Love Song - Karolina Krasny

Kup ebooka

33.00 zł
28.05 zł (22,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

da­cho­wa­nie

(po­krewne: szyja w zamku; ru­mień; ru­mie­niec)

Spo­glą­dał na chod­ni­kowe płyty, na­dep­tu­jąc tylko na łą­cze­nia. Bę­dąc dziec­kiem, chod­ni­ków bał się bar­dziej od pie­kła, bo "zie­mia to lawa", a inni są szybcy. Spryt­niejsi. Na po­ran­nych mszach może i było "kró­le­stwo nie­bie­skie jest tu" i tak da­lej, ale w kró­le­stwie nie­bie­skim nie by­łoby ani lawy, ani chod­ni­ków z fu­gami, a prze­cież wi­dział, po czym cho­dzi. Jego krok był tak gło­śny, że obu­dzili się wszy­scy po­sia­da­cze ciał, zja­dani przez larwy i czas. Był w po­ło­wie drogi, kiedy szara bły­ska­wica prze­dzie­liła niebo na pół.

Psy przy­sta­nęły. Wła­ści­ciele od­pięli im smyczki, pod­nie­śli zwie­rzęta na wy­so­kość serca i ści­snęli, jakby były dziećmi. Na chuj komu zwie­rzę ka­leka, po­my­ślał męż­czy­zna, bę­dąc już obok przy­stanku. Spadł deszcz, on za­pa­lił.

Za­cią­ga­jąc się, odło­żył wzrok na star­szej pani. Bo była ładna, ale nie wie­dział czemu. Tło­czyła się pod przy­stan­kiem z resztą lu­dzi, któ­rzy z ko­lei byli brzydcy i na­pie­rali na nią z trzech stron. Roz­py­chali się łok­ciami, uży­wa­jąc siły, a to w ko­bie­cie ro­dziło coś, co nie mie­ściło się pod skąpą bla­chą, ro­biła się zmę­czona i biała.

Męż­czy­znę pod­nie­ciła myśl: woda, ka­bina, na­gie ciało, bo to wła­śnie wi­dział, kiedy zmru­żył oczy. Na­dal ob­ser­wo­wał, jak chciała go zga­nić za mil­cze­nie i prze­szy­wa­jący wzrok. Stała się taka ma­lutka, gdy w końcu uwol­niła się z tłumu, na szy­bie zo­stała szminka, od­cisk skóry i ciężki włos, który zwi­jał się w sym­bol.

Wsko­czył do au­to­busu i usiadł. Sta­ruszka sta­nęła dość bli­sko, czuł od niej la­kier i me­ta­liczne per­fumy, sły­szał, jak ci­cho się poci. Kwa­drans póź­niej ustą­pił jej miej­sca. Ile ona może mieć serc - max sie­dem? Z czego tylko sześć do pęk­nię­cia, do od­da­nia cho­ro­bom i po­pkul­tu­rze, tylko sześć serc. Ani to dużo, ani mało, po­my­ślał, kiedy da­cho­wali.

- Czyli to ten dzień, inny od reszty - stęk­nęli pa­sa­że­ro­wie, wy­cho­dząc spod pla­sti­ko­wych sie­dzeń.

Pro­ce­dura była znana i wszystko od­by­wało się na tip-top: roz­pi­sa­nie eks­per­tyzy, fo­lio­wa­nie eks­per­tyzy, wy­cią­ga­nie pa­sa­że­rów i po­na­gla­nie, aby kto może, wy­czoł­gał się wła­snymi si­łami. Jak bułka z ma­słem - skwi­to­wał, gdy wśród oswo­bo­dzo­nych cze­kał na po­li­cję, le­ka­rzy i zlęk­nio­nych wnu­ków.

Ak­cja ra­tun­kowa za­koń­czyła się wie­czo­rem. Au­to­bus wciąż był sprawny, więc ru­szyli da­lej. Przy­sta­nek B: wy­ciek ropy i deszcz. Przy­sta­nek C: fa­bryka i SPA. W dro­dze oglą­dali gwiazdy, chude dzieci i bloki w ko­lo­rze cu­kru, gdy przy­spie­szali - to wszystko za­mie­niało się w twarz.

Trasa za­koń­czyła się na Przy­stanku Niebo, bo kie­rowca, wy­czer­pany i od­wod­niony, ude­rzył czo­łem w klak­son, z klak­sonu ru­nął na ha­mu­lec, a z ha­mulca wy­padł na drogę, mo­krą i mało ru­chliwą. Zdą­żył po­wie­dzieć kilka mą­drych słów - głę­bo­kich jak as­fal­towe muldy - i za­snął. Świa­tła i pa­pie­rosy do­ga­sły w ka­łu­żach.

To był ko­niec dnia, który dla XY-ka, w ta­kim wy­da­niu, byłby bez­sen­sowny. W oko­li­cach Przy­stanku Niebo nie było żad­nych atrak­cji, nikt tu nie sły­szał o dziw­kach i ka­ra­oke, a je­dyne piwo, ja­kie można było zdo­być, sprze­da­wano w pusz­kach i za po­dwójną cenę. Skie­ro­wał się więc na je­dyną ła­weczkę, na któ­rej było jesz­cze miej­sce, za­grał w krze­sełko i wy­grał, prze­grała ta star­sza, za­chwy­ca­jąca ko­bieta z au­to­busu. Oce­nił, że prze­żyła go już dwu­krot­nie, że na pewno pa­mięta wojnę, świeże kar­ta­cze i bru­natne jak zie­mia poń­czo­chy. Spoj­rzał na nią z dołu, jak pies.

Zwró­ciła się do niego "pan" do­da­jąc do tego "pro­szę", a po­tem zdała py­ta­nie:

- Czy pan się za­wsze tak ślini? - Prze­rzu­cił wzrok na ciemne koła, które po­ja­wiły się na jego dżin­sach. Spe­szył się i chciał skła­mać, że to cho­roba i śluz, kiedy po­czuł na ustach jej palce: słone jak la­teks, pa­rzące. Od­sko­czył z krzy­kiem i w pół­ob­ro­cie, ha­cząc dło­nią o frag­ment jej stroju. Po­czuł się spo­kojny, gdy star­sza pani upa­dła na be­ton.

Jak ona mo­gła, po­my­ślał, wkła­dać mi w usta te brudne pa­lu­chy i grze­bać w hi­sto­rii mo­ich pły­nów, od­gryzę frag­ment każ­dego, kto jesz­cze raz mnie do­tknie od środka.

Czoło star­szej pani z wolna ob­ro­sło fio­le­tem. Wstała i nie­zgrab­nie owi­nęła się cien­kim sza­li­kiem.

- Już do­brze - ode­zwał się, bo zro­zu­miał, że za­re­ago­wał zbyt gwał­tow­nie. Przez chwilę oglą­dali się nie­zde­cy­do­wani. Po­tem po­sta­no­wili spę­dzić ra­zem czas, po­ro­bić coś aż do przy­jazdu pierw­szego noc­nego (w oko­licy Przy­stanku Niebo nie było żad­nych atrak­cji, nikt tu nie sły­szał o dziw­kach i ka­ra­oke, a piwo w puszce oka­zało się bez­al­ko­ho­lowe, trudno, ku­pili je i wlali do niego płyn na spi­ry­tu­sie, nie­bie­ski płyn do my­cia okien).

Dul­da­jąc che­miczny li­kier, roz­ry­wali zro­śnięte od zimna gar­dła, dziu­ra­wili ję­zyki i żo­łądki, po­pu­ścili: ich mocz wy­pa­lił dziurę w majt­kach, ja­snych ciu­chach, mo­krym od desz­czu drew­nie. Si­kali i nie wie­dzieli, że już wszystko jest święte.

- My­ślę, że mo­żesz być dla mnie kimś waż­nym - po­wie­dział, za­nim się przed­sta­wił, a na­zy­wał się XY, po ojcu. Po­tem do­dał, że pije na­prawdę rzadko, że tym ra­zem cho­dziło o chwilę i smak - o nic wię­cej (czknął).

