Planeta
W starszych klasach lubię to, że jest tyle różnych przedmiotów i każdego uczy inny nauczyciel.
To wielka różnica w stosunku do początku podstawówki, gdzie jeden nauczyciel uczy i matematyki, i francuskiego, i plastyki, i geografii.
Na przykład w szóstej klasie - jeśli ktoś nie znosi historii, ale uwielbia historyka - jest szansa dla historii!
A poza tym jesteśmy bardziej aktywni, nie tylko słuchamy, ale też się udzielamy.
Na przyszły tydzień mamy przygotować referat na geografię. Referaty są naprawdę super! Robi się je w grupach, spotykamy się, gadamy, jemy, znów gadamy, a potem wysyłamy sobie wiadomości, żeby się zorganizować i podzielić pracą.
Przy tym referacie mogliśmy pracować w cztery osoby, więc zgłosiłyśmy się z Linami, moimi najlepszymi przyjaciółkami.
Wszystkie trzy są równie stuknięte, co zdolne, i myślę, że przygotujemy genialny referat.
Temat jest taki: "Zaprezentuj, co jest najważniejsze dla życia na naszej planecie".
Bardzo nam się to spodobało.
W środę po południu postanowiłyśmy się spotkać u Pauliny, po jej kursie tańca.
Byłam bardzo punktualna. Scarlett, moja babcia, bez przerwy mi powtarza: "Lulu, punktualność jest grzecznością królów". Osobiście nie widzę związku między punktualnością a takim Ludwikiem XIV, ale myślę, że zrozumiałam główną ideę: dobrze być na czas. Scarlett czasem jest dziwna i nie potrafi się prosto wyrażać.
Zjawiłam się więc z zeszytem, torbą i trzema paczkami cukierków w plecaku.
Paulina właśnie przymierzała nowy dres do joggingu z czarnymi aksamitnymi paskami po bokach.
- Wchodź, Lulu. Jak wyglądam?
- Fantastycznie! Jak w smokingu, który Grzegorz kupił sobie w zeszłym roku, żeby towarzyszyć mamie na kolacji w Pałacu Sprawiedliwości. Brakuje tylko muszki! - zażartowałam.
- Taak... To prawda, pasuje mi.
Paulina jest zawsze zadowolona z siebie, z innych, a czasem nawet z nauczycieli. Uwielbiam jej charakter.
Usiadłam na łóżku i wyjęłam z plecaka zeszyt.
- Dobra, to co, zaczynamy?
- Nie ma mowy - odparła Paulina. - Musimy poczekać na Alinę i Karolinę, żeby wybrać temat. Nawet nie wiemy, o czym będziemy mówić!
- W sumie racja - zgodziłam się, wyjmując pierwszą paczkę cukierków.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Paulina pobiegła otworzyć Alinie i Karolinie, które wpadły do środka ze śmiechem.
- Lulu! Już jesteś? - zawołała Alina na mój widok.
Nie wnikałam w szczegóły historii o królach i punktualności, powiedziałam tylko:
- No tak, umówiona godzina to umówiona godzina.
- Może najpierw byśmy coś zjadły? - zaproponowała Paulina. - Moja mama kupiła lody.
- Świetny pomysł! - zgodziła się Karolina. - A poza tym w końcu styczeń to lodowaty miesiąc.
Lodowaty czy nie, lody były przepyszne.
- Zabierajmy się do roboty - zauważyła Paulina - bo zaraz kolacja.
Wróciłyśmy do jej pokoju, wyjęłyśmy zeszyty, a Alina włączyła mały laptop, który ze sobą przyniosła.
- No więc... - zaczęła. - Najważniejsze dla życia na Ziemi jest...
- Yyy... - zastanawiała się głośno Karolina.
- No... - dodała Paulina.
- To by było... - ciągnęłam.
- Nie sądzicie, że Augustyn jest naprawdę przystojny? - szepnęła Karolina, jakbyśmy siedziały w klasie.
- No jasne! - zgodziła się Paulina.
- Ja to mam jednak nadal słabość do Rafała - stwierdziłam.
W końcu planeta i życie na niej zeszły na dalszy plan i obgadałyśmy wszystkich chłopaków z klasy.
- Musimy się jeszcze raz spotkać w sobotę - zaśmiała się Paulina - bo chłopcy raczej nie są najważniejsi dla życia na Ziemi!
- No, może jednak trochę są! - zaprotestowała Karolina.
No więc umówiłyśmy się na następną sobotę, u mnie.
Tego wieczoru nie miałam apetytu przy kolacji. Mama oczywiście się zaniepokoiła.
- Dobrze się czujesz, Lulu?
- Tak, mamo. Ale uczyłyśmy się przez całe popołudnie u Pauliny i odechciało mi się jeść.
