Londyn po mojemu. Spacerem po mieście i historii - Maciej Woroch

Kup ebooka

51.90 zł
40.94 zł (42,04 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
.

Wstęp

Setki, je­śli nie ty­siące razy za­trzy­my­wali mnie Po­lacy od­wie­dza­jący Lon­dyn i z uśmie­chem mó­wili: "Ooo, dzień do­bry, pan z te­le­wi­zji!". Za każ­dym ra­zem py­ta­łem, jak im się po­doba mia­sto - i ni­gdy nie usły­sza­łem na­rze­kań, no chyba że na obo­lałe nogi. Po­chwały na te­mat Lon­dynu - wy­gła­szane to­nem peł­nym uzna­nia, z pro­mien­nym wzro­kiem i uśmie­chem na twa­rzy - to za­wsze naj­lep­szy do­wód na to, że ma on w so­bie ma­gię. Ja się w tym mie­ście za­ko­cha­łem od pierw­szej wi­zyty w 1998 roku. Wiele się od tam­tego czasu zmie­niło - ale nie to, że z czy­stym su­mie­niem mogę dziś po­wie­dzieć: "Ko­cham Lon­dyn". Tu­ry­stów za­chwyca swoją wiel­ko­ścią, uro­kli­wymi za­ka­mar­kami i hi­sto­rią, którą ocie­kają mury i mo­sty i która spływa wprost do Ta­mizy. Dla lon­dyń­czy­ków jest tłem ich co­dzien­nych spraw, dla mnie - rów­nież tłem, na któ­rym po­ja­wiam się na ekra­nach te­le­wi­zo­rów, re­la­cjo­nu­jąc to, co wy­da­rzyło się na Wy­spach.

Jed­nym z naj­trud­niej­szych mo­men­tów, ja­kie przy­szło mi stąd re­la­cjo­no­wać, był po­żar wie­żowca Gren­fell. Ży­cie stra­ciło wów­czas 70 miesz­kań­ców 24-pię­tro­wego bloku, dwie ko­lejne osoby zmarły w szpi­talu. Kosz­marny w skut­kach po­żar za­czął się od spię­cia i za­pa­le­nia się lo­dówki w miesz­ka­niu na czwar­tym pię­trze. Stra­żacy, któ­rzy pró­bo­wali go uga­sić, wpa­dli w śmier­telną pu­łapkę, po­dob­nie jak lo­ka­to­rzy, któ­rym zgod­nie z pro­ce­du­rami za­le­cono, by zo­stali w miesz­ka­niach. Lo­kale miały być od­porne na prze­no­sze­nie się ognia, by w wie­żow­cach ta­kich jak Gren­fell po­żar jed­nego miesz­ka­nia nie sta­no­wił za­gro­że­nia dla po­zo­sta­łych. Gdy sy­tu­ację pod nu­me­rem 16 udało się nie­mal opa­no­wać, oka­zało się, że ogień jed­nak "wy­do­stał się przez ku­chenne okno" na ze­wnątrz i pod wo­do­od­porną ele­wa­cją, tra­wiąc ła­two­palne ocie­ple­nie bu­dynku, wspi­nał się na ko­lejne kon­dy­gna­cje. Nad ra­nem ogień i dym spo­wi­jały już cały bu­dy­nek i były wy­raź­nie wi­doczne z od­le­gło­ści kilku ki­lo­me­trów. Stało się ja­sne, że walkę z ży­wio­łem stra­żacy prze­grają, bo dra­biny ich wo­zów ga­śni­czych się­gały tylko na wy­so­kość czwar­tego pię­tra. W po­bliże wie­żowca Gren­fell do­tar­łem wcze­snym ran­kiem 14 czerwca 2017 roku. Re­la­cjo­nu­jąc przez cały dzień walkę z ogniem i hor­ror, przez który prze­szli oca­lali z po­żaru, zu­peł­nie nie zda­wa­łem so­bie sprawy, że w po­wie­trzu wy­mie­sza­nym z tok­sycz­nym dy­mem uno­szą się pro­chy spa­lo­nych miesz­kań­ców. Z każ­dym od­de­chem wpa­dały do mo­jego gar­dła, przy­no­sząc gorzki po­smak i co­raz sil­niej po­draż­nia­jąc struny gło­sowe, a w miarę upływu czasu - utrud­nia­jąc mó­wie­nie. Gdy późno w nocy wró­ci­łem do domu i zdją­łem ubra­nie, po­czu­łem na nim swąd spa­le­ni­zny i cha­rak­te­ry­styczny od­py­cha­jący za­pach spa­lo­nych ludz­kich wło­sów i ciał. Sym­bo­lika tego po­żaru nie mo­gła być bar­dziej ude­rza­jąca. Wie­żo­wiec, w któ­rym miesz­kali śred­nio za­możni lon­dyń­czycy, stał w dość bo­ga­tej oko­licy, nie­da­leko naj­więk­szego cen­trum han­dlo­wego w Eu­ro­pie. Po­żar wy­wo­łał po­tężną traumę; po tym wy­da­rze­niu do­ko­nano obo­wiąz­ko­wych zmian w ele­wa­cjach bu­dyn­ków w ca­łym mie­ście, a póź­niej w kraju. Tra­ge­dię in­ter­pre­to­wano przez pry­zmat za­nie­dbań, uchy­bień oraz nad­mier­nych oszczęd­no­ści, przy­po­mi­na­jąc, jak groźne i za­bój­cze by­wają po­żary w du­żych mia­stach. Ogniowy ży­wioł wcze­śniej stra­wił Lon­dyn aż dwa razy - w XVII i XIX wieku. Po­nure wspo­mnie­nie Gren­fell na za­wsze po­zo­sta­nie w mo­jej pa­mięci.

Inne - rów­nie wy­raźne, lecz przy tym jedno z naj­pięk­niej­szych - to wspo­mnie­nie z dia­men­to­wego ju­bi­le­uszu pa­no­wa­nia Elż­biety II. W 2012 roku wszystko pod­po­rząd­ko­wano let­nim igrzy­skom olim­pij­skim, ale za­nim się roz­po­częły, 2 czerwca na cześć kró­lo­wej zor­ga­ni­zo­wano kon­cert przed pa­ła­cem Buc­kin­gham - naj­lep­szy, na ja­kim w ży­ciu by­łem, i są­dzę, że pew­nie je­den z naj­wspa­nial­szych, ja­kie kie­dy­kol­wiek urzą­dzono. Roz­po­czął go wy­stęp woj­sko­wej or­kie­stry, która po krót­kim wstę­pie prze­szła do akom­pa­nio­wa­nia Rob­biemu Wil­liam­sowi w jego hi­cie Let Me En­ter­tain You. Po­tem było już tylko moc­niej. O wiecz­nych dia­men­tach śpie­wała Shir­ley Bas­sey, a An­nie Len­nox o tym, że mu­szą ist­nieć anioły. Grace Jo­nes nie do­stała ani grama za­dyszki, gdy przez cały wy­stęp krę­ciła na bio­drach hula-hoop. Wszy­scy ra­zem z To­mem Jo­ne­sem śpie­wali jego kul­tową De­li­lah. Na da­chu pa­łacu, na któ­rego fron­cie wy­świe­tlano po­tężne ani­ma­cje, Mad­ness za­śpie­wali Our Ho­use. Tam­tego wie­czoru wy­stą­pili też m.in. Ky­lie Mi­no­gue, Jes­sie J, Ed She­eran, El­ton John, Will.i.am, Ste­vie Won­der i Paul McCart­ney. O po­dobną li­stę gwiazd zgro­ma­dzo­nych w jed­nym miej­scu i cza­sie, które śpie­wa­łyby swoje naj­więk­sze hity, na­prawdę trudno. Wy­da­rze­nie to wy­prze­dza je­dy­nie kon­cert Live Aid z 1985 roku - także zresztą zor­ga­ni­zo­wany w Lon­dy­nie.

Nie po­tra­fię wy­tłu­ma­czyć, co w Lon­dy­nie spra­wiło, że za­ko­cha­łem się w tym mie­ście "od pierw­szego spo­tka­nia". Za­chwy­ciła mnie (i za­chwyca do dziś) jego wiel­ko­miej­skość, ener­gia, jaką tętni, miesz­kańcy, któ­rych w co­dzien­nym biegu stać na za­trzy­ma­nie się i bez­in­te­re­sowne od­ru­chy serca. Uwa­żam też, że żadne z miast, ja­kie do­tąd od­wie­dzi­łem, nie jest nam, Po­la­kom, aż tak kul­tu­rowo, cy­wi­li­za­cyj­nie i geo­gra­ficz­nie bli­skie. Po nie­spełna dwóch go­dzi­nach lotu z Pol­ski mo­żemy do­trzeć do mia­sta Kuby Roz­pru­wa­cza i Sher­locka Hol­mesa, Brid­get Jo­nes i Harry'ego Pot­tera, Ja­mesa Bonda oraz bo­ha­te­rów ko­me­dii ro­man­tycz­nych w stylu To wła­śnie mi­łość. Do­dajmy do tego jesz­cze ro­dzinę kró­lew­ską i wszyst­kie fa­scy­nu­jące hi­sto­rie z nią oraz ko­roną zwią­zane - i tak oto otrzy­mu­jemy prze­pis na by­cie w cen­trum za­in­te­re­so­wa­nia. Ko­re­spon­den­tów z ca­łego świata są tu setki. Dla te­le­wi­zji z od­le­głych za­kąt­ków, ta­kich jak Au­stra­lia, Bra­zy­lia czy Fi­li­piny, Lon­dyn to baza do me­dial­nej ob­sługi ca­łej Eu­ropy. Dla eu­ro­pej­skich ko­re­spon­den­tów - jak ja - Lon­dyn jest czę­sto punk­tem wy­pa­do­wym do naj­dal­szych miejsc na­szego globu. Dzięki temu, że tu miesz­kam, zdą­ży­łem do­le­cieć do Bu­enos Aires, za­nim wy­brano pa­pieża Fran­ciszka. Ko­re­spon­dent kon­ku­ren­cyj­nej sta­cji pró­bo­wał do­stać się do sto­licy Ar­gen­tyny z Wa­szyng­tonu - i przy­le­ciał długo po mnie.

Od czasu, gdy tu je­stem, re­la­cjo­no­wa­łem wy­da­rze­nia, które przed ekrany te­le­wi­zo­rów ścią­gały mi­liony, a cza­sami mi­liardy wi­dzów na ca­łym świe­cie. Były to m.in.:

2004 - ma­sowa mi­gra­cja Po­la­ków na Wy­spy po wstą­pie­niu Pol­ski do UE

2005 - ataki ter­ro­ry­styczne w lon­dyń­skim me­trze

2006 - otru­cie Alek­san­dra Li­twi­nienki

2007 - pre­miera ostat­niej książki z se­rii o Har­rym Pot­te­rze

2008 - świa­towy kry­zys fi­nan­sowy

2011 - ślub Wil­liama i Kate

2012 - ju­bi­le­usz kró­lo­wej; let­nie igrzy­ska olim­pij­skie

2014 - re­fe­ren­dum w spra­wie nie­pod­le­gło­ści Szko­cji

2015 - re­kord Elż­biety II jako naj­dłu­żej pa­nu­ją­cego mo­nar­chy w hi­sto­rii Zjed­no­czo­nego Kró­le­stwa

2016 - re­fe­ren­dum bre­xi­towe

2017 - po­żar wie­żowca Gren­fell; za­mach na West­min­ster Bridge

2018 - "Be­ast from the East", kiedy to mroźny atak zimy za­bił 17 lu­dzi; otru­cie Sier­gieja Skri­pala no­wi­czo­kiem; ślub księ­cia Harry'ego z Me­ghan Mar­kle

2019 - wy­bór Bo­risa John­sona na pre­miera; wy­zna­cza­nie daty wyj­ścia z UE; atak kłem na­rwala na Lon­don Bridge

2020 - wyj­ście z UE; pan­de­mia ko­ro­na­wi­rusa

2021 - oskar­że­nie przez Me­ghan Mar­kle ro­dziny kró­lew­skiej o ra­sizm; śmierć męża kró­lo­wej, księ­cia Fi­lipa

2022 - wspar­cie dla za­ata­ko­wa­nej przez Ro­sję Ukra­iny; Par­ty­gate; pla­ty­nowy ju­bi­le­usz pa­no­wa­nia kró­lo­wej; śmierć Elż­biety II

2023 - ko­ro­na­cja Ka­rola III

Bry­tyj­czycy ja­koś tak mają, że za­wsze jest o nich gło­śno - cza­sami z nie­zbyt za­cnych po­wo­dów. A mimo to Lon­dyn to mia­sto bez­pieczne, któ­rego miesz­kańcy słyną z opa­no­wa­nia. Ja­sne - są tu miej­sca, gdzie po zmroku le­piej sa­memu się nie za­pusz­czać; Lon­dyn nie znaj­duje się na­wet w po­bliżu pierw­szej dzie­siątki naj­bez­piecz­niej­szych miast Eu­ropy, ale i tak zaj­muje wyż­szą lo­katę niż Ateny czy Pa­ryż. Nie ma więc co się oba­wiać o bez­pie­czeń­stwo, bo w cen­trum, po któ­rym naj­czę­ściej i naj­chęt­niej kręcą się tu­ry­ści oraz dzien­ni­ka­rze, jest nie mniej bez­piecz­nie niż na uli­cach pol­skich miast. Dzień po za­ma­chach w me­trze lon­dyń­czycy mó­wili mi, że nie mogą dać się za­stra­szyć - dla­tego nie zmie­nili swo­ich pla­nów na do­jazd do pracy. Skan­dale po­li­tyczne i oby­cza­jowe, ży­cie ro­dziny kró­lew­skiej i ce­le­bry­tów, wy­da­rze­nia smutne, ra­do­sne i prze­ra­ża­jące... Li­sta te­ma­tów, które wzbu­dzają świa­towe za­in­te­re­so­wa­nie tym, co dzieje się w bry­tyj­skiej sto­licy, cza­sami (mimo wielu spę­dzo­nych tu lat) za­ska­kuje na­wet mnie. Przez to, że tak czę­sto o tym mie­ście jest gło­śno, wy­daje nam się, że do­brze je znamy - a to tylko po­zory, o czym prze­ko­na­łem się, po­zna­jąc Lon­dyn i jego miesz­kań­ców przez nie­mal dwie de­kady.

Książka, którą trzy­ma­cie w rę­kach, to taki pa­mięt­nik-prze­wod­nik. Dzięki pracy, jaką wy­ko­nuję na co dzień, mia­łem oka­zję stać w pierw­szym rzę­dzie pod­czas se­tek wy­jąt­ko­wych wy­da­rzeń i po­znać Lon­dyn - z wy­jąt­ko­wej per­spek­tywy i w wy­jąt­kowy spo­sób.

Wiem, że nie ma jed­nego Lon­dynu. Nie­któ­rzy pew­nie stwier­dzą, że o czymś za­po­mnia­łem, że sporo po­mi­ną­łem... i wie­cie co? Będą mieli ra­cję. Na­wet te­raz, pi­sząc te słowa, my­ślę o kon­kret­nych miej­scach i rze­czach, ja­kie nie zna­la­zły się na kar­tach tej książki. Ale o mie­ście, któ­rego hi­sto­ria li­czy nie­mal dwa ty­siące lat, nie spo­sób opo­wie­dzieć wszystko - tym bar­dziej że każdy z nas ma swój Lon­dyn i swój ulu­biony jego ka­wa­łek. Ja za­pra­szam was na wę­drówkę po Lon­dy­nie "po mo­jemu". Taką, która - mam na­dzieję - roz­bu­dzi wasz ape­tyt na po­wrót i nie zruj­nuje port­fela.

Kwiaty przed pa­ła­cem Buc­kin­gham

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki
Co­py­ri­ght ? by Ma­ciej Wo­roch 2024 Co­py­ri­ght ? by Wy­daw­nic­two Luna, im­print Wy­daw­nic­twa Mar­gi­nesy 2024
Wy­daw­czyni: NA­TA­LIA GO­WIN
Re­dak­torka pro­wa­dząca: SYL­WIA CHRA­BA­ŁOW­SKA
Re­dak­cja: MAL­WINA KO­ZŁOW­SKA
Ko­rekta: DO­MI­NIKA ŁA­DYCKA / e-DY­TOR, DMC Pro­Me­dia
Pro­jekt okładki, ma­kiety, skład i ła­ma­nie: MA­CIEJ SZY­MA­NO­WICZ
Źró­dła zdjęć: In­sta­gram, The Prince and Prin­cess of Wa­les - s. 81 Istock - s. 46/DZa­rzycka, 64/IR_Stone, 218/Ogul­ca­nAk­soy, 260/Li­so­vskaya, 262/Ar­ti­t_Wong­pradu, 267/Fu­dio, 269/Ru­s32 Pe­xels - s. 86/jco­sta, 130/An­dras­Ste­fuca, 150/Ar­t?ra­sKo­ko­re­vas, 160/Mar­tino Bat­ti­sta, 168/Hel­lo­iam­tugce, 188/Cha­ita­astic, 247/Si­monptr, 342/Sli­ce­isop, 354/Stre­etle­vel­pho­tos, 358/Ar­te­mioz, 368/Ga­shi­fr­heza, 371/Go­de­froy le Gu­isquet Shut­ter­stock - s. 29/Tur­gut­Ce­tin­kaya, 35/Lor­na­Ro­berts, 73/Fe­atu­re­flash Photo Agency, 78-79/Lorna Ro­berts, 180/Ko­stian­tynL, 228/Pete Han­cock UK Par­lia­ment, ?Ho­use of Com­mons - s. 98, 104 UK Par­lia­ment, ?Ho­use of Lords 2024, ?by Ro­ger Har­ris - s. 96, 99, 102-103 Unsplash - s. 4/Nick Fe­wings, 23/Sa­muel Re­gan, 32/Car­los Ares, 38/Ana­belle del Car­men, 62/Mar­wan­Mu­al­lemi, 70/Zi­hao Chen, 156/Jor­dan, 165/Claus Grun­staudl, 212/Laura Lu­ga­resi, 217/Bruno Mar­tins, 226-227/Ben­ja­min Da­vies, 238/Bruno Fi­gu­eiredo, 242/Kri­st­sLu­ha­ers, 245/Ale­xan­der Lon­don, 302/Ana Paula Gri­maldi, 318/Ja­mie Da­vies, 328/Suho Me­dia, 350/Bruno Mar­tins, 367/Igor Spo­ry­nin Wi­ki­me­dia­Com­mons - s. 365/Di­liff
Po­zo­stałe zdję­cia - MA­CIEJ WO­ROCH, ŁU­KASZ SZMA­GAJ, ŁU­KASZ PO­KOJ­SKI, ADAM DĄ­BROW­SKI
Zdję­cia i gra­fiki na okładce: MA­CIEJ WO­ROCH, MA­CIEJ SZY­MA­NO­WICZ, Pe­xels: Ko­vy­rina, Sli­ce­isop, Fal­l­skorn­me­dia, Unsplash: Ky­le­Bu­sh­nell, iStock
Ko­or­dy­na­torka pro­duk­cji: ANNA PAW­ŁO­WICZ
War­szawa 2024 Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-68226-75-1
Wy­daw­nic­two Luna Im­print Wy­daw­nic­twa Mar­gi­nesy Sp. z o.o. ul. Mie­ro­sław­skiego 11a 01-527 War­szawa www.wy­daw­nic­two­luna.pl
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Była elek­trow­nia Bat­ter­sea