Macocha. Podejrzenia - Aleksandra Kalbarczyk

Reflow text when sidebars are open.
Magda omiotła wzrokiem salon, żeby upewnić się, że wszystko jest gotowe. Monopoly ze stosikami banknotów odliczonych dla trzech osób - jest. Zapas coli, chipsów i paluszków - jest. Koce i poduszki - są. Piloty od telewizora i głośników - są.
Usiadła na kanapie, rozłożyła na kolanach laptopa i otworzyła stronę do zamawiania jedzenia. W tym momencie Ula ciężko opadła na siedzenie obok niej i nachyliła się nad ekranem.
- Weź dziś serową. Z serowymi brzegami - powiedziała, przesuwając szybko wzrokiem po menu. - I dla mnie dodatkowy sos pomidorowy. Poza tym, co chcesz.
- Znowu? Zawsze bierzemy serową - jęknęła Magda, ale posłusznie dodała pizzę do zamówienia.
- I zawsze było dobrze, więc po co to zmieniać? - stwierdziła Ula, po czym równie gwałtownie, jak wcześniej usiadła, wstała i sprężystym krokiem poszła w stronę kuchni. - Tato, Magda zamawia pizzę! Chcesz coś konkretnego czy możemy wybrać?!
- Hej! - zawołała za nią nagle siostra. - To moja bluza, oddawaj!
- Nie - odparła dziewczynka i pokazała język. Zapięła suwak czarnej bluzy na znak, że nie zamierza się z nią rozstawać. Zaraz potem nasunęła na głowę kaptur i doszyte do niego kocie uszy stanęły pionowo.
- Powiedziałam: oddawaj! Później wszędzie znajduję w niej twoje rude kudły!
- Oj, daj spokój, tylko na dziś! - jęknęła Ula. - Jak chcesz, to ci ją potem upiorę. Nosisz tę bluzę non stop, możesz czasem pożyczyć.
- Zdjęłam ją właśnie po to, żeby uprać! Oddawaj!
W tym momencie do pokoju wszedł Karol. Wydawał się zestresowany. Jego ruchy były gwałtowne, a wzrok rozbiegany. Miał na sobie ciemny garnitur i nerwowo zawiązywał pod szyją butelkowozielony krawat. Spojrzał na rozłożoną planszę i szybko się odwrócił, unikając spojrzeń córek.
- Nie, wiecie co, dla mnie nie trzeba - wymamrotał wreszcie zachrypniętym głosem. Odwrócił się do lustra, poprawiając jednocześnie idealnie ułożony kołnierzyk, który zdecydowanie nie pasował do wieczoru z grami planszowymi, filmami i fast foodami.
- Wychodzisz? - zapytała Magda z niedowierzaniem i szybkim ruchem zamknęła laptopa. Odłożyła go obok i z napięciem patrzyła w stronę ojca, który w milczeniu kiwnął głową.
Entuzjazm Uli gwałtownie opadł. Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale w końcu zrezygnowała i obejrzała się żałośnie na siostrę jak na ostatnią deskę ratunku.
- Jest czwartek - oświadczyła Magda z naciskiem.
- Tak? - zapytał Karol ze sztuczną obojętnością. Nie odrywał wzroku od lustra.
- Czwartek jest dla rodziny. Zamawiamy jedzenie, gramy w gry, oglądamy filmy i... i w ogóle - stwierdziła dziewczyna.
- Och, Magda, nie bądź dzieckiem - warknął mężczyzna niecierpliwie i w końcu oderwał się od lustra, oglądając się w jej stronę. - Możecie to dziś zrobić beze mnie. Zostawię wam kasę na jedzenie.
- To nie będzie to samo - oświadczyła smętnie Ula i opadła na kanapę, patrząc smutno na tatę. - Przecież to nasz dzień.
Wspólne czwartki były ich tradycją, odkąd tylko pamiętała. Niezależnie od sytuacji - pracy, szkoły, problemów osobistych - każdy czwartek należał wyłącznie do nich. Ula przypominała sobie tylko dwie sytuacje, kiedy spędzili ten dzień oddzielnie: raz, kiedy samolot ojca z Londynu spóźnił się dwanaście godzin, i drugi raz, kiedy Magda przesiedziała cały wieczór na ostrym dyżurze po tym, jak rozcięła sobie rękę o szkolne ogrodzenie.
Karol natychmiast podszedł do młodszej córki i przyklęknął obok kanapy. Ich podobieństwo, kiedy siedzieli obok siebie, było wprost uderzające. Mieli identyczne ognistorude włosy i te same jasnozielone oczy. Nawet marszczyli nosy i układali usta w podobny sposób, kiedy byli źli lub smutni.
- Oj, Ulcia - powiedział łagodnym tonem, głaszcząc ją po głowie. - Nie gniewaj się na mnie. To tylko jeden dzień.
- Ale czwartek! Coś się stało? - zapytała córka z niepokojem. To zachowanie ze strony taty nie było naturalne i po pierwszym żalu zaczęła czuć, jak rośnie w niej nie do końca uzasadniona panika.
- Nic się nie stało, córeczko, wszystko jest w porządku. Na pewno nic, czym musiałabyś się martwić - dodał Karol uspokajającym głosem i mocno ją przytulił.
- To czemu wychodzisz w czwartek? - jęknęła.
- Muszę załatwić to i owo. Nadrobimy w przyszłym tygodniu, dobrze?
Ula obejrzała się na niego i z lekko obrażoną miną zapytała:
- Obiecujesz?
- Obiecuję, kochanie. Muszę dotrzymać słowa, inaczej czekałaby mnie zemsta ognistego potwora! - powiedział. Przyciągnął ją do siebie i jedną ręką zaczął gwałtownie mierzwić jej długie włosy.
- Tato, przestań! - krzyczała dziewczynka i ze śmiechem próbowała się wyrwać z objęć ojca. Kiedy w końcu jej się to udało, na głowie miała szopę, która wyglądała jak gniazdo wyjątkowo mało starannego ptaka. Karol patrzył na nią z rozmarzonym uśmiechem.
Magda obserwowała tę scenę z boku z kwaśną miną.
- A dokąd właściwie idziesz? - zapytała nienaturalnie głośno, jakby w ten sposób chciała przypomnieć o swojej obecności.
- Mam swoje sprawy - stwierdził ojciec. Jego ton natychmiast stał się nieco chłodniejszy. Wstał i otrzepał spodnie z pyłków zebranych z dywanu.
Nastolatka zmrużyła podejrzliwie oczy, ale nie zadawała już żadnych pytań. Karol jeszcze raz obejrzał się w lustrze, żeby upewnić się, że dobrze wygląda.
- No, to lecę! - powiedział sztucznie radosnym głosem, odwracając się w ich stronę. Ula blado się uśmiechnęła, a Magda obrażonym gestem założyła ręce na piersi. - Będę późno, nie czekajcie na mnie - dodał jeszcze i po chwili usłyszały głośny trzask drzwi.
Starsza z sióstr dalej wpatrywała się w wejście do salonu, za którym zniknął ojciec.
- Jestem bardzo ciekawa, dokąd niby wyszedł - powiedziała cierpko.
- Pewnie praca czy coś - stwierdziła Ula, z zamyśleniem chowając pionki do pudełka.
- Taa... Może.
Dziewczynka posmutniała jeszcze bardziej. Magda przez chwilę ją obserwowała. Napięcie szybko zeszło z jej twarzy, ustępując miejsca trosce.
- Hej, Ulka, daj spokój. Chodź, zamówię tę pizzę i włączymy Netflixa. Łaskawie pozwolę ci nawet wybrać film.
- Spoko, puść, co chcesz - rzuciła Ula obojętnie, siadając obok siostry. Jej dobry nastrój kompletnie wyparował.
Magda już miała włączyć telewizor, ale odłożyła pilota na stolik.
- Chodź tu - powiedziała, układając się na brzegu kanapy tyłem do oparcia. Skrzyżowała nogi, a Ula usiadła tyłem do niej.
Dziewczynka objęła kolana rękami i oparła na nich brodę. Magda zaczęła rozczesywać palcami długie rude włosy siostry. Te regularne, miarowe gesty zawsze uspokajały Ulę. Już po chwili poczuła, jak napięcie z niej schodzi, a humor odrobinę się poprawia. Jakby Magda każdym ruchem ściągała z niej negatywne emocje. Ula zastanawiała się, czy to możliwe, że na głowie żyją niewielkie pasożyty, które karmiły się smutnymi myślami i podsycały je, żeby mieć pożywienie. Jak mali ogrodnicy. A ruchy starszej siostry niszczyły ich uprawy. Pewnie po każdym przeciągnięciu palców te zielone gremliny krzyczały swoimi wysokimi, skrzeczącymi głosikami i wywijały mikroskopijnymi widłami i grabiami.
Na pewno tak było. Inaczej to czesanie tak by nie działało. No chyba że Magda miała jakieś supermoce. Tego Ula wykluczyć nie mogła. Zastanawiała, się czy za cztery lata też je zyska. Może to coś, co przechodziło w ich rodzinie z pokolenia na pokolenie, ale ujawniało się dopiero w pewnym wieku?
Dziewczynka zamrugała szybko, żeby wrócić na ziemię.
- Opowiedz mi o mamie - poprosiła.
Magda uśmiechnęła się lekko. To było hasło, które rozpoczynało ich rytuał. Powtarzały go więcej razy, niż potrafiły zliczyć. Zazwyczaj właśnie wtedy, kiedy potrzebowały poprawy humoru.
Nastolatka przestała przeczesywać palcami włosy siostry i wstała. Podeszła do regału z książkami i sięgnęła do dolnej, zamykanej szafki. Wyciągnęła stary, podniszczony album oprawiony w brązową skórę. Usiadła z powrotem na kanapie, układając sobie ciężki tom na kolanach. Ula uklęknęła obok i położyła ręce na ramieniu siostry. Ułożyła głowę na dłoniach i nachyliła się, żeby lepiej widzieć. Robiły to już setki razy, ale to nie sprawiało, że czuła się mniej zaangażowana.
Magda otworzyła album. Na pierwszej stronie było tylko jedno zdjęcie. Przedstawiało dwudziestokilkuletnią kobietę na plaży. W tle widać było białe czapy śniegu. Kobieta stała na palcach na jednej nodze. Jedną rękę miała wyciągniętą w górę, a drugą przytrzymywała sukienkę, którą podwiewał jej wiatr. Jej ciemne włosy rozwiewały się we wszystkie strony, otaczając jej twarz niczym czarna grzywa. Wydawało się, że traci równowagę i za chwilę się przewróci. Nie było widać jej oczu, bo mrużyła je przed słońcem. Uśmiechała się szeroko do fotografa.
Odkąd Magda zaczęła wychodzić z wieku dziecięcego, coraz bardziej przypominała jej młodszą, nieco bardziej ponurą kopię. Podpis na dole informował, że zdjęcie zostało wykonane dwudziestego siódmego stycznia dwa tysiące drugiego roku. Na kolejnej fotografii Karol na tej samej plaży podnosił kobietę i wpatrywał się w jej twarz z zachwytem. Miała na sobie te same ubrania. Zdjęcie zostało wykonane tuż po tym pierwszym.
- Mama była najlepsza - zaczęła mówić Magda, powoli przekładając strony albumu. - Tak po prostu. We wszystkim. I wprost nie dało się jej nie lubić. Wszyscy za nią szaleli. A najbardziej ojciec. Od pierwszego dnia, co chyba zresztą widać. Stracił dla niej głowę, jak tylko na nią spojrzał. Ona dla niego też. Nie minęło kilka godzin, odkąd się poznali, a już strzelali sobie foty, jakby byli zaręczeni.
Na kolejnych fotografiach pojawił się Karol, który rozanielonym wzrokiem wpatrywał się w kobietę z pierwszego zdjęcia. Na którymś z kolei trzymała na rękach ciemnowłose niemowlę. W tle było widać ostre słońce, oświetlające pełną kwiatów łąkę. Podpis głosił, że zdjęcie zostało zrobione w lipcu.
- Mógłby dla niej wejść w ogień, mówię ci - kontynuowała. - I zachwycał się wszystkim, co robiła. A była artystką. Tak jak ty.
Magda odchyliła się odrobinę, żeby spojrzeć na młodszą siostrę. Po chwili znowu zaczęła przerzucać zdjęcia. Na większości widniała ta sama kobieta. Na następnej fotografii dziewczynki zobaczyły ją trzymającą pędzel i umazaną farbą. Na kolejnym stał obok niej Karol, który próbował wyczyścić jej policzek. Na jeszcze innym widać było, jak kobieta smaruje go farbą po nosie. Oboje wydawali się absolutnie ucieszeni sytuacją.
- Kiedy się urodziłaś, mama była najszczęśliwsza na świecie.
Kolejne strony albumu pokazały, jak kobieta trzyma na rękach drugie dziecko - tym razem rude jak wiewiórka. Kilka lat starsza Magda stała obok matki i trzymała ją za rękę, z otwartymi ustami gapiąc się na młodszą siostrę.
- Mama ciągle powtarzała, że teraz i ona, i ojciec mają swoje kopie zapasowe.
Rzeczywiście charakterystyczny kolor włosów sprawiał, że podobieństwo Uli do Karola było widoczne już wtedy. Za to Magda była miniaturką kobiety ze zdjęć - miały te same czarne włosy, rumianą twarz i ostro schodzące do dołu brwi.
- Mama nie potrafiła usiedzieć na miejscu - mówiła dalej Magda. - Wiecznie nas gdzieś wyciągała. Nigdy nikomu się nie chciało, ale tak bardzo wodziła nas za nosy, że później wszyscy się cieszyli, że jej ulegli.
Przez kolejnych kilka stron siostry patrzyły na zdjęcia w górach, na rowerach, w kajakach czy na basenie. Z każdą następną kartką widać było, jak Magda z przedszkolaka staje się uczniem, a Ula z niemowlęcia zamienia się w kilkulatkę. Natomiast matka, choć niezmiennie uśmiechnięta, zdawała się coraz chudsza i bledsza. Rzucało się też w oczy, że czas pomiędzy kolejnymi zdjęciami się wydłużał - nie dzieliły ich już dni, tylko tygodnie, a potem całe pory roku.
Wreszcie Magda doszła do ostatniej strony albumu. Kobieta znajdowała się w łóżku w półleżącej pozycji. Na jej kolanach leżał różowo-błękitny tort z wbitymi w środek czterema świeczkami. Ula klęczała obok i z przejęciem zdmuchiwała niewielkie płomienie. Magda siedziała po drugiej stronie matki, oparta na jej ramieniu. Karol stał za młodszą córką, a ręką obejmował leżącą żonę, od której nie odrywał wzroku. Choć się uśmiechał, widać było, że to tylko maska skrywająca głęboki niepokój albo smutek.
- Strasznie jej zależało, żeby zobaczyć, jak zdmuchujesz świeczki - stwierdziła Magda, patrząc melancholijnie na zdjęcie. - Dlatego uparła się, żebyś dostała tort tydzień przed urodzinami. Stwierdziła, że to będzie taka próba generalna urodzin. I po wszystkim ogłosiła, że próbne urodziny to najlepszy pomysł, na jaki w życiu wpadła, i zamierza wprowadzić go na stałe.
Dziewczyna urwała. Obie wiedziały, że gdyby przeczekano jeszcze te siedem dni, matka nie zdążyłaby zobaczyć czwartych urodzin swojej młodszej córki. Nikt nie chciał jednak dodawać tego na głos.
Magda zamknęła album, wzdychając. Jeszcze przez chwilę obie patrzyły na pustą okładkę.
- Szkoda, że prawie jej nie pamiętam - wyszeptała Ula. - Mam w głowie jakieś obrazy, ale już nawet nie wiem, czy to rzeczywiście wspomnienia, czy moja wyobraźnia.
Siostra przywołała na twarzy blady uśmiech i roztrzepała dziewczynce włosy.
- Hej, ziemia do Ulki - powiedziała. - Oglądamy te zdjęcia, żeby było miło i przyjemnie, a nie, żeby smutać.
- Łatwo ci mówić. Ty dłużej ją... znałaś. W ogóle jesteś bardziej jak ona. Nawet wyglądasz podobnie.
- A ty masz w sobie więcej z niej, niż ci się wydaje - odparła szybko Magda. - Charakter macie kropka w kropkę taki sam!
Ula uśmiechnęła się blado. Tak bardzo żałowała, że nie mogą spędzać rodzinnych czwartków we czwórkę. Tym bardziej martwiło ją, że tego wieczoru ich skład zmniejszył się jeszcze bardziej.
Następnego dnia rano, kiedy Ula zeszła na dół, zastała ojca przy kuchennych palnikach. Stał tyłem do niej i nucił coś pod nosem. W pewnym momencie podniósł patelnię i podrzucił smażącego się na niej naleśnika. Następnie płynnym ruchem go złapał, potrząsnął kilka razy i ułożył na talerzu obok. Dziewczynka obserwowała tę scenę z otwartymi ustami.
- Cześć - powiedziała Magda, która weszła do kuchni zaraz za młodszą siostrą.
Przez chwilę obserwowała ojca z wyrazem zaskoczenia na twarzy. Uniosła brwi i odwróciła się w stronę Uli, bezgłośnie pytając: "A temu co się stało?". Dziewczynka rozłożyła ręce na znak, że jest równie zdziwiona jego zachowaniem.
- Dzień dobry - rzucił radośnie Karol, kładąc na stole talarze z naleśnikami. Obficie polał je syropem klonowym, a potem dołożył łyżkę dżemu malinowego. Dokładnie tak, jak lubiła Ula.
- Coś się stało? - odezwała się Magda, patrząc podejrzliwie na swoją porcję. - Nigdy nie robiłeś nam śniadań w tygodniu.
- A musiało się coś stać, żebym przygotował naleśniki dla swoich cudownych córek? - zapytał przesadnie radosnym tonem, mierzwiąc jednocześnie włosy Uli. - No już, już, jedzcie! - dodał, patrząc na nie z nadmiernym entuzjazmem.
Magda powoli usiadła przy stole, nie tracąc wyrazu podejrzliwości.
Kiedy Ula odsunęła swoje krzesło, zobaczyła, że na siedzeniu znajduje się paczka niezbyt wprawnie owinięta w kolorowy papier.
- Co to jest? - zapytała, podnosząc pakunek.
- To, co widzisz, prezent - odpowiedział Karol, zajmując miejsce naprzeciwko niej.
Z twarzy nie schodził mu szeroki uśmiech. Mężczyzna aż promieniował ledwo hamowaną ekscytacją.
- Tak, wiem, że masz urodziny dopiero za miesiąc. Ale pomyślałem, że możemy zrobić wyjątek, żebyś mogła korzystać z niego jeszcze wcześniej. No, na co czekasz? Otwieraj!
Ula uśmiechnęła się do ojca i zaczęła energicznie rozrywać papier, którego kawałki niedbale wyrzucała na podłogę. Kiedy pierwsze elementy pudełka zaczęły być widoczne, gwałtownie nabrała powietrza i niecierpliwie rozerwała resztę kryjącego go opakowania. Karol obserwował córkę z niemniejszym entuzjazmem.
