1. JEŻELI KSIĘŻYC JEST Z ZIELONEGO SERA...
ALBO O LOGICE I RZECZYWISTOŚCI
Trzech logików wchodzi do baru.
- Chcecie wszyscy po piwie? - pyta barmanka.
- Nie wiem - mówi pierwszy logik.
- Nie wiem - mówi drugi.
- Tak! - mówi trzeci.
Dla zajmujących się logiką jest to śmieszne do rozpuku. Inni zaś myślą: z takimi to bym nie chciał iść na piwo!
Logiczne wyjaśnienie dowcipu: pierwszy logik chciałby piwo, lecz nie wie, czy towarzysze też chcą, dlatego nie może na pytanie odpowiedzieć ani "tak", ani "nie".
Drugi logik z odpowiedzi pierwszego może wywnioskować, że ten miałby ochotę na piwo. Jeśliby bowiem tak by nie było, to pierwszy mógłby odpowiedzieć na pytanie "nie" - już jeden wyjątek sprawia, że zdanie, zaczynające się od "wszyscy", jest fałszywe. Drugi logik też chciałby piwo, ale ponieważ nie wie nic o tym, czego chce trzeci logik, też musi odpowiedzieć: "Nie wiem".
Dopiero trzeci logik może udzielić definitywnej odpowiedzi na pytanie. Wie, że obaj towarzysze mają ochotę na piwo, on sam też - czyli może odpowiedzieć: "Tak!".
Witamy w kraju pedanterii! Jeśli bawił cię sposób myślenia w dowcipie, to możesz zaraz rzucić okiem do rozdziału jedenastego i rozwiązać kilka zagadek, w których trzeba myśleć podobnie okrężną drogą. W prawdziwym życiu takie sytuacje zdarzają się na szczęście dość rzadko - gdy kelnerka pyta grupę gości, czy wszyscy chcą piwo, to odpowiedzią nie będzie wzruszenie ramion, lecz wielogłosowe "Tak", "No jasne!", "Pewnie!". Potem trzeba tylko policzyć, żeby ustalić liczbę żądanych piw.
W życiu nie wszystko dzieje się zgodnie z prawami logiki, i dobrze. Inaczej Hamlet nie mógłby powiedzieć: "Być albo nie być, oto jest pytanie" - ponieważ zdanie o formie "A albo nie-A" jest zawsze prawdziwe i nie może być pytaniem. Kiedy zaś pieśniarz i poeta Wolf Biermann, mieszkający wtedy jeszcze w NRD, dał wyraz swemu wewnętrznemu rozdarciu słowami: "Najchętniej chciałbym, żeby mnie tu nie było i najchętniej bym tu pozostał", to z pewnością nie życzyłby sobie zarzutu, że zdanie ma formę "A i nie-A", dlatego jest wewnętrznie sprzeczne. Życie jest właśnie pełne sprzeczności, czasem, inaczej niż w logice, trzeba je znosić3.
Kiedy przed kilkoma dziesiątkami lat studiowałem na uniwersytecie matematykę i filozofię, logika dla studentów filozofii należała do programu obowiązkowego, a wykładów większość się bała. Apogeum niezrozumienia przyszło, kiedy profesor z całym stoicyzmem wydeklamował zdanie: "Jeśli księżyc jest z zielonego sera, to liczba pięć jest pijana", twierdząc do tego, że zdanie jest prawdziwe - bo z czegoś fałszywego można wywnioskować coś fałszywego, a wypowiedź mimo to jest prawdziwa.
Być może wydawca FAZ4, Frank Schirrmacher, który obok germanistyki i anglistyki studiował także filozofię, na studiach urywał się z tych wykładów, w każdym razie w apogeum afery byłego prezydenta Niemiec Christiana Wulffa napisał dla swego czasopisma komentarz pełen oburzenia. Wulff podczas osławionego wywiadu telewizyjnego próbował osłabić robione mu wyrzuty związane z przyjęciem korzyści majątkowych i dostarczyć przekonującego wyjaśnienia swego zachowania. Schirrmacher nie wierzył w ani jedno słowo tych wybiegów i napisał: "Wywiad z prezydentem wypadł tak fatalnie, bo nieprawdziwa przesłanka sprawia, że nieprawdziwe staje się wszystko". Wywiad był rzeczywiście fatalny, tyle że w logice fałszywe przesłanki nie sprawiają, iż wszystko jest fałszywe, lecz że wszystko jest prawdziwe. "Gdyby nie było słówka "gdyby", to mój ojciec byłby milionerem" - to zdanie jest prawdziwe, mimo to w kieszeni ani grosza.
Zdrowy rozsądek ma problemy z implikacją logiczną nie tylko wtedy, gdy przesłanka jest fałszywa - także, gdy jest prawdziwa, powstają dziwne prawdziwe zdania: "Jeśli Berlin jest stolicą Niemiec, to Angela Merkel jest ich kanclerzem". Oba człony wypowiedzi są rzecz jasna prawdziwe, lecz co mają ze sobą wspólnego? Odpowiedź brzmi - nic. W logice nie chodzi o treściowy związek pomiędzy wypowiedziami. W języku potocznym "jeśli... to" sugeruje zawsze związek przyczynowo-skutkowy między zdaniami podrzędnymi, lecz logice nic o tym nie wiadomo (więcej na ten temat w rozdziale dziewiątym).
Moi koledzy na matematyce również nieszczególnie interesowali się logiką. W Bonn, gdzie studiowałem, w Instytucie Matematycznym był też wydział "Logiki i badań podstawowych", który znajdował się w małym, wynajmowanym przez instytut budyneczku w bocznej uliczce. Większość studentów nigdy nie znalazła doń drogi. I chociaż logika matematyczna w XX wieku silnie zachwiała podstawami matematyki, wykazując, że nie wszystkie prawdziwe twierdzenia tej tak logicznej przecież nauki można logicznie udowodnić (patrz rozdziały ósmy i dziesiąty), to matematycy w swej codziennej pracy traktują logikę zdumiewająco naiwnie. Nauczyli się kilku technik dowodzenia, a używając poza tym zdrowego rozsądku, dochodzą dość daleko.
Logika jest ślepa na rzeczywistość. Interesuje się tylko związkami formalnymi między wypowiedziami albo zdaniami. Wnioskami, które można wyprowadzić z pewnej liczby przesłanek, o ile są prawdziwe. Domeną logiki nie jest indukcja, czyli wyprowadzanie prawidłowości poprzez obserwację rzeczywistości, lecz dedukcja. Logika jako taka nie dostarcza argumentów do dyskusji, lecz może sprawdzić ich moc przekonywania.
Z tego powodu często zarzuca się logice, że jest w pewnym stopniu zimna. Pierwszy oficer Spock, Wulkan ze statku Enterprise, był wprawdzie ścisłym analitykiem, ale dość nieporadnym pod względem uczuć. Lecz właśnie tę cechę logiki wielcy myśliciele mieli w przeszłości za zaletę, marząc o rozstrzyganiu gorących dysput ludzkości za pomocą chłodnej logiki. Należał do nich Gottfried Wilhelm Leibniz, urodzony dwa lata przed końcem wojny trzydziestoletniej, konfliktu, w którym prawie połowa ludności za spór o wiarę zapłaciła życiem. Leibniz marzył o tym, żeby miejsce krewkich i kończących się przemocą potyczek słownych mogła zająć logika. "Wtedy, w przypadku pojawienia się kwestii spornych, dwóch filozofów nie kosztowałoby to więcej wysiłku naukowej dysputy niż dwóch rachmistrzów", pisał Leibniz. "Wystarczyłoby wziąć do ręki coś do pisania i siąść przed liczydłem, mówiąc do siebie (jeśli się podoba, to przyjaznym tonem): "Zacznijmy więc liczyć"".
Środkami logiki uczeni od czasów średniowiecza chcieli odpowiadać nawet na pytania ostateczne - niejeden raz próbowano wywnioskować istnienie Boga z zasad logiki przez czyste rozważanie. Pierwszym, który się tego podjął, był w XI wieku Anzelm z Canterbury. Jego argumentacja wyglądała mniej więcej tak:
- Bóg to jest to, ponad co nie można pomyśleć niczego większego.
-Przyjmijmy, że Bóg istnieje tylko w naszych umysłach. Wtedy można pomyśleć coś, co jest większe od tego, ponad co nie można pomyśleć niczego większego.
- Jeśli można pomyśleć coś, co jest większe niż to, ponad co nie można pomyśleć niczego większego, to jest to, ponad co nie można pomyśleć niczego większego, czymś, ponad co można pomyśleć coś większego.
- Czyli to, ponad co nie można pomyśleć niczego większego, jest czymś, ponad co można pomyśleć coś większego.
- To sprzeczność. Czyli założenie, że Bóg w rzeczywistości nie istnieje, musi być fałszywe, a Bóg istnieje.
Dzisiaj ta argumentacja wydaje się nam zawiła, średniowieczna i scholastyczna, nikogo też nie nawróci. Z konstruktu słownego (to, ponad co nie można pomyśleć niczego większego) wnioskuje się o istnieniu istoty wykazującej odpowiednie właściwości. Lecz na początku XX wieku coś podobnego przydarzyło się matematyce. Dozwolony zgodnie z naiwną teorią mnogości5 Cantora6 "zbiór wszystkich zbiorów", niedopuszczający niczego większego od siebie, był podobnym konstruktem, który, jak wykazał w roku 1903 Bertrand Russell7, pogrążył matematykę w sprzecznościach. Doprowadziło to bezpośrednio do bardzo poważnego kryzysu podstaw tej dziedziny, opierającej się przecież na czystej logice. Więcej na ten temat w rozdziale ósmym!
Leibniz marzył o opracowaniu uniwersalnego opisu świata, "Characteristica universalis", składającego się z encyklopedii uzasadnionych prawd, formalnego języka służącego do ich opisu oraz kompletu reguł wnioskowania, za pomocą których można by wyprowadzić z istniejących nowe prawdy i w taki sposób rozstrzygnąć każdą dysputę. Był przekonany, że przy udziale zespołu uczonych potrafi zrealizować taki projekt w ciągu pięciu lat. Lecz zmarł, zanim mógł się do tego zabrać8.
Pomysł Leibniza skazany był na niepowodzenie nie tylko dlatego, że byłby to zbyt wielki wysiłek. Jest jeszcze jeden, głębiej leżący powód: tylko za pomocą logiki nie można dowieść wszystkich prawd. Dotyczy to szczególnie matematyki: w 1931 roku Kurt Gödel9 wykazał, że każdy dostatecznie złożony system formalny (o tym, co to znaczy, mówi rozdział dziesiąty) zawiera prawdziwe twierdzenia, których jednakże nie można udowodnić środkami logiki. Dla matematyki było to już drugie uderzenie poniżej pasa w ciągu 30 lat.
Logika jest "treściowo neutralna", do twierdzeń, do których jest stosowana, nic nie dodaje. Wyciąga z nich tylko prawdy, które już zawsze były w nich zawarte. Ostatecznie produkuje tylko tautologie - twierdzenia, które są prawdziwe niezależnie od ich treści. Jednak co to może oznaczać, pokazuje matematyka: cała wiedza matematyczna w końcu zawiera się w tautologiach, czyli wnioskach z aksjomatów przyjętych jako prawdziwe. Pokazuje to, jakim silnym narzędziem może być logika.
Zapraszam cię, czytelniku, w podróż przez świat logiki - podróż, w której natrafimy na zagadki i szarady, spotkamy się z dobrymi i złymi argumentami, antynomiami i paradoksami, a która ostatecznie wskaże nam granice ludzkiego myślenia.
Istnieje jeszcze jedna wersja cytowanego na początku dowcipu o logikach. Do baru wchodzi czterech logików.
- Chcecie wszyscy po piwie? - pyta barmanka.
- Nie wiem - mówi pierwszy logik.
- Nie wiem - mówi drugi.
- Nie wiem - mówi trzeci.
- Nie! - odpowiada czwarty logik.
- Ach, pewnie jesteście logikami? - śmieje się barmanka. - To podam wam trzem po piwku!
- Tak - potwierdza czwarty logik - a ja poproszę o kieliszek czerwonego wina!