Łuczniczka - Hanna Evan
8.43 zł
7.00 zł
(6,91 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
- Musimy wyjść im naprzeciw!
- Bracie, nikt nie zdoła przekroczyć naszych granic. Ich czary chronią nas od tysięcy lat... - Generał nie był przekonany do teorii swojego młodszego brata.
- Nie zdołają nas ochronić przed czarną magią!
- Co zatem proponujesz? - Do rozmowy wtrąciła się Rządząca.
- Musimy stawić im czoło. Jeśli zdołają dostać się na nasze ziemie, nikt już nie będzie w stanie ich powstrzymać - odparł zrezygnowany młodszy brat.
- A więc musimy walczyć - podsumowała Rządząca.
- Przypominam ci, matko, że nasze wojsko pozostaje niekompletne - wytknął jej generał, po czym zwrócił się do młodszego brata. - Miałeś znaleźć kogoś, by cię zastąpił, skoro ty nie potrafisz...
- Znalazłem - wszedł mu w słowo młodszy. Brat spojrzał na niego zdumiony. - Jest gotowa.
- Z której krainy pochodzi? - spytała Rządząca.
- Właściwie... - Zawahał się przez chwilę. - Ona nie pochodzi z Berlas - wyznał ledwie słyszalnym szeptem, ale wszyscy w pomieszczeniu doskonale go słyszeli. Popatrzyli na niego zdumieni. - Ale jest najlepsza w swoim świecie i jestem pewien, że będzie w stanie dorównać naszym, a może nawet ich przewyższyć - dodał pewniejszym głosem.
- Chcesz sprowadzić człowieka do naszej krainy? - spytał z niedowierzaniem mag, który do tej pory nie brał udziału w dyskusji. Nie interesowały go kwestie militarne, tylko czary obronne.
- Ona jest wyjątkowa. Dajcie jej szansę, a udowodnię wam, że się nie mylę.
- To szaleństwo - skwitował generał. - Trzeba wysłać posłańca do Białej Krainy i stamtąd kogoś sprowadzić.
- Nie - zaprotestowała Rządząca i zwróciła się do młodszego syna. - Ariusie, jesteś pewien, że ta dziewczyna nam pomoże?
- Tak - odparł stanowczo Arius.
- Chcesz ryzykować, marnując cenny czas? - wycedził generał.
- Revanie, ufam moim synom - powiedziała stanowczo Rządząca. - I ufam, że Arius dopełni swojego obowiązku. Przypominam ci, że to jemu powierzyliśmy znalezienie godnego zastępcy na swoje miejsce w pierwszym szeregu.
Arius spojrzał wyzywająco na brata, ale ten już nic nie powiedział, tylko łypał na niego groźnie.
Rządząca westchnęła i zwróciła się do maga:
- Ardalu, czy możesz przygotować Przeniesienia Ariusa?
- Oczywiście, Agaretto, ustalę wszystko z Radą Magów na dzisiejszym posiedzeniu - odrzekł uprzejmie mag. - Myślę, że czary będą gotowe w przeciągu kilku dni.
- Wspaniale - oznajmiła zadowolona. - Ariusie, przygotuj się do podróży.
- Nie martw się, nie zawiodę i przyprowadzę ci nową łuczniczkę - odparł z uśmiechem.
Nie wiem, jak to się stało, że zamiast na komisariacie, znalazłam się w swoim domu, parząc herbatę dla Ariusa. Coś w jego oczach kazało mi wierzyć, że mówił prawdę. Pomyślałam, że może ktoś naprawdę groził jego rodzinie. To nie jego wina, że miał problemy i zamiast iść na policję, upierał się, że tylko ja mogę ich uratować. Postanowiłam więc, że wpuszczę go do domu i spróbuję przekonać, że nie u mnie powinien szukać pomocy, ale u specjalnych służb. Strach w jego głosie nie był udawany, a w połączeniu z bardzo przekonującymi oczami (z sekundy na sekundę coraz bardziej iskrzącymi) po prostu mu uwierzyłam.
- Powiedz mi, kto chce was zabić? Twoja rodzina zdenerwowała mafię? Macie długi? - spytałam. Musiałam ustalić wszystkie szczegóły, żeby wiedzieć, co dokładnie potem zrobić z tą wiedzą.
- Kogo? Nie, nie mamy żadnych długów, nie o to chodzi. Jeszcze nie mogę ci zdradzić, kto i dlaczego nas zaatakuje, ale to nastąpi, i to już wkrótce - odparł, zbijając mnie z pantałyku.
- Nie wiesz, co to mafia? Zorganizowana grupa przestępcza. Z takimi radzi sobie policja, a przynajmniej powinna. - No tak, mają długi lub to jakiś były członek mafii, którego nie chcieli na świadka koronnego.
- Nie, to nie grupa. Wroga mojemu ludowi kraina podejmie decyzję o ataku już niedługo. - Ważył każde słowo, najwyraźniej bojąc się mojej reakcji. Zaraz, czy właśnie użył czasu przyszłego?!
- Jakieś państwo chce zaatakować twoje? Skąd wiesz, skoro to się jeszcze nie wydarzyło? Jesteś jasnowidzem? - Wszystko wracało do jego problemów z psychiką. Twardo stąpam po ziemi, nie wierzę w tarota i wróżbiarstwo, czy nawet duchy.
- Nie, coś ty. - Nareszcie trochę się rozchmurzył, za to zdenerwował mnie. Śmiał się ze mnie, nawet nie wiedziałam, który już raz. - Nie można przewidzieć przyszłości, jest zbyt zmienna i zależna od decyzji wielu osób. Są tacy, co widzą urywki, ale nie są zbyt pewne, nie należy więc na nich polegać.
- W takim razie skąd wiesz, co się wydarzy? Jasno wyraziłeś się, że zaatakują w przyszłości. - Nie dam się tak łatwo zwieść.
- Mamy szpiegów, jesteśmy inteligentni i przewidzieliśmy ich strategię. Znamy ich cel i uwierz mi, pewnym jest, że wkrótce będą chcieli go zrealizować, a atak jest jedyną znaną im formą osiągnięcia swojego celu. Jednak zapewniam cię, że nasi stratedzy nie używają do planowania kryształowej kuli. - Zaśmiał się głośno.
- Taka jestem zabawna? Chciałam ci pomóc, ale zaraz zmienię zdanie i wylądujesz za kratkami za prześladowanie! - Może trochę przesadziłam, ale musiał wiedzieć, że nie dam się tak traktować. Potrafię wymusić szacunek, a jeśli zaistnieje taka potrzeba, to nawet groźbą. Wprawdzie rzadko mi się to zdarza, na ogół jestem opanowana, ale wszystko ma swoje granice. Znajdował się w moim domu. Sądząc po minie Ariusa, chyba do niego dotarłam, bo spojrzał na mnie niepewnie. Przyszło mi do głowy, że rzeczywiście zbytnio się uniosłam. - Przepraszam, zwyczajnie nie lubię, kiedy ktoś się ze mnie śmieje. Powiedziałeś tyle dziwnych rzeczy, że nietrudno zapędzić się z fantazją, co, uwierz mi, jest dla mnie zupełnie nowe.
- To ja przepraszam. Wybaczysz mi moje zachowanie? Absolutnie nie powinienem obrażać cię w twoim domu ani nigdzie indziej. - Spojrzał na mnie skruszony, a ja już z wczorajszego wieczoru pamiętałam, że oczekiwał odpowiedzi.
- Wybaczam. Ale kto i dlaczego chce was skrzywdzić? Jeśli mi nie powiesz, nie będę mogła wam pomóc.
- Mówiłem ci, jeszcze nie mogę. Ale nie martw się. Przyjdzie na to czas i to prędzej, niż myślisz. - Znowu przybrał swoją tajemniczą minę i lekko się uśmiechnął, unosząc tylko jeden kącik ust. Wciąż jedna rzecz nie dawała mi spokoju...
- Mógłbyś zdjąć tę czapkę? To nieładnie siedzieć w pomieszczeniu w nakryciu głowy. - Próbowałam mówić jak moja babcia, żeby mu pokazać, jak głupio to brzmi, ale zamiast tego zabrzmiałam jak skrzecząca baba z serialu o czarownicach. Uśmiechnął się do siebie pod nosem. Wspaniale, już po raz setny zrobiłam z siebie głupią. Oczywiście nie zależało mi na zrobieniu wrażenia na Ariusie... I zamierzałam to sobie powtarzać, aż uwierzę.
- Niedługo. - Zauważył moją zdziwioną minę, bo szybko dodał: - Trochę mi zimno w uszy. - Ma kompleksy na punkcie uszu? Tylko dlaczego, ma tak idealną twarz (chociaż mnie to nie ruszało), a przejmował się odstającymi uszami. - Wróćmy do sprawy, czas ucieka. Mój lud czeka wojna i potrzebujemy żołnierzy.
Przypomniało mi się, że wczoraj mówił coś o zastąpieniu go, bo jego rodzina jest nim zawiedziona z powodu braku jakichś ważnych umiejętności. Czy on sobie wyobrażał, że pójdę za niego na wojnę?! Tego już było za wiele, oszalał i tyle. Owszem, zawsze interesowała mnie walka o pokój na świecie, ale jako dyplomatę, mówcę. Nigdy nie pomyślałabym o walce na froncie! I to pomijając fakt, że moi rodzice w reakcji na taką wiadomość zamknęliby mnie w piwnicy. Poza tym w ogóle się do tego nie nadaję, jestem za słaba. Wprawdzie mam silne mięśnie rąk od strzelania z łuku, ale moje ciało określiłabym raczej mianem elastycznego, smukłego. Na pewno nie było silne, wytrwałe, czy zdolne do walki i życia w trudnych warunkach. W dzieciństwie byłam raz na obozie i kazałam przyjechać rodzicom już po trzech dniach, żeby zabrali mnie do domu. To jeden z niewielu razy w życiu, kiedy płakałam i poddałam się niemalże od razu. Ten człowiek po prostu zwariował. Zamiast rumianku powinnam mu podać... Nie, nie ma herbaty na problemy psychiczne. Przeszło mi przez myśl, że może to ja postradałam zmysły i wszystko sobie wyobraziłam?
A jednak Arius siedział w mojej kuchni i popijając rumianek, czekał spokojnie, aż mu odpowiem. A więc proszę bardzo...
- Czy tobie się wydaje, że przywdzieję mundur i będę biegać z karabinem po polu bitwy?! Oszalałeś, aż brak mi słów. - Jasno wyraziłam się tym samym, że powinien już sobie pójść.
- Karabinem? I to ja oszalałem. - Pokręcił głową z dezaprobatą. - Z łukiem. Jesteśmy żołnierzami, którzy walczą z łukiem. U nas nie ma broni palnej, mechanicznej. Na całe szczęście u nas nie działa żaden tego typu wynalazek. Chociaż czasem jestem ciekaw, co jest takiego fascynującego w migoczących obrazkach w pudle. Powinniście wyjrzeć za okno, a zobaczylibyście, ile tracicie, ale chyba sama wiesz. Widziałem, jak patrzysz w gwiazdy. Jeśli pójdziesz ze mną, zobaczysz gwiazdy i krajobrazy, jakich tu w życiu nie doświadczysz - oświadczył z dumą.
O matko, brak telewizji, gwiazdy. Rozmawiałam z Amiszem. Ale przecież oni nie uznają wojny. To niemożliwe, pora wyłożyć karty na stół, z tym że nie moje.
- Skąd jesteś? I kim jest twój lud? - Sądząc po wyrazie twarzy Ariusa, wreszcie miałam szansę czegoś się dowiedzieć.
- Tak, to jest właściwe pytanie. Na tę odpowiedź nadszedł czas. Musisz nas poznać, żeby zdecydować, czy nas chronić, to zrozumiałe. Jesteśmy Sagittariusami, czyli, jak już mówiłem, żołnierzami z łukiem. Potrafimy posługiwać się mieczem i inną bronią, ale łuk to nasza specjalność. - Mówił, jakby pochodził z jakiegoś plemienia, ale nie wydawał się... Wprawdzie nie można go było nazwać nowoczesnym, ale coś w nim mówiło mi, że reprezentuje wielką cywilizację. Znów zaczęłam mu wierzyć. Czasami po prostu czuje się, kiedy ktoś w potrzebie mówi prawdę. Może to rozpacz w głosie, a może wyraz oczu, ale w pewnym momencie coś we mnie przeskoczyło... Nie mogłam pozwolić, aby komukolwiek stała się krzywda. Pomogę im, tylko najpierw dowiem się, co mnie czeka.
- Nazwa twojego ludu nic mi nie mówi, a znam wszystkie państwa. Słyszę przecież, że wziąłeś tę nazwę z łaciny. Jeżeli mam wam pomóc, musisz być ze mną szczery.- Pora, by zaczął mnie respektować, skoro ja już zaczęłam poważnie traktować jego problem.
- To raczej Rzymianie wzięli od naszego języka podstawy łaciny. To nasza nazwa, ale w Rzymie oznacza to samo, co w naszej krainie. - Oczywiście, starożytni Rzymianie ukradli komuś język. Znów poczułam lekką irytację, ale i zarazem ciekawość.
