KAWA
kawa
skapuje kroplami jak krwią czarną
paznokcie u nóg rosną
gdy czytam Palacza zwłok
i przeglądam wiadomości w smartfonie
w Omanie wycięto łechtaczkę kobiecie
w Gdańsku przykleili psa do asfaltu
w Krakowie narodowcy pobili gejów
siedząc na miękkiej kanapie
zaklnę raz "skurwysyny"
dopiję zimną kawę, wezmę do ręki nożyczki
kosmiczne śmieci zawirują
a Bóg nie pójdzie ze mną na układ
brzydzi się
łechtaczkami,
rozjechanymi psami
gejami
i obciętymi paznokciami?
IMIENINY (21 STYCZNIA)
kurz wzleciał z kąta, machnął potrójny piruet
silnik odkurzacza zaskowyczał
głodny wtorek, wszyscy wokół głodni
otworzyłam puszkę z kuskusem i warzywami
ale nikt nie chciał; woleliby tort czekoladowy
nad stołem, na którym kiedyś dziadek Józef oprawiał kurę
drgało jej ciało, a pióra po polaniu wrzątkiem
odchodziły z łatwością
- Agniesiu - mówił - podstaw miednicę.
(Byłam jego ulubioną wnuczką).
zabił kiedyś psa, Ciapka, płakałam, właśnie w imieniny
choć mi nie powiedzieli, ale ja czułam:
liznęłam powietrze i zapach krwi
został mi na języku
tłucze mi się serce po trzecim Red Bullu i drżą ręce, wtorek czerwonosuchy, dotrzymałam, a oni odeszli, choć śnią się z siekierami i psami, bez kuskusów, z warzywami (w ziemiance), czarnymi paznokciami, niewniebowzięci, czarno-czerwono-szarzy, jak to płótno, które namalowałam, a do tego czerwony grzebień kury, kura z odciętą głową, matka obgryza szyję z rosołu i oblizuje palce, na szyi zawsze mało mięsa, ale smaczna, kości rzuci się Ciapkowi, o, przepraszam, kochanie, nie Ciapkowi, jakiemuś psu, wieczneodpoczywanie i zdrowaśmario, komu?!, zwierzętom?!, się opamiętaj!, kurze?!, psu?!, czy w tym garnku wczoraj gotowałaś pranie (pralka się zepsuła i nie pierze w dziewięćdziesięciu stopniach), zapach gotowanych majtek, gotowanej kury, gotowanego psa, gotowanego dziadka, gotowanej matki
(tort czekoladowy jest bezmięsny)
MÓJ SZTETL
został hen, daleko:
najpierw długa podróż pociągiem,
drugim pociągiem,
wozem z ciągnikiem
potem ćwierćwiecze
(bez Dawida i Racheli)
doiliśmy krowy
parowaliśmy ziemniaki dla świń
mirabelki w sadzie psuły się
bo nikt nie miał czasu ich zbierać
(wypatrywałam Esterki, ale nie przyszła)
w sklepie kupowaliśmy
żelazne wiadro
szare mydło
i "Trybunę Ludu"
(Mordechaj już nie obsługiwał)
Dziadek wieczorem
przy świetle lampy
czytał na głos Cichy Don
(przysłany przez Chaimka Joszego)
Babcia modliła się
za żyjących i zmarłych
Polaków
(nie lubiła cebuli ani czosnku)
ja natomiast każdym świtem
stałam obok studni
z wąsami po mleku
a Abraham
szedł do mnie drogą
z pięknymi pejsami
i wodą
na obmycie
brudnych nóg