Łowcy nazistów - Andrew Nagorski

-
Proszę czekać

"Zapis dzia­łań i hołd dla wyjąt­ko­wej grupy ludzi, któ­rzy poświę­cili życie w walce o spra­wie­dli­wość".

"Over­seas Press Club"

"Fascy­nu­jący wgląd w dzia­ła­nia ludzi, któ­rzy ści­gali zbrod­nia­rzy wojen­nych, nawet gdy temat znik­nął z nagłów­ków prasy".

"Library Jour­nal"

"Szcze­gó­łowe spoj­rze­nie na ponurą robotę tro­pie­nia nazi­stów przez całe dzie­się­cio­le­cia od zakoń­cze­nia dru­giej wojny świa­to­wej... absor­bu­jące".

"Kir­kus Reviews"

"Godna podziwu - przy­stępna i grun­towna opo­wieść [...] [Nagor­ski] odkrywa róż­nice w tak­tyce, oso­bo­wo­ściach, poglą­dach, które pro­wa­dziły do kon­flik­tów mię­dzy samymi łow­cami [...] ale przede wszyst­kim, nie pomi­ja­jąc ich sła­bo­ści, oddaje im hołd za ich doko­na­nia: nie tylko za pomoc w dopro­wa­dze­niu do pro­ce­sów naj­po­twor­niej­szych spraw­ców, ale także za bez­dy­sku­syjne utrwa­le­nie szcze­gó­łów nazi­stow­skich zbrodni w anna­łach histo­rii".

"The For­ward"

"Fascy­nu­jący zbio­rowy por­tret łow­ców nazi­stów, tych słyn­nych - jak Wie­sen­thal i Klars­fel­do­wie - i tych nie­zna­nych".

Chri­sto­pher Brow­ning, autor książki Zwy­kli ludzie.101. Poli­cyjny Bata­lion Rezerwy i "osta­teczne roz­wią­za­nie" w Pol­sce

"Po zakoń­cze­niu dru­giej wojny świa­to­wej toczyła się inna wojna - o posta­wie­nie przed obli­czem spra­wie­dli­wo­ści maso­wych zbrod­nia­rzy. Nagor­ski opo­wiada histo­rię tych, któ­rzy zawzię­cie ści­gali mor­der­ców, oraz tych, któ­rzy usi­ło­wali ze wszel­kich sił pogrze­bać ten roz­dział histo­rii. Nie­po­ko­jąca, lecz bez dwóch zdań fascy­nu­jąca lek­tura".

Douglas Wal­ler, autor Disci­ples: The World War II Mis­sions of the CIA Direc­tors Who Fought for Wild Bill Dono­van

Spis postaci

ŁOWCY:

Fritz Bauer (1903-1968): Nie­miecki sędzia i pro­ku­ra­tor pocho­dzący ze zeświec­czo­nej rodziny żydow­skiej. Więk­szość okresu rzą­dów nazi­stów spę­dził na wygna­niu w Danii i Szwe­cji. Po zakoń­cze­niu wojny powró­cił do Nie­miec, póź­niej zaś dostar­czył Izra­el­czy­kom naj­waż­niej­szych infor­ma­cji, dzięki któ­rym schwy­tano Adolfa Eich­manna. W latach sześć­dzie­sią­tych XX w. dopro­wa­dził do pro­cesu załogi Auschwitz przed sądem we Frank­fur­cie.

Wil­liam Den­son (1913-1998): Główny ame­ry­kań­ski oskar­ży­ciel woj­skowy w powo­jen­nym pro­ce­sie w Dachau, w któ­rym sądzono głów­nie per­so­nel obo­zów w Dachau, Mau­thau­sen, Buchen­wal­dzie i Flossenbürgu. Oskar­żył 177 osób i we wszyst­kich przy­pad­kach uzy­skał wynik ska­zu­jący. Osta­tecz­nie 97 ze ska­za­nych powie­szono, jed­nakże jego dzia­ła­nia w nie­któ­rych przy­pad­kach wzbu­dziły kon­tro­wer­sje.

Rafi Eitan1 (1926): Agent Mosadu dowo­dzący akcją schwy­ta­nia Adolfa Eich­manna w pobliżu jego domu w Buenos Aires 11 maja 1960 r.

Ben­ja­min Ferencz (1920): Jako młody, dwu­dzie­sto­sied­mio­letni praw­nik Ferencz peł­nił rolę głów­nego oskar­ży­ciela w pro­ce­sie nazwa­nym przez Asso­cia­ted Press "naj­więk­szą sprawą o mor­der­stwo w histo­rii": pro­ce­sie norym­ber­skim prze­ciwko człon­kom Ein­sat­zgrup­pen, czyli spe­cjal­nych grup ope­ra­cyj­nych pro­wa­dzą­cych masowe mordy na Żydach, Cyga­nach i innych cywil­nych "wro­gach" na fron­cie wschod­nim, zanim zaczęto uży­wać komór gazo­wych w obo­zach. Wszyst­kich 22 oskar­żo­nych uznano za win­nych, 13 ska­zano na śmierć. Póź­niej wiele wyro­ków zła­go­dzono; tylko 4 wyroki śmierci zostały wyko­nane.

Tuwia Fried­man (1922-2011): Pol­ski Żyd oca­lały z Holo­kau­stu; po woj­nie został funk­cjo­na­riu­szem służb bez­pie­czeń­stwa reżimu komu­ni­stycz­nego, szu­ka­jąc zemsty na schwy­ta­nych Niem­cach i wszyst­kich innych oso­bach podej­rze­wa­nych o udzie­la­nie pomocy oku­pan­tom. Następ­nie utwo­rzył w Wied­niu Cen­trum Doku­men­ta­cji, w któ­rym zbie­rano dowody poma­ga­jące oskar­żać byłych ofi­ce­rów SS i innych zbrod­nia­rzy wojen­nych. W roku 1952 zamknął Cen­trum i prze­niósł się do Izra­ela, gdzie na­dal twier­dził, że jest na tro­pie Eich­manna i innych zbrod­nia­rzy.

