Mądra bliskość. Jak dbać o siebie i innych - Agnieszka Kozak

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (35,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spotkanie ze sobą

By umieć być z innymi, po­trze­bujesz nauczyć się być ze sobą. Nauczyć się tworzyć i kreować bliskość, wybi­erać i decy­dować, dobi­erać jej barwy do obrazu, który jest dla ciebie wyjątkowy. Miłość i bliskość wymagają pro­cesu tworzenia. Świet­nie o ułudzie miłości bez dzi­ałania pisze Fromm:

Więk­szość ludzi uważa, że miłość to sprawa obiektu, a nie zdol­ności. Ludzie ci często sądzą, że świad­czy to o sile ich miłości, jeżeli nie kochają nikogo poza "ukochaną" os­obą. (...) Ponieważ nie dostrzega się, że miłość jest dzi­ałaniem, siłą ducha, dochodzi się do przekon­ania, że wys­tar­czy je­dynie znaleźć właś­ciwy obiekt - a po­tem wszys­tko po­toczy się już samo. Pogląd taki da się porównać do stanow­iska człow­ieka, który chce ma­lować, ale nie uczy się sztuki malarstwa, tylko twi­er­dzi, że musi poczekać na odpow­iedni obiekt, a po­tem, kiedy już go zna­jdzie, będzie ma­lował znako­m­icie4.

Autentyczne spotkanie ze sobą to trudne wyzwanie. W świecie pełnym mąd­ralińskich (nie mądrych), którzy lepiej wiedzą, co dla nas dobre, w świecie doradz­a­czy i spec­jalistów od tego, co "pow­inno się robić" albo "co wypada", trudno jest być po swo­jej stronie. Trudno jest wybi­erać mądrze, czyli w sposób, który nam służy - bez poczu­cia winy i lęku, że nie spełnia się oczekiwań. A prze­cież piękno za­czyna się wtedy, gdy masz odwagę być sobą, czyli realizować złożony w to­bie po­tenc­jał. Miłość chciała, abyśmy ist­nieli, mamy w sobie za­si­aną niek­west­ionowalną miłość. Jed­nak cza­sami jej zaprzeczamy - nar­zeka­jąc, żyjąc w lęku przed odrzu­ceniem, nie do­cen­iając tego, kim jesteśmy. Z lęku przed odrzu­ceniem rezygnujemy z bliskości, opuszczamy siebie, nie pode­jmujemy się ma­low­ania pięknego obrazu siebie i swo­jego ży­cia.

Pięknie o tym nap­isała Magda po warsztatach budow­ania bliskości dla małżeństw:

Dla mnie warsztaty były przeło­mowym spotkaniem z sam­oak­cept­acją, ważnym krokiem w budowaniu za­ufania do siebie oraz wyjś­ciem naprze­ciw po­trze­bie zmi­any w jakości komunikacji z moim mężem (staż małżeński prawie 24 lata). Punk­tem wyjś­cia było odkrycie, jak bardzo po­trze­bowałam stanąć w prawdzie w odniesi­eniu do włas­nych stłu­mi­o­nych emocji, nieodkry­tych i przez to niewypo­w­iedzi­a­nych po­trzeb... Ile nap­ię­cia ze mnie zeszło, gdy doświad­czyłam przyję­cia siebie przez in­nych z całym swoim skry­wanym lękiem i to­warzy­szącym mu smutkiem... Pod­jęłam wtedy pier­wsze kroki ku wyjś­ciu ze strategii by­cia z innymi nastawionej na "prz­etrwanie w niewidzi­al­ności"... Ws­parcie i przepływ do­bra, jakie dała mi grupa warsztatowa, były w tej kwestii bezcenne! Bo czy może być więk­sze szczęście niż być ob­darow­anym i samemu ­ob­darow­y­wać?

A to się właśnie wydar­z­ało poprzez szukanie kawałków do­bra w sobie, dziel­e­nie się nimi, ale też wyrażanie wdz­ięczności innym... Teraz mam poczucie bezpiecznego i bu­dującego naszą relację szlaku komunikacji, i choć ciągle jest sporo wyzwań w tym za­kresie, to świado­mość poczu­cia sensu, wzmoc­niona widzi­anymi przez nas i naszych bliskich zmi­anami, sprawia, że chcemy iść dalej. Warto mieć żywe serce i kwit­nąć przy dru­gim ży­wym i kochającym sercu.

