WSTĘP
Bałkanistyka nie była moim pierwszym wyborem. Fascynował mnie Kaukaz, spoglądałam raczej na wschód niż na południe. O Bałkanach zadecydował przypadek i rodzinny road trip. Gdy w lipcu 2015 roku zatrzymaliśmy się w Skopje, nie wiedziałam nic o tym mieście. Nie dotarliśmy do čaršiji[1*], nie przekroczyliśmy Kamiennego Mostu, ominęliśmy wszystkie "brutale", czyli modernistyczne budynki, powstałe po trzęsieniu ziemi w 1963 roku. To był bardzo krótki przystanek w drodze do Albanii - wystarczył jednak, by rozbudzić moją ciekawość. Zanim dojechaliśmy do granicy z Albanią, w myślach już składałam papiery na bałkanistykę.
Pierwszy lektorat języka macedońskiego wspominam niemal jak pierwszą randkę. Czekałam na te zajęcia z ciekawością i lekką obawą. Trafiłam do grupy pierwszoroczniaków, bo jako jedyna na studiach magisterskich dopiero zaczynałam przygodę w świecie południowosłowiańskim. Po dziewięćdziesięciu minutach lekcji zadzwoniłam podekscytowana do mamy: "Mamo, ten język jest przecudowny!". Miałam szczęście trafić na wspaniałego nauczyciela macedońskości - Zvonko Dimoskiego. To dzięki niemu pierwsze zauroczenie przekształciło się w zaangażowanie i oddanie. Na zajęciach przerabialiśmy nie tylko zawiłości podwójnego dopełnienia czy różnice pomiędzy aorystem i imperfectum, lecz także słuchaliśmy muzyki, parzyliśmy kawę po turecku i tańczyliśmy oro (inaczej kolo, wykonywany w kole taniec ludowy[2*]). I to Zvonko pozwolił mi zostać przyjaciółką jego przyjaciół, co znacznie ułatwiło mi zapuszczenie korzeni w Macedonii.
Jesienią 2016 roku zamieszkałam w Skopje, na sześć miesięcy zostając studentką Uniwersytetu Świętych Cyryla i Metodego. Już w pierwszym tygodniu pobytu założyłam bloga[3*], który w kolejnych latach zmienił się w jedyne polskie miejsce w internecie tak szczegółowo poświęcone zapomnianej byłej jugosłowiańskiej republice. Wtedy jeszcze byłam przekonana, że tuż po obronie pracy magisterskiej moja przygoda z Macedonią się skończy. Nie potrafię powiedzieć, w którym dokładnie momencie zrozumiałam, że choć nieszczególnie jestem skora do tańca, to dźwięki macedońskich utworów ludowych sprawiają, że nogi same wybijają rytm, a po przekroczeniu granicy (każdej!) z Macedonią, ramiona rozluźniają się i na twarzy pojawia się uśmiech. Na pewno zaczęło się niepozornie - od wakacji w 2017 roku - gdy jako przewodniczka dla polskich turystów w Albanii dwa razy w tygodniu pojawiałam się w Ochrydzie, żeby prowadzić wycieczkę. W tamtym sezonie pokazałam miasto kilkuset osobom. I poczułam, że zakochuję się w tym miejscu. I że chcę się dzielić tym uczuciem z innymi.
O Macedonii piszę i opowiadam od ośmiu lat. Ten kraj wzbudza we mnie wiele emocji: od zauroczenia i tęsknoty po rozgoryczenie i złość. Nigdy jednak obojętność. Jako pilotka wycieczek, autorka artykułów czy prelegentka mam okazję przekazywać swoją fascynację Bałkanami tysiącom osób. I znana jestem z tego, że niezależnie od kraju, w którym akurat oprowadzam, zawsze znajdę sposób, by wtrącić kilka - no może kilkanaście - słów o Macedonii.
Na Aleksandrze Macedońskim, którego pomniki znajdują się w dziesiątkach macedońskich miast, wielkość "imperium" jego rzekomych spadkobierców nie zrobiłaby wrażenia. Powierzchnia całej Republiki Macedonii Północnej to 25 713 km2, co odpowiada mniej więcej wielkości województwa lubelskiego. W całej Macedonii mieszka mniej osób (1 836 713)[1], niż liczy populacja Warszawy (1 861 644)[2]. Jednocześnie to właśnie to niewielkie terytorium było przedmiotem pożądania mocarstw, wielokrotnie przechodząc z rąk do rąk, a ślady największych imperiów rozproszone są po całym państwie. Turystyczny potencjał kraju jest ogromny, i to zarówno ze względu na liczbę zabytków z różnych okresów, jak i warunki przyrodnicze. Niestety polskie biura podróży wciąż zdają się spisywać Macedonię na straty ze względu na brak dostępu do morza. "Macedońskie morze", Jezioro Ochrydzkie, najgłębsze jezioro na Bałkanach i najstarsze w Europie[3], jest jednym z niewielu miejsc pojawiających się w macedońskich planach podróży polskich turystów.
A Macedonia naprawdę ma wiele do zaoferowania. Mnie najbardziej zachwycają góry. Sama Ochryda przywodzi niektórym na myśl włoskie jezioro Garda, ze względu na otoczenie ze wszystkich stron przez góry, które odbijają się w tafli jeziora. Spotykałam się również z innymi porównaniami, oddającymi ukształtowanie geograficzne Macedonii, jak choćby "Tybet Europy", czyli Park Narodowy Mavrovo, czy "Mała Szwajcaria", określenie opisujące Berovo we wschodniej Macedonii. Znajomi Macedończycy przyznają ze śmiechem, że gdyby Macedonię "rozprasować", jej terytorium zwiększyłoby się kilkukrotnie - znajduje się tu kilkadziesiąt pasm górskich, a osiemnaście najwyższych szczytów liczy ponad 2000 m n.p.m. Najwyższym z nich jest Golem Korab w północno-wschodniej Macedonii, wspólny dla Macedonii i Albanii, sięgający 2764 m n.p.m. Dzięki ukształtowaniu terenu kraj jest coraz częściej wybieranym kierunkiem przez wielbicieli trekkingów, kolarstwa górskiego, a także narciarstwa pozatrasowego (freeskiing). Macedonia znana jest również z doskonałych warunków do uprawiania paralotniarstwa (najbardziej znane paralotniarzom są Kruševo, Prilep oraz okolice Ochrydy).
Geografia kraju zdecydowała o tym, że przez wieki hodowla zdominowana była przez kozy i owce. Nic więc dziwnego, że macedońskie sery, z których za najlepsze uznaje się te z regionu mavrowskiego na zachodzie oraz okolic Berova na wschodzie, stanowią nieodłączny element lokalnej kuchni. Jednak to nie góry, lecz rozciągająca się od Skopje po Gevgeliję przy granicy z Grecją Dolina Wardaru sprawiła, że w czasach Jugosławii Macedonia zaopatrywała pozostałe republiki w produkty rolne, warzywa i owoce. To właśnie w centralnej i południowo-wschodniej Macedonii skupia się większość uprawy winorośli i znajduje się największa liczba winnic. Wino jest najważniejszym produktem eksportowym, a macedońskie grona zdobywają coraz większe uznanie wśród światowych koneserów. Jeszcze w drugiej połowie minionego stulecia macedoński tytoń pozyskiwany był przez największych światowych producentów papierosów i wyrobów tytoniowych - oczywiście ze względu na doskonałą jakość. Do dzisiaj w okolicach Prilepu obserwować można cały proces uprawy, zbiorów i suszenia liści tytoniu, a na obrzeżach miasta położony jest Instytut Badań nad Tytoniem. Tutaj też mieści się ogromne Muzeum Tytoniu - fascynujący obiekt liczący kilka tysięcy przedmiotów, o których ze swadą i lekkością opowiada Aleksander, strażnik historii instytutu.
Wciśnięta między Albanię, Kosowo, Grecję, Serbię i Bułgarię, Macedonia jest kulturowym rozdrożem Bałkanów. Przewodnicy lubią opowiadać, że wystarczy wbić łopatę w dowolnym miejscu kraju, by dotrzeć do zabytku sięgającego starożytności. Tutaj krzyżowały się antyczne szlaki handlowe, a pozostałościami jednej z nich - rzymskiej drogi Via Egnatia - wciąż można przejść, jeśli dobrze poszukać w lasach w okolicach Jeziora Ochrydzkiego. W architekturze Zachód spotyka się ze Wschodem, w prawosławnych cerkwiach znajdują się wizerunki rzymskich papieży, a bizantyjskie świątynie urozmaicają charakterystyczne drewniane akcenty, z których słynęli snycerscy mistrzowie z tego regionu. To właśnie prawosławna sztuka sakralna i związane z nią ikonopisarstwo oraz rzeźba w drewnie, wzbogacane niekiedy przez rzemiosło filigranu[4*], są jednym z największych kulturowych skarbów Macedonii. Średniowieczne ikony czy freski, zachowane w niektórych ze świątyń, uchodzą za najcenniejsze zabytki z okresu tak zwanego renesansu Paleologów, sztuki schyłku Cesarstwa Bizantyjskiego (połowa XIII do połowy XV wieku).
Nie ma jednej Macedonii. Nazwa ta przemieszcza się na mapie, rozszerza i kurczy, od ponad dwóch i pół tysiąca lat. Nawet dziś słowo "Macedonia" określać może przynajmniej trzy różne regiony: Macedonię Piryńską, region w południowo-zachodniej Bułgarii, Macedonię Egejską, północną część Grecji, rozciągającą się od granicy z Albanią po Turcję, oraz Macedonię Wardarską. I to tej ostatniej poświęcona jest ta książka. Macedonia Wardarska odpowiada - w przybliżeniu - Republice Macedonii Północnej.
Macedonia Północna - tak od 2019 roku brzmi oficjalna nazwa tego kraju. Wcześniej, przez ponad ćwierć wieku, w stosunkach dyplomatycznych i na forum międzynarodowym obowiązywała nazwa "tymczasowa" FYROM - Former Yugoslav Republic of Macedonia. Nazewniczy impas był wynikiem konfliktu grecko-macedońskiego. Gdy 8 września 1991 roku Macedonia wyszła ze struktur jugosłowiańskich i ogłosiła niepodległość, przyjmując konstytucyjną nazwę Republika Macedonii, południowy sąsiad uznał to za zawłaszczenie kulturowe. Zgodnie z grecką narracją prawo do używania tej nazwy ma wyłącznie północny region Grecji ze stolicą w Salonikach, tak zwana Macedonia Egejska. Spór o nazwę zamknął Macedonii drogę najpierw do Unii Europejskiej, a następnie do NATO, Grecja zawetowała bowiem rozmowy akcesyjne, nie pozwalając sąsiadowi na wejście do struktur unijnych pod konstytucyjną nazwą. Oficjalnie, po zmianie nazwy w 2019 roku, konflikt został zażegnany. Zmiana została jednak dokonana bez konsultacji społecznych, wbrew opinii publicznej, prezentowanej w obu krajach wyjątkowo żywiołowo, i wsparła dalsze krzewienie nacjonalizmów, doprowadziła do podziałów wewnętrznych w Macedonii oraz pogłębienia niechęci w stosunkach pomiędzy oboma państwami. A Macedonia w narracji południowego sąsiada wciąż jest krajem, którego... nie ma.
Zdecydowaliśmy się - wraz z wydawnictwem - pozostawić w tytule określenie "Północna", w tekście używam go jednak wyłącznie w miejscach niezbędnych. To wyraz mojej trochę przekornej, trochę może naiwnej kampanii sprzeciwiającej się pozorności rozwiązania konfliktu grecko-macedońskiego. Miałam okazję obserwować zwrot w macedońskiej polityce wobec sporu o nazwę w latach 2016-2019. Nie będąc przeciwko zmianie nazwy jako takiej, nie zgadzam się z twierdzeniem, że kosmetyczne dodanie "Północna" do "Republika Macedonii" było krokiem na drodze integracji europejskiej i triumfem europejskiej demokracji.
Przede wszystkim jednak chcę mówić o Macedonii tak, jak mówią o niej moi bohaterowie i moi przyjaciele. Nie potrafię być obiektywna, ale też przez lata pracy przewodnickiej przestałam wierzyć w obiektywizm. Wierzę w wielość historii, które - szczególnie na Bałkanach - potrafią się splatać, krzyżować i przeczyć sobie nawzajem, ale bez których nie da się zrozumieć tego regionu w pełni.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki