienia jest to zasługa Hollywood, a konkretnie Francisa Forda
Coppoli, który w 1972 roku przeniósł na ekran bestsellerową powieść
Maria Puzo, opowiadającą o życiu sycylijskiej rodziny mafijnej w Nowym
Jorku. Ojciec chrzestny, bo tak właśnie brzmiał tytuł filmu i książki,
na podstawie której go nakręcono, okazał się wielkim sukcesem
komercyjnym, a zarazem najbardziej dochodowym obrazem 1972 roku, który
zdobył trzy Oscary i pięć Złotych Globów. Dla samego Coppoli i odtwórcy
jednej z głównych ról, Ala Pacino, obraz stał się trampoliną do kariery
w świecie filmu, zaś dla Marlona Brando, wcielającego się w rolę
przestępczego bossa i patriarchy rodu, Vita Corleone, okazał się wręcz
zbawienny. Kariera aktora mocno już wówczas podupadała, ale świetna
kreacja pozwoliła mu powrócić na szczyt. Z pewnością niezamierzoną
intencją twórców filmu i wcześniejszej książki była jednak apoteoza
mafii, stanowiąca odbicie mitów funkcjonujących w mafijnym półświatku,
które gloryfikowały tzw. starą mafię. Coppola powielił w ten sposób -
istniejące od dłuższego czasu we włoskiej diasporze w Stanach - legendy
o dawnej mafii, organizacji wprawdzie nielegalnej, ale kierującej się
twardymi i surowymi zasadami, a przede wszystkim wiernej zasadom honoru
i broniącej tradycyjnych wartości przed "pseudonowoczesnością". Filmowy
Don Vito to człowiek żyjący na bakier z prawem, ale honorowy, do
którego zwracają się o pomoc włoscy emigranci rozczarowani amerykańskim
systemem sprawiedliwości. I to właśnie honor nie pozwoli Donowi wejść
w narkotykowy biznes, stając się źródłem poważnych problemów całej
rodziny.
Akcja filmu toczy się wprawdzie w USA, ale zasady, którymi kierują się
bohaterowie, jak również ich sposób życia, wywodzą się wprost z Sycylii,
matecznika cosa nostry. Mark Seal, autor książki Zostaw broń, weź
cannoli, opowiadającej o kulisach powstawania tego kultowego obrazu,
uznał go za fantazję, ale niezwykle mitotwórczą. Zarówno reżyser, jak i autor książki nie mieli bowiem pojęcia o prawdziwym życiu amerykańskiej
mafii, a tym bardziej włoskiej. Wprawdzie Mario Puzo dorastał w sąsiedztwie gangsterów o włoskich korzeniach, ale nigdy nie miał z nimi
styczności, a ponieważ nie należał do mafii, nigdy nie dopuszczono go do
tajemnic tej organizacji. Swoją książkę pisał więc na podstawie
dokumentów, które odnalazł w archiwach, oraz artykułów zamieszczanych
przez amerykańskie gazety. Wiele ze znalezionych tam informacji
wykorzystał potem na kartach swojej książki, a następnie w scenariuszu
filmu, który współtworzył z Coppolą. Resztę podpowiedziała mu
wyobraźnia. Jako autor powieści miał do tego prawo, ale profesjonalni
historycy, badacze czy też pisarze non fiction, tworzący publikacje
naukowe czy popularnonaukowe, nie mają takiej swobody działania. W swojej pracy muszą opierać się na faktach, dokumentach i sprawdzonych
informacjach, a w przypadku włoskiej mafii nie jest to sprawa łatwa.
Sycylijska cosa nostra, porównywana dziś do gangreny czy wręcz raka
niszczącego włoskie państwo, jest bardzo tajemniczą organizacją. Do
czasów, kiedy za sprawą sędziego Falconego i jego współpracowników
mafioso Tommaso Buscetta zdecydował się na współpracę z wymiarem
sprawiedliwości, niewiele o niej wiedziano. Co więcej, cosa nostra
działała w tak zakamuflowany i wyrafinowany sposób, że wielu wątpiło
nawet w jej istnienie. Wielką zasługą sędziego było nie tyle nakłonienie
przestępcy do współpracy, bo tę decyzję Buscetta podjął samodzielnie -
rozczarowany zmianami, które zaszły w organizacji dowodzonej przez
bezwzględnego Salvatorego Riinę - ile skłonienie go do wyjawienia
mafijnych sekretów, przez pokolenia skrzętnie skrywanych przed
niewtajemniczonymi. Resztę dopowiedzieli inni skruszeni, bo tak właśnie
nazywa się mafiosów, którzy ośmielili się współpracować z organami
ścigania. Choć taka współpraca oznaczała dla nich stosunkowo łagodną
karę, niewspółmierną do popełnionych przestępstw, a czasem nawet jej
darowanie, to jednak współpracując z wymiarem sprawiedliwości,
ryzykowali nie tylko własne, ale również życie swoich bliskich. Bo
mafia, której szeregi można opuścić, jedynie odchodząc z tego świata,
nie wybacza zdrady. Przekonał się o tym najsłynniejszy ze skruszonych,
Buscetta, któremu siepacze z cosa nostry zabili dwóch synów oraz innych
członków rodziny, niekiedy w żaden sposób niezwiązanych z działalnością
przestępczą.
Wprawdzie członkowie sycylijskiej mafii po dziś dzień dumnie tytułują
się ludźmi honoru, ale tak naprawdę żaden z członków cosa nostry nie
zasługuje na to miano. Wręcz przeciwnie, zdecydowana większość z nich to
osobnicy wyzuci z wszelkiej godności, dla których liczą się jedynie zysk
i dobro rodziny, pojmowanej jako wspólnota klanu, bo właśnie klan jest
podstawową jednostką organizacyjną sycylijskiej mafii. Wierzą w Boga,
regularnie chodzą do kościoła, czytają Biblię i w domowym zaciszu
odmawiają różaniec, a w religijne święta uczestniczą w procesjach, ale
nie wzdragają się przed handlem narkotykami, przemytem, prostytucją,
przemocą i morderstwem. Z rąk mafii zginęły tysiące ludzi, w dodatku
często ich rodziny nie mogą wyprawić im należytego pogrzebu, bo cosa
nostra skutecznie zaciera ślady zbrodni, pozbywając się zwłok.
Organizacja działa niczym doskonale zarządzane przedsiębiorstwo,
skutecznie i błyskawicznie dopasowując się do panujących warunków. W ostatnich latach niemałe zyski przyniosły włoskiej mafii wyłudzanie
funduszy unijnych oraz pandemia COVID-19, w trakcie której jej
przedstawiciele kupowali za bezcen stojące na skraju bankructwa z powodu
lockdownu lokale gastronomiczne i hotelowe, by potem wykorzystać je
jako pralnie brudnych pieniędzy. Niewydolne państwo okazało się bezsilne
wobec takich praktyk i niestety nie był to pierwszy raz, kiedy
przegrywało w starciu z cosa nostrą. Historia zmagań włoskiego wymiaru
sprawiedliwości jest bowiem pasmem klęsk i kompromitacji, zarówno samych
organów ścigania, jak i włoskich sądów.
Uczciwie należy przyznać, że mafia jest niebywale trudnym przeciwnikiem.
Przede wszystkim, jak wspomniano wyżej, jest organizacją tajemniczą,
która nie przyjmuje w swoje szeregi byle kogo, a jedynie sprawdzone i zaufane osoby, odpowiadające wyśrubowanym, przestępczym kryteriom.
Sytuację utrudnia także historia mafii, organizacji organicznie
związanej z Sycylią, wyspą, która ze względu na swoje naturalne
położenie, żyzne ziemie oraz występujące tam złoża siarki, była łakomym
kąskiem dla najeźdźców, którzy bezwzględnie ją łupili, nie licząc się z dobrem jej rdzennych mieszkańców. Dla pokoleń mieszkających na Sycylii
ludzi władza stała się zatem synonimem wrogiego ucisku, zaś organy
powołane do pilnowania porządku kojarzone były wyłącznie z aparatem
represji. Sycylijczycy z zasady nie ufają nikomu, a tym bardziej państwu
ani żadnemu przedstawicielowi władzy. Sprawę komplikuje także, trwający
niemal od początku istnienia cosa nostry, sojusz mafii z polityką, jak
również postawa Kościoła, który przez setki lat dawał tej przestępczej
organizacji ciche przyzwolenie na działalność. Z ustaleń współczesnych
historyków wynika wyraźnie, że sycylijscy mafiosi mieli oparcie w miejscowym Kościele, zarówno wśród szeregowych kapłanów, spośród których
wielu było członkami mafii, jak i wśród hierarchów. Najtrwalszy sojusz w świecie polityki udało się natomiast mafii zbudować z Chrześcijańską
Demokracją, partią, o której mówi się, że była organicznie związana z cosa nostrą. Po jej rozwiązaniu, do którego doszło w latach
dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, cosa nostra znalazła kolejnego
partyjnego sprzymierzeńca w postaci ugrupowania Forza Italia Silvia
Berlusconiego.
Walka z mafią jest niebywale trudna, ale nie niemożliwa. Wymaga wysiłku
całego państwa, bo szlachetni, ale samotni rycerze, którzy poważą się
rzucić tej przestępczej organizacji wyzwanie, są z góry skazani na
niepowodzenie. Sukces zapewniają nie tylko policyjne akcje i współpraca
organów ścigania w kraju i za granicą, ale także konieczne zmiany w prawie, dające organom ścigania nadzwyczajne środki działania. Bez
wątpienia najsłynniejszymi pogromcami przestępców spod znaku cosa nostry
byli, działający w dobie faszystowskich Włoch Mussoliniego, prefekt
Cesare Mori, generał dalla Chiesa oraz dwóch sycylijskich sędziów,
Giovanni Falcone i Paolo Borsellino. Z wyjątkiem pierwszego z wymienionych wszyscy ponieśli na wojnie z mafią największą ofiarę -
stracili życie. Na szczęście w ostatnich latach poważnej zmianie uległo
nastawienie Kościoła wobec mafii, którego hierarchowie, idąc za
przykładem Jana Pawła II, który uczynił to pierwszy, coraz częściej
oficjalnie potępiają mafię i stworzony przez nią przemysł przemocy.
Wydaje się także, że na skutek działań podejmowanych przez państwo,
wsparte przez katolickich duchownych, zmienia się również nastawienie
samych Sycylijczyków do przestępczości zorganizowanej, czego przejawem
jest otwarty protest przeciwko płaceniu haraczy. Pytanie tylko, czy to
wystarczy, by wreszcie wyplenić raka, jakim dla współczesnego świata
stała się mafia...
Niniejsza publikacja stanowi próbę opowiedzenia skomplikowanej i pełnej
tajemnic historii sycylijskiej cosa nostry, a także jej członków,
mieniących się niby ludźmi honoru, a mimo to dopuszczających się
strasznych zbrodni. Znajdziemy tu także opisy mafijnych obyczajów oraz
sylwetki stróżów prawa, którzy postanowili podjąć walkę z sycylijską
ośmiornicą.
Rozdział 1. Tajemniczy świat cosa nostry
Rozdział 1
Tajemniczy świat cosa nostry
Szczypta historii, czyli skąd się wzięła sycylijska mafia
Szczypta historii,
czyli skąd się wzięła
sycylijska mafia
Sycylijska mafia, którą znamy doskonale z wielu filmów i książek, jest
dość osobliwym zjawiskiem, bo użycie tego słowa wydaje się trafniejsze
niż termin "organizacja". Jej początki toną w mrokach dziejów,
aczkolwiek historykom udało się odtworzyć jej prawdopodobną genezę.
Badania mafii utrudnia z pewnością fakt, iż jest to organizacja
zamknięta i tajemnicza, charakteryzująca się silną przynależnością oraz
wybiórczym członkostwem, zaś jej członków obowiązuje nakaz omerty,
czyli zachowania milczenia, stąd też przez wieki niewiele o niej
wiedziano. Tak naprawdę wiemy o mafii wyłącznie to, co jej członkowie
zdecydują się nam powiedzieć. Cała wiedza o organizacji, oczywiście z wyjątkiem historii, która niezbyt interesowała byłych i aktualnych
członków cosa nostry, pochodzi z zeznań złożonych przez tak zwanych
pentiti, czyli skruszonych. Tym mianem określa się mafiosów, którzy w zamian za ochronę i status odpowiadający statusowi świadka koronnego
zgodzili się współpracować z organami ścigania. Bez wątpienia największe
zasługi w tym zakresie miał najsłynniejszy z nich, Tommaso Buscetta,
który w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku wyjawił sędziemu
Falconemu największe mafijne sekrety, a potem powtórzył je, zeznając na
słynnym Maksiprocesie. To dzięki niemu wiemy, jak funkcjonuje sycylijska
cosa nostra, jaką ma strukturę i na czym polega rytuał przyjmowania
nowych członków. Inni mafiosi, którzy poszli w jego ślady, dopowiedzieli
resztę, ale nie ma gwarancji, że poważyli się wyjawić wszystko. Jak
słusznie zauważył Fabrizio Calvi w swojej publikacji Życie codzienne
mafii od roku 1950 do naszych dni, "mafia to przede wszystkim świat
milczenia"1. Ten świat milczenia był w dodatku tak
hermetyczny, że aż do lat sześćdziesiątych XX wieku zastanawiano się,
czy mafia w ogóle istnieje, czy jest jedynie tworem masowej wyobraźni
albo, jak chcieli niektórzy, wymysłem złośliwców, w celu
zdyskredytowania Sycylii. W dodatku, jak zauważa Marie-Anne
Matard-Bonucci w swojej Historii mafii, od początku istnienia tej
przestępczej organizacji "krążą na jej temat najsprzeczniejsze
informacje, zarówno w tym, co się tyczy zorganizowanego i zhierarchizowanego charakteru przestępczości sycylijskiej, jak jej
związków z bandytyzmem czy elitami politycznymi. Kiedy bada się
wszystkie te opinie, nasuwa się podejrzenie, że jednym z atutów mafii
jest umiejętność dezawuowania wiedzy o niej samej"2. A to nie
ułatwia pracy rzetelnym badaczom i historykom.
Terminy "mafia" i "cosa nostra" przeciętnym zjadaczom chleba kojarzą się
oczywiście z Włochami, a zwłaszcza z Sycylią, największą wyspą na Morzu
Śródziemnym, od stuleci fascynującą przybyszów swoją egzotyką, pięknymi
krajobrazami i zabytkami, a także właśnie mafijną legendą. Tymczasem
sami Włosi, nawet ci mieszkający w mateczniku cosa nostry, nie lubią,
kiedy ich kraj utożsamia się z przestępczością zorganizowaną, a szczególnie z mafią. Po dziś dzień we Włoszech wszelkiego rodzaju
artykuły pióra zagranicznych dziennikarzy skupiające się na mafii jako
największym problemie państwa wywołują niemałe oburzenie mieszkańców
słonecznej Italii. Od razu słychać głosy o stereotypowym wizerunku
państwa i szkodliwych uprzedzeniach. Bo przecież, jak argumentują
przeciwnicy takiego postrzegania Włoch, przestępczość zorganizowana
istnieje na całym świecie, powołując się na przykład japońskiej yakuzy,
chińskiej triady czy mafii rosyjskiej, jak również karteli
południowoamerykańskich. Poza tym dodają, że to nie Włosi wymyślili
przestępczość zorganizowaną, ale japońska yakuza, której początków
należy szukać w XVII wieku wśród zbrojnych grup chroniących ludność
przed bandami bezpańskich samurajów, a także chińska triada, również
znacznie starsza od cosa nostry. Problem polega jednak na tym, iż taka
interpretacja wydarzeń niepoparta jest żadnymi faktami historycznymi, a jedynie legendą, będącą próbą przedstawienia tych w gruncie rzeczy
zbrodniczych grup jako pewnego rodzaju organizacji dobroczynnych,
których istnienie w społeczeństwie jest jak najbardziej uzasadnione, a wręcz niezbędne. W rzeczywistości bowiem japońska yakuza powstała
dopiero w XVIII stuleciu, a jej członkowie nie byli bynajmniej
szlachetnymi obrońcami uciśnionych, ale zajmowali się tym, czym
zazwyczaj zajmują się współcześni gangsterzy, a więc wymuszeniami opłat
za ochronę, hazardem i nielegalnym handlem, zaś terenem ich działalności
były miejskie gospody, karczmy oraz wszelkiego rodzaju spelunki. Z kolei
chińska triada faktycznie powstała w XVII wieku jako organizacja
podziemna, mająca na celu obalenie mandżurskiej dynastii Qing, ale już w następnym stuleciu przekształciła się w organizację o charakterze
przestępczym, specjalizującą się w handlu opium.
Z badań popartych historycznymi dowodami wynika, że mafia sycylijska
jest organizacją znacznie starszą, a jej początki sięgają wieków
średnich. Warto jednak dodać, że część badaczy stara się obalić tę tezę,
wskazując, iż tak stary rodowód mafii jest niczym innym, jak tylko
elementem mafijnej legendy stworzonym przez członków cosa nostry. Inni
się z tym nie zgadzają i uważają, że początków mafii należałoby szukać
jeszcze w średniowieczu, a konkretnie w XIII stuleciu, kiedy
raubritterzy, czyli ludzie wywodzący się z rodów rycerskich, którzy
zamiast oddawać się rycerskiemu rzemiosłu, wybierali dość osobliwy
sposób pomnażania majątków, napadając na przejeżdżających szlakami
wiodącymi koło ich zamków kupców oraz podróżnych. Z czasem owi
rycerze-rabusie zbierali się w większe grupy, operujące głównie na
terenach górzystych, co utrudniało ich wykrycie i unieszkodliwienie. W efekcie przekształcili się w bandy zwyczajnych bandytów, trudniących się
rozbojem. I to właśnie te ugrupowania, o hierarchicznej strukturze i kierujące się wewnętrznym kodeksem postępowania, stały się fundamentem
mafii. Inni wskazują na hiszpański rodowód nielegalnej organizacji,
która rozgościła się na Sycylii i na południu Italii w czasach, gdy te
rejony znajdowały się pod panowaniem hiszpańskim. W Hiszpanii jednak
umarła śmiercią naturalną, podczas gdy w Italii wręcz rozkwitła i ma się
dobrze po dziś dzień.
Bez wątpienia we współczesnych Włoszech działają trzy wielkie
organizacje przestępcze, w wypadku których śmiało można użyć określenia
"syndykat zbrodni". Są to: kalabryjska 'ndrangheta3,
neapolitańska camorra oraz sycylijska cosa nostra, wobec której po raz
pierwszy użyto określenia "mafia" i której poświęcona jest niniejsza
publikacja. Poza wymienionymi ugrupowaniami na terenie Włoch działa
jeszcze jedna, aczkolwiek mniejsza, grupa przestępcza - Sacra Corona
Unita, czyli Zjednoczona Święta Korona, operująca na terenie Apulii.
Wszystkie wymienione tu organizacje łączy kilka charakterystycznych
cech, odróżniających je od innych pospolitych przestępczych band, także
włoskich. Po pierwsze, są to ugrupowania tajne i nie każdy może zostać
ich członkiem. Po drugie, wszyscy ich członkowie czują przynależność do
wielkiej całości, podmiotu o hierarchicznej strukturze, a więc czegoś,
co nie jest zwyczajnym ugrupowaniem przestępczym w rodzaju pospolitego
gangu. I wreszcie po trzecie, wymienione organizacje próbują, zazwyczaj
z sukcesem, zastępować, ich zdaniem, nieudolne państwo. Wydaje się, że
lokalni bossowie mafii woleliby, aby na opanowanym przez nich terenie
nie funkcjonowały żadne organy czy urzędy władzy państwowej, zaś
obywatele ze wszystkimi bolączkami i problemami zwracali się wyłącznie
do nich. Jak zauważył jeden z najsłynniejszych pogromców mafii
sycylijskiej, sędzia Giovanni Falcone, cosa nostra jest: "organizacją
niejako prawną, wymierzającą srogie kary za nieposzanowanie jej własnych
reguł"4. Co więcej, sędzia orzekł, iż cosa nostra to
"państwo-mafia", które jest "bardziej funkcjonalne i skuteczne od
naszego państwa"5. Dodał również, że cosa nostra jest "systemem
władzy, jej artykulacją, metaforą i patologią"6, który "staje
się państwem na ziemi, gdzie państwo jest tragicznie
nieobecne"7. I rzeczywiście, sycylijska cosa nostra powstała
w odpowiedzi na zapotrzebowanie tamtejszego społeczeństwa na silną i skuteczną władzę, której państwo nie było w stanie zapewnić. Natomiast
pierwotnym celem tamtejszej mafii było zapewnienie ochrony szeroko
rozumianych interesów jej członków.
Bodaj najpopularniejszą wersją opowiadającą o mafijnych początkach jest
ta wywodząca ją z wieku XIII. Zdaniem jej zwolenników powstanie mafii
wiąże się z nieszporami sycylijskimi, jak określa się powszechne
powstanie Sycylijczyków przeciwko rządom francuskich Andegawenów, które
wybuchło w Poniedziałek Wielkanocny 30 marca 1282 roku w Palermo.
Zbuntowane tłumy miały krzyczeć głośno: Morte ai Francesi indipendenza
anela!, czyli: Śmierci Francuzów pożąda niepodległość! I właśnie
pierwsze litery tego hasła: M-A-F-I-A,
wykrzyczanego przez Sycylijczyków, miały dać nazwę późniejszej
organizacji. A ponieważ w powszechnej pamięci powstanie przetrwało jako
zbrojne wystąpienie prostego ludu przeciwko niesprawiedliwości ze strony
uciskających Sycylię francuskich możnych oraz broniących ich żołdaków,
powstała na fali tego ruchu mafia miała być organizacją broniącą
prastarego porządku i prostych ludzi. Kierowała się przy tym surowymi,
często okrutnymi zasadami, ale jeżeli nawet dopuszczała się zabójstw, to
wyłącznie w słusznej sprawie, broniąc odwiecznych praw.
Inna, równie romantyczna legenda szuka korzeni mafii w działalności
legendarnych średniowiecznych Beati Paoli, tajnej sekty, bądź - jak kto
woli - tajnego stowarzyszenia, funkcjonującego w średniowieczu na
Sycylii, a według niektórych źródeł również na Malcie. Co ciekawe,
wersja wywodząca mafijne korzenie od tej organizacji jest szczególnie
popularna wśród członków cosa nostry, zwłaszcza tych prominentnych.
Jeden z najsłynniejszych, a zarazem najokrutniejszych ojców chrzestnych
w historii, Salvatore Riina, w trakcie swojego procesu wielokrotnie
odwoływał się do owej tajemniczej organizacji. Chociaż nie ma żadnych
konkretnych dowodów, że Beati Paoli w ogóle istnieli, a większość
historyków uważa ich raczej za twór wyobraźni Sycylijczyków, swego
rodzaju odpowiednik anglosaskiego Robin Hooda w wersji zbiorowej.
Niewykluczone jednak, że w tej legendzie o szlachetnych rozbójnikach
broniących biednych jest jednak coś na rzeczy. Funkcjonariusze wymiaru
sprawiedliwości uważali co prawda opowieści o mafijnych rytuałach
inicjacyjnych, obejmujących przysięgi krwi i ognia, za banialuki, jednak
zeznania pentiti dowiodły, iż w kręgach mafijnych wciąż praktykuje się
takie obyczaje.
Istnieje także legenda wskazująca na wspólne korzenie wszystkich
włoskich organizacji mafijnych, począwszy od cosa nostry, na camorze
skończywszy. Co więcej, biorąc
pod uwagę teorię wywodzącą mafię z Hiszpanii, ma ona nawet pewne
podstawy naukowe. Opowiada bowiem o trzech hiszpańskich rycerzach:
Ossie, Mastrossie i Carcagnossie, którzy uciekli z Hiszpanii po
zamordowaniu pewnego arystokraty. Jego zabicie było pomstą za zgwałcenie
siostry jednego z nich, ale jednocześnie sprawiło, że byli ścigani przez
prawo i musieli salwować się ucieczką za granicę. Zatrzymali się na
wyspie Favignana, leżącej przy zachodnim cyplu Sycylii, i założyli tam
tajne bractwo, z własnym kodeksem honorowym. Po blisko trzydziestu
latach bracia postanowili roznieść swoje idee dalej. Mastrosso, który
powierzył swe życie oraz ziemskie sprawy Najświętszej Panience, udał się
do Neapolu, gdzie stworzył organizację, z której rozwinęła się camorra.
Carcagnosso, który obrał sobie za patrona Michała Archanioła, wyjechał
do Kalabrii i tam dał początek 'ndranghecie. Natomiast Ossa, który oddał
się pod opiekę świętemu Jerzemu, pożeglował na Sycylię, gdzie założył
tajne bractwo, z którego po wiekach wyłoniła się cosa nostra. Tyle
legenda. Tymczasem na Favingnanie, na której mieli osiąść trzej bracia,
w czasach Królestwa Obojga Sycylii, które jak wiadomo obejmowało Sycylię
oraz południowe Włochy ze stolicą w Neapolu, mieściła się kolonia karna.
Ponoć osadzeni tam przestępcy doskonalili reguły honorowe, których mieli
przestrzegać po wyjściu na wolność i powrocie do niecnej działalności.
Bo w XIX stuleciu na Sycylii faktycznie funkcjonowały zbójeckie grupy,
które niczym sekty kierowały się określonym kodeksem postępowania, miały
własny język oraz opracowany system znaków, ułatwiający rozpoznawanie
członków poszczególnych band. Co więcej, włoscy działacze
niepodległościowi, którym przyszło dzielić więzienne cele z członkami
owych ugrupowań, byli nimi wręcz zafascynowani. A przynajmniej tak
wynika z ich zachowanych pamiętników i wspomnień, z których wyłania się
wręcz fascynujący wizerunek ludzi honoru (uomo d'onore), bo ci
przestępcy właśnie takim mianem określali sami siebie. Wszyscy nie tylko
budzili strach pośród innych, ale i podziw świetną organizacją wewnątrz
ugrupowań oraz twardymi, honorowymi regułami, którym podlegał ich
przestępczy świat.
Wiele kontrowersji budzi etymologia słowa "mafia", gdyż obok teorii
wywodzącej je od bojowego okrzyku sycylijskich powstańców z XIII wieku,
istnieją także inne. Dość popularna legenda głosi, jakoby pewnego dnia,
przypadającego akurat w Wielki Tydzień 1282 roku, francuski żołnierz
zgwałcił sycylijską dziewicę, a jej przerażona matka biegła przez ulicę
głośno krzycząc: Ma fia, ma fia!, czyli "moja córka". I właśnie to
zawołanie zrozpaczonej i bezsilniej wobec krzywdy własnego dziecka
kobiety stało się okrzykiem bojowym ruchu oporu przeciwko Francuzom, a z czasem nazwą organizacji. Niektórzy wywodzą ten termin od arabskiego
słowa maha, oznaczającego jaskinię i kamieniołom, zwłaszcza że w dialekcie sycylijskim jaskinie znajdujące się niedaleko Trapani i Marsali, w których często znajdowali schronienie tamtejsi przestępcy,
zwano mafie. Inni wskazują na pochodzenie tego terminu od Maafir,
nazwy saraceńskiego rodu panującego w Emiracie Sycylii w okresie
831-1091, zaś niektórzy opowiadają się za starofrancuskim słowem
maufer, oznaczającym boga zła, którego ponoć potajemnie czcili
templariusze; albo arabskim míhal, czyli zgromadzeniem. Istnieje także
wersja, przez profesjonalnych badaczy zaliczana do legend, jakoby słowo
to wywodziło się wprost od założyciela pierwszej mafii w historii,
niejakiego Turridu Mafii, podobnie jak teoria, że pochodziło ono od
człowieka zwanego Maffio, który miał założyć pierwszą grupę przestępczą
o mafijnym charakterze. W ten sam sposób traktowana jest historia
wywodząca nazwę mafii od żyjącej w XVII stuleciu i zgładzonej przez
inkwizycję sycylijskiej czarownicy, znanej jako Catarina la Licatisa
nomata ancor Maffia, czyli: zuchwała, opętana władzą i wyniośle
arogancka. Dość osobliwą etymologię słowa "mafia" podaje
dziewiętnastowieczny lingwista Antonino Traina, który wywodzi je z dialektu florenckiego, w którym mafia albo maffia oznacza biedę,
brak czegoś. Ten sam naukowiec wskazuje też na florenckie słowo
smaferi, czyli "gliny", dowodząc jednocześnie, iż znaczenie słowa
"mafia" powiązane jest z faktem, że zarówno mafiosi, jak i policjanci z reguły są dobrze zbudowanymi osiłkami, ale najczęściej są także biedni.
Dziś hipotezę Trainy, zdaniem wielu popartą raczej regionalną dumą
badacza niż rzetelnymi badaniami, traktuje się z reguły jako
ciekawostkę.
Należy także pamiętać, że sam wyraz mafia w dialekcie sycylijskim
oznacza urok, wdzięk. W dawnych czasach, kiedy mieszkający w Palermo na
Sycylii mężczyzna widział ładną dziewczynę, z jego piersi wyrywał się
okrzyk: "Ileż w niej mafia!" albo: "Ależ z niej mafinsedda!".
Istnieje także teoria wywodząca termin "mafia" ze znacznie późniejszych
czasów, zgodnie z którą jest to połączenie pierwszych liter słów: Mazzini Autorizza Furti, Incendi, Avvelenamenti, czyli "Mazzini zezwala na
kradzieże, pożary, otrucia". W tym przypadku chodzi oczywiście o Giuseppe Mazziniego (1805-1872), włoskiego prawnika, dziennikarza, a jednocześnie bojownika o wolność, którego zwano Ojcem Ojczyzny. Działacz
był bliskim sojusznikiem Garibaldiego w jego dziele zjednoczenia Włoch,
ale opowiadał się za brutalnymi metodami walki z władającą Królestwem
Obojga Sycylii dynastią Burbonów, które dziś zapewne przyniosłyby mu
miano terrorysty. Mazzini głosił bowiem konieczność stosowania rozbojów,
podpaleń, a nawet sięgania po truciznę, gdyż, jak utrzymywał, cel
uświęca środki. Około dwustu picciotti - na pół wieśniaków, a na pół
rozbójników - znajdowało się w szeregach oddziałów Giuseppe
Garibaldiego, tak zwanych Czerwonych Koszul, które w 1860 roku
wylądowały na Sycylii. Owi picciotti znaleźli idealne kryjówki wśród
skał wapiennych zwanych w języku arabskim maha. I właśnie dlatego
Sycylijczycy nazywali ich squadri della mafia, co przetrwało do dziś
jako określenie nielegalnej i doskonale zorganizowanej grupy
przestępczej.
Część historyków upatruje zalążków mafii jeszcze w czasach hiszpańskiej
okupacji Sycylii, której początek datuje się od 1442 roku, kiedy Alfons
V Aragoński przyłączył wyspę do królestwa Neapolu. Sycylijczycy, nie
zgadzając się na taki stan rzeczy, a zarazem oburzeni rządami twardej
ręki sprawowanymi przez Hiszpanów, nie tylko stworzyli własny kodeks
prawny, który regulował ich niełatwe życie pod jarzmem okupantów, ale
nawet własne siły zbrojne, które zdaniem większości badaczy były
pierwszymi strukturami typu mafijnego. Namacalnym śladem hiszpańskich
korzeni mafii jest chociażby zwrot Don, czyli pan, przed nazwiskiem
mafiosa. Ugrupowania te z czasem urosły w siłę, natomiast w drugiej
połowie XIX stulecia takie zorganizowane i uzbrojone po zęby ugrupowania
okazały się niebywale pożyteczne dla lokalnych władz i duchowieństwa,
gdyż właściciele ziemscy szukali u nich pomocy w tłumieniu chłopskich
buntów, natomiast hierarchia kościelna traktowała je jako obrońców stanu
posiadania. To właśnie w ten sposób najprawdopodobniej zapoczątkowano
trwający po dziś dzień sojusz mafii i Kościoła.
Wielkim bogactwem Sycylii były złoża siarki, ale bezprawie było niemałym
problemem także w kopalniach tego cennego surowca aż do 1893 roku, kiedy
wprowadzono sankcje karne za wszelkiego rodzaju przestępstwa dokonywane
na terenie kopalni. Zanim do tego doszło, pracujący tam górnicy szukali
ochrony na własną rękę, wynajmując do tego celu młodych tragarzy zwanych
carusi. Zatrudniani w kopalniach w bardzo młodym wieku, praktycznie
jeszcze jako dzieci, mierzyli się z pracą w trudnych warunkach, często
ponad siły. Wielu z nich przypłaciło to życiem, ale ci, którzy przeżyli,
dostali twardą szkołę życia i trzymali się razem, tworząc coś w rodzaju
tajnego bractwa, w którym obowiązywały specyficzny język oraz
charakterystyczna dla cosa nostry zmowa milczenia. Owe bractwa w celu
ochrony swoich interesów, jak również w celu ochrony dóbr powierzonych
im przez zleceniodawców, nie stroniły od przemocy. Zdaniem wielu to
właśnie wśród carusi należałoby szukać pierwocin późniejszej mafii.
O ile nie znamy etymologii słowa "mafia", o tyle potrafimy powiedzieć,
kiedy nabrało znaczenia, w jakim używane jest obecnie. Były to lata
sześćdziesiąte XIX wieku, a konkretnie 1863 rok, kiedy miała premierę
sztuka teatralna pióra Giuseppe Rizzotta pt. I mafiusi della Vicaria.
Autor napisał ją w dialekcie sycylijskim, ponoć na podstawie zwierzeń
pewnego szynkarza z przedmieść Palermo. Ów człowiek opowiedział mu o obyczajach, języku oraz symbolach używanych przez członków tajnego
stowarzyszenia Mafiusi, z którymi miał okazję zetknąć się w więzieniu w Palermo. Wspomniana sztuka nie należy wprawdzie do arcydzieł włoskiego
dramatu, ale zapisała się na trwałe w historii ze względu na swój tytuł,
dzięki któremu słowo mafia weszło na stałe do języka włoskiego, a potem także do innych. I chociaż współcześni krytycy nie oceniają dzieła
Rizzotta zbyt wysoko, to jednak napisany przez niego dramat cieszył się
niemałym powodzeniem wśród publiczności. Jak się okazuje, w latach
1863-1866 tylko na deskach teatrów działających na południu Włoch
wystawiano ją aż dwa tysiące razy, z czego ponad trzysta razy w samym
Palermo. W tej sztuce pojawia się także nazwa palermiańskiego więzienia
Ucciardone, w którym w przyszłości wyroki będzie odsiadywał kwiat cosa
nostry. Akcja dramatu koncentruje się na życiu grupy więźniów, którzy
de facto rządzą całym więzieniem i za pomocą wymuszeń, oszustw oraz
zastraszania trzymają w szachu pozostałych osadzonych. Wszyscy rządzący
Ucciardone należą do tajnego stowarzyszenia, kierowanego przez potężnego
capo, który dzięki przychylności części strażników korzysta z przywilejów niedostępnych dla pozostałych więźniów. W tej sztuce
mafiosem jest kamorysta, a więc człowiek honoru, dobrowolnie wstępujący
w szeregi organizacji jawnie działającej przeciwko władzy państwowej i charakteryzujący się wielką odwagą oraz prawością. Zdaniem brytyjskiego
historyka, specjalizującego się w tematyce włoskiej, w tym także w dziejach cosa nostry, Johna Dickiego, to właśnie za sprawą dzieła
Rizzotta upowszechnił się mit przedstawiający mafię jako obrończynię
ubogich i słabych. Z całą pewnością natomiast dzięki dramatowi słowo
"mafia" trafiło do języka potocznego, przy czym nie od razu oznaczało
mafię w znaczeniu, w jakim rozumiemy to współcześnie. Jeszcze w 1868
roku słownik sycylijsko-włoski uznawał je za neologizm, odnoszący się do
najróżniejszych form zachowania, począwszy od odwagi, poprzez
bezczelność, na fanfaronadzie skończywszy. I dopiero na samym końcu tego
hasła znajdziemy wzmiankę, iż jest to zbiorowe określenie wszystkich
mafiosów. W oficjalnych dokumentach termin "mafia" pojawił się natomiast
po dwóch latach od premiery wspomnianej wyżej sztuki, a konkretnie 25
kwietnia 1865 roku, kiedy ówczesny prefekt Palermo, Filip Gualteria,
wspominał o mafii jako o niepokojąco silnej organizacji przestępczej.
Żeby zrozumieć, dlaczego to właśnie na Sycylii powstała, a potem
zakorzeniła się mafia, trzeba przyjrzeć się historii tej wyspy, która
przez wieki przechodziła z rąk do rąk, a każda z nacji pozostawiła tam
swój niezatarty ślad. Trudno się w tej sytuacji dziwić, bowiem leżąca na
szlaku śródziemnomorskich wypraw i mająca strategiczne położenie, a jednocześnie posiadająca żyzne, wulkaniczne gleby, jak również klimat
sprzyjający uprawie roślin, Sycylia była łakomym kąskiem dla jej
kolejnych zdobywców. Jej panami byli zatem Fenicjanie, Grecy, Rzymianie,
Ostrogoci, Bizantyjczycy, a następnie Arabowie, Normanowie, Germanie,
Hiszpanie i Burbonowie. I wszyscy bez umiaru wykorzystywali żyzne gleby
wyspy, wyzyskując przy tej okazji sycylijskich chłopów. Dla mieszkańców
władza była elementem obcym, niemającym nic wspólnego z ich mentalnością
i dniem codziennym, zaś jej przedstawiciele kojarzyli się
Sycylijczykom wyłącznie z uciskiem i wyzyskiem. Efektem tej sytuacji
była specyficzna mentalność mieszkańców Sycylii, charakteryzująca się
kompletnym brakiem zaufania do struktur rządzących, a także niewiarą w skuteczność prawa i ochronę ze strony policji. I to podejście nie uległo
zmianie nawet po zjednoczeniu Włoch, które, jak dowcipnie zauważa Tomasz
Bielecki w swojej Krótkiej historii mafii sycylijskiej, przyniosło
całemu południu, w tym także Sycylii: "pewien sukces, ale bodaj tylko
kuchenny. Oliwa ruszyła do zwycięskiej walki z masłem, pasta zepchnęła
do narożnika polentę, czyli kukurydzianą mamałygę z północy, a owoce
morza już chyba zawsze będą się kojarzyć z Italią bardziej niż bolońska
mortadela. Królowa Małgorzata Sabaudzka (po włosku jej imię brzmi
Margherita), żona drugiego monarchy zjednoczonych Włoch Humberta I (1878-1900), łaskawie się zgodziła, by pewien neapolitański szef kuchni
nazwał jej imieniem pizzę z pomidorami i mozzarellą. Jedna z kulinarnych
anegdot głosi, że pizzę tę skomponowano celowo tak, by miała kolor
włoskiej flagi, choć ojcom Risorgimento8 nie o kuchnię
przecież chodziło"9.
Odnosząc się poważnie do tematu, uczciwie trzeba przyznać, że młode
państwo włoskie nie radziło sobie dobrze z antagonizmami pomiędzy
mieszkańcami poszczególnych regionów, zaś w narodzie dopiero budziło się
poczucie jedności i tożsamości. Wcześniej, jak to ujął kanclerz Klemens
von Metternich, Włochy były "pojęciem geograficznym", stanowiły bowiem
dość luźno powiązany zbiór wrogo nastawionych do siebie księstw, z różną
walutą, odrębnymi dialektami i różnymi tradycjami kulturowymi. W procesie zjednoczenia Włoch odrzucono jednak koncepcję federalistyczną
na rzecz stworzenia jednolitego państwa z centralnym rządem. Przy tej
okazji zaniechano także realizacji projektu porządku administracyjnego
zjednoczonych Włoch, który opierał się na autonomii regionów i decentralizacji, co tylko utrwaliło istniejące już wcześniej kontrasty
ekonomiczne, jak również kulturowe i mentalne między poszczególnymi
regionami, tworzącymi wcześniej odrębne księstwa. Doskonale to widać na
przykładzie południa kraju, jak również samej Sycylii.
Wprawdzie kiedy w 1860 roku Garibaldi wraz ze swą armią
tysiąca10 wylądował w Marsali w zachodniej części wyspy, witany
był przez mieszkańców jak wyzwoliciel, ale głównie dlatego, że obiecał
klasie średniej wprowadzenie republikanizmu, zaś chłopom ziemię
pozyskaną dzięki przejęciu dóbr kościelnych i burbońskich latyfundiów. Z czasem jednak władze wycofały się z poczynionych przez Garibaldiego
obietnic, na czym najbardziej ucierpiało właśnie południe kraju.
Natomiast Sycylijczycy, a zwłaszcza oczekujący szybkiego wprowadzenia
reformy rolnej chłopi, poczuli się wręcz oszukani przez państwo. Sarkano
na zbyt wysokie podatki, jak również na nieznany wcześniej pobór do
wojska, na skutek którego młodzi, silni ludzie zamiast pracować na
ojcowiźnie, wyjeżdżali na kontynent, by służyć zjednoczonemu państwu i królowi. Sycylijczykom nie przypadł do gustu zwłaszcza stanowczo zbyt
wysoki podatek od dziedziczenia, pobierany od wszystkich spadkobierców.
I sporo w tym winy państwa, które nie tylko Sycylię, ale i całe południe
traktowało jak swego rodzaju kolonię i wyzyskiwało je ponad miarę,
podkopując tym samym zaufanie do legalnych organów władzy. Zwłaszcza że
dla większości rdzennych mieszkańców jedynymi przedstawicielami państwa
byli poborcy podatkowi, wyciskający z nich ostatni grosz. Sytuację
zaostrzały jawne bunty krwawo tłumione przez państwo, które wysłało na
wyspę silne oddziały wojskowe w celu zaprowadzenia tam porządku, zaś w latach 1861-1865 wprowadziło w prowincjach południowych stan wyjątkowy,
co przyczyniło się tylko do eskalacji konfliktu. Władza na wszelkie
przejawy buntu reagowała zwiększonymi represjami, dopuszczając się nawet
palenia domów czy aresztowań całych rodzin. Szczególnie surowo karano
dezercje, za które odpowiadali nie tylko sami dezerterzy, ale ich
rodziny, zaś mężczyzn unikających poboru torturowano, a następnie
wieszano, natomiast po egzekucji publikowano zdjęcia wisielców w miejscowej prasie, w celu odstraszenia potencjalnych naśladowców.
Wszystko na próżno, bowiem młodzi Sycylijczycy nadal unikali służby
wojskowej, uciekając przed poborem w niedostępne góry. A tymczasem brak
reform obiecanych przez Garibaldiego, jak również centralistyczny system
władzy sprawiały, że Sycylia popadła w biedę i pogrążyła się w zacofaniu. Sytuacja uległa pogorszeniu pod koniec lat osiemdziesiątych
XIX wieku na skutek trwającej wówczas wojny celnej z Francją, krajem
stanowiącym zasadniczy rynek zbytu sycylijskich towarów i płodów
rolnych.
Nikt z rdzennych mieszkańców południa Włoch nie ufał ani aparatowi
władzy, ani organom wymiaru sprawiedliwości. Taką postawę prezentowali
nie tylko prości ludzie czy chłopi, ale także przedstawiciele
arystokracji, którzy jeszcze za czasów Burbonów, czy wcześniejszego
panowania Hiszpanów, zdążyli przyzwyczaić się do oporu i przez pokolenia
byli przekonani, iż władzę można, a wręcz należy oszukiwać tak długo,
jak tylko się to udaje. A ponieważ życie nie lubi próżni, na Sycylii
zaczęto się rozglądać za alternatywnym, niezależnym od państwowego,
systemem bezpieczeństwa i sprawiedliwości, którego państwo im nie
zapewniało. I właśnie odpowiedzią na to zapotrzebowanie stała się mafia.
Jak zauważa w swojej Historii mafii Marie-Anne Matard-Bonucci:
"szczególny typ państwa, który wytworzył się po roku 1860, ustanowienie
formalnej demokracji, w której rządy centralne delegowały wiele swych
uprawnień na rzecz klasy politycznej Południa, umożliwiły elitom
przestępczym utrwalenie swej władzy i nadanie jej znamion
prawowitości"11.
W pierwszej połowie XIX stulecia mafiosi byli po prostu pośrednikami
między posiadaczami ziemskimi a chłopami dzierżawiącymi ich grunty, a ponieważ pełnili też funkcję strażników prywatnych posiadłości
ziemskich, mogli legalnie posiadać broń. Z uwagi na fakt, że policja
niezbyt sprawnie wywiązywała się ze swoich zadań, prywatni właściciele
plantacji czy też majątków ziemskich zatrudniali całe gangi, w skład
których wchodzili głównie gabelotti (zarządcy) i właśnie te
ugrupowania stały się kośćcem przyszłej mafii. Wraz z załamaniem się
feudalizmu zmienił się charakter ich działalności - przy aprobacie
miejscowej ludności po prostu przejmowali władzę na danym terenie i wcielali się w rolę samozwańczych stróżów prawa. Uzbrojeni mogli
efektywnie kontrolować podległy im obszar. Mafia pierwotnie zapewniała
ochronę przed bandytami, kradzieżami czy potencjalnymi negatywnymi
skutkami konkurencji ze strony ościennych państewek. Jej członkowie
cieszyli się niekłamanym szacunkiem społeczeństwa. Z czasem mafia urosła
w siłę, przekształcając się jednocześnie z organizacji opiekuńczej w grupę przestępczą, która zajmowała się ściąganiem haraczy od miejscowej
ludności, w tym również za tak banalne czynności jak uprawa cytrusów czy
możliwość wypasu bydła.
Istnienie takiej organizacji, aczkolwiek nikt jeszcze nie nazywał jej
mafią, dostrzegł chociażby baron Nicol? Turrisi Colonna, który w swojej
pracy z 1864 roku Bezpieczeństwo publiczne na Sycylii pisał: "Na
Sycylii działa sekta, która oplotła całą wyspę. Ochrania i jest
ochraniana przez wszystkich, którzy mieszkają na wsiach. Policja nie
stanowi dla niej dużego zagrożenia, bo zwykle bez trudu unika obław.
Sądy też są jej niestraszne, bo szczyci się, że potrafi odpowiednio
nacisnąć na świadka"12. Przestrogi Colonny nic nie zmieniły,
bowiem ludność sycylijska nieodmiennie zwracała się o pomoc do ludzi
honoru, jak nazywali samych siebie zaprzysiężeni członkowie mafii. I pomimo faktu, że mafiosi nie stronili ani od przemocy, ani od
zastraszania, to współpracowali z nimi nie tylko prości wieśniacy, ale
także wielcy posiadacze ziemscy oraz przedstawiciele Kościoła.
Literatura przedmiotu rozróżnia pojęcia starej i nowej mafii, przy czym
ta pierwsza, która dawno odeszła do lamusa, nie była, przynajmniej w początkowym okresie swojego istnienia, nastawiona na zyski, co z czasem
jednak uległo zmianie. Początkowo bowiem zajmowała się działalnością
określaną mianem "użytecznej społecznie". I taki właśnie obraz mafii
znajdujemy w opracowaniach z przełomu XIX i XX wieku czy z pierwszych
lat ubiegłego stulecia. "Mafia nieszkodliwa to ów swoisty duch przekory,
ta postawa sprzeciwu wobec prób dominacji, to zachowanie w stylu
farceur13, jak mówią Francuzi - pisał w 1875 roku mer i późniejszy prefekt Palermo, markiz Antonio Starabba di Rudini. - Na
przykład, ja także mógłbym być takim nieszkodliwym mafioso, nie jestem
nim wprawdzie, ale w końcu - można tak nazwać każdego, kto się szanuje,
kto jest szczególnie hardy (...), kto chce popisywać się odwagą, bić się
itd."14. Natomiast trzydzieści sześć lat później Giambattista
Avellone, adwokat z Palermo piastujący urząd prokuratora królewskiego w Turynie, udowadniał w 1911 roku w swojej publikacji Mafia: "Mafia
sycylijska nie jest i nigdy nie była formą przestępczości (...) jeśli
wśród zwykłych opryszków i ludzi związanych z zorganizowaną
przestępczością trafi się jakiś mafioso, to przecież skoro wybrał obóz
przestępców - już nie jest mafioso, jako że mafioso (...) nie jest
przestępcą (...)"15. Avellone uważał zresztą, że Rizzotto wyrządził
wielką szkodę Sycylijczykom, przedstawiając mafię jako zgromadzenie
przestępcze. Co ciekawe, taki pogląd można spotkać wśród sycylijskiej
społeczności, jak również wśród wielu mieszkańców włoskiego południa
także i dzisiaj. Ich zdaniem poziom przestępczości na południu Włoch nie
jest wcale wyższy niż w innych krajach Europy, a na tym terenie nie
działa żadna zhierarchizowana grupa przestępcza. Teza o działalności
mafii jest ich zdaniem wyrazem dyskryminacji i uprzedzeń wobec
mieszkańców południowych Włoch i czyni z nich obiekt szyderstw i obelg.
"To niesłuszne, mówią, że w Mediolanie, Marsylii czy Londynie szajkę
złodziei uważa się za zwykłą szajkę złodziei, a na Południu Włoch - za
mafię"16.
Zdaniem części badaczy, bo nie wszyscy uznają teorię o starej i nowej
mafii, proces przekształcania się starej mafii w nową rozpoczął się po
drugiej wojnie światowej i nabrał rozpędu w latach pięćdziesiątych XX
wieku. W przeciwieństwie do starej nowa mafia jest nastawiona na szybkie
osiąganie zysków i prowadzi wyłącznie działalność przestępczą. Nie
znaczy to jednak, że stara mafia zrzeszała ludzi o wysokim morale,
stroniących od przemocy i działających zgodnie z prawem. Wręcz
przeciwnie, jak się przekonamy, mafia od zawsze była na bakier z prawem,
a jej członkowie, pomimo wzniosłych ideałów głoszonych na prawo i na
lewo, nigdy nie stronili od przemocy i gdy zaszła potrzeba, bez
skrupułów dokonywali zabójstw. Bo wyidealizowana do granic możliwości
tak zwana stara mafia jest płodem mafijnej subkultury, wytworem
wyobraźni jej członków, wykorzystywanym w obronie racji istnienia tej
zbrodniczej organizacji o szlachetnych rzekomo korzeniach.
Mafijny kodeks i mafijne obyczaje
Mafijny kodeks
i mafijne obyczaje
Jak wspomniano wyżej, wszystko, co dziś wiemy o mafii, zawdzięczamy
informacjom pozyskanym od pentiti, a więc mafiosów, którzy zdecydowali
się na współpracę z organami ścigania. Wynika z nich, iż cosa nostra ma
strukturę piramidy zbudowanej na bazie związku rodzin. Na jej czele
stoją: wybierany przez pozostałych mafiosów przywódca - capo-famiglia,
jego zastępca, czyli sottocapo, jak również maksymalnie trzech
doradców - consiglieri. Obszar działalności organizacji podzielony
jest terytorialnie na rodziny złożone z żołnierzy - soldati,
plasujących się na samym dole mafijnej hierarchii. Na czele każdej
deciny, bo tak właśnie nazywa się w języku włoskim ta jednostka
mafijna, stoi capo-decina zwany czasem caporegime, wybierany co roku
przez samych żołnierzy. Pomimo że nazwa decina oznacza po polsku
dziesiątkę, w skład każdej rodziny wchodzi często więcej niż dziesięciu
żołnierzy, aczkolwiek niektóre deciny są tak małe, że nie posiadają
nawet dziesiątki soldati, a tym bardziej dowódcy. Rodziny działające
na jednym obszarze łączą się w mandamenti, którym kieruje
capo-mandamento, w terminologii polskiej nazywany często pretorem.
Wszyscy pretorzy wchodzą w skład struktury kierowniczej zwanej Kopułą
(Cupola), na czele której stoi szef, który wraz z resztą członków tego
zarządu, bo właśnie taką rolę pełni Kopuła, decyduje o wyborze strategii
działania, a to oznacza, że cokolwiek dzieje się w łonie cosa nostry,
podlega zatwierdzeniu przez Kopułę. Ponieważ przez lata wszystkie
mafijne rodziny wywodziły się z Palermo i okolic, to właśnie w tym
rejonie pierwotnie funkcjonowała Kopuła mafii sycylijskiej. Ostatnio
jednak cosa nostra działa także na terenie Agrigento, Trapani oraz
prowincji Caltanissetta. W związku z tym pojawiła się więc konieczność
utworzenia nowej Kopuły regionalnej, w mafijnej terminologii
funkcjonującej jako komisja międzyokręgowa (interprovinciale). W jej
skład wchodzą przedstawiciele poszczególnych prowincji. Zdaniem wielu
znawców tematu często pojawiające się w książkach, a nawet doniesieniach
medialnych stanowisko capo di tutti capi, czyli szef wszystkich
szefów, w rzeczywistości nie istnieje. Jednak wielu z mafijnych bossów
miało tak rozległą władzę, że praktycznie dowodzili całą sycylijską cosa
nostrą, dlatego wobec nich stosuje się właśnie to określenie. Należy
zaliczyć do nich chociażby Salvatorego Riinę, Bernarda Provenzana czy
Matteo Messinę Denara.
Nie każdy może być członkiem mafii. Jak zeznawał skruszony mafioso
Salvatore "Totuccio" Contorno: "Nie można tak po prostu przyjść i powiedzieć: chciałbym wstąpić do mafii. Trzeba być wezwanym"17.
Bezwzględnym warunkiem jest, aby kandydat wziął udział w morderstwie
albo własnoręcznie wysłał kogoś na tamten świat, dzięki czemu unika się
przyjęcia do klanu "kreta" - tajnego funkcjonariusza policji. Także
posiadanie wśród krewnych policjanta czy funkcjonariusza wymiaru
sprawiedliwości automatycznie skreśla szansę na członkostwo w cosa
nostrze. Leonardo Vitale, pierwszy mafioso w dziejach, który zdecydował
się na współpracę z policją, zeznał, że pomimo iż urodził się w rodzinie
o mafijnych tradycjach, musiał przejść kilka prób, zanim w ogóle
rozważono możliwość jego wstąpienia w szeregi cosa nostry. Jako
ośmiolatek na polecenie mafii zabił psa, w wieku lat piętnastu - konia,
a jako dziewiętnastolatek po raz pierwszy zabił człowieka. Jego wuj miał
mu przedtem powiedzieć: "Zabij mężczyznę, żeby stać się
mężczyzną"18, co mogło też znaczyć, że nieszczęsny Vitale miał
skłonności do przedstawicieli własnej płci. A dla homoseksualistów
miejsca w mafii nie ma.
Każdemu kandydatowi na mafiosa uważnie przyglądają się wszyscy
członkowie klanu, a on sam musi zachowywać się nienagannie, nie zwracać
na siebie uwagi policji, nie nadużywać alkoholu, nie brać narkotyków.
Jak wspomniano, do mafii nie mogą wstępować homoseksualiści, aczkolwiek
ten zakaz wynika nie tylko z uprzedzeń, ale także ze względów
praktycznych: chodzi o to, aby miłość i lojalność wobec partnera nie
przewyższyły lojalności wobec rodziny. Dopiero kiedy wszyscy uznają, że
kandydat jest gotowy przystąpić do mafii, odbywa się specjalna ceremonia
inicjacyjna, która przebiega dokładnie w taki sam sposób, jak miało to
miejsce przeszło sto lat temu. Kandydatowi nakłuwa się kolcem dzikiej
pomarańczy opuszkę serdecznego palca, z którego krew spływa na obrazek z wizerunkiem Madonny bądź jakiegoś świętego. Następnie podpala się ten
obrazek i daje w dłoń nowicjusza, który musi trzymać go dotąd, aż
spłonie, wypowiadając przy tym formułkę: "Jeśli zdradzę cosa nostrę,
spłonę jak ten święty obrazek". W literaturze przedmiotu spotyka się
także inne wersje wspomnianej przysięgi: "Przysięgam, że będę lojalny
wobec moich braci, że nigdy ich nie zdradzę, a jeśli zawiodę, niech
spłonę i stanę się popiołem podobnym do popiołu z tego
obrazka"19, "Jak płonie ten święty,
tak spłonie moja dusza"20. Natomiast Tommaso Buscetta oraz inny
skruszony, Contorno Calderone, zeznali, iż w czasie uroczystości
wypowiedzieli słowa: "Niech moje ciało spłonie jak ten święty obrazek,
jeśli nie będę wierny mojej przysiędze"21.
Niezależnie od brzmienia formułki, każdy po przejściu ceremonii staje
się mężem czy też człowiekiem honoru, bowiem właśnie tak nazywają siebie
członkowie cosa nostry, których reszta społeczeństwa określa po prostu
mianem mafiosów. Dla nowo przyjętych jest to powód do dumy. "Być
mafiosem znaczyło wejść do świata ludzi, którzy coś znaczą -
relacjonował skruszony mafijny boss Gaspare Mutolo. - Kiedy zostajesz
oficjalnie przyjęty, szefowie mówią ci, że jesteś człowiekiem wyżej
postawionym. Dlatego nie możesz zapraszać do domu ludzi niebędących
członkami organizacji. Możesz spotykać się tylko z innymi ludźmi honoru.
Rozpoznajesz ich, bo kiedy ci ich przedstawiają, mówią: "Lui ? come a noi" [On jest taki jak my]. Innym nadal się kłaniasz, ale z daleka.
(...) Czułem się dumny. Pojechałem zaraz do Palermo. Zdajesz sobie sprawę,
jaki to zaszczyt być człowiekiem honoru? Nagle cała dzielnica do ciebie
należy. Nie możesz w to uwierzyć: "Ja jestem tutaj właścicielem?!".
Możesz tu robić, co chcesz, żądać pieniędzy, żądać, co tylko ci się
spodoba. I wszyscy patrzą na ciebie z szacunkiem"22. Inny
skruszony, Tommaso Buscetta, zeznał, iż z mafii można odejść tylko w jeden sposób - odchodząc z ziemskiego padołu. "Kiedy zostanie odebrana
przysięga, człowiek honoru pozostanie człowiekiem honoru na całe życie.
Nie da się pozbyć tego statusu ot tak, chyba że są jakieś uzasadnione
motywy - zeznawał. - (...) Gdziekolwiek jest i czymkolwiek się zajmuje,
człowiek honoru nigdy nie przestaje należeć do rodziny. (...) Nigdy nie
zdarzyło się, żeby człowiek honoru poszedł do bossa swojej rodziny i poinformował go, że nie chce już należeć do cosa nostry. Okoliczności
mogą rzucić człowieka honoru daleko od Sycylii i wtedy nie wykorzystuje
się go aktywnie w sprawach rodziny; jednak w każdej chwili i gdziekolwiek się znajduje, rodzina może sobie o nim przypomnieć i poprosić, by zachował się, jak na człowieka honoru przystało, i on nie
może odmówić"23. Witając się, mafiosi wymieniają ze sobą pięć
pocałunków: za honor, sprawiedliwość, z uszanowania, za rodzinę, a przede wszystkim za "naszą sprawę", bo ludzie honoru nie używają słowa
"mafia". W stosunku do organizacji używa się natomiast terminu cosa
nostra, co można przetłumaczyć jako "nasza rzecz" bądź "nasza sprawa".
Ludzie honoru posługują się także specyficznym językiem, zupełnie
niezrozumiałym dla postronnych. Jak twierdzi Fabrizio Calvi w swojej
publikacji poświęconej życiu codziennemu mafii, język ten przypomina
gwarę sycylijską, ale: "użytek, jaki [mafiosi] czynią z wyrazów, oraz
aluzyjny i ciężki od domyślnych treści sposób wysławiania się sprawiają,
że ich świat "rodzinny" staje się jeszcze bardziej hermetyczny. Jeśli to
tylko możliwe, mężowie honoru unikają posługiwania się słowem. Ich świat
milczenia zaludniony jest jednak ukradkowymi spojrzeniami, skinieniami
głową, wymownymi minami, uśmiechami i innymi odruchami umożliwiającymi
szybkie porozumienie"24.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki