Ludzie ze złota - Kowalczyk Edyta , Radomski Jakub

Kup ebooka

25.00 zł
20.00 zł (19,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

Mistrzo­wie. Tre­ne­rzy. Ludzie.

Gdy wspo­mina się ubie­gło­roczne mistrzo­stwa świata, na myśl przy­cho­dzi odro­dze­nie Bar­to­sza Kurka, który pod­czas fazy fina­ło­wej w Tury­nie roz­gry­wał kosmiczne mecze, niczym Michael Jor­dan - ikona jego ulu­bio­nej NBA. Zanim jed­nak wró­cił z kole­gami do kraju jako MVP mun­dialu, było wiele chwil, które utkwiły nam w pamięci. Złoto wyku­wało się eta­pami - przez dra­mat Michała Kubiaka przed meczem z Argen­tyną i porażkę z tą dru­żyną, mogącą prze­kre­ślić marze­nia o medalu, wygraną z Ser­bami, utar­cie nosa Wło­chom, wielki spek­takl z Ame­ry­ka­nami w pół­fi­nale, w końcu - wygrany finał z Bra­zy­lią.

Cztery lata wcze­śniej, pod­czas pol­skich mistrzostw, też było wiele pamięt­nych wyda­rzeń. Naj­pierw 65-tysięczny tłum oglą­dał na Sta­dio­nie Naro­do­wym mecz otwar­cia z Ser­bami, a póź­niej Polacy roz­gry­wali dra­ma­tyczne pię­cio­se­towe spo­tka­nia, w tym to z Ira­nem, pod­czas któ­rego Michał Winiar­ski musiał opu­ścić boisko z gry­ma­sem bólu i myślą: "Tylko nie teraz". Pół­fi­nał z Niem­cami może nie stał na tak wyso­kim pozio­mie, jak ten z Ame­ry­ka­nami, ale był rów­nie wyczer­pu­jący. Po tym spo­tka­niu tre­ner Pola­ków Ste­phane Antiga sza­lał ze szczę­ścia, a szko­le­nio­wiec poko­na­nych Niem­ców Vital Hey­nen wra­cał do szatni peł­nej smutku. Cztery lata póź­niej Belg też wcho­dził do szatni, ale była to szat­nia mistrzów świata.

Siat­ka­rze dawali nam w ostat­nich latach dużo powo­dów do rado­ści. Nie­ba­wem mogą dać jesz­cze wię­cej, bo wszy­scy mają świa­do­mość, że taka szansa na medal, jaka będzie na igrzy­skach w Tokio, może się długo nie powtó­rzyć. Ale co my tak naprawdę o nich wiemy? Czy znamy ich jako ludzi? Czy wiemy, co Anti­dze daje nur­ko­wa­nie, a Hey­ne­nowi spa­cery? Albo dla­czego Michał Winiar­ski nie wspo­mina naj­le­piej zabawy w wojnę z dzie­ciń­stwa? Czy wiemy, ile Kubiak, w ostat­nich latach, musiał wycier­pieć z powodu zapa­le­nia nerek? No wła­śnie.

Gdy uświa­do­mi­li­śmy sobie, że bra­kuje nam takich roz­mów z siat­ka­rzami, nie tylko o siat­kówce, ale i o życiu, poja­wił się pomysł na "Ludzi ze złota". Posta­wi­li­śmy sobie za cel spo­tkać się ze wszyst­kimi podwój­nymi mistrzami świata, kapi­ta­nami i tre­ne­rami obu zespo­łów, a także z czę­ścią jed­no­krot­nych zło­tych meda­li­stów. Poroz­ma­wiać z tymi, któ­rych łączy wła­śnie to jedno słowo - "złoto". Spo­tka­li­śmy się też z Pio­trem Gruszką, który złoto wywal­czył co prawda w mistrzo­stwach Europy (2009), ale gra­jąc dla Pol­ski przez pra­wie dwie dekady, został rekor­dzi­stą pod wzglę­dem wystę­pów w kadrze (450 meczów), czego praw­do­po­dob­nie długo nikt mu nie odbie­rze. Gruszka jest dla nas sym­bo­lem przy­wią­za­nia do barw naro­do­wych i repre­zen­tan­tem poko­le­nia, które po latach posu­chy w pol­skiej siat­kówce wresz­cie zaczęło rów­nać do naj­lep­szych.

Pol­scy siat­ka­rze, pro­wa­dzeni przez Michała Kubiaka, pod­czas mistrzostw świata w 2018 roku wycho­dzą na mecz fina­łowy prze­ciwko Bra­zy­lii.

Nie zamknę­li­śmy się też na poprzed­nie poko­le­nia. Zasta­na­wia­jąc się, które miej­sce jest naj­gor­sze dla spor­towca, wiele osób wska­zuje czwarte - bo ozna­cza, że zawod­nik był bli­sko zdo­by­cia medalu. Niby jest wysoko, ale jed­nak prze­grał. Są jed­nak i ci mówiący: "Liczy się tylko złoto", jak Hubert Jerzy Wagner - legen­darny tre­ner, który w latach 70. XX wieku dopro­wa­dził repre­zen­ta­cję siat­ka­rzy do mistrzo­stwa świata w Mek­syku (1974) i złota igrzysk olim­pij­skich w Mont­re­alu (1976). "W spo­rcie być dru­gim to zna­czy prze­grać" - mawiał. Wagner, żeby unik­nąć znie­na­wi­dzo­nej dru­giej pozy­cji, zmu­szał zawod­ników do mor­der­czego wysiłku. Uży­wał metod, o któ­rych w tej książce opo­wia­dają jego syn Grze­gorz (były repre­zen­tant Pol­ski i rów­nież tre­ner), a także dwaj klu­czowi zawod­nicy ówcze­snej kadry - Ryszard Bosek i Tomasz Wój­to­wicz.

Wydaje nam się, że podobne podej­ście do "wagne­row­skiego" ma Wil­fredo Leon. Dla niego też liczy się wyłącz­nie złoto, a sre­bro i brąz - jak mówi nam w roz­mo­wie - to jedy­nie dowód udziału w tur­nieju. Nie wyobra­ża­li­śmy sobie, żeby wywiadu z nim nie było w tej książce. Czy kie­dy­kol­wiek w dość popu­lar­nym spo­rcie zespo­ło­wym zda­rzyło się, żeby naj­lep­szy zawod­nik na świe­cie dostał pol­skie oby­wa­tel­stwo i repre­zen­to­wał nasz kraj? Leon od 24 lipca 2019 roku jest peł­no­praw­nym repre­zen­tan­tem Pol­ski. Jako dziecko tre­no­wał ponad siły, a w wieku dwu­na­stu lat ude­rzył piłkę tak mocno, że ta się roz­pa­dła. Teraz chce mieć rów­nie mocne wej­ście do repre­zen­ta­cji Pol­ski.

Liczymy na to, że po igrzy­skach w Tokio wszy­scy, któ­rzy zna­leźli się w tej książce, będą usa­tys­fak­cjo­no­wani. Nasi roz­mówcy pozo­staną "Ludźmi ze złota", ale część z nich prze­kona się, jak ono sma­kuje w wyda­niu olim­pij­skim.