Ona przed­sta­wiała się długo. Ge­sty­ku­lo­wała wolno i nie­pew­nie, ale każdy z jej ru­chów oka­zy­wał się nie­zbędny. Opo­wia­dała mu o kwia­ciarni, w któ­rej pra­cuje, o tym, jak przy ży­ciu trzyma ją han­del i ścięte kwiaty. W pracy prze­szka­dzały jej je­dy­nie ja­rze­niówki i za­pach psa, który po­ja­wił się zni­kąd i ni­gdy nie dał się wy­wie­trzyć.

- Gdyby tylko przy­szło z nim zwie­rzę! - ża­liła się - Sama zdą­ży­łam wy­cho­wać ty­siące psów - mó­wiła - na­uczyć cho­dze­nia, prze­miesz­cza­nia się, wy­su­szyć ty­siące psów i wy­słać je w świat.

Gdyby tylko z za­pa­chem przy­szło ciało, ko­cha­ła­bym je tak, jak nikt nie po­trafi.

Na imię miała Zet, na­zwi­ska nie po­trze­bo­wała.

Kiedy mó­wiła o męż­czy­znach, któ­rzy daw­niej ła­mali jej ko­ści, zdał so­bie sprawę, jak ładna kie­dyś była. Kiedy opi­sy­wała, jak kru­szono jej świat, zro­zu­miał, że prze­cież ją zna. Że dzielą ten sam smu­tek, na który on nie zna słów. Wie tylko, że nie jest okrą­gły. Okrą­gła rzecz ni­komu nie zro­bi­łaby krzywdy.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Se­ria pro­za­tor­ska pod re­dak­cją Pio­tra Ma­rec­kiego

Je­rzy Fran­czak, Trzy hi­sto­rye

Sła­wo­mir Shuty, Beł­kot

Łu­kasz Or­bi­tow­ski, Sze­roki, głę­boki, wy­ma­lo­wać wszystko

Piotr Ce­giełka, San­dacz w bursz­ty­nie

Sła­wo­mir Shuty, Cu­kier w nor­mie

Mi­chał Pal­mow­ski, Przy­gody Hisz­pana Dete

Mi­chał Wit­kow­ski, Lu­biewo

Marta Dzido, Małż

Ma­rian Pan­kow­ski, Ru­dolf

Ma­ciek Mil­ler, Po­zy­tywni

Ewa Schil­ling, Głu­piec

Adam Wie­de­mann, Sceny łóż­kowe

Jan Dzban, Den­tro

Piotr Szul­kin, So­cjo­pa­tia

Ma­rian Pan­kow­ski, Bal wdów i wdow­ców

Je­rzy Na­sie­row­ski, Zbrod­nia i...

Piotr Czer­ski, Oj­ciec od­cho­dzi

Ma­ciek Mil­ler, Za­kręt hi­po­kampa

Łu­kasz Or­bi­tow­ski, Hor­ror Show

Jo­anna Paw­luś­kie­wicz, Pani na dom­kach

Jo­anna Wi­len­gow­ska, Zęby

Marta Dzido, Ślad po ma­mie

Jan Kra­sno­wol­ski, Klatka

Ma­rian Pan­kow­ski, Pąt­nicy z Ma­cie­rzy­zny

Hu­bert Klimko-Do­brza­niecki, Raz. Dwa. Trzy

Mi­chał Zyg­munt, New Ro­man­tic

Jo­anna Paw­luś­kie­wicz, Te­le­no­wela

Je­rzy Fran­czak, Przy­mie­rzal­nia

Woj­ciech Bru­szew­ski, Fo­to­graf

Krzysz­tof Niem­czyk, Kur­ty­zana i pi­sklęta

Syl­wia Chut­nik, Kie­szon­kowy atlas ko­biet

Ju­liusz Stra­chota, Cień pod blo­kiem Mi­rona Bia­ło­szew­skiego

Na­ta­lia Rol­le­czek, Drew­niany ró­ża­niec

Ma­rian Pan­kow­ski, Nie­wola i dola Adama Po­remby

Ma­ciek Mil­ler, Coc­kring

Do­mi­nika Oża­row­ska, Nie ude­rzy ża­den pio­run

Ewa Schil­ling, Co­dzien­ność

Ma­rian Pan­kow­ski, Tra­twa nas czeka

Piotr Szul­kin, Epi­kryza

Je­rzy Fran­czak, NN

Sła­wo­mir Shuty, Jasz­czur

Da­rek Foks, Ke­bab Me­ister

To­masz Pułka, Vida Lo­cal

Zie­mo­wit Szcze­rek, Przyj­dzie Mor­dor i nas zje, czyli tajna hi­sto­ria Sło­wian

Woj­ciech Bru­szew­ski, Big Dick. Fik­cja do­ku­men­talna

Jan Kra­sno­wol­ski,Afry­kań­ska elek­tro­nika

Da­niel Kot, Kie­run­kowy 22

Ma­rian Pan­kow­ski, Na­stka, śmiej się! Opo­wia­da­nia

Sła­wo­mir Shuty, Dzie­więć­dzie­siąte

Łu­kasz Or­bi­tow­ski, Hor­ror Show [wyd. II popr.]

Jo­anna Dzi­wak, Gry lo­sowe

S?ren Gau­ger, Nie to / nie tamto

Ma­ciej Bo­bula, Ka­ta­rzyna Gon­dek, Adam Mi­klasz, Alek­san­der Przy­byl­ski, Mi­chał Zant­man, Bę­karty Wołgi. Klechdy miej­skie

Zie­mo­wit Szcze­rek, Sió­demka

Ju­liusz Stra­chota, Re­laks ame­ry­kań­ski

Flash fic­tion. An­to­lo­gia

Da­riusz Or­szu­lew­ski, Zjed­no­czone Siły Kró­le­stwa Uto­pii

Sta­ni­sław Czycz, Nie wierz ni­komu. Baza

Kon­rad Jan­czura, Prze­myt­nicy

Ma­ciej Piotr Prus, Przy­du­cha

Marta Dzido, Frajda

Olga Hund, Psy ras drob­nych

Ju­liusz Stra­chota, Tu­ry­sta pol­ski w ZSRR

Ja­kub Mi­chal­cze­nia, Gi­gu­sie

Anna Ma­zu­rek, Dziwka

Na­talka Susz­czyń­ska, Dro­pie

An­to­nina Kar­daś, Czer­nu­cha

Alek­san­dra Wstecz, Kwiaty roz­łączki

Ja­rek Sku­rzyń­ski, Zro­lo­wany wrze­śniowy Vo­gue

Ze­non Sak­son, Za­cza­ro­wany uber

Sła­wo­mir Shuty, Hi­sto­rie o lu­dziach z wol­nego wy­biegu. Pa­sty i skity

Ma­ciej To­pol­ski, Niż

Ja­kub Mi­chal­cze­nia, Kor­sza­kowo [wyd. II popr. i uzu­peł.]

Ma­ciej Piotr Prus, Wy­spa i inni lu­dzie

Jan Dzban, Den­tro De Luxe

Anna Su­doł, Pro­jekt

Sła­wo­mir Shuty, Beł­kot [wyd. II popr.]

Jaga Sło­wiń­ska, Czar­no­las

Sła­wo­mir Shuty, Cu­kier w nor­mie [wyd. III popr.]

Sła­wo­mir Shuty, Nowy wspa­niały smak

Ma­rian Pi­lot, Dzi­kie mieso

So­ren Gau­ger, Imi­ta­cja ży­cia

Ma­te­usz Gór­niak, Trash Story

Gaba Krzy­ża­now­ska, Jedna czwarta wró­bla

Marta Ko­złow­ska, Ber­dy­czów

Z. Szcze­rek, Przyj­dzie Mor­dor i nas zje, czyli tajna hi­sto­ria Sło­wian [wyd. II]

M. Pi­lot, Za­kaz zwałki

M. Czub, Ob­ja­wie­nie Bo­gini-Świni

A. Ka­cza­now­ski, Ze Sło­wac­kiego

J. Bliź­niak, Dźwięki z Ha'Tun

N. Susz­czyń­ska, Chipsy dla go­ści

J. Sło­wiń­ska, Sio­stro

K. Kra­sny, Love song