Ludzie interesu w przedwojennej Polsce - Maria Barbasiewicz

Reflow text when sidebars are open.
Franciszek Dźwikowski(1884-1969) -budowniczy huty
FRANCISZEK DŹWIKOWSKI
TYM RAZEM OPOWIEMY O LUDZIACH, którzy w latach dwudziestych uznali Inowrocław za dobre miejsce do rozwijania przemysłu szklarskiego.
W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM Inowrocław był jednym z większych ośrodków przemysłowych Wielkopolski, po Poznaniu, Bydgoszczy i Gnieźnie. Miasto leżało na skrzyżowaniu szlaków komunikacyjnych, było ważnym węzłem kolejowym. Od dziesięcioleci rozwijał się tu przemysł związany z eksploatacją bogatych złóż soli kamiennej, istniały kopalnie i warzelnie soli.
JEDNOCZEŚNIE OD LAT SIEDEMDZIESIĄTYCH XIX WIEKU w Inowrocławiu działało uzdrowisko, w którym leczono choroby reumatyczne. Systematycznie rozbudowywane i upiększane, świetnie funkcjonowało również w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Uzdrowisku nadano oficjalną nazwę "Inowrocław-Zdrój", zbudowano też wiele nowych obiektów: muszlę koncertową, zakłady lecznicze (kąpieli solankowych i kwasowęglowych) oraz przyrodolecznicze (tzw. wziewalnię), sanatoria. Rozbudowywała się dzielnica zdrojowa z pensjonatami i willami.
Uzdrowisku nadano oficjalną nazwę "Inowrocław-Zdrój", zbudowano też wiele nowych obiektów: muszlę koncertową, zakłady lecznicze (kąpieli solankowych i kwasowęglowych) oraz przyrodolecznicze (tzw. wziewalnię), sanatoria. Rozbudowywała się dzielnica zdrojowa z pensjonatami i willami.
MIASTO MIAŁO POTENCJAŁ, by się rozwijać.
MIECZYSŁAW WOJCIECHOWSKI, opisujący w Dziejach Inowrocławia stosunki gospodarcze w roku 1921, wymienił: Fabrykę Sody "Solvay" w Mątwach (387 zatrudnionych), Państwową Żupę Solną (250), Fabrykę Maszyn Rolniczych H. Cegielskiego (245), Fabrykę Maszyn Rolniczych Głogowskiego (110), Fabrykę Cygar Adamsa (104, głównie kobiety); łącznie w mieście zarejestrowane były wówczas 24 zakłady przemysłowe, nie licząc przedsiębiorstw miejskich (komunalnych).
W DZIESIĘĆ LAT PÓŹNIEJ - w 1931 roku - istniało już 61 zakładów produkcyjnych, m.in.: dwie huty szkła (jedna nieczynna), fabryka kafli, zakłady "Solvay", kopalnia soli, Państwowa Żupa Solna, cegielnie, fabryka musztardy, fabryki maszyn, kilka warsztatów reperacji maszyn, odlewnia metalu, malarnia porcelany, szlifiernia szkła Woźniaka, wytwórnia rur cementowych, drukarnie, garbarnia, fabryki mydła, młyny, mleczarnie, fabryka cykorii i kawy, dziewięć przedsiębiorstw budowlanych.
ROZWIŃMY TEMAT wspomnianych tu hut szkła... Pierwsza inicjatywa w tym zakresie podjęta została w 1922 roku. Powstała wówczas Huta Szklana "Inowrocław" - zorganizowana przez Kazimierza Lubińskiego, inż. dr. Jana Dzierzbickiego i barona Jerzego Lewartowskiego. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Kazimierz Lubiński, malarz i dekorator wyrobów szklanych, którego - jak pisał przed kilku laty Piotr Strachanowski w "Gazecie Pomorskiej" - opanowała wtedy idea, aby rachityczne maleńkie zakłady hutnicze produkujące głównie szkło butelkowe zastąpiły huty z prawdziwego zdarzenia. Podobno Lubiński doprowadził wówczas do powstania trzech dużych spółdzielczych hut szkła - w Skierniewicach, Grodnie, a na ziemiach byłego zaboru pruskiego właśnie w Inowrocławiu.
W HUCIE SZKLANEJ "INOWROCŁAW" produkowano szkło stołowe, butelki perfumeryjne oraz butelki do wódek i likierów, a także specjalistyczne szkło techniczne, np. pływaki morskie, baterie przemysłowe, klosze do lamp świetlnych oraz szkło lampowe, apteczne itp. Wyroby przeznaczone były dla odbiorców w województwach poznańskim i pomorskim oraz w Wolnym Mieście Gdańsku; podejmowano też próby eksportu do Francji i Niemiec, a także do Ameryki. Huta usytuowana była w pobliżu dworca kolejowego, przy ulicy Dworcowej, co oczywiście ułatwiało wysyłkę towaru. Po dwóch latach funkcjonowania przedsiębiorstwa doszło jednak do konfliktu między udziałowcami, w wyniku którego Kazimierz Lubiński postanowił założyć hutę konkurencyjną.
TYM RAZEM UDAŁO SIĘ Lubińskiemu namówić do współpracy Franciszka Dźwikowskiego, budowniczego miasta Inowrocławia. W 1924 roku powstała nowa huta - jeszcze bliżej dworca, pomiędzy torami kolejowymi prowadzącymi do Bydgoszczy i Torunia. Pod nadzorem i za pieniądze Dźwikowskiego rozbudowano stojące już tam baraki i dobudowano inne. W Wielkopolskiej Hucie Szklanej Franciszka Dźwikowskiego szkło wytwarzano w jednej tzw. wannie (piecu) opalanej gazem generatorowym. Produkowano głównie butelki monopolowe. Na budowę fabryki i jej wyposażenie wzięto jednak kredyty, których spłata przysparzała kłopotów. Ostatecznie więc na przełomie lat 1926 i 1927 Dźwikowski zdecydował się hutę sprzedać.
ZAKŁAD KUPIŁ HENRYK PODKOMORSKI - dotychczasowy dyrektor wytwórni win i wódek Winkelhausena w Starogardzie Gdańskim. (Już wcześniej był odbiorcą butelek do alkoholi, produkowanych w hucie). To był moment zwrotny dla rozwoju zakładu. Nowy właściciel nadał hucie imię "Irena" - pod tą nazwą huta zasłynęła w okresie międzywojennym, a także po II wojnie światowej.
HENRYK PODKOMORSKI (1881-1946) był Wielkopolaninem urodzonym w Obrzycku w ówczesnym powiecie szamotulskim, w rodzinie Nikodema i Teresy z domu Müller. Był niemal równolatkiem Dźwikowskiego i zapewne znał go osobiście, bo obaj związani byli z inowrocławskim Towarzystwem Gimnastycznym "Sokół" - Podkomorski już w 1903 roku jako "przodownik kołowników" propagował w tutejszym kole (tzw. gnieździe) turystykę kolarską.
FABRYKA SZKŁA w Inowrocławiu "Irena" została przez nowego właściciela zmodernizowana, czego efektem było rozszerzenie asortymentu produkowanych wyrobów. Wprawdzie w okresie wielkiego kryzysu gospodarczego pracowało tu zaledwie 135 robotników, lecz w 1935 roku Henryk Podkomorski nabył od spółki akcyjnej "Ino" pobliską dawną hutę "Inowrocław". W ten sposób przy ówczesnej ulicy Dworcowej powstał duży kompleks hutniczy, dysponujący pięcioma wannami (piecami), w których wytapiano masę szklaną. Był to jeden z największych zakładów w Inowrocławiu, zatrudniający pod koniec lat trzydziestych około 520 pracowników.
W HUCIE WYTWARZANO: szkło stołowo-galanteryjne (szklanki, kieliszki, patery, solniczki, wazony, świeczniki, popielniczki), szkło opakowaniowe (butelki, słoje, słoiki, flakony perfumeryjne, szkło apteczne), szkło oświetleniowe (do lamp gazowych i naftowych) oraz szkło techniczne (naczynia akumulatorowe). W publikacji wydanej w 2004 roku z okazji osiemdziesięciolecia istnienia huty "Irena" wspomniano, że obok szkła bezbarwnego produkowano też szkło kolorowe, m.in. piękne wyroby ze szkła rubinowego.
SPECJALNOŚCIĄ zakładu stały się słoje do zapraw: oryginalne słoje Wecka oraz słoje marki "Irena" i "patent Irena" - na eksport.
"IRENA", JAKO JEDYNA HUTA W POLSCE, otrzymała od niemieckiej firmy "J. Weck&Co." koncesję na produkcję i sprzedaż "oryginalnych szkieł do zapraw oraz pierścieni gumowych i sprężynek ocynowanych".
PRODUKOWANO TEŻ SŁOJE DO ZAPRAW "IRENA", reklamując je sloganem: "Kto "Irena" słoje raz spróbuje, innych więcej nie kupuje".
W DOBRZE ZAOPATRZONYCH SPIŻARNIACH ówczesnych gospodyń stały dziesiątki słoików z kompotami, przetworami warzywnymi oraz mięsnymi. W czasach, gdy zamrażarki nie były dostępne, dłuższe przechowywanie żywności było możliwe jedynie przy zastosowaniu suszenia, peklowania, kwaszenia, marynowania i pasteryzowania, to ostatnie - właśnie dzięki słoikom weka. Wekowane potrawy, przechowywane w słoikach zamykanych hermetycznie za pomocą gumowej uszczelki i sprężynującej blaszki, umieszczano w naczyniu z wodą i długo gotowano. W efekcie zniszczeniu ulegały drobnoustroje oraz zarodniki drożdży i pleśni i żywność się nie psuła. Takie słoiki można znaleźć jeszcze w wielu domach.
SPOŚRÓD POSTACI ZWIĄZANYCH z inowrocławskim przemysłem szklanym interesujące byłoby poznanie Kazimierza Lubińskiego - malarza i dekoratora wyrobów szklanych, umiejącego pozyskać wspólników do realizowania swych wizji o udanym przedsięwzięciu w niełatwej szklarskiej branży. Niestety, brakuje nam dzisiaj informacji na jego temat. Nic też nie wiemy o jego pierwszych wspólnikach - inż. dr. Janie Dzierzbickim i baronie Jerzym Lewartowskim. Zapewne - jak to w tego typu spółkach - oni wnieśli kapitały, a Lubiński umiejętności techniczne i doświadczenie.
OFERTA HANDLOWA FABRYKI SZKŁA "IRENA" z 1937 roku
INACZEJ BYŁO Z FRANCISZKIEM DŹWIKOWSKIM, ponieważ wsparł on hutnicze przedsięwzięcie nie tylko kapitałami. Miał ugruntowaną pozycję zawodową, cieszył się w mieście dobrą opinią, a przede wszystkim potrafił wybrać najlepszą lokalizację i poprowadzić budowę. Tak właśnie - jako budowniczego huty szkła - powinniśmy go zapamiętać. Chociaż był to w jego życiu zaledwie epizod, jednak - wart odnotowania.
FRANCISZEK DŹWIKOWSKI pochodził z Gostynia, ale przez całe dorosłe życie związany był z Inowrocławiem. Urodził się w rodzinie urzędnika magistrackiego - Jana i Józefy z domu Hepke. Miał siostrę Pelagię i młodszego brata Czesława - znanego inowrocławskiego działacza sokolego.
PRZYPOMNIJMY, TOWARZYSTWO GIMNASTYCZNE "SOKÓŁ" było organizacją społeczno-wychowawczą, sportową i paramilitarną, rozwijającą się na ziemiach polskich od lat sześćdziesiątych XIX wieku - początkowo w zaborze austriackim, później pruskim (lata 80.), a po 1905 roku również w zaborze rosyjskim. Celem ruchu było patriotyczne wychowanie młodzieży oraz duchowe, moralne i militarne przygotowanie do przyszłej walki o niepodległość Polski. Kładziono nacisk na wychowanie narodowe i chrześcijańskie. Członkowie "Sokoła" bardzo dbali o swą tężyznę fizyczną - organizując ćwiczenia gimnastyczne i szkolenia wojskowe. Jednym z celów organizacji było podtrzymywanie znajomości języka, tradycji narodowej i kultury przez czytelnictwo literatury polskiej, odczyty i dyskusje. Ruch sokoli, zorganizowany w jednostki terytorialne tzw. gniazda, pod względem ideologicznym był związany z Narodową Demokracją. Podczas I wojny światowej młodzież z ruchu sokolego zasiliła różne polskie formacje wojskowe walczące o niepodległość.
Członkowie "Sokoła" bardzo dbali o swą tężyznę fizyczną - organizując ćwiczenia gimnastyczne i szkolenia wojskowe. Jednym z celów organizacji było podtrzymywanie znajomości języka, tradycji narodowej i kultury przez czytelnictwo literatury polskiej, odczyty i dyskusje.
W KRĘGU TAKICH IDEAŁÓW wzrastał również Franciszek Dźwikowski. Przekonania miał - podobnie jak wielu Wielkopolan - konserwatywne, angażował się społecznie, a w pracy wykazywał rzetelność. W Inowrocławskim słowniku biograficznym przypomniano, że w latach 1922-1929 piastował funkcję radnego miejskiego, był członkiem rady nadzorczej Banku Ludowego, aktywistą Spółdzielni Mieszkaniowej "Zagroda", działaczem, członkiem honorowym i prezesem (1927-1928) Klubu Sportowego "Goplania", a od 1925 roku - prezesem Towarzystwa Miłośników Sceny. W Drugiej Rzeczypospolitej udzielał się też w ruchu sokolim i w Bractwie Kurkowym. Politycznie związany ze Stronnictwem Narodowym, był prezesem koła tej partii.
WRÓĆMY JEDNAK DO CZASÓW młodości Franciszka Dźwikowskiego. W 1904 roku ukończył w Poznaniu Królewską Szkołę Budowniczych, a następnie pracował u różnych przedsiębiorców. W 1909 roku, mając dwadzieścia pięć lat - założył własną firmę budowlaną, która od 1912 roku mieściła się w wybudowanym przez niego domu przy ulicy Kolejowej 29 (obecnie Dworcowa 79). Prowadził prace budowlane głównie na terenie Inowrocławia. Włączał się też w działalność społeczną. W lutym 1919 roku uczestniczył w pracach komisji mającej oszacować szkody wojenne powiatu inowrocławskiego. Wtedy zapewne dał się poznać jako osoba kompetentna, więc od 1920 roku pełnił funkcję budowniczego miejskiego. Wiadomo też, że w okresie międzywojennym był członkiem Zarządu Cechu Murarsko-Ciesielskiego.
RZUTKI PRZEDSIĘBIORCA nie zapominał o reklamie. Zadbał m.in. o umieszczenie całostronicowego ogłoszenia swej firmy w opracowanym przez Stanisława Waszaka Przewodniku po Inowrocławiu i Kujawach: "Fr. Dźwikowski - budowniczy, architekt - sądownie zaprzysiężony rzeczoznawca w sprawach budowlanych - Rok założenia 1909 - Telefon nr 398 - Wykonuje wszelkie w zakres budownictwa wchodzące prace, oraz rysunki i kosztorysy".
JAKO BUDOWNICZY MIEJSKI Inowrocławia nadzorował budowę obiektów użyteczności publicznej, m.in. gmachu gimnazjum żeńskiego, kościoła garnizonowego, rozbudowy elektrowni miejskiej oraz obiektów w inowrocławskich Solankach: pawilonu dla orkiestry i gmachu przyrodoleczniczego. Nie jest wykluczone, że niektóre z tych budowli sam projektował. Tak zapewne było z gmachem Sokolni, zbudowanym ze składek społecznych. Inowrocławscy sokoli już od dawna pragnęli zbudować własną siedzibę, ostatecznie w 1926 roku powołano Komitet Wykonawczy Budowy Sokolni, na którego czele stanął kupiec Bolesław Zwierzycki; kosztorys opiewał na 40 tys. złotych. Nad całością czuwał Franciszek Dźwikowski.
INOWROCŁAWSKI GMACH SOKOLNI miał kilka pomieszczeń: przede wszystkim salę sportową, scenę z dwiema szatniami po bokach, dwie salki mniejsze, hol, szatnię, a na piętrze - pomieszczenia na bibliotekę, czytelnię i posiedzenia dla zarządu oraz mieszkanie dla dozorcy. Na frontonie budynku umieszczono napis: "W zdrowym ciele zdrowy duch" oraz malaturę witrażową mistrza szklarskiego Woźniaka: sokoła lecącego nad Inowrocławiem. Napisy-hasła były też we wnętrzach: nad drzwiami przy wejściu do wielkiej sali - "Przez hart ducha i ciała nasze Polska powstała", a nad sceną - "Czołem Ojczyźnie - szponem wrogowi", z herbem miasta pośrodku i wizerunkami dwóch sokołów po bokach.