Rozdział 16
- Macie gościa!
Satu w dyżurce komisariatu kiwa głową w stronę Antona i Bodil, gdy wracają z Brink?sen. Ku zaskoczeniu Antona, dyżurna policjantka, która zwykle nie przepada za świątecznymi dekoracjami, nie dość, że ma brokat we włosach, to w tym roku nawet wystawiła w okienku figurkę małego mikołaja. Satu dała się porwać świątecznej atmosferze, cuda nadal się zdarzają.
Mężczyzna po sześćdziesiątce podnosi się z krzesła i podchodzi do nich zdecydowanym krokiem. Wygląda, jakby zjadł o kilka świątecznych kolacji za dużo, a jego skóra powyżej kołnierzyka ma niezdrowy, czerwony odcień. Emanuje jednakże pewnością siebie, jakby cały komisariat należał do niego. I w jego odczuciu zapewne tak właśnie jest. To Kent Morvall, wpływowa osobistość Vargön, a także ojciec Lucasa.
- To z nimi powinien pan porozmawiać - woła do niego Satu i zasuwa szklane okienko dyżurki z takim hukiem, że figurka mikołaja aż podskakuje.
Kent poprawia kraciasty szalik na szyi.
- Witaj, Antonie. - Wyciąga rękę do inspektora policji.
Anton wita się i kiwa głową.
- Cześć, Kent, a to moja koleżanka, Bodil Thulin.
- Bardzo mi miło. - Kent uśmiecha się swobodnie, lecz Bodil nie odwzajemnia się tym samym.
- Jak on się czuje? - pyta Anton.
- Lepiej - odpowiada Kent ze zmartwioną miną. - Jego stan jest stabilny i wygląda na to, że zagrożenie minęło. Lekarze uważają, że wkrótce dojdzie do siebie, ale jeszcze nie wiemy, czy będzie mógł wrócić do gry w hokeja. To straszne, jednak powinniśmy się cieszyć, że tylko na tym się skończyło. Nasz Lucas mógł umrzeć.
Anton wyczuwa wyraźnie oskarżycielski ton, tak jakby to zdanie miało się zakończyć słowami: ponieważ wy nie wykonujecie swojej roboty.
- Bądźmy dobrej myśli - rzuca wymijająco. - Przejdziemy do sali konferencyjnej?
- Tak, chodźmy. Chcę mieć jasny obraz tego, co się stało, a także jakie kroki planujecie podjąć w związku z tym.
Kent mówi w taki sposób, jakby należał mu się raport. Anton nie bardzo przejmuje się jego tonem, ale wie, że Bodil nie jest tak tolerancyjna. Spogląda na koleżankę, świadomy napięcia, jakie zaraz może powstać. Bodil ma problem z ludźmi o takim typie osobowości, pewnymi siebie, autorytatywnymi i samozwańczymi liderami.
W sali konferencyjnej odwieszają kurtki, Kent zaś kładzie swój płaszcz na oparciu pustego krzesła. Siadają przy stole, Anton i Bodil obok siebie, Kent naprzeciwko nich. Na gołym, porysowanym blacie stoi niezapalona czerwona świeca, obok niej, na papierowym talerzyku, leży pięć pierniczków w kształcie serca - marna namiastka świątecznych dekoracji.
- Dobrze, że przyjechałeś - zaczyna Anton. - Chcieliśmy was dziś odwiedzić, ciebie i twoją żonę, żeby porozmawiać o tym, co się wczoraj wydarzyło.
- Irene jest teraz w szpitalu. - Kent kładzie ręce na blacie i pochyla się ku policjantom. W jego oczach płonie gniew. - Dorwaliście skurwysyna? - pyta.
Anton nie ma zamiaru rozmawiać z Kentem o Sebastianie, ale zapadły mu w pamięć słowa aresztowanego, że to nie była jego wina. Ma nadzieję, że coś się wyjaśni po badaniach w Brink?sen.
W tym momencie musi zachować ostrożność. Anton jest w pełni świadomy, że ojciec Lucasa ma w społeczności Vargön znaczne wpływy, a także potrafi manipulować opinią publiczną i ukierunkowywać działania w taki sposób, by służyły wyłącznie jego interesom. Reakcja Kenta go niepokoi. Sebastian zawsze będzie wzbudzał silne emocje, mimo że odsiedział wyrok. Jego decyzja o powrocie do Vargön i dziwne zachowanie dodatkowo komplikują sytuację. Raczej nie budzi sympatii wśród mieszkańców, wręcz przeciwnie. Kent dopilnuje, żeby atak na Lucasa nie pozostał bez echa, zwłaszcza że ma już powód, by nienawidzić Sebastiana po tym, co zrobił Lindzie.
- Nie musisz się martwić o Sebastiana, panujemy nad sytuacją - zapewnia Anton.
Bodil pochyla się nad stołem w stronę Kenta.
- Na początek trochę formalności. Według naszych ustaleń Lucas nadal mieszka w domu rodzinnym, a ponieważ chłopak ma dwadzieścia trzy lata i jest pełnoletni, nie możemy udzielać żadnych informacji na jego temat bez jego zgody - wyjaśnia, po czym opada na oparcie krzesła. - Chciałabym mieć pewność, że to jasne.
Kent odwraca się do niej i patrzy na nią z kamienną twarzą. Potem się uśmiecha.
- Rozumiem - mówi. - Jednak pozbycie się osoby takiej jak Berman leży w interesie nas wszystkich, dlatego zależy mi na ścisłej współpracy z policją.
- Okej - zgadza się Bodil. - To może zaczniesz od przedstawienia nam swojej wersji wczorajszych wydarzeń?
Kent podnosi ręce do góry w geście rezygnacji.
- Bądźmy szczerzy. Dobrze wiedzieliśmy, że to tylko kwestia czasu, zanim wydarzy się coś poważnego. - Kent milknie i przez chwilę się w nich wpatruje. - Zbyt długo pozwalaliście, żeby ten świr rozstawiał te swoje sidła. I jeszcze ten kij! - Mężczyzna kręci głową, jakby uważał to za coś niepojętego. - Kto, do cholery, trzyma w domu kij, którego używa do bicia innych?
Anton wierci się na krześle. Właściwie miał taką samą myśl.
- Porozmawiajmy lepiej o Lucasie - mówi spokojnie.
Kent drapie się wściekle po karku, po czym opada na oparcie.
- Tak, wybaczcie, jestem trochę zdenerwowany. W końcu chodzi o mojego syna.
W pokoju zapada cisza, którą przerywa Bodil:
- Co właściwie Lucas robił u Bermana?
Kent mruży oczy w wąskie szparki i wbija wzrok w policjantkę.
- Czy to naprawdę istotne? Czy nie powinniście raczej zadać sobie pytania, dlaczego Sebastian go zaatakował?
- Tym również się zajmiemy, ale najpierw potrzebujemy twojej odpowiedzi.
Bodil i Kent patrzą sobie prosto w oczy. Atmosfera w pokoju jest napięta, aż do momentu, kiedy Kent czuje się pokonany i zmuszony do odpowiedzi. Zwraca się do Antona, jakby to on zadał pytanie:
- Istnieje, tak naprawdę, całkowicie racjonalne wytłumaczenie, dlaczego Lucas tam był.
- Zamieniam się w słuch.
- Pomylił drogę.
Anton unosi brwi ze zdziwienia, Bodil prycha. Lucas urodził się i wychował w Vargön, więc trudno im w to uwierzyć. Kent najwyraźniej rozumie, co mogli pomyśleć, ponieważ spieszy z wyjaśnieniem:
- To znaczy, oczywiście, nie w takim sensie, że się zgubił. Lucas kupił nowy samochód i jeździł bez celu, po prostu chciał go przetestować. Zaczął od Nordkroksvägen i skręcił w Västra, pojeździł trochę bocznymi drogami i nieświadomie wylądował przed chatą Sebastiana. Wiecie, ci młodzi, zajęci słuchaniem muzyki i rozmowami, nie myślą. Było ciemno, dużo śniegu, zapuścił się trochę za daleko. - Kent uśmiecha się z rezygnacją. - Jasne teraz wie, że trzeba było zawrócić wcześniej, ale zdał sobie sprawę ze swojego błędu dopiero, kiedy zajechał pod chatę.
Anton jest sceptyczny. Wprawdzie było ciemno i widoczność nie najlepsza, ale żeby dostać się do Sebastiana, należy zboczyć z głównej drogi, a do samej chaty nie ma nawet za bardzo żadnego dojazdu. Co więcej, ta droga jest zamknięta dla ruchu.
- To dlaczego wysiadł z samochodu? Skoro zdał sobie sprawę, gdzie się znalazł, dlaczego po prostu nie zawrócił? - docieka Anton.
- Jak już mówiłem, chłopaki w tym wieku nie myślą. Miał w głowie tylko jedno: nowe auto i po prostu bał się, że tam ugrzęźnie. Wysiadł, żeby sprawdzić, czy nadal znajduje się na drodze, nie chciał utknąć w szczerym polu. - Kent kręci głową. - Chciał się tylko upewnić, że wszystko jest w porządku, a został zaatakowany, zupełnie bez powodu. Czy naprawdę takiego społeczeństwa chcemy?
- Nie - przyznaje Anton. - Tak nie powinno być.
Kent kiwa głową z zadowoloną miną.
- Cieszę się, że to mówisz. Sebastian ewidentnie nie jest zdrowy, moim zdaniem nigdy nie był. Wielokrotnie zasypiałem z myślą, że pewnego dnia wydarzy się coś naprawdę strasznego. Znowu - dodaje złowieszczo. - Poznałem go za młodu. Już wtedy był tykającą bombą zegarową, miał w sobie agresję, która w każdej chwili mogła wybuchnąć. Czasem wystarczyło coś błahego, a on w mgnieniu oka rozpędzał się od zera do setki, a potem eksplodował. Morderstwo Lindy jest tego wyraźnym dowodem.
Kent daje czas na przetrawienie tych słów i po chwili sam przerywa ciszę:
- Co się z nim teraz stanie?
- Zostało wszczęte wstępne dochodzenie. Zobaczymy, do czego doprowadzi.
Widać wyraźnie, że Kent chciałby coś powiedzieć, lecz się powstrzymuje. Jest natarczywy, ale nie głupi, zna się na ludziach i wie, że Anton niechętnie łamie zasady. Kent musi uzbroić się w cierpliwość.
- No cóż - mówi, wstając od stołu. - Nie zajdziemy tu za daleko w takim razie.
Zawija szalik wokół szyi i bierze płaszcz.
- Zanim pójdziesz... - wtrąca Bodil, która również wstaje. - Lucas nie był sam w samochodzie, a druga osoba opuściła miejsce zdarzenia. Czy wiesz, kto to był?
Kent bez słowa zakłada płaszcz.
- I tak się dowiemy - rzuca Anton.
- Aha. - Kent wkłada ręce do kieszeni i wyciąga brązowe skórzane rękawiczki. - Nie muszę wam tego mówić, ale powiem, bo zależy mi na tym, żebyście ruszyli ze śledztwem. Lucas był z kolegą, Philipem Nilssonem. - Starannie wkłada rękawiczki. - To dobry chłopak. - Kent przez chwilę wpatruje się w Antona i Bodil. - Obaj to dobre chłopaki. Philip się przestraszył, dlatego zwiał. - Kent rozkłada ręce i się śmieje. - Mój Boże, kto by się nie przestraszył.
- Dzięki - mówi Anton i również wstaje. - Porozmawiamy z nimi.
Kent kiwa głową i robi zamyśloną minę.
- Mam nadzieję, że wiecie, co to oznacza?
Anton marszczy brwi.
- Co masz na myśli?
- Chyba zdajecie sobie sprawę, że po tym wszystkim Sebastian będzie musiał opuścić Vargön? Wykluczone, żeby tu został. - Kent poprawia szalik. - To chyba oczywiste.