- Raczej oznaczało, łacina to martwy język. - Spojrzał na mnie zdumiony. Zaskoczyłam go tym? To raczej nie jest wielka nowina. - Nawet ją lubię. Nie znam jej jednak płynnie, nie jest potrzebna w życiu. - Na razie nie dał się sprowokować. - Chcesz mi powiedzieć, że w twoim kraju nadal obowiązuje? Nie wierzę, wiedziałabym o tym.
- Mamy mało czasu, musisz uważniej słuchać. - Wyglądał na zmęczonego moją głupotą. Znowu się mną zawiódł. Odniosłam wrażenie, że zaraz wstanie i wyjdzie, stwierdzając oczywistość, że się pomylił i absolutnie nie nadawałam się do zadania, jakie chciał mi powierzyć. Złapałam się na tym, że ta wizja mnie przeraziła. - Powiedziałem, że Rzymianie, których odwiedziliśmy, czerpali z naszego języka, by stworzyć własny, czyli łacinę. Odwiedzamy was czasami, ale nie zauważyliśmy tego, że łacina przestała być używana. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale później wszystko mi opowiesz. Ale jeśli znasz jej podstawy, łatwiej ci się będzie nauczyć naszej mowy. Niewielu z nas interesuje się tym światem i uczy waszego języka. Ja musiałem, dla ciebie. Przyjdzie jednak czas na naukę, jeśli oczywiście wyrazisz taką wolę. - Wreszcie przybrał łagodniejszy ton. - Wiem, że jesteś wyjątkowo bystra. Poznanie ogromu wszechświata i jego tajemnic wymaga nie tylko otwartości, ale i czasu, którego niestety nie mamy zbyt wiele. - Uśmiechnął się zachęcająco i już wiedziałam, że mogłam pytać dalej.
- Dobrze, więc jak nazywa się twój kraj?
- Kraina. U nas są krainy z widokami, na które w twojej mowie nie ma słów. Jesteśmy podzieleni ze względu na różniące się warunki, w których żyjemy. To one mają wpływ na nasze specjalne umiejętności i zwyczaje. Natura, w której przyszło nam żyć, ma na nas niezwykły wpływ, kształtuje nas. Nie lubimy tu przybywać i odwiedzać krainy, które odrzucają i niszczą przyrodę, która jako jedyna może ukształtować świat żyjący w harmonii, gdzie każdy znajdzie idealną dla siebie rzeczywistość. Dopóki tego nie zrozumiecie, nic się nie zmieni, a nie trzeba być jasnowidzem, żeby widzieć brak chęci do zmian. - Spojrzał na mnie znacząco.
- W takim razie skąd wojna, skoro żyjecie w takiej harmonii? - spytałam z ironią. Sam sobie zaprzeczał. Oni są idealni, bo nie oglądają telewizji, a my niszczymy naszą planetę.
- Bo ci, którzy nas zaatakują, buntują się przeciwko ukształtowaniu naszego świata. Chcą zaprowadzić w mojej krainie swój porządek i wprowadzić w niej mrok. A u nas jest świetliście i słonecznie, nawet noc jest przystępna dla każdego oka. Wiem, że to zabrzmi dla ciebie abstrakcyjnie, ale pod pojęciem mrok mam na myśli dosłowną ciemność, zmianę otoczenia. To zmieni nasz pokojowy lud. Nie wiemy, co się dokładnie stanie i jakie będzie niosło ze sobą konsekwencje, ale z pewnością nie pozytywne.
- Myślałam, że chodzi ci o walkę z elektrycznością. - Zrobiło mi się głupio, bo w myślach już oskarżyłam go o terroryzm.
- Absolutnie nie o to chodzi. Szczerze mówiąc, podczas naszych wizyt próbowaliśmy przenieść niektóre wasze wynalazki, ale nie podziałały. Nie jesteśmy pewni dlaczego, ale prawdopodobnie inna częstotliwość w powietrzu w tym przeszkadza. Nie myśl sobie, że wam nie dorównujemy. - Zrobił urażoną minę, czym mnie rozbawił. - Mamy własne rozwiązania ułatwiające nam życie. I mimo że macie brzydki zwyczaj uważania się za lepszych od innych, mylicie się. - Puścił do mnie oko. - Jednakże na poznanie ich będzie jeszcze czas, nie o tym mieliśmy rozmawiać. - Ku mojemu niepocieszeniu znów spoważniał. - Powiedziałaś, że czeka nas wojna. Obyś się myliła, mamy nadzieję na odparcie ataku zanim dotrą do pierwszych miejscowości. Wskażę ci wszystkie strategiczne punkty, jednakże zanim przedstawię mapę naszego świata, powinnaś złożyć przysięgę. Musisz przysiąc, że nie zdradzisz niczego, co usłyszysz o moim świecie ludziom z twojego świata, nawet jeśli odmówisz pomocy. Czy rozumiesz, na co się zgadzasz, składając przysięgę tajemnicy?
- Tak. Złożę przysięgę, ale najpierw muszę wiedzieć, co się stanie, jeśli ją złamię. Nie zrobię tego, ale powinieneś mnie uświadomić, jakie będą tego konsekwencje - wypomniałam mu.
Spojrzał na mnie poważnie i przez moment miałam wrażenie, że chce się wycofać. Po chwili jednak spojrzał mi prosto w oczy i odpowiedział na moje pytanie: - Umrzesz, chyba że najpierw zwolnię cię z przysięgi, bądź zrobią to Rządzący. Aczkolwiek wiedz, że to nie nastąpi.
- Daj mi chwilę. Muszę pomyśleć - odparłam i wstałam z krzesła.
- Oczywiście - odparł i jak gdyby nigdy nic wrócił do popijania herbatki. Potrząsnęłam głową z dezaprobatą.
Wyszłam na taras, a właściwie mały balkonik, który wychodzi na śliczny park. Zawsze kiedy miałam coś do przemyślenia, przesiadywałam tu nawet po parę godzin. W co ja się wpakowałam? Nawet go nie znałam, a chciałam mu złożyć przysięgę, której złamanie grozi śmiercią. To, co zamierzałam zrobić (a niezaprzeczalnie chciałam to zrobić!) było niezwykle niebezpieczne, ale czy właśnie nie tego chciałam w życiu? Czy da się tak naprawdę ratować świat, siedząc w gabinecie? Może powinnam zaryzykować, spróbować uratować innych w niebezpieczeństwie. Ale co mam powiedzieć rodzicom? Nie wolno mi zdradzić im prawdy... Zawsze mogę ich okłamać, że wyjechałam na wymianę studencką. A co jeśli zginę? Ciarki mnie przeszły. Właściwie nie bałam się śmierci, ale rodzice mieli tylko mnie na świecie, nie poradzą sobie sami.
Nie, szukałam wymówki. W końcu Arius powiedział, że przysięga nie zobowiązuje mnie do wyjazdu, tylko do zachowania tajemnicy. Zawsze mogłam odmówić, a wtedy obiecał zostawić mnie w spokoju i miałam go już więcej nie zobaczyć. To także napawało mnie strachem, bardziej niż wizja wojny czy utrata kontaktu z rodzicami. Zresztą, komu miałabym powiedzieć? Wtedy już na pewno musiałabym się zameldować w szpitalu psychiatrycznym.
Wróciłam do kuchni i zastałam Ariusa w tej samej pozycji, pijącego herbatkę. Jak on mógł być spokojny w takiej chwili?! Może to i lepiej, że chociaż jedno z nas zawsze zachowuje zimną krew.
- Zdecydowałam. Złożę przysięgę, ale to nie oznacza zgody na udział w wojnie. Na razie chcę cię wysłuchać - oświadczyłam, wyrywając go z zadumy.
- Oczywiście. Podejdź tu i usiądź obok mnie - odrzekł. Tak też zrobiłam. Poczułam podekscytowanie jego bliskością. Nie był już dla mnie zupełnie nieznajomy.
- Pomyśl, co mi przyrzekasz. Nic nie mów, poczuj to na poziomie emocjonalnym. Słowa nic nie znaczą, jeśli nie czujesz tego, co mówisz. - Podniósł palec wskazujący, który zaczął lekko iskrzyć na opuszku delikatną zielenią. Taką, jaka jest w jego oczach. - Kiedy już będziesz gotowa, złącz się.- Tak zrobiłam. Nieznany mi dotąd strumień energii przeszedł całe moje ciało. Przysięgłabym, że poczułam coś jeszcze, jakby przywiązanie do Ariusa. Pomyślałam, iż to dlatego, że jemu składałam przysięgę.
Wyglądał na lekko rozkojarzonego, może nawet zaskoczonego, ale szybko przywołał się do porządku i uśmiechnął się.
- Wspaniale Adiano, a teraz pokażę ci nasz świat.