Paryż
Kochana młoda Panno!
W rzeczy samej, oba Twoje listy otrzymałem, lecz - do diaska! - czy naprawdę myśli Panna, że mam aż tyle czasu, żeby wysyłać odpowiedź na cito pierwszą pocztą, tak jak wychowanica moja sobie tego życzy oraz ilekroć uzna za stosowne zasypywać mnie tymi wszystkimi dyrdymałami? Posłuchaj, jestem co prawda kawalerem (niech Ci będzie - starym kawalerem), znam jednak trochę życie takich dorastających pannic. Dziś pragną jednego, jutro czegoś zgoła innego. Cóż niby mam Ci odpowiedzieć? A bo ja wiem, ile racji jest w Twoim postępowaniu? Nie żebym myślał, Saro kochana, że dworujesz sobie ze mnie, czy - jak to mówią - chcesz zagrać mi na nosie. Otóż nie. Wszak zawsze była z Ciebie dobra dziecina, ale jesteś jeszcze młoda, coś poszło nie po Twojej myśli, a to już wystarczające powody, żeby wylewać wszystkie swoje żale.
Gdybym nie był zmuszony zostać w tym przeklętym kraju, gdzie, z wyjątkiem rodziny, z którą mam do załatwienia interesy, nikt mnie nie rozumie, a i ja rozumiem niewiele; gdzie zamiast pieniędzmi płaci się pochlebstwami! Gdybym tylko mógł wrócić do Amsterdamu, wpadłbym jak na miotle do domu ciotki i z miejsca wybił jej z głowy całe te rządy silnej ręki!
Jednak biada Ci, jeśli drwisz sobie ze mnie! Ale biada też tej starej babie, jeśli faktycznie źle obchodzi się z moją wychowanicą, córką moich czcigodnych przyjaciół! Zachowaj to dla siebie, ale ciotka nie zasługuje na to, by być siostrą kogoś tak szlachetnego jak Twoja matka - za nic nie zasługuje, słowo daję! To zakłamana, chciwa sekutnica i wciąż zachodzę w głowę, jakich sztuczek musiała była użyć, przekonując Twoją zacną matkę, aby swoje jedyne, najukochańsze dziecko powierzyła jej opiece. Za sto półzłotych rycerzy1 powinnaś mieć u niej o niebo lepiej (dodam, że za Twoje stroje wciąż płacę z własnej kieszeni). Gdyby przynajmniej tak nie ciułała grosza, jakby sama była cokolwieczek uboga, a Ty kimś dla niej obcym! Wytrzymaj jeszcze, jeśli możesz. Tym większe będę mieć dla Ciebie poważanie, Dziecko Ty moje, i nigdy nie dam się przeciwko Tobie podjudzać. Ciotka o niczym mnie nie informuje. Zapewne uważa, iż nie jestem godzien takiego zaszczytu. Nic nie dzieje się bez przyczyny, moja Panno. Widzisz, kiedy ciotka zachowywała się niegodnie, próbowałem jej uświadomić, że taka postawa bardzo często w zadziwiający sposób nie licowała z tym, co mówiła, oraz z całą tą pompą, jaką robiła wokół własnej osoby, jak gdyby była świętą najwyższego autoramentu. Twoi rodzice, świeć, Panie, nad ich duszami, byli zacnymi ludźmi. Pamiętając o nich, prowadź się dobrze, Dziecinko. Przyznaję, takie traktowanie ze strony ciotki jest z pewnością dla Ciebie nie do zniesienia. Jeśli nadal będzie Ci uprzykrzać życie, a Ty znajdziesz lepsze miejsce, gwarantuję Ci dalsze utrzymanie pod warunkiem, że zamieszkasz u dobrych ludzi z nieposzlakowaną reputacją. Zrób to jednak tylko w ostateczności, inaczej się pogniewamy. Nie mogę pozwolić na to, abyś sama sobie wyrządziła jaką szkodę; za bardzo Cię kocham.
Co jeszcze chciałem powiedzieć...? Kupiłem tu dla Ciebie trochę nut. Jak będę wysyłać swoje rzeczy, dołączę je do przesyłki. Mówią, że to cudowna muzyka: ja tutaj z braku czasu już całkiem zrezygnowałem z rozrywek kulturalnych, ale nadal cieszy mnie, kiedy młode dziewczęta niekiedy uprzyjemniają sobie wolne chwile, a Ty szalejesz przecież na punkcie muzyki. Często jesteś w moich myślach - jakże chciałbym mieć Cię przy sobie. W Paryżu, Saartje2, Twój dowcipny sarkazm znalazłby właściwego adresata. Nie zobaczyłabyś ani nie usłyszała nic poza bezustannym szczebiotem tych, jak to mówię, fortunatów3 i lekkoduchów. Chodzi mi o tę uciążliwą, w rzeczy samej zarozumiałą, wysztafirowaną hałastrę, zwaną tutaj petits-maîtres4. To szatańskie towarzystwo wywołuje we mnie nie mniejszą odrazę niż w Tobie widok małpy. Mnie z kolei zwą tutaj le gros Hollandais5. Co to może oznaczać, Dziecino? Zapewne nic szczególnego.
Za sześć miesięcy planuję wrócić do domu. Ależ długi list się z tego zrobił. Cóż, jesteś dla mnie wyjątkową korespondentką. Mimo to wciąż nie przepadam za pisaniem. Żegnaj i ciesz się życiem. Pozdrowienia od Twojego życzliwego opiekuna
Abrahama Blankaarta
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki