WSTĘP
Mistrzowie. Trenerzy. Ludzie.
Gdy wspomina się ubiegłoroczne mistrzostwa świata, na myśl przychodzi
odrodzenie Bartosza Kurka, który podczas fazy finałowej w Turynie
rozgrywał kosmiczne mecze, niczym Michael Jordan - ikona jego ulubionej
NBA. Zanim jednak wrócił z kolegami do kraju jako MVP mundialu, było
wiele chwil, które utkwiły nam w pamięci. Złoto wykuwało się etapami -
przez dramat Michała Kubiaka przed meczem z Argentyną i porażkę z tą
drużyną, mogącą przekreślić marzenia o medalu, wygraną z Serbami,
utarcie nosa Włochom, wielki spektakl z Amerykanami w półfinale, w końcu
- wygrany finał z Brazylią.
Cztery lata wcześniej, podczas polskich mistrzostw, też było wiele
pamiętnych wydarzeń. Najpierw 65-tysięczny tłum oglądał na Stadionie
Narodowym mecz otwarcia z Serbami, a później Polacy rozgrywali
dramatyczne pięciosetowe spotkania, w tym to z Iranem, podczas którego
Michał Winiarski musiał opuścić boisko z grymasem bólu i myślą: "Tylko
nie teraz". Półfinał z Niemcami może nie stał na tak wysokim poziomie,
jak ten z Amerykanami, ale był równie wyczerpujący. Po tym spotkaniu
trener Polaków Stephane Antiga szalał ze szczęścia, a szkoleniowiec
pokonanych Niemców Vital Heynen wracał do szatni pełnej smutku. Cztery
lata później Belg też wchodził do szatni, ale była to szatnia mistrzów
świata.
Siatkarze dawali nam w ostatnich latach dużo powodów do radości.
Niebawem mogą dać jeszcze więcej, bo wszyscy mają świadomość, że taka
szansa na medal, jaka będzie na igrzyskach w Tokio, może się długo nie
powtórzyć. Ale co my tak naprawdę o nich wiemy? Czy znamy ich jako
ludzi? Czy wiemy, co Antidze daje nurkowanie, a Heynenowi spacery? Albo
dlaczego Michał Winiarski nie wspomina najlepiej zabawy w wojnę z dzieciństwa? Czy wiemy, ile Kubiak, w ostatnich latach, musiał
wycierpieć z powodu zapalenia nerek? No właśnie.
Gdy uświadomiliśmy sobie, że brakuje nam takich rozmów z siatkarzami,
nie tylko o siatkówce, ale i o życiu, pojawił się pomysł na "Ludzi ze
złota". Postawiliśmy sobie za cel spotkać się ze wszystkimi podwójnymi
mistrzami świata, kapitanami i trenerami obu zespołów, a także z częścią
jednokrotnych złotych medalistów. Porozmawiać z tymi, których łączy
właśnie to jedno słowo - "złoto". Spotkaliśmy się też z Piotrem Gruszką,
który złoto wywalczył co prawda w mistrzostwach Europy (2009), ale
grając dla Polski przez prawie dwie dekady, został rekordzistą pod
względem występów w kadrze (450 meczów), czego prawdopodobnie długo nikt
mu nie odbierze. Gruszka jest dla nas symbolem przywiązania do barw
narodowych i reprezentantem pokolenia, które po latach posuchy w polskiej siatkówce wreszcie zaczęło równać do najlepszych.
Polscy siatkarze, prowadzeni przez Michała Kubiaka, podczas mistrzostw
świata w 2018 roku wychodzą na mecz finałowy przeciwko Brazylii.
Nie zamknęliśmy się też na poprzednie pokolenia. Zastanawiając się,
które miejsce jest najgorsze dla sportowca, wiele osób wskazuje czwarte
- bo oznacza, że zawodnik był blisko zdobycia medalu. Niby jest wysoko,
ale jednak przegrał. Są jednak i ci mówiący: "Liczy się tylko złoto",
jak Hubert Jerzy Wagner - legendarny trener, który w latach 70. XX wieku
doprowadził reprezentację siatkarzy do mistrzostwa świata w Meksyku
(1974) i złota igrzysk olimpijskich w Montrealu (1976). "W sporcie być
drugim to znaczy przegrać" - mawiał. Wagner, żeby uniknąć znienawidzonej
drugiej pozycji, zmuszał zawodników do morderczego wysiłku. Używał
metod, o których w tej książce opowiadają jego syn Grzegorz (były
reprezentant Polski i również trener), a także dwaj kluczowi zawodnicy
ówczesnej kadry - Ryszard Bosek i Tomasz Wójtowicz.
Wydaje nam się, że podobne podejście do "wagnerowskiego" ma Wilfredo
Leon. Dla niego też liczy się wyłącznie złoto, a srebro i brąz - jak
mówi nam w rozmowie - to jedynie dowód udziału w turnieju. Nie
wyobrażaliśmy sobie, żeby wywiadu z nim nie było w tej książce. Czy
kiedykolwiek w dość popularnym sporcie zespołowym zdarzyło się, żeby
najlepszy zawodnik na świecie dostał polskie obywatelstwo i reprezentował nasz kraj? Leon od 24 lipca 2019 roku jest pełnoprawnym
reprezentantem Polski. Jako dziecko trenował ponad siły, a w wieku
dwunastu lat uderzył piłkę tak mocno, że ta się rozpadła. Teraz chce
mieć równie mocne wejście do reprezentacji Polski.
Liczymy na to, że po igrzyskach w Tokio wszyscy, którzy znaleźli się w tej książce, będą usatysfakcjonowani. Nasi rozmówcy pozostaną "Ludźmi ze
złota", ale część z nich przekona się, jak ono smakuje w wydaniu
olimpijskim.