Lukrecja stawia na swoim - Anne Goscinny

Kup ebooka

29.99 zł
25.19 zł (12,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Planeta

W starszych klasach lubię to, że jest tyle różnych przedmiotów i każdego uczy inny nauczyciel.

To wielka różnica w stosunku do początku podstawówki, gdzie jeden nauczyciel uczy i matematyki, i francuskiego, i plastyki, i geografii.

Na przykład w szóstej klasie - jeśli ktoś nie znosi historii, ale uwielbia historyka - jest szansa dla historii!

A poza tym jesteśmy bardziej aktywni, nie tylko słuchamy, ale też się udzielamy.

Na przyszły tydzień mamy przygotować referat na geografię. Referaty są naprawdę super! Robi się je w grupach, spotykamy się, gadamy, jemy, znów gadamy, a potem wysyłamy sobie wiadomości, żeby się zorganizować i podzielić pracą.

Przy tym referacie mogliśmy pracować w cztery osoby, więc zgłosiłyśmy się z Linami, moimi najlepszymi przyjaciółkami.

Wszystkie trzy są równie stuknięte, co zdolne, i myślę, że przygotujemy genialny referat.

Temat jest taki: "Zaprezentuj, co jest najważniejsze dla życia na naszej planecie".

Bardzo nam się to spodobało.

W środę po południu postanowiłyśmy się spotkać u Pauliny, po jej kursie tańca.

Byłam bardzo punktualna. Scarlett, moja babcia, bez przerwy mi powtarza: "Lulu, punktualność jest grzecznością królów". Osobiście nie widzę związku między punktualnością a takim Ludwikiem XIV, ale myślę, że zrozumiałam główną ideę: dobrze być na czas. Scarlett czasem jest dziwna i nie potrafi się prosto wyrażać.

Zjawiłam się więc z zeszytem, torbą i trzema paczkami cukierków w plecaku.

Paulina właśnie przymierzała nowy dres do joggingu z czarnymi aksamitnymi paskami po bokach.

- Wchodź, Lulu. Jak wyglądam?

- Fantastycznie! Jak w smokingu, który Grzegorz kupił sobie w zeszłym roku, żeby towarzyszyć mamie na kolacji w Pałacu Sprawiedliwości. Brakuje tylko muszki! - zażartowałam.

- Taak... To prawda, pasuje mi.

Paulina jest zawsze zadowolona z siebie, z innych, a czasem nawet z nauczycieli. Uwielbiam jej charakter.

Usiadłam na łóżku i wyjęłam z plecaka zeszyt.

- Dobra, to co, zaczynamy?

- Nie ma mowy - odparła Paulina. - Musimy poczekać na Alinę i Karolinę, żeby wybrać temat. Nawet nie wiemy, o czym będziemy mówić!

- W sumie racja - zgodziłam się, wyjmując pierwszą paczkę cukierków.

Rozległ się dzwonek do drzwi. Paulina pobieg­ła otworzyć Alinie i Karolinie, które wpadły do środka ze śmiechem.

- Lulu! Już jesteś? - zawołała Alina na mój widok.

Nie wnikałam w szczegóły historii o królach i punktualności, powiedziałam tylko:

- No tak, umówiona godzina to umówiona godzina.

- Może najpierw byśmy coś zjadły? - zaproponowała Paulina. - Moja mama kupiła lody.

- Świetny pomysł! - zgodziła się Karolina. - A poza tym w końcu styczeń to lodowaty miesiąc.

Lodowaty czy nie, lody były przepyszne.

- Zabierajmy się do roboty - zauważyła Paulina - bo zaraz kolacja.

Wróciłyśmy do jej pokoju, wyjęłyśmy zeszyty, a Alina włączyła mały laptop, który ze sobą przyniosła.

- No więc... - zaczęła. - Najważniejsze dla życia na Ziemi jest...

- Yyy... - zastanawiała się głośno Karolina.

- No... - dodała Paulina.

- To by było... - ciągnęłam.

- Nie sądzicie, że Augustyn jest naprawdę przystojny? - szepnęła Karolina, jakbyśmy siedziały w klasie.

- No jasne! - zgodziła się Paulina.

- Ja to mam jednak nadal słabość do Rafała - stwierdziłam.

W końcu planeta i życie na niej zeszły na dalszy plan i obgadałyśmy wszystkich chłopaków z klasy.

- Musimy się jeszcze raz spotkać w sobotę - zaśmiała się Paulina - bo chłopcy raczej nie są najważniejsi dla życia na Ziemi!

- No, może jednak trochę są! - zaprotestowała Karolina.

No więc umówiłyśmy się na następną sobotę, u mnie.

Tego wieczoru nie miałam apetytu przy kolacji. Mama oczywiście się zaniepokoiła.

- Dobrze się czujesz, Lulu?

- Tak, mamo. Ale uczyłyśmy się przez całe popołudnie u Pauliny i odechciało mi się jeść.

Mama spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem, jak wtedy, gdy jej klienci przysięgają, że są niewinni, a broń, którą popełniono zbrodnię, wystaje im z kieszeni.

W następną sobotę, zaraz po obiedzie, wszystkie Liny zjawiły się jednocześnie.

Otworzył im Grzegorz. Wbiegły do mnie do pokoju.

Właśnie czyściłam terrarium Madonny, mojego żółwia, uzupełniałam świeżą wodę, a na koniec podałam jej mały kawałek jabłka.

Uściskałyśmy się z dziewczynami, jakbyśmy się nie widziały od co najmniej dwóch dni. Potem usiadłyśmy na podłodze. Alina wyjęła komputer, Paulina i Karolina notatki, ja piórnik.

- Dobra, mamy wszystko - powiedziałam. - I co teraz?

- No i... No i... - powtórzyła Paulina, bardzo skupiona.

- "Najważniejsze dla życia na naszej planecie..." - przypomniała Alina.

- Shopping? - zaproponowała Karolina z szerokim uśmiechem.

- Oszalałaś! - Zdenerwowałam się.

- Ale czemu? - upierała się Karolina. - Przecież shopping jest ważny, no nie?

- A właśnie - odezwała się Paulina - widziałyście, że w sklepie na placu pojawiły się nowe, piękniutkie trampki?

- Tak? - zainteresowałam się. - Jak wyglądają?

Wtedy postanowiłyśmy wymienić się sznurówkami, żeby odświeżyć trochę wygląd naszych trampek.

Chwilę to zajęło: wyjąć sznurówki, znów je nawlec... Podziwiałyśmy właśnie rezultat, kiedy mama zawołała nas na podwieczorek.

Zeszłyśmy na dół i ponarzekałam tak dla zasady:

- Mamo! Nie jesteśmy już dziećmi! Nie jemy podwieczorków!

- Och, tak, słoneczko, wiem - odpowiedziała mama. - Ale praca wyczerpuje!

Wyjęła z szafki czekoladowe ciastka.

- Jak tam referat? Posuwa się do przodu? - spytała.

- Taak... To znaczy... To skomplikowane - odparłam.

Dokładnie w tej chwili, jakby słowo "skomplikowane" włączyło magiczny dzwonek alarmowy w głowie Grzegorza, ten wszedł do kuchni.

- Jak tam referat? Posuwa się do przodu? - spytał, siadając obok nas.

- Mówicie z mamą jak echo - zauważyłam ze śmiechem.

- Bo się kochamy - odparł Grzegorz, rzucając mamie rozmarzone spojrzenie.

Mama tym swoim ciekawskim tonem poprosiła, żeby jej przypomnieć temat.

- "Zaprezentuj, co jest najważniejsze dla życia na naszej planecie" - powiedziała Paulina.

- Ależ to pasjonujące - zachwycił się Grzegorz. - No więc możemy mówić o...

- Dobra, Liny, idziemy - ucięłam, zabierając je do swojego pokoju.

Grzegorz chyba tego nie zauważył. Jeszcze na schodach słyszałam, jak wymieniał pomysły.

- Czemu mu przerwałaś? - wyrzucała mi Alina. - Nie wiemy, jaki temat wybrać, mógł nam pomóc!

- Oszalałaś? - wykrzyknęłam, naśladując głos urażonej aktorki. - Jeśli mu na to pozwolimy, do jutra będziemy z tym siedziały. A może nawet jeszcze przez tysiąc lat, aż na naszej planecie zabraknie już tego, co jest najważniejsze do życia!

Znów usiadłyśmy w kółku, z notatnikami i długopisami. Zapanowała martwa cisza.

Madonna pływała sobie w małym basenie, by strawić kawałek jabłka, który zjadła.

Wzięłam sprawy w swoje ręce.

- Dobra, proponuję, żebyśmy się trochę rozluźniły. W ten sposób do niczego nie dojdziemy. Jesteśmy zbyt zmęczone.

- Na dodatek chyba zaraz zacznie się nowy odcinek Awanturników pasji w telewizji - zauważyła Paulina.

- No to co? Jutro widzimy się u mnie? - zaproponowała Karolina.

Tego samego wieczoru Scarlett przyszła na kolację. Zresztą jak co sobotę. Ale i jak co niedzielę, bo wtedy podobno ma chandrę. Jak co poniedziałek, bo w poniedziałki większość sklepów jest zamknięta. Jak co wtorek, bo Wiktor nie ma szkoły w środy i Scarlett może się z nim wówczas pobawić. Jak co czwartek, bo tego wieczoru mama i Grzegorz często wychodzą. I jak co piątek, żeby dobrze zacząć weekend... Na szczęście - jak mówi Grzegorz - Scarlett gra w brydża u swoich koleżanek w środy!

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej