I
- Znowu był tu ten Irlandczyk - oznajmiła Francesca, siadając przy
kuchennym stole. - Pukał do wszystkich drzwi, ale to ciebie szuka.
Powiedziałam mu, że niedługo będziesz w domu.
- Czego chce? - spytała Eilis.
- Zrobiłam wszystko, żeby to z niego wyciągnąć, ale nie puścił pary z ust. Pytał konkretnie o ciebie.
- Wie, jak się nazywam?
W uśmiechu Franceski dostrzegła aluzyjny cień. Eilis ceniła inteligencję
teściowej, a także jej szelmowskie poczucie humoru.
- Jeszcze jeden facet. Tego mi tylko trzeba - stwierdziła z przekąsem
Eilis.
- Mnie tego nie musisz tłumaczyć - odparła Francesca.
Roześmiały się i Francesca wstała, żeby wyjść. Eilis patrzyła przez
okno, jak teściowa ostrożnie stąpa po wilgotnej trawie, oddalając się w stronę swojego domu.
Niedługo ze szkoły wróci Larry, potem Rosella ze szkolnego kółka, a później będzie słychać, jak Tony parkuje pod domem samochód.
Byłaby to idealna chwila na papierosa. Ale odkrywszy, że Larry popala,
zawarła z nim umowę: jeśli obieca, że nie będzie palił, sama też nie
sięgnie po papierosa. Wciąż miała na górze paczkę.
Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, Eilis dźwignęła się leniwie,
przypuszczając, że to jeden z braci stryjecznych Larry'ego, który chce
go wyciągnąć na dwór.
W przedpokoju za mlecznym szkłem w drzwiach dostrzegła jednak sylwetkę
dorosłego mężczyzny. Dopiero gdy ją zawołał, uprzytomniła sobie, że to
ten sam, o którym wspominała Francesca. Otworzyła drzwi.
- Eilis Fiorello to pani?
Mówił z irlandzkim akcentem, z rejonu Donegal, pomyślała, jak jeden z jej dawnych nauczycieli. Także jego postawa, jak gdyby szykował się na
konfrontację, kojarzyła jej się z rodzinnym krajem.
- Tak, to ja.
- Szukam pani.
W jego tonie było coś agresywnego. Zastanawiała się, czy firma Tony'ego
jest mu winna jakieś pieniądze.
- Tak słyszałam.
- Jest pani żoną tego hydraulika?
Ponieważ pytanie brzmiało nieuprzejmie, nie widziała powodu, żeby
odpowiadać.
- Zna się na swoim fachu, ten pani mężulek. Powiedziałbym, że jest
rozchwytywany.
Mężczyzna zamilkł na chwilę i obejrzał się, żeby sprawdzić, czy nikt nie
słucha.
- Wszystko nam w domu wyrychtował - mówił dalej, wyciągając w jej stronę
palec. - A nawet trochę więcej, niżeśmy się umawiali. Przychodził
regularnie, jak wiedział, że zastanie panią domu, ale nie mnie. I jest
tak dobry w przepychaniu rur, że moja żona w sierpniu spodziewa się
dziecka.
Cofnął się o krok i uśmiechnął szeroko na widok niedowierzania na jej
twarzy.
- Tak, tak. Dlatego tu jestem. I jedno wiem na pewno: nie ja jestem
ojcem. Nie miałem z tym nic wspólnego. Jestem za to mężem kobiety, która
urodzi to dziecko, i jeśli komuś się wydaje, że mam zamiar wychowywać we
własnym domu bachora włoskiego hydraulika i wmawiać własnym dzieciom, że
zostało poczęte przyzwoicie tak jak one, to się grubo myli.
Znowu wymierzył w nią palec.
- Więc jak tylko ten mały bękart się urodzi, przywożę go tutaj. I jeśli
nikogo nie będzie w domu, wręczę go tej drugiej kobiecie. A jeśli nikogo
nie będzie w żadnym z tych domów, które należą do was, zostawię je
tutaj, pod tymi drzwiami. - Podszedł bliżej i dodał cicho: - I może pani
powtórzyć ode mnie mężusiowi, że jeśli zobaczę gdzieś jego facjatę,
potraktuję go żelaznym prętem, który trzymam na podorędziu. To co,
wyraziłem się dostatecznie jasno?
Eilis chciała go zapytać, z której części Irlandii pochodzi, ażeby w ten
sposób zignorować jego słowa, on jednak już się odwrócił. Próbowała
wymyślić, co innego mogłaby powiedzieć, co by go zainteresowało.
- Wyraziłem się dostatecznie jasno? - powtórzył pytanie, gdy był już
przy swoim samochodzie. Gdy nie odpowiedziała, zrobił ruch, jakby znowu
miał podejść do drzwi. - Zobaczymy się w sierpniu, pani Eilis, a możliwe, że już pod koniec lipca, i wtedy będziemy się widzieć po raz
ostatni.
- Skąd pan wie, jak mam na imię?
- Ten pani mąż to straszny gaduła. Stąd wiem, jak ma pani na imię.
Wypaplał mojej żonie wszystko.
Gdyby był Włochem albo po prostu Amerykaninem, nie wiedziałaby, jak
ocenić, czy rzucił groźbę, której nie ma zamiaru spełnić. Należał do
tych mężczyzn, jak sądziła, którzy lubią brzmienie własnego głosu. Ale
rozpoznała w nim jakąś zawziętość, może nawet rodzaj szczerości.
Znała takich mężczyzn w Irlandii. Jeśli odkrywali, że żona dopuściła się
zdrady i jest w ciąży, nie zamierzali zatrzymywać w domu dziecka.
Jednak w rodzinnych stronach żaden mężczyzna nie byłby w stanie zabrać
noworodka i zostawić go pod drzwiami innego domu. Ktoś by go zobaczył.
Ksiądz, lekarz albo policjant kazałby go zabrać z powrotem. Tymczasem
tutaj, w tej spokojnej ślepej uliczce, mógłby zostawić dziecko pod jej
drzwiami i nikt by go nie zauważył. Naprawdę mógłby to zrobić. I sposób,
w jaki mówił, w jaki zaciskał szczęki, determinacja w jego spojrzeniu,
to wszystko ją przekonywało, że nie rzuca słów na wiatr.
Gdy tylko odjechał, wróciła do salonu i usiadła. Zamknęła oczy.
Gdzieś niedaleko mieszkała kobieta, która jest w ciąży z dzieckiem
Tony'ego. Eilis nie wiedziała, dlaczego założyła, że ta kobieta też jest
Irlandką. Może to bardziej prawdopodobne, że mężczyźnie, który ją
odwiedził, łatwiej pomiatać Irlandką. Każda inna mogłaby mu się
przeciwstawić albo od niego odejść. Nagle obraz tej kobiety, która
przychodzi sama z niemowlęciem szukać pomocy u Tony'ego, przeraził ją
bardziej niż obraz pozostawionego pod drzwiami dziecka. Później jednak
ta druga możliwość, gdy pozwoliła ją sobie wyobrazić z zimną precyzją,
przyprawiła ją o mdłości. A jeśli niemowlę będzie płakać? Podniesie je z ziemi? A jeśli tak, co zrobi potem?
Gdy wstała i przeniosła się na inny fotel, ten mężczyzna, który tak
niedawno stał przed nią, prawdziwy, konkretny i natarczywy, wydawał jej
się kimś, o kim przeczytała albo kogo widziała w telewizji. Było po
prostu niemożliwe, że w jednej chwili w domu panował całkowity spokój, a zaraz potem zjawił się ten człowiek.
Gdyby mogła się komuś zwierzyć, może wiedziałaby, co o tym myśleć, co
począć. Nagle ujrzała w myślach Rose, swoją starszą siostrę, nieżyjącą
od ponad dwudziestu lat. Przez całe dzieciństwo w chwilach
najdrobniejszych choćby kryzysów mogła zwrócić się do Rose, a ta
natychmiast przejmowała kontrolę. Eilis nigdy się nie zwierzała matce,
pani Lacey mieszkała zresztą w Irlandii i nie miała w domu telefonu.
Obie szwagierki, Lena i Clara, pochodziły z włoskich rodzin i były
blisko ze sobą, ale nie z Eilis.
Spojrzała na aparat na stoliku w przedpokoju. Gdyby tylko znała jakiś
numer, który mogłaby teraz wybrać, jedną przyjazną duszę, której by
zrelacjonowała odegraną właśnie pod jej drzwiami scenę! Nie chodziło o to, że ten mężczyzna, jakkolwiek się nazywał, stałby się bardziej
rzeczywisty, gdyby go komuś opisała. Nie miała wątpliwości, że istniał
naprawdę.
Podniosła słuchawkę, jakby miała zamiar wykręcić czyjś numer. Przez
jakiś czas słuchała sygnału. Odłożyła słuchawkę, znowu ją podniosła.
Musi być ktoś, do kogo mogłaby zadzwonić. Trzymając słuchawkę przy uchu,
uzmysłowiła sobie, że nie ma nikogo takiego.
Czy Tony wiedział, że ten mężczyzna się pojawi? Próbowała sobie
przypomnieć, jak się zachowywał w minionych tygodniach, ale nie
przywołała z pamięci niczego, co by odbiegało od normy.
Weszła na górę i rozejrzała się po swojej sypialni, jakby była w tym
domu kimś obcym. Podniosła piżamę Tony'ego z podłogi, gdzie ją rano
zostawił, i zastanawiała się, czy powinna przestać prać jego rzeczy. I zrozumiała, że to nie miałoby najmniejszego sensu.
Może mu powie, żeby się przeniósł do domu matki i że się z nim rozmówi,
gdy zbierze myśli?
A co, jeśli to jakieś nieporozumienie? Popełniłaby błąd, zbyt pochopnie
posądzając o najgorsze człowieka, który od ponad dwudziestu lat jest jej
mężem.
Weszła do pokoju Larry'ego i zaczęła wodzić wzrokiem po dużym planie
Neapolu, który przypiął do ściany. Utrzymywał, że to jego prawdziwe
rodzinne miasto, i ignorował ją, gdy próbowała mu perswadować, że jest
pół-Irlandczykiem i że jego ojciec urodził się w Ameryce, a zresztą
dziadkowie pochodzą z wioski na południe od tego miasta.
- Przypłynęli do Ameryki z Neapolu - upierał się Larry. - Możesz ich
zapytać.
- A ja przypłynęłam z Liverpoolu, co nie znaczy, że tam mieszkałam.
Na kilka tygodni, gdy przygotowywał szkolną prezentację o Neapolu,
upodobnił się do swojej siostry, fascynowały go szczegóły i był gotów
siedzieć do późna, żeby skończyć to, co zaczął. Gdy jednak prezentacja
była gotowa, wrócił dawny Larry.
Teraz, w wieku szesnastu lat, przerastał Tony'ego, miał ciemne oczy i dużo ciemniejszą karnację niż ojciec i stryjowie. Przejął za to po nich,
zdaniem Eilis, pewną skłonność, mianowicie domagał się, by w domu
szanowano jego zainteresowania, a jednocześnie wyśmiewał pretensje do
powagi przejawiane przez matkę i siostrę.
- Chcę po powrocie z pracy - mawiał często Tony - umyć się, otworzyć
piwo i się zrelaksować.
- Ja też tego chcę - podchwytywał Larry.
- Często pytam Boga - powiedziała raz Eilis - co jeszcze mogę zrobić,
żeby mój mąż i syn poczuli się bardziej komfortowo.
- Mniej gadania, więcej telewizji - rzucił Larry.
W domach przy tej samej uliczce, gdzie mieszkali z rodzinami bracia
Tony'ego, Enzo i Mauro, dzieci nie odzywały się do rodziców tak
swobodnie jak Rosella i Larry. Rosella lubiła spory, które mogła wygrać
poprzez wykorzystanie faktów i znajdowanie luk w rozumowaniu drugiej
strony. Larry w każdej dyskusji lubił zamieniać spór w serię żartów.
Choćby najbardziej się starała, Eilis łapała się na tym, że kibicuje
Roselli, podobnie jak Tony często zaczynał się śmiać z jakiegoś
absurdalnego argumentu Larry'ego, zanim nawet zaśmiał się on sam.
- Jestem jedynie hydraulikiem - mawiał Tony. - Wzywanym tylko wtedy, gdy
coś cieknie. Jednego jestem pewien: żaden hydraulik nie trafi do Białego
Domu, chyba że będą tam mieli problemy z rurami.
- Akurat w Białym Domu jest od groma przecieków - zażartował Larry.
- O proszę - zauważyła Rosella - interesujesz się polityką.
- Gdyby Larry przyłożył się do nauki - rzekła Eilis - mógłby zaskoczyć
wszystkich.
* * *
Eilis usłyszała, jak wchodzi Rosella. Zastanawiała się, czy swobodna
paplanina ich czworga przy stole będzie teraz możliwa. Jeśli wizyta tego
człowieka nie była jakiegoś rodzaju podstępem, pewna część jej życia
dobiegła końca. Wolałaby, żeby w sprawie ciąży żony podjął inną decyzję,
taką, która w żaden sposób nie angażowałaby jej ani Tony'ego. Szybko
jednak pojęła, jak rozpaczliwe i płonne są takie pobożne życzenia. Nie
może już zmusić Irlandczyka, żeby nie zapukał do jej drzwi, bez względu
na to, jak bardzo tego pragnie.
Gdy co wieczór siadali do kolacji, Tony relacjonował im swój dzień,
szczegółowo opisywał klientów i ich domy, ile brudu zalega w okolicach
umywalki lub sedesu. Jeśli Eilis kazała mu przestać, to tylko dlatego,
że Rosella i Larry za bardzo się śmiali.
- Dzięki temu mamy co jeść - mawiał Larry.
- Ale czekajcie, po południu było jeszcze gorzej - zaczynał znowu Tony.
Od tej pory, pomyślała Eilis, będzie go obserwować, sprawdzając, co
przed nią ukrywa.
Odkrzyknąwszy Roselli pozdrowienie, Eilis wróciła do głównej sypialni i zamknęła za sobą drzwi. Próbowała sobie wyobrazić reakcję Roselli, a także Larry'ego, na wieść, że Tony będzie miał dziecko z inną kobietą.
Larry mimo swej zuchowatości wciąż był, jak sądziła, bardzo dziecinny i to, że jego ojciec uprawiał seks z inną kobietą, u której pracował,
byłoby dla niego czymś nie do pomyślenia, Rosella natomiast czytała
powieści i omawiała najbardziej drastyczne sprawy sądowe ze stryjem
Frankiem, najmłodszym z braci Tony'ego. Jeśli mąż udusił żonę, a potem
poćwiartował jej ciało, Frank, prawnik, który jako jedyny z braci
skończył studia, dowiadywał się jeszcze bardziej przerażających
szczegółów i dzielił się nimi z bratanicą. Wiadomość, że ojciec wdał się
w romans z inną kobietą, niekoniecznie więc musiała zaszokować Rosellę,
ale Eilis nie była pewna.
Najdziwniejsze, pomyślała, że Tony zawsze był bardziej pruderyjny niż
ona. Czuł się nieswojo, jeśli scena pocałunku w telewizji trwała zbyt
długo. Podczas rodzinnych obiadów razem z braćmi często się
poszturchiwali i robili aluzje do dowcipów, których nie można było
opowiedzieć przy dzieciach, ale nic ponadto. Nikt nigdy przy stole nie
opowiedział takiego dowcipu. Podobało jej się to, jak staroświecki jest
Tony. Pamiętała, jak się czerwienił, gdy omawiali kwestię powiększenia
rodziny. Ostatecznie, podsłuchawszy rozmowę dwóch szwagierek, które nie
miały żadnego problemu z ignorowaniem nauk Kościoła, po prostu położyła
paczkę prezerwatyw na stoliku nocnym Tony'ego.
Uśmiechnął się, gdy je zauważył, po czym otworzył paczkę, jak gdyby nie
był do końca pewny, co jest w środku.
- To dla mnie? - spytał.
- Przypuszczam, że dla nas obojga - odparła.
Kilka miesięcy temu mógł skorzystać z jednej z tych prezerwatyw w pewnym
celu, pomyślała, i wszystkim zaoszczędziłby kłopotów, które ich teraz
czekają.
Przysiadła na skraju łóżka. Jak ma powiedzieć Tony'emu, że był u nich
ten człowiek? Zapragnęła nagle jakiegoś miejsca, do którego mogłaby się
udać, miejsca, gdzie nie musiałaby roztrząsać tego, co się wydarzyło.
Dodatkowy pokój, który dobudowali, kiedyś domowe biuro Eilis, teraz był
wykorzystywany przez Rosellę i Larry'ego do nauki, chociaż w rzeczywistości Larry spędzał tam niewiele czasu.
- Mogę ci zaparzyć herbaty, a nawet kawy, jeśli chcesz - zaproponowała,
gdy znalazła w nim Rosellę.
- Wczoraj mi zrobiłaś - przypomniała Rosella. - Dzisiaj moja kolej.
Rosella potrafiła się wyciszyć, kiedy to z poważną miną siedziała w milczeniu, co odróżniało ją od kuzynów. Ci wykorzystywali każdą
sposobność, żeby wybuchnąć głośnym śmiechem albo wyrazić swoje
zdziwienie. Rosella spoglądała wtedy w stronę matki w nadziei, że
niedługo będzie mogła opuścić rodzinny spęd i powrócić do ciszy własnego
domu. Gdy Tony i Larry zakłócali tę ciszę, często na przykład
prześcigając się w komentowaniu radiowej transmisji meczu baseballowego,
Rosella zamykała się w swoim "gabinecie", jak to określała. Namówiła
nawet Tony'ego, żeby zainstalował w drzwiach zamek, by Larry nie mógł
tam wtargnąć, gdy próbowała się skoncentrować.
Czasem Eilis łapała się na myśli, że mieszkanie po sąsiedzku z rodzicami
Tony'ego i rodzinami jego dwóch braci jest dla niej przytłaczające.
Mogli niemalże zaglądać sobie do okien. Jeśli decydowała się na spacer,
jedna ze szwagierek lub teściowa pytały ją, dokąd się wybiera i po co.
Chęć zachowania prywatności i izolowania się przypisywały często jej
irlandzkiemu pochodzeniu.
Roselli natomiast, z jej włoską urodą, nikt nie podejrzewał, by mogła
mieć w sobie coś irlandzkiego. Nie rozumieli więc, skąd się bierze ta
jej powaga.
Rosella starała się nie wyróżniać. Wsłuchiwała się we wszystko, co mówią
ciotki i kuzynki, rzucała komentarze na temat nowych strojów i fryzur,
ale tak naprawdę nie interesowała się modą. Eilis wiedziała, że gdyby
córka nie była tak ładna, uważano by ją za mola książkowego i dziwaczkę.
- Wdzięk i urodę - oznajmiła jej babcia - odziedziczyła po mojej matce i ciotce. Pominęły nasze pokolenie, bo Bóg jeden wie, że mnie nic się nie
dostało, i odrodziły się znowu w Ameryce. Rosella należy do dawnych
czasów. I te kobiety z mojej rodziny miały nie tylko urodę, ale i inteligencję. Ciotka Giuseppina była tak mądra, że mało brakowało, a nie
wyszłaby za mąż.
- Czy to byłoby mądre? - spytała Rosella.
- Cóż, bywa czasem, że tak, ale w ostatecznym rozrachunku chyba jednak
nie. I jestem pewna, że gdy przyjdzie czas na ciebie, będziesz mogła
przebierać jak w ulęgałkach.
Dwa dni w tygodniu między lekcjami w szkole a kolacją Rosella szła do
babci i rozmawiały ze sobą przez godzinę.
- Ale o czym wy rozmawiacie? - spytała Eilis.
- O zjednoczeniu Włoch.
- Poważnie pytam.
- Wiesz, z trzech synowych ciebie lubi najbardziej.
- Akurat!
- Dzisiaj poprosiła mnie, bym się z nią pomodliła.
- O co?
- O to, żeby wujek Frank znalazł sobie dobrą żonę.
- Czyli jakąś Włoszkę?