Mama spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem, jak wtedy, gdy jej klienci przysięgają, że są niewinni, a broń, którą popełniono zbrodnię, wystaje im z kieszeni.
W następną sobotę, zaraz po obiedzie, wszystkie Liny zjawiły się jednocześnie.
Otworzył im Grzegorz. Wbiegły do mnie do pokoju.
Właśnie czyściłam terrarium Madonny, mojego żółwia, uzupełniałam świeżą wodę, a na koniec podałam jej mały kawałek jabłka.
Uściskałyśmy się z dziewczynami, jakbyśmy się nie widziały od co najmniej dwóch dni. Potem usiadłyśmy na podłodze. Alina wyjęła komputer, Paulina i Karolina notatki, ja piórnik.
- Dobra, mamy wszystko - powiedziałam. - I co teraz?
- No i... No i... - powtórzyła Paulina, bardzo skupiona.
- "Najważniejsze dla życia na naszej planecie..." - przypomniała Alina.
- Shopping? - zaproponowała Karolina z szerokim uśmiechem.
- Oszalałaś! - Zdenerwowałam się.
- Ale czemu? - upierała się Karolina. - Przecież shopping jest ważny, no nie?
- A właśnie - odezwała się Paulina - widziałyście, że w sklepie na placu pojawiły się nowe, piękniutkie trampki?
- Tak? - zainteresowałam się. - Jak wyglądają?
Wtedy postanowiłyśmy wymienić się sznurówkami, żeby odświeżyć trochę wygląd naszych trampek.
Chwilę to zajęło: wyjąć sznurówki, znów je nawlec... Podziwiałyśmy właśnie rezultat, kiedy mama zawołała nas na podwieczorek.
Zeszłyśmy na dół i ponarzekałam tak dla zasady:
- Mamo! Nie jesteśmy już dziećmi! Nie jemy podwieczorków!
- Och, tak, słoneczko, wiem - odpowiedziała mama. - Ale praca wyczerpuje!
Wyjęła z szafki czekoladowe ciastka.
- Jak tam referat? Posuwa się do przodu? - spytała.
- Taak... To znaczy... To skomplikowane - odparłam.
Dokładnie w tej chwili, jakby słowo "skomplikowane" włączyło magiczny dzwonek alarmowy w głowie Grzegorza, ten wszedł do kuchni.
- Jak tam referat? Posuwa się do przodu? - spytał, siadając obok nas.
- Mówicie z mamą jak echo - zauważyłam ze śmiechem.
- Bo się kochamy - odparł Grzegorz, rzucając mamie rozmarzone spojrzenie.
Mama tym swoim ciekawskim tonem poprosiła, żeby jej przypomnieć temat.
- "Zaprezentuj, co jest najważniejsze dla życia na naszej planecie" - powiedziała Paulina.
- Ależ to pasjonujące - zachwycił się Grzegorz. - No więc możemy mówić o...
- Dobra, Liny, idziemy - ucięłam, zabierając je do swojego pokoju.
Grzegorz chyba tego nie zauważył. Jeszcze na schodach słyszałam, jak wymieniał pomysły.
- Czemu mu przerwałaś? - wyrzucała mi Alina. - Nie wiemy, jaki temat wybrać, mógł nam pomóc!
- Oszalałaś? - wykrzyknęłam, naśladując głos urażonej aktorki. - Jeśli mu na to pozwolimy, do jutra będziemy z tym siedziały. A może nawet jeszcze przez tysiąc lat, aż na naszej planecie zabraknie już tego, co jest najważniejsze do życia!
Znów usiadłyśmy w kółku, z notatnikami i długopisami. Zapanowała martwa cisza.
Madonna pływała sobie w małym basenie, by strawić kawałek jabłka, który zjadła.
Wzięłam sprawy w swoje ręce.
- Dobra, proponuję, żebyśmy się trochę rozluźniły. W ten sposób do niczego nie dojdziemy. Jesteśmy zbyt zmęczone.
- Na dodatek chyba zaraz zacznie się nowy odcinek Awanturników pasji w telewizji - zauważyła Paulina.
- No to co? Jutro widzimy się u mnie? - zaproponowała Karolina.
Tego samego wieczoru Scarlett przyszła na kolację. Zresztą jak co sobotę. Ale i jak co niedzielę, bo wtedy podobno ma chandrę. Jak co poniedziałek, bo w poniedziałki większość sklepów jest zamknięta. Jak co wtorek, bo Wiktor nie ma szkoły w środy i Scarlett może się z nim wówczas pobawić. Jak co czwartek, bo tego wieczoru mama i Grzegorz często wychodzą. I jak co piątek, żeby dobrze zacząć weekend... Na szczęście - jak mówi Grzegorz - Scarlett gra w brydża u swoich koleżanek w środy!
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej