Rozdział 3
Samira
Po kolacji przenieśliśmy się na taras. Lampy ogrodowe rzucały przyjemną poświatę i tworzyły intymny nastrój. Goście utworzyli mniejsze lub większe grupki, rozmawiając w różnych częściach ogrodu. W tle słyszałam dźwięki spokojnej muzyki, wprawiającej w stan błogości.
Był ciepły wieczór, ale i tak co jakiś czas czułam dziwne ciarki pokrywające moje ciało, co pewnie było wynikiem wpatrywania się we mnie jednej z osób na tej imprezie.
Starałam się unikać Logana. Już jakiś czas temu, gdy często na niego wpadałam, wzbudzał we mnie różne emocje. Gdy mieszkałam u niego, dawał mi wyraźne sygnały, że jest mną zainteresowany, ale skutecznie gasiłam jego zapał. Naiwnie sądziłam, że nasza wzajemna fascynacja już dawno minęła, ale niestety tak nie było. Kiedy był blisko, czułam jego rozpalające spojrzenia i przyspieszone bicie serca.
Cholerne przyciąganie! Dlaczego on tak na mnie działa? Dlaczego to musi być mój przyjaciel?
Chyba powinnam się ulotnić z tej imprezy, zanim alkohol uderzy mi do głowy, a do głosu dojdą moje pragnienia i kosmate myśli.
- Jak Alan? - zapytała Alex, gdy usiadła niespodziewanie obok mnie przy stole. - Spławiłaś go już? Czy dalej pełni rolę... Czekaj, jak go ostatnio nazwałaś?
- Kutasa na zamówienie.
Po moich słowach Alex wybuchła śmiechem, ale absolutnie nie miało to nic wspólnego z określeniem mojego znajomego. Zdecydowanie odpowiadał za to alkohol.
- Jesteś niemożliwa! - wydukała, gdy się trochę uspokoiła, jednocześnie wycierając łzy rozbawienia, które pojawiły się w kącikach jej oczu. - Nieładnie tak uprzedmiotawiać mężczyzn.
- Daj spokój. - Machnęłam lekceważąco ręką. - Oboje zaakceptowaliśmy warunki naszego układu i bawimy się całkiem nieźle.
- Widziałaś się z nim ostatnio?
- Nie. Miesiąc temu wyjechał na jakiś kontrakt do Meksyku. Będzie twarzą perfum albo jakiegoś kremu dla mężczyzn... - Zastanawiałam się przez chwilę, bo nie potrafiłam sobie przypomnieć szczegółów. - Kręcą tam spoty do kampanii reklamowej. A spałam z nim... z trzy miesiące temu? Ostatnio przyjechał tylko na dwa dni i był tak zmęczony, że w zasadzie spędziliśmy dwa wieczory na rozmowie.
- Czyli sporo czasu minęło, odkąd ostatnio ujeżdżałaś jego... - zamilkła, nie dokańczając zdania.
Alex nie tylko była najwrażliwsza z naszej trójki, ale też niewinna i pruderyjna, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Zawsze uważałam, że odpowiedni mężczyzna wydobędzie z niej diablicę, tylko jeszcze się taki w jej zasięgu nie pojawił. Rzadko poruszała temat seksu, więc zdziwiła mnie trochę ta rozmowa i jej przebieg.
- Kutasa? - Spojrzałam na nią z uniesioną brwią. - Co się dzieje? - zapytałam po chwili, bo zachowywała się co najmniej dziwnie.
- Po prostu Rosalyn jest taka szczęśliwa z Gabrielem. Uzmysłowiło mi to, że ostatni raz uprawiałam seks na studiach... Kilka lat temu...
- No i? Jesteś na głodzie?
- Tak jakby. Ale cholera, nie mam na tyle odwagi, żeby zabawiać się z nowo poznanym facetem. Nie potrafię tak. Muszę cokolwiek czuć. Internetowe znajomości też odpadają, z wiadomych względów...
- Masz rację. Mamy nauczkę, żeby nie ufać facetom poznanym na portalach randkowych - westchnęłam, przypominając sobie kłopoty Rosalyn z ostatnim facetem. - Na szczęście nie mam tego problemu. - Alex na te słowa przewróciła oczami i upiła spory łyk różowego wina.
- Wychodzi na to, że jeszcze trochę poczekam, bo na razie nie ma na horyzoncie nikogo szczególnego...
- Co tam, żabcie? - Nagle pojawił się przy nas Rick i bezczelnie przerwał nam rozmowę. Nie trawiłam gościa. Nie wiedziałam dlaczego, ale totalnie mnie wkurwiał.
- Okej - warknęłam, nawet na niego nie patrząc.
Miałam nosa do facetów, a ten ewidentnie był nachalnym podrywaczem, i to bardzo podstępnym. A tacy byli najgorsi. Czyhali na niewinne i słodkie kobiety, żeby zaliczyć i pobawić się ich uczuciami. Chyba polował na Alex, więc zamierzałam go trochę zniechęcić, a najlepiej spowodować, żeby się od nas odwalił.
- Coś ty taka zestresowana i wyszczekana? - zapytał, nachylając się niespodziewanie nad moim uchem. - Chyba dawno cię nikt porządnie nie wypieprzył, co?
No, mówiłam, że kutas?!
- Odwal się, Rick - syknęłam, podnosząc się z krzesła.
Wkurzał mnie, ale nie zamierzałam stawiać Alex w niezręcznej sytuacji, ponieważ to była jej impreza i jej dom. Złapałam ją za dłoń, co sprawiło, że natychmiast wstała na równe nogi i ruszyła za mną w kierunku domu, jak najdalej od natrętnego bufona.
W drzwiach tarasowych zderzyłam się z Cadenem.
- Co się stało? - zapytał, zapewne dostrzegając moją wściekłą minę.
- Nic, ale bądź tak miły i pilnuj swojego wspólnika, bo następnym razem, jeśli mu się znowu coś wymsknie, to dostanie w mordę.
Wpatrywałam się w przyjaciela, którego rysy twarzy natychmiast się wyostrzyły. Już nie patrzył na mnie roześmiany. Teraz wręcz emanowała z niego czysta wściekłość. Najwyraźniej znał możliwości Ricka i wiedział, do czego był zdolny.
Kto wpuścił tego barana na imprezę?
- Zrobił wam coś? - Zacisnął dłonie w pięści. Jednocześnie spojrzał na Alex i zmierzył ją wzrokiem, szukając czegoś niepokojącego. Było to niespodziewane, ale nie miałam ochoty rozkładać na czynniki pierwsze jego zachowania, więc najzwyczajniej w świecie to zignorowałam, przepychając się obok niego.
- Nie. Tylko nie przywoź go więcej na nasze imprezy. Nie znoszę go i tych chamskich tekstów, za które powinnam mu obciąć język, i to tępym scyzorykiem - rzuciłam, zanim zniknęłam z Alex we wnętrzu domu.
- Nie przesadzasz odrobinę? - zapytała nieśmiało przyjaciółka, gdy zatrzymałyśmy się w kuchni.
Podeszłam do lodówki, żeby wyciągnąć kolejną butelkę rieslinga, bo jednak wbrew wcześniejszym postanowieniom alkohol będzie mi dzisiaj niezbędny, żeby przetrawić obecność tego bydlaka.
- Najwyraźniej nie słyszałaś jego tekstu o pieprzeniu, skoro jesteś do niego tak łagodnie nastawiona - sarknęłam bez cienia rozbawienia w głosie, odwracając się w stronę Alex.
Jej zaskoczona mina wyraźnie wskazywała na to, że Rick powiedział tych kilka słów na tyle cicho, żeby dotarły tylko do moich uszu.
- A to świnia! - Zdegustowana podeszła do szafki, skąd po chwili wyciągnęła dwa czyste kieliszki.
- No, ja miałabym kilka bardziej dosadnych określeń na tego przygłupa.
Lekko roztrzęsiona przeszukiwałam szuflady, żeby znaleźć korkociąg.
- Zawsze jest dla mnie miły i nie gada głupot...
- Uważaj na niego, Alex. Ten cwaniak potrafi być szarmancki i okazywać troskę. Bardzo łatwo się nabrać na jego sztuczki i coś mi się wydaje, że wziął cię na celownik... Dlatego proszę, bądź ostrożna. - Spojrzałam wymownie na przyjaciółkę, która tylko przytaknęła.
- Co tu się dzieje? - Nagle w kuchni pojawiła się Rosalyn. Bojowo stanęła w rozkroku i położyła dłonie na biodrach. - Znowu pijecie beze mnie?
- Rick mnie wkurzył i musiałyśmy się ulotnić. A skoro znalazłyśmy się w kuchni, gdzie jest zapas wina, to postanowiłyśmy skorzystać. - Ponownie skupiłam się na przeczesywaniu szuflad. - Gdzie jest ten cholerny korkociąg? - mamrotałam pod nosem, otwierając kolejną szufladę.
- Co ten burak znowu wymyślił? - zapytała zainteresowana Rosalyn, po czym usiadła na wysokim krześle przy blacie.
- Zapytał, dlaczego jestem taka spięta i kiedy mnie ktoś ostatnio porządnie wypieprzył - warknęłam, odwrócona do dziewczyn tyłem, bo zamierzałam szukać tak długo, aż znajdę ten pieprzony otwieracz.
- Że co, kurwa?
Drgnęłam wystraszona, gdy w kuchni rozbrzmiał nagły ryk jakiegoś rozjuszonego zwierza, co spowodowało, że butelka trzymana w dłoni mi się wymsknęła i z głośnym hukiem uderzyła o piękne, jasne trawertynowe płytki.
- O cholera! - jęknęłam zdruzgotana tym marnotrawstwem, wpatrując się w mokrą plamę na podłodze i w setki odłamków szkła. - Tyle zmarnowanego wina... - Podniosłam wzrok i dostrzegłam Logana. Stał w progu kuchni i oddychał głośno, zaciskając rytmicznie dłonie w pięści. Jego szczęka była tak mocno zaciśnięta, że przez moment nawet mi się wydawało, że słyszę, jak zgrzyta z nerwów zębami. - Przestraszyłeś mnie - szepnęłam, lekko podniecona tym widokiem.
Co się ze mną, kurwa, dzieje? Podnieca mnie widok rozwścieczonego przyjaciela?!
Miałam ochotę dać sobie z liścia za te absurdalne myśli, mimowolnie krążące wokół seksownego Logana. Jeszcze nie widziałam go w takim wydaniu. Z reguły był słodki, łagodny i troskliwy, ale najwyraźniej skrzętnie ukrywał swoją drugą twarz, znacznie bardziej pociągającą.
Napiął wszystkie mięśnie, więc czarna koszula przylegała do jego ciała jak druga skóra, ukazując seksowną grę mięśni, które napinały się przy każdym jego głośnym wydechu. Krótko przycięty zarost pokrywał jego szczękę i dopiero teraz zauważyłam, jakie miał ładnie skrojone usta. Wyglądały na miękkie... A ciemnoniebieskie oczy błyszczały, odbijając światło lampy i ciskając błyskawice...
Był wkurwiony? Na mnie? A co ja takiego zrobiłam?
W sekundę wróciłam do rzeczywistości i w popłochu rozejrzałam się po kuchni. Dziewczyny milczały, skacząc wzrokiem między mną a Loganem, a ja nie wiedziałam i nie potrafiłam sobie przypomnieć, co się przed chwilą wydarzyło. Mieszał mi w głowie. Umiejętnie rozpraszał moje rozdygotane ciało, rozstrojony umysł i bardzo, ale to bardzo mi się nie podobało.
Odetchnęłam głęboko i postanowiłam się dowiedzieć, o co tyle zamieszania, ale nie zdążyłam.
- Kto mówił o pieprzeniu? Rick? - Jego ton był przerażająco zimny, ale podejrzanie spokojny.
Lekko drgnęłam, słysząc jego głos, bo zupełnie nie przypominał tego, który do tej pory znałam.
- Tak. - Alex wyręczyła mnie od odpowiedzi. Niespodziewanie dotknęła mojej ręki, zwracając tym samym moją uwagę. - Wszystko okej? - Chyba nie wyglądałam najlepiej, skoro ruszyła mi z pomocą.
- Tak, tak. Zamyśliłam się. - Przeniosłam na nią wzrok, a po chwili spojrzałam na podłogę. - Trzeba to posprzątać. - Schyliłam się, żeby pozbierać szkło.
- Już przyniosę mop... - oznajmiła i ruszyła do wyjścia z kuchni.
- Co to było, do cholery? - Nagle znalazła się obok mnie Rosalyn.
Podniosłam na nią wzrok i milczałam.
Ten przeklęty Logan robi mi sieczkę z mózgu.
- Nie wiem, o czym mówisz. - Unikałam odpowiedzi, kompletnie nie potrafiąc wyjaśnić, co się dzieje.
Zazwyczaj umiejętnie tłumiłam uczucia i nie pozwalałam im przejmować nad sobą kontroli, ale dzisiaj coś się zmieniło. Było inaczej i nie wiedziałam dlaczego.
Nagle stałam się słaba i podatna na urok Logana, co było bardzo niebezpieczne.
Czyżby za dużo wina? Nie, to nie to...
- O tobie i Loganie - stwierdziła pewnie, pomagając mi zebrać szkło. - Coś jest między wami? Albo było?
- Nie! Co ty gadasz? - zapytałam dziwnie piskliwym głosem, a po chwili odchrząknęłam i wstałam, żeby wyrzucić to, co zostało z butelki. - Nic nie ma między nami, a zresztą...
- Dlaczego Logan wyrzucił Ricka z domu? - Nagle do kuchni wpadł Gabriel, rozglądając się po pomieszczeniu. - Stało się coś?
- Nie. Tylko powiedział o kilka słów za dużo - wytłumaczyłam szybko. - Nie musiał go wyrzucać.
Cholera!
Nie chciałam robić afery, a wyszło jak zwykle.
- Już jestem. - Do kuchni wpadła Alex i zaczęła sprzątać różowe wino rozlane na podłodze.
Pomogłam jej i po kilku minutach nie było już śladu po alkoholu.
Z lodówki wyjęłam kolejną butelkę i zanim ponownie rozpoczęłam poszukiwania korkociągu, odwróciłam się do przyjaciół, bo dziwnie zamilkli. Zamarłam zaskoczona, ponieważ przede mną stał Logan. Niebezpiecznie blisko. Czułam jego mocne, bardzo wyjątkowe perfumy. Pachniał cedrem, który w połączeniu z zapachem jego skóry był jeszcze bardziej intensywny i kuszący.
- Wszystko okej? - zapytał troskliwie, wpatrując się intensywnie w moje oczy. Jednocześnie wyjął z mojej dłoni butelkę, pewnie w obawie, że znowu ją upuszczę.
- Tak. Nic się nie stało. - Jego bliskość odbierała mi zdolność logicznego myślenia.
Muszę się wziąć w garść, do cholery!
- Już wyszedł, więc nie będzie cię więcej niepokoił. Zresztą wcale nie powinno go tu być. To impreza dla najbliższych. - Wędrował spojrzeniem pomiędzy moimi oczami a wargami, które mimowolnie zagryzałam.
- Okej. - Uśmiechnęłam się lekko i zrobiłam krok w bok, żeby w końcu przerwać tę przepełnioną dziwnym napięciem atmosferę.
Spojrzałam na przyjaciół, siedzących przy stole. Obserwowali nas z zainteresowaniem, jakbyśmy odgrywali jakieś przedstawienie.
- No, otwieraj to wino, bo zdążyłam już wytrzeźwieć - jęknęła przeciągle Alex, na co reszta towarzystwa parsknęła śmiechem.
Wyglądało na to, że już się porządnie wstawiła, i chyba bawiła się najlepiej z całego towarzystwa. Miała do tego absolutne prawo. W końcu to były jej urodziny.
- Co tu taka grobowa atmosfera? - zapytał niewyraźnie Dominic, wchodząc do kuchni. Rozejrzał się lekko zamroczonym spojrzeniem po zebranych, po czym zatrzymał wzrok na mnie i dziwnie wytrzeszczył oczy. - Samiro, dlaczego jesteście dwie? - Oparł się bokiem ciała o futrynę i przetarł twarz rękoma.
- Ktoś tu ma już dość alkoholu na dzisiaj - zawyrokowała Rosalyn, zerkając na przyjaciela.
- Chyba nie mówisz o mnie? - wybełkotał Dominic, ledwo trzymając się na nogach.
- Chodź, przyjacielu. - Gabriel wstał na równe nogi i złapał go w pasie, po czym ruszyli w kierunku salonu. - Odpoczniesz chwilę na kanapie.
- Dobra. To co z tym winem? - dopytywała Alex, wpatrując się w brata.
- Już otwieram. - Logan rozejrzał się po kuchni. - Chyba widziałem korkociąg w jadalni.
Po tym, jak przyjaciel wyszedł, sięgnęłam do szafki po kieliszek dla Rosalyn.
- Dzisiejszy wieczór jest pełen niespodzianek. Nie ogarniam, co tu się, do licha, dzieje... - Przyjaciółka spojrzała na mnie. - Logan i Dominic mają jakieś problemy, bo chodzą naburmuszeni. Rick okazał się dupkiem. A ty jesteś jakaś rozkojarzona. Zachowujesz się dziwnie przy Loganie i... nie wiem, co o tym myśleć.
- Rzeczywiście, idealnie podsumowałaś dzisiejszy wieczór - stwierdziła Alex i czknęła. - Ale zapomniałaś dodać, że jestem na głodzie. Brakuje mi mężczyzny i kompletnie nie wiem, jak temu zaradzić. - Po tych słowach uderzyła teatralnie czołem o blat stołu.
- Jak chcesz, to pożyczę ci Alana... - Usiadłam obok niej. - Albo ci go oddam. Jest bardzo uzdolniony i lubi seks bez zobowiązań... - Pogładziłam ją po plecach.
- Naprawdę? - Nagle podniosła głowę i spojrzała na mnie zaskoczona.
- Tak. - Wzruszyłam ramionami i przytaknęłam.
- Jesteście niemożliwe - stwierdziła rozbawiona Rosalyn. - Gdzie ja byłam, gdy piłyście wino? Zdecydowanie odbiegam od was poziomem upojenia. Nie wiem, jak to się stało. Gdzie popełniłam błąd?
Roześmiałam się głośno, bo tak zazwyczaj wyglądały nasze rozmowy po alkoholu. Plotłyśmy głupoty jak potłuczone i świetnie się ze sobą bawiłyśmy.
- Jaki błąd? - zapytał Logan, pojawiając się w kuchni razem z Gabrielem.
Ten drugi usiadł obok Rosalyn i wciągnął ją na kolana, na co ta radośnie się zaśmiała i wtuliła w jego klatkę piersiową.
- Samira chce mi pożyczyć Alana, ale nie wiem... - mruknęła Alex.
Logan zatrzymał się w pół kroku i chyba nie wiedział, o czym mówi jego siostra. W końcu tylko dziewczyny znały jego imię.
- Kim jest Alan? - dopytywał Gabriel, zerkając na mnie.
- Kutasem na zamówienie - rzuciła Alex, kompletnie się nie hamując. Chyba rzeczywiście wypiła za dużo. Pewnie będę się musiała teraz tłumaczyć.
Litości!
- Co? Kto to jest? - Gabriel czekał cierpliwie na odpowiedź, intensywnie mi się przyglądając.
- Mój... partner? Chłopak? Nie, nie chłopak... Bardziej kumpel do łóżka.
Cały czas czułam na sobie wzrok Logana i aż bałam się spojrzeć w jego stronę.
- Okej... - Głos Gabriela był wyraźnie zmieszany, ale to reakcji drugiego przyjaciela się bałam.