Łza - Mariusz Pikulski

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

***pewnego dnia

Pewnego dnia anioł ujrzał duszę na ziemi,

która stała i stała bez ruchu.

W końcu zapytał

- Na co tak czekasz?

- Na słońce.

- Przecież ono pojawia się, co dzień.

- Tak, ale ono jest nie moje.

- Jak nie twoje?

- Moje dawało cień, który nigdy nie znikał.

- Ale przecież dusza nie ma cienia.

- Zobaczysz jak wróci, że mam.

- Szkoda twojego stania nie ma takiego słońca.

- Mylisz się mówiło, że mnie kocha

i będzie nierozłącznym cieniem.

Zamyślił się anioł, jak tu pomóc duszy,

żeby tak wieków nie tkwiła.

Więc znowu zapytał

- A jak znikło, bo kłamało?

- To i tak będę tu stała aż do śmierci.

- Ale twoje ciało już dawno umarło.

- To będę tak stała aż umrę, jako dusza.

- Niemożliwe, dusza jest przecież nieśmiertelna.

- To tak, jak moje słońce, było prawdziwe,

dlatego nie znikło i wróci.

I zapłakał anioł nad duszą, a kiedy chciał ukryć łzy

skrzydłami,

przypadkiem cień z nich nad duszą wzleciał.

- Zobacz! Zobacz! Wróciło.

Mówiłam, że jest prawdziwe - krzyczała dusza.

I choć miała być nieśmiertelna rozpłynęła się w

powietrzu wołając teraz znowu jestem szczęśliwa...

Nigdy anioł już się nie dowiedział czy znikła,

czy narodziła się w nowym ciele.

Rzekł tylko po ciuchu, też bym tak chciał nawet za cenę

życia.

szczęście to nie prezenty, czy dary losu, lecz to kiedy masz kogo kochać

łzy

szept oczu

oswaja duszę,

kiedy wilgotne słowa

jak ciepły wiatr

malują usta.

miłość ołtarzem,

gdy anioł

przychyla nieba,

lecz kiedy kamień

nie serce,

zegar łzami spływa.

pierwsza łza

sen przykryje,

poduszkę deszczem przytuli.

druga dzień zbudzi

i topi w nim życie,

by dusza krew

z łzą trzecią piła,

na czwartą łaskawą czekając

lecz zamiast śmierci

piąta łza ból rodzi,

a szósta myśl drąży

iż wszystko zdaje się martwe

choć żyje.

nie liczę już łez,

a rzeka wciąż płynie

aż do stóp,

po czasu odbicie.

słyszysz...

słyszysz, to moje łzy

pukają w twe serce.

słyszysz

jak usta wiatru

pod kamieniem nocy,

gdzie tylko szept

zimny słychać,

z martwego

cieniem wschodzę

- żaden ból

nie powinien być cudzy.

wybacz mi duszo

za łzy księżyca

i skrzydła kruche,

wybacz mi różo dzika

i ty w babci ogrodzie,

gdzie jabłoń rozkwita.

wybacz...

jak świt rosą

powoli już zdrowiem

w piersi dzień tulę

ciii

nic nie mów,

zamknij oczy

i dotknij serca.

- słyszysz

jak tobą oddycha...

gdybyś tak raz

na dłoniach noc

tuli niebo,

serce oddechem

otwiera usta

i dusza szeptem

maluje gwiazdy.

twarz łowi słowa

w kroplach wilgoci,

a wiatr jak anioł

kołysze chmury.

spoglądam w oczy

przez tęskne rzęsy.

- jesteś...

jesteś jak księżyc,

a ja,

jak lunatyk

nawlekam rosę

w różaniec wiosny.

a potem znowu

unoszę dłonie

próbując złapać

kapiące serce,

lecz tylko łzy

ciche i ciepłe,

przez palce czasu

topią zegary.

- jesteś...

jesteś dniem, nocą,

minutą, godziną,

a ja wciąż wczoraj

biegnę do dzisiaj.

gdybyś tak raz

sekundą

chciała

nadzieję zatrzymać,

nie musiałbym

ciągle umierać...

po czas

nie lękam się panie,

gdy bliskość twa w duszy

płynie przez ciało,

a szept ziemię gładzi

i serce w kielich opada.

grzech świata w ramionach

noc i dzień dźwiga,

lecz jedna zbyt jasna,

a druga tak ciemna

by w oczach ujrzeć człowieka.

wiem...

na nic wzrok i słowa

póty palec prawdy szuka.

dniem więc jestem,

dziś, bez jutra

i wczoraj.

a kiedy proszę

słyszę w sercu,

że łza czysta

grzechu nie nosi

i rzeką ma płynąć,

a ciało

ma się nie bronić.

nie lękam się zatem,

niech płyną zegary

po czas...

po brzeg jaki mi dany.

niech tylko zaczeka...

***mała myszka

Mała myszka zauważyła siedzącego chłopca.

I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to,

że przychodził on przed świtem i zachodem słońca.

Siadał na górce i w milczeniu patrzył na niebo.

W końcu ciekawość wzięła górę.

Myszka podeszła i zapytała:

- Przepraszam, widzę ciebie jak co dzień przychodzisz tu

i patrzysz w niebo.

Patrzyłam też, ale nic nie widzę. Możesz powiedzieć na

co tak patrzysz?

- Na słońce kiedy rano pierwszymi promieniami budzi dzień

do życia i gdy przed snem przytula na dobranoc.

- I tylko po to przychodzisz, aby je zobaczyć?

- Tak. Widzisz to drzewo?

- Tak.

- Dziadek mówił mi, że przychodził tu, ze swoim tatą,

więc pewno ma około 200 lat.

- My myszy tak długo nie żyjemy.

- My ludzie też. Nie mam tyle czasu co to drzewo dlatego

kiedy tylko mogę przychodzę cieszyć się pięknem.

Widzisz tam rano słońce wschodzi - rodzi się

i wędruje po niebie - ogrzewa i karmi ciepłem,

a tam zmęczone odchodzi płynąc czerwienią serca.

- Dlaczego czerwienią?

- Bo wszystko co dobre bierze się z serca...

I żeby pamiętać nim ono uśnie, aby zawsze

dzielić się miłością kiedy życie ma jeszcze czas...

jeden krok, powoli jeszcze raz,

by ujrzeć w słońcu świat,

jeden dzień i jedna noc

nim uschnie na policzku łza

- po śmierci nie ma jeszcze raz...