Isser Harel (1912-2003): Szef Mosadu, orga­ni­za­tor upro­wa­dze­nia Eich­manna z Buenos Aires w 1960 r. i prze­wie­zie­nia go do Izra­ela spe­cjal­nym lotem El Al, co dopro­wa­dziło do pro­cesu i stra­ce­nia Eich­manna w Jero­zo­li­mie.

Eli­za­beth Holt­zman (1941): Demo­kratka z Bro­oklynu; gdy w 1973 r. została wybrana do Kon­gresu, zajęła się donie­sie­niami o licz­nych oso­bach podej­rze­wa­nych o zbrod­nie wojenne, miesz­ka­ją­cych w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Jako człon­kini, a póź­niej prze­wod­ni­cząca pod­ko­mi­sji ds. imi­gra­cji Izby Repre­zen­tan­tów zdo­łała dopro­wa­dzić do utwo­rze­nia w 1979 r. Biura Docho­dzeń Spe­cjal­nych (Office of Spe­cial Inve­sti­ga­tions, OSI) Depar­ta­mentu Spra­wie­dli­wo­ści. Biuro pro­wa­dziło dzia­ła­nia celem odszu­ka­nia, pozba­wie­nia oby­wa­tel­stwa i depor­to­wa­nia nazi­stow­skich zbrod­nia­rzy wojen­nych.

Beate Klars­feld (1939): Ryzy­kantka par excel­lence, bar­dziej żywio­łowa część nie­miecko-fran­cu­skiego mał­żeń­stwa łow­ców nazi­stów. Ojciec Beate słu­żył w Wehr­mach­cie; nie wie­działa wiele o Trze­ciej Rze­szy, póki nie udała się do Paryża jako au pair i nie poznała swego przy­szłego męża, Serge'a Klars­felda. Zasły­nęła ze spo­licz­ko­wa­nia w 1968 r. kanc­le­rza Repu­bliki Fede­ral­nej Nie­miec Kurta Geo­rga Kie­sin­gera, który nale­żał do NSDAP. Wraz z Serge'em tro­piła eses­ma­nów win­nych depor­to­wa­nia Żydów i innych zbrodni w oku­po­wa­nej Fran­cji i dopro­wa­dzała do kon­fron­ta­cji, nie zwa­ża­jąc na ryzyko.

Serge Klars­feld (1935): Pocho­dzący z osia­dłej we Fran­cji rodziny rumuń­skich Żydów Klars­feld miał ważne powody oso­bi­ste, by gro­ma­dzić i publi­ko­wać infor­ma­cje o nazi­stow­skich dostoj­ni­kach, odpo­wie­dzial­nych za wywózki i mor­do­wa­nie Żydów fran­cu­skich - jego ojciec zgi­nął w Auschwitz. Klars­feld skru­pu­lat­nie gro­ma­dził dowody winy i je publi­ko­wał. Podob­nie jak jego żona, Beate, nie bał się kon­fron­to­wać oso­bi­ście ze zbrod­nia­rzami.

Eli Rosen­baum (1955): Do Biura Docho­dzeń Spe­cjal­nych Depar­ta­mentu Spra­wie­dli­wo­ści tra­fił naj­pierw jako prak­ty­kant. W latach 1995-2010 był dyrek­to­rem Biura, naj­dłu­żej ze wszyst­kich spra­wu­ją­cych tę funk­cję. Jako główny praw­nik Świa­to­wego Kon­gresu Żydów w roku 1986 kie­ro­wał kam­pa­nią potę­pie­nia byłego sekre­ta­rza gene­ral­nego ONZ Kurta Wal­dhe­ima, gdy ten kan­dy­do­wał na pre­zy­denta Austrii. Dopro­wa­dziło to do ostrego sporu Rosen­bauma z nie­gdyś ide­ali­zo­wa­nym prze­zeń Szy­mo­nem Wie­sen­tha­lem.

Allan Ryan (1945): W latach 1980-1983 peł­nił funk­cję dyrek­tora Biura Docho­dzeń Spe­cjal­nych Depar­ta­mentu Spra­wie­dli­wo­ści, kie­ru­jąc tą nową wów­czas orga­ni­za­cją pod­czas pierw­szych dzia­łań mają­cych na celu ziden­ty­fi­ko­wa­nie nazi­stow­skich zbrod­nia­rzy wojen­nych i pozba­wie­nie ich ame­ry­kań­skiego oby­wa­tel­stwa.

Jan Sehn (1909-1965): Pol­ski sędzia śled­czy wywo­dzący się z rodziny pocho­dze­nia nie­miec­kiego. Spo­rzą­dził pierw­szy szcze­gó­łowy opis histo­rii i dzia­łal­no­ści Auschwitz. Prze­słu­chi­wał Rudolfa Hössa, komen­danta Auschwitz peł­nią­cego naj­dłu­żej tę funk­cję, i prze­ko­nał go do spi­sa­nia wspo­mnień, zanim wyko­nano wyrok śmierci przez powie­sze­nie w 1947 r. W latach sześć­dzie­sią­tych udzie­lił też pomocy swo­jemu nie­miec­kiemu odpo­wied­ni­kowi Frit­zowi Bau­erowi, skła­da­jąc zezna­nia przed sądem we Frank­fur­cie pod­czas pro­cesu załogi Auschwitz.

Szy­mon Wie­sen­thal (1908-2005): Uro­dzony w Bucza­czu w Gali­cji prze­trwał Mau­thau­sen i inne potwor­no­ści wojny, by zostać naj­słyn­niej­szym łowcą nazi­stów i twórcą Żydow­skiego Cen­trum Doku­men­ta­cji Histo­rycz­nej Okresu Holo­cau­stu. Choć powszech­nie przy­pi­sy­wano mu zasługi w wytro­pie­niu wielu zbrod­nia­rzy wojen­nych, nie­kiedy kry­ty­ko­wano go też za rze­kome wyol­brzy­mia­nie swo­jej roli i osią­gnięć, zwłasz­cza w spra­wie Eich­manna. Wszedł także w spór ze Świa­to­wym Kon­gre­sem Żydów pod­czas afery Kurta Wal­dhe­ima.

