ROZDZIAŁ 2 KAMIENIE
W pobliżu Trinity Place kawałek na północ od Tower of London można zobaczyć odcinek pierwotnych murów ze średniowiecznymi uzupełnieniami. Sama Tower była niegdyś częścią murów, potwierdzając w materialnej formie tezę Williama Dunbara: "Kamienne są mury, które wokół ciebie stoją". Mury miejskie miały prawie trzy metry szerokości u podstawy i ponad sześć metrów wysokości. Poza wspomnianymi pozostałościami koło Trinity Place można również dostrzec kamienne kontury wewnętrznej wieży z drewnianymi schodami prowadzącymi na przedpiersie, z którego rozciągał się widok na wschód nad mokradłami.
Z tego miejsca można wytyczyć w wyobraźni przebieg dawnych murów. Zmierzają na północ do Cooper's Row, gdzie zachował się - na podziemnym parkingu - mały odcinek pod dziedzińcem pustego budynku. Przeciskają się przez beton i marmur tego budynku, a następnie przez cegłę i żelazo wiaduktu Fenchurch Street Station, by dotrzeć do kolejnego zachowanego fragmentu na America Square. Fragment ten jest ukryty w podziemiach nowoczesnego budynku, który ma swoje przedpiersia, wieżyczki i kwadratowe baszty. Pas glazurowanych czerwonych płytek wykazuje więcej niż powierzchowne podobieństwo do czerwonych płyt dachówek w starorzymskiej konstrukcji. Na moment mury przybierają nazwę Crosswall i przechodzą przez siedzibę firmy Equitas. Idą przez Vine Street (na parkingu pod numerem 35 kamera telewizji przemysłowej jest skierowana na stary odcinek niewidocznych dzisiaj murów) w stronę Jewry Street, która prawie dokładnie powiela linię murów aż do miejsca, w którym spotyka się z Aldgate. Tutaj o wszystkich budynkach można powiedzieć, że tworzą nowe mury miejskie oddzielające część zachodnią od części wschodniej. Znajdujemy tu Centurion House i drogerię Boots.
Schody stacji metra Aldgate prowadzą na poziom średniowiecznego Londynu, ale my podążamy za murami wzdłuż Duke's Place i Bevis Marks. Blisko skrzyżowania tych dwóch ulic znajduje się dzisiaj część "stalowego pierścienia" pomyślanego jako ochrona miasta. Na szesnastowiecznym planie miasta Bevis Marks powiela przebieg murów i do dzisiaj tak pozostało. Układ ulic nie zmienił się od wielu stuleci. Zachowały się nawet małe uliczki takie jak Heneage Lane. Na rogu Bevis Marks i St Mary Axe wznosi się budynek z białego marmuru z ogromnymi pionowymi oknami. Nad wejściem widać wielkiego złotego orła, niczym z jakiegoś cesarskiego sztandaru. Kamery znowu podążają za murami, które prowadzą wzdłuż Camomile Street w stronę Bishopsgate i Wormwood Street.
Mury znikają pod cmentarzem przy St Botolph's, za budynkiem z fasadą z białego kamienia i wielkich połaci ciemnego szkła, ale potem znowu pojawiają się ich fragmenty koło kościoła All Hallows-on-the-Wall, który starym zwyczajem wzniesiono po to, aby chronił te umocnienia i błogosławił im. Współczesna ulica tutaj nareszcie zyskuje nazwę London Wall. Brązowa kamienna wieża stoi nad budynkiem przy London Wall 85, bardzo blisko miejsca, gdzie niedawno znaleziono bastion z IV wieku, ale linia murów od Blomfield Street do Moorgate z grubsza pokrywa się z dziewiętnastowieczną zabudową biurową. Do północnej strony murów przylegał kiedyś zakład dla obłąkanych Bethlehem Hospital (Bedlam), ale on również już nie istnieje. Niepodobna jednak nie czuć obecności i potęgi murów obronnych, kiedy idzie się tą wyprostowaną później ulicą powstałą w końcowym okresie rzymskiej okupacji. Za Moorgate wznoszą się nowe mury zbudowane na wojennych ruinach. Bomby, które spadły na Londyn podczas drugiej wojny światowej, odsłoniły pogrzebane przez stulecia pozostałości dawnych murów i wciąż można dostrzec rzymskie i średniowieczne odcinki porośnięte teraz trawą i mchem. Ale wokół tych starych kamieni obecnie błyszczy marmur i polerowany kamień nowych budynków, które zdominowały miasto.
Wokół miejsca po wielkim rzymskim forcie, w północno-zachodnim rogu murów, wznoszą się dzisiaj nowe twierdze i wieże: Roman House, Britannic Tower, City Tower, Alban Gate (którą niewielkim nakładem pracy można by przemianować na Albion Gate) oraz betonowe i granitowe wieże Barbican, które przywróciły podniosły ascetyzm i brutalność niegdysiejszemu miejscu zakwaterowania rzymskich legionów. Nawet tutejsze pasaże znajdują się mniej więcej na tej samej wysokości co przedpiersia starych murów obronnych.
Dalej mury skręcają na południe, a na zachód od Barbican Centre można zobaczyć zachowane długie odcinki schodzące na dół w stronę Aldersgate. Po drodze od Aldersgate przez Newgate do Ludgate mury pozostają w większości niewidoczne, ale można dostrzec sugestywne znaki ich przebiegu. W Postman's Park, nieco na północ od nich, wyrzeźbiono Minotaura, owo wielkie antyczne zwierzę. Plamiste, poczerniałe kamienne bloki Sessions House koło Old Bailey jeszcze dzisiaj wyznaczają zewnętrzne granice fortyfikacji miejskich, a młodszy mur na Amen Court, z tyłu Old Bailey, wygląda jak zjawa z cegły i zaprawy. Za St Martin's Ludgate przecinamy Ludgate Hill, wchodzimy na Pilgrim Street, mijamy Pageantmaster Court, gdzie linie kolejki City Thames Link biegną równolegle do trasy niegdysiejszej floty rzecznej, i wreszcie docieramy nad wodę, gdzie mury swego czasu nagle się kończyły.
Mury miejskie otaczały obszar około 1,3 kilometra kwadratowego. Potrzeba było mniej więcej godziny, aby je obejść, i współczesnemu pieszemu wędrowcowi zajęłoby to tyle samo czasu. Ulice koło murów nadal są przejezdne. Większość fortyfikacji została zburzona dopiero w roku 1760. Do tego czasu miasto przypominało twierdzę i w islandzkich sagach było znane jako Lundunaborg, Forteca Londyn. Stale je przebudowywano, jakby bezpieczeństwo i tożsamość miasta zależały od przetrwania tych starych kamiennych konstrukcji. W pobliżu nich wznoszono kościoły, a bram pilnowali pustelnicy. Przedstawiciele bardziej świeckich zawodów budowali przy murach domy lub drewniane chaty, tak że wszędzie było widać (i być może czuć) specyficzne połączenie butwiejącego drewna i spleśniałego kamienia. Ich późniejszy odpowiednik można dostrzec w ceglanych łukach dziewiętnastowiecznych linii kolejowych wykorzystywanych jako sklepy i garaże.
Nawet po zburzeniu mury miejskie żyły dalej. Ich kamienne boki włączono w kościoły i inne gmachy publiczne. Odcinek przy Cooper's Row przylegał do podziemnych pomieszczeń magazynu izby celnej, a nad ziemią wyznaczał przebieg fundamentów domów. Tak powstał na przykład osiemnastowieczny Crescent - rząd domów w kształcie półksiężyca - obok America Square, zaprojektowany przez George'a Dance'a Młodszego w latach siedemdziesiątych XVII wieku. Zatem później stawiane domy niejako tańczą na ruinach dawnego miasta. W XIX i XX wieku ciągle odkrywano fragmenty murów, dzięki czemu można było w całości odtworzyć kolejne etapy ich istnienia. Na przykład w 1989 roku we wschodniej części murów odkryto osiem szkieletów z późnych czasów rzymskich. Odkopano również wiele szkieletów psów, w okolicy zwanej Houndsditch (grób psa).
Często można się spotkać z poglądem, że rzymskie mury obronne od początku wyznaczały granice rzymskiego Londynu, ale najeźdźcy rządzili Londynem od stu pięćdziesięciu lat, zanim zbudowano mury, i w tym długim czasie miasto przeszło przez wiele faz rozwoju, czasem krwawych, czasem ognistych.
W 55 roku p.n.e. oddziały wojskowe pod dowództwem Juliusza Cezara zdobyły Brytanię i zmusiły plemiona żyjące wokół Londynu do zaakceptowania rzymskiej hegemonii. Prawie sto lat później Rzymianie powrócili z bardziej konkretną strategią inwazji i podboju. Wojska przypuszczalnie przekroczyły rzekę w Westminsterze, Southwark lub Wallingfordzie i założyły tymczasowe obozy w Mayfair lub Elephant and Castle. W kontekście niniejszej kroniki istotne jest tylko to, że zarządcy i dowódcy ostatecznie wybrali Londyn jako główne miejsce osadnictwa ze względu na strategiczne walory terenu i korzyści handlowe wynikające z nadrzecznego położenia. Nie wiemy, czy Rzymianie zajęli opuszczoną osadę, której mieszkańcy uciekli drewnianymi traktami na mokradła i do lasów. Wydaje się prawdopodobne, że najeźdźcy od początku zdawali sobie sprawę ze znaczenia tego miejsca. Dysponowali ujściem rzeki z dwoma morskimi pływami dziennie. Londyn stał się zatem najważniejszym punktem handlu morskiego na południu Brytanii i węzłem sieci dróg, które przetrwały prawie dwa tysiące lat.
Zarysy tamtego pierwszego miasta zostały odsłonięte dzięki pracom wykopaliskowym. Dwie główne żwirowe ulice biegły równolegle do rzeki na wschodnim wzgórzu. Jedna z tych ulic, ciągnąca się wzdłuż Tamizy, wciąż jest widoczna w układzie zabudowy Cannon Street i Eastcheap. Druga droga, około stu metrów na północ, pokrywa się ze wschodnim odcinkiem Lombard Street przed jej zbiegiem z Fenchurch Street. Tutaj leżą prawdziwe źródła współczesnego Londynu.
A potem powstał most. Drewniany rzymski most przecinał rzekę mniej więcej sto metrów na wschód od pierwszego kamiennego London Bridge, łącząc obszar na zachód od St Olav's Church w Southwark z końcem Rederes (Pudding) Lane na północnym brzegu. Nie znamy dokładnej daty jego budowy, ale musiał się wydawać majestatyczną, a nawet nadprzyrodzoną konstrukcją, zwłaszcza rdzennym mieszkańcom, którzy osiedlali się na terenach rządzonych przez Rzymian. Co druga londyńska legenda powstała na jego fundamentach. Na nowym drewnianym gościńcu dokonywano cudów i doświadczano wizji. Ponieważ służył poskromieniu rzeki, być może zaprzągł do swoich celów moc jakiegoś boga. A przecież ten bóg musiał być wściekły, że odebrano mu władanie rzeką. Stąd wszystkie zapowiedzi zemsty i zniszczenia zawarte w słynnej rymowance "London Bridge się wali".
Nie ma jasności, czy Londinium na początku służyło jako rzymski obóz wojskowy. Z pewnością szybko stało się centrum zaopatrzeniowym. W najwcześniejszych etapach musimy sobie wyobrazić grupę małych domów z glinianymi ścianami, dachami ze strzechy i klepiskiem zamiast podłogi. Biegły między nimi wąskie uliczki, a szereg większych łączył dwa główne ciągi komunikacyjne, nad którymi unosiły się zapachy i gwar zapracowanej ludności. Były warsztaty, karczmy, sklepy i kuźnie, a nad rzeką magazyny i warsztaty skupiły się wokół kwadratowego portu. Ślady po takim drewnianym porcie znaleziono w Billingsgate. Przy gościńcach, z których korzystał każdy podróżujący do Londynu, były gospody i kramy. Tuż za miastem stały okrągłe chaty w starym brytyjskim stylu, pełniące funkcję magazynów, a na obrzeżach miasta znajdowały się drewniane zagrody dla bydła.
Zaledwie kilka lat po fundacji miasta, datowanej na okres od 43 do 50 roku n.e., rzymski historyk Tacyt mógł napisać o Londynie jako przybytku negotiatores i miejscu dobrze znanym ze świetnego handlu. W niecałą dekadę Londyn przeobraził się zatem z bazy zaopatrzeniowej w kwitnące miasto.
Negotiatores to niekoniecznie kupcy, ale również ludzie negotium, co oznacza "pracę" bądź "zatrudnienie". Można ich nazwać handlarzami i maklerami. Dostrzegamy więc tutaj pewną ciągłość. W budynkach ze lśniącego szkła, które teraz stoją na rzymskich murach, pracują maklerzy, którzy są bezpośrednimi lub pośrednimi potomkami negotiatores przybyłych do Londynu w I wieku n.e. City zawsze stało na fundamentach pieniądza i handlu. To dlatego tutaj powstała siedziba prokuratora, wysokiego urzędnika rzymskiego, który czuwał nad finansami prowincji.
Londyn jest zatem ufundowany na władzy. Jest miejscem straceń i represji. Biedni zawsze byli tutaj liczniejsi od bogatych. Miasto doświadczyło wielu straszliwych klęsk ognia i śmierci. Po zaledwie dekadzie istnienia Londyn padł ofiarą pożaru, który całkowicie strawił jego budynki. W 60 roku n.e. Boudika i jej plemienna armia spustoszyła miasto ogniem i mieczem, mszcząc się na tych, którzy próbowali sprzedawać kobiety i dzieci Icenów w niewolę. Był to pierwszy przejaw apetytu miasta na ludzkie życie. Śladem niszczycielskiego dzieła Boudiki jest czerwona warstwa utlenionego żelaza pod warstwą spalonej gliny, drewna i popiołu. Czerwień to kolor Londynu, symbol ognia i destrukcji.
Rzymskie miasto jeszcze co najmniej raz zostało napadnięte przez plemiennych wojowników, pod koniec III stulecia, ale wtedy dysponowało już mocnymi fortyfikacjami. Zaraz po najeździe Boudiki przystąpiono do odbudowy. Gdyby ktoś dzisiaj stanął na wielkim skrzyżowaniu w City, tam, gdzie Gracechurch Street oddziela Lombard Street od Fenchurch Street, miałby przed sobą główne wejście na rzymskie forum publiczne, ze sklepami, kramami i warsztatami po obu stronach. Nowe forum zbudowano ze skały osadowej z Kentu, transportowanej statkami z Medway. Ze swoimi tynkowanymi ścianami budynków i czerwonymi dachówkami był to mały fragment Rzymu przeszczepiony do obcej ziemi.
Wpływ cywilizacji rzymskiej okazał się jednak trwały pod wieloma względami. Urząd głównego kasjera osiemnastowiecznego Bank of England był wzorowany na rzymskiej świątyni, podobnie jak bazylika usytuowana po lewej stronie wczesnego forum. Przez stulecia Londyn sławiono lub piętnowano jako nowy Rzym - siedlisko potęgi i chwały lub zepsucia, zależnie od gustu - i można bez przesady powiedzieć, że część swojej tożsamości miasto zawdzięcza swoim pierwszym budowniczym.
Londyn zaczął się rozrastać i rozkwitać. Pod koniec I wieku w tym samym miejscu zbudowano większe forum i większą bazylikę. Bazylika przewyższała rozmiarami St Paul's, siedemnastowieczną katedrę Wrena na Ludgate Hill. Na północny zachód, tam, gdzie dzisiaj znajduje się Barbican, powstała wielka twierdza. Były łaźnie publiczne, świątynie, sklepy i kramy; był amfiteatr w miejscu obecnego Guildhall, i arena wyścigów nieco na południe od St Paul's - dzięki niezwykłej alchemii miasta nazwa Knightrider Street (ulica Jeźdźców) przetrwała prawie dwa tysiące lat.
Relikty tamtych czasów możemy znaleźć również na innych ulicach, chociaż nie w ich nazwach. Na rogu Ironmonger Lane i Prudent Passage odkryto pozostałości rzymskiej ulicy, przy której stało co najmniej siedem manufaktur. Kilka stuleci później strawił je pożar i dopiero po około pięciuset latach, na początku IX wieku, wzniesiono w tym miejscu nowe budynki. W XII wieku, kiedy nazwa Ironmonger Lane pojawia się w annałach historii, pierzeje tej ulicy wciąż przebiegały zgodnie z liniami wytyczonymi ponad tysiąc lat wcześniej. Budynki stały tam jeszcze w XVII wieku, będąc przykładem niezwykłej ciągłości w życiu miasta.
Możemy wymienić wiele ulic z tej okolicy - Milk Street, Wood Street, Aldermanbury i inne - jako widoczne pozostałości rzymskiego horyzontu ulic. Charakterystyczne jest również, że wielkie targowiska londyńskie w Cheapside i East Cheap do niedawna leżały przy ulicach wytyczonych przez Rzymian wkrótce po ich przybyciu. Na przestrzeni pięćdziesięciu lat, do końca I wieku, wykrystalizowało się przeznaczenie Londynu. Miasto stało się stolicą administracyjną i polityczną kraju, a także jego głównym ośrodkiem handlowym. Ten węzeł komunikacyjny i gospodarczy rządził się imperialnymi prawami handlowymi, matrymonialnymi i wojskowymi, prawami, które przetrwały odejście Rzymian. Pod wszystkimi istotnymi względami było to miasto-państwo z własnym, niezależnym rządem, aczkolwiek powiązane bezpośrednimi relacjami z Rzymem. Ta niezależność i autonomia miała się stać ważnym wątkiem późniejszych dziejów miasta.
W fazie najsilniejszego rozwoju, pod koniec I wieku, miasto liczyło około trzydziestu tysięcy mieszkańców. Byli to żołnierze, kupcy, przedsiębiorcy, rzemieślnicy i artyści, Celtowie i Rzymianie, wszyscy wymieszani ze sobą. Zamożniejsi kupcy i urzędnicy mieszkali w okazałych kamienicach, ale domostwo typowego londyńczyka było jednoizbowe, ze ścianami ozdobionymi malowidłami lub mozaiką.
Zachowały się listy dotyczące finansów i handlu, ale także bardziej prywatnych spraw. "Primus zrobił dziesięć kafli. Wystarczy! [...] Austalis od dwóch tygodni codziennie gdzieś przepada - skaranie boskie z nim! [...] Londyn, koło świątyni Izydy. [...] Clementinus zrobił ten kafel". Są to najstarsze zarejestrowane słowa londyńczyka, wydrapane na odłamkach kafla czy garnka i przypadkowo zachowane pośród wszystkich nawarstwionych ruin. Znaleziono również pobożniejsze pamiątki, z inskrypcjami na cześć zmarłych i modłami do bogów. Odkryto też stemple na recepty optyka, który proponował leki na cieknące oczy, zapalenia i słaby wzrok.
Nasz obraz przeszłości stałby się trochę wyraźniejszy, gdybyśmy umieli poskładać rozproszone ślady w jedną całość. Pod Thames Street znaleziono wielką, długą na ponad trzydzieści centymetrów dłoń z brązu, a w samej Tamizie głowę cesarza Hadriana, również nadnaturalnej wielkości. Mamy więc prawo sądzić, że miasto zdobiły wielkie posągi. Odkryto fragmenty łuku triumfalnego wraz z kamiennymi freskami ukazującymi bogów i boginie. To jest miasto świątyń i monumentalnej architektury. Były również łaźnie publiczne, w tym jedna przy North Audley Street, dosyć daleko od City. Kiedy robotnicy pod koniec XIX wieku odkryli sklepioną podziemną komnatę, wciąż była do połowy wypełniona wodą. Figurki wotywne i sztylety, święte urny i sztabki srebra, miecze, monety i ołtarze - wszystko to składa się na wizerunek miasta, w którym handel i przemoc łączyły się ze szczerym duchem religijnym. Najmniejsze szczegóły mogą obfitować w znaczenia. Na dnie rzeki Walbrook znaleziono ponad sto stili (stilus - metalowe rylce do pisania) - pracowici skrybowie po prostu wyrzucali zużyte pióra przez okno. Tworzy to obraz zapracowanego życia, który pasuje do każdej epoki w dziejach Londynu.
Na tym wczesnym etapie bezpieczeństwo i dostatek Londynu nie były jednak zapewnione. Niczym organiczna istota Londyn rozrastał się i rozwijał na zewnątrz, stale dążąc do zagarniania nowych obszarów, ale przechodził też okresy zmęczenia i osłabienia, kiedy genius loci chował głowę. Ślady takich zmian możemy znaleźć przy tym samym wschodnim brzegu Walbrook, z którego cesarscy skrybowie wrzucali do wody "pióra". W 1954 roku odkryto tutaj ruiny świątyni poświęconej Mitrze, a później innym pogańskim bóstwom. Wśród rzymskich londyńczyków wyznawanie wielu religii nie było niczym niezwykłym. Istnieją na przykład dowody na to, że wierzenia mieszkających od dawna na wyspie plemion celtyckich włączono w swoistą rzymsko-celtycką formę religijną. Misteryjny kult Mitry, z jego obrzędami inicjacyjnymi i arkanami tajemnego rytuału, stanowi odbicie nastrojów niepewności i zagrożenia.
Po epoce rozkwitu obejmującej I i II wiek nastąpił bardziej nierówny okres, w którym rozwój przeplatał się z upadkiem. Gorsze lata po części wiązały się z dwoma wielkimi duchami tytularnymi Londynu, pożarem i zarazą, ale istotną rolę odegrało również słabnięcie i rozkład imperium. Około 200 roku n.e., blisko pięćdziesiąt lat przed powstaniem świątyni Mitry, wokół Londynu zbudowano wielki mur. Świadczy to o poczuciu zagrożenia, lecz także o tym, że miasto dysponowało ogromnymi środkami. Wielkie obszary wewnątrz murów były puste bądź wykorzystywano je jako pastwiska, ale w eleganckiej dzielnicy nad rzeką wznoszono piękne świątynie i domy. W III wieku powstała pierwsza londyńska mennica, co znowu pokazuje prawdziwą naturę tego miasta. W tym samym stuleciu zbudowano nadrzeczny mur, uzupełniając miejski system obronny.
Kim byli i czym się zajmowali mieszkańcy w ostatnich dziesięcioleciach istnienia rzymskiego Londynu? W większości mieli korzenie rzymsko-brytyjskie i niekiedy rządził nimi brytyjski "król". Jednak Londyn od samego początku był miastem mieszanym ludnościowo, jego ulice zamieszkiwali przedstawiciele różnych nacji, nie wyłączając rdzennych plemion celtyckich, które przez trzysta lat w sposób naturalny przyjęły nowy porządek. Miasto rzymskie obejmuje okres równie długi jak od późnych Tudorów do dzisiaj, ale pozostały po nim głównie milczące relikty w postaci rozproszonych pucharów i kości do gry, skrobaczek kąpielowych i dzwonków, tabliczek do pisania i kamieni milowych, brosz i sandałów. Czy jesteśmy w stanie sprawić, aby te przedmioty do nas przemówiły?
W tej długiej epoce zdarzały się oczywiście okresy zawirowań i wojen. Z pewnością nie wszystkie zostały zapisane w kronikach, ale o kilku burzliwych konfliktach wiemy. Ciemności się rozpraszają i widzimy zastygłą scenę spowijającą jeszcze większą tajemnicą procesy historyczne, których jest częścią. Rzymski cesarz Allectus popłynął na Brytanię, aby stłumić lokalną rewoltę. Pokonawszy buntowników, założył siedzibę w Londynie. Celtycki naczelnik Asclepiodotus wyruszył przeciwko zwycięzcy. Pod Londynem doszło do wielkiej bitwy, którą wygrali Brytyjczycy. Rzymskie niedobitki schroniły się za murami i zamknęły bramy. Sprowadzono maszyny oblężnicze i sforsowano mury. Celtowie wtargnęli do miasta i dowódca ostatniego legionu błagał o litość. Uzgodniono, że Rzymianie wycofają się i wsiądą na statki, ale jedno z plemion lub grupa wojowników nie wypełniła porozumienia: zaatakowano rzymskich żołnierzy, na rytualną celtycką modłę obcięto im głowy i jak pisze Geoffrey of Monmouth, wrzucono je do "strumienia w mieście [...] po anglosasku zwanego Galobroc". W latach sześćdziesiątych XVIII wieku na dnie od dawna płynącej pod ziemią rzeki Walbrook znaleziono wiele czaszek. Reszta jest milczeniem.
Z tego jednego zdarzenia nie możemy jednak wyciągać wniosku, że ówczesne dzieje Londynu są dziejami wojny plemion ze wspólnym rzymskim wrogiem. Wszystkie poszlaki wskazują na coś przeciwnego, a mianowicie na daleko posuniętą współpracę handlową i gospodarczą, która zachęcała do zachowania ciągłości administracyjnej. W okresie rzymskim wykształcił się już londyński typ ludzki, być może ze swoistą "ziemistą" cerą, która w późniejszych latach miała się stać cechą charakterystyczną mieszkańców miasta. Obywatele bez wątpienia posługiwali się łacińską gwarą, która zawierała rdzenne elementy, a ich wierzenia religijne były nie mniej synkretyczne i swoiste. Świątynia Mitry to tylko jeden przykład religii misteryjnej - domeny przede wszystkim kupców i urzędników - ale wiara chrześcijańska nie była nieznana. W 313 roku n.e. niejaki Restitus uczestniczył w soborze w Arles jako biskup Londynu.
Podobnie eklektyczna i pragmatyczna była działalność gospodarcza w mieście. Dzielnice handlowe i wojskowe wciąż funkcjonowały, ale dane archeologiczne świadczą o tym, że wiele budynków publicznych popadło w ruinę, a zamieszkane wcześniej tereny zasypano ziemią dla celów rolniczych. Gospodarstwa rolne i winnice w obrębie murów miejskich mogą zaskakiwać, ale jeszcze za czasów Henryka II połowa Londynu była obszarem niezabudowanym z polami, sadami i ogrodami. Z III i IV wieku pochodzą ślady dużych kamiennych konstrukcji, które mogły być budynkami rolniczymi. Mielibyśmy zatem paradoksalną sytuację z wiejskimi właścicielami ziemskimi w granicach miasta. Miasto z pewnością nadal było dostatecznie silne, aby oprzeć się atakom grabieżczych plemion. W 368 roku Attacotti spustoszył wielkie obszary Kentu, ale nie poważył się najechać na Londyn.
W 410 roku Rzym cofnął jednak opiekuńczą dłoń, która tak jak ręka znaleziona pod Thames Street była z brązu, a nie ze złota. Istnieją relacje o napaściach Anglów i Sasów, ale nic nie wiadomo o żadnych wielkich kryzysach lub zmianach. Wiele jednak wskazuje na to, że miasto podupadło. Przy Lower Thames Street była łaźnia, którą w V wieku porzucono. Szkło się rozbiło, a wiatr zniszczył dach. Później, po zawaleniu się dachu, ściany wschodniej części kompleksu systematycznie rozbierano. Pośród gruzów archeolodzy znaleźli anglosaską broszkę zgubioną przez kobietę, która chodziła po tych ruinach.
Przybycie Anglosasów datuje się na początek V wieku, kiedy według historyka Gildasa ziemię Brytanii polizał "czerwony, dziki język". W niektórych miastach "na ulicach leżały wierzchołki strzelistych wież zwalonych na ziemię, kamienie z wysokich murów, święte ołtarze, części ludzkich ciał". W rzeczywistości jednak Anglowie i Sasi już wcześniej mieszkali w regionie Londynu. Z badań archeologicznych wynika, że pod koniec IV wieku żołnierze pochodzenia germańskiego strzegli Londynu pod sztandarami cesarskich legionów.
Kiedyś sądzono, że przybycie Anglosasów doprowadziło do zniszczenia i opuszczenia miasta. De facto na obszarze Londynu, z którego wycofało się cesarstwo, nie było pożogi ani rzezi. W wielu miejscach znaleziono warstwę "ciemnej ziemi", która miała wskazywać na upadek i rozkład, ale współcześni eksperci sugerują, że warstwa ciemnej gleby może być świadectwem okupacji, a nie destrukcji. Dysponujemy dowodami, że w tym okresie, zwanym kiedyś wiekami ciemnymi, Londyn był zamieszkany w sposób ciągły. Wiemy, że przepisy londyńskiego prawa z epoki rzymskiej - zwłaszcza dotyczące dziedziczenia i własności - obowiązywały przez cały okres średniowiecza. Innymi słowy, istniała tradycja administracyjna, której okupacja anglosaska nie przerwała.
Stare kroniki mówią, że Londyn pozostał głównym miastem i twierdzą Brytyjczyków. W dziełach Nenniusa, Gildasa, Geoffreya of Monmouth i Bedy Czcigodnego Londyn jest wielokrotnie wymieniany jako niezależne miasto, a zarazem siedziba brytyjskich królów. To tutaj monarchowie byli intronizowani i stąd sprawowali władzę, a obywateli zwoływano na publiczne zgromadzenia. Była to również reduta, za której murami nieraz chronili się Brytyjczycy. Tutaj rezydowała brytyjska i rzymska szlachta. Londyn stanowił również jeden z wielkich ośrodków chrześcijaństwa. Ówcześni brytyjscy królowie - między innymi Vortigern, Vortimer i Uther - według dziejopisów mieszkali w Londynie i stąd rządzili.
Należy jednak pamiętać, że w tych starych kronikach odległość między interpretacją faktów i rekonstrukcją w wyobraźni jest niewielka. Na przykład czarnoksiężnik Merlin wygłasza wiele proroctw na temat przyszłości miasta. W Londynie można również spotkać inną wielką postać, która istnieje gdzieś na przecięciu mitu i historii: króla Artura. Według Matthew of Westminster Artura koronowano arcybiskupem Londynu, a Layamon dodaje, że po ingresie wódz Rycerzy Okrągłego Stołu przybył do Londynu. Znamieniem tej wielkomiejskiej kultury było jej wyrafinowanie. Na przykład Geoffrey of Monmouth pisze o zamożności i uprzejmości poddanych Artura, a także o "bogactwie" wszędzie widocznej sztuki dekoracyjnej. W opartym na wielu źródłach wielkim eposie Malory'ego Le Morte d'Arthur Londyn figuruje jako główne miasto królestwa. W okresie żałoby po śmierci Uthera Pendragona "Merlin udał się do arcybiskupa Canterbury i doradził mu, aby wysłał wszystkich panów królestwa i żołnierzy szlachciców do Londynu" i aby zebrali się "w największym kościele w Londynie" - czy chodziło o St Paul's, czy nie, o tym francuska księga nie wspomina. W późniejszych księgach eposu Elaine z Astolat jest pochowana nad Tamizą, sir Launcelot jedzie z Westminsteru do Lambeth przez tę samą rzekę, a Ginewra "przybyła do Londynu" i "zajęła Tower of London".
Mniej kontrowersyjne dokumenty historyków i kronikarzy uzupełniają barwny obraz tej sagi o prześwietnych osobistościach. Archiwa kościelne ujawniają, że w 429 roku odbył się synod w Londynie czy też w Verulamium. Ponieważ zwołano go w celu potępienia herezji głoszonych przez brytyjskiego mnicha Pelagiusza, nie ulega wątpliwości, że w regionach wokół Londynu nadal istniała żywa kultura religijna.
Jak czytamy w jednej z ówczesnych kronik, dwanaście lat później prowincje brytyjskie zaakceptowały władztwo Anglosasów. Chociaż źródło to milczy na temat losów Londynu, wydaje się, że zachował on swoją niezależność jako miasto-państwo. Należy jednak przyjąć, że w połowie VI wieku miasto podporządkowało się rządom anglosaskim. Znaczną część obszaru za murami wykorzystywano jako pastwiska, a wielkie tereny publiczne pełniły funkcje targowisk, zagród dla krów bądź przestrzeni dla drewnianych sklepów i domów ludności, która mieszkała pośród monumentalnych ruin odległej epoki. Zachował się piękny anglosaski - staroangielski - poemat o materialnych reliktach jednego z takich brytyjskich miast. Są to enta geweorc, "dzieła olbrzymów", zniszczone pamiątki po wielkim rodzie, który wymarł hund cnect - sto pokoleń temu. Z opisów zburzonych wież i pustych sal, zawalonych dachów i porzuconych łaźni przebija połączenie smutku i podziwu. Pojawiają się również sugestie innej prawdy. Kamienna substancja tego pradawnego miasta padła ofiarą wyrde, przeznaczenia, i upływu czasu, a nie gwałtownej napaści grabieżców. A zatem Anglosasi niekoniecznie byli niszczycielami. Wspomniany poemat zawiera świadectwo autentycznej czci dla pełnych chwały dawnych czasów i dla beohrtan burg, "jasnego grodu", w którym niegdyś mieszkali herosi.
Możemy się pokusić o odtworzenie kształtu urbanistycznego anglosaskiego Londynu. Zbudowano kościół katedralny, a w okolicach skrzyżowania dzisiejszych Wood Street i Aldermanbury stał pałac króla. W kronikach z VII wieku czytamy o "sali królewskiej" (king's hall) w Londynie i jeszcze dwa stulecia później mówiono o nim jako o "prześwietnym miejscu i mieście królewskim". Lokalizacja pałacu królewskiego koło starej rzymskiej twierdzy w północno-zachodniej części miasta sugeruje, że umocnienia istniały nadal. Znajdujemy wszakże jeszcze bardziej frapujący przykład ciągłości. Do najważniejszych odkryć archeologicznych ostatnich lat należy znalezienie rzymskiego amfiteatru w miejscu, gdzie dzisiaj stoi Guildhall. Wiemy, że właśnie tutaj, na północny wschód od katedry, Anglosasi zwoływali zgromadzenia ludowe. Wydaje się zatem pewne, że Anglosasi obradowali w starożytnym rzymskim amfiteatrze. Fakt, że siedzieli i spierali się na kamiennych ławach zbudowanych ponad dwa stulecia wcześniej, rzuca sugestywne i ciekawe światło na ich związki z odległą przeszłością. Również sugestywne jest oczywiście to, że w tym samym miejscu wzniesiono współczesny ratusz. Można tutaj mówić o co najmniej administracyjnej ciągłości. Z drugiej strony wydaje się bardzo prawdopodobne, że wielkie, otoczone murami miasto było znane jako ośrodek władzy.
To by wyjaśniało lokalizację kwitnącego miasta anglosaskiego Lundenwic - wic znaczy "targ" - w okolicy zwanej dzisiaj Covent Garden. Innymi słowy, tuż za murami potężnego miasta powstała typowa anglosaska miejscowość.
Możemy sobie wyobrazić kilkaset osób mieszkających na obszarze od Covent Garden po Tamizę. Niedawno znaleziono ich piece i wyroby gliniane, razem ze szpilkami, szklanymi kielichami, grzebieniami, narzędziami z kamienia i ciężarkami do krosien. Przy Exeter Street, niedaleko Strandu, odkopano rzeźnię, a na Trafalgar Square - budynki gospodarskie. Wszystko wskazuje więc na to, że kwitnącą miejscowość targową otaczały małe osady rolnicze. Nazwy anglosaskich wiosek przetrwały do dzisiaj w dzielnicach znacznie większego Londynu, między innymi Kensington, Paddington, Islington, Fulham, Lambeth i Stepney. O nieregularnym przebiegu Park Lane zdecydowały kształty pól anglosaskich rolników. Również Long Acre odzwierciedla tę sielską tradycję. Była to zatem rozległa wspólnota i niewykluczone, że Beda mówił o Lundenwic, a nie o Londynie, kiedy opisywał miasto położone "nad brzegami Tamizy, [...] ośrodek handlowy dla wielu narodów, które przybywają lądem i morzem".
Dokumenty z okresu 673-685 dotyczą przepisów, których musieli przestrzegać mieszkańcy Kentu, prowadząc handel wymienny w Lundenwic. W tym samym czasie w obiegu znajdowały się złote monety ze stemplem LONDUNIU, a zatem nie musiało być rozdziału między administracyjnym Londynem i handlowym Lundenwic. Ponadto cały czas trwał proces asymilacji i absorpcji rdzennych Brytyjczyków i anglosaskich osadników, którego motorem były mieszane małżeństwa i pokojowa wymiana handlowa. Dowody na to można znaleźć w najbardziej wiarygodnym ze źródeł, a mianowicie w języku, ponieważ w "saskim" angielskim występuje wiele starobrytyjskich słów. Należą do nich basket (kosz), button (guzik), coat (płaszcz), gown (suknia), wicket (furtka) i wire (drut), można zatem sądzić, że to Brytyjczykom należy przypisać umiejętności koszykarskie i dziewiarskie. Inne angielskie słowo świadczy o mieszanym charakterze zaludnienia Londynu: nazwa Walbrook pochodzi od Weala broc, "potoku Walijczyków", co wskazuje, że wciąż istniała odrębna dzielnica dla "prawdziwych Brytyjczyków" w ich pradawnym mieście.
Beda Czcigodny utrzymuje, że Londuniu było stolicą wschodnich Anglosasów, ale wydaje się, że w okresie średniosaskim miasto podporządkowywało się władzy każdego króla, który dominował w regionie - między innymi królom Kentu, Wesseksu i Mercji. Można to wręcz uznać za handlową nagrodę dla każdego skutecznego władcy, do czego dochodził fakt, że otoczone murami miasto było tradycyjnym siedliskiem władzy. W świetle tych politycznych zmian nie dziwi jednak, że główne źródło ciągłości stanowił Kościół chrześcijański. W 601 roku, cztery lata przed przybyciem św. Augustyna, papież proklamował Londyn głównym biskupstwem całej Brytanii. Trzy lata później Ethelbert of Kent zbudował kościół katedralny St Paul's. Później otrzymujemy suchą listę kościelnych rządców. W roku powstania katedry arcybiskup Brytanii św. Augustyn wyświęcił Mellitusa na biskupa Londynu. Mieszkańcy oficjalnie stali się chrześcijanami, ale trzynaście lat później, po zmianie władzy królewskiej, Mellitus został wygnany. Wrodzone pogaństwo Londynu na chwilę podniosło głowę, po czym miasto powróciło do katolickiej wspólnoty.
A potem przyszli Duńczycy. Splądrowali Lindisfarne i Jarrow, zanim skierowali uwagę na południe kraju. Anglo-Saxon Chronicle notuje, że w 842 roku była "wielka rzeź w Londynie", bitwa, w której odparto wikingów. Dziewięć lat później powrócili i po złupieniu Canterbury popłynęli w górę Tamizy, by flotą 350 statków zaatakować Londyn. Całkiem prawdopodobne, że mury miejskie wzdłuż rzeki znajdowały się już w stanie ruiny, ale nawet gdyby Anglosasi je naprawili, fortyfikacje nie wytrzymałyby naporu armii najeźdźców. Londyn został zajęty i splądrowany. Wielu obywateli zapewne uciekło. Pozostali zgodnie z obyczajem wikingów zginęli od miecza, a ich chaty i sklepy pochłonął ogień. Niektórzy historycy uznali wydarzenia z 851 roku za przełomowy moment w dziejach Londynu, ale chyba świadczy to o niezrozumieniu natury miasta, które wiecznie podnosi się z pożogi i ruiny. Na przestrzeni historii takie zmartwychwstania wręcz określały jego tożsamość.
Najeźdźcy powrócili szesnaście lat później. Ich wielka armia maszerowała przez Mercję i East Anglia z zamiarem zajęcia Wesseksu. W 872 roku zbudowali obóz pod Londynem i wydaje się prawdopodobne, że ich celem było uzyskanie kontroli nad miastem i niecką Tamizy, aby mogli ściągać daninę od sąsiednich królestw. Z pewnością zajęli miasto, które służyło jako garnizon i baza magazynowa. Zostali tutaj przez czternaście lat. A zatem Londyn nie był miastem w ruinie, jak sugerowali niektórzy, lecz prężnym ośrodkiem administracyjno-zaopatrzeniowym. Normański dowódca Halfdere bił własną srebrną monetę, której wzór, co ciekawe, jest oparty na rzymskich oryginałach. Tradycja "robienia pieniędzy" w sensie dosłownym utrzymuje się w Londynie od tamtych zamierzchłych czasów, co stanowi kolejny dowód na organiczną ciągłość jego życia finansowego. Monety bito w Londynie dla Alfreda, w jego roli wasala króla Wesseksu. Miejscowa ludność raczej nie miała tyle szczęścia co Alfred. Liczne garnce z monetami zakopane w pierwszym roku normańskiej okupacji świadczą o tym, że bogatsi obywatele salwowali się ucieczką, tak samo jak każdy Anglik, który miał taką możliwość.
Potem, w 883 roku, Alfred Wielki ściągnął pod mury miasta angielską armię i przystąpił do oblężenia. Londyn był smakowitym kąskiem, który po trzech latach przypadł w udziale Alfredowi. Właśnie z Londynu oficjalnie ogłosił on swoją hegemonię nad całym regionem i "podporządkował się mu cały angielski lud, który nie był pod władztwem Duńczyków". Innymi słowy, nawet po zajęciu przez Normanów Londyn pozostał symbolem władzy. Duńczycy złożyli ofertę pokojową i przyznano im terytorium na wschód od rzeki Lea. Londyn stał się więc miastem granicznym, Alfred przystąpił zaś do jego rozbudowy i umocnienia. Mury miejskie odbudowano, nabrzeża odnowiono i cała działalność Lundenwic znalazła się w granicach odrodzonego miasta. W tym momencie Lundenwic wkracza do historii jako Aldwych, czyli "stary targ".
Londyn jeszcze raz powstał na nowo, ponieważ Alfred zrealizował projekt, który można uznać za wczesną próbę planowania przestrzennego. Tuż przy murach zbudował drogę z Aldgate do Ludgate, której przebieg znajduje odbicie w układzie ulic dzisiejszego miasta. Nowe ulice powstały też w pobliżu portów w Queenhithe i Billingsgate. Alfred założył Londyn od nowa i uczynił go miastem nadającym się do zamieszkania.
Miasto z pewnością było dostatecznie silne, aby odeprzeć ataki wikingów w kolejnych latach. W 893 i 895 roku burgwara, obywatele, wyszli nawet do napastników poza mury. Za drugim razem londyńczycy zniszczyli lub splądrowali okręty wroga. Fakt, że wikingowie nie byli w stanie wziąć odwetu na Londynie, świadczy o skuteczności jego fortyfikacji.
Odbudowa życia i potęgi Londynu nie musiała być wyłącznie dziełem Alfreda, chociaż jego wrodzony geniusz urbanistyczny sugeruje, że odegrał on wybitną rolę w tym procesie. Władztwo nad Londynem powierzył swojemu zięciowi Ethelredowi, a kościelnym i świeckim magnatom podarował grunty wewnątrz murów. W tym właśnie okresie powstał osobliwy podział ziemi, który do dzisiaj można odczytać w różnych dzielnicach i parafiach miasta. Obszar londyńskiej ziemi mogły wyznaczać strumienie lub układ pozostałości rzymskich, ale kiedy przydzielono go angielskiemu lordowi lub biskupowi, stawał się jego soke, lennem. Wznoszono kościoły - z drewna lub z wapienia i piaskowca - aby strzegły każdy precyzyjnie wytyczonego obszaru londyńskiej ziemi. Budynki sakralne stawały się z kolei głównymi punktami odniesienia dla małych wspólnot handlarzy, rzemieślników i innych.
Początek X wieku był okresem pokoju, aczkolwiek armia obywateli Londynu pomagała Alfredowi w jego dążeniu do wyswobodzenia tych brytyjskich regionów, które wciąż znajdowały się pod władzą Danelaw. Kroniki historyczne mówią tylko o tym, że zwierzchność nad Londynem uzyskali królowie Mercji. W 961 roku wybuchł wielki pożar, a po nim zaraza. Kościół katedralny St Paul's strawił ogień. Kolejny wielki pożar nawiedził miasto dwadzieścia jeden lat później i w tym samym roku trzy okręty wikingów zaatakowały wybrzeże Dorset. W następnych latach wikingowie wiele razy napadali na zamożne miasto. Z pewnością szczególnie pociągała ich londyńska mennica z jej zapasami srebra. Odbudowane przez Alfreda fortyfikacje były jednak dostatecznie mocne, aby przetrzymać kolejne szturmy. W 994 roku Duńczycy wysłali w górę Tamizy dziewięćdziesiąt pięć okrętów, aby uderzyły na miasto, ale londyńska armia odparła najeźdźców. Jak czytamy w Anglo-Saxon Chronicle, na Duńczyków "spadła większa rzeź i pogrom, niż [napastnicy] mogli się spodziewać po mieszczanach". Należy koniecznie podkreślić, że w okresie tych bitew i oblężeń Londyn stworzył własną armię, a tym samym zyskał pewną dozę niezależnej władzy. Miał cechy królestwa czy suwerennego państwa, których przez wiele stuleci nigdy do końca nie utracił.
Londyńscy żołnierze bez ustanku dawali odpór Duńczykom. Zdarzało im się zdobywać nieprzyjacielskie okręty i przypływać nimi do miasta. Pomaszerowali do Oksfordu, aby wspomóc swoich rodaków, i chociaż wikingowie od czasu do czasu pustoszyli okolice Londynu, samo miasto trzymało się mocno. Londyn zachował swoją pozycję kwitnącego portu. W 1001 roku islandzki poeta zanotował swoje wrażenia z nabrzeży, gdzie kupcy z Rouen, Flandrii, Normandii i Li?ge płacili ryczałtowe cło za swoje towary. Przywozili wełnę, sukno, deski, ryby i przetopiony tłuszcz. Mały statek płacił pół pensa cła. W drogę powrotną marynarze zabierali stąd świnie i owce.
W 1013 roku duński wódz Sweyn stanął na czele wielkiej armii najeźdźczej skandynawskich wojowników i pomaszerował na Londyn, "bo tam był król Aethelred". Jak czytamy w Anglo-Saxon Chronicle, "obywatele nie chcieli skapitulować, lecz wydali napastnikom bitwę". To jednak nie wystarczyło i po długim oblężeniu miasto się poddało. Rządzący monarcha zbiegł, lecz w następnym roku powrócił z zaskakującym sojusznikiem: norweskim Olafem. Normanowie Olafa podpłynęli swoimi okrętami pod London Bridge, przywiązali je linami i cumami do jego drewnianych słupów. Kiedy woda zaczęła opadać, liny się naprężyły i most runął do Tamizy: sławny epizod w dziejach tego obiektu. W ostatnich latach znaleziono w tym miejscu żelazne topory i miecze. W islandzkiej sadze czytamy, że "obywateli, którzy zobaczyli, że marynarka wroga zajęła rzekę, odcinając miasto od prowincji w głębi lądu, ogarnęła trwoga". Można dyskutować, czy rzeczywiście tak było, ponieważ uwalniano ich od tymczasowego i obcego króla, ale utrata mostu istotnie stanowiła poważne utrudnienie dla handlu i transportu. Saga kończy się jednak szczęśliwie, a w każdym razie zawiera następujący pochwalny fragment: "I zburzyłeś ich mosty, o, szturmie synów Odyna! Pierwszy i najzręczniejszy w bitwie. Tobie przypadła w udziale radość władania krętymi ulicami Londynu". Olaf został później beatyfikowany i w Londynie wzniesiono sześć kościołów pod jego wezwaniem, w tym jeden przy północno-wschodnim końcu mostu, który kiedyś zniszczył. St Olave przy Hart Street, do którego chodził Samuel Pepys, stoi do dzisiaj.
Przez następne trzy lata Anglicy i Normanowie nawzajem się oblegali i toczyli bitwy. Podczas tej długotrwałej wojny Londyn pozostawał najważniejszym ośrodkiem władzy. Po śmierci Aethelreda, a stało się to w 1016 roku, "wszyscy radcy, którzy byli w Londynie, i obywatele wybrali Edmunda na króla", mówi Anglo-Saxon Chronicle, z której wynika, że odbyło się zgromadzenie ludowe, na którym wybrano i intronizowano króla. W tym samym roku koronę zdobył Kanut, który ściągał daninę z całego kraju, przy czym jedna ósma całej sumy przypadała na Londyn.
Tymczasem ludność duńska, zajęta pokojowym handlem, osiedlała się za murami na obszarze niegdyś zamieszkanym przez Anglosasów. Kościół St Clement Danes przy końcu Strandu wyznacza miejsce ich osadnictwa. Nie można wykluczyć, że wspólnota plemienna Duńczyków mieszkała tutaj i pracowała od kilku pokoleń, ale dopiero w czasach Kanuta drewniany kościół przeobraził się w kamienny. Historycy sądzą, że spoczywają w nim doczesne szczątki Harolda Zajęczej Stopy, syna Kanuta. Dysponujemy również runiczną inskrypcją, z której wynika, że trzej duńscy wodzowie "leżą w Luntunum". A zatem znowu mamy obraz kwitnącego ośrodka handlowego zależnego od miasta za murami. William of Malmesbury sugeruje, że "obywatele Londynu" po długim okresie znajomości z Duńczykami "przyswoili sobie prawie wszystkie ich obyczaje", co ponownie wpisuje się w historię asymilacji.
Jeden obyczaj został gruntownie przyswojony. Obok kościoła St Clement Danes stał kiedyś kamienny krzyż, przy którym zbierał się sąd i tutaj również pobierano daniny feudalne. Za kawałek ziemi w okolicy płacono podkowami i żelaznymi gwoździami. Niektórzy historycy sądzą, że było to mgliste wspomnienie o pogańskim obrzędzie, lecz taki obrzęd istnieje również współcześnie. Na początku XXI wieku w Sądzie Skarbu, znajdującego się w Law Courts niedaleko starego krzyża, jako część czynszu dzierżawnego przekazuje się Koronie brytyjskiej sześć podków i sześćdziesiąt jeden ćwieków.
Zatem Duńczycy i londyńczycy prosperowali w okresie, w którym kroniki historyczne notują tylko działania "obywateli Londynu" lub "armii Londynu" jako niezależnej i w praktyce samorządnej wspólnoty. Kiedy jasnoskóry, pobożny Edward (później Edward Wyznawca) został namaszczony, według Anglo-Saxon Chronicle "wszyscy mężowie wybrali go na króla Londynu". Jeden ze statutów definiował Londyn - qui caput est regni et legum, semper curia domini regis - jako źródło prawa i władzy królewskiej.