Księżyc
To przecież nasz najbliższy odwieczny towarzysz czasami na jasnym za dnia niebie i prawie co noc, oświetla nam ciemności. Jak latarnia swoim obliczem napełnia nas, tak nieraz przedwiecznym strachem jak i jest też źródłem natchnień dla wielu poetów i pisarzy science fiction, jak i wszystkich zakochanych.
Tego małego i towarzyszącego nam od zawsze satelitę odwiedziła już wcale nie tak mała gromadka ciekawskich ludzi. Pierwszy na tym srebrnym globie stanął sam wielki Neil Armstrong a po nim wielu innych astronautów. Pozostanie tajemnicą, jedno pytanie. Czy bali się, czy wrócą na ziemię? Pewnie tak? Jednak ich odwaga, dla na jest i powinna być wzorem, do naśladowania. Bo przecież nie jest aż tak wcale daleko. To tylko albo aż 400.000 kilometrów od od końca stratosfery naszej ziemi. Do tej pory ludzie lecieli na ten srebrny glob aż trzy dni, nasz statek potrzebował raptem trzech minut na ten lot. Dwunastu z nas ludzi stanęło już własną stopą na jego powierzchni.
I nigdzie więcej po za księżycem, więc podróż w wszechświat jest jak najbardziej dla nas, siedzących od wieków tu na ziemi nad wyraz pociągająca. To też i napełnia nas zaraz optymizmem co do dalszego zwiedzania dalekich światów. Księżyc jest nam od zawsze bliski i na pozór bezpieczny. Widać go niemal zawsze z naszej małej planety. Księżyc ten biedny mały samotnik, upstrzony jest naprawdę jak małe dziecko wysypką po wietrznej ospie, samymi kraterami od malutkich do całkiem ogromnych. Ale my patrzymy na niego zawsze z jakimś rozrzewnieniem tym bardziej, że z okien naszego kolosa statku kosmicznego lecącego niziutko nad jego powierzchnią. Na jego powierzchni, widać. Jak kto chce widzieć? Obce i niezbadane obiekty, obcych? Tego na razie nikt nie potwierdził. Widzimy stojącą w kompletnej ciszy, naszą pierwszą sondę kosmiczną.
Stoi tu do dziś moduł lądownika misji kosmicznej Apollo 11. Są tu i liczne ślady naszych astronautów, tak jak by byli tu właśnie na chwilę przed nami. Są i ślady nie nasze, czyje? Nie wiadomo. W każdym razie, te fakty ą ukrywane przed nami zwykłymi zjadaczami chleba powszedniego. Dlaczego? Nie wiadomo. To jednak kwestia sumienia tych co o tych tajemnicach wiedzą. Trudno popatrzmy na sam księżyc. Nie wieje tu przecież nawet najmniejszy wiatr, który by te pamiątki rozdmuchał na wszystkie strony świata. Będą dla nas widoczne zawsze, przetrwają tak długo dopóki będzie trwał nasz świat.Miliony albo i miliardy lat. Na pewno o wiele, wiele dłużej niż my sami ciekawi wszystkiego ludzie. Tajemnice jakie skrywają ten mały glob są jednak w większości dalej dla nas nie odkryte. Po prostu nie mamy fizycznej możliwości ich dogłębnego zbadania, staramy się pokonać je każdego dnia. Z drugiej strony nasuwa mi się refleksja. Dobrze że nie mamy technicznych możliwości. Bo? Oto jest pytanie.
Musimy się pośpieszyć i lecieć dalej, bo droga przed nami jest bardzo daleka. Niestety czasu mamy zawsze na wszystko zbyt mało. Tutaj na pewno wszystko będzie takie samo jak powstało i nic nie zmieni widoku powierzchni księżyca chyba że my sami, ją zmienimy poprzez osiedlenie się już niedługo na tym satelicie. Ale wtedy biada tej małej planetce, nic dobrego z naszej strony go nie czeka. Tak samo jak i każdej innej planecie na której byśmy my ludzie wylądowali. Chęć natychmiastowego eksplorowania i spenetrowania zasobów naturalnych, zawsze powoduje niemal natychmiastową destrukcję każdej planety. Może i dlatego sam pan Bóg powstrzymuje nas w ekspansji wszechświata? Zadajemy sobie te pytania coraz bardziej często. Gdzie? Jak? A w końcu po co? A wszystkie tajemnice pomimo wielkich osiągnięć w astronomii stoją przed ludźmi z coraz większymi znakami zapytania. Tego co chcemy się dowiedzieć. Nie wie nikt z nas i pewnie się nigdy nie dowiemy. Tylko wrodzona chęć poznania wszystkiego pcha nas dalej i jeszcze dalej.
Lecimy tylko wirtualnie na szczęście, z nad naszego księżyca dalej aż tam gdzie nigdy z nas nie było nikogo. Żaden człowiek przecież nie był tak blisko tej pięknej i zwodniczej planety jak ją pięknie sobie nazwaliśmy Wenus. Tak właściwie nazwali ja starożytni greccy astronomowie.To jest przecież imię przepięknej starożytnej pięknej i powabnej nad wyraz dla każdego mężczyzny bogini, świecącej kusząco z naszego nieboskłonu. Pokażę wam a właściwie nasza podróż w nieznane w między czasie, jakie inne dziwactwa są w kosmosie jako księżyce innych układów w innych galaktykach. Oto jeden z nich, błękitny podobny nieco z daleka do ziemi, jednak to wrogo zwodniczy świat.Bez porównania różny od znanych nam planet i księżyców. Tymczasem wracamy oczami wyobraźni na swój własny rodzimy księżyc. Po czym kierujemy wzrok ku naszej zwodniczej piękności. Planecie Wenus.
Tyle tylko że to jej piękne i powabne imię Wenus, tak naprawdę nie ma nic wspólnego z tym, czym ta nieco na pierwszy rzut okiem, ta nieco tylko podobna do ziemi planeta naprawdę, i w rzeczywistości na niebie jest. Świeci najmocniej na naszym niebie ze wszystkich gwiazd jasnym blaskiem nad ranem i po zachodzie słońca. Jego powierzchnia to prawdziwe pole bitwy, upstrzony kraterami wrogi nam szalenie świat, to tak miła z daleka planeta.
Wenus
Ta druga od słońca planeta to ponoć jak zła siostra naszej pięknej i kwitnącej latem ziemi.Jest też skalnym globem, jak nasza planeta. Otulona grubymi chmurami, które odbijają większość światła słońca. Tu na tym potworze, jak z koszmarnego snu a temperatura, sięga niemal pięćset stopni Celsjusza. Podobnie jak i ten przedstawiciel innego świata, inny księżyc, w kosmosie bijący wokoło siebie wiązkami nieokiełznanej materii i neutronów, jak w koszmarze. Teraz odwróćmy od niego wzrok, gdyż nawet patrzenie na tego potwora jet bardzo niebezpieczne. Popatrzymy lepiej na samą też piekielną planetę, Wenus.
Czyli jak by nie patrzeć Wenus jak i ten powyżej diabelski księżyc usmażyli by nas jak w kuchence mikrofalowej, my na obiad podgrzewamy sobie zimnego kurczaka. Nie da rady na niej nawet wylądować żadnej załodze dlatego obserwujemy ją z dala sobie bezpiecznie. Ciekawe jest też położone na niej pasmo wysokich gór nazwanych Maxwell Monte's. Przypomina ta nazwa znakomitą kawę o tej marce, ale to tylko to jedno co może być kojarzone milej z samego rana. Po wypiciu kubka tego napoju. A jeszcze ciekawsze jest to, iż obraca się nasza Wenus w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara. U niej jest wszystko jak by na odwrót. Tak jak by jakiś komiczny olbrzym przyłożył planecie potężnego kopa, i wywrócił, porządek panujący w naszym układzie słonecznym.
Natomiast już z daleka wygląda jak wielkie oko pięknej dziewczyny załzawione z rozpaczy za ukochanym. Lecimy bliżej, i bliżej i nagle z tego pięknego widoku zostaje tylko smutny nad wyraz miraż. Bo to planeta jak z piekielnego snu Dantego. To jest piekło dla nas zwykłych śmiertelników. Zionące niemal ogniem i temperaturą jak na samej rozgrzanej do czerwoności słonecznej patelni. Planeta Wenus smaży się we własnym ogniu, niemal całkowicie obdarta z atmosfery, i ze wszelkich życiodajnych gazów. Na niej największym skarbem jest kwas siarkowy, przydatny nam w każdym akumulatorze. Tutaj jednak, jest on dostępny zupełnie za darmo. Wenus jednak czeka na nas, chyba ze strachem, tylko na tą chwilę kiedy zaczniemy z jej atmosfery, pompować kwas siarkowy do kwasoodpornych wielkich pojemników. Bo na pewno zaraz byśmy tak zrobili jako zdobywcy wszystkiego co się tylko nam może przydać.
To jej skarb i przekleństwo zarazem razem. Będący dla niej i dla nas samych dziś niczym innym jak przekleństwem. Ale i takim pięknem że nikt ze starożytnych astronomów nie mógł oprzeć się jej zwodniczym czerwonym światłem. To druga pod względem wielkości planeta od naszej gwiazdy. Jest w kolei trzecim pod względem jasności ciałem niebieskim widocznym na niebie po Słońcu i naszym Księżycu. Widoczna niestety tylko przez trzy godziny przed samym wschodem lub zaraz po zachodzie Słońca. To gwiazda poranna, zwana też przez większość ludzi Jutrzenką. To jak i nasz Ziemia planeta skalista, nazywamy ją wprawdzie bliźniaczką Ziemi. Jednak to tylko wielka pustynna planeta, tak jak byśmy nagle znaleźli się na jakiejś naszej ziemskiej pustyni. Tyle że na ziemi można swobodnie oddychać tu nic z tego. Brak jakiegokolwiek pola magnetycznego wywiał z niej wszelki wodór.
Ten dziwny tajemniczy i nieco szatański uśmiech przecudnej z daleka planety Wenus, jest nadal dla nas tak zwodniczy jak i innych planetarnych małych i wielkich uwodzicielek. Jej zwodniczy i tajemniczy blask jet niemal tak samo tajemniczy jak uśmiech Mona Lisy z obrazu Leonarda da Vinci. Ale kiedy przyjrzymy się jej z bliska cały ten urok nagle pryska jak zwodniczy miraż na czy fatamorgana na pustyni spalonej słońcem. Tu jest identycznie tak samo. Tak że my lecimy czym prędzej dalej zostawiając za sobą ten dziwny i nader zwodniczo piękny świat. Ciekawi przecież innych jeszcze dziwniejszych i bardziej niezwykłych jak ten, a jest ich w przestrzeni kosmicznej wprost bez liku. Ale nasza wiedza mówi nam jedno, wszędzie jest bardzo niebezpiecznie. Przecież tu na Wenus temperatura sięga pięciuset stopni Celsjusza. To straszne dla człowieka miejsce. Włada tu tylko dwutlenek węgla dla nas przecież zabójczy, jak podstępny zbrodniarz.
Ludzie są tylko od samego swojego zarania, zawsze niepoprawnymi marzycielami ale i tak, to nas nie upoważnia do deptania dla własnego widzimisię tego co stworzył nam bóg wszechmogący. Może nie z własnej niedoskonałości ani nie z własnej chęci posiadania wszystkiego musimy podążać wciąż dalej i dalej, tak samo tu na na naszej ziemi, jak i tam gdzie jest cokolwiek do odkrycia. Więc budujemy coraz większe i doskonalsze statki na morzach i oceanach świata. Tak też jest i w samej przestrzeni kosmicznej gdzie chcemy rządzić niepodzielnie. Nawet narażając się na największe i realne niebezpieczeństwa, będziemy kiedyś eksplorować przestrzeń kosmiczną tak daleko jak się da nam ją poznać i dokąd polecimy na swoich statkach kosmicznych. Dziś mamy ten jeden który zaniesie nas tam tak daleko jak tylko chcemy aż do samych granic niemal nieskończonego wszechświata. Ale teraz przed nami stoi jak zapora światła nasze, własne.
Słońce