Byłam tak zdenerwowana, że oprawienie połowu zajęło mi czas prawie do południa. Załadowałam wózek dla Vragiego, po czym wybrałam dwie ryby dla matki. Podekscytowanie spotkaniem z wojownikiem zniknęło, zastąpione ponurym przypomnieniem, że Vragi żył, byłam jego żoną i rozzłościłam go.
Od strony gór wiał wiatr, niosąc ze sobą zapach topniejącego śniegu. Odetchnęłam, ciesząc się, że znalazłam się z dala od smrodu ryb, wnętrzności i własnego wstydu, choć wszystkie trzy wciąż trzymały się mojego ubrania. Sosnowe igły trzeszczały pod moimi butami, ich woń wznosiła się do mojego nosa i łagodziła napięcie w ramionach.
Nic się nie stało. Wszystko będzie dobrze. Nie po raz pierwszy pokłóciłam się z mężem i nie po raz ostatni. Już przeżyłam z nim rok i przeżyję następny. I jeszcze następny.
Ale chciałam więcej, niż tylko przeżyć. Chciałam, by moje dni były czymś więcej niż czasem, który musiałam wytrzymać. Chciałam je przeżywać, cieszyć się nimi. Znaleźć w nich pasję i ekscytację, tak jak w tej krótkiej chwili z nieznajomym na plaży.
To pragnienie utrudniało mi życie. Gdybym tylko umiała przestać pragnąć, może znalazłabym odrobinę szczęścia w tym, co miałam. W chwili, kiedy ta myśl pojawiła się w mojej głowie, wzdrygnęłam się, bo dokładnie takie rzeczy mówiła moja matka. "Przestań pragnąć więcej, Freyo, a będziesz zadowolona z tego, co masz".
Wcisnęłam owinięte ryby pod lewą pachę, pochyliłam się i podniosłam kijek. Obracając się, uderzyłam nim o drzewo, później o kolejne, szłam ścieżką, jakby las wokół mnie wypełniała horda najeźdźców, i nie przejmowałam się, że zachowuję się bardziej jak dziecko niż jak dorosła kobieta. Uniosłam paczkę z rybami jak tarczę, blokując wyimaginowane ataki, aż się zadyszałam, a pot sprawił, że włosy przylepiły mi się do skroni.
Radowałam się bólem mięśni, kiedy atakowałam i broniłam, delektowałam każdym chrapliwym oddechem, rozkoszowałam pieczeniem dłoni za każdym razem, kiedy mój kijek trafiał w drzewo. O tym właśnie marzyłam - nie o patroszeniu ryb obok fiordu, by każdego dnia sprzedawać je tym samym wieśniakom, ale o walce. O dołączeniu do drużyny jarla podczas wypraw na naszych rywali na wschodzie i zachodzie. O obronie naszych ziem przed najeźdźcami z Nordelandii i o zdobyciu bogactwa dzięki sile mojego ramienia. A później o spędzaniu zim z rodziną, na ucztowaniu, piciu i śmiechu, aż nadejdzie pora na kolejną wyprawę.
Mój starszy brat Geir miał to samo marzenie i był na najlepszej drodze do jego spełnienia. Kiedy miałam czternaście lat, a on szesnaście, nasz ojciec zabrał go na althing, gdzie jarl Snorri podarował mu bransoletę, zapraszając go do udziału w wyprawach. Teraz, w wieku dwudziestu dwóch lat, mój brat był szanowanym wojownikiem.
Kiedy jednak powiedziałam na głos, że chciałabym podążyć śladem brata, odpowiedzią na moje słowa był śmiech, aż rodzina uświadomiła sobie, że mówię poważnie - wtedy ich rozbawienie zmieniło się w milczące przerażenie.
"Nie możesz, Freyo - powiedział w końcu ojciec. - Byłoby kwestią czasu, aż odkryliby, kim jesteś, a wtedy już nigdy więcej nie podjęłabyś żadnej decyzji".
Kim byłam. Moja tajemnica.
Moje przekleństwo.
"Kiedy urodzisz dziecko, Freyo, zapomnisz o tych głupich pragnieniach, by zawsze robić to, co twój brat - powiedziała matka. - Będziesz zadowolona".
- Nie jestem zadowolona! - krzyknęłam na to wspomnienie i rzuciłam kijkiem w stronę drzew. Ale kiedy to zrobiłam, jedna z ryb wyślizgnęła się z zawiniątka i spadła na ziemię. - Zaraza.
Uklękłam, podniosłam ją i w miarę możliwości oczyściłam z igieł i ziemi, w milczeniu przeklinając się za swoje myśli. Za marzenia o tym, czego nie mogłam mieć.
- Mam nadzieję, że nie była przeznaczona do mojego brzucha.
Poderwałam się na równe nogi, a kiedy się obróciłam, zobaczyłam stojącego z tyłu brata.
- Geir! - Podbiegłam do niego ze śmiechem i zarzuciłam mu ręce na szyję. - Co ty tu robisz?
- Ratuję swój obiad, na to wygląda.
Wyprostował ręce i przyjrzał mi się uważnie, a ja zrobiłam to samo z nim. Podobnie jak ja, miał włosy tak jasne, że prawie białe, i bursztynowe oczy, które emanowały blaskiem jak zaćmione słońca. Od kiedy zamieszkał w Halsar z jarlem, nabrał mięśni i nie był już szczupły jak ja, lecz masywny i silny.
- Powinnaś więcej jeść, wyglądasz mizernie - stwierdził i dodał: - Jarl Snorri jest w wiosce i rozmawia z twoim mężem.
Poczułam mrowienie skóry z niepokoju, bo choć Vragiego często wzywano przed oblicze naszego pana, jarl nigdy nie miał powodu, by przybyć do niego.
- W jakiej sprawie?
Geir wzruszył ramionami, po czym wziął jedną z ryb i kciukiem podważył jej skrzela.
- Pewnie o rybach. Bo o czym innym można rozmawiać z Vragim?
- Święta prawda - mruknęłam, wyrwałam mu rybę z rąk i ruszyłam ścieżką w stronę naszego domu rodzinnego.
- Jakże szybko gaśnie urok zaślubin.
Geir szedł krok w krok za mną, jego broń brzęczała. Topór i saks wyglądały znajomo, ale miecz był nowy. Podobnie jak pancerz pod płaszczem. Albo zdobycz z wyprawy, albo kupiony za jego część łupu. Poczułam zazdrość, ale odepchnęłam ją od siebie i spojrzałam na brata z ukosa.
- Jaki urok? Od początku nie było żadnego uroku.
- Zgoda.
Brat kopnął kamień, który poturlał się ścieżką przed nami. W ciągu ostatniego roku zapuścił brodę, którą zdobiły srebrne pierścienie. Sprawiała, że wyglądał na starszego i groźniejszego, co pewnie było jego zamiarem. Uniosłam rękę i pociągnęłam za jego zarost.
- Co sądzi o tym Ingrid?
Ze swoją atrakcyjnością i urokiem Geir mógł wybierać wśród kobiet, choć wiedziałam, że nie widział świata poza moją przyjaciółką Ingrid, którą kochał, od kiedy byliśmy dziećmi. Wiedziałam, że w tym roku miał nadzieję zarobić w ciągu wypraw dość, by wybudować hallę i poprosić jej ojca o rękę córki.
- Uwielbia ją. Szczególnie to, jak łaskocze, kiedy...
Popchnęłam go na tyle mocno, że się potknął.
- Prosiak.
Geir uśmiechnął się do mnie.
- Nie zaprzeczę. Ale zmieniłaś temat, Freyo. Wszyscy wiemy, że Vragi to chciwy dupek, ale jest twoim mężem. Po śmierci ojca moim obowiązkiem jest...
Zaczepiłam stopą o jego kostkę i szarpnęłam, a kiedy przewrócił się na plecy, uśmiechnęłam się. Postawiłam stopę na jego piersi.
- Kocham cię, bracie. Ale jeśli zaczniesz mi przypominać, jakie są moje obowiązki jako żony, nie spodoba mi się to. - Oparłam na nim ciężar swojego ciała. - Nie minęło tak wiele lat od czasu, kiedy biłam się z tobą do krwi, bym zapomniała, jak to się robi.
Czekałam, aż się roześmieje. Aż zaszydzi z Vragiego i nazwie go lądową rybą. Aż przeprosi, że wbrew woli zostałam zmuszona do tego małżeństwa. Powie mi, że zasługiwałam na coś lepszego.
Tymczasem Geir powiedział:
- Już nie jesteśmy dziećmi.
Po czym złapał mnie za kostkę i szarpnął.
Uderzyłam tyłkiem o ziemię tak mocno, że poczułam to w kręgosłupie i prawie odgryzłam sobie język, ale Geir zignorował, że pluję krwią, i usiadł.
- Vragi ma bogactwo i wpływy u jarla Snorriego. Dostałem bransoletę ze względu na życzliwość, jaką jarl żywił wobec ojca, ale to ze względu na Vragiego jarl płaci mi przez cały rok za to, że dla niego walczę. Jeśli rozzłościsz męża tak bardzo, że cię odprawi, Snorri może nie pozwolić mi na zachowanie miejsca u jego boku. A jeśli je stracę, jak zdobędę bogactwo, którego potrzebuję, by poślubić Ingrid?
Jakbym mogła zapomnieć.
- A jeśli nie obchodzimy cię ja i Ingrid, pomyśl o matce. - Geir oparł łokcie na kolanach. - Vragi zapewnia jej opiekę. Opłaca ludzi, którzy zajmują się gospodarstwem i karmią inwentarz. A jeśli nie o niej, to pomyśl logicznie o swojej pozycji. Masz dom, którego pragną inni, i bogactwo pozwalające ci kupować niezliczone błyskotki. - Wyciągnął rękę i trącił jeden ze srebrnych pierścieni otaczających mój długi warkocz. - Co byś zrobiła bez Vragiego?
- Walczyła. Wyruszała na wyprawy. Sama zdobyła bogactwo dla siebie. Nie potrzebuję Vragiego.
Geir prychnął i wstał.
- Nie kłóćmy się. Nie widziałem cię od wielu miesięcy.
Wpatrywałam się w jego wyciągniętą rękę i częściowo miałam ochotę kłócić się dalej. Ale oboje wiedzieliśmy, że nigdy nie podjęłabym decyzji, która zaszkodziłaby mojej rodzinie, a to sprawiało, że wszystkie moje argumenty przestawały się liczyć. Dlatego chwyciłam dłoń brata i pozwoliłam, by pomógł mi wstać.
- Dokąd jarl Snorri planuje udać się na wyprawę tego lata?
Zanim Geir zdążył odpowiedzieć, usłyszeliśmy tętent kopyt. Pojawiła się grupa konnych wojowników i poczułam ścisk w żołądku, gdy na ich czele rozpoznałam swojego męża. Wyglądał na zadowolonego z siebie.
- Panie.
Geir ukłonił się potężnemu mężczyźnie, który jechał obok Vragiego i który musiał być jarlem Snorrim. Nie widziałam go nigdy wcześniej, bo nigdy nie oddaliłam się bardziej niż o kilka godzin drogi od Selvegr i nie odwiedziłam jego twierdzy w Halsar. Wysoki i masywny, miał ciemnobrązowe włosy i siwiejącą brodę, oczy otoczone głębokimi zmarszczkami i zaciśnięte wargi. Większość uznałaby go za atrakcyjnego, ale sposób, w jaki wpatrywał się we mnie, sprawił, że przeszedł mnie dreszcz.
Jakbym była czymś, co należy posiąść.
- Geirze - odparł Snorri, ale wciąż patrzył na mnie.
Nie miałam ochoty spojrzeć mu w oczy, więc zerknęłam na jego towarzyszy za nim. Oprócz Vragiego było jeszcze trzech mężczyzn w kolczugach, uzbrojonych w saksy, topory i miecze. Ich broń wiele mówiła o ich bitewnej sławie. Jedyna towarzysząca im kobieta nie miała broni poza krótkim saksem u pasa, a jej suknia była tak głęboko wycięta, że poniżej wiązania płaszcza widać było dekolt. Mój wzrok przesunął się jednak dalej i padł na tego, który jechał na samym końcu.
"O bogowie".
Choć jego obecność tu miała sens, i tak poczułam wstrząs na widok wojownika z plaży. Wstrząs, który odbijał się w jego oczach, kiedy przeniósł wzrok ze mnie na Geira, a później z powrotem.
- To ta siostra, o której ciągle opowiadasz, Geirze? - Nie czekając na odpowiedź, jarl zwrócił się do Vragiego: - Jest twoją żoną, prawda?
- Tak, panie. To moja Freya.
"Nie twoja - chciałam syknąć. - Nigdy twoja". Ale ugryzłam się w język, bo działo się tu coś, od czego moje wnętrzności obróciły się w lód, a wrażenie to było tysiąc razy gorsze ze względu na wyraz twarzy Vragiego.
Uśmiechał się jak kot, który dostał pełną miskę śmietanki. Co go tak cieszyło? Dlaczego Snorri i jego wojownicy tu przybyli? Czego chcieli?
- Nigdy nie wspominałeś, że twoja siostra też jest wojowniczką, Geirze - stwierdził Snorri. - Vragi powiedział mi, że chciała dołączyć do wyprawy tego lata, czy to prawda?
- Nie - wykrztusił mój brat, po czym spróbował zatuszować swój wybuch śmiechem. - Freya umie tylko patroszyć ryby i zajmować się domem. Nie jest wojowniczką.
Najeżyłam się, ale zaraz zagryzłam policzek, kiedy Snorri uśmiechnął się do mnie z rozbawieniem.
- Nie zgadzasz się, Freyo? Wierzysz, że umiesz walczyć?
- Ja... - Przełknęłam ślinę i poczułam, że pot spływa mi po plecach, bo wszyscy na mnie patrzyli. Lepiej powiedzieć prawdę, szczególnie że moje umiejętności były znane. - Ojciec uczył mnie walki, kiedy byłam dziewczynką. Umiem o siebie zadbać.
- Twoim ojcem jest Erik.
- Był - poprawiłam. - Umarł rok temu.
- W walce, prawda?
Policzki zapiekły mnie, kiedy je zagryzłam, niepewna, czy mój brat skłamał, czy pan przejmował się tak mało, że nie zapamiętał szczegółów.
- Nie, panie. Umarł w noc mojego ślubu. Zielarka powiedziała, że to przez serce.
Snorri podrapał się po brodzie.
- Szkoda. Erik był dzielnym wojownikiem w sile wieku. Wiele razy walczyliśmy ramię w ramię. Jeśli uczył ciebie, to jesteś dobra. A mnie zawsze przydadzą się wojownicy.
- Ona jest zamężna - zauważył Geir, zanim zdążyłam odpowiedzieć. - Z całym szacunkiem, ale Freya powinna się skupiać na rodzinie, nie na walce.
- Zgoda - przyznał Snorri. - Ale Vragi mówi mi, że tak nie jest. Że Freya więcej myśli o walce niż o dzieciach.
"O bogowie".
Wszystko dotarło do mnie w tej samej chwili, co do Geira, który pobladł. Vragi chciał zakończyć nasze małżeństwo i poprosił jarla, by był tego świadkiem. Poczułam w gardle posmak żółci, bo choć bardzo chciałam się go pozbyć, byłam świadoma konsekwencji. Wiedziałam, że moja rodzina ucierpi, bo nie umiałam siedzieć cicho.
- Zobaczmy, czy Freya jest lepszą wojowniczką niż żoną - mówił dalej Snorri. - Daj jej broń, Geirze.
Mój brat się nie poruszył.
Spojrzenie jarla spochmurniało.
- Sprzeciwiasz mi się?
- Nie chcę, by mojej siostrze stała się krzywda.
Geir chronił mnie z powodu dumy. Wiedziałam o tym i nie chciałam, żeby do tego doszło, bo wystarczyło, bym zaakceptowała upokorzenie. Może to będzie dość, by ułagodzić Vragiego i skłonić go do zmiany zdania.
- Daj mi swój miecz, Geirze.
Brat odwrócił się do mnie, jego bursztynowe oczy błyszczały.
- Freyo, nie!
Wyciągnęłam rękę.
Patrzył na mnie z góry, a ja w milczeniu błagałam go, by zrozumiał, jak to się rozegra. By dostrzegł, że jedyną krzywdą, jaka mi się stanie, będzie parę sińców i cios w moją dumę. Cios, który byłam gotowa przyjąć dla dobra jego i naszej matki.
Mijały sekundy, napięcie na polanie rosło. W końcu Geir niechętnie wyciągnął miecz i podał mi jego rękojeść. Zacisnęłam dłoń na skórze, którą ją owinięto, i poczułam wyważenie broni. Poczułam jej stosowność. Za plecami jarla jeden z towarzyszy zaczął zsiadać z konia, ale Snorri pokręcił głową i spojrzał na ciemnowłosego wojownika, z którym flirtowałam na plaży.
