Irytacja poskramiana
Lat blisko siedemnaście mieszkałem w Anglii. Przyjechałem aeroplanem z Portugalii w dniu 8 września 1940 roku.
Kiedy jechałem z lotniska do Hotelu Park Lane na Piccadilly, ogromny dym unosił się za Dworcem Wiktorii. Był to właśnie dzień pierwszego poważnego nalotu na Londyn. Dwie następne noce huk bomb i trzask artylerii przeciwlotniczej utrudniały nam sen. Trzeciej nocy było ciszej. Opowiadano nad ranem, że armatom londyńskim zabrakło amunicji.
Przyjechałem do walczącej dalej Anglii z Francji, która broń złożyła. Nastawienie moje wobec Anglików było podobne do nastawienia innych Polaków, to znaczy, że było wręcz entuzjastyczne.
Zresztą Anglicy robili, co mogli, aby nas w tym entuzjazmie utwierdzić. Jego Królewska Mość Jerzy VI czekał na peronie kolejowym, aby przywitać naszego Raczkiewicza. Po bitwie nad Brytanią podkreślano powszechnie, że to udział lotników polskich zdecydował o zwycięstwie. Nigdy nie widziałem ludzi tak dumnych i tak zadowolonych z siebie jak wówczas nasi lotnicy. Chodzili z gębami uśmiechniętymi od ucha do ucha. Powodzenie u Angielek i Szkotek nasi żołnierze mieli kapitalne. Rekord pobił pewien kapitan, który był jednocześnie kochankiem córki, matki i babki w jednym z miasteczek w Szkocji. Zdarzyło się innemu kapitanowi, że zastrzelił przyjaciela żony, także Polaka. W Anglii za takie rzeczy wieszają bez żadnego zastanowienia się, wieszają nieomal automatycznie. W danym wypadku nastąpiło niespodziewane dla wszystkich uniewinnienie, motywowane bardzo względnej wartości argumentami, że policja nie dokonała szczegółowszych oględzin pistoletu. Postąpiono tak wprost przez gościnność. Pewien lotnik polski, bardzo źle wychowany, zaczął dla kawału latać tak nisko nad polem golfowym, że aż uciął skrzydłem swego aparatu głowę jakiemuś lordowi. Nie było sądu. Lotnika wysłano po prostu na niebezpieczny lot bojowy, z którego nie wrócił.
Zachwycało mnie wtedy to wszystko u Anglików, co później tak bardzo irytowało i drażniło. Ich powolność i flegma. Bomba niemiecka przebija sufit jakiejś restauracji z dancingiem. Na sali trupy i gruzy, tańczyć dalej jest trudno. Anglicy stają w ogonku do szatni, swoim zwyczajem nie rozmawiając z sobą, senni, obojętni, spokojni, nudni.
Bombardowanie jest nieznośne. Około godziny trzeciej w nocy stoimy na korytarzu naszego hotelu, w którym ludziom, którzy schronili się z ulicy, wydają po filiżance herbaty z albertem. Bomba wybuchła tuż obok. "Sorry" - mówi pannica, wyciągając do kogoś filiżankę herbaty.
Bawił mnie także humor angielski, tak pewny siebie, tak daleki od naszej tromtadracji. Oto w czasie silniejszych bombardowań stacje kolejki podziemnej służyły za schrony. Karykatura przedstawia taką stację w nocy, mnóstwo zbiedzonych twarzy, tłok, ludzie leżą na betonie. Pod karykaturą podpis: "Anglia króluje nad morzami i... podziemiem".
Starsi panowie ćwiczeni byli po dwie godziny dziennie w tak zwanej Home Guard, która miała się bić dopiero w chwili najazdu hitlerowców na Wyspę Brytyjską. Karykatura przedstawia typową Angielczycę w starszym wieku, obok kominek, kot, ona robi na drutach. Przez drzwi wchodzi mąż w mundurze z naszywką Home Guard, z ogromniastym karabinem na plecach. Żona pyta się go: "Cóż ty tak wcześnie dzisiaj. Czy to inwazja się zaczęła?".
Ale te sympatyczne wrażenia prędko minęły. W miarę toczącej się wojny stało się dla mnie jasne, że Anglicy celowo i prowokacyjnie pchnęli Hitlera w stronę Polski, aby jego pierwszy atak śmiercionośny odwrócić od Zachodu, a zwłaszcza aby wywołać wojnę rosyjsko-niemiecką. Coraz wyraźniejsza była różnica rachunku krwi angielskiej i naszej, wzruszanie ramion nad naszymi interesami narodowymi.
Po wojnie nastroje sympatyczne w stosunku do nas stopniały jak śnieg na wiosnę. Znajomi angielscy od dziesiątek lat utrzymujący stosunki przyjazne z bogatymi rodzinami polskimi, tacy, którzy do tych polskich swoich znajomych nawet do Polski przyjeżdżali na polowania, przestali u nich bywać i ich zapraszać. Z eleganckiego Klubu Świętego Jakuba, który tradycyjnie był otwarty dla dyplomatów, wyrzucono Polaków, z wyjątkiem kilku osób. Nie było mowy o uzyskaniu przez Polaka jakiejkolwiek pracy wykwalifikowanej. Anglik nie ujawnia swych nastrojów na zewnątrz. Zawsze jest opanowany i na swój sposób grzeczny. Ale ma niesłychane poczucie wyższości narodowej i spore obrzydzenie do cudzoziemca. Z narodów europejskich szanowani są w Anglii jedynie Niemcy, Holendrzy i narody skandynawskie, potem w pewnej estymie są Hiszpanie, zapewne ze względu na razy, które Anglia od Hiszpanów nieraz w ciągu historii doznawała, natomiast do Francuzów czują Anglicy odrazę, do Włochów pogardę, a do Polaków i odrazę, i pogardę. Te wszystkie cechy, którymi się tak chlubimy i które - o święta naiwności - sami przypisujemy Anglikom, jak wygórowane poczucie honoru, szlachetność celów, szerokość gestów, niesłychanie Anglików drażnią i brzydzą.
Rok mijał za rokiem i wzrastała moja do Anglików antypatia. Zresztą nie tylko moja. Polacy w Anglii z roku na rok stają się większymi anglofobami. Ja tylko wyprzedzałem w tej anglofobii swoich rodaków o lat kilka. Dziś przeciętny Polak w Anglii ma taki stosunek do tego narodu, jaki ja miałem przed sześciu laty. Z całą pewnością można powiedzieć, że im dłużej Polak mieszka w Anglii, tym mniej lubi ten naród, tym gorzej się tam czuje. Z emigracją polską i niepolską w innych krajach bywa zwykle odwrotnie. Polacy w Ameryce na przykład im dłużej tam mieszkają, tym więcej się przywiązują do tego kraju wszelkich możliwości.
Głównie chodzi o to, że nasze pojęcia o Anglii są zupełnie opaczne. Jedno, co jest prawdziwe, to tylko to, że Anglicy są powolni i flegmatyczni. Ale na tym kończy się podobieństwo pomiędzy Anglikiem z naszych pojęć a Anglikiem rzeczywistym. Poza tą flegmą prawdziwy Anglik i prawdziwa Angielka nie ma nic, ale to nic wspólnego z naszymi o nich pojęciami.
Byłem przed wojną kilka razy w Anglii i pisałem o niej swe wrażenia. Sądzę, że gdybym poszedł do piekła, to diabli by mi te moje przedwojenne artykuły o Anglii głośno odczytywali, a to w charakterze tortur i znęcania się nade mną. Banał i szablon pojęć o Anglii jest potężny i człowiek, który w Anglii bawi krótko, gotów jest znaleźć w niej potwierdzenie tego, co sobie świat o Anglii ubzdurał. Działa tu jakaś dziwna hipnoza, do której jeszcze często będę musiał powracać.
Oto mała felietonowa i oczywiście niedotycząca spraw najważniejszych ilustracja: u nas w Polsce zawsze mówiły kobiety: "kostium angielski" lub "ona jest ubrana po angielsku". Oznaczało to, że jakaś kobieta ubrana jest gładko, prosto, w jednym tonie, nobliwie, bez jakichś fatałaszek, jednym słowem: "po angielsku".
W rzeczywistości takich po angielsku ubranych kobiet w Anglii nie ma, z wyjątkiem oczywiście cudzoziemek.
W rzeczywistości przeciętna i nieprzeciętna Angielka jest ubrana całkowicie kakofonicznie, jaskrawo, dysharmonijnie, łączy na sobie kolory potwornie gryzące się z sobą. Poza tym cała obsiana jest jakimiś ozdóbkami - tu kwiatek, tu ptaszek, tu perełki, tu pióra, tu jeszcze coś. Nie ma na świecie pod żadną szerokością geograficzną bardziej krzykliwie ubranych kobiet niż Angielki. Gust Angielki jest skrajnym przeciwieństwem tego, co się u nas gustem angielskim nazywa.
"Les femmes sans pudeur, les hommes sans honneur" ("kobiety bez wstydu, mężczyźni bez honoru") - powiedział o Anglii Napoleon Bonaparte. Poczucie honoru w naszym pojęciu w Anglii nie istnieje. Honor oznacza tam udzielane przez króla szlachectwo i ordery. Każdy w Anglii rozumie dobrze, co to jest "lista honorów" ogłaszana w określonym czasokresie, zawierająca nadanie tytułów szlacheckich i orderów. Natomiast jeśli się Anglikowi mówi: "wasz honor narodowy" lub "twój honor", to on tego nie rozumie nie tylko przez flegmę, ale po prostu dlatego, że pojęcie honoru, tak żywe i zrozumiałe dla Polaka, Hiszpana, Francuza czy narodów żółtych, w tym kraju w ogóle nie istnieje, jest w ogóle niezrozumiałe.
Dalszymi oryginalnymi cechami narodu angielskiego jest wrodzony sadyzm, wrodzona hipokryzja, a wreszcie bardzo specyficzny klimat stosunków seksualnych, który także oddziałuje na psychikę całego narodu.
Czuję w tej chwili, że drażnię uczucia swoich polskich, krajowych czytelników. Ludzie nie lubią, kiedy ktoś obraża w nich to, co oni "wiedzą dobrze" od dzieciństwa. Raz jeszcze powtórzę, że także emigrant polski zmieniał swe tradycyjne, przez przekonania pokoleń wyrobione, poglądy na Anglię i Anglików dopiero pod naporem kilku lub kilkunastu lat przykrego doświadczenia.
Postaram się jednak później szczegółowo uzasadnić powyższe swoje twierdzenia.
Pisano kiedyś o mnie, że przygotowuję książkę pod tytułem Lata w Anglii, która będzie miała dwa motta, tak jak moja książka o dziejach emigracji nosiła tytuł Lata nadziei i miała także dwa motta.
Te moje projektowane motta do książki o latach spędzonych w Anglii miały brzmieć:
Pierwsze, zaczerpnięte z pism wielkiego Irlandczyka, Bernarda Shawa:
- Are you English?
- No, I am a gentleman.
(Czy jesteś Anglikiem? Nie, jestem dżentelmenem).
Drugie motto było wygrzebane z dziennika nieszczęsnego ostatniego cesarza rosyjskiego, Mikołaja II, z kart jego pobytu w Hesji w charakterze narzeczonego Alicji, księżniczki heskiej, późniejszej Aleksandry Teodorówny.
Wtedy dziennik Mikołaja przyznaje się wstydliwie:
"W priegłupyj spasob potieriał wsio utro. Okazałsia zapiertym w kłozietie".
(W sposób przegłupi straciłem cały ranek. Okazało się, że jestem zamknięty w klozecie).
Ale nie chcę, aby to, co napiszę o Anglii, było jakimś paszkwilem, podyktowanym przez irytację. Przeciwnie, chciałbym jak najbardziej obiektywnie rozkładać prawdziwe cienie i prawdziwe światła.
Anglia współczesna jest oczywiście dekadencją Anglii wieku XVII, XVIII, XIX, ale Anglikom pozostały jeszcze dwie wspaniałe cechy, które, jak przypuszczam, stworzyły ich wielkość, a mianowicie:
Wspaniałe poczucie solidarności narodowej.
Wspaniały zmysł realizmu narodowego.
Do uzasadnienia tych dodatnich cech angielskich także przejdę w swoim czasie. Teraz pozwolę sobie wywołać taki obraz. Rano nazajutrz po wyborach do parlamentu, w jakimś podrzędnym szynku robotniczej dzielnicy Londynu, wysłuchuję rezultatów obliczeń z tych okręgów wyborczych Wielkiej Brytanii, z których nie podano wiadomości poprzedniej nocy.
Konserwatyści i laburzyści idą strzemię w strzemię, nie można jeszcze wymiarkować, czyja naprawdę będzie większość w parlamencie. Zainteresowanie wynikami jest więc ogromne u tłumu, który mnie w tym szynku otacza. Wyraża się w całkowitej ciszy.
Zachrypnięty głośnik wywołuje nazwę okręgu, ilość uprawnionych, ilość głosujących, potem podaje: "Konserwatysta tyle i tyle, laburzysta tyle i tyle, liberał tyle i tyle. Wybrany konserwatysta, liberał stracił swoją kaucję".
Według ordynacji wyborczej brytyjskiej każdy ubiegający się o mandat poselski musi złożyć kaucję pieniężną, dość dużą. Kaucja ta przepada, o ile nie uzyska pewnego procentu głosów.
Wtedy, kiedy słuchałem tego ogłaszania wyników wyborów, liberałowie kandydowali dość licznie, przeszło ich zaledwie kilku; wszyscy inni, z wyjątkiem kilkunastu, uzyskali tak drobny odsetek głosów, iż potracili swe kaucje.
Otóż robotniczy tłum, razem ze mną słuchający głośnika, nie reagował ani radością na wybór laburzysty, ani niechęcią na zwycięstwo konserwatysty; słuchał tego wszystkiego w największej ciszy, a tylko wtedy, gdy padały słowa: "liberał stracił kaucję" - wybuchał powszechnym, pogardliwym śmiechem.
Śmiech ten nie był bynajmniej wynikiem jakiejś specjalnej odrazy do liberałów. Wręcz przeciwnie, ten tłum miał na pewno więcej sympatii do liberałów aniżeli do konserwatystów. Śmiech ten był tylko wyrazem jak najbardziej wkorzenionej w mózg Anglika pogardy do czynów nierealnych, do porywania się na coś, co nie ma szans, do porywania się z motyką na słońce.
Tak to jest właśnie w tym społeczeństwie.
O niedotrzymanym układzie
Nemezis dziejowa rzuciła kości w Isola Bella w Alpach Włoskich w dniu 14 kwietnia 1935 roku. Na tej konferencji Mussolini jest najbardziej antyniemiecki ze wszystkich zebranych delegatów. Dąży do przywrócenia koalicji z pierwszej wojny światowej, do zbudowania przeciw Hitlerowi koalicji z Francji, Anglii i Włoch. W nagrodę chce zgody na swoje plany abisyńskie.
Ale Anglia odrzuca plany Mussoliniego, który nie zdaje sobie nawet sprawy, że Anglia na rozwój Włoch patrzy okiem bardziej jeszcze zazdrosnym niż na rozwój Niemiec. Anglicy widzą we Włoszech konkurenta kolonialnego. W krajach kolonialnych Włoch pracuje taniej i ma lepsze podejście do ludności tubylczej aniżeli Anglik. Tak jak niegdyś na Hiszpanię, potem na Francję, wreszcie na Niemcy, teraz Anglia patrzy na Włochy oczami konkurenta kolonialnego.
Mówimy co prawda o roku 1935, a więc o czasach, w których koniec epoki kolonialnej już się zbliża. Ale Anglicy pomimo całej doskonałości swej polityki zagranicznej tego nie widzą. Pamiętam tu, w Polsce, pewnego starego szlachcica, który na konferencji z premierem Władysławem Grabskim powiedział mu: "Ja, proszę pana, operuję kategoriami kredytu długoterminowego, ja muszę się liczyć z tym, co się stanie za lat czterdzieści...". Otóż Anglicy, odwrotnie do tych ludzi, którzy sadzą drzewa i myślą o tym, że ich prawnukowie będą z cienia tych drzew korzystali, są także w polityce ludźmi myślącymi wybitnie kategoriami kredytu krótkoterminowego, kupieckiego, wekslowego. Ich najwięcej interesują najbliższe dwa lata...
Na program Mussoliniego odtworzenia antyniemieckiego frontu z czasów pierwszej wojny światowej Anglicy dają odpowiedź wyraźną i niepozbawioną brutalności. W dniu 18 czerwca 1935 roku, a więc w dwa miesiące po konferencji na Isola Bella, rząd brytyjski podpisuje z Hitlerem układ w sprawie floty wojennej. Według traktatu wersalskiego wolno było Niemcom posiadać flotę wojenną nie większą niż 108 tysięcy ton, przy tym nie wolno im było mieć okrętów wojennych o wyporności większej niż 10 tysięcy ton oraz nie wolno było mieć w ogóle łodzi podwodnych. Obecnie następuje angielsko-niemieckie złamanie traktatu wersalskiego w tym punkcie i Hitler otrzymuje prawo posiadania floty wojennej ograniczonej tylko warunkiem, aby nie była większa niż 35 procent floty brytyjskiej, wówczas największej na świecie.
W dniu 3 października 1935 roku wojska włoskie przekraczają granicę państwa negusa abisyńskiego. To, co się teraz stanie, jest doskonałą ilustracją zasad i metod polityki brytyjskiej. Anglia chce zatrzymać ekspansję Włoch. Ale Anglia nigdy nie wojuje sama, zawsze tylko wtedy, gdy uda się jej stworzyć odpowiednią koalicję. Anglia robi, co może, aby zmobilizować Ligę Narodów do wojny z Mussolinim. Ale dzięki polityce Lavala i innych nie udaje się to jej. Liga Narodów ogranicza się do potępień moralnych (w polityce zagranicznej oznacza to tyle ile nic) i do sankcji, a raczej sankcyjek gospodarczych. Anglia na razie przegrywa.
Ale rok 1935 wyżłobił koleiny, po których biegnąć już będzie historia.
Trudno jest zresztą pisać o historii współczesnej dla czytelnika polskiego. Jesteśmy niestety narodem bardzo a bardzo megalomańskim. Jesteśmy, jak wiadomo, narodem rządzonym przez kobiety, może jedynym narodem w Europie, który od początków XVIII wieku stale był rządzony przez nastroje kobiet, co, nie obrażając dam, stwarza u nas ten niemożliwy i nieznośny dla obiektywnych sądów historycznych megalomański charakter tłumaczenia sobie wszystkiego, co się na świecie dzieje, przez "Słoń a sprawa polska".
"Druga wojna światowa wybuchła dlatego, że cały świat chciał nas ratować przed napaścią Hitlera... Anglicy ofiarowali nam przymierze, bo liczyli na pomoc naszej armii..."
Oczywiście w mgle takiej megalomanii trudno jest widzieć wydarzenia dziejowe tak, jak się one rzeczywiście przedstawiają. A naprawdę było tak.
Hitler z czasów Mein Kampfu, Hitler z czasów dojścia do władzy marzył o wojnie z Rosją przy życzliwej neutralności ze strony Anglii. To zresztą do śmierci mu pozostało jako marzenie serca.
Ale oto przychodzi rok 1935. Wojna abisyńska, Hitler zaczyna się coraz bardziej wiązać z Mussolinim, którego pierwej nie lubił i któremu nie ufał. Mussolini porzuca front antyniemiecki dla frontu antyangielskiego i wciąga także Hitlera na ten front. Rok 1935 jest poniekąd rokiem przełomowym w sprawie, w którą stronę pójdzie pierwsze uderzenie powszechnego turbatora pacis, Adolfa Hitlera. Od 1935 roku uderzenie na zachód staje się w dalszych epokach, które się już liczą tylko na lata i na miesiące, wpierw możliwe, potem prawdopodobne, później pewne.
W tych latach polityka Anglii jest znowu inna, niż sobie wyobrażamy. W tych latach po pierwsze Anglia robi kilkakrotne próby pojednania z Hitlerem i kilkakrotnie odrzuca oferty Mussoliniego porzucenia osi. Bardzo długo polityka Anglii w tym okresie jest jeszcze ugodowa wobec Hitlera, agresywna wobec Mussoliniego.
Nie będę tu dłużej zatrzymywał się nad tymi latami, które rozpatrywałem szczegółowo w swej książce poświęconej krytyce polityki ministra Józefa Becka. Dość, że hitlerowskie uderzenie antyczeskie rozpatrywać należy, wbrew geografii, jako uderzenie na Zachód, jako uderzenie na sprzymierzeńca Zachodu.
Dziś, w świetle chociażby akt trybunału norymberskiego, wiemy, że po Monachium aktualny w Niemczech był plan wojennej agresji na Holandię i Belgię, czyli na... Anglię.
Anglicy są w tym okresie doskonale o tym poinformowani, o czym świadczą zbiory tajnej korespondencji dyplomatycznej wydane po wojnie.
Należy tu ze specjalnym naciskiem podkreślić, że w końcu 1938 i początkach 1939 roku zagadnienie, na kogo pierwszego Hitler napadnie, odgrywało rolę zupełnie pierwszorzędną. Było to zagadnienie nie tylko wojskowe czy strategiczne, ale przede wszystkim polityczne. Wiadomo było bowiem powszechnie, że Hitler jest o wiele lepiej do wojny przygotowany niż inne państwa europejskie. Wiadome było zatem, że pierwsze uderzenie Hitlera będzie śmiercionośne dla państwa zaatakowanego. Wiadomo było powszechnie i uchodziło za pewnik nieomal naukowo ścisły, że zwycięstwo nad Hitlerem może być owocem dłuższej z nim walki, w której państwa przez niego w pierwszej linii zaatakowane muszą paść ofiarą. Toteż wszystkie rządy przytomne starały się to pierwsze uderzenie Hitlera od swego państwa odwrócić.
Zresztą należy tezę powyżej sformułowaną jeszcze rozszerzyć i powiedzieć, że tak było nie tylko przed wybuchem wojny, ale i po jej wybuchu, w pierwszej fazie wojny. Te państwa, które już weszły do wojny z Hitlerem albo z góry wiedziały, że ich ta wojna nie minie, starały się swe siły zaoszczędzić na drugą fazę wojny. Klasycznym tego przykładem była Dunkierka. Anglicy załadowali się w Dunkierce i cofnęli się do Anglii, pozbawiając Belgię i Francję swej pomocy nie dlatego, aby kapitulowali przed Hitlerem, ale dlatego, że chcieli swe siły zaoszczędzić na dalszą, decydującą fazę wojny. Walka z Hitlerem miała wybitny charakter walki na wyczerpanie, walki na przetrzymanie.
Toteż przed angielską polityką od Monachium staje pytanie, w którą stronę zwrócić pierwszy atak Hitlera, aby ten pierwszy śmiercionośny atak od Anglii możliwie daleko odwrócić.
Zagadnienie to łączy się oczywiście z tradycyjną angielską zasadą, którą już wiele razy podkreślałem i którą wciąż podkreślać należy, o ile chce się choć trochę angielską politykę zrozumieć, a mianowicie zasadą, że Anglia nigdy nie wojuje sama, lecz zawsze w koalicji.
Otóż w grudniu 1938 roku i w styczniu, lutym, marcu 1939 Anglicy wiedzieli, że hitlerowski plan wojenny kieruje pierwsze uderzenie na Holandię i Belgię, czyli na nich, i że tej koalicji, która by ich broniła, tak dobrze jak nie ma. Francja... z którą zresztą w owym okresie Anglicy zacieśniają stosunki, jak tylko mogą, Francja... jest wówczas krajem bardziej skłonnym do anarchicznego strajku niż do wytrwałości na placu bitwy, na Francję bardzo liczyć nie można. Ameryka... Anglicy wiedzą, że Ameryka im koniec końców wydatnie pomoże, ale wiedzą jeszcze lepiej, że wpierw trzeba przez rok lub dwa amerykańską opinię publiczną do wojny rozhuśtać, że Ameryka w żadnym wypadku nie da tej pomocy od razu. Pozostawała... Rosja.
Toteż we wszystkich zbiorach dyplomatycznej korespondencji angielskiej z tych czasów figuruje tylko Rosja, Rosja, Rosja i Rosja. Widać, że tych ludzi męczy tylko jedno zagadnienie: w jaki sposób wprowadzić Rosję do wojny z Hitlerem jak najprędzej, w jaki sposób odwrócić hitlerowski atak od Anglii i zwrócić go w stronę Rosji.
Tutaj muszę się powołać na to, co już pisałem o geograficznym położeniu Polski jako o czynniku osłabiającym tarcia rosyjsko-niemieckie. Dla Anglików byłoby wygodniej, aby Polski wcale nie było, bo wtedy byłaby bezpośrednia granica rosyjsko-niemiecka, a więc większa możliwość tarć i krótkich spięć.
Toteż gwarancję niepodległości, której łaskawie nam udzielił Chamberlain w swym przemówieniu w Izbie Gmin w dniu 31 marca 1939 roku, nie sposób jest uważać za coś innego jak tylko za manewr polityczno-strategiczny angielski, zdążający do wywołania wojny niemiecko-rosyjskiej. Chodziło o to, aby Niemców i Rosjan postawić naprzeciwko siebie, bagnet w bagnet. W ówczesnej atmosferze, przy napastliwości Hitlera, musiało z takiego ustawienia prędzej czy później wyniknąć krótkie spięcie i konflikt wojenny.
Innymi słowy, gwarantując nam niepodległość, Anglicy spekulowali na to, że ta niepodległość zostanie przez Hitlera naruszona i to właśnie wciągnie Hitlera do wojny z Rosją.
My, co prawda, Polacy, skłonni jesteśmy myśleć, że Anglii tak chodziło o pozyskanie nas w roku 1939, aby mieć naszą armię we wspólnej akcji wojennej.
Niestety, z dużym smutkiem muszę się powołać na fakty, które druzgocą przekonanie, że Anglicy liczyli na naszą przedwrześniową armię jako na siłę.
Podkreślam, że piszę to z dużym smutkiem i dużą przykrością.
Otóż Anglicy nie są chyba ludźmi, których można podejrzewać o to, iż są nieświadomi, że przygotowanie do wojny wymaga pieniędzy. Wobec swoich sojuszników w czasie wojny Anglicy byli bardzo pieniężnie hojni. Anglicy wolą zawsze płacić w polityce funtami szterlingami niż trupami swoich żołnierzy. Nie robię z tego powodu im żadnego zarzutu, raczej ich za to podziwiam. Otóż gdyby Anglicy poważnie się liczyli z naszą armią w 1939 roku, jako z armią zdolną na dłuższy dystans do wojny z Hitlerem, toby przyszli latem 1939 roku nam z intensywną pomocą finansową. Tymczasem jak wtedy było naprawdę? W Chinach latem 1939 roku Anglicy inwestowali 500 milionów funtów, a w stosunku do nas targowali się o 5 milionów funtów - kwotę, jeśli chodziło o przygotowanie do wojny, zupełnie humorystyczną.
W czasie, kiedy polskie mięso armatnie było Anglikom naprawdę potrzebne, potrafili oni na II Korpus generała Andersa wydawać 10 milionów funtów miesięcznie, podkreślam: miesięcznie.
W czasie wojny utrzymywanie rządu polskiego w Londynie stanowiło dla Anglików posiadanie bardzo poważnej karty w ich grze z Rosją. Anglicy chcieli, aby na terytorium polskim, aby w podziemiu polskim przeważała orientacja angielska, ale nie dlatego, aby na tym budować jakiś stały czynnik przyszłych angielsko-polskich stosunków. O nie, polityka Anglii wobec Polski, zainteresowania Polską w Anglii zawsze mają ten sam sporadyczny, doraźny, okolicznościowo-okazyjny charakter. Anglikom chodziło, aby mieć możność ułożenia się z Rosją przy pomocy koncesji, które Rosjanom w sprawie polskiej zaofiarować mogą. Hodowano polskiego cielaka, aby móc go sprzedać.
Opowiadałem już, że za hodowanie tego cielaka Anglicy zwrócili sobie później wszystkie koszta, przetrzymując złoto Banku Polskiego, które znalazło się na terytorium kanadyjskim.
Usłyszałem w odpowiedzi na tę historię ze złotem argument, że Anglicy zwrócili sobie tylko wydatki, które ponieśli na prezydenta Raczkiewicza i rząd przez niego powołany i opiekę społeczną nad Polakami, że natomiast wydatki poniesione przez Anglików na armię polską walczącą na zachodzie ponieśli oni sami.
No dobrze, ale przecież walki tej armii, z takim heroizmem żołnierzy polskich prowadzone, nie miały żadnego wpływu na kształtowanie się losów politycznych naszego narodu.
Artyleria, która strzelała pod Monte Cassino, strzelała pociskami, za które zapłacili Anglicy, nie Polacy. To prawda. Prawdą jest również, że żołnierz, który ginął pod Monte Cassino, wierzył, że życie swoje oddaje za Polskę. Ale również polityczną prawdą jest to, że żołnierz ten się mylił tragicznie. Walki pod Monte Cassino - jeśli mam się tymi wyrazami posługiwać jak symbolem - politycznie w niczym na sprawę polską nie wpłynęły.
W czasie powstania warszawskiego Anglicy nam pomocy nie dali. Mieliśmy wtedy i lotnictwo rzekomo własne, i liczne wojsko polskie. Anglicy wtedy nam mówili, że powstanie warszawskie to sprawa polityczna, a nie strategiczno-wojskowa, i że sprawy strategii muszą mieć pierwszeństwo.
Ale są właśnie sprawy polityczne, które górują nad strategią.
Po wojnie w stosunku do żołnierzy polskich Anglicy przeprowadzili bardzo poważne rozgraniczenie. Wobec tych, którzy walczyli pod ich dowództwem, zachowali się lojalnie, pomagali im finansowo. Natomiast do tych, którzy przybyli z niemieckich obozów jenieckich, ustosunkowali się jako do ludzi, wobec których nie mają żadnych zobowiązań. Pomimo wszystko nie był to stosunek jak do byłego sprzymierzeńca, lecz - przełknijmy ten gorzki wyraz prawdy - jak do byłego... żołnierza zaciężnego.
Układ angielsko-polski podpisany w Londynie w dniu 25 sierpnia 1939 przez lorda Halifaxa ze strony angielskiej, a hrabiego Raczyńskiego ze strony polskiej w swoim artykule 7 brzmiał, jak następuje:
"Jeśliby układające się strony znalazły się na skutek zastosowania Układu niniejszego w działaniach wojennych, to nie zawrą one ani rozejmu, ani traktatu pokojowego inaczej jak za wspólnym porozumieniem".
Oczywiście był to artykuł całego układu o największym dla nas wówczas znaczeniu. Nawet najwięksi polscy optymiści nie przewidywali przecież sytuacji, że w razie wojny z Hitlerem, przy końcu takiej wojny, Anglia będzie rozgromiona, a Polska zwycięska. Wszyscy wiedzieliśmy, że Anglia przetrzyma Polskę, o ile chodzi o samodzielne prowadzenie wojny, i że przy końcu wojny będziemy zdani na łaskę i niełaskę angielskiej lojalności. Wierzyliśmy wtedy w tę lojalność.
Zawiedliśmy się.
W chwili zakończenia wojny z Hitlerem Anglia nie zwróciła się w tej sprawie ani do rządu polskiego, wówczas przez Anglików uznawanego i reprezentującego siły zbrojne polskie na zachodzie, to znaczy do rządu powołanego przez prezydenta Raczkiewicza, ani do rządu polskiego w Warszawie.
Nie ma na świecie prawnika, który by nie musiał przyznać, że zawarty przez nas z Anglikami układ nie został przez nich dotrzymany.
Rafał Habielski
Irytacja nieposkromiona?
Jedną z nieprzemijających zasług pisarstwa Stanisława Mackiewicza jest próba objaśniania polskiemu czytelnikowi realiów polityki międzynarodowej oraz polityki mocarstw zachodnich. Oba te zagadnienia nie były znane w Polsce w stopniu odpowiadającym ich randze, ani przed, ani po zakończeniu drugiej wojny. Dotyczyło to zwłaszcza Wielkiej Brytanii, mimo że zjawisko, które przyjęto określać mianem stosunków polsko-angielskich, zawiązało się stosunkowo dawno, w okresie okołorozbiorowym. Bliższemu zainteresowaniu nie sprzyjało, choć powinno, to, że w XIX wieku Anglia traktowała sprawę polską bardziej jako przedmiot niż podmiot swojej polityki. Niewiele zmieniło się w tej materii po 1918 roku. II Rzeczpospolita niemal do końca swoich dni stanowiła dla Londynu raczej element szerszej strategii, mającej na celu utrzymanie stanu równowagi w Europie, niż partnera, a tym bardziej sojusznika.
Byłoby przesadą twierdzić, że dystans, jaki zachowywano w Polsce wobec Anglii w latach dwudziestych XX wieku, był efektem rozczarowania jej jakoby antypolską postawą podczas konferencji wersalskiej, nie ulega jednak wątpliwości, że była ona pamiętana. Przekonanie, kolportowane głównie przez narodową prawicę, że na skutek niechęci do Polski premiera Davida Lloyda George'a Niemcy nie zostały okrojone na wschodzie, tak jak na to zasługiwały, a Gdańsk, zamiast należeć do Polski, zyskał status wolnego miasta, by antagonizować Warszawę i Berlin, nie przerodziło się w trwały uraz do Wielkiej Brytanii. Mimo tego język i kulturę brytyjską znano w Polsce słabo. Wyjątek, z powodów oczywistych, stanowiło pisarstwo Józefa Conrada Korzeniowskiego. Tak, jak wcześniej, to jest w XIX wieku, we dworach i bogatych domach mieszczańskich uczono się przeważnie francuskiego, a angielskie guwernantki należały do rzadkości. Dopiero od początku lat trzydziestych XX wieku zaczęto częściej odwiedzać Londyn. Powstało wówczas coś, co zasługiwało na miano mody albo snobizmu na Anglię. Reprezentanci tego kierunku zdawali się być oczarowani stylem bycia Anglików, stawiając go za wzór do naśladowania i próbując przenieść na grunt rodzimy. W Londynie powstała nieliczna kolonia polskich artystów, a w Warszawie coraz większą popularnością cieszył się elegancki magazyn Old England przy Krakowskim Przedmieściu. Pytanie, czy za tą fascynacją szła wnikliwsza znajomość mentalności brytyjskiej, powiązanych z nią zasad rozumienia i uprawiania polityki oraz języka. Brak argumentów, by dać odpowiedź twierdzącą.
Doświadczono tego zwłaszcza w pierwszych miesiącach urzędowania władz Rzeczypospolitej w Londynie, w lecie 1940 roku. Na gwałt poszukiwano wówczas osób mogących służyć za tłumaczy gen. Sikorskiemu oraz jego otoczeniu politycznemu i dawano się zwodzić gestom gospodarzy. W opracowaniach objaśniających Wielką Brytanię polskim przybyszom, wydawanych z inicjatywy rządu, pisano o historii, obyczajowości i specyfice instytucji politycznych. Wyjaśniano także różnicę pomiędzy angielską a francuską sztuką ogrodową, uznając, jak wolno sądzić, tę wiedzę za nieodzowną. Nadal natomiast niewiele uwagi poświęcano zasadom polityki brytyjskiej.
Była już z pewnością najwyższa po temu pora, niemniej słabość tę można zrozumieć. W lecie 1940 roku Polacy przeżywali kolejny, w krótkim czasie, etap fascynacji Wielką Brytanią. Po entuzjazmie, z jakim przyjęto brytyjską gwarancję dla Polski w marcu 1939 roku, wizytę ministra Józefa Becka w Londynie w kwietniu oraz układ polsko-brytyjski podpisany w sierpniu tegoż roku, kolejną odsłoną euforii była reakcja na wieść o wypowiedzeniu przez Wielką Brytanię wojny Niemcom; 3 września przed ambasadą brytyjską w Warszawie manifestowały tłumy.