Bycie w zgodzie ze sobą nie jest takie proste, ponieważ wymaga pokazania siebie w autentyczności, a tej długo nas oduczano. Nauczono nas za to spełni­ania oczekiwań in­nych - by to oni byli zad­o­woleni, bo ich zad­o­wole­nie dawało nami­astkę bliskości, by - tak jak nap­isała Magda - "prz­etrwać w niewidzi­al­ności", byle tylko móc być. By zatem za­cząć być blisko siebie, warto zrobić kilka kroków - w swoim tempie, ale kon­sek­wentnie.

Bycie w zgodzie ze sobą nie jest możliwe bez pożeg­nania ży­cia w kłamstwie, bez porzu­cenia iluzji o tym, kim nauczyliśmy się być zbyt wcześnie, bo takie były oczekiwania otoczenia, bo to dawało bezpieczeństwo, ale oddalało nas od siebie, bo trzeba było grać, by być przyjętym. Chodzi o te kłamstwa, w których wybi­er­asz to, co "się pow­inno", "co wypada", "co należy" - które za cenę bliskości oplatają cię li­n­ami na­kazów i za­kazów. Kiedy trudno o swobodny ruch z lęku, żeby "nic nie zepsuć" i "nikogo nie urazić". Bycie w zgodzie ze sobą to często rezyg­nacja z tego, czym karmi nas świat zewnętrzny, co chce nam wtłoczyć, by przykryć nat­ur­alną po­trzebę wewnętrznej wolności. Byśmy nie czuli, co jest dla nas dobre, byśmy wi­erzyli w to, co inni dla nas wybrali, bo oni uzur­pują sobie prawo, by wiedzieć więcej i lepiej: "w czym dobrze wy­glą­dasz", "gdzie lepiej pra­cować", "jak masz się czuć", "czego po­trze­bujesz". Wymaga to zrezygnow­ania ze świ­ata doradza­ją­cych, którzy są tak blisko, że cza­sami aż trudno ci oddychać, gdy choćby pomyśl­isz o tym, co ważne dla ciebie, a oni już wiedzą, co należy zrobić. Bycie w zgodzie ze sobą to wybór ży­cia w sam­oświado­mości, odpow­iedzi­al­ności za siebie, zaak­ceptow­anie tego, co było, bo to mnie uk­ształtowało, ale nie jest mną. To przeszłość, którą cza­sami trzeba odkleić od siebie, by móc ub­rać się w nowe. To jak wyrzu­cenie starych ub­rań, z których już wyrośliśmy i w których nie wy­glądamy dobrze, bo nasze ja jest już inne - w innym miejscu ży­cia po­trze­bujemy czegoś in­nego. Bycie w zgodzie ze sobą to umiejęt­ność stania po swo­jej stronie bez kom­prom­isów w kwestii tego, co dla nas ważne. To go­to­wość na za­nurzenie się w swój świat war­tości i w swoją war­tość, by wybi­erać to, na co za­sługujemy - by ot­warta dłoń mi­ała odwagę sięgać po to, co daje życie. Bycie w zgodzie ze sobą to życie swoim życiem, reszta to tylko iluzja i podróbka pozwala­jące trwać w kłamstwie i nie doci­erać do prawdy o sobie...

Pod­sumowując - jeśli chcesz za­cząć budować bliskość z innymi, mu­s­isz nauczyć się być po swo­jej stronie i kochać siebie. Pięknie to oddaje roz­mowa Bi­ałego Kró­lika z Alicją:

Ale czy ty mnie kochasz? - zapy­tała Alicja.

"Nie, nie kocham cię!" - odpow­iedział Bi­ały Kró­lik.

Alicja zmarszczyła brwi i za­częła po­ci­erać ręce, jak za­wsze, gdy była ur­ażona.

Widzisz... - Pow­iedział Bi­ały Kró­lik.

Za­stanawiasz się teraz, co sprawia, że jesteś taka nie do koch­ania, co z Tobą jest nie tak, żeby cho­ciaż trochę cię pokochać.

Nie mogę cię kochać takiej.

W świecie zewnętrznym nie za­wsze będziesz kochana, Alicjo.

Będą dni, kiedy ci, co mieli cię kochać, będą zmęczeni. Świat nie będzie spełniał ich oczekiwań. Wtedy cię skrzy­wdzą.

Ponieważ ludzie tacy są, za­wsze de­p­czą uczu­cia in­nych, cza­sami z po­wodu nieo­strożności, nieporo­zu­mień lub kon­f­liktów ze sobą.

Jeśli nie pokochasz siebie cho­ciaż trochę, jeśli nie stworzysz powłoki miłości włas­nej i szczęś­cia wokół swo­jego serca, ataki ludzi staną się śmier­cionośne i zn­iszczą cię.

Kiedy cię ujrz­a­łem po raz pier­wszy, za­warłem ze sobą pakt: "Nie będę cię kochać, dopóki nie nauczysz się kochać siebie!"5.

W świecie piękna "ideal­nego" trudno jest patrzeć na siebie z miłoś­cią. A jed­nak warto zobaczyć siebie jako wart­ego miłości, nawet jeśli są w nas takie "kawałki, którym nikt nie klaszcze"6. Chodzi o miłość będącą troską o ­siebie, pozwala­jącą zbudować skórę, która nie jest warstwą ochronną, ale zmysłem umożli­wiającym doświad­czać spotkania ze sobą i z innymi. Chodzi o miłość i o coś, co nazwałabym "robi­eniem" miłości z miłości do siebie, by kochając siebie, móc kochać in­nych. By dawać z tego, co się ma w sobie - z serca pełnego do­bra i wiary w to, że to dobro dzielone tworzy przestrzeń do głębokiego spotkania.

Lu­bię patrzeć na koch­anie jak na dbanie. To pielęgnow­anie, dawanie poczu­cia bezpieczeństwa i troski, to uważność i czyni­enie dru­giej os­oby ważną. Miłość jest jak ogród, który po­trze­buje uwagi, na­wożenia i wyry­wania chwastów. Po­trze­bujesz nauczyć się troski o siebie.

Zobacz: kiedy tylko mówisz, że kochasz dru­giego człow­ieka, a nic nie robisz na rzecz tej miłości, to słowo nie staje się czynem, a ty tra­cisz wiary­god­ność. Miłość musi być widzi­ana. Kiedy ktoś zobaczy twoje dzi­ałania - że ktoś, kogo kochasz, rozwija się, wzrasta, jest zad­o­wo­lony, spoko­jny i po prostu szczęśliwy - uwi­erzy, że twoje "kocham" jest prawdziwe. Byłoby cudownie, gdyby na py­tanie: "Czy dobrze ci z tą miłoś­cią?", ktoś zapy­tany odpow­iedział: "Tak, bardzo mi z nią dobrze, bo lu­bię być tak właśnie kochany".

Jak ci jest na ten mo­ment z miłoś­cią do siebie? Jak postrze­gasz bycie w zgodzie ze sobą i koch­anie siebie? Czy dz­ięki temu, jak dbasz o siebie, czujesz, że się rozwijasz, że jest w to­bie spokój, że jest w to­bie ak­cept­acja i nadzieja?

Bliskość za­czyna się od ak­cept­acji siebie, bo ona pozwala prze­bić bańkę lęku odgradza­jącą cię od siebie i od in­nych. Od ak­cept­acji, czyli od uzn­ania siebie i swo­jej niezaprzecza­l­nej war­tości jako człow­ieka. Nikt z zewnątrz nie może ci jej dać - to paradoks. Szukasz ak­cept­acji u in­nych i drżysz z lęku, czy możesz ją dostać. Czekasz na uzn­anie, a twój wewnętrzny krytyk pod­powiada ci, że na nie nie za­sługujesz. Jesteś za­kład­nikiem swo­jej głowy. Po­trze­bujesz udrożnić drogę od głowy do serca i za­ufać złożonej w to­bie miłości. Uwi­erzyć, że war­tość jest w to­bie. Po­trze­bujesz nadziei. Pozwól, że posłużę się cytatem, który bardzo lu­bię.