Maliny - lesbijskie opowiadanie erotyczne
Od kilku dni jestem w plątaninie różnych emocji. Miesiączka zaskoczyła mnie podczas jednej z nocy, gdy najmniej się tego spodziewałam. Czuję irytację. Jednocześnie podniecenie. To jedyna zaleta tej comiesięcznej wizyty. Lubię stan, gdy wrzące we mnie emocje powodują, że czuję się seksualnym zwierzęciem. Po pierwszym dniu bólu i frustracji jestem w stanie skupiać się na cielesności, potrzebach seksualnych. Wiem, że większość moich koleżanek ma tak wielkie bóle menstruacyjne, że chcą tylko schować pod kocem z termoforem na brzuchu. Na szczęście ja nie mam tak wielu długich, mocnych dolegliwości. Zastanawiam się, dlaczego ta krew musi się ze mnie wylać. Medycznie rozumiem powody tej cyklicznej wizyty. Zastanawiam się nad tą metaforyczną częścią. Jest to jakiegoś rodzaju duch czarownicy, wychodzący z wnętrza brzucha. Pewnego rodzaju kobiecość. Potrzebuję miesiączki, aby potwierdzać swoją kobiecość.
Jesteśmy w małej knajpce w centrum Krakowa. Pijemy właśnie słodkie drinki, ciesząc się towarzystwem twojej znajomej z pracy w kancelarii prawnej. Zapycham brzuch pizzą na cienkim cieście. Daję płynąć konwersacji wokół mnie i skupiam się głównie na tobie. Czuję, że potrzebuję czułości, miłości, dotyku. Jesteśmy razem trzy lata i nie mogę się doczekać, aby spędzić z tobą kolejne miesiące czy lata. Co jakiś czas pocierasz palcami moje odsłonięte ramię, dotykasz ciała, które pragnie więcej takich muśnięć. Pod stołem ocierasz swoją nogą o moją, przez co tracę koncentrację. Mam nadzieję, że kobieta, która siedzi z nami przy stoliku, nie zauważa, że co jakiś czas skupiam na tobie całą swoją uwagę - choć pewnie może zauważyć moje twarde sutki, które uwidoczniają się pod czarnym, nietoperzowym swetrem. Oblizuję usta, chcę więcej. Wykorzystuję sytuację, gdy dziewczyna, z którą przyszłyśmy, idzie do toalety. Prawie siadam na twoich kolanach, mruczę ci wprost do ust. Jestem podniecona, ale ty tylko zaciskasz dłoń na moim udzie.
- Oj, słońce, podoba mi się, że jesteś dzisiaj taka napalona, ale musisz poczekać. Za chwilę wyjdziemy, bądź grzeczna.
Całujesz mnie namiętnie, rozstajemy się, dopiero gdy Kasia wraca z łazienki. Nie obchodzi mnie, co o mnie myśli. Choć gdy później widzę jej zdziwioną minę, lekko się rumienię, czuję się niezręcznie. Ty natomiast naturalnie wracasz do waszej rozmowy, jakby nic się właśnie nie wydarzyło. Niecierpliwie zaczynam stukać palcami o blat, kiedy czekamy na rachunek. Rzucasz mi jedno surowe spojrzenie i przestaję. Płacisz kartą i wreszcie możemy wyjść, wcześniej grzecznie się żegnając i dziękując za miłe spotkanie. Wita nas chłodne, wiosenne powietrze, opatulam się płaszczem, czuję, jak przytulasz mnie do siebie. Jedną ręką obejmujesz mnie w pasie, mocno, jakbym miała ci zniknąć. Wiesz, że nie chcę znikać. Chciałabym, abyś zanurzyła we mnie swoje palce. Jednocześnie wiem, że byłyby całe we krwi. Lepkie, brudne. Nie możesz zrobić tego w ciemnym zaułku krakowskiego centrum. Niestety muszę poczekać. Czuję ciepłe powietrze na swojej szyi, gdy przyciskasz do niej swoje usta. Pozostawiasz szybki pocałunek, ślad czerwonej szminki. Kamienica, w której mieszkamy, znajduje się dość blisko centrum.
Szybki spacer plantami, kilka uśmiechów, skradzionych pocałunków, poczucie głodu tego ciała, które właśnie idzie tuż przy mnie. Powoli czuję, że jestem coraz bardziej mokra. Nie wiem, czy przecieka mi podpaska, czy po prostu jestem przesiąknięta podnieceniem. Przeskakujemy kilka stopni, a kiedy wdrapujemy się wreszcie na czwarte piętro, staję za tobą. Moje dłonie wchodzą pod białą koszulę, a usta mruczą tuż przy uchu z kilkoma kolczykami. Całuję, liżę, dekoncentruję cię od szukania kluczy w wielkiej torebce. Zaciskam dłoń na twoim pośladku, kołyszesz biodrami i przez chwilę stoimy tak razem. Myślę, że mogłabym paść na kolana tuż przed naszymi drzwiami, zacząć całować każdy kawałek twojego ciała. Tak na widoku. Wkładam palce pod prześwitujący materiał, drapię cię po plecach. Mruczysz, odchylasz głowę. Jest późno, wydaje mi się, że nikt z naszych sąsiadów nie wyjdzie na zewnątrz. Przygryzam dolną wargę i przez chwilę się zastanawiam. Nie wiem, co sprawia, że poddaję się tym emocjom, rozpinam rozporek twoich błyszczących, przylegających do ciała spodni. Wkładam rękę do twoich majtek. Zastygasz w miejscu, nie wiem, czy mam wyjąć dłoń, czy mogę kontynuować. Boję się zapytać, boję się, że zniszczyłam nastrój. Wzdychasz głęboko, uspokajasz się, kiedy delikatnie całuję twój kark. Odkrywam, że jesteś mokra. Chyba podnieca cię moja dzisiejsza aktywność. Czuję, jak twoja łechtaczka pulsuje. Wiem, że nie jest to najromantyczniejsza seksualna aktywność. To raczej szybkie posuwanie palcami po twojej nabrzmiałej łechtaczce, wzrastająca adrenalina. Podnieca mnie, że tak mocno musisz powstrzymywać się przed kolejnym jękiem. Coraz trudniej utrzymać ci się na nogach, gdy moje ruchy nabierają tempa. Głośniej oddychasz, przytrzymujesz się drzwi wejściowych. Jednocześnie jesteś o wiele bardziej opanowana, niż gdybym to ja otrzymywała taki szybki, zachłanny dotyk. Prawie dochodzisz. Mogę poczuć, jak lepka się stajesz, jeszcze mocniej poruszam palcami, natarczywie przesuwam je w górę i w dół. Czuję, jak zaciskają się twoje mięśnie, pewnie zamykasz oczy, przygryzasz wargę. Mimo że starasz się mocno kontrolować odruchy ciała, czuję, kiedy dochodzisz. Przez chwilę po prostu stoimy w miejscu, ja prawie przyklejona do twoich pleców. Szybko wyciągam rękę, gdy zaczynamy słyszeć, że ktoś z góry schodzi po schodach. Zaraz nas zobaczy, nakryje. Jestem zawstydzona, nie mam pojęcia, jak się zachować. Wycieram dłoń o swoje spodnie i zastygam w bezruchu. Chcę jak najszybciej wejść do naszego bezpiecznego mieszkania. Trzęsą ci się ręce i potrzebujesz dwóch prób, aby wreszcie otworzyć zamek. Szybko znikasz w ciemnym wnętrzu. Równie szybko wchodzę do środka. Zatrzaskuję drzwi za sobą, ściągam buty, zrzucam z siebie płaszcz oraz resztę ubrań. Słyszę głośne bicie własnego serca. Idę w stronę naszej sypialni. Po drodze widzę, że światło świeci się w łazience. Nago zahaczam jeszcze o kuchnię. Wsypuję mokrą karmę wygłodniałym kotom, które trącają moje zimne kostki. Wreszcie wchodzę do przestronnego pokoju, w którym mieści się dwuosobowe łóżko, szafa, szafki nocne, duże lustro. Okna są zasłonięte szarymi żaluzjami. Z plakatu na błękitnej ścianie zerka na mnie Samara Weaving.
Siadam na krawędzi łóżka i otwieram uda, przypatrując się sobie w dużym lustrze opartym o ścianę nieopodal. Palcami dotykam rozstępów na fałdkach obwisłego brzucha. Mam na sobie tylko czarne, bawełniane majtki, do których przyczepiona jest podpaska.
Jestem rozedrgana przez to, co przed chwilą się stało, jak i przez własne podniecenie. Najchętniej zaczęłabym szczypać swoje sutki. Chciałabym zająć się sobą, nie czekać na twój powrót. Jednocześnie dotykając własnego ciała, skupiam się na jego herstorii, zastanawiam się, dlaczego jestem dla niego czuła tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy. Teoretycznie bardzo dobrze znam odpowiedź na to krążące we mnie pytanie. Trudno kochać własne ciało w każdym momencie swojego życia, kiedy przestrzeń nie jest dostosowana do takiej wykraczającej poza kanon grubości. Otoczenie raz po raz atakuje mnie elementami, które nie są przystosowane do mojej cielesności. Między innymi krzesełka z podłokietnikami. Małe fotele w komunikacji miejskiej, nigdy nie lubiłam zajmować podwójnych miejsc w autobusie, widząc, że nie mieszczę się na swojej połowie, że wykraczam poza wyznaczony fotel. Nadal od czasu do czasu czuję wstyd. Choć to właśnie w wieku nastoletnim tego typu emocja pojawiała się we mnie najczęściej. Czułam również irytację, wściekłość na siebie, swoje ciało.
Trudno manifestować swoją ciałopozytywność, kiedy świat nie jest dla ciebie pozytywny. Kiedy fałdki twojego brzucha są mocno widoczne, gdy nie włożysz koszulki, która będzie dwa rozmiary za duża. Czuję się dyskryminowana, wiem, że moje dodatkowe kilogramy nie są fajne, nie są tą marketingową ciałopozytywnością. Zdarza się, że w gorszych momentach zastanawiam się, co tak naprawdę we mnie widzisz. Czuję się głupio, gdy kwestionuję twoją miłość, ale niestety dość często nachodzi mnie takie zwątpienie. Wtedy, tak jak teraz, wchodzę na łóżko, które śmiało pomieści dwie osoby, i zaczynam myszkować w szufladach szafki, na której przez ostatnie zaczęła rozrastać się kolekcja kubków z resztkami zielonej herbaty. Leży na niej również notatnik, w którym zapisuję swoje sny, a także czarny, mały, silikonowy korek analny z końcówką w kształcie serca, za które można pociągnąć. W szufladach znajduję kilka małych, samoprzylepnych karteczek, na których narysowane są małe serca i słońca. Na tych karteczkach wypisane są również słodkie zapewnienia. Słowa takie jak: "kocham cię za twój uśmiech i nieśmiałość", "podnieca mnie twoja uległość", "uwielbiam to, że zawsze znajdujesz dla mnie czas", "wyglądasz seksownie, gdy wchodzisz mi na kolana i zaczynasz mnie całować, taka niewinna, chętna na coś więcej", "MOJA". Poza tymi małymi, różowymi karteczkami w środku szuflady znajdują się jeszcze sznury, lubrykant, wspólne zdjęcia wywołane tydzień temu. Czuję, jak przez mój brzuch przelatuje milion łakomych motyli. Zamykam szafkę nocną. Przewracam się w pościeli, kołdrą przykrywam twarz, na której można by zobaczyć, ile czułości, zachwytu dało mi przeczytanie tego szybkiego, ale starannego charakteru pisma. Leżę na brzuchu i staram się uspokoić szalejące serce. Trudno okiełznać to wewnętrzne łaknienie, pożądanie, miłość, pragnienie drugiej osoby, która zajmie się moim podnieceniem.
Słyszę skrzypiącą drewnianą podłogę, a po chwili czuję, jak materac ugina się pod twoim ciężarem. Starasz się włożyć rękę w plątaninę pościeli i znaleźć moje nagie ciało pod kołdrą. Przewracam się na plecy. Pomagam ci, kołdra spada na podłogę. Gdzieś obok nadal leży szary koc. Łączę nasze dłonie, z uśmiechem całuję cię w usta. Cieszę się, że znowu cię widzę. Odgarniasz pojedyncze brązowe kosmyki z mojej twarzy, a zaraz potem całujesz mnie z większym zaangażowaniem, mocno, zachłannie. Nie rozmawiamy o tym, co się wydarzyło.
Siadasz na mnie okrakiem, nie jestem w stanie się poruszyć. Szczególnie podczas okresu lubię siebie w takiej nieskomplikowanej pozycji. Nie masz na sobie majtek, łaskoczą mnie twoje gęste włosy łonowe. Moje policzki nabierają malinowego koloru. Mój oddech zaczyna przyspieszać, czuję przyjemne mrowienie całego ciała. W myślach przelatują mi obrazy tego, co możesz ze mną zrobić. Czy będziesz powoli mnie drażnić? Może dzisiaj bardzo namiętnie, zwierzęco będziesz uprawiać ze mną seks. Tak długo i mocno, aż swoim krzykiem obudzę wszystkich sąsiadów. Mocno przełykam ślinę, jeszcze nie proszę.
Z kolejnej szuflady wyciągasz czarny marker. Wzdrygam się, gdy nagle czuję, jak przyciskasz go do mojej klatki piersiowej. Jestem podniecona, zaskoczona. Nie mam pojęcia, co na mnie piszesz. Wydaje mi się, że rysujesz serduszko, ale nie jestem pewna. Posłusznie nie poruszam się zbyt mocno, aby nie utrudniać ci pracy. Serce bije mi coraz głośniej, ciekawe, czy jesteś w stanie je usłyszeć. Podnieca mnie bycie dla ciebie takim artystycznym płótnem czy też gliną, z której możesz stworzyć swoją uległą. Zastanawiam się, co pozostawisz na mojej skórze, na dużych piersiach. Podnieca mnie fantazjowanie o konkretnych napisach, które mogą właśnie pojawiać się na moim ciele. Czy będą to słowa afirmacji miłości, czy może słowa, które pozostaną w głębinach mojego umysłu? Całujesz moje usta, a później znowu przyciskasz do mnie marker, tym razem do brzucha. Staram się przekrzywić głowę i spojrzeć w dół. Niestety nie jestem w stanie niczego dostrzec. Nie pozwalasz mi zajrzeć, jakimi słowami mnie oznaczasz. Prawdopodobnie na moim ciele właśnie widnieje dość spory napis "Suka Pani Aleksandry", ale nie mogę być pewna. Powinnam czuć się źle, niepewnie, ale ufam ci na tyle, że po prostu jestem podekscytowana tą twórczością. Nawarstwia się we mnie adrenalina na samą myśl, że nie znikną one wraz z naszą rozłąką. Niezmywalny marker pozostawi po sobie ślady na kilka dni. Jeden zły ruch mojego ciała, podciągnięcie bluzki, którą akurat noszę, i wyleje się ze mnie ta uległa, sucza strona. Każdy będzie mógł zobaczyć, co o mnie myślisz, kim tak naprawdę jestem. Lekki strach miesza się z podnieceniem. Niemniej bardzo lubię różne formy poczucia, że jestem twoja. Lubię, gdy w trakcie imprezy niespodziewanie podchodzisz do mnie, chwytasz mnie w talii, całujesz, obserwując reakcje osoby, z którą właśnie rozmawiałam. Dajesz tej osobie znać, że nie jestem sama. Lubię te małe momenty zaborczości, wiem, że nigdy nie przemieni się w niezdrową zazdrość. Jestem bardzo ciekawa, jak byś zareagowała, gdybym któregoś dnia powitała cię po pracy naga, na kolanach, mając na sobie tylko obrożę z adresówką, na której napisane byłoby "Suka Pani Aleksandry".
Mimo że jeszcze prawie w ogóle nie dotknęłaś mojego ciała, to i tak zaczynam czuć to kiełkujące we mnie podniecenie. W twoich oczach widzę pożądanie. Uwielbiam, że tak mocno mnie pragniesz. Mogłabyś w każdej chwili mocno ścisnąć moje sutki, trzymać je między palcami tak, że zaczęłabym krzyczeć. Na razie zachwycasz się moimi krągłościami, trochę mnie to przeraża, że tak mocno mnie kochasz, że nie przeszkadza ci mój wygląd. Wręcz przeciwnie, ciągle zapewniasz mnie o moim pięknie. Pochylasz się nad moją twarzą. Prawie łaskoczą mnie granatowe włosy, które ostatnio urosły ci aż do ramion. Twoje zielone oczy łapczywie się we mnie wpatrują. Oblizujesz spierzchnięte, duże usta, nagle zatapiasz je w moich. Zaczynasz ostro atakować moje wargi. Całujesz mnie z o wiele większą namiętnością. Zmieniam pozycję, ugniatam twoje mniejsze, jędrne piersi. Chciałabym językiem drażnić sutki, zimne kolczyki, które zrobiłaś sobie kilka miesięcy temu. Pięknie komponują się z industrialem w lewym uchu. Zjeżdżasz ustami niżej. Zahaczasz o brodę, a później całujesz moją szyję. Ja w swoich pomrukach, jękach zaczynam prosić cię o więcej. Chcę, żebyś zdjęła ze mnie już naprawdę mokre majtki, zatopiła w mojej pochwie swoje krótkie palce. Nawet jeśli krwawię. Albo dlatego, że krwawię. Jestem niesamowicie podniecona. Chciałabym, abyś zaczęła nimi powoli we mnie posuwać, dodając kolejny i kolejny. Dobrze, że przyniosłaś ze sobą stary ręcznik, którego nie boję się zabrudzić, oraz kilka mokrych chusteczek. Niestety taka krew zasycha naprawdę szybko.
Przygryzasz moją skórę. Rękami masujesz spore piersi, ugniatasz je, dotykasz raz mocniej, raz odrobinę słabiej. Pociągasz moje sutki, mocno wykręcasz, aż wydaję z siebie piski i wreszcie mocniej rzucam się na materacu. Chcę więcej. Jestem podniecona bardziej niż zwykle przez szalejącą we mnie hormonalną burzę, która pojawia się zawsze przy okresie. Nie wiem, czy to wyczułaś, czy może powiedziałam ci, że potrzebuję więcej dotyku, że mam ochotę zapiąć klamerki na swoich sutkach, czy pod prysznicem zacząć się dotykać, jednocześnie obmywając wodą ciało. Wydaję z siebie kolejne jęki, zapraszające cię do tego, abyś mnie użyła.
- Proszę... Tak bardzo proszę. - Nie jestem w stanie dokończyć tego zdania. Czuję zawstydzenie, poruszam nieznacznie biodrami. Śmiejesz się, widząc, jaka chętna, rozpalona właśnie jestem. To jeszcze mocniej przypomina mi o pozycji, w której się znajduję. O tym, że leżę pod tobą, tam, gdzie moje miejsce. Marzę o tym, abyś jeszcze mocniej zaczęła mnie dotykać, pozwoliła mi się wić, krzyczeć. Chcę usłyszeć, jak nazywasz mnie swoją suką. Jak wykorzystujesz moją chcicę, moją uległość. Coraz mocniej pragnę. Schodzisz ze mnie i już brakuje mi twojego ciepłego, przyciskającego mnie do materaca ciała. Boję się, że zostawisz mnie taką rozochoconą i wrócisz, dopiero gdy zacznę błagać. Na szczęście nie znikasz z sypialni. Zaczynam szukać cię wzrokiem na tyle, na ile mogę poruszyć głową. Schodzisz z materaca, ale tylko po to, aby pomóc mi zdjąć majtki. Gwałtownie, szybko podnoszę dupę, ruszam biodrami, abyś mogła je ze mnie ściągnąć. Odrzucasz w kąt czarny, lepki materiał. Podnoszę się do góry, abyś mogła położyć ręcznik, uchronić prześcieradło od ewentualnych zabrudzeń. Dość szybko znowu wdrapujesz się na łóżko, wygodnie usadawiasz się między moimi nogami. Rękami rozsuwasz moje uda, aby mieć lepszy dostęp do mojej cipki. Klepiesz mnie w nie, ale nie mocno - na tyle, abym skupiła się na podążaniu za twoim ruchem, kolejnymi gestami. Lewą ręką eksponujesz moją cipę. Mruczysz, gdy widzisz, jak niesamowicie mokra jestem, od soków i krwi. Powoli dotykasz mojej cipki, a ja czuję, jakby przechodził przeze mnie płomień. Jęczę ponownie, prawie rzucam się na materacu. Mocno wdycham powietrze, wydaję z siebie nieokreślony dźwięk, kiedy się pochylasz i zanurzasz język w mojej pochwie. Moje policzki są czerwone ze wstydu i podniecenia. Nie podejrzewałam, że uczynisz taki prawie wampirzy gest. Myślałam, że będzie cię na tyle obrzydzać metaliczny posmak i specyficzny zapach, że nie odważysz się mnie tak posmakować. To nie jest nasz pierwszy okresowy seks, jednak wcześniej uprawiałyśmy go głównie pod prysznicem.
Poruszam biodrami, wyginam się w różne strony. Przesuwasz językiem w górę, w dół. Smakujesz moje soki, zataczasz szybkie kółka wokół mojej łechtaczki. Szorstki, prawie koci język pieści moją łechtaczkę. W pewnym momencie mocniej zasysasz się na niej. Rozkoszujesz się sokami, które należą do ciebie, tak jak reszta tego ciała, które właśnie pieścisz. Jest mi naprawdę trudno uspokoić oddech. Czuję zdziwienie, a jednocześnie bardzo mocno mnie podniecasz. Moje mięśnie się zaciskają i rozluźniają. Przyspieszasz swoje ruchy, a ja zatracam się w tobie. Jedna z moich dłoni zaciska się na granatowych włosach. Jęczę, prawie wyję z rozkoszy, gdy zalewa mnie przyjemność, którą pozwoliłaś mi dzisiaj doświadczyć. Wydaję z siebie kolejne nieokreślone odgłosy, prawie zwierzęce wycie. Doznaję spazmów, chciałabym zamknąć nogi, ale mi na to nie pozwalasz. Upadam na materac, rozedrgana. Połykasz słodko-metaliczne soki, mlaszczesz. Spokojniej, delikatniej liżesz po raz kolejny, chyba ostatni. Pozostawiasz swoją twarz między moimi nogami. Klatka piersiowa unosi się i opada, nie jestem w stanie uspokoić swojego ciała. Kładziesz swój podbródek na moim udzie, blisko brzucha. Z twoich ust wylewa się stróżka moich soków. Usta są czerwone od krwi. Chciałabym ją z ciebie zlizać, ale teraz nie mogę się poruszyć. Staram się uspokoić to rozdygotane ciało. Mam zamknięte oczy, jestem spocona, przebodźcowana. Jestem przesiąknięta tobą, czuję cię w każdym mięśniu, rozprzestrzeniasz się po wnętrzu mojego ciała. Zrobiłam ci dużo miejsca w rozdygotanym sercu. Całujesz mój brzuch, ustami idziesz w górę, po piersiach, po mostku, po czerwonej, obolałej szyi, wreszcie odnajdujesz usta. Miłość miesza się z twoją stanowczą dominacją, gdy muskasz moje wargi i smakuję na nich siebie. Szepczesz słowa pełne miłości, ale nie jestem w stanie zarejestrować, co konkretnego wychodzi z twoich ust. Potrzebuję cię objąć, potrzebuję dotknąć twojej skóry. Chcę powiedzieć, jak jest mi z tobą dobrze, jak przyjemnie się przy tobie czuję, jak mocno cię potrzebuję. Jednak mój mózg to teraz coś miękkiego, nie daję rady pomyśleć, powiedzieć tego wszystkiego, co we mnie siedzi. Trzymasz mój podbródek, przekręcasz moją twarz w taki sposób, abym spojrzała ci w oczy.
- Oddychaj - rzucasz cicho i krótko. Staram się wyrównać oddech, wrócić do rzeczywistości. Jestem spocona, obolała.
W tej całej dominacji widzę też czułość. Uśmiechasz się jednym z tych małych uśmiechów, zarezerwowanych tylko dla mnie.
- Jesteś piękna.
Rumienię się i próbuję uciec wzrokiem, ale mi na to nie pozwalasz. Twój ton, tak spokojny, czuły, uspokaja mój umysł i ciało. Chcę zatopić się w tych ramionach pełnych ciepła i bezpieczeństwa. Na chwilę się oddalasz. Zamykam oczy, nie wiem, po ilu minutach znowu siadasz na łóżku. Mokrymi chusteczkami delikatnie wycierasz wnętrze moich ud, okolice pochwy. Widzę, że umyłaś swoją twarz oraz dłonie. Odkręcasz krem, który pachnie malinami, przypomina o słodkich, letnich popołudniach. Delikatnie zaczynasz nacierać nim moje ciało. Skupiam się na palcach, które masują moje ramiona, brzuch, uda. Mruczę ponownie z przymkniętymi oczami, gdy tak pieszczotliwie się mną zajmujesz. W twojej obecności czuję się bezpieczna.
- Kocham cię - wyrzucam z siebie nagle trzęsącym się głosem.
Uśmiechasz się i całujesz mnie krótko z niesamowitą czułością, łagodnością. Odkładasz krem, kładziesz się obok mnie. Przykrywasz mnie kocem, czuję, że mogłabym mimo wszystko zapaść w kocią drzemkę. W sypialni unosi się słodki, malinowy zapach.