Niedługo później przyszła konfuzja wynikająca ze sposobu, w jaki Brytyjczycy pojmowali wywiązywanie się z zobowiązań sojuszniczych. Nieudzielenie Polsce realnej pomocy poszło jednak szybko w niepamięć. Utworzony w Paryżu rząd gen. Sikorskiego oparł swoją pozycję międzynarodową na Francji, wychodząc z założenia, że stosunki polsko-brytyjskie muszą być dobre, jeśli pozostają funkcją sojuszu polsko-francuskiego. Do kolejnego zwrotu doszło w lecie i jesienią 1940 roku. Sympatia dla Anglii osiągnęła wówczas apogeum. Była odpowiedzą na traktowanie Polaków jako bezcennych, z braku innych możliwości, sojuszników w sytuacji prawdopodobnej inwazji niemieckiej. Polscy piloci stali się bohaterami zbiorowej świadomości gospodarzy, a w zamian Anglia zaskarbiła sobie polskie serca. Ksawery Pruszyński, zwiedzając Wyspę, był zdania, że poznanie przez Polaków Wielkiej Brytanii będzie równoznaczne z kąpielą w europejskiej kulturze i wykastruje "ostrym nożem bizantyjskie narosty duszy polskiej"1.
Ten stan emocji utrzymał się rok. Atak Hitlera na Związek Sowiecki spowodował, że głównym sojusznikiem Londynu stała się Moskwa, a po wybuchu wojny między Japonią i Stanami Zjednoczonymi - Waszyngton. Powstała Wielka Trójka, traktująca wojnę jako konflikt, którego rezultat gwarantować miał powodzenie tworzących ją państw w świecie powojennym. Polacy z hołubionych dobroczyńców spadli do wymiaru drugorzędnego sojusznika; partnera, wobec którego zobowiązania traciły na znaczeniu i stawały się długiem, jakiego Brytyjczycy nie mieli zamiaru regulować.
Nic też dziwnego, że więdła niedawna fascynacja Anglią. To, co jakiś czas temu wydawało się determinacją w walce o wolny świat, okazywało się pasmem zabiegów o własne interesy, niepokrywające się z polskimi oczekiwaniami. Sposób patrzenia na Wielką Brytanię i jej politykę uległ diametralnej zmianie po konferencji w Teheranie, Jałta stanowiła zaś otchłań nieszczęścia. Odpowiedzialnością za wyniki konferencji obarczano nie tylko Anglię, do niej jednak miano szczególną pretensję. Zdradziła, biorąc pod uwagę zawarte i nadal obowiązujące umowy z Polską.
Rozczarowania te nie byłyby tak bolesne, gdyby mniej powierzchownie, jeszcze przed wojną, przyglądano się angielskiej tradycji politycznej i sposobowi uprawiania polityki. Byłyby także mniej zaskakujące, gdyby uważniej czytano brytyjską prasę i literaturę polityczną po wybuchu wojny. Część opinii brytyjskiej postrzegała Europę Wschodnią jako strefę lotnych piasków, obszar o nieuregulowanych granicach i nakładających się na siebie konfliktach, których zaognienie wpływało na zaostrzenie sytuacji na całym kontynencie. Rozwiązanie widziano w objęciu tego niezrozumiałego i nieobliczalnego terytorium nadzorem ze strony jednego z mocarstw. Skoro nie mogły to być Niemcy, pozostawała Rosja2. Projekt ten miał w sobie i ten, poza stabilizacyjnym w skali całej Europy, walor, że pokrywał się z fundamentalnym założeniem polityki brytyjskiej; równoważył wpływy mocarstw i, w wersji najbardziej optymistycznej, czynił Wielką Brytanię pierwszym rozgrywającym. W latach 1939 i 1940 pomysły takie nie wyrażały oficjalnej polityki rządu Jego Królewskiej Mości, z pewnością jednak nie były mu całkiem obce. Stanowiły natomiast ostrzeżenie dla Polski i innych krajów, chcących widzieć w Wielkiej Brytanii mocarstwo stojące na straży wartości, obrońcę uczciwości i lojalności przed prymatem siły i zaborczości.
Miarą tego, co pozostało z sympatii polsko-angielskich w końcowej fazie wojny, było zamknięcie, w lutym 1944 roku, tygodnika "Wiadomości Polskie", uparcie broniącego prawa Polski do suwerenności i integralności terytorialnej przed zaborczością Stalina. Powodem decyzji, która odbiła się rezonansem w parlamencie, nie była publicystyka Mackiewicza, a pełne determinacji artykuły Zygmunta Nowakowskiego. W tym czasie autor nienapisanego jeszcze Londyniszcza sprawiał wrażenie raczej surowego recenzenta kapitulacyjnej, w jego mniemaniu, polityki premiera Mikołajczyka niż krytyka polityki angielskiej. W wydanym zaraz po zakończeniu wojny eseju Lata nadziei za niepowodzenia winił własną, polską politykę, a nie perfidię gospodarzy. Przedstawił niemniej tezę, że to nie Polska wprowadziła Anglię do wojny, tylko na odwrót, to Londyn, poprzez swoje gwarancje, skierować miał na Polskę pierwsze uderzenie Hitlera. W Latach nadziei nie widać żywiołowej niechęci do Anglii. Mackiewicz pisze, że Beck zamiast z Hitlerem bądź Stalinem zdecydował się na zawarcie sojuszu z "demokratyczną" Anglią, deklarując, że podziela całkowicie "sympatie swego narodu do narodu i ustroju angielskiego"3. Jeśli opinia ta dotyczy czasu, w którym pisał Lata..., a pisał je zaraz po zakończeniu wojny, zdaje się nie do końca precyzyjna. Owszem, Polakom podobał się w tym czasie brytyjski ustrój, lecz naród, to znaczy sposób jego myślenia i wynikająca stąd postawa polityczna, z pewnością już znacznie mniej.
Próba udowadniania, że w czasie wojny i po jej zakończeniu Mackiewicz nie był anglofobem, a tylko, co nie to samo, krytykiem polityki brytyjskiej ocenianej z polskiego punktu widzenia, zdaje się o tyle jałowa, że trudno o twarde dowody. Z pewnością nie był admiratorem Anglii, a jego opinie w tej materii znajdowały uzupełnienie w diatrybach kolegów po piórze, Zygmunta Nowakowskiego, Adama Pragiera i innych. Dla powojennej emigracji Wielka Brytania zasługiwała na potępienie, gdyż odstąpiła polskiego sojusznika, przykładając rękę do położenia, w jakim znalazł się on po wojnie. Niewzruszoność tej postawy była spoiwem patriotyzmu emigracyjnego bez względu na różnice światopoglądowe, przynależności partyjne i rodzaj doświadczeń politycznych jego wyznawców.
Nie sposób wszelako wykluczyć przypuszczenia, że po powrocie do kraju Mackiewicz przekuł swój krytycyzm w deprecjację wszystkiego, co składało się na brytyjskość, ze względów taktycznych. Zabieg taki miałby wszelkie powaby niezasługującego na potępienie pragmatyzmu. Jego autor dawał tym wyraz konsekwencji poglądów, a jednocześnie neutralizował ewentualne restrykcje cenzuralne ze strony komunistycznych władz, które każdą krytykę Zachodu, zwłaszcza wychodzącą spod ręki powracającego stamtąd pisarza, przyjmowały z wdzięcznością. Owszem, tak mogło to wyglądać, ale czy tak było naprawdę? To znaczy, czy jedynym przesłaniem Londyniszcza jest potępienie wszystkiego, co angielskie?
Mackiewicz zaczął pisać ten po części esej historyczny, a po części pamflet zaraz po powrocie do kraju, dla "Przeglądu Kulturalnego". Pierwszy odcinek opublikowany został w lipcu 1956 roku; ostatni (dwunasty) w początku października4. Po pół roku, na przełomie lutego i marca 1957 roku, ukazało się wydanie książkowe. Według biografa pisarza rzecz nie zrobiła większego wrażenia. Jerzy Jaruzelski pisze wręcz o plajcie5, co wydaje się lekką przesadą, ale faktem jest, że książka nie została wznowiona oraz że miała znacznie mniej recenzji niż inne, które Mackiewicz wydał w końcu lat pięćdziesiątych (Dostojewski; Muchy chodzą po mózgu; Lata nadziei; Stanisław August). Jedną z prawdopodobnych przyczyn była tematyka Londyniszcza, z pewnością także ferowane oceny. Polski czytelnik, na co zresztą zwracano uwagę, znał Zachód, w tym Anglię, w sposób powierzchowny i stereotypowy. Bez względu na politykę Wielkiej Brytanii i innych państw zachodnich wobec Polski w przeszłości czynnikiem, który współcześnie kształtował opinie na ich temat, była wrogość okazywana temu światu przez władzę komunistyczną oraz tęsknota za będącą jego udziałem wolnością. Innymi słowy: każdy atak na Zachód pojmowany był jako działanie na rzecz systemu i przyjmowany chłodno. Po ukazaniu się książki Mackiewicz otrzymywać miał "dziesiątki wymyślających anonimów" oraz inne dowody "odrazy"6.
Na oceny Londyniszcza wpływała nie tylko zimnowojenna logika, ale także sytuacja w Polsce. Pamflet drukowany był w "Przeglądzie" między robotniczą rewoltą w Poznaniu a dojściem do władzy Gomułki, czyli w czasie, w którym uwaga czytelnika zwrócona była na zagadnienia krajowe, a "demokratyzacyjna" ewolucja systemu czymś naturalnym czyniła sympatię do demokratycznego Zachodu. Trudno sądzić, że autor nie zdawał sobie z tego wszystkiego sprawy, to zaś skłania do pytania o powody napisania Londyniszcza. Nie był nim z pewnością nadmiar wolnego czasu. Mackiewicz wznawiał książki wydane przed powrotem do kraju, podpisywał umowy na nowe, sporo pisywał w prasie, podjął wykłady na Uniwersytecie Warszawskim, jeździł na spotkania autorskie. W oświadczeniu tłumaczącym sens Londyniszcza, złożonym po zakończeniu druku w "Przeglądzie", a przed wydaniem książkowym, zwracał uwagę na przestrogi, które w nim zawarł. Mówił to w końcu listopada 1956 roku, a więc po objęciu władzy przez Gomułkę oraz po tragedii Węgier. Chełpił się, że jeśli w Polsce nie doszło do tego, co stało się w Budapeszcie, jest w tym "atom jego pracy". Dowodził zainteresowania Zachodu nakręcaniem napięcia w krajach komunistycznych dla osłabiania pozycji własnych partii komunistycznych, oskarżał Radio Wolna Europa, definiując je jako instrument działań tego rodzaju.
Opinie te zasługują na to, by traktować je sceptycznie. Kiedy Mackiewicz zaczynał pisać Londyniszcze, nic nie wskazywało na to, że sytuacja w Polsce potoczy się tak, jak się potoczyła, pomijając fakt, że nastroje społeczne były bardziej efektem reakcji na stalinizm niż posłuchu dla zachęt płynących z zewnątrz, zwłaszcza ze strony Wolnej Europy, która nigdy nie praktykowała polityki podgrzewania sytuacji w kraju. Nie znaczy to, że książce odmówić należy tych właściwości, w które usiłował wyposażyć ją autor. Tak, mogła działać tonująco na nastroje, ale czy z pewnością to właśnie było jej celem?
Londyniszcze jest przede wszystkim traktatem o specyfice polityki brytyjskiej wymierzonym w polski romantyzm polityczny. Trudność z prawidłowym odbiorem tej książki, a zarazem intencji autora, polega na tym, że Mackiewicz krytykuje politykę brytyjską, wystawiając jej całkiem dobre świadectwo. Z jego rozprawy wynika, że była wolna od rojeń, pragmatyczna, zawsze uzgodniona z rzeczywistością i na ogół skuteczna. A zatem daleko różna od tej, którą zwykła prowadzić Polska.
Cóż więc począć? Uznać Londyniszcze za efekt nieposkromionej pasji, która przyniosła rezultat różny od zamierzonego? Wydaje się, że tak mogło być, co nie jest równoznaczne z dyskwalifikacją. Pamflet Mackiewicza jest lekcją myślenia o polityce. Warto wziąć w niej udział.
Przypisy
1 K. Pruszyński, Learn English!, "Wiadomości Polskie" 1941, nr 4.
2 Pouczającą lekturą była zwłaszcza praca historyka G.D.H. Cole'a Europe, Russia, and the Future (London 1941).
3 S. Cat-Mackiewicz, Lata nadziei. 17 września 1939-5 lipca 1945, Kraków 2012, s. 36.
4 "Przegląd Kulturalny" 1956, nr 29/203-40/214.
5 J. Jaruzelski, Stanisław Cat-Mackiewicz 1896-1966. Wilno-Londyn-Warszawa, Warszawa 1994, s. 254.
6 S. Mackiewicz, O moim "Londyniszcze", "Dziennik Polski" (Kraków) 1956, nr 280 z 23 listopada.
Noty biograficzne
Stanisław Mackiewicz był przeciwnikiem pozostawiania cudzoziemskich imion w oryginalnym brzmieniu, stąd w jego pismach spotkamy Arystydesa Brianda (nie Aristide'a), Piotra Lavala (nie Pierre'a) itd. Jako że zasada oryginalnego zapisu upowszechniła się, zastosowano ją w poniższym indeksie, ale w samym tekście książki pozostawiono zapis zgodny z wolą autora. Poprawiono w nim jednak zapis kilkunastu imion lub nazwisk, m.in.: Dżengis-chan na Czyngis-chan, Lombroso na Lumbroso, Pierpoint na Pierrepoint.
Albert I (1875-1934), król Belgów (od 1909) z dynastii Koburgów, w I wojnie światowej walczył na czele wojsk belgijskich po stronie Ententy
Albert Sachsen-Coburg-Gotha (1819 -1861), książę Wielkiej Brytanii i Irlandii, mąż królowej Wiktorii
Aleksander II Romanow (1818-1881), cesarz rosyjski (od 1855), reformator, zginął w zamachu
Aleksandra Teodorówna (Fiodorowna, właśc. Alicja Hessen-Darmstadt, 1872-1918), cesarzowa rosyjska (od 1894), żona Mikołaja II, zamordowana wraz z mężem i dziećmi przez bolszewików
Alvensleben Gustav von (1803-1881), pruski generał i dyplomata, generalny adiutant króla Prus (1861-1866)
Anders Władysław (1892-1970), generał, polityk, dowódca Armii Polskiej w ZSRR (1941-1942), Armii Polskiej na Wschodzie (1942-1943), II Korpusu Polskiego (1943-1946), naczelny wódz i generalny inspektor Sił Zbrojnych na uchodźstwie (1946-1954), członek Rady Trzech (od 1954)
Anna Radziwiłłówna (1476-1522), księżna mazowiecka, córka Mikołaja Radziwiłła zwanego Starym, żona Konrada III Rudego (1497-1503), po śmierci męża regentka Mazowsza w imieniu małoletnich synów Stanisława i Janusza (do 1518)
Astrid Sofia Lovisa Thyra Bernadotte (1905-1935), księżniczka szwedzka, królowa Belgów, żona Leopolda III, zginęła w wypadku samochodowym
Baels Mary Lilian (1916-2002), księżna de Réthy, druga żona króla Belgów Leopolda III
Baldwin I (1930-1993), król Belgów (od 1951) z dynastii Koburgów
Beck Józef (1894-1944), pułkownik, polityk, wicepremier (1930), minister spraw zagranicznych RP (1932-1939), jeden z najważniejszych polityków obozu rządzącego po 1926
Bevan Aneurin (1897-1960), polityk brytyjski, działacz związków zawodowych i Partii Pracy, minister zdrowia (1945-1951)
Bismarck Otto von (1815-1898), niemiecki polityk, premier i minister spraw zagranicznych Prus (1862-1890), spiritus movens zjednoczenia Niemiec, pierwszy kanclerz II Rzeszy (1871-1890)
Bobrzyński Michał (1849-1935), historyk i polityk konserwatywny, namiestnik Galicji (1908-1913), jeden z czołowych przedstawicieli stronnictwa stańczyków i tzw. krakowskiej szkoły historycznej
Bolesław I Chrobry (ok. 967-1025), król polski
Bonapartowie, Buonapartowie, ród szlachecki pochodzenia włoskiego
Briand Aristide (1862-1932), polityk francuski, wielokrotny premier i minister różnych resortów, współtwórca traktatu w Locarno (1925) oraz paktu Brianda-Kellogga (1928), laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1926)
Butler-Johnstone Henry Alexander Munro- (1837-1902), polityk brytyjski
Cambon Jules-Martin (1845-1935), dyplomata francuski, ambasador Francji w Berlinie (1907-1914), przewodniczący podkomisji ds. Polski na paryskiej konferencji pokojowej (1919), przewodniczący Rady Ambasadorów (1920-1922)
Cambon Paul-Pierre (1843-1924), dyplomata francuski, ambasador Francji w Londynie (1898-1920), przyczynił się do utworzenia Ententy (1904-1907)
Carton de Wiart Adrian (1880-1963), generał brytyjski, uczestnik wojny burskiej, I i II wojny światowej, szef wojskowej misji brytyjskiej w Warszawie w czasie wojny polsko-bolszewickiej oraz w 1939
Chamberlain Neville (1869-1940), polityk brytyjski, kanclerz skarbu (1923-1924, 1931-1937), premier Wielkiej Brytanii (1937-1940), autor ugodowej polityki wobec Hitlera, współtwórca układu w Monachium (1938), autor gwarancji niepodległości i sojuszu z Polską (1939)
Chesterton Gilbert Keith (1874-1936), angielski pisarz katolicki
Christie Dame Agatha Mary Clarissa (1890-1976), pisarka angielska, autorka powieści kryminalnych
Churchill Winston (1874-1965), polityk brytyjski, premier Wielkiej Brytanii (1940-1945, 1951-1955), wielokrotny minister różnych resortów
Cole George Douglas Howard (1889 -1959), angielski ekonomista, socjolog i publicysta, intelektualny przywódca brytyjskiej Partii Pracy
Conrad Joseph (właśc. Józef Teodor Konrad Korzeniowski, 1857-1924), angielski pisarz polskiego pochodzenia
Czapiński Kazimierz (1882-1941), działacz socjalistyczny, członek CKW PPS (1921-1939), poseł na sejm (1919-1935), zginął w obozie Auschwitz
Czyngis-chan (między 1155 a 1167-1227), władca mongolski, twórca imperium mongolskiego na terenach od Oceanu Spokojnego po Morze Czarne
Dickens Charles (1812-1870), pisarz angielski
Długosz Jan (1415-1480), historyk, kanonik krakowski, wychowawca synów Kazimierza Jagiellończyka, autor Roczników, czyli Kronik sławnego Królestwa Polskiego
Dłuski Kazimierz (1855-1930), działacz socjalistyczny, lekarz ftyzjatra
Dmowski Roman (1864-1939), polityk i dyplomata, jeden z najważniejszych twórców polskiej myśli politycznej, współtwórca Ligi Narodowej (1893), współtwórca i przywódca ND, współtwórca i prezes KNP w Paryżu (1917-1919), delegat Polski na konferencji pokojowej w Wersalu (1919), minister spraw zagranicznych (1923), założyciel Obozu Wielkiej Polski (1926)
Dostojewski Fiodor (1821-1881), pisarz rosyjski
Eden Anthony (1897-1977), polityk i dyplomata brytyjski, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii (1935-1938, 1940-1945, 1951-1955), premier (1955-1957)
Edward VII (1841-1910), król Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz cesarz Indii (od 1901) z dynastii Koburgów, współtwórca Entente cordiale (1904)
Eisenhower Dwight David (1890-1969), amerykański polityk i generał, w czasie II wojny światowej naczelny dowódca wojsk amerykańskich w Europie (od 1942), naczelny dowódca Sojuszniczych Sił Ekspedycyjnych (od 1943), prezydent USA (1953-1961)
Eisenhower Mamie (z domu Marie Geneva Doud, 1896-1979), żona D.D. Eisenhowera
Ellis Ruth (1926-1955), brytyjska modelka, za zamordowanie kochanka skazana na powieszenie, ostatnia kobieta stracona w Wielkiej Brytanii
Elżbieta II (ur. 1926), królowa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (od 1952) oraz głowa Wspólnoty Narodów z dynastii Windsorów, córka Jerzego VI
Faure Edgar (1908-1988), polityk francuski, działacz Partii Radykalnej, gaullista, od 1949 minister różnych resortów, premier Francji (1952, 1955-1956), przewodniczący Zgromadzenia Narodowego (1973-1978)
Feldman Józef (1899-1946), historyk, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego
Filip książę Edynburga (Filip Mountbatten, ur. 1921), urodzony jako książę Filip z Grecji i Danii, wnuk króla Greków Jerzego I, mąż królowej brytyjskiej Elżbiety II
Gaulle Charles de (1890-1970), polityk i generał francuski, uczestnik I wojny światowej, założyciel Komitetu Wolnej Francji po klęsce 1940, szef rządu tymczasowego (1944-1946), premier (1958-1959) i prezydent Francji (1959-1969)
Gołuchowski Artur (1808-1893), brat Agenora starszego, działacz patriotyczny, uczestnik powstania styczniowego, generał i organizator sił powstańczych na galicyjskim Podolu, organizator legionu polskiego w Turcji (1877-1878)
Gomułka Władysław (pseud. Wiesław, 1905-1982), działacz komunistyczny, polityk, sekretarz generalny KC PPR (1945-1948), wicepremier (1944-1949), więziony (1951-1954), I sekretarz KC PZPR (1956-1970)
Gorczakow Aleksander (1798-1883), rosyjski polityk i dyplomata, minister spraw zagranicznych Rosji (1856-1882), zwolennik współpracy z Francją po wojnie krymskiej
Grabski Władysław (1874-1938), ekonomista, historyk i polityk, związany z ruchem narodowym, premier RP (1920, 1923-1925), minister skarbu (1919-1920, 1923, 1923-1925), autor reformy walutowej
Grey Edward (1862-1933), polityk brytyjski, członek Partii Liberalnej, minister spraw zagranicznych (1905-1916)
Griffin Bernard William (1899-1956), angielski duchowny katolicki, arcybiskup Westminster i prymas Anglii i Walii (od 1943)
Grydzewski Mieczysław (1894-1970), dziennikarz, publicysta, przed 1939 redaktor naczelny "Pro Arte et Studio", "Skamandra" i "Wiadomości Literackich", od 1940 w Londynie, współredaktor "Wiadomości Polskich Politycznych i Literackich", redaktor naczelny "Wiadomości" (1946-1966)
Guttry Aleksander (1813-1891), działacz polityczny, uczestnik powstania listopadowego, Wiosny Ludów i powstania styczniowego, komisarz Rządu Narodowego na Wielkopolskę (1863)
Halifax Edward (1881-1959), polityk brytyjski, wicekról Indii (1925-1931), minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii (1938-1940), ambasador w Waszyngtonie (1941-1946)
Hemar Marian (właśc. M. Hescheles, 1901-1972), pisarz, satyryk, poeta
Hitler Adolf (1889-1945), przywódca niemieckiego ruchu narodowosocjalistycznego, kanclerz (od 1933) i wódz (Führer) Rzeszy (od 1934)
Hurko (Gurko) Iosif (1828-1901), feldmarszałek rosyjski, generał-gubernator warszawski (1883-1894), rusyfikator
Jaruzelski Jerzy, historyk
Jerzy V (1865-1936), król Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz cesarz Indii (od 1910) z dynastii Koburgów (od 1917 Windsorów)
Jerzy VI (1895-1952), król Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (od 1936) oraz cesarz Indii (1936-1947) z dynastii Windsorów, wstąpił na tron po abdykacji brata, Edwarda VIII
Katarzyna II (właśc. Zofia Anhalt-Zerbst, 1729-1796), cesarzowa rosyjska (od 1762), żona i następczyni (po przeprowadzeniu zamachu stanu) Piotra III, współtwórczyni rozbiorów Polski
Kazimierz IV Jagiellończyk (1427-1492), król polski (od 1447) i wielki książę litewski (od 1440)
Kipling Joseph Rudyard (1865-1936), angielski pisarz i poeta, laureat Literackiej Nagrody Nobla (1907); z jego opowiadania o kocie, który chodził własnymi ścieżkami, Mackiewicz zaczerpnął swój pseudonim
Klaczko Julian (właśc. Jehuda Lejb, 1825-1906), publicysta, historyk sztuki i literatury, uczestnik powstania wielkopolskiego (1848), na emigracji związany z Hotelem Lambert
Kot Stanisław (1885-1975), polityk, historyk kultury i wychowania, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1933 w SL, ambasador rządu RP na uchodźstwie w ZSRR (1941-1942), minister stanu na Bliskim Wschodzie (1942-1943), minister informacji (1943-1944), powrócił do kraju (1945), ambasador w Rzymie (1945-1947), od 1947 na emigracji
Kozicki Stanisław (1876-1958), działacz polityczny, publicysta, członek ZLN i SN, redaktor naczelny "Gazety Warszawskiej" (1909-1915), członek KNP w Paryżu (1918-1919)
Laval Pierre (1883-1945), polityk francuski, wielokrotny minister, premier Francji (1931-1932, 1935-1936), premier rządu Vichy (1940, 1942-1944), po wyzwoleniu skazany na śmierć i rozstrzelany
Lawrence Thomas Edward (zwany Lawrencem z Arabii, 1888-1935), brytyjski orientalista i agent wywiadu na Bliskim Wschodzie, podczas I wojny światowej współorganizator antytureckiego powstania Arabów
Leopold III (1901-1983), król Belgów (1934-1951) z dynastii Koburgów, syn Alberta I, w 1940 kapitulował przed wojskami niemieckimi, zmuszony do abdykacji na rzecz syna, Baldwina I
Litauer Stefan (1891-1959), dziennikarz, korespondent PAT-u w Londynie (1936-1941), agent sowiecki, po wojnie w PRL, m.in. pracownik MSZ (1945-1949), korespondent prasy i radia polskiego w Londynie (1950-1959)
Lloyd George David (1863-1945), brytyjski polityk, działacz Partii Liberalnej (jej przywódca 1926-1931), kanclerz skarbu (1908-1915), premier (1916-1922), jeden z twórców traktatu wersalskiego
Ludwik XIV (1638-1715), król Francji (od 1643) z dynastii Burbonów
Ludwik XV (1710-1774), król Francji (od 1715) z dynastii Burbonów
Lulu zob. Napoleon IV
Lumbroso Alberto (1872-1942), historyk włoski
Mackiewicz Stanisław (pseud. Cat, 1896-1966)
Małgorzata Windsor (1930-2002), królewna brytyjska, córka Jerzego VI, siostra Elżbiety II
Maria Ludwika (właśc. Ludwika Maria Gonzaga, 1611-1667), królowa polska (od 1646), żona Władysława IV, a od 1649 Jana Kazimierza, silnie oddziaływała na sprawy państwowe, utworzyła stronnictwo profrancuskie
Matłachowski Jan Kanty (1906-1989), działacz narodowodemokratyczny, przywódca akademickiej młodzieży endeckiej, od 1935 członek władz SN, od 1945 jego kierownik w kraju i przedstawiciel w RJN
Matuszewski Ignacy (1891-1946), polityk, publicysta, dyplomata, pułkownik, szef Oddziału II SG (1920-1923), minister skarbu (1929-1931), redaktor naczelny "Gazety Polskiej" (1932-1936), kierował ewakuacją złota Banku Polskiego do Francji (1939)
Mend?s-France Pierre (1907-1982), polityk francuski, członek Francuskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, premier Francji (1954-1955), przyczynił się do zakończenia wojny w Indochinach
Mickiewicz Adam (1798-1855), poeta
Mikołaj II Romanow (1868-1918), ostatni cesarz Rosji (1894-1917), zamordowany przez bolszewików
Mikołajczyk Stanisław (1901-1966), polityk, działacz ruchu ludowego, członek władz SL, wicepremier (1940-1943), premier rządu RP na uchodźstwie (1943-1945), po powrocie do kraju prezes PSL (1945-1947), wicepremier i minister reform rolnych TRJN, od 1947 ponownie na uchodźstwie
Modrzejewska Helena (właśc. Jadwiga Helena Misel, 1840-1909), aktorka
Mussolini Benito (1883-1945), przywódca włoskiego ruchu faszystowskiego, premier Włoch (1922 -1943)
Napoleon I Bonaparte (1769-1821), pierwszy konsul Republiki Francuskiej (1799-1804), cesarz Francuzów (1804-1815)
Napoleon III (właśc. Ludwik Napoleon Bonaparte, 1808-1873), syn króla Holandii Ludwika Bonapartego, prezydent Francji (od 1848), cesarz Francuzów (1852-1870), zdetronizowany po klęsce w wojnie z Prusami
Napoleon IV (właśc. Napoleon Ludwik Bonaparte, zwany Lulu, 1856-1879), książę francuski, syn Napoleona III
Nowakowski Zygmunt (1891-1963), aktor, pisarz, publicysta, felietonista, autor sztuk scenicznych, członek Rady Narodowej RP na uchodźstwie, redaktor naczelny "Wiadomości Polskich, Politycznych i Literackich" (1940-1944)
Oleśnicki Zbigniew (1389-1455), biskup krakowski (od 1423), kardynał (od 1439), przeciwnik wzmocnienia władzy królewskiej, zwolennik wcielenia Litwy do Polski, walczył z husytyzmem, po 1434 odgrywał dominującą rolę w państwie
Orzechowski (Oksza-Orzechowski) Tadeusz (1838-1902), działacz polityczny, agent Rządu Narodowego w Stambule (1863-1864), członek tajnego Rządu Narodowego w Wiedniu (1877)
Paderewski Ignacy Jan (1860-1941), pianista, kompozytor, polityk, działacz społeczny, premier i minister spraw zagranicznych (1919), jako przedstawiciel Polski podpisał wersalski traktat pokojowy, jeden z inicjatorów Frontu Morges (1936), od 1940 przewodniczący Rady Narodowej we Francji, a następnie w Londynie
Paleolog Maurycy zob. Paléologue Maurice
Paléologue Maurice (1859-1944), francuski dyplomata, historyk, eseista
Pétain Philippe (1856-1951), marszałek Francji, polityk, bohater I wojny światowej, szef zależnego od Niemiec państwa Vichy (1940-1944)
Pierrepoint Albert (1905-1992), kat brytyjski (czynny w latach 1932-1956) o największej w historii Wielkiej Brytanii udokumentowanej liczbie wykonanych wyroków kary śmierci
Piłsudski Józef (1867-1935), działacz niepodległościowy, współtwórca Legionów Polskich, marszałek Polski (od 1920), Naczelnik Państwa (1919-1922), po przeprowadzeniu zamachu stanu premier (1926-1928, 1930), minister spraw wojskowych i generalny inspektor sił zbrojnych (1926-1935)
Pitt William (starszy, 1708-1778), polityk brytyjski, sekretarz stanu (1756-1761), premier Wielkiej Brytanii (1766-1768)
Poincaré Raymond (1860-1934), polityk francuski, prezydent Francji (1913-1920), premier (1912-1913, 1922-1924, 1926-1929)
Pragier Adam (1886-1976), działacz socjalistyczny, ekonomista, członek Rady Naczelnej PPS (1921-1937), minister informacji i dokumentacji rządu RP na uchodźstwie (1944-1947)
Pruszyński Ksawery (1907-1950), dziennikarz, pisarz i publicysta, korespondent wojenny w Hiszpanii (1936), w czasie II wojny światowej w polskiej armii i służbie dyplomatycznej na Zachodzie, w 1945 wrócił do kraju, poseł RP w Hadze (1948-1950)
Raczkiewicz Władysław (1885-1947), polityk, prezes Naczpolu (1917), minister spraw wewnętrznych (1921, 1925-1926, 1935-1936), marszałek senatu (1930-1935), prezydent RP na uchodźstwie (od 1939)
Raczyński Edward (1891-1993), polityk i dyplomata, ambasador RP w Londynie (1934-1945), minister spraw zagranicznych (1941-1943), prezydent RP na uchodźstwie (1979-1986)
Réthy księżna de zob. Baels Mary Lilian
Retinger Józef Hieronim (1888-1960), polityk, doradca polityczny W. Sikorskiego (1939-1943), działacz na rzecz współpracy i integracji europejskiej
Roosevelt Franklin Delano (1882-1945), amerykański polityk, prawnik, prezydent z ramienia Partii Demokratycznej (1933-1945, wybrany czterokrotnie)
Rydz-Śmigły Edward (1886-1941), wojskowy i polityk, marszałek Polski (1936), generalny inspektor sił zbrojnych (1935-1939), naczelny wódz w wojnie obronnej 1939
Sapieha Adam (1828-1903), książę, polityk galicyjski, ziemianin, przywódca "białych" w Galicji Wschodniej podczas powstania styczniowego, przeciwnik stańczyków, rzecznik autonomii Galicji i pracy organicznej, poseł do galicyjskiego Sejmu Krajowego (1861, 1868-1872, 1883-1895) i do austriackiej Rady Państwa (od 1872), członek Izby Panów
Shaw George Bernard (1856-1950), dramatopisarz irlandzki
Sienkiewicz Henryk (1846-1916), pisarz
Sikorski Władysław (1881-1943), wojskowy i polityk, szef departamentu wojskowego NKN (1914 -1917), premier (1922-1923), minister spraw wojskowych (1923-1925), premier i naczelny wódz (1939-1943)
Simpson Wallis zob. Warfield Wallis
Skrzyński Aleksander (1882-1931), polityk, premier RP (1925-1926), minister spraw zagranicznych (1922-1923, 1924-1926)
Słowacki Juliusz (1809-1849), poeta
Stalin Józef (właśc. Iosif Dżugaszwili, 1879-1953), działacz rewolucyjny, sekretarz generalny RKP(b) (od 1922), dyktator ZSRR
Stresemann Gustav (1878-1929), niemiecki polityk i ekonomista, kanclerz (1923) i minister spraw zagranicznych (1923-1929) Republiki Weimarskiej, laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1926)
Stroński Stanisław (1882-1955), romanista, publicysta, polityk związany z ruchem narodowym, potem z Frontem Morges, wicepremier i minister informacji w rządzie W. Sikorskiego (1939-1943), autor sformułowania "Cud nad Wisłą"
Szekspir William (1564-1616), poeta i dramaturg angielski
Szołochow Michaił (1905-1984), pisarz rosyjski, członek AN ZSRR, laureat Literackiej Nagrody Nobla (1965)
Tarnowski Stanisław (1837-1917), hrabia, krytyk i historyk literatury polskiej, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego (rektor 1886-1887, 1899-1900), czołowy konserwatysta krakowski, współautor Teki Stańczyka
Tołstoj Lew (1829-1910), pisarz rosyjski
Townsend Peter Wooldridge (1914-1995), oficer brytyjski, pilot RAF, uczestnik II wojny światowej, znany z romansu z królewną Małgorzatą
Warfield Wallis (właśc. Bessie Wallis Warfield, 1896-1986), Amerykanka, księżna Windsoru, żona Edwarda, księcia Windsoru (wcześniejszego króla Wielkiej Brytanii Edwarda VIII)
Waszyngton Jerzy (Washington George, 1732-1799), wódz i polityk amerykański, naczelny wódz w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych (1775-1783), pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych (1789-1797)
Wereszycki Henryk (1898-1990), historyk, badacz stosunków międzynarodowych XIX w.
Wernyhora, lirnik, Kozak, postać legendarna
Wiktoria (1819-1901), królowa Wielkiej Brytanii i Irlandii (od 1837) z dynastii hanowerskiej, cesarzowa Indii (od 1876)
Wilhelm II Hohenzollern (1859-1941), cesarz niemiecki i król Prus (od 1888), abdykował (1918), zmarł na emigracji w Holandii
Wilson Thomas Woodrow (1856-1924), prezydent USA (1913-1921), inicjator założenia Ligi Narodów, laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1919)
Władysław IV Waza (1595-1648), król polski i wielki książę litewski (od 1632), tytularny król szwedzki
Wyspiański Stanisław (1869-1907), malarz, dramatopisarz, poeta
Żabotyński Włodzimierz (Władimir Ż., Zeew Ż., 1880-1940), żydowski dziennikarz, działacz polityczny, założyciel paramilitarnej organizacji Hagana w Palestynie (1920), Związku Syjonistów Rewizjonistów (1925), Nowej Organizacji Syjonistycznej w Wiedniu (1935), rzecznik walki zbrojnej o utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie