Literozsyp literoklety - Angel Voxword

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Hymn do jedności Ojczyzny

To jest moja matka, ma Ojczyzna,

To są moi bracia, siostry me,

Nie straszna mi niewola i obczyzna,

Zakusy wrogów podłe, złe.

Mym mottem Bóg, honor i Ojczyzna,

Biało-czerwony sztandar w ręku tkwi,

Niech każdy Polak, Polak przyzna

Że Polskę kocha, wielbi, czci.

My z rodu Lecha, lud wspaniały

Waleczny tak jak mało kto,

Dla naszej Matki, nie dla chwały

Poświęćmy życie, młodość swą.

My z rodu Piasta, ród królewski,

W niewolach przetrwał setkę lat,

Na ustach zawsze hymn zwycięski

Niech to pamięta cały świat.

W koronie złotej orzeł biały,

To nasze godło, to nasz znak,

Z Bałtykiem sojusz zawsze trwały

Jak z Warsem Sawa, jak z Wandą Krak.

Łączy nas wspólna pamięć i tożsamość,

Łączą nas wspólne więzy krwi,

Historia, język, smutek, radość

Polska! Polacy! Na zawsze my.

Nie zniszczył nas wojenny grom,

Choć bohaterów krew przelana.

Tyś nasza Polska, tyś nasz dom

Tyś nasza matka ukochana.

Niech dziś zabije głośno dzwon

I zabrzmi hymn wolności

Tyś nasza Polska, tyś nasz dom

Korona naszej niepodległości.

To ego

Nie szczędził mnie zły los

Kolce rzucał mi pod nogi

Za słaby był mój głos

Dla żartu Bóg doprawiał rogi

Lecz ja i moje ego

Nie chciało czekać dłużej

Dopięło w końcu swego

I wzbiło mnie ku górze.

Jestem tu

Lecz się nie poddaję

Za cios, cios oddaję

Złu.

Jestem bo

Życie mi pisane

I jest pokonane

Zło.

Nie czekam już na losu łaskę

Nie spadnie złota deszcz

Zakładam już na nowo maskę

A w ręku błyszczy miecz

Ja mściciel mego ego

Obrońca tak jak trzeba

Dopiąłem znowu swego

I wzbiłem się do nieba.

Łza i nadzieja

Nie rań mnie!

Proszę Cię

Błagam Cię

Nie rań mnie!

W zapomnienie zamień się!

Zaczynam nowy dzień!

Piękny dzień!

Dobry dzień!

W przeszłość zamień się!

Gdy pytam, odpowiedz,

W życiu tak nie miało być.

Nie mogę już dłużej

Nie chcę w kłamstwie żyć.

Twój świat utkany z aluzji

Po co to wszystko i Ty?

Zapaść się pod ziemię chcę

By tylko przestały boleć łzy.

Bez sumienia tak w oczy drwisz

Zabijasz każdy promień słońca.

Za ten pusty album na stole

Znienawidzę Cię już do końca.

Chcę i potrafię być bez Ciebie

Na co mi twoje słowa?

Nowy dzień niesie mi nadzieję

By wszystko zacząć od nowa.

Ballada nieletnich

Hellow, to w regionie malownicza wioska,

Którą lat temu parę opuściła łaska boska.

W popłoch popadli świątobliwi jej mieszkańcy

Gdy dnia pewnego zniknęli wszyscy popaprańcy.

Czarne chmury nad wioską się zebrały,

Pod figurą Madonny dewotki wciąż klęczały.

Pomimo tego życie biegło swoim torem

Setka domów, dom społeczny i kościół był z klasztorem.

Bum papa bum papa up

Znów jest kolejny trup

Bum papa bum papa jee

Czas rozpocząć krwawą grę

Bim bam bom, bim bam bom

Będzie zgon

Bim bam bom, bim bam bim

Giń! Tak. Giń!

Hahaha..

Niedawno siedemnaście wiosen mi minęło

I nawet nie wiem kiedy rozpocząłem zbawcze dzieło.

Przyszedł moment by się wam przedstawić,

Bo w Zorro nie chcę się już bawić.

Na chrzcie, w agonii, imię Eustachy mi nadano

Choć w wiosce Staś od zawsze mnie wołano.

Kruczoczarny loczek spływa mi po czole

Mam młodzieńczy zarost którego jeszcze nie golę.

Zieleń mych oczu przyprawia wszystkich o rumieńce

A kisiel w majtkach mają dziewczyny i zboczeńce.

Mam ponoć usta gorące i jak aksamit miękkie

A w dodatku ciało bóstwa i niezwykle giętkie.

Bum papa bum papa up

Znów jest kolejny trup

Bum papa bum papa jee

Czas rozpocząć krwawą grę

Bim bam bom, bim bam bom

Będzie zgon

Bim bam bom, bim bam bim

Giń! Tak. Giń!

Hahaha..

Naszła raz ochota ojca Konstantyna

Znaleźli go martwego kiedy się wypinał.

Przeora ktoś nocą skrócił o nogi i głowę

A jego zwłoki porzucono nad głębokim rowem.

Nagiego furtiana przykuto do klasztornej bramy

A jeszcze przed śmiercią wyrwano mu męskie organy.

Ojca Boreasza na słup drogowy nadziano

A z jego ust wystawały chryzantemy i siano.

Ostatnią ofiarą zdawać by się mogło boskiego przekleństwa

Był braciszek Fabian padając martwy w trakcie nabożeństwa.

Bum papa bum papa up

Znów jest kolejny trup

Bum papa bum papa jee

Czas rozpocząć krwawą grę

Bim bam bom, bim bam bom

Będzie zgon

Bim bam bom, bim bam bim

Giń! Tak. Giń!

Hahaha..

W sali katechetycznej wielebny że mną namiętnie flirtował

Gdy niespodziewanie wpadła grupa szturmowa.

Skuli mi kajdankami ręce i nogi

Widziałem na twarzy klechy oznaki trwogi.

I tak przerwano mi moje zbawcze dzieło

A zaskoczonych mieszkańców wioski z nóg ścięło.

Postawili mnie w świetle prawa przed sądem

Prokurator obleśny z rozkoszą wydzierał mordę.

Po kilku tygodniach sędzia i przysięgli przeklęci

Z pasją zboczeńców skazali mnie na krzesło śmierci.

W agonii głowa ku ziemi mi się chyli

Ale jestem radosny że nie ma już tych pedofili.

Bum papa bum papa up

Znów jest kolejny trup

Bum papa bum papa jee

Czas rozpocząć krwawą grę

Bim bam bom, bim bam bom

Będzie zgon

Bim bam bom, bim bam bim

Giń! Tak. Giń!

Hahaha...

Spróchniała materia

Tony makijażu i te krótkie spódniczki

Hektolitry potu by rzeźba mięśni była

Te wszystkie ruchy skalpela i silikon

Śmiercionośne diety z czasopism.

Na co to wszystko?

Gdy przyjdzie ta jedyna kochanka

By zgasić twój płomień

Nie spojrzy na twe szminki

A twoje mięśnie wyśmieje

Bo ona jest niewybredna

I zawsze przychodzi za wcześnie.

Tylko natura nigdy się nie wstydzi

Zawsze pięknie się ubiera

Gotowa na każdy scenariusz losu

Woła ciebie i mnie

By usiąść na pooranym licu ziemi

Na mchach mokrych

Czy wiatrem czesanych trawach...

Jesteś gotowa popłynąć z nurtem rzeki

Czy wolisz patrzeć na próchno swego ciała

Które rzeźbiłaś w nietrwałej materii

Upiększając pstrym popiołem?

Myśl taka

Patrząc w przeszłość

trudno zobaczyć przyszłość

mając niejasną teraźniejszość.

Analizując dziś

nie mogę myśleć

pozytywnie o jutrze

a co dopiero o pojutrze.

Wszystko takie na wczoraj

i takie na już.

Zagonieni, zagubieni, zakompleksieni.

W takim przyszło mi świecie...

świecie ludzi żyć.

Czas goni czas,

pieniądz rodzi pieniądz

a wzbogacenie biedę,

nierówność i nienawiść.

Komercja to nowy bóg

w którego wierzą wszyscy

ale jest to martwy bóg

więc wierzący również umarli

bez nadziei zmartwychwstania.

Przychodzi więc zapytać:

co jest istotą życia w tym zmaterializowanym,

zakłamanym świecie?