- Nie! Naprawdę?! - krzyknęła dziewczynka, wpatrując się w pudełko.
Ojciec wyszczerzył się w jeszcze szerszym uśmiechu i pokiwał głową.
- Rozumiem, że ci się podoba? - powiedział, siląc się na obojętność, jednak ten efekt zupełnie mu nie wyszedł. Był prawie tak podniecony entuzjazmem córki, jak ona sama prezentem.
- Och, oczywiście, że tak! Jesteś najlepszym tatą na świecie, dziękuję, dziękuję, dziękuję!
Ula położyła paczkę, obiegła stół i rzuciła mu się na szyję. Nie puszczając go, powtarzała raz za razem: "Dziękuję, dziękuję, dziękuję". W końcu oderwała się od mężczyzny i znowu biegiem wróciła na swoje miejsce, żeby otworzyć pudełko. Karol zaczął jeść, jednak nie odrywał od niej rozanielonego spojrzenia.
- Co to? - zapytała Magda, przeżuwając naleśniki.
- Aparat - oświadczyła Ula uroczystym tonem. Wyjęła sprzęt z pudełka i oglądała z każdej strony. Oczy prawie świeciły jej z podniecenia.
- Z twojej reakcji wnioskuję, że dobry?
- Najlepszy - stwierdziła z przejęciem dziewczynka, znowu oglądając się z wdzięcznością na ojca.
- Cieszę się, że ci się podoba - powiedział Karol. - A teraz weź się za jedzenie, bo spóźnisz się do szkoły.
Ula zaczęła gwałtownie wrzucać w siebie naleśniki, drugą ręką przerzucając kartki ulotki, którą wyciągnęła z pudełka. Nawet nie czuła smaku tego, co jadła - interesował ją wyłącznie aparat. Kiedy skończyła, wstała, żeby włożyć swój talerz do zmywarki, i prawie potknęła się o własne nogi, bo nie patrzyła na drogę. Magda uchroniła ją przed upadkiem, łapiąc w ostatniej chwili za kaptur.
- Może tata Niny pozwoli nam pożyczyć jutro łódkę? - zaproponowała. - Mogłabyś wypróbować nowy sprzęt.
- O tak! - krzyknęła Ula. - Możemy, tato? Proszę, proszę, proszę!
Karol niepewnie zagryzł wargi.
- W sobotę? Nie wiem, planowałem... - zawahał się i obejrzał na córki. Ula patrzyła na niego z błaganiem w oczach, a Magda nagle spochmurniała. - To znaczy, dobrze - powiedział w końcu. - Przełożę... inne rzeczy.
Młodsza córka pisnęła z radości i znowu rzuciła się ojcu na szyję. Nie widziała, jak Magda marszczy brwi, podejrzliwie obserwując ojca.
Piętnaście minut później Ula z wielkim trudem rozstała się z nowym aparatem i razem z Magdą ruszyły w kierunku szkoły. Dziewczynka ledwo panowała nad sobą na tyle, żeby nie skakać z radości. Miała ogromne pokłady pozytywnej energii, których nie była w stanie na niczym wyładować. Dosłownie ją roznosiło. Kiedy zaraz za furtką zobaczyły, jak ich jedyny sąsiad wyjeżdża z posesji, Ula zaczęła mu machać znacznie bardziej entuzjastycznie, niż uzasadniały to okoliczności.
- Dzień dobry, panie Stasiu - krzyknęła w jego stronę, podskakując w miejscu.
Sąsiad zatrzymał samochód na wysokości chodnika i opuścił szyby.
- Skąd w tobie tyle energii z rana? - zapytał, uśmiechając się do niej serdecznie.
- Po prostu mamy taki piękny dzień, że trudno się nie cieszyć! - odparła dziewczynka, robiąc piruet w miejscu.
- Bardzo chciałbym podzielać twój entuzjazm, ale obawiam się, że przed dziesiątą nie jestem w stanie go z siebie wykrzesać.
- Ja tam pana rozumiem - stwierdziła Magda z krzywym uśmiechem. - Nie wiem, jak ona może tak funkcjonować o tej godzinie.
W tym momencie z zamykającej się bramy wybiegł nieduży szary terier. Natychmiast podbiegł do Uli i zaczął krążyć wokół niej, co chwilę liżąc ją po rękach i nogach. Zbliżył się też do Magdy, żeby się przywitać, pozwolił pogłaskać się za uchem, zamerdał ogonem, ale zaraz zostawił dziewczynę i wrócił do jej siostry. Ula uklękła obok niego, przewróciła go na plecy i zaczęła czochrać po brzuchu. Pies wystawił język i do merdającego ogona dołączyły machające energicznie łapki.
- Kto jest grzecznym pieskiem? No kto jest grzecznym pieskiem? - powtarzała Ula, lekko sepleniąc. Nie przestawała przy tym czochrać zwierzaka.
- Na pewno nie ten uciekinier - odpowiedział sąsiad, który wysiadł z samochodu, żeby zaprowadzić psa z powrotem do środka i zamknąć bramę. - Ale dobrze, że wybiegł. Ula, świetnie, że cię widzę! Miałem zapytać, czy nie zajęłabyś się Burkiem w przyszłym tygodniu.
- No nie wiem, nie wiem - odparła żartobliwie. - A co będę z tego mieć? - zapytała zaczepnie.
Sąsiad zawahał się przez chwilę.
- Nie zastanawiałem się nad tym...
- Przecież żartowałam! - przerwała mu zaraz dziewczynka. - Jasne, że się nim zajmę! Po prostu nie obiecuję, że go potem oddam! - zakończyła, wybuchając krótkim śmiechem.
- Wyjeżdża pan gdzieś? - zapytała tymczasem Magda.
- Tak, do Zakopanego - odpowiedział sąsiad, a jego ton brzmiał, jakby oświadczył, że udaje się na roczny pobyt w zakładzie karnym.
- Nie cieszy się pan? - zdziwiła się Ula.
- Mówiąc szczerze, niespecjalnie. Żona wymyśliła sobie, że z jakiegoś powodu musi zrobić zakupowe tournée w górach. - Sąsiad rozłożył ręce na znak, że tego nie rozumie. - Stracę tydzień urlopu, wydam kupę pieniędzy i wrócę bardziej zmęczony, niż wyjechałem.
- To rzeczywiście nie brzmi najlepiej - stwierdziła Magda współczująco.
- Może nie będzie tak źle, pochodzi pan po górach i poogląda widoczki, pooddycha górskim powietrzem... - pocieszała go Ula, której entuzjazmu nie dało się tego dnia opanować.
- Dzięki, dziewczyny. I za wyrazy współczucia, i za życzenia powodzenia, choć obawiam się, że to pierwsze jest bardziej adekwatne. Tylko nie mówcie mojej żonie, że narzekałem - westchnął, oglądając się w stronę domu, jakby sprawdzał, czy nikt przypadkiem go nie usłyszy. - Jeszcze tego by brakowało, żeby przez cały tydzień była obrażona...
- Pana sekret jest z nami bezpieczny - odpowiedziała Magda. Ula udała, że zasuwa sobie usta na zamek błyskawiczny.
Pożegnały się z sąsiadem i ruszyły dalej. Ula zaraz przypomniała sobie o aparacie i zaczął wylewać się z niej potok słów.
- Już nie mogę się doczekać! Zrobię masę zdjęć! Niedługo zaczynają się okresy lęgowe, może uda mi się złapać jakieś gniazda? Nawet nie wiesz, jakie on ma przybliżenie! Będę mogła zobaczyć pióra kormorana, stojąc na drugim brzegu!
Ula jeszcze przez jakiś czas mówiła, ale w końcu brak jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony siostry sprawił, że zamknęła usta. Obejrzała się w prawo i zobaczyła, że Magda ma ponurą minę i wzrok utkwiony w ziemi.
- Słuchasz mnie? - zapytała w końcu.
- Co? - Magda jakby wyrwała się z zamyślenia. - Tak. To znaczy... Nie. Przepraszam. O czym mówiłaś?
- Coś się stało? - zapytała Ula z niepokojem.
Dziewczyna zawahała się chwilę, zanim odpowiedziała.
- Ojciec dziwnie się zachowuje - stwierdziła wreszcie.
- Myślisz?
- Najpierw odwołuje czwartek, potem robi spontaniczne śniadanie, ćwierkając przy nim jak wariat... Miałam też wrażenie, że początkowo nie chciał zgodzić się na sobotę.
- Bez przesady, to jeszcze nie oznacza, że zaraz ogłosi, że rzuca firmę i przeprowadza się na Alaskę - odpowiedziała Ula, choć bez pełnego przekonania. - Oczywiście nie można wykluczyć, że tak naprawdę nie zajmuje się budowlanką, tylko jest szpiegiem, który próbuje udaremnić plan zniszczenia świata, a teraz jego przykrywka jest zagrożona i musi uciekać na drugi koniec świata, żeby ukryć się przed wrogimi agentami! No, ale stawiam, że jednak nie... Choć wiadomo, że może być różnie!
Magda uśmiechnęła się blado i objęła ją ramieniem.
- No, jeśli ty się nie martwisz, to ja tym bardziej nie zamierzam. To co mówiłaś o tych ptakach?
Ula zaczęła opowiadać od nowa. Tym razem Magda zdawała się słuchać, odpowiadała na pytania, komentowała w odpowiednich miejscach, jednak młodsza dziewczynka nie mogła pozbyć się wrażenia, że siostra jest wciąż myślami gdzie indziej. Cieszyła się jednak, że Magda przynajmniej stara się skoncentrować na tym, co usiłowała jej wyjaśnić. Po chwili jednak jej wywód został przerwany ponownie, kiedy ktoś podbiegł do nich od tyłu i przyciągnął Magdę do siebie.
Dziewczynka patrzyła przez kilka sekund, jak jej siostra szarpie się i wydaje z siebie zduszone jęki. Wreszcie udało jej się odepchnąć napastnika, który wydawał się bardzo zadowolony z siebie.
- Piotrek, posrało cię?! - krzyknęła Magda. - Zaraz będę miała kolejną zjebę od nauczycielek za to, że mi wsadzasz język w gardło!
- Fuj! - powiedziała Ula.
- Toteż właśnie dlatego robię to tutaj, a nie w szkole - stwierdził chłopak, wyszczerzając się w uśmiechu.
Magda wyglądała, jakby nie wiedziała, czy się śmiać, czy złościć. Piotrek wykorzystał jej niepewność i znowu wyciągnął ręce w jej stronę, wydając z siebie jednocześnie odgłosy cmokania.
- Fuj! - powtórzyła Ula, tym razem głośniej. - Znajdźcie sobie jakiś pokój czy coś!
Chłopak zaśmiał się, patrząc na Magdę.
- I to jest pomysł - powiedział. - Moi starzy wyjeżdżają na weekend.
- I co, robisz imprezę? - zapytała dziewczyna zaczepnie.
- Robię - przytaknął chłopak. - Na liście zaproszonych jesteśmy ty i ja. Masz jakiś pomysł na zabawy w takim gronie?
- Mam w głowie co najmniej dwie. Ale pracuję nad trzecią.
- Nie mogę tego słuchać! - krzyknęła Ula, zasłaniając sobie uszy rękami.
Kontynuując dialog w podobnym tonie, cała trójka ruszyła w stronę szkoły. Żadna z sióstr nie wspomniała już o dziwnym zachowaniu ojca.