Efraim Zuroff (1948): Zało­ży­ciel i dyrek­tor Cen­trum Szy­mona Wie­sen­thala w Jero­zo­li­mie. Zuroff uro­dził się w Nowym Jorku, jed­nakże w 1970 r. osiadł w Izra­elu. Czę­sto nazy­wany ostat­nim łowcą nazi­stów, pro­wa­dził nagła­śniane i kon­tro­wer­syjne kam­pa­nie słu­żące odszu­ka­niu żyją­cych jesz­cze straż­ni­ków obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych i wymie­rze­niu im spra­wie­dli­wo­ści.

ŚCI­GANI:

Klaus Bar­bie (1913-1991): Znany jako "rzeź­nik z Lyonu"; Bar­bie peł­nił w tym fran­cu­skim mie­ście funk­cję szefa Gestapo, gdzie oso­bi­ście tor­tu­ro­wał i wysłał na śmierć tysiące ludzi. Do naj­słyn­niej­szych jego ofiar nale­żeli boha­ter fran­cu­skiego Réstistance Jean Moulin oraz 44 żydow­skich dzieci ukry­wa­nych w wio­sce Izieu, które zgi­nęły w Auschwitz. Klars­fel­do­wie wytro­pili go w Boli­wii i pro­wa­dzili długą kam­pa­nię celem posta­wie­nia go przed sądem we Fran­cji. W 1987 r. Bar­bie został ska­zany na doży­wo­cie; cztery lata póź­niej zmarł w wię­zie­niu.

Mar­tin Bor­mann (1900-1945): Oso­bi­sty sekre­tarz Hitlera i szef Kan­ce­la­rii NSDAP, zagi­nął po opusz­cze­niu schronu Hitlera po samo­bój­stwie Führera 30 kwiet­nia 1945 r. Według nie­któ­rych źró­deł został zabity lub popeł­nił samo­bój­stwo, jed­nakże co pewien czas wypły­wały donie­sie­nia, że udało mu się wydo­stać z nie­miec­kiej sto­licy, a nawet że był widziany w Ame­ryce Połu­dnio­wej lub Danii. W roku 1972 pod­czas pro­wa­dze­nia prac budow­la­nych w Ber­li­nie odna­le­ziono zwłoki; bada­nie DNA w 1998 r. potwier­dziło, że jest to ciało Bor­manna. Uznano osta­tecz­nie, że zgi­nął 2 maja 1945 r.

Her­mine Braun­ste­iner (1919-1999): Była straż­niczka z obo­zów Maj­da­nek i Ravensbrück, nazy­wana "Kobyłą" ze względu na zwy­czaj kopa­nia więź­nia­rek. W roku 1964 Szy­mon Wie­sen­thal odkrył, że poślu­biła Ame­ry­ka­nina i mieszka w nowo­jor­skim Queens. Za jego sprawą w "New York Time­sie" uka­zał się arty­kuł, który zapo­cząt­ko­wał długą bata­lię sądową w celu pozba­wie­nia jej ame­ry­kań­skiego oby­wa­tel­stwa. Depor­to­wana do Nie­miec Zachod­nich, w 1981 r. została ska­zana na doży­wo­cie. W 1996 r. zwol­niono ją ze względu na stan zdro­wia. Trzy lata póź­niej zmarła w domu opieki.

Her­berts Cukurs (1900-1965): Przed­wo­jenny lot­nik łotew­ski, w cza­sie oku­pa­cji nie­miec­kiej zasły­nął jako "kat z Rygi". Odpo­wia­dał za zabi­cie około 30 tysięcy Żydów. Po woj­nie osie­dlił się w bra­zy­lij­skim S?o Paulo, gdzie pro­wa­dził marinę i pilo­to­wał wła­sny samo­lot. Zwa­biony do Mon­te­vi­deo w Uru­gwaju 23 lutego 1965 r. został zabity przez grupę likwi­da­cyjną Mosadu. Jest to jedyny znany przy­pa­dek zabi­cia ukry­wa­ją­cego się zbrod­nia­rza wojen­nego przez Mosad.

John Dem­ja­nuk (Iwan Demia­niuk) (1920-2012): Od lat sie­dem­dzie­sią­tych aż do śmierci w 2012 r. znaj­do­wał się w cen­trum jed­nej z naj­bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych powo­jen­nych bata­lii sądo­wych, roz­gry­wa­nej w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, Izra­elu i Niem­czech. Eme­ry­to­wany pra­cow­nik fabryki samo­cho­dów z Cle­ve­land w cza­sie wojny był straż­ni­kiem w obo­zie zagłady; począt­kowo uwa­żano go nie­słusz­nie za "Iwana Groź­nego", straż­nika z Tre­blinki wyróż­nia­ją­cego się wyjąt­ko­wym sady­zmem. W roku 2011 nie­miecki sąd uznał go za win­nego peł­nie­nia roli straż­nika w Sobi­bo­rze; Dem­ja­nuk zmarł nie­cały rok póź­niej. Jego przy­pa­dek sta­nowi dla nie­mieckich sądów pre­ce­dens w postę­po­wa­niu z coraz mniej­szą liczbą podej­rza­nych o zbrod­nie w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej.

Adolf Eich­mann (1906-1962): Jeden z głów­nych wyko­naw­ców Holo­kau­stu, orga­ni­za­tor maso­wych depor­ta­cji Żydów do Auschwitz i innych obo­zów zagłady. 11 maja 1960 r. został upro­wa­dzony z Buenos Aires przez oddział Mosadu. Sąd w Jero­zo­li­mie ska­zał go na karę śmierci przez powie­sze­nie, wyko­naną 31 maja 1962 r. Jego sprawa zyskała ogromny roz­głos, sta­jąc się mię­dzy innymi przy­czyną burz­li­wej debaty na temat "banal­no­ści zła".

Ari­bert Heim (1914-1992): Nazy­wany "Dok­to­rem Śmierć" z powodu swych okru­cieństw i mor­dów popeł­nio­nych jako lekarz w Mau­thau­sen. Po woj­nie prze­padł. Tro­piono go upo­rczy­wie, co budziło zain­te­re­so­wa­nie mediów; krą­żyły nie­stwo­rzone histo­rie, jakoby widziano go w Ame­ryce Połu­dnio­wej lub też zabito w Kali­for­nii. W rze­czy­wi­sto­ści - zgod­nie z donie­sie­niami "New York Timesa" i nie­miec­kiej tele­wi­zji ZDF z 2009 r. - Heim schro­nił się w Kairze, gdzie prze­szedł na islam, zmie­nił nazwi­sko na Tarek Husajn Farid; zmarł w 1992 r.

