.
Wstęp
Setki, jeśli nie tysiące razy zatrzymywali mnie Polacy odwiedzający Londyn i z uśmiechem mówili: "Ooo, dzień dobry, pan z telewizji!". Za każdym razem pytałem, jak im się podoba miasto - i nigdy nie usłyszałem narzekań, no chyba że na obolałe nogi. Pochwały na temat Londynu - wygłaszane tonem pełnym uznania, z promiennym wzrokiem i uśmiechem na twarzy - to zawsze najlepszy dowód na to, że ma on w sobie magię. Ja się w tym mieście zakochałem od pierwszej wizyty w 1998 roku. Wiele się od tamtego czasu zmieniło - ale nie to, że z czystym sumieniem mogę dziś powiedzieć: "Kocham Londyn". Turystów zachwyca swoją wielkością, urokliwymi zakamarkami i historią, którą ociekają mury i mosty i która spływa wprost do Tamizy. Dla londyńczyków jest tłem ich codziennych spraw, dla mnie - również tłem, na którym pojawiam się na ekranach telewizorów, relacjonując to, co wydarzyło się na Wyspach.
Jednym z najtrudniejszych momentów, jakie przyszło mi stąd relacjonować, był pożar wieżowca Grenfell. Życie straciło wówczas 70 mieszkańców 24-piętrowego bloku, dwie kolejne osoby zmarły w szpitalu. Koszmarny w skutkach pożar zaczął się od spięcia i zapalenia się lodówki w mieszkaniu na czwartym piętrze. Strażacy, którzy próbowali go ugasić, wpadli w śmiertelną pułapkę, podobnie jak lokatorzy, którym zgodnie z procedurami zalecono, by zostali w mieszkaniach. Lokale miały być odporne na przenoszenie się ognia, by w wieżowcach takich jak Grenfell pożar jednego mieszkania nie stanowił zagrożenia dla pozostałych. Gdy sytuację pod numerem 16 udało się niemal opanować, okazało się, że ogień jednak "wydostał się przez kuchenne okno" na zewnątrz i pod wodoodporną elewacją, trawiąc łatwopalne ocieplenie budynku, wspinał się na kolejne kondygnacje. Nad ranem ogień i dym spowijały już cały budynek i były wyraźnie widoczne z odległości kilku kilometrów. Stało się jasne, że walkę z żywiołem strażacy przegrają, bo drabiny ich wozów gaśniczych sięgały tylko na wysokość czwartego piętra. W pobliże wieżowca Grenfell dotarłem wczesnym rankiem 14 czerwca 2017 roku. Relacjonując przez cały dzień walkę z ogniem i horror, przez który przeszli ocalali z pożaru, zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, że w powietrzu wymieszanym z toksycznym dymem unoszą się prochy spalonych mieszkańców. Z każdym oddechem wpadały do mojego gardła, przynosząc gorzki posmak i coraz silniej podrażniając struny głosowe, a w miarę upływu czasu - utrudniając mówienie. Gdy późno w nocy wróciłem do domu i zdjąłem ubranie, poczułem na nim swąd spalenizny i charakterystyczny odpychający zapach spalonych ludzkich włosów i ciał. Symbolika tego pożaru nie mogła być bardziej uderzająca. Wieżowiec, w którym mieszkali średnio zamożni londyńczycy, stał w dość bogatej okolicy, niedaleko największego centrum handlowego w Europie. Pożar wywołał potężną traumę; po tym wydarzeniu dokonano obowiązkowych zmian w elewacjach budynków w całym mieście, a później w kraju. Tragedię interpretowano przez pryzmat zaniedbań, uchybień oraz nadmiernych oszczędności, przypominając, jak groźne i zabójcze bywają pożary w dużych miastach. Ogniowy żywioł wcześniej strawił Londyn aż dwa razy - w XVII i XIX wieku. Ponure wspomnienie Grenfell na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
Inne - równie wyraźne, lecz przy tym jedno z najpiękniejszych - to wspomnienie z diamentowego jubileuszu panowania Elżbiety II. W 2012 roku wszystko podporządkowano letnim igrzyskom olimpijskim, ale zanim się rozpoczęły, 2 czerwca na cześć królowej zorganizowano koncert przed pałacem Buckingham - najlepszy, na jakim w życiu byłem, i sądzę, że pewnie jeden z najwspanialszych, jakie kiedykolwiek urządzono. Rozpoczął go występ wojskowej orkiestry, która po krótkim wstępie przeszła do akompaniowania Robbiemu Williamsowi w jego hicie Let Me Entertain You. Potem było już tylko mocniej. O wiecznych diamentach śpiewała Shirley Bassey, a Annie Lennox o tym, że muszą istnieć anioły. Grace Jones nie dostała ani grama zadyszki, gdy przez cały występ kręciła na biodrach hula-hoop. Wszyscy razem z Tomem Jonesem śpiewali jego kultową Delilah. Na dachu pałacu, na którego froncie wyświetlano potężne animacje, Madness zaśpiewali Our House. Tamtego wieczoru wystąpili też m.in. Kylie Minogue, Jessie J, Ed Sheeran, Elton John, Will.i.am, Stevie Wonder i Paul McCartney. O podobną listę gwiazd zgromadzonych w jednym miejscu i czasie, które śpiewałyby swoje największe hity, naprawdę trudno. Wydarzenie to wyprzedza jedynie koncert Live Aid z 1985 roku - także zresztą zorganizowany w Londynie.