- Jakąkolwiek żonę. I mówi, że biorąc pod uwagę jego inteligencję,
pensję i premię oraz to, że mieszka na Manhattanie, powinna się za nim
ustawiać na ulicy kolejka kobiet. Chyba nie zależy jej na tym, żeby to
była Włoszka. Pamiętasz, co znalazł tata, gdy się wybrał na irlandzką
potańcówkę.
- Nie wolałabyś mieć matki Włoszki? Życie nie byłoby wtedy prostsze?
- Podoba mi się tak, jak jest.
* * *
Gdy Eilis przeglądała książki na biurku Roselli, przyszło jej do głowy,
że życie, które córka bierze za pewnik, zależy od tego, czy jej ojciec i jego dwaj żonaci bracia, pracujący razem, przykładają się do roboty, są
sumienni i solidni na tyle, żeby ludzie im ufali. Większość zleceń
dostawali drogą poczty pantoflowej. Działali na terenie dużo większym
niż małe miasto, czasem jednak ich rewir wydawał się bardziej kameralny,
bardziej zamknięty. Nie trzeba będzie długo czekać, aż ktoś się dowie,
że Tony zrobił klientce dzieciaka, pracując u niej w domu. I wiadomość
ta rozniesie się tak samo, jak by to się stało w małej wiosce.
Do tej pory nie dopuszczała do świadomości obrazu Tony'ego w roboczym
ubraniu w domu tej kobiety. Teraz miała go przed oczami, jak się podnosi
po naprawieniu rury i zastaje panią domu wpatrzoną w niego z wdzięcznością. Mogła sobie wyobrazić początkową nieśmiałość Tony'ego. I późniejsze ociąganie się z wyjściem. Zapadnięcie niezręcznej ciszy.
- Masz problemy w warsztacie? - zapytała Rosella.
- Nie, skąd - odparła Eilis.
- Wyglądasz, jakbyś była czymś zaabsorbowana. W tej chwili.
- W warsztacie wszystko w porządku. Trochę za dużo pracy.
* * *
Larry po powrocie cmoknął ją w policzek i wskazał na swoje stopy.
- Moje buty są idealnie czyste, ale zostawiłem je za drzwiami. A teraz
muszę posłuchać radia. Będę w swoim pokoju, gdyby ktoś mnie szukał.
Później zjawił się Tony i udał się prosto na górę, jak zwykle, żeby
wziąć prysznic i przebrać się przed zejściem na dół, gdzie próbował
odnaleźć Rosellę jak co dnia, odkąd była mała. Często, gdy udało jej się
podsłuchać ich rozmowę, Eilis dowiadywała się czegoś, czego żadne z nich
jej nie powiedziało, czegoś, co padło z ust babci Roselli albo co Tony
zdradził córce na temat swoich braci.
Gdy Larry nakrywał do stołu, dodała ziemniaki do duszonego mięsa, które
przyrządziła poprzedniego wieczoru. Do tej pory unikała Tony'ego, ale
nikt tego nie zauważył. Siedział teraz w salonie i oglądał telewizję.
Bała się jego wejścia do kuchni, kiedy skomentuje wspaniały zapach lub
zacznie się wygłupiać z Larrym. Potrafił wypełnić powietrze swoją
niezmienną pogodą ducha, troskliwością. Jej szwagierki narzekały na
milkliwość i brak humoru mężów, gdy przebywają z rodziną. Babcia
zagadnęła raz Rosellę o to, jak jej ojciec zachowuje się w domu.
- Co jej powiedziałaś? - spytała Eilis.
- Że wszystko wydaje mu się zabawne i że jest zawsze uroczy.
- I co na to babcia?
- Stwierdziła, że wydobywasz z każdego to, co najlepsze, więc może Lena
i Clara wzięłyby z ciebie przykład, a wtedy stryjek Enzo i stryjek Mauro
będą mieli w domu lepsze humory.
- Tylko tobie tak powiedziała. Ciekawe za to, co mówi innym.
- Ona zawsze mówi to, co myśli.
* * *
Eilis stała odwrócona plecami do drzwi, gdy najpierw mieszała potrawkę,
a później zmywała naczynia. Gdyby tylko, pomyślała, mogła to robić w nieskończoność. Gdyby tylko coś zaciekawiło Tony'ego w telewizji i jak
najbardziej opóźniało jego przyjście do stołu.
Kiedy wreszcie wszedł do kuchni, zajęła się wycieraniem naczyń. Przez
chwilę była tak zdezorientowana, że nie pamiętała, w jakiej kolejności
zwykle podaje kolację. Czy to możliwe, że najpierw podaje jedzenie
Tony'emu? A może Larry'emu jako najmłodszemu? Albo Roselli? Rozdzieliła
potrawkę i przeszła przez kuchnię z dwoma talerzami, które postawiła
przed Rosellą i Larrym. Potem, nic nie mówiąc ani nie patrząc na
Tony'ego, poszła po pozostałe dwa talerze. Tony opowiadał Roselli i Larry'emu anegdotę o tym, jak to zaatakował go pies, gdy w połowie tkwił
w szafce, szukając nieszczelnej rury.
- Jak tylko ta bestia chapnęła tył moich spodni, zaczęła ciągnąć. Jego
pani to Norweżka, u której nigdy nie było żadnego faceta.
Eilis stała i słuchała. Była pewna, że Tony nie ma najmniejszego pojęcia
o tym, jak te słowa brzmią w jej uszach. Była to jeszcze jedna z jego
dykteryjek. Zostawiwszy na chwilę swoją porcję, Eilis zabrała talerz
Tony'ego i ruszyła w jego stronę. I gdy była gotowa postawić talerz na
stole, przechyliła go lekko, aż potrawka zaczęła się wylewać.
Przechyliła talerz jeszcze bardziej. Cała jego zawartość wylądowała na
podłodze przy Tonym. Gdy zaniepokojony podniósł na nią wzrok, stała
nieruchomo z pustym talerzem w ręku.
Rosella zerwała się z miejsca i wyjęła talerz z rąk matki, podczas gdy
Tony i Larry przestawiali stół i krzesła, żeby móc posprzątać. Tony
zaczął zbierać z podłogi kawałki mięsa.
- Co ci się stało? - spytała Rosella. - Stałaś jak słup soli.
Eilis nie odrywała wzroku od Tony'ego, który przyniósł gąbkę i miskę z wodą. Czekała, aż znów na nią spojrzy.
- W garnku zostało jeszcze trochę - poinformował Larry.
Gdy podłoga została umyta, stół ustawiono z powrotem na miejsce, a Tony
dostał nową porcję, zaczęli jeść w milczeniu. Gdyby Tony się odezwał,
Eilis była gotowa mu przerwać. Zdawała sobie sprawę, że Rosella i Larry
najpewniej widzą, że między rodzicami coś się dzieje. Ale to na Tonym
Eilis skupiała uwagę; na pewno już sobie uzmysłowił, że Eilis o wszystkim wie.
II
W soboty poranny rytuał ojca Tony'ego polegał na tym, że odwiedzał
synów, którzy mieszkali po sąsiedzku, i sprawdzał, czy mają jakieś
problemy ze swoimi samochodami. Teść zaczął zwracać większą uwagę na
Eilis, gdy sama kupiła tani samochód, i za każdym razem, gdy ją widywał,
pytał, jak się sprawuje auto.
- Okazuje się, że to była całkiem niezła okazja - przyznał. - Wtedy
miałem wątpliwości. Żona mi poradziła, bym zatrzymał je dla siebie, ale
teraz, gdy się okazało, że nie miałem racji, nie muszę się już hamować.
Ilekroć przyjeżdżał w odwiedziny Frank, jego ojciec wychodził obejrzeć
auto syna, podnosił maskę, sprawdzał poziom oleju i płynów mimo
napomnień żony, żeby nie brudził rąk.
- Najlepsze samochody, jakie wyprodukowano, rozkraczają się na środku
ulicy, bo ich właściciele zapomnieli sprawdzić olej i płyny.
Jeśli któryś z samochodów wymagał uwagi, polecał swego starego
przyjaciela, pana Dakessiana, Ormianina, który, jak twierdził, zna się
na samochodach niemal tak dobrze jak on, i świetnie się składało, bo pan
Dakessian był właścicielem warsztatu samochodowego, najlepszego w promieniu wielu kilometrów, z najbardziej atrakcyjnymi cenami i najbardziej przyjazną obsługą, jeśli tylko potrafiło się uniknąć rozmowy
z nim na temat ormiańskiej historii.
- Inni mechanicy zdezelują ci samochód, a na dodatek cię oskubią -
twierdził Fiorello senior. - Z każdym problemem z autem tylko do
Dakessiana.
Ponieważ Eilis nadal prowadziła księgowość w rodzinnej firmie,
regularnie kontaktowała się z panem Dakessianem, który zajmował się
samochodami Tony'ego i jego braci. Przekonała się, że jest sympatyczny i godny zaufania, jak twierdził teść.
* * *
Pewnego dnia, gdy podjechała sprawdzić w samochodzie olej, pan Dakessian
przyniósł jej książkę o ormiańskiej historii.
- Jest pani Irlandką - rzekł - więc wszystko będzie tu dla pani znajome.
Tutejsi zwyczajnie nie rozumieją tych spraw. Pani teść myśli, że
wszystko zmyślam. Próbowałem dać mu tę książkę, ale nie chciał jej
wziąć.
Kartkując tom, Eilis zapytała pana Dakessiana, który, jak szacowała,
miał może sześćdziesiąt kilka lat, czy był w Armenii w czasie, gdy
doszło do rzezi.
- Urodziłem się tam, ale miałem trzy lata, gdy rodzice wyjechali.
Ostrzeżono ich i udało im się w porę uciec. Czuję w związku z tym
smutek, czasem coś więcej niż smutek, zwłaszcza gdy patrzę na mojego
syna Erika, który wychowywał się tutaj i nic nie wie o tym, skąd się
wziął.
Jego córka, z którą Eilis często miała kontakt, bo prowadziła w warsztacie księgowość, wychodziła niedługo za mąż.
- Wydaje się za Ormianina, toteż całe nabożeństwo będzie po ormiańsku.
Będzie tak, jak gdybyśmy nigdy nie wyjechali ze starego kraju. Tylko
przez jeden dzień.
- Rodzina Tony'ego często się zachowuje, jak gdyby nigdy nie wyjechała z Włoch - stwierdziła Eilis.
- Mają szczęście, że to pani zajmuje się ich rozliczeniami. Ja nie wiem,
co zrobię, gdy odejdzie Lusin. Erik w ogóle się nie interesuje
warsztatem.
Podczas następnej wizyty pan Dakessian oznajmił jej, że znalazł książkę
o Irlandii i że dzieje jej kraju są nie mniej straszne niż historia
Armenii.
- Zawsze o tym wiedziałem, ale teraz mam wszystko szczegółowo spisane.
Jak tylko skończę czytać, dam pani tę książkę.
Pan Dakessian znowu wspomniał o planowanym odejściu córki.
- Nie chcę zamieszczać ogłoszenia i zatrudniać obcej osoby. To firma
rodzinna i od lat mamy tych samych klientów. Jeśli myślała pani kiedyś o tym, żeby się przenieść i pracować w smrodzie spalin przy hałasie
pracujących silników, to przyjmiemy panią z otwartymi ramionami. Ale
musi mi pani szybko dać znać.
Eilis od razu podjęła decyzję, że przyjmie propozycję pana Dakessiana.
Nie mogła namówić Tony'ego i jego braci, żeby zgodzili się na system
fakturowania i księgowania, który sama opracowała. Enzo skarżył się
matce, że Eilis próbuje im narzucać, jak mają prowadzić firmę. Francesca
z kolei powiedziała o tym Frankowi, który o wszystkim opowiedział
bratowej.
- Oczekują od ciebie więcej pokory - rzekł Frank. - Ja wiem, co bym
zrobił.
- Co byś zrobił?
- Są moimi braćmi. Kocham ich. Ale za żadne skarby nie chciałbym z nimi
pracować.
Eilis wiedziała, że o zatrudnieniu się w warsztacie powinna porozmawiać
z Tonym, była jednak pewna, że chciałby, aby nadal prowadziła
rachunkowość dla niego i jego braci. Trudno będzie mu powiedzieć, że
sprawa jest już uzgodniona.
- Niech pani zacznie jak najszybciej - radził pan Dakessian. - Lusin
przed odejściem wszystko pani pokaże.
- Chciałabym codziennie przychodzić do pracy o dziesiątej i kończyć o trzeciej - oświadczyła Eilis - tak samo jak Lusin, i chciałabym mieć
cztery tygodnie urlopu, w tym dwa bezpłatnego.
Pan Dakessian zagwizdał z udawanym zdziwieniem, a następnie wspomniał,
jaką pensję płaci córce.
- Pewnie chciałaby pani więcej.
- Do tematu podwyżki możemy wrócić po pierwszych trzech miesiącach.
Pan Dakessian powiedział, że umowa stoi, po czym zaproponował, że
pójdzie umyć ręce, żeby mogli podać sobie dłonie.
III
Eilis znowu umyła podłogę, żeby tłuszcz z potrawki nie stężał. Potem
znajdowała sobie w domu różne zajęcia. Gdy wydawało jej się, że Tony się
zbliża, usiadła przy stole z Rosellą.
- Powinnaś chyba pójść do lekarza - zasugerowała Rosella. - Straciłaś
całkowicie władzę w ręce, po prostu skamieniałaś. Gdybyś w tym czasie
była za kierownicą, źle by się to skończyło.
- Już mi lepiej - zapewniła ją Eilis, widziała jednak, że Rosella nie
jest przekonana.
Położyła się wcześnie i leżała w łóżku pogrążona w myślach przy
włączonej lampce nocnej. Gdy do sypialni wszedł Tony, uśmiechnął się
łagodnie i chodził na palcach, jak gdyby już zasnęła. Gdy tylko znalazł
się w łóżku, zgasił swoją lampkę, a ona swoją.
Czekała, chcąc dać mu szansę zabrania głosu, powiedzenia czegokolwiek,
choćby czegoś o pracy lub o tym, co obejrzał w telewizji. Leżał na
wznak, później odwrócił się od niej, aż w końcu znowu ułożył się na
plecach. Musiał zdawać sobie sprawę, że Eilis nie śpi. Usłyszała, jak
odchrząkuje. W ciemności mogła pozwolić, by milczenie trwało dowolnie
długo. Mogła nawet postanowić, że w ogóle go nie przerwie, że zaśnie u boku męża i skaże go na kolejny dzień niepewności w kwestii tego, co wie
i jak zareaguje.
Martwiła się jednak, że to Tony w końcu zaśnie, a ona nadal będzie leżeć
obok niego i roztrząsać, co mogła mu powiedzieć. Musi się odezwać teraz.
- Chciałabym, żebyś coś mi wyjaśnił - wyszeptała, kładąc dłoń na jego
ramieniu.
Nie poruszył się.
- Czy ten facet, który tu dzisiaj był, naprawdę chce to zrobić? Naprawdę
zamierza zostawić dziecko pod moimi drzwiami czy chce tylko dać ci do
zrozumienia, jak bardzo jest wkurzony?
Wciąż nie odpowiadał.
- Jeśli to tylko czcze pogróżki, musisz mi w tej chwili powiedzieć.
Gdy nic nie usłyszała, westchnęła.
- Musisz... - zaczęła.
- On naprawdę chce to zrobić - szepnął Tony. - Nie ma co do tego żadnych
wątpliwości. Uwielbia wydawać rozkazy i wygłaszać szumne deklaracje.
Zastraszył ją.
- Nie chcę o niej nic wiedzieć.
- Możesz przyjąć, że on zrobi to, co zapowiada.
- Dosłownie zostawi nam dziecko pod drzwiami?
- Mogę cię zapewnić, że to właśnie zamierza zrobić. W ostatnich
tygodniach próbowałem wymyślić, jak ci o tym powiedzieć.
- Najwyraźniej nie starałeś się dostatecznie mocno, Tony.
- Wiem.
- Pozwoliłeś mu, żeby cię wyręczył.
- Wiem. Wiem.
Przez chwilę leżeli w milczeniu.
- Chcę cię zapytać o jeszcze jedną rzecz - odezwała się w końcu Eilis -
i chcę, żebyś podał mi jasną odpowiedź, i proszę, nie mów niczego, co
nie jest prawdą. Czy oprócz niej były inne?
Tony zapalił swoją lampkę.
- Nie ma nikogo innego. Nigdy nie było.
- Musisz mi teraz powiedzieć, czy jeszcze... - wyszeptała.
- Nikogo. Powiedziałem ci. Przysięgam. Nikogo.
- Tylko ona.
- Tylko ona - powiedział i westchnął.
* * *
Odkąd odwiedził ją ten człowiek z wiadomością o dziecku, Eilis
codziennie rano nie mogła się doczekać chwili, kiedy wyjdzie do pracy,
opuści dom. Jeśli ruch w warsztacie był duży, chętnie zostawała po
godzinach, byle tylko nie wracać jeszcze do domu, gdzie Tony zachowywał
się jak gdyby nigdy nic.
Nawet rozmowy przy kolacji znowu toczyły się tak jak kiedyś.
Kilka razy, gdy chciała porozmawiać z Tonym o tym, co mogą zrobić, jeśli
ten człowiek spełni swoją groźbę, wyczuwała silny opór męża przed
dalszym roztrząsaniem tematu. A ponieważ Rosella i Larry nie mieli
pojęcia, co się dzieje, Eilis samotnie dźwigała swoje brzemię. To ją
ostatecznie odszukał ten Irlandczyk. Widziała jego twarz i słyszała jego
głos. Nikt inny nie zdawał sobie sprawy, czym dla niej było to
doświadczenie. I nie miała nikogo, komu mogłaby powiedzieć.
Tony zaczął wcześnie chodzić spać. Gdy kładła się obok, udawał, że śpi.
Czasami leżała w ciemności, świadoma, że on czuwa obok niej.
* * *
Pewnego wieczoru zastała Tony'ego w kuchni. Odwrócił wzrok, gdy weszła,
i wymamrotał, że jest zmęczony.
- Jest coś, czego ci nie powiedziałam - zaczęła.
Powoli kiwał głową, jak gdyby chciał przekazać, że czekał na tę chwilę.
- Nie będę się opiekowała tym dzieckiem, to absolutnie wykluczone. To
twój problem, nie mój.
- Może tego nie chcesz - powiedział cicho - ale wciąż jesteśmy
małżeństwem.
- Szkoda, że o tym nie pomyślałeś, gdy naprawiałeś rury. Ale nie chcę do
tego wracać. Chcę ci tylko uświadomić, że jeśli ten człowiek przyjdzie z dzieckiem, nie otworzę mu, a jeśli zostawi dziecko pod drzwiami, nie
wyjdę po nie. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
- Więc co zrobimy?
- Nie mam pojęcia.
Tego dnia długo nie kładła się spać, czytała czasopismo, które zostawił
jej Frank, i miała nadzieję, że Tony będzie spał, kiedy się położy.
Gdy tylko pozwalała sobie spojrzeć na sprawę z jego punktu widzenia,
dylemat był jasny. Jeśli Tony naprawdę wierzy, że Irlandczyk zamierza
podrzucić im dziecko pod drzwi, musi się czuć bezradny. Nie mogła jednak
pozwolić sobie na to, żeby zacząć mu współczuć. Wiedziała, że jeśli w jakikolwiek sposób zmięknie, prawdopodobnie skończy się na tym, że
będzie wstawała w nocy karmić obce dziecko. Była zdeterminowana: nie
zamierzała tego robić.
Zauważyła, że Tony ją urabia, robi smutną minę i pilnuje, żeby nie
wypowiedzieć ani jednego słowa, które pogorszyłoby relacje między nimi.
Bez jej wsparcia nie mógł nic zrobić.
I nagle przyszło jej do głowy, że nie wie, co zamierza matka Tony'ego.
Francesca umiała sprawić, żeby nikt w rodzinie, łącznie z Eilis, ani
przez chwilę nie czuł, że robi coś złego. Nawet kiedy Lena w jednym z napadów szału próbowała przejechać Enza na podjeździe przed ich domem,
teściowa przekonywała, że takie rzeczy zdarzają się w najbardziej
kochających się rodzinach.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki