Lustrzane łzy - Wojciech Plutowski

Kup ebooka

21.00 zł

-
Proszę czekać

ALICJA

- Dzień dobry. Nie wiem właściwie, co powiedzieć, żeby pani nie odłożyła słuchawki, zanim skończę mówić - powiedziała Alicja tak szybko, jak tylko potrafiła, realnie martwiąc się, by kobieta po drugiej stronie nie potraktowała jej jak wariatki.

- Aha...

- Mam na imię Alicja. Jestem świadoma, że może to pani nic nie mówić, ale... Czy mogę pani zająć pięć minut? Proszę. Bardzo mi zależy. Naprawdę - Alicja czekała w napięciu na odpowiedź. - Niczego nie chcę sprzedać! - dodała jeszcze szybko, sama nie wierząc, że tak się denerwuje. Tak się dzieje z człowiekiem, kiedy ci bardzo na czymś zależy - zdążyła upomnieć sama siebie.

- Dobrze. Mam pięć minut. O co chodzi?

- Jak mówiłam, mam na imię Alicja... Pewnie mnie pani nie kojarzy. Ja panią pamiętam - Alicja krążyła wokół pytania, które chciała zadać, nie będąc nawet przekonana, jak powinna się zwracać do osoby, z która rozmawiała.

- Tak? - zapytał miły, dźwięczny głos. Dobry nastrój Marii, bo tak miała na imię kobieta w słuchawce, dodał Alicji odwagi.

- Tak. Widywałyśmy się przelotnie. Dawno temu... - Alicja nie sądziła, że zwykła rozmowa przez telefon będzie tak trudna. Z jednej strony, jeśli ta kobieta ją spławi albo po prostu odmówi z jakiejkolwiek przyczyny, niezależnie, czy będzie to prawda, czy małe kłamstwo z potrzeby chwili... Alicja nic nie traci. Teoretycznie to bez znaczenia, jaki będzie finał tej rozmowy. Wystarczy zapytać i po bólu. To dlaczego tak się denerwuję? - pytała się w duchu. - Nie, to musi być ona! - postanowiła.

Alicja podjęła tę decyzję już kilkakrotnie, wcześniej. W tym konkretnym wypadku teoria nie szła w parze z praktyką. Teoretycznie mogła to zadanie wykonać każda kobieta. Byleby była w miarę ładna, praktycznie zaś to musiała być ona.

Alicja nie przechodziła do sedna nie dlatego, że nie wiedziała, jak zapytać. Alicja wiedziała, że boi się odpowiedzi. Teraz, w chwili, gdy nie ma na to miejsca, spłynęły na nią wszystkie wątpliwości, których pozbyła się w drodze dedukcji i eliminacji już wcześniej. Czy to aby dobry pomysł? - podpowiadał wewnętrzny głos. - Czy to w ogóle ma sens?

Wcześniej tak. Wcześniej była pewna odpowiedzi na te pytania. Teraz już nie tylko wstyd ją paraliżował w działaniu. Teraz na nowo kiełkowało uczucie bezsensowności. Uczucie, z którym toczyła walkę każdego dnia. Walkę, którą każdego dnia powoli przegrywała. - Jesteś tam? - z odrętwienia wyrwał ją głos kobiety, której kazała czekać.

- Tak, jestem. Przepraszam - tłumaczyła nerwowo. - To dla mnie ważne, ale i trudne...

Klamka zapadła. Alicja jęknęła w duszy tak żałośnie, że sama nie była pewna, czy nie było tego słychać na zewnątrz.

- Pamiętam, że bardzo pani lubiła Olka, a i on bardzo lubił panią...

Nie było już odwrotu. Najgorsze za mną - zdążyła pomyśleć.

- Alicja? - zapytała jakby nieobecnym głosem Maria. Alicja nic nie odpowiedziała. - Ta Alicja? - powtórzyła dobitnie Maria.

- Tak. Właśnie ta... - odparła nieśmiało i cicho Alicja.

- Takiego telefonu nigdy bym się nie spodziewała - Maria sprawiała nadal wrażenie miłej, lecz w jej głosie nastąpiła wyczuwalna zmiana.

- Wiem, bardzo przepraszam raz jeszcze - straciła ponownie pewność siebie Alicja. - Mam pewien pomysł i bardzo by mi zależało, by wzięła w nim pani udział.