Lodołamacz (#4). Ostatnia defilada - Wiktor Suworow

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Mówię wam w dużej tajem­nicy

Miejmy nadzieję, że uda się nam zmie­nić naszą Robot­ni­czo-Chłop­ską Armię Czer­woną z ostoi pokoju, jaką jest obec­nie, w ostoję wyzwo­le­nia robot­ni­ków państw kapi­ta­li­stycz­nych od jarzma bur­żu­azji.1

J. STA­LIN

"Krótki kurs histo­rii WKP(b)" uczy nas: żeby zni­we­czyć nie­bez­pie­czeń­stwo kapi­ta­li­stycz­nej inter­wen­cji, trzeba zro­bić jedno - znisz­czyć kapi­ta­li­styczne oto­cze­nie. Dopiero wtedy będziemy mogli powie­dzieć, że sztan­dar świa­to­wej Komuny zatrium­fo­wał na całym świe­cie!2

L. MECHLIS,

ARMIJNY KOMI­SARZ PIERW­SZEJ RANGI,

SZEF ZARZĄDU POLI­TYCZ­NEGO ARMII CZER­WO­NEJ,

OSO­BI­STY SEKRE­TARZ STA­LINA DO "SPRAW PÓŁ­CIEM­NYCH"

I

Dla­czego Sta­lin nie chciał przy­jąć defi­lady na cześć zwy­cię­stwa?

To pyta­nie poja­wiało się w moich arty­ku­łach i wystą­pie­niach. To pyta­nie jest tytu­łem pierw­szego roz­działu Ostat­niej repu­bliki.

Odpo­wiedź, moim zda­niem, jest pro­sta: nie było czego świę­to­wać. W II woj­nie świa­to­wej Zwią­zek Radziecki poniósł miaż­dżącą klę­skę.

Istot­nie, jesz­cze przez jakiś czas po "wiel­kim zwy­cię­stwie" utrzy­my­wał się na wodzie i na gór­nym pokła­dzie roz­brzmie­wały zwy­cię­skie mar­sze, ale kapi­tan już wie­dział: muzyka będzie grała krótko... Ogromne zasoby natu­ralne olbrzy­miego kraju pozwo­liły prze­dłu­żyć ago­nię na dzie­się­cio­le­cia, ale każdy roz­sądny czło­wiek rozu­miał: rana, którą Hitler zadał 22 czerwca 1941 roku, jest śmier­telna.

Zwią­zek Radziecki, jak nowo­twór zło­śliwy, mógł ist­nieć tylko dzięki roz­la­niu się na wszyst­kie strony. Albo jedno, albo dru­gie zwy­cięży, nauczał towa­rzysz Lenin. I to jest ten jedyny przy­pa­dek, kiedy Lenin miał rację. Dokład­nie tak: albo nowo­twór socja­li­zmu roz­leje się po całym świe­cie, albo zdrowy orga­nizm zwy­cięży nowo­twór.

Sta­lin roz­pę­tał II wojnę świa­tową w imię tego, żeby, co naj­mniej, wszyst­kie pań­stwa Europy kon­ty­nen­tal­nej przy­łą­czyć do Związku Socja­li­stycz­nych Repu­blik Radziec­kich, żeby zetrzeć w Euro­pie wszyst­kie gra­nice, a słupy gra­niczne wysłać do wzmoc­nie­nia zaka­za­nych stref eks­ter­mi­na­cyj­nych obo­zów pracy.

II wojna świa­towa była pla­no­wana jako pierw­szy akt świa­to­wej rewo­lu­cji. Celu nie osią­gnięto. Pań­stwo socja­li­styczne nie jest zdolne na dłuż­szą metę współ­ist­nieć z cywi­li­zo­wa­nymi kra­jami i ich zdrową gospo­darką. W naj­bliż­szej histo­rycz­nej przy­szło­ści pań­stwo socja­li­styczne powinno było zgi­nąć. Sta­lin to rozu­miał naj­le­piej. Dla­tego nie chciał przy­jąć defi­lady.

Nie­któ­rzy ogra­ni­czeni osob­nicy uwa­żali 9 maja 1945 roku za zwy­cię­stwo. A ja w pierw­szym roz­dziale Ostat­niej repu­bliki udo­wod­ni­łem, że Sta­lin sytu­ację oce­niał trzeźwo i zwy­cię­skiego entu­zja­zmu tłumu ewi­dent­nie nie podzie­lał.

Nikt się ze mną nie kłó­cił, ale ni stąd, ni zowąd po uka­za­niu się książki i niby bez żad­nego związku z nią poja­wiła się lawina publi­ka­cji, którą można by zaty­tu­ło­wać: "Dla­czego Sta­lin nie osio­dłał bia­łego ogiera?" Idea: Sta­lin miał ogromną ochotę oso­bi­ście przy­jąć defi­ladę, ale gdzie mu tam, ofer­mie!

Auto­rzy tych publi­ka­cji opo­wia­dali, że wódz w tajem­nicy po nocach ćwi­czył w ujeż­dżalni. Ale nie udało się nie­zda­rze. Spadł z konia. I dobrze! Słusz­nie los zrzą­dził. I bez Sta­lina miał kto przy­jąć defi­ladę. Był dużo god­niej­szy kan­dy­dat do tego zaszczytu. Wła­śnie ten! Jedyny! Ten, który ura­to­wał kraj! Wła­śnie jego, Wybawcę, los zaszczy­cił wiel­kim hono­rem: Mar­szał­kowi Zwy­cię­stwa przy­pa­dło w udziale przyj­mo­wać Defi­ladę Zwy­cię­stwa! Sta­lin, pisano w arty­ku­łach, oso­bi­ście nie sprze­ci­wiał się temu, żeby się na koniu popi­sać, ale nie miał odpo­wied­nich umie­jęt­no­ści.

Wszystko to było powta­rzane wiele razy przy róż­nych oka­zjach i bez nich w pra­sie, pro­gra­mach tele­wi­zyj­nych, póź­niej i w książ­kach. I ten stru­mień infor­ma­cji pocho­dził z jed­nego, ale nader poważ­nego pra­źró­dła, od puł­kow­nika kawa­le­rzy­sty Sier­gieja Niko­ła­je­wi­cza Masłowa, osoby sza­no­wa­nej i, nie bał­bym się wypo­wie­dzieć tego słowa, naprawdę legen­dar­nej.

II

W 1945 roku Masłow był majo­rem, dowódcą pułku kawa­le­rii. Znała go cała armia. Znano go i na Kremlu. Krą­żyły o nim legendy. Wła­śnie jego, dosko­na­łego jeźdźca, Sta­lin zapro­sił jako instruk­tora. Pracę, przy­znajmy, dostał major Masłow nie naj­lżej­szą. Sta­lin konia ni­gdy nie dosia­dał. A miał wów­czas 65 lat.

To nie jest sta­rość. Ale mło­dość też nie. Sta­lin pro­wa­dził skraj­nie nie­zdrowy tryb życia: zady­miony gabi­net, nerwy do pół­nocy i długo po pół­nocy, póź­niej obiad w kręgu towa­rzy­szy o 4 nad ranem. Obfi­cie zakra­piany i rów­nie obfi­cie zaką­szany.

To wszystko nie sprzy­jało dobremu zdro­wiu. Oprócz tego - kaleka. Każdy, kto widział Sta­lina z bli­ska, zwró­cił uwagę na defekt fizyczny: "Z tak bli­ska widzia­łem Sta­lina po raz drugi w życiu. Odru­chowo zwró­ciłem uwagę, że lewą rękę ma jakoś nie­na­tu­ral­nie zgiętą w łok­ciu"3.

Przy oka­zji zwróć­cie uwagę w kro­ni­kach fil­mo­wych na kalec­two Sta­lina.

Pro­blem pole­gał nie tylko na tym, żeby cho­rego inwa­lidę w wieku eme­ry­tal­nym nauczyć z gra­cją kie­ro­wać koniem. Naj­pierw major Masłow musiał konia wybrać. Z jed­nej strony, takiego, żeby było nie wstyd przed świa­tem poka­zać. Z dru­giej, spo­koj­nego i ule­głego, ze względu na wiek i kalec­two jeźdźca.

Masłow obej­rzał staj­nie wielu kawa­le­ryj­skich puł­ków i dywi­zji. Kon­sul­tanta miał wybit­nego - zastępcę ludo­wego komi­sa­rza obrony (tzn. zastępcę Sta­lina), zwierzch­nika kawa­le­rii Armii Czer­wo­nej, mar­szałka Związku Radziec­kiego S. Budion­nego. Major Masłow wybrał dla Sta­lina bia­łego araba. Ćwi­cze­nia zaczęły się, ale szybko się skoń­czyły. Sta­lin spadł z konia i wię­cej na niego nie wsiadł.

A kawa­le­rzy­sta Masłow uczest­ni­czył w Defi­la­dzie Zwy­cię­stwa. I jest to dość nie­zwy­kłe połą­cze­nie: i w histo­rycz­nej defi­la­dzie 7 listo­pada 1941 roku, i w histo­rycz­nym 1945. Nawet Żukow Defi­ladę Zwy­cię­stwa w 1945 roku przyj­mo­wał, ale 7 listo­pada 1941 roku nie było go na placu Czer­wo­nym. Rokos­sow­ski Defi­ladą Zwy­cię­stwa dowo­dził, ale i jego 7 listo­pada 1941 roku na placu Czer­wo­nym nie było. I Rokos­sow­ski, i Żukow bro­nili Moskwy. Masłow jed­nak miał oka­zję uczest­ni­czyć i w jed­nej histo­rycz­nej defi­la­dzie, i w dru­giej. Z tego powodu następ­nie wydano mu legi­ty­ma­cję uczest­nika Defi­lady Zwy­cię­stwa z nume­rem 1.

Puł­kow­nik Masłow, mimo­wolny świa­dek Sta­li­now­skiej kom­pro­mi­ta­cji, sporo o woj­nie opo­wia­dał, ale na temat tego wypadku mil­czał. I dopiero pół wieku po zaj­ściu stwier­dził, że nad­szedł czas. Wła­śnie jego opo­wia­da­nie zostało pod­wa­liną licz­nych publi­ka­cji. Naj­pierw auto­rzy arty­ku­łów powo­ły­wali się na Masłowa, potem powo­ły­wać się prze­stali, w mate­ria­łach uzna­wali upa­dek Sta­lina za powszech­nie znany fakt histo­ryczny, który nie wymaga ani dowo­dów, ani wyja­śnień.

Opo­wie­ści o upadku Sta­lina z araba prze­kro­czyły gra­nice ojczy­zny i zabrzmiały za bli­ską i daleką gra­nicą. Otwie­ram, na przy­kład, bry­tyj­skie pismo "The Spec­ta­tor" (22 kwiet­nia 2006 roku) i czy­tam histo­rię o ara­bie i nie­zdar­nym Sta­li­nie.

Te publi­ka­cje to nie tylko zarzut wobec moich nie­sto­sow­nych zacze­pek i oskar­że­nie moich ksią­żek. To zde­ma­sko­wa­nie i cał­ko­wita klę­ska.

III

Pod pre­sją ogromu publi­ka­cji i pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych Ostat­nia repu­blika zgrzy­tała jak uwię­ziony przez torosy tonący lodo­ła­macz, któ­rego ładow­nie nie­ubła­ga­nie i gwał­tow­nie zalewa czarna lodo­wata woda. Na domiar złego został zadany cios o nad­zwy­czaj­nej sile. Ano­ni­mowy autor, który wystą­pił pod pseu­do­ni­mem Wła­di­mir Gry­zun, pora­ził mnie dru­zgo­cą­cym pyta­niem: czy czy­ta­łem wspo­mnie­nia Żukowa? Prze­cież trzeba było naj­pierw prze­czy­tać Żukowa, a dopiero póź­niej zada­wać głu­pie pyta­nia! Prze­cież Żukow krótko, ale w naj­wyż­szym stop­niu kla­row­nie wszystko wytłu­ma­czył: Sta­lin oso­bi­ście chciał defi­ladę przyj­mo­wać, ale nie udało mu się.

Otwie­ram memuar Żukowa - Święci Pań­scy! Konia nie zauwa­ży­łem!

W rze­czy samej u Żukowa pro­sto i wyraź­nie jest wytłu­ma­czony powód rezy­gna­cji Sta­lina z dosia­da­nia rączego rumaka. Pięć albo sześć dni przed Defi­ladą Zwy­cię­stwa Żukow miał spo­tka­nie ze Sta­li­nem:

"Dokład­nie nie pamię­tam, wydaje się, 18-19 czerwca wezwał mnie do sie­bie na daczę Naczelny.

Zapy­tał, czy nie oduczy­łem się jeź­dzić konno.

- Nie, nie oduczy­łem się, nawet teraz wciąż ćwi­czę.

- Ot co - powie­dział J. Sta­lin - będzie­cie przyj­mo­wać Defi­ladę Zwy­cię­stwa. Dowo­dzić defi­ladą będzie Rokos­sow­ski...

Żegna­jąc się, zauwa­żył, jak mi się wyda­wało, nie bez alu­zji:

- Radzę przyj­mo­wać defi­ladę na bia­łym koniu, któ­rego wskaże wam Budionny.

Następ­nego dnia poje­cha­łem na Lot­ni­sko Cen­tralne zoba­czyć, jak odby­wają się ćwi­cze­nia do defi­lady. Spo­tka­łem tam syna Sta­lina, Wasi­lija. Wziął mnie na stronę i opo­wie­dział inte­re­su­jącą histo­rię:

- Mówię wam w dużej tajem­nicy. Ojciec oso­bi­ście zamie­rzał przyj­mo­wać Defi­ladę Zwy­cię­stwa. Ale zda­rzył się wypa­dek. Trze­ciego dnia pod­czas jazdy od nie­umie­jęt­nego uży­cia ostróg koń poniósł ojca po placu. Ojciec chwy­cił za grzywę, pró­bo­wał utrzy­mać się w sio­dle, ale nie dał rady i spadł. Pod­czas upadku stłukł sobie ramię i głowę. A jak wstał, splu­nął i powie­dział: Niech defi­ladę przyj­muje Żukow. Jest doświad­czo­nym kawa­le­rzy­stą.

- A na jakim koniu on ćwi­czył? - zapy­ta­łem Wasi­lija.

- Na bia­łym ara­bie, na któ­rym zale­cił wam przyj­mo­wać defi­ladę. Tylko pro­szę o tym nikomu nie mówić - znowu powtó­rzył Wasi­lij.

I do tej pory nikomu nie mówi­łem. Jed­nak minęło już wiele lat i sądzę, że teraz o tym można opo­wie­dzieć..."4

Świa­dec­two Żukowa oba­lało Ostat­nią repu­blikę już od pierw­szego roz­działu. Zna­la­złem się w nader kło­po­tli­wej sytu­acji. Wpa­dłem jak śliwka w kom­pot.

Prze­ciwko mojej wer­sji jest trzech świad­ków. I to jakich! Legen­darny kawa­le­rzy­sta, puł­kow­nik Masłow, który oso­bi­ście wybrał konia dla Sta­lina i był tre­ne­rem Sta­lina w jeź­dzie kon­nej, gene­rał lejt­nant lot­nic­twa Wasi­lij Josi­fo­wicz Sta­lin i Naj­więk­szy Dowódca wszech cza­sów, czte­ro­krotny Boha­ter Związku Radziec­kiego, mar­sza­łek Związku Radziec­kiego Gie­or­gij Kon­stan­ti­no­wicz Żukow. Oprócz tego został wspo­mniany zastępca Sta­lina, mar­sza­łek Związku Radziec­kiego Budionny.

I wszystko w tych świa­dec­twach jest zro­zu­miałe i pro­ste... oprócz araba.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

J. Sta­lin, List do słu­cha­czy szkoły ofi­ce­rów pie­choty w Niż­nim Nowo­gro­dzie, 10 marca 1925. [wróć]

L. Mechlis, 4 kwiet­nia 1939. [wróć]

Mar­sza­łek lot­nic­twa J. Sawicki, Połwieka s nie­bom, Woje­niz­dat, Moskwa 1988, s. 298. [wróć]

G. Żukow, Wospo­mi­na­nija i razmysz­le­nija, Olma-Press, Moskwa 2003, wyd. 13, t. 2, s. 354 [wyd. pol­skie: Wspo­mnie­nia i reflek­sje, War­szawa 1970]. [wróć]