- Rebecka przychodzi dziś na kolację! - zawołała Johanna z kuchni.
Patrik odwrócił się od ekranu komputera.
- Okej!
Do mieszkania powoli zakradał się zmierzch, czego on jeszcze nie zauważył. W oddali po niebie krążyło się stado ptaków niczym trzepocząca na wietrze wielka czarna peleryna. Stwierdził, że musi się ogolić i wziąć prysznic, zmieni też strój do biegania na jeansy i koszulę.
Kiedy Rebecka zadzwoniła do drzwi, obydwoje powitali ją w przedpokoju. Od razu zapanowała miła atmosfera. Rebecka była wysoką i atrakcyjną kobietą. Wypełniła wnętrze swoją obecnością, a unosząca się wokół niej woń perfum obudziła w Patricku zaskakujące wspomnienia chwil, kiedy po raz pierwszy tańczył prawdziwego przytulańca.
Nigdy wcześniej nie spotkał Rebecki. Długo się jej przyglądał.
- Łatwo tu trafiłaś? - zapytała Johanna, obejmując ją mocno na powitanie.
- Tak, bez najmniejszych problemów, tylko zagadałam się teraz z Knutem na schodach i straciłam poczucie czasu - powiedziała Rebecka, po czym podeszła do Patricka i jego także objęła na przywitanie. - Cześć, miło cię w końcu poznać.
- Wzajemnie - odpowiedział Patrik.
- Z kim? - zapytała Johanna, wpatrując się w Rebeckę.
- Z Knutem, waszym sąsiadem z parteru - Rebecka powiesiła kurtkę na wieszaku.
- Zupełnie nie mam pojęcia, o kogo chodzi, a mieszkam tu już dwa lata - zdziwiła się Johanna. Zerknęła pytająco na Patricka, który wzruszył ramionami, a na jego twarzy pojawił się lekki, nieco niepewny uśmiech.
- To bardzo miły starszy pan, ale nie mógł przestać opowiadać o swojej podróży na Majorkę - co tam jedli, jakiej muzyki słuchali, jaką mieli pogodę... - nagle przerwała na widok kuchni, nakrytego stołu, zapalonych świec i wina w karafce. - Ależ pięknie wszystko przygotowaliście! - wykrzyknęła z zachwytem.
Kieliszki zostały napełnione. Jedli, pili i rozmawiali, głównie o pracy i o rozmaitych rzeczach, które chcieliby zrobić. Rebecka skończyła posiłek jako ostatnia i gdy z brzdękiem odłożyła sztućce, dopiła wino dużymi łykami.
- Och, było naprawdę pyszne - powiedziała.
- To prawda, ja też się najadłam - stwierdziła Johanna.
- Kiedy ty przyrządzasz posiłek, za każdym razem czuję się, jakbym jadł w dobrej restauracji - dodał Patrik.
- Hmm, ale nie tylko ja tu gotuję, ty też mógłbyś to robić.
- Czy on tu nie próbuje czegoś ugrać? - zapytała Rebecka, mrugając poufale do Johanny.
- O tak, to się chyba nazywa "metoda głaskania".
- Ale to na nas nie działa - stwierdziła Rebecka.
- Nie, ani trochę! - odparła Johanna i uniosła triumfalnie swój kieliszek. Rebecka poszła w jej ślady. Kuchnię wypełniły głośne brzdęki stukającego o siebie szkła. - Za nas, kobiety! - wykrzyknęła.
- Co to wszystko ma znaczyć? - zapytał Patrik.
Obie parsknęły niepohamowanym śmiechem.
- Cóż, mój drogi - odezwała się Johanna, klepiąc go po dłoni.
Impulsywnie i nieco zbyt brutalnie Patrik strącił jej dłoń.
- Auuuuć! Co ty, do diabła, wyprawiasz? - zawołała.
- Gówniana gra. Na mnie nie działa.