- Bjornie, ty sprawdzisz, jakie umiejętności ma Freya.
Bjorn.
Moja pewność siebie zniknęła, kiedy usłyszałam jego imię, a zrozumienie, kim był mężczyzna, uderzyło mnie z siłą tarana w brzuch. Był synem i dziedzicem jarla Snorriego. Już to byłoby wystarczająco złe, ale był również dzieckiem Tyra, w chwili poczęcia bóg podarował mu kroplę krwi i całą związaną z nią magię. Brat wiele razy opowiadał mi o sprawności tego męża na polu walki - niezrównany wojownik, który pozostawiał za sobą jedynie martwych i umierających. I to z nim Snorri kazał mi walczyć?
Byłam bliska zwymiotowania, ale wtedy Bjorn zaczął się śmiać.
Uderzył dłonią o siodło i z plecami wygiętymi do tyłu rechotał na całe gardło. Trwało to przez dłuższą chwilę, zanim wytarł oczy i wymierzył palec w Snorriego.
- Wszyscy, którzy mówią, że nie masz poczucia humoru, są kłamcami, ojcze.
- Nie żartowałem. - Jarl mówił chłodno, a jego ukryta pod brodą szczęka zaciskała się, zdradzając oczywistą irytację.
A przynajmniej oczywistą dla mnie. Bjorn jedynie znów się roześmiał.
- Chcesz, żebym ja walczył z tą... dziewczyną? Z żoną handlarza rybami, która ledwie ma siłę unieść broń?
Z trudem powstrzymywałam grymas, bo choć broń była ciężka, nie ważyła więcej od wiadra ryb, które dźwigałam przez cały dzień.
- Tak, Bjornie, tego właśnie od ciebie oczekuję. - Snorri przechylił głowę. - Chyba że swoją odmową chcesz dać mi powód, bym zaczął wątpić w twoją lojalność?
Ojciec i syn patrzyli sobie w oczy, a napięcie było tak namacalne, że pozostali wojownicy poruszyli się w siodłach. Wyraźnie dostrzegałam, że to próba, a ja miałam pecha zostać w nią uwikłana.
Bjorn ustąpił, wzruszeniem ramion przerwał pojedynek woli.
- Jak sobie życzysz.
Zsunął się z konia i podszedł do mnie z wdziękiem drapieżnika. Jego zalotny uśmiech dawno zniknął. Szybko przypomniałam sobie, o ile był ode mnie większy i że to wszystko były mięśnie. Ale nie to wzbudziło mój strach. Nie, strach, który zmroził mi krew w żyłach i sprawił, że miałam ochotę uciec, miałam ochotę się skulić, pojawił się w chwili, kiedy jego usta wypowiedziały bezgłośnie imię "Tyr" i w jego dłoni pojawił się topór z ognia.
Czułam jego gorąco, broń gorzała mocniej niż naturalny ogień, czerwone, pomarańczowe i niebieskie płomienie były tak jasne, że piekły mnie oczy. Ogień boga. Ogień wojny.
- Co chcesz osiągnąć? - spytał Snorriego. - Chcesz dowodu, że ona nie umie walczyć? Proszę...
Zamachnął się w moją stronę.
Cofnęłam się z krzykiem, potknęłam o wystający korzeń i upadłam na plecy, wypuszczając broń z ręki.
- Oto twój dowód. Odeślij ją do męża i ryb.
- To nie dowód, którego szukam - odparł jarl, a mnie wypełnił strach, że zapłacę za to czymś więcej niż tylko dumą.
Podniosłam się i zobaczyłam, że pozostali wojownicy trzymają mojego brata za ramiona, powstrzymując go. Z tyłu Vragi uśmiechał się złośliwie.
- W takim razie do pierwszej krwi? - spytał ostro Bjorn.
W jego głosie brzmiał gniew, a płomienie topora rozjarzyły się pod wpływem tego uczucia. Nie chciał tej walki, ale to nie znaczyło, że nie stoczy jej dla potwierdzenia swojej lojalności. Odmowa groziła poważnymi konsekwencjami, a ja wątpiłam, by był gotów je ponieść dla kobiety, której nie znał.
- Nie. - Snorri zsiadł z konia i podał wodze innemu wojownikowi, po czym założył ręce na piersi. - Na śmierć i życie.
Poczułam ścisk w żołądku, a świat wokół mnie nagle stał się zbyt jasny. "Na śmierć i życie".
- To szaleństwo - warknął Bjorn. - Każesz mi zabić tę kobietę? Dlaczego? Bo ten śmieć - wskazał na Vragiego - chce wziąć sobie nową żonę?
- Vragi to dziecko Njorda. Jest wartościowy i udowodnił swoją lojalność.
Nie byłam już pewna, czy chodziło o mnie, czy o Bjorna. Czy o coś zupełnie innego. Jedyne, co wiedziałam na pewno, to że strach mnie dusił i odbierał mi głos.
- A ja nie? - Bjorn uniósł płonący topór, a jarl miał dość rozsądku, by się cofnąć. - Zrobiłem wszystko, o co mnie prosiłeś.
- Czymże jest więc jeszcze jedna rzecz? - Snorri przechylił głowę. - Zrobisz to albo oddasz swoją bransoletę i udasz się na wygnanie, i nie będziesz już moim synem, ani z imienia, ani z ducha. A jeśli myślisz, że twoja ofiara ocali tę kobietę, wiedz, że tak się nie stanie. Po prostu każę komuś innemu walczyć za ciebie.
Mięśnie szczęki Bjorna widocznie się napięły, a jego zielone oczy zmrużyły z wściekłości, ale krótko skinął głową.
- Dobrze.
- Freyo! - zawołał mój brat. - Uciekaj!
Nie mogłam odzyskać władzy w ciele. Nie mogłam wymyślić niczego, co pozwoliłoby mi wydostać mnie i Geira z tej sytuacji i zachować życie nas obojga. Jedyną drogą była walka.
I zwycięstwo.
- A jeśli ja zabiję jego?
Spodziewałam się, że Snorri się roześmieje, ale on tylko wzruszył ramionami.
- Jeśli zabijesz Bjorna, Freyo, zdejmę bransoletę z jego trupa i założę ją tobie. Dostaniesz jego miejsce na moim drakkarze, kiedy latem wypłyniemy na wyprawę, i jego część bogactwa, które się z tym wiąże.
Uniosłam brodę. Nie mogłam się pogodzić z myślą, że część mnie czuła pokusę takiej nagrody.
- I rozwód z Vragim.
To sprawiło, że Snorri zaśmiał się cicho i spojrzał na Vragiego.
- Zgadzasz się zakończyć to małżeństwo?
Mój mąż prychnął szyderczo.
- Z przyjemnością.
Moje szanse na pokonanie tak sławnego wojownika jak Bjorn były niewielkie. Tym mniejsze, że miał dar Tyra. Ale pojedynki były nieprzewidywalne, a mnie nie brakowało umiejętności.
- Dobrze.
Snorri pokiwał głową, po czym spojrzał na piękną kobietę przyglądającą się wszystkiemu z konia.
- Będziemy mieli o tym pieśń, Steinunn. Tak czy inaczej.
- Jak powiedziałeś, panie.
Kiedy kobieta napotkała moje spojrzenie, w jej oczach pojawiło się zainteresowanie. Cokolwiek się tu działo, najwyraźniej wiedziała niewiele więcej ode mnie. Poruszyłam ramionami, żeby je rozluźnić, i podeszłam do jednego z konnych wojowników.
- Mogę skorzystać z twojej tarczy?
Wzruszył ramionami i odpiął ją od siodła.
- To cię nie ocali - stwierdził. - Ale każdy, kto jest gotów walczyć z Bjornem, zasłużył na miejsce w Walhalli.
Jego słowa dodały mi sił, kiedy wzięłam tarczę i złapałam za imacz pod umbem, ale nie zdradzałam pewności siebie, kiedy okrążałam Bjorna. Gorąco jego topora sprawiło, że na moim czole zaperlił się pot, wydawało się jednak, że na niego nie wpływało. Nie mogło wpływać, bo w końcu gołą ręką trzymał ogień.
- Przykro mi z tego powodu, Freyo - powiedział. - Oby sam Odyn przywitał cię pełnym kielichem.
- Z pewnością to zrobi. - Uśmiechnęłam się słodko. - Bo ostrzeżesz go, by był na mnie gotów, kiedy przybędziesz. A to wydarzy się wcześniej, niż sądzisz.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech i przez krótką chwilę znów widziałam mężczyznę, który flirtował ze mną na plaży. Gdyby jakimś cudem udało mi się go zabić, nie uradowałoby mnie to, co nie znaczyło, że zawahałabym się przed zadaniem zabójczego ciosu. Bjorn obejrzał się przez ramię na Vragiego.
- Jesteś głupcem, jeśli...
Zadałam cios.
Mój miecz ciął w stronę jego brzucha, ale jakiś szósty zmysł musiał go ostrzec, bo Bjorn uchylił się w ostatniej chwili i sztych jedynie przeciął tkaninę jego koszuli. Okrążał mnie, przyglądając mi się.
- Nie spodziewałem się, że tak to będzie wyglądało, Freyo.
- Los nie przejmuje się twoją opinią, jak powinny wyglądać sprawy. - Krew dudniła mi w żyłach. Przeniosłam spojrzenie na ognisty topór, choć wiedziałam, że to nie jego powinnam obserwować. To oczy i ciało prowadziły, nie broń. - Wszystko, co jest, i wszystko, co będzie, zostało już utkane przez Norny.
Znów zadałam cios, nasze bronie się zderzyły, a siła mężczyzny sprawiła, że zatoczyłam się do tyłu.
- Jeśli zamierzasz nauczać, lepiej, żebyś nie popełniała błędów. - Zablokował kolejne cięcie, ale nie odpowiedział własnym ciosem. - Sam tkam swój los.
Bo w jego żyłach płynęła krew boga. Wiedziałam o tym. Dobrze o tym wiedziałam, bo Vragi często chełpił się tą mocą, mimo iż była niemożliwa do udowodnienia.
- W takim razie będzie to los, o którym zadecyduje twój ojciec, bo wydaje się, że robisz to, co każe.
Oczy Bjorna zapłonęły gniewem, a ja znów zaatakowałam, próbowałam ciąć go w żebra. Odskoczył, znacznie szybciej, niż spodziewałam się po tak potężnym mężczyźnie. Zamachnął się bez entuzjazmu w stronę mojego miecza, a kiedy bronie się zderzyły, wzdrygnęłam się. Płomienie zamigotały na moim ostrzu. Gwałtownie szarpnęłam miecz do tyłu i przyjęłam kolejny cios jego topora na tarczę.
Ostrze wbiło się w drewno pod umbem, a ja zaparłam się o ziemię, kiedy je wyciągał. Siła szarpnięcia niemal wyrwała mi tarczę z rąk. Co gorsza, poczułam woń tlącego się drewna, a z miejsca, gdzie tarcza zajęła się ogniem, wznosił się dym.
Ale nie odważyłam się jej odrzucić.
Przepełniał mnie strach, zalewał pot i wszystko wydawało się zbyt jasne. Musiałam zaatakować teraz, zanim ogień zmusi mnie do upuszczenia tarczy. Zanim zabraknie mi sił.
Rzuciłam się w serii kolejnych ataków i czułam narastającą panikę, kiedy parował je, jeden po drugim. Patrzył na mnie bez wyrazu i przez cały czas skupiał się na obronie.
Po co atakować, skoro ogień przepalający moją tarczę zrobi to za niego?
- Pokaż swoją wartość, Bjornie! - warknął Snorri. - Pokaż jej, co to znaczy naprawdę walczyć!
Zdyszana, zadawałam kolejne ciosy, wiedząc, że moją jedyną szansą jest zwycięstwo. Zabicie go, choć bardzo tego nie chciałam.
- Dlaczego to robisz? - spytałam Snorriego między sapnięciami. - Co zyskasz na mojej śmierci?
- Nic nie zyskam na twojej śmierci. Dlatego walcz!
To nie miało sensu.
Wydawało się, że jedynie Bjorn się z tym zgadza.
- W tej walce nie ma nic uczciwego. Chodzi tylko o to, że ten handlarz rybami z małym kutasikiem chce, żeby ktoś większy od niego ukarał jego żonę za jego własne braki pod futrami.
- Orałem ją każdej nocy! - krzyknął Vragi. - To jej wina!
- Może orałeś niewłaściwe pole!
Bjorn roześmiał się i odskoczył poza zasięg mojego ciosu, po drodze uderzając toporem o moją tarczę, jakby odpędzał muchę.
Rozzłościłam się, mniej z powodu prymitywnej sugestii, a bardziej dlatego, że nie traktował mnie poważnie i nie wkładał żadnego wysiłku w walkę.
- Sok cytrynowy szybko pozbył się wszelkiego nasienia, które zasiał jego kutas.
Zdradzenie tajemnicy było najpewniej niemądre, ale skoro i tak czekała mnie nieunikniona śmierć, warto było zobaczyć oszołomione oburzenie na twarzy Vragiego. Bjorn zawył ze śmiechu, zatoczył się do tyłu i złapał za brzuch, choć szybko zablokował mój cios, kiedy próbowałam go dźgnąć.
- Na bogów, Vragi - powiedział ze śmiechem. - Świat jest naprawdę lepszym miejscem bez twojego potomstwa, jeśli nie zastanawiałeś się, dlaczego twoja kobieta smakuje cytryną.
"Smakuje?" Zamarłam, wpatrując się w Bjorna, który uśmiechnął się do mnie krzywo.
- Wygląda na to, że rzeczywiście nie robił tego właściwie.
- Bjorn, zamknij się! - Snorri krążył wokół nas. - Zabij ją teraz albo obetnę ci język, żeby cię uciszyć!
Z oczu Bjorna zniknęło rozbawienie.
- Żałuję, że los nie był dla ciebie bardziej łaskawy, Freyo.
Zaatakował bez ostrzeżenia.
Skończyły się mało entuzjastyczne pacnięcia i pozbawione wysiłku parowania, zastąpiły je mocne ciosy, pod którymi się uginałam.
Myślałam, że umiem walczyć. Że wiem, jak wygląda prawdziwa bitwa. Nic nie mogło przygotować mnie na zrozumienie, że niezależnie od tego, jak mocno zadaję ciosy i jak szybko paruję, nadchodzi mój koniec.
Moja tarcza płonęła, od dymu i gorąca piekły mnie oczy, ale nie odważyłam się jej odrzucić. Bjorn znów mnie zaatakował. Próbowałam się osłonić, ale jego topór zaczepił o moje ostrze i wyrwał mi je, aż poleciało, koziołkując, w las.
To było to.
Nadeszła ta chwila.
A jednak Bjorn się zawahał i cofnął, zamiast zadać śmiertelny cios. Był zabójcą, owszem. Ale nie mordercą.
- Skończ to! - krzyknął Snorri. - Przeciągałeś to dość długo. Zabij ją!
Bałam się. Tak boleśnie się bałam, że choć wciągałam oddech za oddechem, miałam wrażenie, że nic z tego nie dociera do płuc. Jakby dusiło mnie moje własne przerażenie. Jednak udało mi się unieść płonącą tarczę - byłam gotowa walczyć do samego końca. Gotowa umrzeć z honorem. Gotowa zasłużyć na miejsce w Walhalli.
Płonący topór opadł w moją stronę i uderzył w tarczę. Drewno popękało, a ja zatoczyłam się do tyłu, z trudem utrzymując się na nogach. Ręka rozbolała mnie od siły ciosu i z moich warg wyrwało się łkanie.
Znów się zamachnął.
Patrzyłam na to tak, jakby czas zwolnił. Wiedziałam, że siła uderzenia roztrzaska tarczę i odrąbie mi rękę. Wiedziałam, że poczuję smród własnego palącego się ciała. Własnej zwęglonej krwi.
Moja odwaga osłabła i znikła.
- Hlin - wyszeptałam imię, którego przez całe życie nie wolno mi było wypowiadać. - Ochroń mnie!
Rozległ się trzask błyskawicy, kiedy płonący topór Bjorna trafił w moją tarczę, która nie była już z drewna, lecz ze srebrnego światła. Uderzenie sprawiło, że mężczyzna poszybował w powietrzu i walnął w drzewo oddalone ode mnie o kilkanaście kroków z siłą tak dużą, że pień popękał.
Bjorn osunął się na ziemię, oszołomiony, a jego topór wylądował na stercie sosnowych igieł i szybko je podpalił.
Nikt jednak nie próbował zdusić płomieni. Nikt się nie poruszył. Nikt się nawet nie odezwał.
Bjorn wyprostował się powoli i potrząsnął głową, a jednocześnie skupił wzrok na mnie. Jego głos drżał, kiedy stwierdził:
- Ona jest tarczowniczką.
Przeszedł mnie dreszcz i zgasiłam magię. Ale było za późno. Wszyscy to zobaczyli.
Wszyscy wiedzieli.
- Widzisz, panie - powiedział Vragi, głośno i zgrzytliwie. - Jest, jak mówiłem. Freya jest dzieckiem bogini Hlin i ukrywała swoją magię.
Choć nie miało to większego znaczenia, pierwszym, co przyszło mi na myśl, było: skąd on wiedział?
Mój mąż zaśmiał się, dostrzegając pytanie w moich oczach.
- Zawsze, kiedy się wyślizgiwałaś, myślałem, że idziesz lec z innym mężczyzną. Dlatego poszedłem za tobą. Przyłapałem cię, oczywiście, nawet jeśli nie miało to nic wspólnego z kutasem innego.
Poczułam ścisk w żołądku. Jak mogłam być aż tak głupia? Dlaczego nie zachowywałam większej ostrożności?
- Steinunn - odezwał się Snorri. - To będzie pieśń pokolenia, a zostanie stworzona twoją magią.
Kobieta nie odpowiedziała, jedynie patrzyła na mnie z takim przejęciem, że musiałam odwrócić wzrok.
Bjorn zgasił ogień wywołany przez topór, choć broń wciąż płonęła w jego dłoniach, kiedy podszedł bliżej.
- Domyślam się, że tak naprawdę nie chcesz, żebym ją zabił.
Snorri prychnął.
- Nie jestem pewien, czy udałoby ci się, gdybyś spróbował. Przepowiedziano, że jej imię narodzi się w ogniu boga. Jej losem nigdy nie było zginąć z twojej ręki.
- Ona jest bezlosa - odparował Bjorn. - Nikt nie mógł przewidzieć, czy ją zabiję, nawet bogowie.
Jarl prychnął z rozbawieniem.
- Myślisz, że nie znam własnego syna? Wiedziałem, że powstrzymasz zabójczy cios dość długo, by przerażenie zmusiło ją do ujawnienia się.
Snorri wykorzystał nas przeciwko sobie nawzajem.
Pustkę w mojej piersi zaczęło wypełniać gorąco gniewu. To gorąco zmieniło się w pożar, kiedy Snorri wyjął zza płaszcza sakiewkę i rzucił ją Vragiemu.
- Rekompensata za utracone wiano. I za twoją lojalność.
- Ty pierdolony, zdradziecki dupku - warknęłam. - Twoja chciwość nie ma granic?
Vragi wyjął z sakiewki złoty naszyjnik i podziwiał go.
- To nie chciwość, Freyo. Ja jedynie oddaję cześć bogom, kierując cię w stronę twojego prawdziwego celu. Naprawdę powinnaś mi podziękować.
- Podziękować?
- Tak. - Uśmiechnął się szeroko. - Wkrótce będziesz drugą żoną jarla, co oznacza, że będziesz żyła w jego wielkiej halli, otoczona niezliczonymi błyskotkami i bogactwami. I będzie cię zabierał na wyprawy, czego pragnęłaś.
"Druga żona". Spojrzałam przerażona na Snorriego, a choć w jego oczach dostrzegłam irytację, pokiwał głową.
- Niemal dwadzieścia lat temu usłyszałem wieszczbę o tarczowniczce, która przyszła na świat w noc czerwonego księżyca. Usłyszałem, że imię tej kobiety narodzi się w ogniu bogów i że ona zjednoczy mieszkańców Skalandii pod władzą tego, kto będzie panował nad jej losem.
- Los tkają Norny. - Z trudem poruszałam językiem i przełknęłam ślinę. - One nad nim panują.
- Los wszystkiego jest utkany poza losem dzieci bogów - poprawił mnie Snorri. - Twoja ścieżka nie jest znana, a krocząc nią, układasz na nowo nici wszystkich wokół siebie.
Moje uszy wypełnił niski szum, a słońce stało się niemożliwie jasne. Byłam nikim, a Hlin... ona była najmniej ważną z bogów, rzadko o niej myślano i nigdy nie wspominano. Z pewnością nie była dość potężna, by zjednoczyć klany pod władzą jednego męża.
- Masz być twórczynią króla, Freyo. - Snorri złapał mnie za ramiona. - A jako twój mąż, ten, który decyduje o twoim losie, to ja będę tym królem.
To dlatego ojciec domagał się, bym utrzymała swoją magię w tajemnicy, dlatego był tak przekonany, że zostanę wykorzystana wbrew swej woli, jeśli ujawnię swoją moc. Był jednym z wojowników Snorriego, co znaczyło, że słyszał o przepowiedni. Znał zamiary Snorriego i nie chciał dla mnie takiego życia. Ja nie chciałam dla siebie takiego życia.
- Nie!
- To nie twoja decyzja, Freyo - odparł. - Ponieważ twój ojciec nie żyje, podejmie ją Geir.
Wojownicy przytrzymujący mojego brata pociągnęli go do przodu, a on splunął krwią na ziemię przed jarlem.
- Jeśli Freya mówi nie, odpowiedź brzmi nie. Nie zhańbię siostry, zmuszając ją do kolejnego małżeństwa, którego nie chce.
- Sądzę, że powinieneś się zastanowić. - Snorri przestąpił nad plwociną i stanął przed moim bratem. - Oczekuję lojalności od swoich wojowników, szczególnie tych, którzy pływają na moim drakkarze. To nie jest lojalność, chłopcze.
Geir zacisnął zęby, a ja patrzyłam, jak jego marzenia się rozwiewają.
Serce mi pękało, kiedy dotknął żelaznej bransolety na ramieniu, ale wtedy Vragi powiedział głośno:
- Słyszałem, że ojciec Ingrid szuka dla niej dobrego męża. - Uniósł sakiewkę, którą właśnie dostał za zdradzenie mnie. - Myślę, że to będzie dobre wiano.
Geir pobladł, a ja poczułam ścisk w żołądku, bo oboje wiedzieliśmy, że ojciec Ingrid przyjmie złoto mimo wszelkich protestów córki. Nie mogłam na to pozwolić. Nie mogłam dopuścić, by życie brata i najlepszej przyjaciółki zostało zrujnowane z mojego powodu. Szczególnie kiedy to moja lekkomyślność sprawiła, że znaleźliśmy się w tej sytuacji.
- Dobrze. - Mój głos był dziwny, zduszony. - Poślubię cię. Pod jednym warunkiem. Mój brat zachowa bransoletę i miejsce.
Snorri z namysłem podrapał się po brodzie, po czym skinął głową.
- Zgoda.
Przeniósł wzrok na Geira, który również krótko skinął głową, ale nie patrzył przy tym na mnie.
- Zgoda.
Snorri zwrócił się do zebranych.
- Wszyscy jesteście świadkami? Freya zgodziła się zostać moją narzeczoną. Czy ktokolwiek podważa moje prawo, by ją wziąć?
Wszyscy cicho wyrazili zgodę. To znaczy wszyscy poza Bjornem. Topór wciąż płonął w jego dłoni, a jego spojrzenie skupiało się na mnie, kiedy uniósł broń, jakby zamierzał coś zrobić. I z niewyjaśnionych powodów instynkt kazał mi się cofnąć, a moje serce zabiło szybciej.
Ale on tylko znów opuścił broń i pokręcił głową.
- W takim razie stało się. - Snorri kazał swoim wojownikom podnieść Geira. - Zachowasz bransoletę i miejsce, Geirze, ale musimy się zająć twoim brakiem lojalności. Wiedziałeś, że szukam córki Hlin, ale nie powiedziałeś mi o swojej siostrze, mimo iż wiedziałeś, że w jej żyłach płynie krew bogini. Za to musisz zostać ukarany. - Uniósł topór.
- Nie! - Z moich ust wyrwał się przerażony krzyk. - Dałeś słowo!
Próbowałam stanąć między nimi, ale Bjorn był szybszy. Złapał mnie w pasie i odciągnął do tyłu tak, że moje ramiona przycisnęły się do jego piersi.
- On go nie zabije - powiedział mi do ucha, a jego oddech był gorący. - Kiedy się dokona, będzie po wszystkim. Nie wchodź w drogę.
- Puść mnie! - Szarpałam się i walczyłam, próbując wbić pięty w jego buty, ale on uniósł mnie nad ziemię jak dziecko. - Geir!
Mój brat stał wyprostowany z uniesioną brodą. Przyjmował swój los.
Snorri się zamachnął.
Płaz uderzył mojego brata w goleń, a dźwięk pękającej kości odbił się echem wśród drzew. Krzyknęłam.
Geir nie.
Twarz mojego brata pobladła, ale nie wydał z siebie dźwięku, kiedy osunął się na ziemię, zaciskając pięści.
Snorri znów zamocował topór u pasa.
- Dołączysz do mnie, kiedy będziesz mógł chodzić, rozumiesz?
- Tak, panie - wydyszał Geir.
Szarpałam ręce Bjorna, próbując dotrzeć do brata. Musiałam mu pomóc. Ale Bjorn mnie nie puszczał.
Jarl wbił we mnie wzrok.
- Jesteś poszukiwaną kobietą, tarczowniczko. Dzięki pieśniom Steinunn wieści o tobie rozejdą się szybko i wszyscy będą chcieli cię posiąść. Wielu może zaatakować tych, na których ci zależy, by ci zaszkodzić. - Przerwał. - Moi ludzie będą strzec twojej rodziny, by upewnić się, że nie przydarzy jej się nic... niefortunnego.
Jego słowa zaparły mi dech w piersi. To nie była obietnica ochrony mojej rodziny - to była groźba, by zapewnić sobie moje posłuszeństwo. Biorąc pod uwagę to, co właśnie zrobił Geirowi, nie wątpiłam, że byłby zdolny do czegoś o wiele gorszego, gdybym mu się sprzeciwiła, więc tylko krótko skinęłam głową.
Nikt się nie ruszał. Nikt się nie odzywał, jedynym odgłosem były wysilone oddechy mojego brata.
- W takim razie ja się oddalę - ogłosił Vragi, przerywając ciszę. Podszedł do konia i szybko na niego wsiadł. - Nie chciałbym, żeby Geir dotarł przede mną na spotkanie z ojcem Ingrid. - Jego śmiech był okrutny.
Moja furia zapłonęła i krzyknęłam:
- Nie waż się! Zostaw ją w spokoju!
- Ingrid będzie dobrą żoną - odparł ze śmiechem.
Po mojej prawej Geir czołgał się za Vragim. Błagał, by ktoś pożyczył mu konia. Mój brat błagał.
- Masz, co chciałeś! - krzyknął. - Uwolniłeś się od Frei, dostałeś zapłatę w złocie, nie potrzebujesz Ingrid!
Nie zamierzałam tego tolerować.
Zamachnęłam się głową do tyłu i uderzyłam Bjorna mocno w brodę, a on mnie wypuścił. W chwili, kiedy moje stopy dotknęły ziemi, zacisnęłam palce na płonącym toporzysku i wyrwałam mu broń z ręki. Ból przeszył moje ramię, kiedy płomienie lizały moją skórę, paląc ciało. Z krzykiem uniosłam topór nad głowę, a ogień musnął mój policzek.
I rzuciłam.
Przekoziołkował w powietrzu, rozsiewając za sobą iskry.
I z łoskotem wbił się w tył głowy Vragiego.