Rudolf Höss (1900-1947): Naj­dłu­żej peł­niący funk­cję komen­dant Auschwitz. Schwy­tany przez Bry­tyj­czy­ków w 1946 r. zezna­wał jako świa­dek w pro­ce­sach norym­ber­skich, po czym został prze­ka­zany Pol­sce. Pol­ski sędzia śled­czy Jan Sehn prze­ko­nał go do pisa­nia wspo­mnień, zanim wyko­nano wyrok śmierci przez powie­sze­nie. Opisy wpro­wa­dza­nych prze­zeń "uspraw­nień" w fabryce śmierci sta­no­wią jedno z naj­bar­dziej wstrzą­sa­ją­cych świa­dectw w ogrom­nej lite­ra­tu­rze Zagłady.

Ilse Koch (1906-1967): Wdowa po pierw­szym komen­dan­cie Buchen­waldu, nazy­wana "Suką z Buchen­waldu". Jej ame­ry­kań­ski pro­ces w Dachau był jed­nym z naj­bar­dziej sen­sa­cyj­nych ze względu na zezna­nia pełne dra­stycz­nych opi­sów jej sek­su­al­nego tor­tu­ro­wa­nia więź­niów przed egze­ku­cją oraz opo­wie­ści o aba­żu­rach wyko­na­nych dla niej ze skóry zamor­do­wa­nych więź­niów. Ska­zana na doży­wo­cie po dwóch latach została uła­ska­wiona przez gene­rała Luciusa D. Claya. W roku 1951 sąd nie­miecki ska­zał ją ponow­nie na doży­wo­cie. W 1967 r. popeł­niła samo­bój­stwo w wię­zie­niu.

Kurt Lischka (1909-1989), Her­bert Hagen (1913-1999), Ernst Hein­rich­sohn (1920-1994): Serge i Beate Klars­fel­do­wie wzięli na cel tych trzech byłych eses­ma­nów ze względu na ich udział w depor­ta­cji Żydów z Fran­cji. Przed­tem cała trójka żyła spo­koj­nie w Niem­czech Zachod­nich. W latach sie­dem­dzie­sią­tych para łow­ców roz­pę­tała prze­ciw nim kam­pa­nię, pró­bu­jąc nawet upro­wa­dzić Lischkę. 11 lutego 1980 r. sąd w Kolo­nii uznał ich za win­nych udziału w depor­ta­cji 50 tysięcy fran­cu­skich Żydów do obo­zów zagłady. Otrzy­mali wyroki od sze­ściu do dwu­na­stu lat wię­zie­nia.

Josef Men­gele (1911-1979): Lekarz SS z Auschwitz zwany "Anio­łem Śmierci", osła­wiony z powodu swo­ich eks­pe­ry­men­tów medycz­nych prze­pro­wa­dza­nych na bliź­nię­tach i innych więź­niach oraz udziału w selek­cji więź­niów do komór gazo­wych. Poszu­ki­wa­nia Men­ge­lego, który zbiegł do Ame­ryki Połu­dnio­wej, trwały jesz­cze długo po jego śmierci. Men­gele uto­nął pod­czas kąpieli w Bra­zy­lii, jed­nak jego rodzina utrzy­my­wała ten fakt w tajem­nicy aż do odkry­cia jego zwłok w 1985 r.

Erich Priebke (1913-2013): Były kapi­tan SS, orga­ni­za­tor egze­ku­cji 335 męż­czyzn i chłop­ców, w tym 75 Żydów, w Gro­tach Arde­atyń­skich nie­opo­dal Rzymu 24 marca 1944 r. w odwe­cie za wcze­śniej­szy zamach, w któ­rym zgi­nęło 33 żoł­nie­rzy nie­miec­kich. Żył wygod­nie w argen­tyń­skim kuror­cie San Car­los de Bari­lo­che do roku 1994, gdy odna­leźli go repor­te­rzy tele­wi­zji ABC News - kore­spon­dent Sam Donald­son przez kilka minut wypy­ty­wał go na ulicy. Dzięki temu w 1995 r. Argen­tyna depor­to­wała Prieb­kego do Włoch, gdzie w 1998 r. ska­zano go na doży­wo­cie. Ze względu na wiek do swo­jej śmierci w 2013 r. pozo­sta­wał w aresz­cie domo­wym.

Otto Remer (1912-1997): Jedna z klu­czo­wych postaci wyda­rzeń po nie­uda­nym zama­chu na Hitlera 20 lipca 1944 r. Major Remer dowo­dził bata­lio­nem war­tow­ni­czym Gross­deutsch­land sta­cjo­nu­ją­cym w Ber­li­nie. Począt­kowo gotów wyko­ny­wać roz­kazy spi­skow­ców zmie­nił jed­nak front, gdy dowie­dział się, że Hitler oca­lał. W roku 1951, jako przy­wódca skraj­nie pra­wi­co­wej zachod­nio­nie­miec­kiej par­tii, nazwał spi­skow­ców zdraj­cami. W roku 1952 Fritz Bauer zdo­łał oskar­żyć go o znie­sła­wie­nie, chcąc udo­wod­nić, że spi­skowcy byli praw­dzi­wymi patrio­tami. Remer został ska­zany na trzy mie­siące wię­zie­nia, a jego par­tię zde­le­ga­li­zo­wano, co skło­niło go do ucieczki do Egiptu. W latach osiem­dzie­sią­tych dzięki amne­stii powró­cił do Nie­miec i do dzia­łal­no­ści na rzecz skraj­nej pra­wicy. W 1994 r., wobec gro­żą­cego mu oskar­że­nia o sia­nie nie­na­wi­ści i rasizm, prze­niósł się do Hisz­pa­nii, gdzie zmarł trzy lata póź­niej.

Arthur Rudolph (1906-1996): Czło­nek nie­miec­kiego pro­gramu rakie­to­wego, po woj­nie spro­wa­dzony do Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Pra­co­wał przy budo­wie rakiety Saturn V, dzięki któ­rej doko­nano lądo­wa­nia na Księ­życu. Eli Rosen­baum z Biura Docho­dzeń Spe­cjal­nych Depar­ta­mentu Spra­wie­dli­wo­ści zmu­sił go w 1984 r. do zrze­cze­nia się ame­ry­kań­skiego oby­wa­tel­stwa i opusz­cze­nia kraju, udo­wad­nia­jąc, że w cza­sie wojny odpo­wia­dał za śmierć tysięcy więź­niów pra­cu­ją­cych przy budo­wie rakiet V-2. Zmarł w Ham­burgu.

Kurt Wal­dheim (1918-2007): Gdy w roku 1986 ten były sekre­tarz gene­ralny ONZ został fawo­ry­tem w austriac­kich wybo­rach pre­zy­denc­kich, opu­bli­ko­wano infor­ma­cje, że Wal­dheim zataił swoją histo­rię wojenną - służbę na Bał­ka­nach w szta­bie gene­rała Ale­xan­dra Löhra, po woj­nie ska­za­nego na śmierć i stra­co­nego w Jugo­sła­wii za zbrod­nie wojenne. Świa­towy Kon­gres Żydów zor­ga­ni­zo­wał sze­roko zakro­joną kam­pa­nię prze­ciwko Wal­dheimowi, który mimo to wygrał wybory. Szy­mon Wie­sen­thal obwi­nił Świa­towy Kon­gres Żydów o spro­wo­ko­wa­nie reak­cji anty­se­mic­kich, uwi­dacz­nia­jąc podziały ist­nie­jące w śro­do­wi­sku łow­ców nazi­stów.

W książce została zacho­wana angiel­ska trans­kryp­cja nazwisk hebraj­skich, ponie­waż w takiej postaci funk­cjo­nują one naj­czę­ściej w lite­ra­tu­rze mię­dzy­na­ro­do­wej (przyp. red.). [wróć]

Wstęp

Jeden z naj­słyn­niej­szych nie­miec­kich fil­mów powsta­łych tuż po zakoń­cze­niu dru­giej wojny świa­to­wej nosi tytuł Mor­dercy są wśród nas (Die Mörder sind unter uns). Główna boha­terka, oca­lała z obozu kon­cen­tra­cyj­nego Susanne Wal­l­ner grana przez Hil­de­gard Knef, powraca do pozo­sta­ło­ści swo­jego miesz­ka­nia w zruj­no­wa­nym Ber­li­nie. Odnaj­duje Hansa Mer­tensa, byłego leka­rza woj­sko­wego, pogrą­żo­nego w alko­holu i roz­pa­czy. Lekarz napo­tyka swo­jego byłego dowódcę, obec­nie zamoż­nego biz­nes­mena, który w Wigi­lię 1942 r. roz­ka­zał wymor­do­wać stu miesz­kań­ców pol­skiej wio­ski. Nękany wspo­mnie­niami Mer­tens posta­na­wia zabić byłego dowódcę w pierw­szą powo­jenną Wigi­lię.

W ostat­niej chwili Wal­l­ner prze­ko­nuje Mer­tensa, że samo­dzielne wymie­rza­nie spra­wie­dli­wo­ści byłoby błę­dem. "Nie możemy wyda­wać wyro­ków", mówi mu. Lekarz daje się prze­ko­nać, jed­nak na zakoń­cze­nie filmu mówi: "Masz rację, Susanne. Musimy jed­nak wysu­nąć oskar­że­nie. Doma­gać się zapłaty w imie­niu zamor­do­wa­nych milio­nów nie­win­nych ofiar".

Film odniósł spek­ta­ku­larny suk­ces, przy­cią­ga­jąc ogromną rze­szę widzów. Jego prze­kaz jed­nakże był wybit­nie zwod­ni­czy. To nie Niem­com, lecz alian­tom przy­pa­dło zor­ga­ni­zo­wa­nie pierw­szych powo­jen­nych pro­ce­sów zbrod­nia­rzy wojen­nych. Wkrótce jed­nak zwy­cięzcy w więk­szo­ści porzu­cili ten wysi­łek, jako że ich uwagę sku­piła zimna wojna. Jeśli zaś cho­dzi o więk­szość Niem­ców, byli o wiele bar­dziej skłonni zapo­mi­nać o nie­daw­nej prze­szło­ści, niż zasta­na­wiać się nad wymie­rza­niem spra­wie­dli­wo­ści.

Tym bar­dziej nie chcieli sły­szeć o spra­wie­dli­wo­ści ci spo­śród czo­ło­wych zbrod­nia­rzy, któ­rych nie aresz­to­wano zaraz po woj­nie lub któ­rym udało się sku­tecz­nie ukryć swą praw­dziwą toż­sa­mość. Myśleli jedy­nie o ucieczce. W przy­padku Adolfa Hitlera było to samo­bój­stwo - popeł­nił je w swoim schro­nie wraz ze świeżo poślu­bioną Ewą Braun. Za jego przy­kła­dem poszedł mini­ster pro­pa­gandy Rze­szy Joseph Goeb­bels wraz z żoną Magdą; przed śmier­cią otruli szóstkę swo­ich dzieci. W wyda­nej w roku 1976 r. best­sel­le­ro­wej powie­ści Kryp­to­nim "Wal­halla" fik­cyjny Goeb­bels wyja­śnia przy­czyny swego postę­po­wa­nia: "Nie mam zamiaru być wiecz­nym uchodźcą, przez resztę moich dni ucie­kać po całym świe­cie"1.

Jed­nakże więk­szość jego kole­gów i innych nazi­stow­skich zbrod­nia­rzy wojen­nych nie zamie­rzała iść za przy­kła­dem Hitlera. Wielu spraw­ców niż­szej rangi nie musiało się nawet ukry­wać. Udało im się szybko wto­pić w masy ludzi sta­ra­ją­cych się odbu­do­wać swoje życie w Euro­pie. Inni, któ­rzy czuli się mniej bez­piecz­nie, znaj­do­wali spo­soby na wydo­sta­nie się z Europy. Przez długi czas wyda­wało się, że obu tym gru­pom zbrod­nia­rzy udało sie sku­tecz­nie unik­nąć odpo­wie­dzial­no­ści za swe czyny. Czę­sto poma­gały im w tym lojal­nie rodziny lub też dawni Kame­ra­den - towa­rzy­sze z NSDAP.

Niniej­sza książka opi­suje losy nie­licz­nej grupy męż­czyzn i kobiet - peł­nią­cych ofi­cjalne funk­cje, jak rów­nież dzia­ła­ją­cych na wła­sną rękę - któ­rzy posta­no­wili nie dopu­ścić do tego, by świat zapo­mniał o zbrod­nia­rzach i popeł­nio­nych przez nich czy­nach. Ci tro­pi­ciele wyka­zali się ogromną deter­mi­na­cją i odwagą, kon­ty­nu­ując walkę nawet po tym, jak rządy zwy­cię­skich mocarstw i reszta świata coraz bar­dziej obo­jęt­niały na losy nazi­stow­skich zbrod­nia­rzy wojen­nych. Tro­piąc nazi­stów, łowcy zazna­ja­miali się także z naturą zła, co rodziło wysoce nie­po­ko­jące pyta­nia na temat ludz­kich zacho­wań.

Osoby, które pod­jęły próbę posta­wie­nia mor­der­ców przed wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści, nazwano łow­cami nazi­stów, ale nie two­rzyli oni żad­nej grupy posia­da­ją­cej wspólną stra­te­gię i koor­dy­nu­ją­cej swoje dzia­ła­nia. Pomię­dzy tymi oso­bami rodziły się zadraż­nie­nia i ani­mo­zje, nie­kiedy trwała rywa­li­za­cja, mimo że ogól­nie bio­rąc, dążyli do tego samego celu. W nie­któ­rych przy­pad­kach ich spory zaszko­dziły spra­wie, o którą wal­czyli.

Gdyby nawet jed­nak wszy­scy tro­pi­ciele nazi­stow­skich zbrod­nia­rzy odło­żyli na bok dzie­lące ich róż­nice, rezul­tat ich dzia­łań nie byłby zna­cząco inny. Rezul­taty te nie pozwa­lają na stwier­dze­nie, że spra­wie­dli­wo­ści cał­ko­wi­cie stało się zadość. "Każdy, kto szuka rów­no­wagi pomię­dzy popeł­nio­nymi zbrod­niami a wymie­rzoną za nie karą, roz­cza­ruje się"2, stwier­dził David Mar­well, histo­ryk pra­cu­jący dla Biura Docho­dzeń Spe­cjal­nych Depar­ta­mentu Spra­wie­dli­wo­ści, Uni­ted Sta­tes Holo­caust Memo­rial Museum oraz Ber­lin Docu­ment Cen­ter, a który obec­nie pełni funk­cję dyrek­tora Muzeum Dzie­dzic­twa Żydow­skiego w Nowym Jorku. Jeśli zaś cho­dzi o zobo­wią­za­nie zwy­cięz­ców, że posta­wią przed sądem wszyst­kich zbrod­nia­rzy wojen­nych, Mar­well dodał krótko: "To zbyt trudne".

Osią­gnię­cie cał­ko­wi­tego suk­cesu rze­czy­wi­ście jest zbyt trudne, jed­nakże wysiłki tych, któ­rzy nie mieli zamiaru zre­zy­gno­wać z prób pocią­gnię­cia do odpo­wie­dzial­no­ści przy­naj­mniej czę­ści nazi­stow­skich zbrod­nia­rzy wojen­nych, sta­no­wią opo­wieść nie­ma­jącą sobie rów­nych w dzie­jach ludz­ko­ści.

W daw­nych cza­sach zwy­cięzcy czę­sto zabi­jali poko­na­nych lub zmie­niali w nie­wol­ni­ków, rabo­wali ich zie­mię i wymie­rzali szybką pomstę. Normą były doraźne egze­ku­cje, nie zaś pro­cesy czy jakieś inne pro­ce­dury prawne, w trak­cie któ­rych roz­pa­try­wano by dowody celem stwier­dze­nia winy bądź nie­win­no­ści. Moty­wem była po pro­stu czy­sta zemsta.

Wielu łow­ców nazi­stów także począt­kowo kie­ro­wało się chę­cią odwetu. Doty­czyło to szcze­gól­nie tych, któ­rzy prze­szli obozy kon­cen­tra­cyjne lub brali udział w ich wyzwo­le­niu. Wszy­scy oni na wła­sne oczy widzieli kosz­mar, jaki zgo­to­wali swym ofia­rom zbie­gli nazi­ści: mar­twi i umie­ra­jący więź­nio­wie, kre­ma­to­ria, gabi­nety "medyczne" słu­żące jako izby tor­tur. Dla­tego niektó­rzy nazi­ści i kola­bo­ranci padli ofiarą doraź­nej zemsty w ostat­nich dniach wojny.

Jed­nakże od pierw­szych pro­ce­sów norym­ber­skich polo­wa­nie na zbrod­nia­rzy wojen­nych, pro­wa­dzone czę­ściowo po dziś dzień na tere­nie Europy, Ame­ryki Łaciń­skiej, Sta­nów Zjed­no­czo­nych i Bli­skiego Wschodu, miało na celu głów­nie wsz­czę­cie postę­po­wań praw­nych prze­ciwko tro­pio­nym. Cho­dziło o zade­mon­stro­wa­nie, że nawet osoby w naj­oczy­wist­szy spo­sób winne powinny sta­nąć przed sądem. Nie jest przy­pad­kiem, że naj­słyn­niej­szy spo­śród łow­ców nazi­stów, Szy­mon Wie­sen­thal, zaty­tu­ło­wał swoje wspo­mnie­nia Prawo, nie zemsta.

Nawet gdy prawo ewi­dent­nie zawo­dziło, gdy winni dosta­wali naj­niż­sze wyroki lub nie dosta­wali ich wcale, zaczął się wyła­niać kolejny cel dzia­łal­no­ści łow­ców: edu­ka­cja poprzez przy­kład. Po co ści­gać w ostat­nich latach życia starca, który kie­dyś był straż­ni­kiem w obo­zie? Dla­czego nie pozwo­lić spraw­com odejść w zapo­mnie­niu? Wielu ame­ry­kań­skich urzęd­ni­ków było goto­wych tak wła­śnie postą­pić, zwłasz­cza gdy ich uwaga została skon­cen­tro­wana na nowym prze­ciw­niku: Związku Radziec­kim. Jed­nakże poszcze­gólni łowcy nazi­stów nie zamie­rzali prze­stać, argu­men­tu­jąc, że każdy przy­pa­dek sta­nowi cenny przy­kład dla ludz­ko­ści.

Cho­dziło o zade­mon­stro­wa­nie, że kosz­marne zbrod­nie dru­giej wojny świa­to­wej i Holo­kau­stu nie mogą zostać zapo­mniane. Że ci, któ­rzy zapla­no­wali i prze­pro­wa­dzili te zbrod­nie - oraz ci, któ­rzy zechcą zro­bić coś podob­nego w przy­szło­ści - ni­gdy nie są ponad pra­wem, przy­naj­mniej teo­re­tycz­nie.

W roku 1960, gdy Mosad upro­wa­dził w Argen­ty­nie Adolfa Eich­manna i dostar­czył go do Izra­ela, gdzie wyto­czono mu pro­ces, mia­łem trzy­na­ście lat. Nie pamię­tam, czy cokol­wiek wie­dzia­łem o tym wyda­rze­niu, czy śle­dzi­łem donie­sie­nia medialne czy nie, coś jed­nak z tego we mnie pozo­stało. Wiem to, bo mam jedno wyraźne wspo­mnie­nie z następ­nego lata, gdy Eich­mann był już sądzony w Jero­zo­li­mie.

W cza­sie wizyty u rodziny w San Fran­ci­sco sie­dzia­łem w kawia­rence z moim ojcem. W pew­nym momen­cie zaczą­łem się przy­glą­dać twa­rzy star­szego pana sie­dzą­cego w dru­gim końcu kon­tu­aru. Nachy­li­łem się do ojca, wska­za­łem mu go i wyszep­ta­łem: "To chyba jest Hitler". Ojciec się uśmiech­nął i łagod­nie wypro­wa­dził mnie z błędu. Oczy­wi­ście nie mia­łem wów­czas poję­cia, że pół wieku póź­niej, pod­czas pracy nad tą książką, będę roz­ma­wiał z Gabrie­lem Bachem, ostat­nim żyją­cym oskar­ży­cie­lem w pro­ce­sie Eich­manna, oraz z dwoma agen­tami Mosadu kie­ru­ją­cymi wów­czas oddzia­łem, który Eich­manna upro­wa­dził.

Upro­wa­dze­nie, pro­ces i stra­ce­nie Eich­manna sta­no­wiły począ­tek nowego etapu rosną­cej świa­do­mo­ści faktu, że wielu nazi­stow­skich zbrod­nia­rzy unik­nęło kary, i zro­dziło ponowne zain­te­re­so­wa­nie ich zbrod­niami. Z zain­te­re­so­wa­nia tego wkrótce zro­dziła się fala ksią­żek i fil­mów o łow­cach nazi­stów, czę­sto opar­tych na mitach raczej niż na rze­czy­wi­sto­ści. Pochła­nia­łem te książki i oglą­da­łem filmy. Fascy­no­wali mnie ich boha­te­ro­wie - tak pozy­tywni, jak i nega­tywni - oraz nie­zwy­kłe zwroty akcji.

Uwagę opi­nii publicz­nej zwra­cał jed­nak nie tylko motyw wiel­kiego polo­wa­nia. Zwłasz­cza poko­le­nie powo­jenne fascy­no­wały w rów­nym stop­niu pyta­nia o naturę ludzi, na któ­rych polo­wano, a nawet naturę ich rodzin i sąsia­dów. Po dziś dzień nie udało się zna­leźć łatwych odpo­wie­dzi na pyta­nie, dla­czego tak wiele milio­nów Niem­ców i Austria­ków oraz kola­bo­ran­tów z więk­szo­ści pod­bi­tych przez nich kra­jów z wła­snej woli zaan­ga­żo­wało się w ruch, któ­rego celem było popeł­nia­nie maso­wych zbrodni.

Jako szef biura "New­swe­eka" w Bonn, Ber­li­nie, War­sza­wie i Moskwie w latach osiem­dzie­sią­tych i dzie­więć­dzie­sią­tych czę­sto zaj­mo­wa­łem się spu­ści­zną wojny i Holo­kau­stu. Gdy tylko pozwa­la­łem sobie na myśl, że nie znajdę już niczego nowego, że poznam jedy­nie waria­cje wcze­śniej zasły­sza­nych histo­rii, bar­dzo szybko musia­łem się kon­fron­to­wać z czymś abso­lut­nie zaska­ku­ją­cym.

W końcu 1994 r. przy­go­to­wy­wa­łem repor­taż do oko­licz­no­ścio­wego numeru "New­swe­eka" na 50 rocz­nicę wyzwo­le­nia Auschwitz, przy­pa­da­jącą 27 stycz­nia 1995 r. Wcze­śniej roz­ma­wia­łem z licz­nymi oca­la­łymi z wielu kra­jów euro­pej­skich. Za każ­dym razem czu­łem dys­kom­fort, pro­sząc ich o przy­wo­ła­nie wspo­mnień tam­tego kosz­maru. Zawsze pro­si­łem, by prze­stali mówić, jeśli tylko uznają, że jest to dla nich zbyt bole­sne. W więk­szo­ści przy­pad­ków jed­nakże wspo­mnie­nia pły­nęły z nich same. Zaczy­nali mówić i nie trzeba im było zada­wać dal­szych pytań. Choć sły­sza­łem wiele takich histo­rii, za każ­dym razem pochła­niały mnie one i oszo­ła­miały.

Wysłu­chaw­szy wspo­mnień holen­der­skiego Żyda oca­la­łego z Holo­kau­stu, któ­rego histo­ria była szcze­gól­nie poru­sza­jąca, z nawyku prze­pro­si­łem go za to, że nakło­ni­łem go do przy­wo­ła­nia wszyst­kich tych szcze­gó­łów, doda­jąc jak zwy­kle, że pew­nie wie­lo­krot­nie opo­wia­dał ją już swo­jej rodzi­nie i przy­ja­cio­łom. "Nie, nie mówi­łem jej nikomu - odpo­wie­dział. Widząc wyraz nie­do­wie­rza­nia na mojej twa­rzy, dodał: - Nikt mnie ni­gdy nie pytał". Czło­wiek ten dźwi­gał ten cię­żar samot­nie przez pięć­dzie­siąt lat.

Trzy lata póź­niej odbyło się inne spo­tka­nie, dzięki któ­remu udało mi się rzu­cić okiem na tych, któ­rych brze­mię było zupeł­nie inne. Prze­pro­wa­dza­łem wywiad z Nikla­sem Fran­kiem, synem Hansa Franka, który był namiest­ni­kiem Hitlera w oku­po­wa­nej Pol­sce, gdzie stwo­rzył impe­rium śmierci. Niklas, dzien­ni­karz i pisarz, nazy­wał sie­bie typo­wym euro­pej­skim libe­ra­łem i wie­rzył mocno w war­to­ści demo­kra­tyczne. Szcze­gól­nie inte­re­so­wał się Pol­ską, zwłasz­cza w latach osiem­dzie­sią­tych, gdy Soli­dar­ność toczyła walkę o prawa czło­wieka, która dopro­wa­dziła osta­tecz­nie do oba­le­nia reżimu komu­ni­stycz­nego3.

Niklas uro­dził się w 1939 r. Miał led­wie sie­dem lat, gdy ostatni raz widział swo­jego ojca w Norym­ber­dze, na krótko przed jego powie­sze­niem za zbrod­nie wojenne. Zapro­wa­dzono go z matką do wię­zie­nia. Jego ojciec uda­wał, że wszystko jest w porządku. "Cóż, Nikki, wkrótce wszy­scy będziemy razem na święta" - powie­dział. Chło­piec wyszedł, jak wspo­mi­nał, "wście­kły", ponie­waż wie­dział, że ojciec nie­długo zosta­nie powie­szony. "Mój ojciec okła­my­wał wszyst­kich, nawet wła­snego syna" - powie­dział. Póź­niej wie­lo­krot­nie zasta­na­wiał się, co ojciec mógłby mu powie­dzieć: "Drogi Nikki, zostanę stra­cony, ponie­waż robi­łem straszne rze­czy. Nie bierz ze mnie przy­kładu w swoim życiu".

A potem powie­dział coś, co zapa­mię­tam na zawsze. Nazy­wa­jąc swo­jego ojca "potwo­rem", stwier­dził: "Jestem prze­ciw­ni­kiem kary śmierci, ale uwa­żam, że stra­ce­nie mojego ojca było cał­ko­wi­cie uspra­wie­dli­wione".

Przez wszyst­kie lata pracy w roli kore­spon­denta zagra­nicz­nego ni­gdy nie zda­rzyło mi się sły­szeć, by ktoś mówił w ten spo­sób o ojcu. Uczu­cie to dopro­wa­dziło Niklasa do jesz­cze jed­nego wnio­sku. Jak powie­dział, Frank to pospo­lite nazwi­sko. Więk­szość nie wie, że jest synem jed­nego z głów­nych zbrod­nia­rzy wojen­nych, dopóki im tego nie powie. Mimo to ni­gdy nie może o tym zapo­mnieć. "Nie ma dnia, bym nie myślał o moim ojcu, a zwłasz­cza o wszyst­kim, co uczy­nili Niemcy - powie­dział. - Świat ni­gdy tego nie zapo­mni. Gdy tylko jadę za gra­nicę i mówię, że jestem Niem­cem, ludzie myślą "Auschwitz". I myślę, że tak jest spra­wie­dli­wie".

Powie­dzia­łem Nikla­sowi, że uwa­żam za swoje szczę­ście, iż nie muszę żyć z takim poczu­ciem odzie­dzi­czo­nej winy, ponie­waż mój ojciec wal­czył po stro­nie prze­gra­nych w cza­sie nie­miec­kiej agre­sji na Pol­skę w 1939 r. Wie­dzia­łem, że samo uro­dze­nie nie może być powo­dem poczu­cia moral­nej wyż­szo­ści ani niż­szo­ści. Niklas też to wie­dział. Dosko­nale jed­nak rozu­mia­łem, dla­czego jego naj­więk­szym marze­niem było mieć ojca, któ­rego nie musiałby się wsty­dzić.

Postawa Niklasa nie była typowa dla człon­ków rodzin nazi­stow­skich zbrod­nia­rzy wojen­nych. Moim zda­niem jed­nakże jego bru­talna uczci­wość sta­no­wiła esen­cję tego, co dzi­siaj w Niem­czech naj­lep­sze: goto­wo­ści wielu Niem­ców do kon­fron­to­wa­nia się - codzien­nie - z prze­szło­ścią swego kraju. Osią­gnię­cie tego stanu zajęło dużo czasu i pew­nie nie powio­dłoby się, gdyby nie łowcy nazi­stów i ich żmudne, pro­wa­dzone czę­sto w osa­mot­nie­niu zma­ga­nia, nie tylko w Niem­czech i Austrii, lecz także na całym świe­cie.

Obec­nie zma­ga­nia te dobie­gają końca. Więk­szość łow­ców nazi­stów, tak jak więk­szość zbrod­nia­rzy, wkrótce pozo­sta­nie jedy­nie w naszej zbio­ro­wej pamięci, w któ­rej legendy i rze­czy­wi­stość naj­pew­niej będą się o wiele bar­dziej prze­ni­kały, niż dzieje się to obec­nie. Dla­tego wła­śnie ich histo­rię należy opo­wie­dzieć teraz.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Jack Hig­gins, Kryp­to­nim "Wal­halla", przeł. Agnieszka Cie­płow­ska, Amber, War­szawa 1992, s. 178. [wróć]

Wywiad autora z Davi­dem Mar­wel­lem. [wróć]

Wywiad Niklasa Franka z auto­rem; frag­menty tego wywiadu, zob. Hor­ror at Auschwitz, "New­sweek", 15 marca 1999; Andrew Nagor­ski, Fare­well to Ber­lin, new­sweek.com, 7 stycz­nia 2000. [wróć]