Nie potrafię wytłumaczyć, co w Londynie sprawiło, że zakochałem się w tym mieście "od pierwszego spotkania". Zachwyciła mnie (i zachwyca do dziś) jego wielkomiejskość, energia, jaką tętni, mieszkańcy, których w codziennym biegu stać na zatrzymanie się i bezinteresowne odruchy serca. Uważam też, że żadne z miast, jakie dotąd odwiedziłem, nie jest nam, Polakom, aż tak kulturowo, cywilizacyjnie i geograficznie bliskie. Po niespełna dwóch godzinach lotu z Polski możemy dotrzeć do miasta Kuby Rozpruwacza i Sherlocka Holmesa, Bridget Jones i Harry'ego Pottera, Jamesa Bonda oraz bohaterów komedii romantycznych w stylu To właśnie miłość. Dodajmy do tego jeszcze rodzinę królewską i wszystkie fascynujące historie z nią oraz koroną związane - i tak oto otrzymujemy przepis na bycie w centrum zainteresowania. Korespondentów z całego świata są tu setki. Dla telewizji z odległych zakątków, takich jak Australia, Brazylia czy Filipiny, Londyn to baza do medialnej obsługi całej Europy. Dla europejskich korespondentów - jak ja - Londyn jest często punktem wypadowym do najdalszych miejsc naszego globu. Dzięki temu, że tu mieszkam, zdążyłem dolecieć do Buenos Aires, zanim wybrano papieża Franciszka. Korespondent konkurencyjnej stacji próbował dostać się do stolicy Argentyny z Waszyngtonu - i przyleciał długo po mnie.
Od czasu, gdy tu jestem, relacjonowałem wydarzenia, które przed ekrany telewizorów ściągały miliony, a czasami miliardy widzów na całym świecie. Były to m.in.:
2004 - masowa migracja Polaków na Wyspy po wstąpieniu Polski do UE
2005 - ataki terrorystyczne w londyńskim metrze
2006 - otrucie Aleksandra Litwinienki
2007 - premiera ostatniej książki z serii o Harrym Potterze
2008 - światowy kryzys finansowy
2011 - ślub Williama i Kate
2012 - jubileusz królowej; letnie igrzyska olimpijskie
2014 - referendum w sprawie niepodległości Szkocji
2015 - rekord Elżbiety II jako najdłużej panującego monarchy w historii Zjednoczonego Królestwa
2016 - referendum brexitowe
2017 - pożar wieżowca Grenfell; zamach na Westminster Bridge
2018 - "Beast from the East", kiedy to mroźny atak zimy zabił 17 ludzi; otrucie Siergieja Skripala nowiczokiem; ślub księcia Harry'ego z Meghan Markle
2019 - wybór Borisa Johnsona na premiera; wyznaczanie daty wyjścia z UE; atak kłem narwala na London Bridge
2020 - wyjście z UE; pandemia koronawirusa
2021 - oskarżenie przez Meghan Markle rodziny królewskiej o rasizm; śmierć męża królowej, księcia Filipa
2022 - wsparcie dla zaatakowanej przez Rosję Ukrainy; Partygate; platynowy jubileusz panowania królowej; śmierć Elżbiety II
2023 - koronacja Karola III
Brytyjczycy jakoś tak mają, że zawsze jest o nich głośno - czasami z niezbyt zacnych powodów. A mimo to Londyn to miasto bezpieczne, którego mieszkańcy słyną z opanowania. Jasne - są tu miejsca, gdzie po zmroku lepiej samemu się nie zapuszczać; Londyn nie znajduje się nawet w pobliżu pierwszej dziesiątki najbezpieczniejszych miast Europy, ale i tak zajmuje wyższą lokatę niż Ateny czy Paryż. Nie ma więc co się obawiać o bezpieczeństwo, bo w centrum, po którym najczęściej i najchętniej kręcą się turyści oraz dziennikarze, jest nie mniej bezpiecznie niż na ulicach polskich miast. Dzień po zamachach w metrze londyńczycy mówili mi, że nie mogą dać się zastraszyć - dlatego nie zmienili swoich planów na dojazd do pracy. Skandale polityczne i obyczajowe, życie rodziny królewskiej i celebrytów, wydarzenia smutne, radosne i przerażające... Lista tematów, które wzbudzają światowe zainteresowanie tym, co dzieje się w brytyjskiej stolicy, czasami (mimo wielu spędzonych tu lat) zaskakuje nawet mnie. Przez to, że tak często o tym mieście jest głośno, wydaje nam się, że dobrze je znamy - a to tylko pozory, o czym przekonałem się, poznając Londyn i jego mieszkańców przez niemal dwie dekady.
Książka, którą trzymacie w rękach, to taki pamiętnik-przewodnik. Dzięki pracy, jaką wykonuję na co dzień, miałem okazję stać w pierwszym rzędzie podczas setek wyjątkowych wydarzeń i poznać Londyn - z wyjątkowej perspektywy i w wyjątkowy sposób.
Wiem, że nie ma jednego Londynu. Niektórzy pewnie stwierdzą, że o czymś zapomniałem, że sporo pominąłem... i wiecie co? Będą mieli rację. Nawet teraz, pisząc te słowa, myślę o konkretnych miejscach i rzeczach, jakie nie znalazły się na kartach tej książki. Ale o mieście, którego historia liczy niemal dwa tysiące lat, nie sposób opowiedzieć wszystko - tym bardziej że każdy z nas ma swój Londyn i swój ulubiony jego kawałek. Ja zapraszam was na wędrówkę po Londynie "po mojemu". Taką, która - mam nadzieję - rozbudzi wasz apetyt na powrót i nie zrujnuje portfela.
Kwiaty przed pałacem Buckingham
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki