Hymn do jedności Ojczyzny
To jest moja matka, ma Ojczyzna,
To są moi bracia, siostry me,
Nie straszna mi niewola i obczyzna,
Zakusy wrogów podłe, złe.
Mym mottem Bóg, honor i Ojczyzna,
Biało-czerwony sztandar w ręku tkwi,
Niech każdy Polak, Polak przyzna
Że Polskę kocha, wielbi, czci.
My z rodu Lecha, lud wspaniały
Waleczny tak jak mało kto,
Dla naszej Matki, nie dla chwały
Poświęćmy życie, młodość swą.
My z rodu Piasta, ród królewski,
W niewolach przetrwał setkę lat,
Na ustach zawsze hymn zwycięski
Niech to pamięta cały świat.
W koronie złotej orzeł biały,
To nasze godło, to nasz znak,
Z Bałtykiem sojusz zawsze trwały
Jak z Warsem Sawa, jak z Wandą Krak.
Łączy nas wspólna pamięć i tożsamość,
Łączą nas wspólne więzy krwi,
Historia, język, smutek, radość
Polska! Polacy! Na zawsze my.
Nie zniszczył nas wojenny grom,
Choć bohaterów krew przelana.
Tyś nasza Polska, tyś nasz dom
Tyś nasza matka ukochana.
Niech dziś zabije głośno dzwon
I zabrzmi hymn wolności
Tyś nasza Polska, tyś nasz dom
Korona naszej niepodległości.
To ego
Nie szczędził mnie zły los
Kolce rzucał mi pod nogi
Za słaby był mój głos
Dla żartu Bóg doprawiał rogi
Lecz ja i moje ego
Nie chciało czekać dłużej
Dopięło w końcu swego
I wzbiło mnie ku górze.
Jestem tu
Lecz się nie poddaję
Za cios, cios oddaję
Złu.
Jestem bo
Życie mi pisane
I jest pokonane
Zło.
Nie czekam już na losu łaskę
Nie spadnie złota deszcz
Zakładam już na nowo maskę
A w ręku błyszczy miecz
Ja mściciel mego ego
Obrońca tak jak trzeba
Dopiąłem znowu swego
I wzbiłem się do nieba.
Łza i nadzieja
Nie rań mnie!
Proszę Cię
Błagam Cię
Nie rań mnie!
W zapomnienie zamień się!
Zaczynam nowy dzień!
Piękny dzień!
Dobry dzień!
W przeszłość zamień się!
Gdy pytam, odpowiedz,
W życiu tak nie miało być.
Nie mogę już dłużej
Nie chcę w kłamstwie żyć.
Twój świat utkany z aluzji
Po co to wszystko i Ty?
Zapaść się pod ziemię chcę
By tylko przestały boleć łzy.
Bez sumienia tak w oczy drwisz
Zabijasz każdy promień słońca.
Za ten pusty album na stole
Znienawidzę Cię już do końca.
Chcę i potrafię być bez Ciebie
Na co mi twoje słowa?
Nowy dzień niesie mi nadzieję
By wszystko zacząć od nowa.
Ballada nieletnich
Hellow, to w regionie malownicza wioska,
Którą lat temu parę opuściła łaska boska.
W popłoch popadli świątobliwi jej mieszkańcy
Gdy dnia pewnego zniknęli wszyscy popaprańcy.
Czarne chmury nad wioską się zebrały,
Pod figurą Madonny dewotki wciąż klęczały.
Pomimo tego życie biegło swoim torem
Setka domów, dom społeczny i kościół był z klasztorem.
Bum papa bum papa up
Znów jest kolejny trup
Bum papa bum papa jee
Czas rozpocząć krwawą grę
Bim bam bom, bim bam bom
Będzie zgon
Bim bam bom, bim bam bim
Giń! Tak. Giń!
Hahaha..
Niedawno siedemnaście wiosen mi minęło
I nawet nie wiem kiedy rozpocząłem zbawcze dzieło.
Przyszedł moment by się wam przedstawić,
Bo w Zorro nie chcę się już bawić.
Na chrzcie, w agonii, imię Eustachy mi nadano
Choć w wiosce Staś od zawsze mnie wołano.
Kruczoczarny loczek spływa mi po czole
Mam młodzieńczy zarost którego jeszcze nie golę.
Zieleń mych oczu przyprawia wszystkich o rumieńce
A kisiel w majtkach mają dziewczyny i zboczeńce.
Mam ponoć usta gorące i jak aksamit miękkie
A w dodatku ciało bóstwa i niezwykle giętkie.
Bum papa bum papa up
Znów jest kolejny trup
Bum papa bum papa jee
Czas rozpocząć krwawą grę
Bim bam bom, bim bam bom
Będzie zgon
Bim bam bom, bim bam bim
Giń! Tak. Giń!
Hahaha..
Naszła raz ochota ojca Konstantyna
Znaleźli go martwego kiedy się wypinał.
Przeora ktoś nocą skrócił o nogi i głowę
A jego zwłoki porzucono nad głębokim rowem.
Nagiego furtiana przykuto do klasztornej bramy
A jeszcze przed śmiercią wyrwano mu męskie organy.
Ojca Boreasza na słup drogowy nadziano
A z jego ust wystawały chryzantemy i siano.
Ostatnią ofiarą zdawać by się mogło boskiego przekleństwa
Był braciszek Fabian padając martwy w trakcie nabożeństwa.
Bum papa bum papa up
Znów jest kolejny trup
Bum papa bum papa jee
Czas rozpocząć krwawą grę
Bim bam bom, bim bam bom
Będzie zgon
Bim bam bom, bim bam bim
Giń! Tak. Giń!
Hahaha..
W sali katechetycznej wielebny że mną namiętnie flirtował
Gdy niespodziewanie wpadła grupa szturmowa.
Skuli mi kajdankami ręce i nogi
Widziałem na twarzy klechy oznaki trwogi.
I tak przerwano mi moje zbawcze dzieło
A zaskoczonych mieszkańców wioski z nóg ścięło.
Postawili mnie w świetle prawa przed sądem
Prokurator obleśny z rozkoszą wydzierał mordę.
Po kilku tygodniach sędzia i przysięgli przeklęci
Z pasją zboczeńców skazali mnie na krzesło śmierci.
W agonii głowa ku ziemi mi się chyli
Ale jestem radosny że nie ma już tych pedofili.
Bum papa bum papa up
Znów jest kolejny trup
Bum papa bum papa jee
Czas rozpocząć krwawą grę
Bim bam bom, bim bam bom
Będzie zgon
Bim bam bom, bim bam bim
Giń! Tak. Giń!
Hahaha...
Spróchniała materia
Tony makijażu i te krótkie spódniczki
Hektolitry potu by rzeźba mięśni była
Te wszystkie ruchy skalpela i silikon
Śmiercionośne diety z czasopism.
Na co to wszystko?
Gdy przyjdzie ta jedyna kochanka
By zgasić twój płomień
Nie spojrzy na twe szminki
A twoje mięśnie wyśmieje
Bo ona jest niewybredna
I zawsze przychodzi za wcześnie.
Tylko natura nigdy się nie wstydzi
Zawsze pięknie się ubiera
Gotowa na każdy scenariusz losu
Woła ciebie i mnie
By usiąść na pooranym licu ziemi
Na mchach mokrych
Czy wiatrem czesanych trawach...
Jesteś gotowa popłynąć z nurtem rzeki
Czy wolisz patrzeć na próchno swego ciała
Które rzeźbiłaś w nietrwałej materii
Upiększając pstrym popiołem?
Myśl taka
Patrząc w przeszłość
trudno zobaczyć przyszłość
mając niejasną teraźniejszość.
Analizując dziś
nie mogę myśleć
pozytywnie o jutrze
a co dopiero o pojutrze.
Wszystko takie na wczoraj
i takie na już.
Zagonieni, zagubieni, zakompleksieni.
W takim przyszło mi świecie...
świecie ludzi żyć.
Czas goni czas,
pieniądz rodzi pieniądz
a wzbogacenie biedę,
nierówność i nienawiść.
Komercja to nowy bóg
w którego wierzą wszyscy
ale jest to martwy bóg
więc wierzący również umarli
bez nadziei zmartwychwstania.
Przychodzi więc zapytać:
co jest istotą życia w tym zmaterializowanym,
zakłamanym świecie?