Mafia na wojnie. Nieznany sojusznik alinatów - Tim Newark

Reflow text when sidebars are open.
Mafia na wojnie - nieznany sojusznik aliantów
Tim Newark
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
First published in 2007 by Greenhill Books, Lionel Leventhal Limited.
Original edition published in 2012 by Frontline Books, an imprint of Pen & Sword Books Limited, UK, under the title THE MAFIA AT WAR. ALLIED COLLUSION WITH THE MOB.
Copyright ? Tim Newark, 2007
Copyright for the Polish edition ? by Wydawnictwo RM, 2015
All rights reserved.
Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl www.rm.com.pl
Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.
Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.
Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.
ISBN 978-83-7773-290-8 ISBN 978-83-7773-447-6 (e-Pub) ISBN 978-83-7773-448-3 (mobi)
Redaktor prowadzący: Irmina Wala-Pęgierska Redakcja: Łukasz Malinowski Korekta: Krystyna Wysocka, Irmina Wala-Pęgierska Nadzór graficzny: Grażyna Jędrzejec Projekt okładki: Maciej Jędrzejec Opracowanie wersji elektronicznej: Marcin Fabijański Weryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec
W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl
Duchy przeszłych konfliktów i zbrodni nadal nawiedzają ulice Palermo. W pobliżu portu, koło Piazza Fonderia, można zobaczyć potrzaskane bombami resztki budynków, zniszczonych przez aliantów podczas przygotowań do inwazji na wyspę w 1943 roku. W Giardino Garibaldi, wśród starych drzew figowych ze zwisającymi w powietrzu korzeniami, ustawiono tablicę upamiętniającą nowojorskiego detektywa Josepha Petrosino, zastrzelonego przez jednego z ojców chrzestnych mafii w 1909 roku. Wzdłuż eleganckiej Via Roma można wejść do foyer Grand Hotel Et Des Palmes, którego pełen marmurów i luster luksusowy wygląd niewiele się zmienił od roku 1946, gdy mieszkał w nim Lucky Luciano, zawierając transatlantyckie umowy z miejscowymi mafiosami.
Rozmawiając w Palermo z Sycylijczykami, możemy zyskać jasny obraz tego, jak postrzegają oni własną historię. Pamiętają radość swoich rodziców, gdy zostali wyzwoleni przez aliantów spod rządów faszystowskich oraz okupacji niemieckiej. Wspominają obdarowywanie słodyczami i żywnością przez amerykańskich żołnierzy - oraz amerykańskie ubrania, którymi handlowano na miejscowych rynkach jeszcze przez długie lata. Gdy jednak pytać ich o mafię i aliantów, mają jedną wizję tego, co się stało. "Popełnili ten sam błąd, jaki popełnia się od zawsze", mówi pewien mieszkaniec Palermo, którego rodzice widzieli deszcz bomb spadających na miasto. "Zawarli ugodę ze złymi ludźmi i dlatego zostaliśmy z mafią u władzy". Czy jednak jest to prawda?
Krąży wiele anegdot, które potwierdzają pogląd, iż władze amerykańskie zawarły umowę z mafią, by pomogła im w opanowaniu Sycylii. Najsłynniejsza opowieść mówi o tym, jak to żołnierze i czołgi alianckie zalały Sycylię w roku 1943 pod żółtymi sztandarami zdobnymi w literę "L", które to "L" oznaczało niesławnego gangstera Lucky'ego Luciano. Ze swojej celi w więzieniu Great Meadow w stanie Nowy Jork Luciano zaproponował rządowi USA pakt z diabłem, zgodnie z którym miał pomóc zabezpieczyć nowojorski port przed sabotażem nazistów lub faszystów. Mówi się także, że dzięki temu paktowi włoscy żołnierze nie oddali ani jednego strzału do Amerykanów lądujących na Sycylii.
Pomimo udanej krucjaty Mussoliniego przeciwko mafii, na początku lat czterdziestych nadal miała ona ogromne wpływy w Europie i Ameryce.
W wyniku tego, jak się twierdzi, alianci potrzebowali mafii. Być może amerykański zarząd wojskowy nie byłby w stanie kontrolować mającego żywotne znaczenie nowojorskiego portu bez pomocy gangów. Mafia uważała nawet, że jest w stanie zmienić bieg wojny poprzez dokonanie zamachu na Hitlera i jego najwyższych popleczników.
Aby odkryć prawdę kryjącą się za tymi opowieściami, badałem archiwa w Londynie, Waszyngtonie i Nowym Jorku, w których analizowałem raporty wywiadowcze pochodzące z pierwszej ręki - od alianckich agentów kontaktujących się z mafią. Wiele z tych raportów nigdy wcześniej nie zostało opublikowanych ani cytowanych. Odwiedzałem miejsca najsłynniejszych zbrodni mafii i badałem relacje ludzi, którzy byli wówczas w tym miejscu - w tym relacje zawarte w Raporcie Herlandsa, który pozostawał utajniony przez dziesięciolecia po opisywanych przezeń wydarzeniach. Relacje te wydobywają na światło dzienne jeden z najważniejszych, dotychczas zapomniany aspekt wojny w Europie.
Niektórzy z uczestników tej gry są znani. Alianckie stosunki z mafią bez wątpienia sięgały najwyższych szczebli. Współpracę z gangsterami zalecano najważniejszym wojskowym i politykom - w tym naczelnemu dowódcy Dwightowi D. Eisenhowerowi. Nawet przywódcy polityczni, tacy jak Churchill i Roosevelt, chętnie korzystali z koneksji Amerykanów włoskiego pochodzenia. Niesławni gangsterzy - Lucky Luciano, Meyer Lansky, Frank Costello i Vito Genovese - odegrali swoją rolę w wojnie z Hitlerem i Mussolinim, z łatwością wchodząc w kontakty z wyższymi wojskowymi obydwu stron.
Na wierzch wypływają także nowe, niezwykłe postacie: nieugięty lord Rennell, który walczył z mafiosami na ich własnej ziemi; skromny sierżant Orange C. Dickey, który sprzeciwił się wszystkim - w tym swoim przełożonym - by aresztować ważnego mafioso. Dowiadujemy się, jak sycylijscy gangsterzy i bandyci wykorzystali wojenną zawieruchę, by zdobyć dla siebie niepodległe lenno w basenie Morza Śródziemnego.
Wiele z tych opowieści nigdy jeszcze nie było badanych ani publikowanych. W tej książce po raz pierwszy znajdziemy pełną relację, która udziela ostatecznej odpowiedzi na jedną z największych zagadek II wojny światowej - czy alianci zawarli tajny pakt z mafią.
Tim Newark 2007
Rozdział pierwszy
Giuseppe Bonanno był głową jednej z pięciu rodzin mafijnych w Nowym Jorku. Gdy wspominał swoje życie w wieku siedemdziesięciu ośmiu lat, przywoływał kolory i smaki ze swego dzieciństwa spędzonego na Sycylii. Dorastał koło starożytnej greckiej świątyni w Segeście.
"Kolor świątyni zmieniał się wraz z położeniem słońca, z miękkiego złota w południe, w brąz o zachodzie. Na zboczu wzgórza rosły pomarańczowe maki. Słychać było beczenie owiec i muczenie krów. Deszczowe dni spędzałem w okolicach świątyni, szukając ślimaków, które moja babcia smażyła z czosnkiem".
Bonanno wychowywał się w rodzinie mafijnej. Dla niego było to wspaniałe słowo, oznaczające coś uduchowionego, dzielnego, eleganckiego, żywiołowego i rzeczywistego.
Jego ojciec, Salvatore, był "człowiekiem honoru", głową jednego z dwóch klanów rywalizujących w Castellammare del Golfo, nadmorskim miasteczku wzniesionym wokół zamku na północno-zachodnim krańcu Sycylii. Klany te posiadały ziemię, nieco bydła i koni. Salvatore został głową rodziny, gdy jego starszego brata zastrzelono w stajni. Później śmierć spotkała dwóch członków konkurencyjnego klanu.
Bonanno nazywał zasady, w jakich go wychowywano, "Tradycją". Mówił, że rozwinęła się ona na skutek obcych inwazji, które nawiedzały Sycylię od wieków - greckiej, rzymskiej, mauryjskiej, normańskiej i hiszpańskiej. Pozbawieni udziału w rządach nad własną ziemią, Sycylijczycy szukali sprawiedliwości i pomocy w swoich rozgałęzionych rodzinach. Każdy członek rodziny był przyjacielem, każdy spoza rodziny potencjalnym wrogiem. Ponieważ Sycylijczycy nie znali nawet języków swoich władców, stworzyli własne prawa i zwyczaje. Jeśli stałeś się ofiarą przestępstwa, wymierzenie kary było zadaniem twoim i twojej rodziny. Nie mogłeś polegać na nikim innym.
Gdy w roku 1860 na Sycylię dotarła rewolucja, ludzie Tradycji dołączyli do Czerwonych Koszul Giuseppe Garibaldiego, by wyrzucić znienawidzonych Burbonów. Jednakże Garibaldi postrzegał to jako krok w kierunku stworzenia zjednoczonego państwa włoskiego, natomiast ludzie Tradycji widzieli to inaczej - jako okazję do zdobycia dla siebie większej niezależności. Przynajmniej tak twierdził Bonanno:
"Lata pomiędzy zjednoczeniem Włoch a I wojną światową były nazywane złotym wiekiem naszej Tradycji. Nowi władcy byli skłonni tolerować lub porozumiewać się z ludźmi mojej Tradycji w zamian za ich poparcie polityczne".
Mafiosi stanowili gabinet cieni, istniejący równolegle z oficjalną biurokracją.
Kariera Salvatore Bonanno jako mafiosa i rolnika dobiegła końca w czasie I wojny światowej. Został powołany do armii włoskiej, ranny w walkach z Austriakami w roku 1915 i odesłany do domu. Po powrocie ciężko zachorował z powodu infekcji rany. Zmarł, trzymając w ramionach jedynego syna. Giuseppe Bonanno miał zaledwie dziesięć lat. Jego rodzina nie miała już obrońcy; rola ta przypadła bliskiemu przyjacielowi rodziny Stefano Magaddino.
To Stefano nauczył Giuseppe zachowywać się jak mężczyzna. Uczył go zasad Tradycji oraz sposobów walki. "Jeśli mężczyzna toczy walkę", mówił mi, "musi walczyć do końca".
* * *
W swoich wspomnieniach Bonanno opisał Tradycję jako coś wartościowego i niezbędnego, jako oręż do obrony siebie i rodziny przed obcą opresją. Jednak jego rodzina była po zwycięskiej stronie w zmaganiach, które toczyły między sobą klany posiadaczy bydła. Bonanno twierdził nawet, że członkowie mafii byli wyżsi niż inni mieszkańcy wyspy, ponieważ jadali więcej mięsa. Wielu, wielu zwykłych Sycylijczyków cierpiało z powodu sposobu życia, w którym najsilniejsi żerowali na najsłabszych. Bonanno nie przedstawił całego horroru, jakim była ta sytuacja.
Jedną z najściślej przestrzeganych zasad Tradycji było milczenie albo omerta. Jeśli ucierpiałeś z czyichś rąk, nie powinieneś szukać sprawiedliwości u władz państwowych, ale udać się do miejscowego mafiosa albo lepiej załatwić sprawę osobiście. Słowo omerta tłumaczono jako "męskość"; byłeś prawdziwym mężczyzną, jeśli sam rozwiązywałeś swoje problemy. Każdy, kto złamał omertę, nazywany był infame i czekała go straszliwa kara.
Castellammare del Golfo - rodzinne miasteczko Giuseppe Bonanno, Salvatore Maranzano i innych czołowych sycylijskich mafiosów. Fotografia pokazuje pozostałości XVI-XVII-wiecznej fortecy na końcu małego portu
Pewnego razu owczarz szukał kilku owiec i barana, które mu skradziono. Doskonale znał zasadę zakazującą kontaktów z policją, gdy jednak usłyszał, że policja odebrała kilka zwierząt od dwóch bandytów, rozpoznał je jako własne i zabrał. Policja zaproponowała mu odprowadzenie do jego wioski, gdy jednak znaleźli się w pobliżu, zaczął obawiać się, że ktoś go zobaczy w ich towarzystwie i poprosił, by zostawili go i pozwolili wrócić samotnie. Wkrótce spod mostu nad strumieniem wyłoniło się czterech zamaskowanych i uzbrojonych mężczyzn, którzy stanęli na drodze. Ani owczarz, ani ci mężczyźni nie wypowiedzieli słowa. Owczarz dokładnie wiedział, o co chodziło. Złamał omertę.
Dwóch spośród nich chwyciło owczarza, podczas gdy dwóch pozostałych pochwyciło barana. Następnie oblali zwierzę parafiną i podpalili je. Baran wył i tarzał się, starając się uciec przed bólem, wkrótce jednak uległ płomieniom i padł. "Widzisz, co zrobiliśmy twojemu baranowi?" - powiedział jeden z mężczyzn do owczarza. "Teraz zrobimy to samo tobie". Wylali mu parafinę na włosy oraz ubranie i rzucili w niego zapałką. Następnie przyglądali się, jak owczarz umiera w męczarniach. Potem zabrali jego owce. Tak według mafii wyglądała sprawiedliwość na Sycylii.
O tym morderstwie wspominał Cesare Mori, policjant urodzony w Pawii w północnych Włoszech, skierowany na Sycylię w roku 1904. Mori spędził na wyspie dwanaście lat, zdobywając sobie reputację nieustraszonego stróża prawa. W tym okresie sporządził szczegółowe studium o przestępcach, z którymi walczył. Tak jak Bonanno, Mori podjął próbę wytłumaczenia pozycji, jaką osiągnęła mafia na Sycylii. Także i on postrzegał jej korzenie w legendzie o niezależności i rycerskości słynnych bandytów, którzy walczyli z obcą władzą. Napisał też jednak:
"Proces ten z upływem czasu zakończył się specyficzną postacią opresyjnej tyranii, utkanej przechwałkami i skrytej za zasłoną kłamstwa; jak pasożyt spadła ona na kraj i wchłonęła w siebie wszystkich przestępców na wyspie, skłaniając ich do przyjęcia stanowiska obliczonego przede wszystkim na zmonopolizowanie i czerpanie korzyści z wszelkiej działalności kryminalnej".
W rezultacie mafia zastępowała władzę państwową we wszystkich stosunkach między kryminalistami a zwykłymi ludźmi. Według Moriego na początku XX wieku mafia na Sycylii nie była jeszcze sformalizowaną organizacją ani też grupą:
"Nie ma żadnych znaków rozpoznawczych. Nie są one potrzebne. Mafiosi rozpoznają się częściowo po swoim żargonie, głównie jednak instynktownie. Nie ma statutów. Prawo omerty oraz Tradycja wystarczają. Nie ma wyborów przywódców, jako że przywódcy powstają sami i narzucają swoją władzę".
Logika mafii była dziwaczna, lecz rozumiana w społeczeństwie, w którym funkcjonowała.
"Począwszy od niemal mistycznego poglądu, że przestępczość istnieje i musi istnieć, ponieważ powstała, [mafia] nie tylko odmawia wymierzonym w siebie działaniom prawnym jakiejkolwiek skuteczności, ale uważa walkę z przestępczością... za błąd, za bezowocne marnowanie energii, za czyn wbrew naturze".
Rolą mafii było interweniowanie w relacje między przestępcą a ofiarą, by ograniczyć powstałe szkody. Jej celem nie było ukaranie przestępcy, ale doprowadzenie do porozumienia. Ulubionym powiedzeniem mafii stało się "Le picciotti hanno a vivere!" - Bandyci też mają prawo żyć!
Wyznając taką filozofię, mafioso zajmował się przestępstwem w następujący sposób. Jeśli doszło do kradzieży bydła, odszukiwał złodzieja, który to zrobił. Proponował następnie ofierze zwrot bydła, jeśli zapłaci ona trzecią część jego wartości. Jeśli ofiara wyraziła zgodę, odzyskiwała swoje bydło, mafioso brał prowizję, złodziej zaś otrzymywał część pieniędzy. W ramach swojej zapłaty mafioso zapewniał następnie ofiarę, że jego bydło nie zostanie już więcej skradzione. Był to oczywiście haracz za ochronę. Nader często to sam mafioso był osobą, która zleciła kradzież bydła.
To zatem był złoty wiek Tradycji, jak go wspominał Giuseppe Bonanno. Jego ojciec został oskarżony o to, że był jednym z takich mafioso-bydłokradów, a Giuseppe zapewne kontynuowałby rodzinny interes, gdyby sytuacja na Sycylii nie zmieniła się radykalnie w trakcie i po I wojnie światowej. Po skurczeniu się rynków eksportowych w rozdartej wojną Europie gospodarka Sycylii się załamała. Nawet jej bogate w słońce wino, które można było sprzedawać armii, zostało uznane przez wojsko za zbyt bogate w alkohol. Zboże i mięso były rekwirowane na potrzeby wojenne, wskutek czego niewiele pozostawało na sprzedaż. Powołanie mężczyzn do wojska oznaczało koniec zyskownych małych gospodarstw. Dochody spadły, a ceny żywności stale rosły.
Kryzys zaostrzył się w roku 1918, gdy z wojny wróciły dziesiątki tysięcy żołnierzy. Gdy ci młodzi mężczyźni ryzykowali życiem w walce, starsi członkowie mafii napychali sobie kieszenie pieniędzmi. Przy niskich czynszach dzierżawnych mafioso podnajmował ziemię rolną, uprawiał ją i hodował bydło na sprzedaż po coraz wyższych cenach, osiągając dochód dziesięciokrotnie większy od czynszu właściciela. W rezultacie wielu mafiosów wykupywało ziemię od starej arystokracji, jeszcze bardziej zwiększając swoje wpływy.
Młodzi weterani wojenni mieli z tego niewiele. Dołączali do band, kradli bydło i zagrażali życiu statecznych Sycylijczyków. Starsi mafiosi zostali zalani niespodziewaną falą przestępczości - picciotti w ogóle ich nie szanowali. Cesare Mori, który w czasie wojny nie był na Sycylii, w 1919 roku został wezwany z powrotem, by przeciwstawić się tej eskalacji przestępczości.
Mori, ze swoją dogłębną wiedzą o sycylijskiej przestępczości i przestępcach, wkrótce miał zyskać kontrolę nad sytuacją. Nie znalazł się tam jednak tylko po to, by chronić starszych - w tym mafiosów - przed wyskokami młodych gniewnych. W ciągu kilku lat miał zaatakować samą mafię.
* * *
Piewsza wojna światowa zmieniła wiele we Włoszech. Była punktem zwrotnym nie tylko dla mafiosów sycylijskich, ale także dla dynamicznego młodego człowieka, mieszkającego w północnych Włoszech, którym interesowała się policja państwowa. Miał teczkę policyjną, w której opisano go jako "członka frakcji socjalistycznej Dovia: wzrost 1,67 metra [5 stóp i 5? cala]; mocna budowa ciała; włosy jasnoorzechowe, twarz blada, czoło wysokie, oczy ciemne, nos orli, broda jasnoorzechowa, usta duże...". Tym przestępcą był Benito Mussolini.
Jego przestępstwa nie dotyczyły korzyści materialnych, ale agitacji politycznej. W wieku osiemnastu lat zdał z wyróżnieniem egzaminy i otrzymał swą pierwszą posadę nauczyciela. Następnie poszedł w ślady ojca i stał się rewolucjonistą; wygłaszał mowy na zebraniach socjalistów oraz odwiedzał Szwajcarię, gdzie spotykał się z socjalistami i anarchistami. Będąc w każdym calu członkiem rewolucyjnej bohemy, pragnął zorganizować powstanie, gdy jednak wezwał robotników berneńskich do strajku generalnego, został aresztowany i deportowany. Tak znalazł się w policyjnych aktach.
Gdy nadeszła I wojna światowa, Mussolini miał trzydzieści jeden lat. Stanął przed wielkim dylematem. Włoscy socjaliści nie chcieli mieć z wojną nic do czynienia. Mussolini był oddanym socjalistą, chciał jednak postąpić słusznie wobec swego kraju. "Ponad wszystko był mój Kraj", wspominał w swojej autobiografii - "Dostrzegłem, że Internacjonalizm się rozpadał. Lojalność narodowa była zbyt silna".
Mussolini zaczął agitować za wojną przeciwko Austrii i Niemcom. Decyzja ta wywarła ogromne skutki. Został za to usunięty ze stanowiska redaktora socjalistycznej gazety "Avanti" i wyrzucony z ukochanej partii. Niedługo po tym stworzył faszystów - grupę młodych ludzi, pragnących działać bezpośrednio na ulicach Włoch. Poza partią socjalistyczną Mussolini czuł się "lżejszy, świeższy. Byłem wolny! Byłem lepiej przygotowany do walk, niż gdy byłem związany dogmatami jakiejś organizacji politycznej".
Gdy Włochy wreszcie włączyły się do wojny w roku 1915, Mussolini na oskarżenia o tchórzostwo zareagował zgłoszeniem się na ochotnika do elitarnych bersalierów. Założył także gazetę "Il Popolo d'Italia" i nadal pisał do niej artykuły z pierwszej linii okopów w Alpach. Tak jak ojciec Bonanno, Mussolini został ranny w walkach z Austriakami, chociaż w jego przypadku był to wypadek.
"Jeden z naszych granatów wybuchł w okopie. Było nas tam około dwudziestu żołnierzy. Obsypało nas ziemią, dymem i odłamkami. Czterech zginęło... Moje rany były poważne. Cierpliwość i umiejętności lekarzy pozwoliły im wyjąć z mojego ciała czterdzieści cztery odłamki granatu".
Gdy Mussolini w końcu wrócił do domu z linii frontu, wraz ze swymi towarzyszami w północnych Włoszech zastał zamęt społeczny równie wielki jak na Sycylii. Pewnego dnia w Mediolanie, jak Mussolini wspominał z niesmakiem:
"Zobaczyłem demonstrację socjalistyczną - z niezliczonymi czerwonymi flagami, z trzydziestoma orkiestrami, z transparentami przeklinającymi wojnę... Odbywali liczne spotkania. Wzywali do amnestii dla dezerterów. Domagali się podziału ziemi!".
Byli wojskowi czuli obrzydzenie wobec postawy socjalistów. Nie chcieli słyszeć, że ich ofiary były daremne. Formowali zbrojne grupy, nazywane arditi i squadristi, i walczyli z socjalistami w miastach i na wsiach, paląc ich siedziby, redakcje gazet, bijąc ich zwolenników. Wielu z tych bojówkarzy dołączyło do odzianych w czarne koszule szeregów faszystów Mussoliniego.
Socjaliści odpowiedzieli wezwaniem robotników do strajków, które paraliżowałyby przemysł i transport. Na wsiach socjaliści wzywali do podziału wielkich posiadłości ziemskich i przekazania ziemi chłopom. Klasy średnie i bogaci właściciele fabryk i majątków zaczynali się bać. Zwracali się do każdego, kto mógł im pomóc.
W roku 1919 Mussolini i słynny dyrygent Arturo Toscanini zostali faszystowskimi kandydatami do parlamentu w Mediolanie. Obiecali zakończyć zamęt i kryzys polityczny, sprowokowany przez socjalistów. Niewielu jednak wierzyło, że są oni w stanie wypełnić swoje obietnice. Zostali zdecydowanie pokonani przez socjalistów, którzy stali się największą partią w Izbie Deputowanych - włoskim parlamencie obradującym w Rzymie. Faszyści nie zdobyli ani jednego mandatu.
Była to dla Mussoliniego poniżająca porażka, jednak nie zrezygnował ze swojej kampanii. Zaczął się uczyć fechtunku, by móc pojedynkować się z każdym politykiem, którego obraził na łamach "Il Popolo d'Italia", jego zwolennicy zaś gromadzili w redakcji granaty, przygotowane na walki uliczne. Arditi powiększyli szeregi jego zwolenników, zapewniając im siłę uderzeniową, podobnie jak to uczynili byli szturmowcy dla sił antysocjalistycznych w republice weimarskiej. Mussolini chwalił się:
"Byli naszą siłą uderzeniową, pierwszą falą. Rzucali się w bój z bombami w rękach, z nożami w zębach, ze skrajną pogardą śmierci, ze swymi wspaniałymi pieśniami bojowymi na ustach. Było w nich nie tylko poczucie bohaterstwa, ale także niezłomna wola".
Walki między socjalistami, faszystami i innymi frakcjami były coraz bardziej zacięte. Motocyklowe bandy Czarnych Koszul robiły wypady na prowincję, napadając, a czasem zabijając socjalistów. Socjaliści kontratakowali, bijąc na śmierć schwytanych faszystów. Policja zwykle stawała w tych konfliktach po stronie faszystów, podzielając ich nienawiść do bolszewików. Nawet armia włoska zaczęła walczyć przy użyciu karabinów maszynowych ze strajkującymi robotnikami na ulicach miast w środkowych Włoszech. Mussolini pławił się w tym wszystkim:
"W pewnych warunkach przemoc ma głębokie znaczenie moralne. Konieczne było torowanie sobie drogi przemocą, ofiarami, krwią; konieczne było zaprowadzenie porządku i dyscypliny, jakiej pragnęły masy, niemożliwych jednak do uzyskania poprzez nudnawą propagandę i poprzez słowa, słowa, i jeszcze raz słowa, oraz przez bezpłodne walki w parlamencie i w prasie".
Parlamentarne zwycięstwo socjalistów nie zdołało doprowadzić do stabilności politycznej i gdy niepokoje trwały nadal w latach dwudziestych, coraz więcej ludzi zwracało się ku Czarnym Koszulom Mussoliniego w nadziei, że przywrócą dyscyplinę w ich życiu. W roku 1921 socjaliści stracili trzecią część swych mandatów w Izbie Deputowanych, faszyści zaś zdobyli ich trzydzieści osiem. Wśród nowych deputowanych był sam Mussolini.
Walki uliczne trwały nadal; w Bolonii faszyści zwrócili się przeciwko miejscowemu prefektowi. Prefekci byli regionalnymi przedstawicielami władzy centralnej, w Bolonii zaś stanowisko to otrzymał właśnie nieugięty policjant, znany z podejmowania trudnych wyzwań - Cesare Mori.
Rok wcześniej Mori skrócił swoją walkę z przestępczością na Sycylii. Powodem jego powrotu na kontynent był fakt, iż okazał się zaciętym obrońcą porządku społecznego. Zwrócił się zarówno przeciwko socjalistom, jak i nacjonalistom. Jako Kwestor (szef policji) Rzymu, złamał protest, zabijając kilku studentów. Czekało go dochodzenie. Był człowiekiem czynu i dlatego podobał się faszystom, jego siła jednak była mieczem obosiecznym. Politycznie Mori nie sympatyzował z socjalistami, jednakże jego zadaniem było bronić prawa, co oznaczało jednakowe traktowanie socjalistów i faszystów. Nalegał, by rozdział stanowisk nie zależał od przynależności partyjnej. Faszystom to nie odpowiadało i Mori stał się ich wrogiem.
W maju 1922 roku do Bolonii zjechało około 20 000 faszystów. Był to gigantyczny pokaz siły; otoczyli oni ratusz. Domagali się dymisji Moriego, ten odmówił jednak i zabarykadował swoje biura. Faszyści nie przeprowadzili szturmu na budynek, zamiast tego jednak okazali swoją niechęć wobec niego, oddając mocz na mury ratusza. W wyniku tej próby sił Mori został usunięty ze stanowiska w Bolonii i mianowany prefektem w Bari na południu Włoch, gdzie faszyzm nie był tak silny.
Socjaliści odpowiedzieli na tę eskalację przemocy, organizując strajki generalne we wszystkich większych miastach północnych Włoch. Faszyści brutalnie je złamali. Z pomocą dziesiątek tysięcy zbrojnych Czarnych Koszul Mussolini czuł się już wystarczająco pewnie, by przeprowadzić jeszcze większy pokaz, niż zajęcie Bolonii, Mediolanu czy Ferrary. Na cel wziął centrum administracyjne Włoch - Rzym.
Wcześniej na łamach swojej gazety zapewnił armię i króla o swojej lojalności wobec korony. W październiku 1922 roku faszyści przejęli kontrolę nad miastami i budynkami rządowymi w całych północnych Włoszech. Armia przygotowywała się do konfrontacji, jednak generalnie przyjęła przyjazną postawę wobec faszystów.
Około 26 000 faszystów było gotowych do marszu na Rzym. 28 października król Wiktor Emmanuel został poproszony o ogłoszenie stanu oblężenia, jednak odmówił, obawiając się zamętu. Jego decyzja przygotowała Mussoliniemu drogę do sięgnięcia po władzę. Król zaprosił faszystowskiego przywódcę, by został premierem i sformował rząd.
Na Sycylii mafiosi czytali gazety z zainteresowaniem, jednak żywili mało prawdziwego entuzjazmu dla swego nowego faszystowskiego premiera i jego rządu. Mieli własne problemy z socjalistycznymi agitatorami, jednak nie dochodziło tam, tak jak na północy, do strajków generalnych i przemocy. Na Sycylii opór wobec socjalistów przybrał inną formę. Właściciele fabryk i posiadacze ziemscy powiadamiali miejscowego mafiosa, a później kłopotliwi przywódcy strajków odnajdywani byli martwi.
Gdzieniegdzie ambitny miejscowy mafioso mógł poprzeć postulaty agrarne socjalistów. Dzięki temu zdobywał sobie wielką popularność wśród miejscowych chłopów. Wówczas osiągano kompromis i przerażeni właściciele ziemscy oddawali część ziemi. Była to jedynie inna postać mafijnego haraczu, tym razem wymuszanego pod czerwonymi sztandarami.
Gdy Mussolini przejął władzę, Giuseppe Bonanno miał siedemnaście lat. Nie wywarł on jednak na dorastającym chłopcu dobrego wrażenia.
"Mussolini był tchórzliwym człowiekiem, udającym twardego gościa, a sądzę, że mam w tej kwestii nieco talentu... Prawdziwy twardziel, czy zgadzasz się z nim, czy też nie, wie, że jest lepszy od większości innych. Fałszywy twardziel nie ma tego poczucia bezpieczeństwa... Mussolini był tchórzem - fałszywym twardzielem".
Cesare Mori także niechętnie przyjął tę zmianę władzy. Miał pięćdziesiąt lat i zapewne uważał, że jego kariera w służbie publicznej dobiegła końca. Pod rządami faszystów nie widział dla siebie żadnych możliwości. Tak więc w listopadzie 1922 roku zrezygnował ze stanowiska w Bari i udał się na wcześniejszą emeryturę do Florencji.
Mori spędził kolejne osiemnaście miesięcy, pisząc swoją pierwszą książkę o mafii na Sycylii, Tra le zagare oltre la foschi (Za mgłą i kwiatem pomarańczy) - typowy kwiecisty tytuł dla człowieka, który lubił pisać wiersze. Zastanawiał się nawet nad zatytułowaniem swojej późniejszej relacji z walk z mafią, opublikowanej w roku 1933: "Liktorski świt nad kwitnącymi pomarańczami".
* * *
Gdy w roku 1922 Mussolini przejął władzę, chciał zapewnić kraj, że nie będzie tyranem. W jego pierwszym rządzie było piętnastu faszystowskich ministrów i podsekretarzy stanu oraz piętnastu ministrów z innych partii. Nie chciał jednak żadnych kompromisów w kwestii swej obietnicy zakończenia destabilizacji i przemocy, jakie prześladowały Włochy od końca I wojny światowej.
W przemówieniu w Izbie Deputowanych 16 listopada 1922 roku powiedział: "Mogłem zasłać tę szarą, nudną salę ciałami. Mogłem zabić deskami wrota parlamentu i stworzyć rząd wyłącznie faszystowski. Mogłem to wszystko zrobić...". Jednak chwilowo tego nie zrobił. Zamiast tego wspomniał o problemach, które wymagały natychmiastowego rozwiązania. "Zamierzamy zaprowadzić w kraju dyscyplinę", deklarował. "Damy mu ją. Niech żaden z naszych przeszłych, obecnych i przyszłych wrogów nie ma żadnych złudzeń co do zachowania przez nas władzy".
Mussolini pragnął z nowym wigorem zająć się rozwiązywaniem problemów kraju. Armia i różne formacje policyjne, w tym paramilitarni karabinierzy, popierały go w pełni. Jego bojówkarze z Czarnych Koszul, weterani I wojny światowej, stali się ochotniczą milicją, służącą bezpieczeństwu i obronie kraju. Stali się rezerwą, po którą można było sięgnąć, gdyby Mussolini musiał siłą poprzeć swój manifest polityczny.
"Z faszyzmem za sterem - ogłosił - wszystko, co nielegalne i co służy nieładowi, musi zniknąć". Początkowo oznaczało to socjalistów i komunistów, z którymi walczyły jego Czarne Koszule. Miało to jednak objąć innych wrogów kraju, w tym i mafię, jak to powiedział w późniejszym przemówieniu w Izbie Deputowanych:
"Panowie, nadszedł czas, bym pokazał wam mafię. Najpierw jednak chciałbym pozbawić tę zbieraninę zbójów jakichkolwiek oznak fascynacji czy poezji, którą sobie ona przypisuje. Niech nikt nie mówi o szlachetności czy honorze mafii, chyba że chce obrazić całą Sycylię".
Mussolini atakował same podstawy oddziaływania mafii. Tak jak Giuseppe Bonanno, wiedział, że usprawiedliwiała ona swoje istnienie opozycją wobec zewnętrznego zagrożenia, jednakże, jak wiedział Cesare Mori, zdegenerowała się ona do bezlitosnej organizacji przestępczej.
Faszyzm był fenomenem z północnych Włoch, gdzie walka z socjalistami była najbardziej zacięta. Mussolini bardzo niewiele wiedział o problemach południa i niewiele go one interesowały. Jednak jako premier miał obowiązek pozyskiwać poparcie dla swojej sprawy w całym kraju.
W maju 1924 roku Mussolini udał się z oficjalną wizytą na Sycylię. Jego przewodnikiem na wyspie był miejscowy przywódca faszystowski Alfredo Cucco. W Agrigento 11 maja Mussolini stał na balkonie ratusza i przemawiał do miejscowej ludności:
"Rozumiem, że wszyscy potrzebujecie pewnych rzeczy. Mówiliście mi o tym na ulicach - o wodzie i o odzyskanej ziemi, jednak mówiliście także, że chcecie, bym zagwarantował bezpieczeństwo i nienaruszalność własności ludziom, którzy pracują w tym mieście.
A zatem mówię wam, że użyję wszystkich niezbędnych środków, by ochronić ludność przed przestępcami. To nie do zaakceptowania, by pozwalać kilkuset przestępcom prześladować, okradać i wpędzać w biedę ludzi tak wspaniałych jak wy".
Przemówienie zostało nagrodzone burzliwą owacją.
To, że starcie Mussoliniego z mafią będzie czymś więcej niż retoryką, pokazał szeroko rozpropagowany incydent, jaki wydarzył się podczas jego wizyty na Sycylii. Godzinę drogi od Palermo znajduje się miasteczko Piana degli Albanesi. Znane było wówczas ze swej barwnej społeczności albańskich imigrantów. Cucco poświęcał tym ludziom niewiele czasu, uważając ich za antyfaszystów, Mussolini jednakże pragnął odwiedzić miasteczko. Dla Duce zorganizowano silną eskortę policyjną, jednak sprawy jego ochrony omówiono także z miejscowym burmistrzem, którym był mafioso nazywany Don Ciccio Cuccia; pozwolono mu jechać w tym samym samochodzie, w którym podróżował Mussolini.
Po wizycie Mussolini pragnął powrócić do Palermo. Don Ciccio, wyraźnie zaszczycony względami Duce, zwrócił uwagę na eskortę policyjną i powiedział dyktatorowi, że nie potrzebuje takiej ochrony. Zamiast tego wskazał na własnych ludzi. "Wasza ekscelencja nie musi się niczego obawiać, dopóki znajduje się przy mnie", powiedział Don Ciccio głośno, tak by wszyscy słyszeli jego słowa. "Niech nikt nie śmie nawet tknąć Mussoliniego. Jest moim przyjacielem i najlepszym człowiekiem na świecie". Poniżony Mussolini był wściekły. Na wyspie to jego faszyści mieli stanowić siłę, nie jakiś Don Ciccio. Wzmogło to jego determinację, by zniszczyć mafię.
Na miesiąc przed wizytą Mussoliniego na wyspie Sycylijczycy wyrazili swoją aprobatę wobec nowej władzy, w sześćdziesięciu ośmiu procentach oddając głosy na faszystowskich kandydatów. Większość głosów, jak się twierdzi, pozyskali miejscowi konserwatywni właściciele ziemscy, zapewne po części mafiosi, którzy widzieli korzyść w sprzymierzeniu się z najsilniejszym graczem. Ten flirt z faszyzmem szybko zamarł w czerwcu po skandalu wywołanym zamordowaniem lewicowego przywódcy politycznego, Giacomo Matteotti. Pięć Czarnych Koszul wepchnęło go do samochodu koło jego bloku, po czym pobiło na śmierć, grzebiąc potem jego ciało na pustkowiu pod Rzymem.
Niespodziewanie ujawniła się mroczna strona reżimu Mussoliniego. To zdarzenie, w połączeniu z faktem, że Sycylijczycy nadal czuli się ignorowani przez rząd centralny, oraz z falą przestępczości wiejskiej, jaka szalała w zachodniej Sycylii - terytorium mafii - oznaczało, że wielu Sycylijczyków zaczęło mieć wątpliwości co do skuteczności faszystów.
Podczas lokalnej kampanii wyborczej w sierpniu 1925 roku były premier Wiktor Emmanuel Orlando wygłosił elektryzujące przemówienie w Palermo - wzywając wszystkich, którzy nadal wierzyli w wartość Tradycji. Był przywódcą urodzonym na Sycylii, który przewodził Włochom podczas Wielkiej Wojny i który należał do Wielkiej Czwórki podczas paryskiej konferencji pokojowej. Jego słowa znaczyły wiele:
"Mieszkańcy Palermo! Jeśli przez określenie "mafia" rozumiemy przesadne poczucie honoru, zawziętą niechęć do podporządkowania się bezczelnym arogantom, szlachetność ducha, który przeciwstawia się silnym i wspiera słabych, lojalność wobec przyjaciół, która jest bardziej pewna i trwała niż śmierć - jeśli te cechy, chociaż często przesadne, rozumiemy przez pojęcie "mafia", to mówimy o niemożliwych do wymazania cechach sycylijskiego charakteru; i mówię, że jestem mafiosem, i jestem z tego dumny".
Alfreda Cucco przemówienie to napełniło obawą, podobnie jak Mussoliniego, gdy przekazał mu to przez telefon. W odpowiedzi wysłali w dzień wyborów na ulice Palermo ciężarówki pełne Czarnych Koszul, śpiewających patriotyczne pieśni. Później tego dnia faszyści starli się z miejscową policją, uzbrojoną na tę okazję w nowe, stalowe pałki. Faszyści zwyciężyli w wyborach lokalnych, ale opozycja także zdobyła dużo głosów. Mówiono, że wiele tych antyrządowych głosów zapewniła mafia.
Wielka obietnica Mussoliniego, że skończy się brak zdyscyplinowania we włoskim życiu, wyraźnie napotykała kłopoty na Sycylii. Cucco został wezwany do Rzymu, gdzie przypomniał Mussoliniemu o jego obietnicy rozprawienia się z mafią na Sycylii. Mussolini po tym spotkaniu odbył rozmowę z ministrem spraw wewnętrznych Luigim Federzonim. Cucco i Federzoni spotkali się na obiedzie w restauracji Ulpia, z której okien można było podziwiać starożytne ruiny Forum Trajana. Omówili wówczas kampanię przeciwko sycylijskiej mafii. Był to plan ryzykowny. Mógł być popularny wśród zwykłych ludzi - poza kręgami mafijnymi - mógł jednak także jeszcze bardziej odstręczyć sycylijską elitę, która już wykazała swój opór.
Dla Mussoliniego sytuacja była trudna. Mafię trzeba było poskromić. Był to, jak powiedział później, początek szerszej krucjaty przeciwko zorganizowanej przestępczości: "nieprzerwana walka z mafią na Sycylii, z bandytami na Sardynii i z mniej znanymi formami przestępczości, które hańbiły całe prowincje".
Podczas posiłku Cucco i Federzoni rozmawiali o tym, kto mógłby poprowadzić wojnę z mafiosami. Cucco zasugerował byłego prefekta Palermo, jednak miał on inne zadania. Wówczas padło nazwisko Cesare Moriego. Federzoni nie wykazał wiele entuzjazmu.
Rok wcześniej Mori został odwołany zza swego biurka we Florencji, by zająć się falą przestępczości w prowincji Trapani w zachodniej części Sycylii. Wkrótce, co było do przewidzenia, wszedł w konflikt z miejscowymi faszystami. Ci zaś poskarżyli się Federzoniemu, który zaczął poważnie myśleć o odesłaniu Moriego na emeryturę. Cucco jednakże nalegał, mówiąc, że ktoś z dużym doświadczeniem w pracy policyjnej byłby odpowiednim człowiekiem do tego zadania. Tak więc, zapewne z niechęcią, postanowiono o przeniesieniu Moriego z Trapani do Palermo.
Mussolini zamierzał zaatakować mafię, a Cesare Mori miał być jego dowódcą w polu. Cucco i Federzoni bez wątpienia mamrotali pod nosami modlitwę o bożą opiekę dla faszystów, jeśli okaże się to błędem. Mori, rzecz jasna, był bardziej pewny siebie. "Walka z mafią - wspominał później - została doprowadzona do końca po raz pierwszy pod rządami faszystów...".
Tak być musiało. Jak to powiedział Giuseppe Bonanno jego "Wujek" Stefano: "Jeśli mężczyzna toczy walkę, musi walczyć do końca".