INDEKS
A
Abrokomes, syn Dariusza I
Acheloos, bóg rzeki
Achilles
Achilles Tatios
Adajos
Adejmantos, brat Platona
Adeodat, syn Augustyna
Admet, król Feraj
Adonis
Afrodyta, Kyprida, Wenus, Cypryda
Agamemnon
Agatiasz, zw. Scholastykiem
Agaton, przyjaciel Sokratesa
Agaue, matka Penteusa
Agrikola Gneus Juliusz
Agrippina Młodsza
Ajakos
Ajas, syn Ojleusa
Ajas, syn Telamona
Ajdos (Wstyd)
Ajgeidowie, ród
Ajgistos
Ajgyptos
Ajschines
Ajschylos
Akademos, heros
Akis
Akteon
Akumenos
Alaryk
Aleksander Ajgeus, syn Aleksandra Wielkiego
Aleksander Helios, syn Marka Antoniusza i Kleopatry
Aleksander Wielki, król macedoński
Aleksis
Alfejos
Alfeos
Alipiusz
Alkajos z Messany
Alkajos z Mityleny
Alkestis, żona Admeta
Alkibiades
Alkifron
Alkimos
Alkinoos
Alkman
Alkmene, matka Heraklesa
Amata, żona Latinusa
Amazis, faraon
Ambroży, św. (Aurelius Ambrosius)
Ameliusz
Ammianus Marcellinus
Ammonios Sakkas
Amyntas, ojciec Filipa II
Anacharsis
Anakreon
Anaksagoras
Anaksymander
Anaksymenes
Anchizes, ojciec Eneasza
Andromacha
Andromeda
Andronikos
Antalkidas
Antilochos, syn Nestora
Antinoos
Antistenes, biograf filozofów
Antonini, dynastia
Antoninus Pius
Antoniusz zob. Marek Antoniusz
Antygona
Antypater, wódz Aleksandra Wiel- kiego
Antypater z Sydonu
Antypater z Tesaloniki
Antystenes
Anyte
Apis, bóg egipski
Apollo, Fojbos, Feb
Apollodoros
Apollonides
Apoloniusz Rodyjski
Apulejusz
Archelaos, król macedoński
Archiasz
Archidamos II, król Sparty
Archidamos III, król Sparty
Archiloch
Archytas
Ares, Mars
Arete (Cnota, Dzielność)
Arete, żona Alkinoosa
Argeifontes ("Zabójca Argosa"), przydomek Hermesa (zob.)
Argonauci
Ariadna
Aristandros
Aristarchos
Aristides z Miletu
Aristobulos
Aristodikos
Aristogejton
Aristokles zob. Platon
Ariston, ojciec Platona
Arktinos
Arrian
Arsames, dziad Dariusza I
Arsinoe, siostra i żona Ptolemeusza II
Artakserkses II, król Persji
Artanes, brat Dariusza I
Artemida, Diana
Arystarch
Arystofanes, komediopisarz
Arystofanes z Bizancjum, filolog
Arystoteles
Arystydes
Asiniusz Polion Gajusz
Askaniusz-Julus, syn Eneasza
Asklepiades
Asklepios
Asklepiusz, postać z traktatu hermetycznego
Assarak
Aster
Astianaks (Skamandrios), syn Hektora
Ataulf
Atena, Pallas, Minerwa
Atenajos z Naukratis
Atossa, żona Dariusza I
Atlas
August zob. Oktawian August, cesarz
Augustyn, św.
Autolikos
Automedon, autor epigramatów
Automedon, woźnica Achillesa
Auzoniusz (Decimus Magnus Ausonius)
B
Babrios
Bacon Francis
Bakchylides
Baudelaire Charles
Baukis
Bellerofon
Benedykt, św.
Berenika, żona Ptolemeusza I Sotera
Berent Wacław
Bergk Theodor
Bessos, satrapa Baktrii
Bia (Przemoc)
Bianor
Bias
Bieda zob. Penia
Bion Borystenita
Biton, młodzieniec z Argos, brat Kleobisa
Boccaccio Giovanni
Boecjusz
Boreasz
Borgo San Sepolcro Dionizy da
Briseida
Britanik, syn cesarza Klaudiusza
Brutus (Marek Brutus)
Bryaksis
Bulwer Lytton Edward
Burrus Sekstus Afraniusz
Butler Samuel
C
Ceneus
Centaury (także w l. poj.)
Cerber
Cezarion zob. Ptolemajos XV, Cezar
Chadwick John
Chairemon
Chajrefon
Champollion Jean François
Chaos
Charaksos, brat Safo
Chariton
Charmides, wuj Platona
Charon
Charybda
Charyty, Gracje (także w l. poj.)
Chilon
Choirilos z Aten
Chimera
Chiron
Chryseida
Chryses
Chrysippos
Claudius Maximus
Cybele
Cyceron (Marcus Tullius Cicero)
Cyklopi
Cyrus Młodszy, wódz perski
Cyrus Starszy, władca Persji
Czuang-tsy
D
Dafne, nimfa
Dafnis, mityczny pasterz-poeta
Daifantos, ojciec Pindara
Damagetos
Damazy, papież
Danaidy
Danaos
Dante Alighieri
Dardan
Dariusz I, król Persji
Dariusz II, król Persji
Dariusz III, król Persji
Dedal
Deifob
Dejanira
Dejnokrates
Demaratos
Demeter, Cerera
Demetrios z Faleronu
Demetrios Poliorketes
Demofilos, syn Diadromesa
Demofoon, syn Tezeusza
Demokryt
Demostenes, wódz ateński
Demostenes, mówca
Dienekes
Dike (Sprawiedliwość, Prawość)
Diodor
Diogenes Laertios
Diogenes z Sinope, zw. "Psem"
Dioklecjan, cesarz
Diomedes, syn Tydeusa, Tydyda
Diomedes, król Tracji
Dion z Prusy
Dion, przyjaciel Platona
Dione
Dionizjos I
Dionizjos II
Dionizjusz z Halikarnasu
Dionizos, Bakchos
Dioskurowie
Diotima
Diotimos
Diotimos z Miletu
Dityrambos
Dolabella
Domicjan, cesarz
Domicjusz Ahenobarbus
Donatus
Doricha (Rodopis)
Dostatek zob. Poros
Dryops
Dydona
E
Echekrates
Echion, ojciec Penteusa
Echo, nimfa
Eckermann Johann Peter
Edyp
Eetion, ojciec Andromachy
Efialtes
Ejlejtyja, Ilityja
Eksatres, brat Dariusza III
Elektra
Elian
Eliasz, prorok
Eliot Thomas Stearns
Eliusz Donatus
Emilian
Empedokles z Akragas
Eneasz
Engle Paul
Enipo, matka Archilocha
Eniusz (Quintus Ennius)
Enyalios, przydomek Aresa (zob.)
Eol, ojciec Alkyone, żony Keyksa
Eol, ojciec Syzyfa
Eol, władca wiatrów
Eos, Jutrzenka
Epafrodyt
Epicharm
Epiganes
Epiktet
Epikur
Epiterses
Erato, jedna z Muz
Eratostenes Scholastyk
Erazm z Rotterdamu
Erechteus, mityczny król Aten
Erigyjos, brat Safo
Erinna
Eros, Amor, Kupido (także w l. mn.)
Eros, sługa Marka Antoniusza
Erucius
Eryda, Eris (Spór, Niezgoda; także w l. mn.)
Eryfile
Erynie, Eumenidy
Eteokles
Euforbos
Eugon
Euklides z Megary, uczeń Sokratesa
Eumajos
Eumenidy zob. Erynie
Eupolis
Eurydike
Eurykleja
Eurypides
Eurysteus, król Myken
Ewadne
Ewander
Ezop
F
Faeton
Faidimos
Fajdonides
Fajdros
Faniasz
Farmakeja
Fedon
Fedra
Fedrus
Feliks, św.
Femios
Ferekrates
Feres, ojciec Admeta
Feronia, bogini źródeł i gajów
Fidiasz
Filemon
Filip II, król Macedonii
Filippos, ojciec Arystofanesa
Filippos, rozmówca Plutarcha
Filippos z Tesaloniki
Filochoros
Filodem
Filomela
Filopojmen
Filotas, syn Parmeniona
Flaubert Gustave
Flawiusze, ród
Florus
Fojniks, piastun Achillesa
Frataguna, żona Dariusza I
Frazer James G.
Frynichos
G
Gaja (Ziemia)
Galateja (Galatea), nereida
Galba, cesarz
Gallio (Marcus Annaeus Novatus)
Gallus Korneliusz
Ganimedes
Geriones
Giganci
Glaukon, brat Platona
Glaukos
Gneusz Sencjusz
Goethe Johann Wolfgang von
Gordian III, cesarz
Gorgiasz
Gorgony
Gracjan, cesarz
Granius Licinianus
Graves Robert
Grzegorz z Nazjanzu, św.
Guercino Giovanni
Gyges, król lidyjski
H
Hades, Pluton, Orkus
Hadrian, cesarz
Hannibal
Harmodios
Harpalos
Hebe
Hefajstion
Hefajstos, Wulkan
Hegemon
Hegesippos
Hekabe
Hekale (Hekalina)
Hektor
Helena, żona Menelaosa
Helenus
Heliodor, retor
Heliodor, romansopisarz
Helios (Słońce)
Hellanikos
Helwia, żona Seneki Starszego
Hera
Herakles, Alkides, Herkules, Alcydes
Heraklit z Efezu
Heraklitos z Halikarnasu, poeta, przyjaciel Kallimacha
Hermarchos
Hermes, Merkury
Hermes Trismegistus ("Trzykroć- największy")
Hermione, córka Menelaosa
Hermippos
Hermodoros
Hermogenes
Hermolaos
Hero
Herodot
Herodotos, adresat listu Epikura
Herondas (lub Herodas), poeta grecki
Hesperos, patron gwiazdy wieczornej
Hestia
Hezjod
Hiacynt
Hieron, tyrannos Geli i Syrakuz
Hieronim, św.
Hikezjasz
Hipparchos, tyrannos Aten
Hippodameja
Hippokrates z Kos, lekarz
Hippolitos, syn Tezeusza
Hölderlin Friedrich
Homer
Honestus
Honoriusz, cesarz
Horacjusz Kokles
Horacjusze, bracia
Horacy (Quintus Horatius Flaccus)
Horus, bóg egipski
Hory
Hyady ("Dżdżyste")
Hymenajos
Hyperantes, syn Dariusza I
Hypermnestra, jedna z Danaid
Hystaspes, ojciec Dariusza I
I
Idajos, herold Priama
Idomeneus
Ifigenia, córka Agamemnona
Ikarios, ojciec Penelopy
Ilia (Rea), matka Romulusa i Remusa
Ion, syn Apollina
Ismena
Isokrates
Itys, Itylos
Iulius Florus
Iwaszkiewicz Jarosław
Izajasz, prorok
Izyda
Izydor z Egei
J
Jadmon
Jan Ewangelista, św.
Janicjusz Klemens
Janus
Japet
Jezus Chrystus
Jolaos
Jowian, cesarz
Jowisz, Jupiter
Julia, córka Juliusza Cezara
Julia, córka Oktawiana Augusta
Julia Liwilla, siostra Kaliguli
Julian, cesarz
Julian z Egiptu
Juliusz Cezar (Gaius Iulius Caesar)
Junona
Justynian, cesarz
Juwenalis (Decimus Iunius Iuvenalis)
K
Kadmos
Kalchas
Kaligula, cesarz
Kalipso
Kallimach z Kyreny
Kaliope, jedna z Muz
Kallistenes
Kalpurniusze, ród
Kambizes, król perski
Kamilla, królewna Wolsków
Kapiton
Kapys
Karakalla, cesarz
Karfylides
Karol III, król Hiszpanii
Kasandra
Kasandros, syn Antypatra
Kasjusz (Gajusz Kasjusz)
Kasjusz Dion
Kasmylos
Katon Starszy (Marcus Porcius Cato)
Katon Młodszy
Katullus (Gaius Valerius Catullus)
Katylina
Kawafis Konstandinos
Keats George
Keats John
Kebes
Kebryon
Kenyon F.G.
Kera (także w l. mn.)
Kerkylas, mąż Safo
Keyks, syn Jutrzenki
Kimon
Kinyras, legendarny król Cypru
Kirke
Klaudian
Klaudiusz, cesarz
Kleantes z Assos
Kleis, córka Safo
Kleis, matka Safo
Klejtos
Klemens, św.
Kleobis, młodzieniec z Argos, brat Bitona
Kleobulos
Kleon
Kleopatra, królowa Egiptu
Kleopatra, 2. żona Filipa II
Klitajmestra, Klitemnestra
Klodia, ukochana Katulla, zob. Lesbia
Kloto, jedna z Mojr
Kochanowski Jan
Kochanowski Piotr
Kodros, legendarny król Aten
Kolumb Krzysztof
Konstancjusz II, cesarz
Konstantyn Kefalas
Kopernik Mikołaj
Korneliusz Lucjusz Scypion Brodaty
Kornutus (Cornutus)
Krasicki Ignacy
Krassus
Kratinos
Krates
Kratos (Siła)
Kreon
Kreuza, matka Iona
Krezus, król Lidii
Krinagoras
Kritiasz, wuj Platona
Kritobulos
Kriton
Krokus
Kronos, Saturn
Ksantyppa, żona Sokratesa
Ksenofanes
Ksenofon
Kserkses, król Persji
Ktesippos
Kuriacjusze, bracia
Kuros
Kwintus Lukrecjusz
Kwintus Sekstiusz
Kwintylian (Marcus Fabius Quintillianus)
Kwirynus zob. Romulus
Kyrillos
Kyrnos, przyjaciel Teognisa
Kyros
L
Laertes
Lagidzi zob. Ptolemeusze
Lagos, ojciec Ptolemeusza I Sotera
Lais
Laktancjusz
Laodamia
Larichos, brat Safo
Lartigue Jacques-Henri
Lary (też w l. poj.)
Latinus, mityczny król Lacjum
Lawinia, córka Latinusa
Leliusz (Gajusz Leliusz, zw. Sapiens)
Leonidas, wódz Spartiatów
Leonidas z Tarentu
Leontios
Lepidus
Lesbia (Klodia)
Lesches
Leśmian Bolesław
Lete
Leto, Latona
Leukippos
Leukotea, Ino
Libityna
Likambes, niedoszły teść Archilocha
Likofron, syn Periandra
Limnos
Linos, Linus
Liwiusz (Titus Livius)
Lizander
Lizjasz
Lizyp
Longinos (zw. też Pseudo-Longinosem), autor O wzniosłości
Longos
Lorrain Claude
Lucjusz Juniusz Gallion
Lucjusz Scypion
Lucjusz Wariusz (Lucius Varius Rufus)
Lucyliusz (Gaius Lucilius)
Lucyna ("Świetlista"), przydomek Artemidy (zob.)
Lukan (Marcus Annaeus Lucanus)
Lukian
Lukrecjusz (Titus Lucretius Carus)
Luna
Lygdamis, tyrannos Halikarnasu
M
Machiavelli Niccoló
Maja
Makar, w Iliadzie król Lesbos
Makcjusz
Makedonios
Maksymus Planudes
Manes (Mani)
Maniliusz (Marcus Manilius)
Marcellin
Marcellus, siostrzeniec Oktawiana Augusta
Marcjalis (Marcus Valerius Martialis)
Marcus Annaeus Mela
Marek Argentariusz
Marek Antoniusz
Marek Aureliusz
Mariusz
Maron
Mecenas (Gaius Cilnius Maecenas)
Medea
Megara, żona Heraklesa
Megistias
Melampus
Melanchros, tyrannos Mityleny
Meleager z Gadary
Melikertes
Melpomene
Memnon
Menander
Meneksenos
Menelaos
Menippos
Menojkeus, adresat listu Epikura
Menojkeus, syn Kreona
Mentes
Mentor
Meriones
Messalina, żona cesarza Klaudiusza
Messius Cicirrus
Michał Anioł (Michelangelo Buonarroti)
Mickiewicz Adam
Midas
Milon
Mimnermos
Minos
Minotaur
Mnasalkas
Mojry, Parki (także w l. poj.)
Molier (Jean Baptiste Poquelin)
Mommsen Teodor
Monika, św.
Monimos
Montaigne Michel de
Morawski Kazimierz
Musil Robert
Musoniusz
Muzajos
Muzy, Pierydy (także w l. poj.)
Myrinos
Myron
Myson
N
Namatianus (Rutilius Claudius Namatianus)
Narcyz
Nausifanes
Nausikaa
Neith, bogini egipska
Nemezis
Neobule, niedoszła żona Archilocha
Neoptolemos
Neron, cesarz
Nerwa, cesarz
Nestor
Nietzsche Fryderyk
Niezgoda zob. Eryda
Nikiasz
Nikokles, ojciec Epikura
Nikomachos, ojciec Arystotelesa
Nikomachos, syn Arystotelesa
Nino Antonio de
Nonna, św.
Nossis
Numa Pompiliusz, król Rzymu
Numitor
O
Odoaker
Odyseusz
Ojnomaos, ojciec Hippodamei
Okeanos
Oksyartes, król Baktrii
Oktawia, siostra Oktawiana, żona Marka Antoniusza
Oktawian August, cesarz
Olimpias, 1. żona Filipa II
Orbiliusz
Orejtyja, córka Erechteusa
Orestes
Orfeusz
Orion
Orojtes
Orozjusz
Orygenes
Otho, cesarz
Owidiusz (Publius Ovidius Naso)
Ozyrys, bóg egipski
P
Palamedes
Palladas
Pallas, syn Ewandra
Pallas, ulubieniec cesarza Klaudiusza
Pamfilos
Pan
Panajtios
Pandaros
Pandora
Pankrates
Panyassis, wuj Herodota
Parki zob. Mojry
Parmenides
Parmenion
Partenope
Parys
Pasek Jan Chryzostom
Patroklos
Patrycjusz, ojciec św. Augustyna
Paulinus z Noli, św.
Pauzaniasz, pisarz grecki
Pauzaniasz, zabójca Filipa II
Paweł Silencjariusz
Paweł, św.
Pawlicki Stefan, ks.
Pazyfae
Pegaz (także w l. mn.)
Pejsistratos, syn Nestora
Peleus
Pelops, syn Tantala
Penaty
Penej, ojciec Dafne
Penelopa
Penia (Bieda)
Pentesileja, królowa Amazonek
Penteus, mityczny król Teb
Periander, tyrannos Koryntu
Peritoos
Persefona, Kore, Prozerpina
Perses, brat Hezjoda
Persjusz (Aulus Persius Flaccus)
Perykles
Petrarka Francesco
Petroniusz (Petronius Arbiter)
Pindar
Piotr I, car Rosji
Piranesi Giambattista
Pitagoras
Pittakos
Pizon (Lucius Calpurnius Piso Caesoninus)
Pizon (Gaius Calpurnius Piso), re- tor
Pizonowie
Pizystrat, tyrannos Aten
Platon (Aristokles)
Plaut (Titus Maccius Plautus)
Plejady ("Gołębice")
Pliniusz Młodszy (Gaius Plinius Caecilius Secundus)
Pliniusz Starszy
Plotiusz Tukka
Plotyn
Plutarch
Plutos
Polemon, król Pontu
Polibiusz
Polifem
Polikrates, tyrannos Samos
Polimachos
Polinejkes
Polistratos
Pollis
Pompeja Paulina, żona Seneki Młodszego
Pompejusz
Poppea, żona Nerona
Porcius Licinus
Porfiriusz
Poros (Dostatek)
Poros, król indyjski
Posejdon, Neptun
Posejdonios z Apamei
Poussin Nicolas
Praksilla
Praksyteles
Pratinas
Priam
Priap
Probus
Prodikos
Prokas, władca Alby
Prokne
Prokris
Prokulejus
Prometeusz
Propercjusz (Sextus Propertius)
Protagoras
Protesilaos
Proteus, król egipski w Helenie Eurypidesa
Prudencjusz
Prus Bolesław (Aleksander Głowacki)
Pseudo-Longinos zob. Longinos
Psyche
Ptolemajos zob. Ptolemeusz I Soter
Ptolemajos Filadelfos, syn Antoniusza i Kleopatry
Ptolemajos XV, Cezar, zw. Cezarionem
Ptolemeusz (Klaudiusz Ptolemeusz)
Ptolemeusz I Soter, król Egiptu
Ptolemeusz II, król Egiptu
Ptolemeusz III Euergetes, król Egiptu
Ptolemeusze, dynastia
Publiusz Korneliusz Scypion, zw. Africanus Starszy
Publiusz Korneliusz Scypion, zw. Africanus Młodszy
Pyrrus
Pytokles
Q
Quintus Fabius Pictor
R
Radamantys
Radziwiłł Krzysztof
Reinach Salomon
Rej Mikołaj
Rezos, w Iliadzie król tracki
Rodopis zob. Doricha
Roksana, 1. żona Aleksandra Wielkiego
Romanus
Romulus (Kwirynus)
Romulus Augustulus, cesarz
Rozkosz (Voluptas)
Rufinus
Rut Moabitka
Rutilius Namatianus
S
Safo
Salustios (Saturninus Sallustius Secundus)
Salustiusz (Gaius Sallustius Crispus)
Sannazzaro Jacopo
Sarmentus
Sarpedon
Satyr
Satyros
Saumaise Claude de
Savonarola
Schiller Friedrich
Schlegel Friedrich
Schliemann Heinrich
Scypioni, ród
Semele
Sen (Hypnos, Somnus)
Seneka (Lucius Annaeus Seneca Młodszy)
Seneka Starszy (Lucius Annaeus Seneca Starszy)
Serapis, bóg egipski
Sertoriusz
Serwiusz
Seth, bóg egipski
Sextus Empiricus
Siddharta Gotama, zw. Budda
Sidney Philip
Siliusz Italikus
Silwanus Gawiusz
Simonides z Keos
Sinko Tadeusz
Siron
Skamandros (Skamander)
Skamandrios zob. Astianaks
Skamandronymos, ojciec Safo
Skribonia, żona Oktawiana Augusta
Skylla
Sofokles
Sofron
Sokrates
Solon
Spór zob. Eryda
Stacjusz (Publius Papinius Statius)
Stasinos
Statejra, 2. żona Aleksandra Wielkiego
Statyliusz Flakkus Stilichon
Sulla
Sulpicjusz Kartagińczyk
Swetoniusz (Caius Suetonius Tranquillus)
Swift Jonathan
Sybilla
Sychej
Sylen
Symfozjusz
Symiasz
Symplicjusz
Syreny
Syzyf
Szekspir William
Szymanowski Karol
T
Tacyt (Publius, lub Gaius, Cornelius Tacitus)
Tais
Tales z Miletu
Tamus, sternik
Tamuz, bóstwo orientalne
Tanatos (Śmierć)
Tantal
Tarkwiniusz, król Rzymu
Tat, postać z traktatów hermetycznych
Tejrezjasz
Teajtet
Telemach
Telesikles, ojciec Archilocha
Temistokles
Tennyson Alfred
Teodoridas
Teodoryk, król Ostrogotów
Teofrast
Teognis
Teokryt
Terencjanus Postumiusz
Terencjusz (Publius Terentius Afer)
Tereus, tracki król zamieniony w dudka
Teron, tyrannos Akragas
Terpsjon
Terpsychora, jedna z Muz
Tespis
Tetyda
Teut, bóg egipski
Tezeusz
Thot, bóg egipski
Tiberianus
Tibullus Albius
Tifys
Tigellinus Gajus Ofoniusz
Timoleon
Timon
Tomasz z Akwinu, św.
Toosa, nimfa, matka Polifema
Trajan, cesarz
Triptolemos
Tukidydes
Turnus
Tyberiusz, cesarz
Tyberyn Ojciec
Tyche (Dola, Traf, Fortuna)
Tydyda zob. Diomedes, syn Tydeusa
Tyfon
Tyrtajos (Tyrteusz)
Tytani
Tytios
Tytus, cesarz
U
Urania, jedna z Muz
Uranos
Ursicinus
V
Varro Marcus Terentius
Ventris Michael
Vettori Francesco
Vibius Restitutus
W
Walens, cesarz
Walentynian, cesarz
Waleriusz, biskup
Waleriusz Messala Korwinus
Waleriusz Prokulus
Walia, król Wizygotów
Warus Alfenus
Wergiliusz (Publius Vergilius Maro)
Wespazjan, cesarz
Westa
Wilamowitz Ulrich von
Wipsania Agrippina, 1. żona Tyberiusza
Wisznu, bóstwo hinduizmu
Witeliusz, cesarz
Wrzawa (Kydoimos)
Wujek Jakub, ks.
Wyrzykowski Stanisław
Wyspiański Stanisław
Z
Zefir (także w l. mn.)
Zelter Janina
Zenodotos
Zenon z Kition
Zeus, Kronida, Zeus Ammon
Zonas
JAK CZYTAĆ HOMERA?
Na samym progu tej literatury greckiej, która przechowała się (wcześniejszą pochłonął czas), wznoszą się ogromy gór: dwa wielkie poematy, Iliada i Odyseja. O, przemierzać epickie góry drogami i ścieżkami, skąd widzi się tyle różnych obrazów!...
Ale przystępu do całej owej dziedziny zdaje się bronić styl epicki.
Styl nazbyt osobliwy?
Postarajmy się jednak wziąć go w ręce, przyjrzeć się mu, pojąć jego rolę. Oto, co nas od razu zadziwia: czytając epopeje Homerowe, spotykamy wiele stałych, gotowych formuł, określających znamienne zdarzenia, które się rozgrywają w świecie. Takie zdarzenia jak budzenie się świtu (na przykład Iliada, 6, 175, Odyseja, 2, 1); palce Eos różowieją, albowiem dłońmi podniesionymi ku błogosławieństwu dnia rozsuwa ona kotarę przedrannej szarości:
Kiedy się ukazała różanopalca Jutrzenka...
Albo takie jak posilanie się ludzi (na przykład Iliada, 9, 91, Odyseja, 1, 149):
Wyciągnęli ręce ku przygotowanym pokarmom.
Stałe formuły zresztą określają nie tylko zdarzenia, lecz także cechy wielkich zjawisk przyrody: morze, thalassa, jest "rozszumiałe", echeessa, albo "rozgłośnie huczące", polyphloisbos (zwróćmy uwagę na onomatopeiczność, muzyczne rozkołysanie tych greckich przymiotników); góry, urea, są "cieniste", skioenta, kładzie się bowiem od ich skalistych albo zielonych zboczy cień na doliny i jary. Epitety przywierają też do postaci ludzkich. Wojownicy są "promienni", phaidimoi, kiedy ich otacza łuną spiżowa zbroja. Dzielność ich sprawia, że są dioi. Byłoby może przesadą interpretowanie tego przymiotnika jako "boscy"; w tłumaczeniu wybrałem polski wyraz "wspaniali". Poza ogólną wspaniałością ten czy inny wojownik może też mieć jakieś zalety szczególne. "Wspaniały" (nazwany tak już we wstępie do Iliady) Achilles jest więc zarazem "prędki w biegu", podarkes. Oboma epitetami definiuje go Andromacha, wspominając "wspaniałego Achillesa, prędkiego w biegu" w zamieszczonej tu przez nas rozmowie jej z Hektorem. Andromacha niemało wie o Achillesie. Zabił on siedmiu jej braci, a przedtem jej ojca (co prawda, nie zdarł z niego rynsztunku; spalił zabitego ze zbroją, widzimy więc, że ów zwycięzca, syn bogini Tetydy, nie był wyzuty z pobożności).
Zauważmy, że Andromacha, przywołując grozę swoich dziejów rodzinnych, nie mówi "krwawy Achilles" ani "ten łotr Achilles". Rozglądając się, Trojanka widzi, że dookoła niej toczy się wojna (będąca w antycznym świecie stanem normalnym, a nie wyjątkowym), w której wojownicy nawzajem wymierzają sobie ciosy. Jedni z nich są mocniejsi, inni słabsi, jedni bardziej, inni mniej mężni. Achilles jest największym wojownikiem, to rzecz jawna. Andromacha więc opowiada o nim obiektywnie, niezależnie od złowrogiej jego roli w jej dziejach; wskazuje na takiego, jaki on jest. Widzimy tu, że "formularny" (jak to dziś nazywają uczeni) styl Homerowy nie jest elementem propagandy. Zresztą nie jest też przejawem zdobnictwa. Jest pierwotnym sposobem określania tego, co się w świecie dzieje. Styl taki jest otwieraniem ludzkich ust.
W zamkach achajskich
Trudno wątpić w to, że kształtował się przez wiele pokoleń. Jego pierwotność jest długowieczna. Zarówno cechy Homerowego sposobu mówienia (nie tylko "formularność", lecz także rozmaite inne znamiona, na przykład przyleganie heksametru, epickiej miary wierszowej - stałej i zarazem zmiennej dzięki ciągłej możności zastępowania dwóch zgłosek krótkich jedną długą - w każdym momencie do gwałtowności albo cichości tego, o czym poemat właśnie opowiada), jak i mistrzostwo kompozycji rozległych epopei upewniają nas, że arcydzieła te wyrosły ze starej, przez wieki cierpliwie wykuwanej tradycji. Aoidoi, "pieśniarze", potrącając do wtóru swoich słów liczne struny formingi, epickiej liry, chyba już w megaronach (salach biesiadnych, świetlicach) zamków achajskich opiewali wobec zasłuchanych klea andron, "sławne czyny wojowników".
Znamy te zamki. Dzięki odkryciom archeologicznym rozpoczętym w XIX wieku przez Heinricha Schliemanna i dzięki odcyfrowaniu w roku 1952 przez Michaela Ventrisa i Johna Chadwicka glinianych tabliczek, znalezionych w owych grodach, chodzimy dziś trochę pewniejszym krokiem pośród ciemnych głazów i żarliwego złota achajskich rezydencji. Tak zwane pismo linearne B, wyryte w glinie, przemówiło po grecku, informując nas przeważnie o przechowywanych przez Achajów dobrach materialnych, potem spopielonych w ogniu, który glinę tabliczek utwardził i utrwalił. Owi pragreccy wojownicy z północnych stepów do śródziemnomorskiej krainy, uprawianej wcześniej przez "Pelazgów", nieindoeuropejskich rolników, weszli, a raczej wjechali na koniach na przełomie trzeciego i drugiego tysiąclecia przed Chrystusem. Wielkie zamki zbudowali dosyć późno, zwłaszcza w wiekach XIV i XIII, głównie na Peloponezie. Trzeba tu wymienić Mykeny, Argos i Tiryns w Argolidzie, a w południowej części półwyspu Pylos i Spartę. W ciągu XII wieku przed Chrystusem będą się one powoli, z pewnością broniąc się zażarcie, rozpadały, uskrzydlone łuną pożarów. Do dziś zastanawiamy się, w jakiej mierze sprawiły to nowe fale plemion pragreckich (mówiono zazwyczaj o Dorach), a w jakiej trzeba szukać przyczyn katastrofy w kruszeniu się systemu społecznego i w buntach poddanych.
Już sama archaiczność języka, jakim przemawia Homer, sztuczność i odświętność owej mowy poetyckiej, odmiennej od wszystkich dialektów greczyzny, rozbrzmiewających wówczas na gościńcach i rynkach w potocznych rozmowach, świadczy o tym, że stara tradycja poezji opiewającej "sławne czyny wojowników" nie opadła z popiołem zamków, lecz w nie znany nam sposób, może w jakichś osobliwych zakamarkach, przetrwała "ciemne wieki", które nastały po tamtej epoce, zwanej przez nas (od miana najświetniejszego grodu) "mykeńską". Owe późniejsze wieki, od XII do X przed Chrystusem, wypełnione wędrówkami i tropionymi przez nas zmaganiami plemion, są "ciemne" głównie dlatego, że zbyt mało o nich wiemy. Dopiero następne stulecia widzimy wyraźniej, odkąd w IX wieku wzeszła nad krajami greckimi zorza nowej kultury. Jednym z największych wydarzeń tej ery odrodzenia było przyjęcie przez Greków (najprawdopodobniej między 850 a 750 rokiem przed Chr.) alfabetu fenickiego, który dostosowali do dźwięków swojego, tak różniącego się od mowy fenickiej, języka; dorobili się pisma nieporównanie lepszego od "linearnego B".
Data i twarz poety
W nowej erze narodziły się owe dwa arcydzieła poezji epickiej, które do naszych czasów trwają: Iliada i Odyseja. Na pewno nie stało się to przed wiekiem IX; nie wydaje się też prawdopodobne, by dokonało się po wieku VIII przed Chrystusem. Słynna, zwłaszcza w naszym XIX stuleciu, "kwestia homerycka" kazała dociekać, czy dwie epopeje są zbiorem źle scalonych fragmentów (w co dziś już nikt, kto pojął kompozycję owych wielkich poematów, nie wierzy, chociaż prawie nikt też z góry nie odrzuca domysłu, iż późniejsze czasy mogły dodać do istniejących już dzieł te czy inne epizody), czy raczej tworem jednego mistrza albo dwóch mistrzów. Dałoby się uznać, iż Odyseja, w której elementy struktury społecznej wydają się nieco późniejsze niż te, które widzimy w Iliadzie, pochodzi od innego poety, może o pięćdziesiąt lat młodszego od autora Iliady.
Niektórzy Anglicy w XIX i XX wieku, jak Samuel Butler i Robert Graves, urzeczeni kolekcją tajemniczych i uwodzicielskich postaci kobiecych w młodszym poemacie, mniemali, iż był to nie autor, lecz autorka. Córka Homera? Można na to odpowiedzieć pytaniem: któż jest zainteresowany kobietami bardziej niż mężczyzna? Nie tylko zresztą z tego powodu trudno dopatrzyć się czegoś niewłaściwego w trzymaniu się tradycyjnego poglądu, że oba arcydzieła są tworem jednego Homera: Iliada owocem pory jego najtęższej siły, a Odyseja - może późniejszych lat życia, jak sądził grecki krytyk, którego zwiemy Longinosem albo Pseudo-Longinosem (chyba z I wieku po Chr.). Oczywiście, nie on pierwszy w Grecji recenzował najstarszego poetę. Słynna była pochwała Homera (wypowiedziana w IV stuleciu przed Chr. przez Arystotelesa w Poetyce, 24, 6) za to, że niezmiernie mało mówi sam od siebie i jest rzetelnym "naśladowcą" (mimetes), czyli malarzem obiektywnej panoramy zdarzeń, który "po krótkim wstępie od razu wprowadza mężczyznę albo kobietę, albo jakąś inną postać, i to nie bez cech znamiennych, lecz zawsze mającą określone cechy". Longinos zaś w traktacie O wzniosłości sławi Homera gorąco, ale nie bez szczypty sceptycyzmu. Tak przemawia (9, 10) do młodego Rzymianina Postumiusza Terencjanusa, któremu dedykowany jest ten esej:
"Może cię, mój drogi, nie znużę, jeśli jeszcze przytoczę, co powiada poeta o sprawach ludzkich, abyś poznał, jak zwykł on osiągać wielkość heroiczną. Oto mgła i bezmierna noc nagle wyrywają mu sprzed oczu pole walki Hellenów. Wtedy Ajas [jeden z najświetniejszych wojowników dobijających się do Troi] bezradny rzecze [Iliada, 17, 645-647]:
Ojcze Zeusie, wyrwij synów achajskich z ciemności,
Rozjaśnij niebo nad nami, pozwól nam coś widzieć.
W świetle zabij nas nawet...
To jest naprawdę godne Ajasa, że nie modli się o życie (taka prośba nie przystałaby herosowi). Nie, on się trapi tym, że w osaczającej go ciemności nie może swej dzielności natężyć ku szlachetnemu czynowi. Mierzi go bezczynność pośród bitwy, prosi więc o światło, niechże rozbłyśnie jak najrychlej, aby on tak czy inaczej mógł znaleźć grób wart jego męstwa, choćby i z samym Zeusem trzeba się było zetrzeć w boju".
Inaczej dzieje się, zdaniem Longinosa (9, 13), w drugim poemacie, albowiem Homer Iliadę, napisaną u szczytu natchnienia, napełnił po brzegi dramatycznymi czynami, natomiast w Odysei, jak to zazwyczaj cechuje człowieka sędziwego, ogranicza się do snucia opowieści. Autora więc drugiego poematu można by porównać do słońca zachodzącego, jeszcze wielkiego, lecz już bez prężącej się siły". Chociaż nie zaprzeczymy temu, że Longinos jest wielkim krytykiem, chyba niewielu z nas zgodzi się na takie poniżanie Odysei, utworu zaiste nie tak potężnego jak Iliada, ale górującego i nad starszą epopeją tajemniczym, rzadko nawiedzającym nawet największą literaturę czarem.
O Homerze, którego twórcze dzieje Longinos chciałby przeniknąć, nie wiemy nic pewnego. Legenda o nim jako o niewidomym pieśniarzu, oparta na przypisanym Homerowi przez Tukidydesa (Wojna peloponeska, 3, 104, 4-5) hymnie Do Apollina Delijskiego (z VII albo VI wieku przed Chr.), nie ma żadnych realnych podstaw. Natomiast nazwaniu go w owym hymnie "mężem z Chios" przyświadcza u schyłku VI wieku przed Chrystusem Simonides z Keos w jednym z przechowanych fragmentów elegijnych. Wyspę tę oraz miasto Smyrnę w Azji Mniejszej najczęściej wymieniano jako kolebkę Homera. Oba miejsca były jońskie. W Iliadzie przejawia się dobra znajomość zajętych przez plemiona jońskie wybrzeży Azji Mniejszej. W Odysei dokładnie oprowadza się nas po Itace, jak też po rozległych morzach, które przemierzają oprócz Greków Fenicjanie.
Za sprawą pieśniarza, czy może dwóch pieśniarzy, powstały (jak możemy być niemal pewni: nie tylko w zapamiętanym słowie, lecz i na piśmie) wielkie kompozycje epickie, które miałyby wskrzesić chwałę "mykeńską", jaka jaśniała przed porą klęski wspaniałych zamków achajskich. Tak naprawdę jednak epopeje Homerowe roztaczają przed naszymi oczami obraz będący syntezą tego, co poeta z wieści powtarzanych przez pokolenia i z błąkających się wśród ludzi przedmiotów wie o leżącej za górami "ciemnych wieków" i wyzłoconej przez tęsknotę erze, i tego, co otacza go w jego czasach, które też były wojenne i heroiczne.
Fabuła obu eposów osnuta jest wokół wypadków wznieconych przez wielkie wydarzenie, które nawiedziło świat śródziemnomorski u samego schyłku czasów "mykeńskich": słynną wojnę trojańską, będącą wspólnym czynem Achajów. Zburzenie przez nich Troi po dziesięcioletnim oblężeniu późniejsi erudyci greccy umieszczali w roku, który dla nas jest 1184 przed Chrystusem. Według tradycji mitycznej przyczyną wojny (spowodowanej może różnymi dążeniami silnej jeszcze wówczas federacji grodów achajskich, na przykład szukaniem wolnej drogi ku Kaukazowi) było uwiezienie przez królewicza trojańskiego, Parysa, żony króla Sparty Menelaosa, Heleny. Podarowała ją zresztą uwodzicielowi Afrodyta, która tak wyróżniła go (niefortunnie) za to, że Trojańczyk podczas osądzania piękności trzech bogiń: Hery, Ateny, Afrodyty, na łące gór Idy, gdzie pasał owce, właśnie tej bogini wręczył rzucone przez Erydę, Niezgodę, jabłko z napisem: "dla najpiękniejszej". Ów słynny później "sąd Parysa" upamiętnia w Iliadzie tylko przelotna wzmianka (24, 25-30) - kto wie, czy nie dodana do tekstu Homera przez kogoś z potomnych.
Co poznajemy dokładnie?
Wojnę, a raczej krótką jej i późną część poeta przedstawia dokładnie, po grecku: atrekeos. Przywołujemy ten przysłówek, bo nieraz określa on w obu poematach wielką według Homera zaletę ludzkiej czy boskiej wypowiedzi. Posłuszny jest owej regule sam poeta. W bitwach Iliady wroga włócznia przelatuje nie nad ramieniem, lecz nad prawym lub lewym ramieniem wojownika. Konie są nie tylko wyborne, lecz po biegu zziajane i spocone. Nad uśpionymi w obozie zbrojnymi mężami blask tryska ze spiżowych grotów ich włóczni, gdy płomienie ognisk rozbłyskują i uderzają w spiż. Wojna o Troję, tak dotykalnie obecna w Iliadzie, w chwili, gdy zaczynamy słuchać poematu, toczy się już od przeszło dziewięciu lat. Akcja epopei, rozgrywająca się w dziesiątym, ostatnim roku wojny, będzie trwać około jednego miesiąca. Wiele się w tej niedługiej porze stanie.
Oto Apollo rozgniewał się na naczelnego wodza wojska achajskiego Agamemnona, króla Myken, brata Menelaosa. Władca bowiem przy podziale zdobyczy po jednej z wypraw łupieżczych na Troadę dostał brankę Chryseidę, córkę Apollinowego kapłana Chrysesa. Ten, jak przystoi, przyszedł do niego z pokaźnym okupem, aby uwolnić córkę. Lecz Agamemnon przepędził go. Kapłan odszedł, a jego wzniesione w modlitwie do Apollina ręce ściągnęły na obóz achajski ciężką niedolę: strzały z boskiego łuku przez dziewięć dni szerzyły zarazę. Powietrze ściemniało od dymu stosów żałobnych. Dziesiątego dnia Achilles zwołuje wojsko na naradę i wobec całej rzeszy pyta wróżbitę Kalchasa o przyczynę utrapień. Słyszy odpowiedź: Apollo rozgniewał się za obrażenie Chrysesa. Jedyny teraz ratunek: oddać Chryseidę. Agamemnon uważa to za swoją krzywdę. Gdy Achilles zaczyna niemal lżyć wodza, ten zapowiada, że odda Chryseidę, ale w zamian za nią weźmie Achillesowi brankę jego, Briseidę. Wojsko milczy, godząc się na to.
Achilles, syn śmiertelnego króla tesalskiej krainy Ftyi, Peleusa, i morskiej bogini Tetydy, po tak gorzkiej dla niego naradzie wojska siada nad brzegiem morza, płacze i przywołuje matkę, a ona przychodzi i pyta: Teknon, ti klaieis? - "Dziecko, dlaczego płaczesz?". Achilles skarży się. Jeżeli urodziła go na krótkie życie, niech mu przynajmniej zapewni chwałę. Tetyda postara się o to. Zeus na Olimpie obiecuje, że będzie zsyłał klęski na Achajów, dopóki nie przebłagają jej syna. Zaczyna od posłania do Agamemnona złudnego Snu z zapowiedzią zwycięstwa. Ale i bez takich majaków kłębiłyby się pod Troją walki.
Błyska nagle nadzieja zakończenia wojny układami. Zapowiedziany i wymuszony przez najdzielniejszego z Trojan, Priamowego syna, Hektora, pojedynek jego brata, sprawcy sporu ludów, Parysa, z Menelaosem, miałby rozstrzygnąć, czy Trojanie powinni oddać Helenę, czy Parys może ją zatrzymać. Ona sama królowi Troi Priamowi i innym znakomitym mężom, siedzącym nad jedną z bram oblężonego miasta, każe patrzeć tam, w dół, na najświetniejszych Achajów. Mówienie zaś o układach okazuje się niepoważne. Parys przegrał pojedynek, ale z pola boju unosi go Afrodyta. Podburzony boską mocą Trojańczyk Pandaros wbrew przymierzu rani Menelaosa strzałą z łuku. Znowu się zażartość rozpala z obu stron. Ares i Apollo pomagają Trojanom. Atena wspiera Achajów, dając zwycięską moc jednemu z najtęższych pośród nich, Diomedesowi. Zdołał zranić nawet Eneasza (wojownika z bocznej linii dynastii trojańskiej), którego jednak broni Afrodyta i ratuje Apollo. Potem Diomedes zranił nawet samego Aresa.
Hektor z pola walki idzie do Troi, prosząc matkę, Hekabe, by złożyła Atenie ofiary, które by boginię zjednały. Wracając ku bitwie, spotyka na skraju miasta żonę Andromachę z ich synkiem, którego niesie służebna. Na polu Hektor walczy z jednym z dwóch potężnych Achajów obdarzonych imieniem Ajas, z tym szlachetniejszym, synem Telamona. Roztrąca ich nadejście nocy, rozstają się godnie, czcząc siebie nawzajem podarunkami. Podczas krótkiego rozejmu Trojanie i Achajowie zbierają i palą ciała poległych. Ale od nowego świtu znowu huczy walka. Wbrew Zeusowemu zakazowi bogowie mieszają się do niej po obu stronach. Hektor gromi najeźdźców. Lęk wstrząsa ich wojskiem i nawet naczelnym wodzem Agamemnonem, który wreszcie postanawia wyprawić poselstwo do stroniącego od walki Achillesa. Chce oddać Briseidę i jeszcze dorzucić bogate podarki. Ale obrażony heros nie daje się przekonać nawet takim posłom, jak jego własny piastun Fojniks oraz Odyseusz i Ajas, syn Telamona.
Mijają dni, toczą się dalej walki, dla Achajów przeważnie niepomyślne. Swojemu najdroższemu przyjacielowi Patroklosowi Achilles pozwala na udział w bitwach. Pomimo tego Trojanie burzą obronne mury obozu achajskiego i wdzierają się między szałasy. Dopiero Hera, sprzyjająca Achajom, sprowadza Sen, który usypia Zeusa w jej objęciach na Gargarze, jednym ze szczytów Idy, a wtedy Posejdon nie boi się zstąpić w gąszcz bitwy i na czele Achajów wyprzeć Hektora i innych Trojan z obozu. Zeus jednak wreszcie się budzi, Apollo zaś uzdrawia omdlałego Hektora. Trojanie znowu wpadają do achajskiego obozowiska. Spalą okręty?
Przerażony Achilles wysyła w bój swoje plemię, Myrmidonów, pod wodzą Patroklosa, odzianego w jego zbroję i jadącego w jego rydwanie, który ciągną dwa boskie konie, podarowane niegdyś Peleusowi przez bogów, gdy zaślubiał Tetydę. Trojanie mniemają, że to Achilles. Uciekają. W pościgu za nimi Patroklos zabija Sarpedona, syna Zeusa, oraz Kebryona, Hektorowego woźnicę. Upojony zwycięstwem heros chce nadal walczyć i gromić Trojan. Nie wypuszcza z rąk nawet zwłok Kebryona. Ale Apollo przemożną pięścią strąca mu hełm z głowy. Trojańczyk Euforbos rani Patroklosa, a Hektor dobija go i zdziera z niego Achillesową zbroję, którą niebawem przywdzieje. Boskim zaś koniom, obronionym przez Zeusa i wyprowadzonym z gąszczu boju, łzy ciekną po pyskach z żalu, że mają w rydwanie już tylko woźnicę Achillesowego, Automedonta.
Kiedy Antilochos, syn Nestora, króla Pylos, przybiega do obozu ze straszną wieścią, Achilles pada w rozpaczy na ziemię, ale potem, chcąc uratować przynajmniej zwłoki przyjaciela, o które toczy się i toczy bez końca zażarty bój między Achajami i przemagającymi Trojanami, staje przed murem obozu, u rowu, i przeraźliwy krzyk herosa, wsparty krzykiem samej Ateny, odtrąca napastników od obnażonego ciała. Zwłoki przynoszą główni ich obrońcy, Menelaos i Meriones, achajski wojownik z Krety, osłaniani dzielnością obu Ajasów. Opłakując przyjaciela, Achilles pragnie co rychlej wrócić do walki. Tetyda śpieszy do domostwa i kuźni boskiego Kowala na Olimpie, Hefajstosa, aby go uprosić o nową dla swego syna zbroję. Homer pozwala nam widzieć, jak Kowal, niezrównany Silnoramienny, wykuwa ją właśnie, kształtuje panoramę świata na przebogatej tarczy. Owo rzeźbienie wizerunków przedstawiamy tu w jednym z wyimków z Iliady.
Cudowna tarcza
Ziemię, według pojęć greckich wielką, okrągłą i płaską, opływa nurt ogromnej rzeki, której bóstwem jest Okeanos, ojciec wszystkich w ogóle wód. Nad ziemią palą się na niebie gwiazdy i konstelacje. Przeważnie są to postacie z dziejów ziemskich albo kosmicznych w gwiazdy przemienione i przeniesione w górę. Plejady ("Gołębice"), zwane u nas niegdyś Babkami, to siedem córek olbrzyma Atlasa. Dobrze, iż najmożniejsi bogowie tam je porwali, bo tęskniły za przeniesionymi na niebo już wcześniej Hyadami ("Dżdżystymi"), też Atlasowym potomstwem, świecącymi na głowie konstelacji Byka. Piękny Orion, zanim stał się gwiazdozbiorem w pobliżu Plejad, był olbrzymem już w świecie podniebnym; kochała go Eos, ukarała Artemida. Nigdy on nie zachodzi, to znaczy: nigdy nie zapada, jak inne gwiazdy i jak księżyc i słońce, w nurt Okeanosa. Wielką Niedźwiedzicę, której genezę przedstawiano różnie, zwaną też Wielkim Wozem, dobrze znamy na niebie i dziś.
Niebo z jego chwałą i ziemię Kowal zrobił (poiese, nie przerabiam tego na żadne "tworzył") na samym środku owej wielkiej - osłaniającej niemal całego wojownika - owalnej tarczy, w której potężna skóra wołowa była pokryta pięcioma warstwami metalu. Do inkrustacji boski Kowal używa metali barwnych, co nasi archeologowie dobrze też znają z zabytków mykeńskiego rzemiosła artystycznego. Trzy koncentryczne kręgi otaczające kosmiczny środek zaroją się obrazami życia na ziemi. Okeanos zaś będzie opływał ziemię po okręgu najszerszym, po samym skraju tarczy.
Na okręgu od środka drugim są dwa miasta, jedno w pokoju, drugie w wojnie. Tylko trochę dorzucimy tu komentarzy. Hymenajos to pieśń weselna; formingę epicką już wcześniej wspomnieliśmy. Talent to grecka miara ciężkości; jej wartość u Homera nie jest nam dokładnie znana. Z czasu pokoju, zresztą pełnego sporów, wyrywa nas ku wojnie Kera, grecka Ker, bogini śmierci, zwłaszcza zgonu w bitwie. Trzeci krąg nas pocieszy: będą tu pory roku na wsi, różne prace. Chyba najbardziej raduje to, że oraczom - za każdym razem, gdy dojdą do kresu pola - podaje się kubek słodkiego wina. Brak tu nam miejsca, by zatrzymać się dłużej nad arcyciekawą kwestią "pieśni o Linosie" (po grecku tylko: Linos); być może ów tajemniczy młodzieniec (ucieleśnienie ciepłej pory przemijającej?) wysnuł się z niezrozumiałego dla Greków refrenu śpiewu azjanickiego (z Azji Mniejszej): ajlinon, ajlinon - co znaczy chyba: "biada, biada!".
Czwarty krąg, przedostatni, owija tarczę korowodem panien i młodzieńców, zanim ją skrajny okrąg otoczy Okeanosem. Tu też nie możemy dłużej zabawić nad sprawą owego korowodu, który niegdyś dla Ariadny, tak dobrze nam znanej z dziejów kreteńskich i Tezeuszowych, "wyćwiczył" Dedal (a więc był nie tylko architektem i konstruktorem skrzydeł, lecz i nauczycielem kunsztownego tańca). Otony i chitony to są dwa rodzaje cienkich szat lnianych (chyba ze Wschodu, bo żadne z tych dwóch słów nie wydaje się greckie). Panny, za które trzeba by dać wiele wołów, i młodzieńcy wirują jak koło w rękach garncarza, a jeszcze prędzej kręcą się kuglarze pośrodku.
To zaiste poezja cudowna, warta nieprzeliczonego stada wołów. Szczególny czar owego miejsca Iliady jest w tym, że znad ramienia boskiego Kowala sami patrzymy, jak on to robi, poiei; greckie słowo "poezja", poiesis, pochodzi od "robienia", po prostu. Robienie Achillesowej tarczy jest tu obrazem - nie chcę powiedzieć: "symbolem" - robienia poezji. Mamy, zamiast definiowania reguł poetyki, to, tylko to. Lubię nazywać grecką poezję "milczącą formą". Zresztą nie tylko poezję, lecz całą grecką sztukę.
Wróćmy jednak do zdarzeń pod Troją. Achilles wobec wojska zwołanego na wiec godzi się z Agamemnonem, od którego dostaje Briseidę i sowite podarunki. Chociaż jeden z boskich koni, Ksantos, "Bułanek", ludzkim głosem przepowiada herosowi rychły zgon, Achilles rusza do walki. Zeus już teraz pozwala, by bogowie pomagali jednej lub drugiej stronie, jak zechcą. Podmówiony przez Apollina Eneasz naciera na rozżartego Achillesa; zginąłby, gdyby go nie ocalił Posejdon, zapowiadający wielką przyszłość tego trojańskiego księcia, którą kiedyś poznamy w Eneidzie. Achilles, którego Hektor daremnie chciałby powstrzymać, rozpędza Trojan i szerzy zagładę. Gdy trupy niemal dławią nurt rzeki, boski Skamandros staje przeciw herosowi. Wchodzą niebawem w bój inni też bogowie. Achilles jednak szuka tylko Hektora.
Najmężniejszego obrońcę Troi bliscy wzywają z murów grodu, aby się schronił. Ale on zna swój obowiązek. Achilles, górujący nad nim siłą, tak bardzo przeraża go, że Hektor, uciekając, trzykrotnie okrąża mury Troi. Nie chowa się jednak za mury. Walczy, chce obronić bliskich i miasto. Pada z ręki Achillesa, który teraz, zabiwszy zabójcę przyjaciela, odprawia pogrzeb Patroklosa. Podczas pogrzebu odbywają się, jak każe zwyczaj, igrzyska zręczności i dzielności. Zwłoki zaś Hektora, już sponiewierane, zwycięzca ciągle na nowo wlecze za swoim rydwanem i hańbi. Ale nocą król Priam z heroldem Idajosem, znajdując w drodze niespodziewaną opiekę boga Hermesa, jedzie do Achillesa z okupem, aby prosić o ciało syna. Heros, przypatrzywszy się nieszczęsnemu, przyjmuje dary i oddaje zwłoki, a nawet obiecuje spokój od boju na czas pogrzebu Hektora, którego opłaczą Andromacha, Hekabe i Helena.
Wędrówka Odyseusza
Żałoba po Hektorze, która kończy akcję Iliady, jest już zapowiedzią upadku Troi. Drugi poemat, Odyseja, zaczyna się w dosyć długi czas po zburzeniu grodu Priama. Różni wodzowie achajscy mieli w drodze powrotnej i w domu, po powrocie, rozmaite, niekiedy tragiczne, przygody, ale żaden z nich nie błąkał się tyle, ile czasu musiał zmitrężyć Odyseusz, król Itaki. Na początku epopei dowiadujemy się, że od dawna (w dalszej części utworu, 7, 259, usłyszymy, że od siedmiu lat) więzi go na wyspie Ogygii (starożytni szukali jej w pobliżu Malty) nimfa Kalipso. Obradujący na Olimpie bogowie godzą się na spełnienie prośby Ateny, by Odyseusz, wbrew niechęci Posejdona, wrócił wreszcie do ojczyzny, za którą tęskni. Sama Atena w postaci Mentesa, zaprzyjaźnionego z herosem władcy Tafijczyków, jawi się na Itace synowi Odyseusza Telemachowi. Niech młodzieniec powędruje do Nestora w Pylos i do Menelaosa w Sparcie zasięgnąć wieści o ojcu. Na itackim dworze bowiem źle się dzieje. W długiej nieobecności gospodarza wierną żonę jego Penelopę osaczają zalotnicy, chcąc zmusić ją do nowego małżeństwa. Zwołany przez młodzieńca wiec ludu Itaki nie uchwala wypędzenia ich z dworu.
Znowu wiedziony przez Atenę, tym razem zatajoną pod postacią innego przyjaciela Odyseusza, mądrego Mentora, Telemach odwiedza Pylos, gdzie król Nestor nic nie wie o jego ojcu, wspomina tylko dzieje wojny trojańskiej i powroty niektórych wodzów, zwłaszcza zabicie Agamemnona przez żonę Klitajmestrę; pomścił króla Myken syn Orestes, który niechże będzie przykładem dla Telemacha. Odsłaniając boskość swoją, rzekomy Mentor, a w istocie rzeczy Atena, znika. W drodze do Sparty będzie młodzieńcowi towarzyszył syn Nestora Pejsistratos. Od Menelaosa, a także od przywróconej Sparcie Heleny Telemach dowie się wiele: o tym, jak się Achajowie kryli w brzuchu wprowadzonego podstępnie do Troi drewnianego konia, o przygodach Menelaosa w Egipcie, a co ważniejsze: o tym, że Odyseusz żyje i przebywa u Kalipso. Oby Telemach okazał się dla niego tym, czym stał się Orestes dla pamięci swojego ojca.
Na Itace zaś zalotnicy przestraszyli się tajemniczej podróży młodzieńca i knują zasadzkę, żeby go zgładzić. Ale z Olimpu przybywa już poseł, Hermes, na Ogygię, niosąc Kalipso rozkaz uwolnienia króla. Niechętnie poddaje się temu nimfa. Odyseusz buduje tratwę, którą Posejdon, ciągle gniewny, rozbija naporem fal. Żeglarz wpław przybija do wyspy Scherii, którą potomni utożsamią z Kerkyrą (Korfu). Dostrzeżona przez kryjącego się w krzakach rozbitka królewna Nausikaa, piorąca na brzegu morza w gronie dziewcząt bieliznę i grająca z nimi w piłkę, wskazuje mu drogę do pałacu jej rodziców, mądrego króla Alkinoosa i królowej Arete. Usiadłszy jako błagalnik u świętego w każdym domu ogniska Hestii, Odyseusz jest przez gospodarzy życzliwie przyjęty. Alkinoos po naradzie ze starszyzną postanawia odesłać tułacza do ojczyzny.
Na uczcie w pałacu Odyseusz opowiada swoje przygody, które dzięki temu poznajemy. Było tak. Pożegnawszy zburzoną Troję, napadł ze swoją drużyną na sprzymierzony z Trojanami gród Kikonów na wybrzeżu Tracji. Odpartych stamtąd burza pognała do kraju Lotofagów, "Żywiących-się-Lotosem", dziwnej ziemi, gdzie wszyscy wędrowcy zapominają o ojczyźnie; trzeba było towarzyszy siłą wciągnąć na okręty. Jeszcze groźniejszy był następny kraj: górska ziemia jednookich olbrzymów Cyklopów (może jest to Sycylia). Odyseusza i jego zastęp więził w jaskini Cyklop Polifem, syn Posejdona i nimfy Toosy, pożerając wędrowców po dwóch. Przebiegłemu Odyseuszowi udało się upoić go winem, wykłuć mu oko rozgrzanym kołem i uciec z nie pożartymi jeszcze przez potwora towarzyszami. Ale gdy będąc już na morzu, wykrzyknął w przechwałce swoje imię, naraził się na mający trwać długo gniew Posejdona. Polifem bowiem pomodlił się, żeby Odyseusz, jeśli z wyroku Mojry, czyli Losu, ma wrócić do ojczyzny, wrócił sam jeden, wynędzniały i żeby zastał tam ciężkie kłopoty.
Głupota towarzyszy sprawiła, że nawet życzliwość władcy wiatrów Eola, którego wyspę (może jedną z wulkanicznych Wysp Eolskich na północny wschód od Sycylii) odwiedzili, obróciła się w niedolę: gdy Odyseusz zmęczony zasnął, rozwiązali miech, w którym Eol uwięził był wszystkie wiatry oprócz tego jednego, który miał ich nieść ku Itace. Od Eola, jeszcze raz odwiedzonego, rozgniewanego już, popłynęli do kraju straszniejszych niż Cyklopi ludożerców, Lajstrygonów; ich też będą potomni szukali na Sycylii. Pożerali towarzyszy herosa. Okręty potopili wszystkie oprócz jednego, na którym sam król Itaki umknął z resztką swojej drużyny i przybył stamtąd na wyspę Ajaję (być może przylądek Monte Circeo w południowej Italii). W urzekającym zamku cudnie śpiewająca czarodziejka Kirke swoimi złowrogimi ziołami przemieniła nieostrożnych towarzyszy króla w wieprze. Dopiero Odyseusz mieczem zmusił ją, by ich odczarowała. Przebywał u niej przez rok, a gdy zgodziła się na jego odpłynięcie, życzliwie poradziła, by odwiedził duszę wielkiego wróżbity tebańskiego, Tejrezjasza, w Hadesie, do którego jest dostęp u kresu świata.
Posłusznie wędrując aż tam, Odyseusz dowiedział się, że miota nim gniew Posejdona z powodu oślepienia Polifema. Tejrezjasz ostrzegł go też, że nie wolno tknąć wołów Heliosa (Słońca), jakie mieli zobaczyć na wyspie Trinakii. Na swoim dworze w ojczyźnie ma wybić zalotników i objąć dziedzictwo, a u kresu życia odbyć jeszcze daleką wędrówkę, której głównym celem zdaje się być uczczenie, a więc ostateczne przebłaganie, Posejdona.
Po rozmowie króla z Tejrezjaszem przepłynęli bezpiecznie obok wyspy dwóch groźnych, uwodzicielskich Syren - w naszym poemacie nie umieszczonej na mapie - a potem przemknęli między paszczami dwóch potworów nadmorskich (czających się nad Cieśniną Mesyńską?), Skylli i Charybdy, nie bez nieszczęścia, tracąc sześciu towarzyszy. Aż dopłynęli do Trinakii, której daremnie będą szukali potomni. Tu król, znowu zmęczony, zasnął, a wtedy głód skłonił głupców do zabicia kilku wołów Heliosa. Kiedy już byli na morzu, piorun trzasnął w okręt i zatopił wszystkich oprócz Odyseusza, który na belce dobił się dziesiątej nocy do brzegu Ogygii, gdzie jego pobyt u Kalipso już znamy.
Pożegnany przez królewską parę i przez urzeczoną tułaczem Nausikaę Odyseusz bezpiecznie podróżuje feackim okrętem na Itakę, zostawiając za sobą jednak (o czym on nie wie, lecz wie Homer) niedolę: Posejdon przemieni wracającą nawę w kamień, aby Feacy już więcej nikogo nie mogli przewieźć. Położony przez Feaków na miękkiej łące, Odyseusz budzi się w ojczyźnie. Atena nadaje mu wygląd starego żebraka. Gości go w szałasie zacny świniopas Eumajos. Przychodzi tu Telemach, którego nie zgładzili zalotnicy. Ojciec odkrywa się synowi, ale dla innych nadal jest osobliwym żebrakiem. Przed bramą zamku wita go umierający pies Argos, który przez dwadzieścia lat czekał na pana. Po bliźnie na nodze rozpoznaje też króla piastunka Eurykleja, kiedy go myje.
Penelopa ma jeszcze nic nie wiedzieć. Żebrak radzi jej tylko, by wezwała zalotników do strzelania z łuku Odyseuszowego przez ucha toporów. Gdy nadchodzi pora tej próby, żaden z panoszących się uzurpatorów nie jest w stanie naprężyć cięciwy. Odyseusz, jakby żartem, staje u progu i napina łuk. Nie ogranicza się do zapowiedzianego ćwiczenia. Rozpoczyna rzeź zalotników, w czym pomaga mu Telemach i ci służebnicy, którzy pozostali wierni. Na niewiernych i niewierne spada ciężka kara. Służebne, które zadawały się z uzurpatorami, giną powieszone. Penelopa z jakąż czułością rozpoznaje małżonka. Odwiedzi on też starego ojca, Laertesa. Atena zaś, znowu w postaci Mentora, po tamtym nieuniknionym boju zdoła pojednać z królem krewnych zalotników. Tak dobiega kresu napełniająca Odyseję opowieść.
Czytelnik zauważy, jakie metrum wybrałem dla polskich wersji greckiej epiki: Iliady i Odysei, a potem epiki Hezjodejskiej, i dla przekładu hymnów homeryckich: wersety podobne do heksametru, ale bynajmniej nie identyczne z nim. Drętwo bowiem, moim zdaniem, brzmi heksametr przenoszony ściśle (tylko na pozór ściśle) do naszej mowy, tak odmiennej fonetycznie od mowy greckiej, a równie jak tamta wspaniałej. Dokonuję innego wyboru, staram się tekst tłumaczony usłyszeć po polsku.
Z Iliady
Wstęp do epopei
(1, 1-7)
Gniew opiewaj, bogini, Achillesa Pelidy
Zgubny, który tak wiele cierpień przysporzył Achajom:
Tyle mocnych dusz herosów on do Hadesu
Strącił, kiedy ich samych na pastwę psów i wszelkich
Ptaków wydał; tak Zeusa wypełniała się wola,
Odkąd pokłóceni odeszli w przeciwne strony
Atryda, wódz wojowników, i wspaniały Achilles.
Spotkanie Hektora z żoną
(6, 392-496)
Kiedy przeszedł przez duże miasto i był już u Skajskiej
Bramy, przez którą miał wyjść na pole, Andromacha
Oto wybiegła ku niemu, posażna jego małżonka,
Córka Eetiona, wielkodusznego władcy,
Który u stóp lesistego Plakosu mieszkał w Tebie,
Owej podplakijskiej, i królował Kylikijczykom;
Tego córkę miał Hektor, wojownik w spiżowym szyszaku.
Spotkała więc wówczas męża, a przy niej kroczyła służebna
Niosąc w ramionach rozkoszne dziecko, jeszcze niemowlę,
Hektorydę ukochanego, jak cudną gwiazdę.
Hektor Skamandriosem nazywał synka, a inni
Astianaksem, bo tylko Hektor ratował Ilion.
Ujrzawszy go, z uśmiechem wpatrywał się w niego bez słowa.
Lecz Andromacha, zalana łzami, podeszła blisko,
Chwyciła męża za rękę i tak mówiła żarliwie:
"Ach, ty szaleńcze, zgubi cię zapał. Wcale ci nie żal
Dziecka, takiego małego, i mnie nieszczęsnej, co rychło
Będę po tobie wdową. Achaje wnet cię zabiją,
Oni na jednego wszyscy się rzucą. Jak ciebie
Zabraknie, lepiej mi zejść pod ziemię, bo żadnej odtąd
Nie będę miała pociechy, gdy ciebie los dopadnie.
Nic, tylko same cierpienia. Nie mam już ojca ni mojej
Czcigodnej matki. Ojca zabił wspaniały Achilles,
Zburzywszy okazałe miasto Kylikijczyków,
Wysokobramną Tebę. Zasiekł Eetiona,
Lecz nie zdarł z niego rynsztunku, w sercu się uląkł tego,
Kazał spalić męża z całym kunsztownym orężem,
Usypać kurhan nad nim. Gaj wiązów tam zasadziły
Nimfy górskie, córki Zeusa zbrojnego w egidę.
Siedmiu moich rodzonych braci było we dworze
I wszyscy oni w jednym dniu do Hadesu odeszli:
Wspaniały, prędki w biegu Achilles wszystkich przy wołach
Ciężkonogich, przy białych owcach pozabijał.
Matkę, co królowała u stóp lesistego Plakosu,
Uwiózł z resztą dobytku tu pod Troję, a potem
Uwolnił za okup nie do zliczenia. Ale ją strzała
Artemidy łuczniczki dosięgła w dworze ojcowskim.
Hektorze, tyś oto dla mnie ojcem, matką czcigodną
I bratem rodzonym. Ty jesteś moim kwitnącym małżonkiem.
O, ulituj się teraz i pozostań na wieży,
Nie czyń swojego dziecka sierotą, a żony wdową.
Zgromadź wojsko tu, u figi, gdzie najgorzej
Obwarowano nasz gród. Tu na mur najłatwiej się wedrzeć.
Trzy razy już próbowali tędy wtargnąć najtężsi,
Ci z dwoma Ajasami, z słynnym Idomeneusem,
I wojownicy Atrydów i przemożnego Tydydy.
Albo im wskazał to miejsce wróżbita świadomy losów,
Albo własny duch tak pędzi ich tu i przynagla".
Na to rzekł wielki, w hełmie połyskującym, Hektor:
"Żono, ja o tym wszystkim pamiętam. Ale okropnie
Musiałbym wstydzić się Trojan i suto odzianych Trojanek,
Gdybym tu się nędznie ukrywał daleko od bitwy.
Nie chce tego moje serce, bom się nauczył
Zawsze dzielnie walczyć w pierwszym trojańskim szeregu,
Świetną sławą opromieniając ojca i siebie.
Przecież dobrze to wiem, przewiduję w duchu i sercu:
Przyjdzie taki dzień, gdy święte Ilion zginie,
A z nim i Priam, i lud wybornego włócznika Priama.
Ale nie tak boleję nad dolą Trojan ani
Nawet nad Hekabe, ni nad królem Priamem, ani
Nad rodzonymi braćmi, których licznych i dzielnych
Wrogowie rzucą w kurz boiska, jak mi ciebie
Żal, gdyby ktoś z Achajów odzianych w spiżową zbroję
Powlókł cię płaczącą, zabrawszy dni wolności,
A potem, w Argos, dla innej chodziłabyś u krosien
Albo nosiłabyś wodę z Meseidy lub Hyperei,
Wbrew sercu, przygnieciona przemożną koniecznością.
I może ktoś, zobaczywszy zalaną łzami, powie:
"Patrzcie, to żona Hektora, który przodował w zastępie
Trojan, kiełznaczy rumaków, kiedy walczono o Ilion".
Tak powie ktoś. A dla ciebie to jeszcze nowy ból będzie,
Że nie masz takiego męża. On by cię nie dał zniewolić.
Niech mnie zmarłego ziemia usypana pokryje,
Nim usłyszę twój krzyk, nim się dowiem, że ciebie pojmano".
I oto promienny Hektor wyciągnął ręce do dziecka,
Lecz chłopczyk w objęcia dobrze przepasanej niańki
Wtulił się krzycząc. Przeraził go widok własnego ojca,
Spiżowa zbroja i wielka kita z końskiego włosia,
Kiedy zobaczył, jak groźnie kołysze się ona na hełmie.
Uśmiechnęli się, drogi ojciec, szlachetna matka.
Promienny Hektor zaraz zdejmuje szyszak z głowy
I kładzie go, bijący dokoła łuną, na ziemi.
Dopiero teraz synka całował, uniósł w ramionach,
A trzymając go, tak się do Zeusa i innych bóstw modlił:
"Zeusie i inni bogowie, dajcie, by i on wzrosnął,
Ten syn mój, na przodownika, jak ja jestem, wśród Trojan,
Wspaniały w mocy, i niechże kiedyś włada Ilionem.
I oby ktoś wówczas rzekł: "od ojca o wiele on lepszy",
Gdy będzie wracał z bitwy. Niech łupy skrwawione niesie,
Zabiwszy wrogiego męża. Niechże się matka ucieszy".
Powiedział to i żonie miłej na ręce podał
Dziecko, ta przycisnęła je do wonnego łona,
Przez łzy uśmiechała się. Mąż wzruszył się, patrząc na nią,
Ręką popieścił żonę i przemówił w te słowa:
"Biedna, ty się nie dręcz w swoim sercu tak bardzo,
Przecież nikt wbrew losowi nie zepchnie mnie do Hadesu.
Mojry zaś, to ci powiadam, żaden z ludzi, czy lichy,
Czy dzielny, nie uniknie, skoro się urodził.
Do domu już wróć, do tego, co do ciebie należy,
Do krosien, do wrzeciona, i każ służebnym, by każda
Przy swojej krzątała się pracy. O wojnie mężczyźni, którzy
Urodzili się tu, w Ilionie, pomyślą, a ja najbardziej".
Rzekłszy to, Hektor promienny znowu przywdział szyszak
Z końską kitą, a jego żona poszła do domu,
Oglądając się za nim, za mężem, i rzewnie płacząc.
Przewagi Agamemnona
(11, 155-162)
Jak wtedy, gdy do lasu nie przerąbanego ogień
Wdarł się wściekły i z każdej go strony wir wiatru roznieca,
I krzewy padają, wyrwane z ziemi przemocą płomienia,
Tak pod ciosami Agamemnona spadały głowy
Uciekających Trojan. Konie o szerokich karkach
Łomotały pustymi rydwanami po drogach
Bitwy, żałując wybornych woźniców. A oni na ziemi
Leżeli, sępom o wiele milsi niż własnym żonom.
Hefajstos rzeźbi tarczę dla Achillesa
(18, 478-607)
Zrobił najpierw tarczę wielką i mocno zwartą,
Z wszystkich stron kunsztowną. Obręczą ją obwiódł jasną,
Potrójną, roziskrzoną. Przytwierdził pas srebrny do tarczy.
Z pięciu ją spoił warstw. A z wierzchu zrobił na niej
Wiele ozdób, jakie wywiódł z rozumnych myśli.
Uczynił więc na niej ziemię, a także niebo i morze,
I słońce niestrudzone, i księżyc w pełni, i wszystkie
Gwiezdne cuda, którymi niebo jest uwieńczone,
Plejady i Hyady, i Orionową siłę,
I Niedźwiedzicę, którą nazywają Wozem:
Obraca się, trwając w jednym miejscu, i śledzi Oriona,
I jedyna się w nurtach Okeanosa nie kąpie.
Zrobił tu również dwa miasta śmiertelnych ludzi, oba
Piękne. W jednym były wesela i huczne biesiady.
Panny z niewieścich izb pod płonącymi żagwiami
Prowadzili przez miasto i głośny brzmiał hymenajos.
Wirowali młodzieńcy, a flety i formingi
Dźwięczały pośród ich tańca. Niewiasty to podziwiały
Stojąc zapatrzone, każda u wrót swego domu.
Było też sporo ludu na agorze, gdzie kłótnia
Wybuchła. Dwaj mężowie spierali się o grzywnę
Za rozlanie krwi ludzkiej. Jeden oświadczał rzeszy,
Że spłacił wszystko, a drugi twierdził, że nic nie dostał.
Domagali się obaj, by sędzia rozstrzygnął sprawę.
Każdego z nich wspierali wrzawą liczni obrońcy,
Których powściągali heroldzi, a starsi mężowie
Na wygładzonych starannie kamieniach w świętym okręgu
Siedzieli, mając w rękach laski rozgłośnych heroldów.
Trzymając je, wstawali kolejno, by wyrokować.
Pośrodku zaś położono dwa talenty złota
Dla męża, który rzecz rozsądzi najsprawiedliwiej.
Drugie zaś miasto dwa obległy zastępy zbrojnych,
Płomiennych łuną oręża. Dwa wśród nich były zdania:
Czy zdobyć gród i złupić, czy po połowie się dzielić
Z grodzianami wszystkim, co w ponętnym kryje się mieście.
Lecz tamci nie chcieli układów, zbroili się do zasadzki.
Kiedy miłe małżonki i małe dzieci, a przy nich
Mężowie już posiwiali to była załoga murów,
Oni szli w bój, a przewodził Ares i Pallas Atena,
Oboje złoci, w złote też szaty odziani, cudni
I wielcy z orężem, osobni, zewsząd jawni jako
Dwoje bogów, gdy tuż, lecz mniejsi od nich, szli ludzie.
Kiedy do miejsca, gdzie się mieli zasadzić, przybyli
Nad rzekę, z której poją się wszystkie stada, spoczęli
I czekali, od stóp do głów w błyszczącym spiżu.
Opodal zaś siedzieli dwaj zwiadowcy na czatach,
Czy nie zobaczą owiec i krętorogich wołów.
I oto one. Dwaj za nimi idą pasterze,
Wesoło dmą w fujarki, nie przeczuwając podstępu.
Ci, co czekali w zasadzce, wybiegli z kryjówki. I stada
Zagarnęli wołów i dorodne kierdele
Białowełnistych owiec, a pasterzy zabili.
Kiedy zaś mężowie obradujący w obozie
Usłyszeli ryk i zamęt śród wołów, na konie
Wskoczyli wiatronogie. Dopadli wnet napastników.
Zażarty bój rozgorzał nad nurtami rzeki,
Gdy jedni w drugich godzili ostrym spiżem włóczni.
Spór i Wrzawa wmieszały się w to, i zgubna Kera,
Która oto kogoś zraniła, kogoś drasnęła,
A innego za nogi wyciąga z ciżby martwego,
Okryta na ramionach płaszczem krwią obryzganym.
Tak się do boju wmieszały, jak żywi ludzie, kiedy
Wydzierały sobie nawzajem trupy z zastępów.
Przedstawił też miękką nowiznę, żyzną rolę szeroką,
Trzykroć oraną. Liczni oracze prowadzili
Zaprzęgi wołów to w jedną, to w drugą stronę pola.
Ilekroć dotykali granicy, mając zawrócić,
Podchodził do nich człowiek i podawał im kubek
Wina cudownie słodkiego. Ochoczo żłobili więc bruzdy,
Śpiesząc się wciąż, by dosięgnąć kresu rozległej nowizny.
Gleba za nimi czerniała, widziało się, że zorana,
Chociaż wykuta w złocie. Można to było podziwiać.
Roztacza również dziedzinę królewską. Tu najemnicy
Żęli, trzymając w rękach bardzo ostre sierpy.
Pokosy, garść za garścią, padały na ziemię, w bruzdy.
Inne już w snopy pętano słomianym powrósłem. Wiązacze
Krzątali się przy tej robocie trzej. A za nimi chłopięta
Pilnie zbierały z ziemi pokosy i tamtym nosiły
Pełnymi naręczami. Wśród ludzi sam król, w milczeniu,
Trzymając berło, stał na polu i cieszył się w sercu.
Opodal pod dębem heroldzi, gotując biesiadę, wielkiego
Wołu zabitego oporządzali. Kobiety
Sypały białą mąkę, obfity pokarm żeńców.
Urabia też przestronną, z ciężkimi kiściami winnicę,
Prześliczną w kutym złocie, a czarne wisiały tam grona.
Utkaną srebrnymi żerdziami otoczył rowem ze stali
I płotem z cyny. Tylko jedna wiodła tam ścieżka,
Którą szli zbieracze, gdy nastał czas winobrania.
Panny i młodzieńcy, radośni wszyscy i żwawi,
Dźwigali w plecionych z wikliny koszach przesłodki owoc,
A pośród nich jeden chłopiec, trącając wdzięczną formingę,
Grał przecudnie, a śpiewnym głosem wywodził uroczą
Pieśń o Linosie, gdy oni, przytupując do wtóru,
Tańcząc i pokrzykując, szli za nim w korowodzie.
Przedstawił także stado krów o prostych rogach.
Krowy te uczynił ze złota i z cyny. Rycząc,
Właśnie szły raźnie z zagrody na pastwisko bujne
Nad pełną łoskotu rzeką, między giętkimi trzcinami.
A obok krów pasterze, urobieni ze złota,
Kroczyli czterej, dziewięć psów mieli rączych. Lecz oto
Właśnie spomiędzy pierwszego szeregu krów porwały
Jednego byka dwa straszne lwy. Przeraźliwie ryczał,
Gdy wlokły go. Ku pomocy wnet są i psy, i młodzieńcy,
Ale lwy zdarły już skórę z wielkiego byka i żarły
Trzewia, czarną chłeptały krew. Pasterze na próżno
Chcieliby je postraszyć, psy chyże szczując na nie.
Psy nie śmiały przecież na lwy się rzucić, gryźć bestie.
Podbiegały, szczekały, lecz się nie rwały do walki.
I pastwisko sporządził przesławny Silnoramienny,
Rozległe w ślicznej dolinie, bielejące owcami,
Obory i zagrody, i dachem pokryte koszary.
Przesławny Silnoramienny urobił też korowód,
Podobny do tego, jaki w szerokim Knossos niegdyś
Dla Ariadny o pięknych warkoczach wyćwiczył Dedal.
Tu panny warte wielu wołów i młodzieńcy
Tańczyli, nawzajem trzymając się za dłonie w przegubie,
One w leciutkich otonach, a młodzieńcy w chitonach
Kunsztownie uprzędzonych, rozkosznie lśniących oliwą.
Panny miały piękne wieńce, a oni sztylety
Złote, zawieszone na srebrnych paskach. Niekiedy
Na stopach nauczonych wirowali tak żwawo
Jakby koło dobrze przylegające do dłoni
Garncarza, który siedząc bada je, czy się obraca.
To się znowu w szeregi rozwijali, jedni
Naprzeciw drugich. Gęsty dokoła cudnego tańca
Zebrał się tłum zapatrzonych. A dwaj kuglarze pośrodku
Kręcili się jak frygi, dając podnietę zabawie.
W końcu przedstawił olbrzymią moc rzeki Okeanosa
Wzdłuż skrajnego okręgu szczelnie spojonej tarczy.
Hermes i Priam w obozowisku Achillesa
(24, 459-571)
Zszedłszy z wozu na ziemię, przemówił w te słowa: "Starcze,
Ja, którego spotkałeś, nieśmiertelny bóg jestem,
Hermejas. Ojciec tobie dał mnie za przewodnika.
Lecz teraz już odejdę, nie pokażę się oczom
Achillesa. Godne byłoby to nagany,
Gdyby bóg nieśmiertelny tak jawnie kochał śmiertelnych.
Sam więc tu wejdź i obejmij kolana syna Peleusa,
I na ojca jego, na pięknowłosą matkę,
Na syna go zaklinaj, aby w nim serce poruszyć".
To powiedziawszy, powrócił Hermejas na wielki Olimp,
A Priam zeskoczył na ziemię z wozu, przy którym zostawił
Herolda Idajosa, by koni pilnował i mułów.
Sam stary człowiek poszedł wprost do domostwa, gdzie siedział
Achilles miły Zeusowi. I zastał go samego.
Towarzysze daleko gdzieś byli. Dwaj z nich tylko,
Heros Automedon i Alkimos, latorośl Aresa,
Krzątali się tu. Achilles dopiero co, przed chwilą,
Jadł i pił. Jeszcze nawet nie odsunięto stołu.
Nikt nie widział, że wchodzi ktoś. Wielki Priam podszedł
I objął Achillesowe kolana, całował ręce
Straszne, mężobójcze, które tylu mu synów zgładziły.
Jak wtedy, gdy ciężka wina obarczyła kogoś, gdy zabił
W swoim kraju człowieka i uciekł do innego ludu,
I wchodzi do domu bogacza, a ludzie patrzą zdumieni,
Tak Achilles się zdumiał, widząc podobnego bogom
Priama. Zadrżeli i inni, spoglądali jeden na drugiego.
A Priam wtedy tak przemówił do niego błagalnie:
"Wspomnij na ojca swego, do bogów podobny Achillu,
On moim jest rówieśnikiem, na przykrym progu starości.
Może dręczą go ludzie, którzy mieszkają dokoła,
A nie ma nikogo, kto by odparł szkodę i grozę.
Kiedy jednak słyszy, że ty jeszcze żyjesz na świecie,
Cieszy się w swoim sercu, przez wszystkie dni się spodziewa,
Że jego syn rodzony przecież powróci spod Troi.
Ja za to biedny, bo synów zrodziłem bardzo mężnych
W tej rozległej Troi, a żaden mi z nich nie został.
Było pięćdziesięciu, gdy Achajowie nadeszli,
Dziewiętnastu synów z jednego łona, a innych
Urodziły mi w moim pałacu inne kobiety.
Wielu im Ares srogi podciął kolana, a tego,
Który mi jeden pozostał, a bronił miasta i ludu,
Ty walczącego za ojczyznę wczoraj zabiłeś,
Hektora. To po niego tu, u okrętów achajskich,
Jestem, by go wykupić, a niosę ci dary niezmierne.
Achillu, uszanuj bogów, ulituj się nade mną,
Wspomniawszy na swego ojca. Jam biedniejszy od niego,
Ścierpiałem więcej niż jakikolwiek śmiertelny na ziemi.
Przecież całuję rękę, która mi synów zgładziła".
Tak rzekł, a tamtemu zebrało się na płacz za ojcem.
Ujął starca za rękę i lekko odepchnął. Obu
Ogarnęło wspomnienie. Jeden mężobójcę Hektora
Długo opłakiwał skulony u stóp Achillesa,
Drugi za swoim ojcem, a co chwila znów za Patroklem
Płakał. Łkanie obu słyszało się w całym domostwie.
Ale kiedy Achilles już się nasycił płaczem
I łaknienie łez opuściło serce i członki,
Nagle powstał z krzesła, wziął tamtego za rękę
I podniósł go, pełen litości dla siwej głowy i brody.
Potem takie do niego rzekł skrzydlate słowa:
"Biedny ty, ileż niedoli musiałeś ścierpieć w sercu.
Jakżeś ty się odważył przyjść sam pod achajskie okręty,
Wprost przed oczy człowieka, co tylu ci mężnych synów
Zabił i odarł ze zbroi? O, serce w tobie żelazne.
Lecz teraz usiądź tutaj na krześle, a bóle w duszy
Ukryjmy, niech tam leżą, chociaż nam bardzo jest smutno.
Żadnego nie przyniesie pożytku lament rozpaczy.
Tak to bogowie wyprzędli dla biednych śmiertelników,
Że mają żyć w goryczy. A sami są beztroscy.
Dwie na Zeusowym progu stoją beczki, z nich czerpie
Dary, jakich udziela: z jednej złe, z drugiej dobre.
Komu zmieszane dary Zeus gromem władnący zsyła,
Ten na przemian niedolę i szczęście w życiu spotyka.
Komu daje posępne jeno, ten w hańbie żyje
I bieda go okropna gna po boskiej ziemi.
Błąka się nie szanowany ani przez bogów, ani
Przez ludzi. Tak Peleusowi słali bogowie dary
Świetne od samych narodzin. Nad wszystkich słynął on mężów
Szczęściem i bogactwem, a Myrmidonom przewodził,
I chociaż był śmiertelny, boginię mu dali za żonę.
Ale do tego dołożył bóg także zło, bo w pałacu
Nie było szczepu synów, którzy mogliby władać.
Tylko jednego zrodził, na krótki żywot. A teraz
Nie mogę mu pomóc w starości, bo z dala od ojczyzny
Siedzę pod Troją, dręcząc ciebie i twoje dzieci.
O tobie też, starcze, słyszymy, że niegdyś byłeś szczęśliwy.
Ile jest ziemi, mówią, między Lesbos, siedzibą Makara,
I Frygią, i bezmiernym Hellespontem, tu wszędzie
Zaćmiewałeś innych synami i bogactwem.
Ale skoro niebianie przywiedli na ciebie tę zgrozę,
Ciągle się wokół miasta kłębią walki i rzezie.
Znoś to i nie biadaj tak uparcie w swym sercu.
Gdy tak płaczesz nad mężnym synem, niczego nie zmienisz.
Nie wskrzesisz go, prędzej ściągniesz na siebie inną niedolę".
Na to mu rzekł podobny bogom stary Priam:
"Nie sadzaj mnie na krześle, wychowanku Zeusa, dopóki
Hektor leży bez czci w szałasie, lecz jak najrychlej
Oddaj mi, niech go zobaczę własnymi oczami, a przyjmij
Obfity okup, jaki przywiozłem. Obyś go użył
I wrócił do swojej ziemi ojczystej, bo tyś mi pierwszy
Pozwolił, bym jeszcze żył i widział światło słońca".
Krzywo na niego spojrzawszy, rzekł prędki w biegu Achilles:
"Nie drażnij mnie teraz, starcze. Sam zamierzam ci oddać
Hektora, bo z posłaniem od Zeusa przyszła do mnie
Rodzicielka moja, córka morskiego starca.
Ciebie też, Priamie (wiem w sercu, to mi nie umknie),
Któryś z bogów tu przywiódł do żwawych okrętów achajskich.
Nikt by nie śmiał śmiertelny, nawet i w kwiecie wieku,
Przyjść do obozu, ani nie zmyliłby straży, ani
Zasuwy u naszych wrót nie odsunąłby bez udręczenia.
Przeto wśród tylu cierpień jeszcze mi serca nie zmącaj
Tak, bym ci nie dał ostać się nawet tu w szałasie,
Choć jesteś błagalnikiem. Pogwałciłbym Zeusa nakazy".
Tak rzekł. A starzec zadrżał w trwodze i był posłuszny.
Z Odysei
Wstęp do epopei
(1, 1-10)
Męża opiewaj mi, Muzo, obrotnego, co wiele
Błąkał się, skoro obalił świętą warownię Troi.
Zobaczył miasta ludzi wielu i poznał ich myśli,
Dużo też w sercu przecierpiał bólu na morzu, o życie
Zabiegając i o to, by towarzysze wrócili.
A jednak ich nie ocalił, chociaż tak pragnął tego,
Albowiem zginęli przez swoje własne szaleństwo, głupcy,
Kiedy woły Heliosa Hyperiona zjedli,
A on odebrał im dzień powrotu. Zaczynając
Skądkolwiek, bogini, córko Zeusa, i nam to opowiedz.
Atena umacnia Telemacha
(1, 319-364)
Przemówiwszy do niego, sowiooka Atena odeszła.
Jak ptak między krokwie odleciała. Lecz jemu w serce
Wlała siłę i śmiałość i przypomniała mu ojca
Wyraźniej niż kiedykolwiek. Kiedy się nad tym zamyślił,
Osłupiał w duchu. Zrozumiał przecież, iż z bóstwem gwarzył.
Wnet wrócił, mąż bogom równy, między zalotników.
A dla nich śpiewał pieśniarz wielce sławny. W milczeniu
Siedzieli zasłuchani. Opiewał powrót Achajów
Mozolny, jaki spod Troi zgotowała im Pallas Atena.
W górnej zaś izbie, słysząc, pojęła ową pieśń boską
Córka Ikariosa, roztropna Penelopeja,
I zstąpiła z wysokich schodów swojego domostwa,
Nie sama, dwie kroczyły przy niej służebne. Kiedy
Przed zalotników doszła ta boska pośród kobiet,
Stanęła pod filarem, na którym wspierał się mocny
Strop, odsunęła z twarzy błyszczący welon. Po jednej
I drugiej stronie pani była służebna zacna.
Płacząc, tak rzekła pani do boskiego śpiewaka:
"Femiosie, znasz wiele innych ponęt głaszczących śmiertelnych,
Dzieła herosów i bogów, sławione przez was, pieśniarzy.
Jedno z nich, tu siedząc, opiewaj, a ci w milczeniu
Niech piją wino. Ale owej pieśni zaniechaj
Przesmutnej, która zawsze rozdziera we mnie to moje
Serce, bo w tej mi rzeczy ból przypadł najokropniejszy.
Za głową tak drogą tęsknię, pamiętając herosa,
Którego sława się szerzy w Helladzie i w samym Argos".
Ale na to Telemach roztropny wprost odpowiedział:
"Matko, czemu byś chciała, by pieśniarz, którego lubią,
Nie cieszył ludzi tym, czym umysł go natchnie? Winni
Nie są przecież pieśniarze, lecz tylko Zeus, który daje,
Co zechce, każdemu z ludzi trudzących się dla chleba.
Pieśniarza nie gań za to, że śpiewa złą dolę Danaów.
Tę bowiem pieśń zazwyczaj ludzie bardziej chwalą,
Która dla ich uszu rozbrzmiewa najświeższą nowością.
Niechże twoje serce i umysł cierpliwie to pojmą,
Że porę powrotu utracił w Troi nie tylko jeden
Odyseusz, lecz wielu też innych mężów tam legło.
Wróć teraz do swoich izb, o swoje zatroszcz się prace,
O krosna i wrzeciono, a pilnuj też, by służebne
Starannie się przy tym krzątały. O pieśniach pomyślą mężczyźni
Wszyscy, a zwłaszcza ja. Bo moja jest władza w tym domu".
Ona odeszła zdumiona do swoich izb. Tak rozsądne
Słowa, wypowiedziane przez syna, zapadły jej w serce.
A tam na górze, w gronie kobiet służebnych, długo
Za swoim Odyseuszem, drogim małżonkiem, płakała,
Aż ją błogo uśpiła sowiooka Atena.
Odyseusz u Kalipso
(5, 28-84)
Zeus do Hermesa rzekł, rodzonego syna: "Hermeju,
Ty i w takich, i w innych sprawach jesteś mi posłem.
Nimfie o pięknych warkoczach zanieś niechybny wyrok,
Powrót cierpliwego Odyseusza. Ma wrócić
Nie prowadzony ani przez bogów, ani przez ludzi.
Jeno na tratwie wieloma sznurami spojonej, cierpiąc,
Niech do ziemi żyznych skib dopłynie, do Scherii,
Kraju Feaków, którzy rodzą się krewni bogom.
Oni uczczą go jakby boga, z całego serca,
A potem odeślą w okręcie do miłej mu ojczyzny,
Dawszy spiż i złoto, i stertę szat, bogactwo
Takie, jakiego nigdy nie miałby z Troi, gdyby
Wrócił bez żadnych przygód, wioząc należną część łupu.
Jest mu więc przeznaczone zobaczyć bliskich, przybyć
Do wysokiego domostwa i ziemi swoich ojców".
Tak rzekł, a ten nie omieszkał usłuchać, Argeifontes
Posłaniec. Zaraz wzuł na stopy sandały piękne,
Ambrozyjskie, złote: one nad wodą i ziemią
Niezmierzoną niosły go lekko, z powiewem wiatru.
Wziął też różdżkę, którą czaruje ludzkie oczy,
Czyje chce, i znowu może śpiących obudzić.
Mając różdżkę w rękach, leciał mocny Argeifontes,
Aż doleciawszy do Pierii, z eteru rzucił się w morze
I dalej mknął po fali, jakby był kormoranem,
Który, łowiąc ryby w strasznych ostępach morza
Nieukojonego, skrzydła w słonej topieli
Moczy. Jemu podobny Hermes biegł po mnogich bałwanach.
Kiedy zaś dobiegł do wyspy leżącej tak daleko,
Z fioletowego morza wyskoczył na ląd i kroczył
Po ziemi, aż doszedł do wielkiej pieczary, w której mieszkała
Nimfa o pięknych warkoczach. Zastał ją w jej domostwie.
Wielki na palenisku buzował ogień. Po wyspie
Szerzyła się błoga woń płonących tu polan, z tui
I z cedru, co łatwo się łupie. A ona w głębi, cudnie
Śpiewając, ze złotą w ręku iglicą chodziła przy krosnach.
Las się krzewił dokoła groty krzepki i gęsty,
Olchy i topole, i cyprys słodko pachnący.
Ptaki o rozłożystych skrzydłach mościły tu sobie
Gniazda: puszczyki, jastrzębie, długojęzyczne kruki
Morskie, takie, którym podoba się życie na morzu.
Przed samą głęboką grotą rozpościerała się bujnie
Winorośl ogrodowa, obwieszona gronami.
Cztery zdroje w szeregu tryskały przejrzystą wodą
Jeden przy drugim, lecz strugi płynęły w różne strony.
I słały się miękkie łąki, fiołkiem i opichem
Rozkwitające. Nawet i bóg się nieśmiertelny
Musiał zadziwić, widząc to, i cieszyć się w sercu.
Przystanął więc posłaniec Argeifontes i patrzał,
A kiedy wszystkim, co widział, już się w duszy nacieszył,
Raźnie do rozległej poszedł pieczary. Kalipso,
Boska śród bogiń, spojrzawszy, od razu go rozpoznała,
Bo nieśmiertelni bogowie nie są sobie nawzajem
Nieznani, choćby któryś mieszkał bardzo daleko.
Wielkodusznego zaś Odyseusza w grocie
Nie zastał. Ten, jak zawsze, siedział na wybrzeżu,
Łzami, jękiem, bólem dręcząc duszę. Co chwila
Na morze nieukojone spoglądał. Płakał a płakał.
Na wybrzeżu Scherii
(6, 85-197)
Dziewczęta, gdy przyjechały nad przepiękny nurt rzeki,
Gdzie cały rok były pralnie, a w nie tyle dobrej wody
Napływało, że mógłbyś i najbrudniejsze prać szaty,
Zaraz odprzęgły muły od wozu, aby je pognać
Brzegiem opryskiwanym wirami, niech się nasycą
Słodką jakby miód trawą. A szaty z wozu brały
W obie ręce i niosły do ciemnej wody, i żwawo
Deptały, która prędzej, w owych jamach pralniczych.
Gdy uprały szaty, zmywając z nich wszelki brud, rzędem
Rozpostarły je wszystkie na brzegu morza, gdzie fala
Najczęstszymi chlustami ogarnia nadbrzeżne kamyki.
Same zaś, też się obmywszy i namaściwszy oliwą,
Zasiadły do swojej biesiady nad wodą rzeki, czekając,
Aż promienie słońca osuszą szaty. A kiedy
Służebne i ona, pani, posiliły się, w piłkę
Grały sobie, zrzuciwszy chusty z głów. Białoramienna
Przewodziła zabawie królewna Nausikaa.
Jaka idzie po górach łuczniczka Artemida
Czy to po olbrzymim Tajgecie, czy Erimancie,
Zachwycona łaniami rączymi albo dzikami,
A przy niej nimfy, córki Zeusa zbrojnego w egidę,
Mieszkanki pól, igrają. Raduje się w sercu Leto,
Gdy ona nad wszystkimi góruje głową i czołem
I łatwo ją można rozpoznać, chociaż i inne są piękne.
Taka pośród służebnych jaśniała dziewicza królewna.
Kiedy zaś wszystkie miały już powrócić do domu,
A nawet zaprzęgły muły i ułożyły szaty,
Inaczej pomyślała sowiooka Atena:
Niech się Odyseusz przebudzi i pięknolicą
Ujrzy dziewczynę, która mu wskaże miasto Feaków.
Piłka więc przez królewnę rzucona ku jednej z dziewcząt,
Nie do niej poleciała, wpadła w głęboki wir wody.
Jakże one krzyknęły. Ocknął się boski Odysej,
A usiadłszy rozważał w swoim sercu i duchu:
"O biada mi, jakichże śmiertelnych ziemię nawiedzam?
Czy to zuchwalcy, dzicy, całkiem wyzuci z prawa,
Czy gościnni dla obcych i pełni czci dla bogów?
Jakiś tu mnie dobiegł kobiecy krzyk, z ust dziewczyńskich,
Może nimf, które żyją na szczytach gór urwistych
Albo u źródeł rzek, lub na zielonych pastwiskach?
A może raczej jestem tu blisko ludzkiej mowy?
Nie ma rady, sam to muszę zobaczyć i zbadać".
Mówiąc tak, wynurzył się z krzaków boski Odysej,
Skoro mocną ręką ułamał z gęstych zarośli
Liściastą gałąź, którą zakrył swe części wstydliwe.
I szedł jak lew wykarmiony w górach, pewny swej mocy,
Który i przez wicher, i przez deszcz idzie, a jego
Oczy to ogień. Wdziera się między woły i owce,
I leśne łanie. A brzuch go przynagla, aby się ważył,
Szukając stad, wtargnąć nawet do zagród najmocniej zamkniętych,
Tak Odyseusz w grono dziewcząt o pięknych warkoczach
Zamierzał wejść, choć był nagi. Przymuszała konieczność.
Straszny się wydał dziewczętom, tak oszpecony solą.
Uciekały to tu, to tam, wybrzeżem, najdalej.
Jedna została córka Alkinoosa. Atena
W jej serce wlała odwagę, ciału odjęła dreszcz trwogi.
Stała niewzruszona. A wahał się Odyseusz,
Czy objąć pięknolicej kolana i tak ją prosić,
Czy raczej z dala, jak był, uprzejmymi słowami
Zapytać, czy mogłaby miasto mu wskazać i dać jakieś szaty.
Po dobrym namyśle wydało się, że będzie korzystniej
Uprzejmymi słowami poprosić ją o to z dala,
Dotknięcie bowiem kolan mogłoby ją rozgniewać.
Słowa więc wypowiedział uprzejme i roztropne:
"Przed tobą chylę się, pani. Czyś bóstwem jest, czy śmiertelną?
Jeżeliś jednym z bóstw, co władają rozległym niebem,
Do Artemidy, córki wielkiego Zeusa, pięknością,
Wzrostem i postawą zdasz mi się najpodobniejsza.
Lecz jeśliś spośród śmiertelnych, co żyją na ziemi, trzykroć
Są szczęśliwi twój ojciec i czcigodna matka,
Trzykroć szczęśliwi bracia, bo jakże się im wszystkim
Serce rozjaśnia w wielkiej radości dzięki tobie,
Gdy widzą, jaki to kwiat wchodzi w dziewczęcy korowód.
Ale najszczęśliwszy w sercu nad wszystkich innych
Ten, kto za stosy darów powiedzie ciebie do domu.
Bom jeszcze nigdy kogoś takiego nie widział na oczy,
Czy męża, czy kobiety. Dziw mnie ogarnia, gdy patrzę.
Na Delos niegdyś taką, przy Apollina ołtarzu,
Ujrzałem wznoszącą się w górę nową latorośl palmy.
Bom ja i tam powędrował, a wielkie szło za mną wojsko
W drogę, na której miałem zaznać srogiej niedoli.
Tak samo wówczas struchlałem w duchu i długo patrzałem,
Bo jeszcze nigdy takie drzewo z ziemi nie wzrosło,
Jak ciebie, pani, podziwiam, truchleję i strasznie się lękam
Dotknąć twych kolan. Lecz twarda mnie bieda zmusza do tego.
Wczoraj z sinego się morza wyrwałem po dniach dwudziestu,
Kiedy mnie ciągle gnała fala i wściekłe wichry
Od samej wyspy Ogygii. Teraz tu rzucił mnie dajmon,
Pewnie po to, bym zaznał i tu niedoli. Nie myślę,
Że to się skończy. Jeszcze wiele ześlą bogowie.
Lecz ty ulituj się, pani, bo naznoiwszy się w bólu
Do ciebie pierwszej przemawiam, a nie znam nikogo innego
Z ludzi, którzy to miasto i ziemię tę posiadają.
Wskaż mi drogę do grodu i jeśli, idąc tu, w jakiś
Łachman spowiłaś bieliznę, daj mi go, bym się okrył.
Tobie niech dadzą bogowie, czego w sercu pragniesz,
Męża i dom, a także niech dorzucą i zgodę
Zacną. Od tego nie ma lepszego nic, cenniejszego,
Kiedy zgodnymi myślami przewodzą swemu domowi
Mężczyzna i kobieta. Zgryzota dla nieżyczliwych,
Radość to dla przyjaciół, a dla nich największa chwała".
Na to odrzekła białoramienna Nausikaa:
"Gościu, ty nie wyglądasz na łotra ani na głupca.
Lecz Zeus Olimpijski, on sam, rozdziela ludziom szczęście,
Zacnym i złym, każdemu według swej własnej woli.
Co więc on ci dał, przystoi, abyś to ścierpiał.
Teraz zaś, skoroś przybył do naszej ziemi i miasta,
Ni szaty ci nie zabraknie, ni czegokolwiek innego,
Co powinien dostać doświadczony ciężko
Błagalnik. Wskażę drogę do naszego miasta i powiem
Imię ludu. Feacy mają to miasto i ziemię.
Ja jestem córką wielkodusznego Alkinoosa,
Który pośród Feaków dzierży siłę i władzę".
Odyseusz tułacz przed swoim zamkiem
(17, 291-327)
Argos, leżąc, podniósł łeb, nastawił uszu. Był to
Pies cierpliwego Odyseusza. Sam go wychował,
A wykorzystać nie zdążył, zanim pod święte Ilion
Poszedł. Za to używali niegdyś Argosa młodzi
Do łowów na kozice, na sarny i zające.
A teraz poniechany, gdy pan daleko, leżał
Na obfitym gnoju, który spod mułów i wołów
Zgarniano przed bramę, a potem parobcy brali ten nawóz,
By nim użyźniać rozległy majątek Odyseusza.
Tu właśnie leżał pies Argos, a wszy się na nim mrowiły.
W onej chwili, gdy poznał, że Odyseusz jest blisko,
Poruszył ogonem, opuścił oba uszy, lecz chociaż
Chciał, nie zdołał jednak podbiec do swego pana.
A ten, gdy to ujrzał, odwrócił się i łzę z oka otarł,
Łatwo się ukrywając przed Eumajosem, i rzecze:
"Eumaju, jakie to dziwne, że pies ten leży na gnoju.
Wydaje się bardzo ładny, lecz przecież nie mogę wiedzieć,
Czy przy dorodnym wyglądzie był on także rączy,
Czy raczej to jeden z piesków, co się pętają u stołu,
Trzymane przez możnych panów dla samej tylko śliczności".
Na to odpowiedziałeś, pasterzu świń, Eumaju:
"Pies ten do człowieka, co umarł gdzieś hen, należał.
Jeśliby teraz tak wyglądał i był tak silny,
Jak wtedy, gdy Odyseusz zostawił go, idąc pod Troję,
Dopiero byś się napatrzył psiej chyżości i mocy.
Jemu nigdy nie umknął, nawet w najgłębszych ostępach,
Zwierz, za którym się puścił. W tropieniu był też niezrównany.
Lecz teraz znędzniał, bo pan daleko od ojczyzny
Przepadł, a tu kobiety wcale o psa nie dbają.
Słudzy, gdy nie ma nad nimi władczej ręki, wcale
Nie kwapią się, aby robić, co jest ich obowiązkiem.
Połowę bowiem zdolności Grzmiący Zeus człowiekowi
Odbiera, którego zagarnęła pora niewoli".
Rzekłszy, wszedł do zamku, w którym dobrze się mieszka,
Do megaronu, w gąszcz świetnych zalotników. A dola
Czarnej śmierci wzięła Argosa zaraz po tym,
Jak ujrzał Odyseusza po dwudziestu latach.
Zaczyna się pogrom zalotników
(22, 1-43)
Oto z łachmanów nagle obnażył się Odyseusz
Przemyślny, skoczył na wielki próg, a łuk mając w ręce
I kołczan pełen strzał, wysypał sobie przed stopy
Te chyże groty. I tak przemówił do zalotników:
"Wielce groźne zawody zakończyły się wreszcie.
Teraz w inną tarczę, dotąd nie znaną, będę
Strzelał. Poszczęści się może, da mi chlubę Apollo".
Ledwie rzekł, w Antinoosa posłał gorzką strzałę,
Właśnie kiedy tamten miał wznieść ku ustom piękny
Puchar, złoty, dwuuszny, i już go w dłoniach trzymał,
Aby się napić wina. O tym, że zginie, nawet
Myśl w duchu nie zaświtała. Któż by przypuszczał, że jeden
Wśród tylu biesiadników człowiek, choćby najtęższy,
Zgotuje mu śmierć posępną, czarną Kerę? W tchawicę
Celował Odyseusz i ugodził ją grotem:
Przez samo najmiększe miejsce szyi przeszło ostrze.
Zwinął się od ciosu i na bok runął, a puchar
Wypadł z ręki. Zaraz bluznęła z nozdrzy gęsta
Struga krwi. Wierzgając nogami, stół od siebie
Odepchnął. Jadło strącone na ziemię, chleb i pieczyste,
Wszystko krwią się zbrukało. Zawrzaśli biesiadnicy,
Ilu ich było przy stołach, gdy zobaczyli, jak upadł.
W całej świetlicy, spłoszeni, poderwali się z krzeseł,
Oczami przeszukiwali mocne ściany, lecz nigdzie
Nie było tarczy ni żadnej krzepkiej włóczni do wzięcia.
Tylko więc gniewnie przeciw Odyseuszowi krzyczeli:
"Ty obcy, niegodnie szyjesz strzałami. Lecz już nie czekaj
Innego igrzyska. Pewna już tobie urwista zagłada,
Zabiłeś bowiem męża, który był najświetniejszy
Z młodzieży itackiej. Za to sępy cię tu rozszarpią".
Tak każdy z nich wykrzykiwał, mniemając, że nieumyślnie
Uśmiercił on człowieka. Głupcy, nie rozpoznali,
Że to już na nich wszystkich przyszedł ten kres, zatracenie.
Krzywo spojrzawszy, znów rzecze przemyślny Odyseusz:
"Psy, nie myśleliście o tym, że mogę z ziemi trojańskiej
Wrócić do domu. Dlatego dom mi mój wyżeracie,
Gwałtem wchodzicie do łóżek służebnic. I chociaż jeszcze
Żyję, wy tutaj śmiecie o moją ubiegać się żonę,
Nie bojąc się ani bogów, co w wielkim niebie mieszkają,
Ani też zemsty, jaka z czasem przyjść może od ludzi.
Oto na was wreszcie wali się kres, zatracenie".
Wtedy nimi wszystkimi zatrzęsła sina trwoga.
Każdy się tylko rozglądał: jak się wymknąć z urwistej zagłady.
Odyseusz z odzyskaną Penelopą
(23, 231-287)
Słuchając jej słów, jeszcze bardziej zapragnął łkać. I płakał
Trzymając w uścisku żonę, skarb swego ducha, wierną.
A jak upragniona się jawi ziemia rozbitkom, którym
Dobrze zrobioną nawę Posejdon roztrzaskał na morzu,
Gdy wichrem wzdęta, ogromna fala na nią naparła:
Niewielu wtedy zdołało wpław uciec z siwej topieli
Na ląd, a morska sól oblepia im skórę, i wchodzą
Na wytęsknioną ziemię, uratowani od śmierci -
Tak upragniony był dla niej mąż, tak na niego patrzała,
Nie chcąc rozluźnić białych łokci na jego szyi.
Stanęłaby nad płaczącymi różanopalca Eos,
Gdyby sowiooka Atena nie pomyślała
Inaczej: noc na zachodnim skraju wzdłużyła, a Eos
Złototroną wstrzymała nad Okeanem, nie dając
Zaprząc rączonogich koni, niosących światłość
Ludziom, Lamposa i Faetonta, rumaków Jutrzenki.
A wówczas mówił do żony przemyślny Odyseusz:
"Żono, my nie doszliśmy jeszcze do kresu wszystkich
Mozołów, bo pozostał trud, którego nie zmierzysz,
Tak wielki jest i ciężki, a muszę go szczerze wypełnić.
To mi przepowiedziała dusza Tejrezjaszowa
W dniu, gdy zstąpiłem w głębię Hadesowego domu
Zabiegając o dzień powrotu dla druhów i dla mnie.
Lecz chodźmy teraz, żono, do łoża, aby wreszcie
Snem się błogim nacieszyć, jaki nas w nim ukoi".
Odpowiedziała mu na to roztropna Penelopeja:
"Łoże będzie dla ciebie gotowe, kiedykolwiek
Zechcesz, skoro bogowie dali ci wrócić do domu
Dobrze zbudowanego i do ziemi ojczystej.
Ale gdyś tamto wspomniał, a jakiś bóg cię natchnął,
Już mi opowiedz o trudzie owym, bo przecież potem
I tak się wszystkiego dowiem. Niegorzej jest wiedzieć zawczasu".
Na to odrzekł przemyślny Odyseusz: "Czemu,
Dziwna ty, tak się uparcie domagasz, żebym mówił?
Dobrze, powiem ci wszystko, niczego nie zamilczę,
A ciebie to nie ucieszy, jak i ja się tym wcale
Nie raduję, bo on mi kazał przez liczne śmiertelnych
Miasta iść, a trzymać w rękach poręczne wiosło,
Aż przybędę do ludzi, którzy nie znają morza
Ani nie jedzą potraw zaprawionych solą,
Ani nie widzieli okrętów o burtach szkarłatnych,
Ani poręcznych wioseł, co są skrzydłami okrętów.
I znak mi podał wyraźny, którego też nie zataję:
Jeśli, spotykając mię, inny wędrowiec powie,
Że na moim świetnym ramieniu niosę wiejadło,
Wtedy wbiwszy w ziemię poręczne wiosło, a piękne
Złożywszy tam ofiary Posejdonowi władcy,
Barana i byka, i wieprza, co świnie pokrywa, do domu
Mam powrócić i święte odprawić hekatomby
Dla nieśmiertelnych bogów, co w wielkim niebie mieszkają,
Dla wszystkich po kolei. A śmierć z samego morza
Przyjdzie bardzo łagodna, która mnie zabije
Spętanego pogodną starością. Wokół mnie ludy
Będą szczęśliwe. On wieścił, że to się wszystko spełni".
Powiedziała mężowi roztropna Penelopeja:
"Jeżeli lepszą starość spełnią tobie bogowie,
Jest nadzieja, że kiedyś będzie kres niedoli".
NAUKI HEZJODA I HYMNY DO BOGÓW
Herodot, nad którego dziełem niebawem się pochylimy, pisze w swoich Dziejach (2, 53): "Hezjod i Homer, jak mniemam, poprzedzili mnie o czterysta lat, nie o więcej". Czas wielkiego historyka to lata w przybliżeniu 489-425. Gdybyśmy mieli Herodotowi zaufać, chyba należałoby uznać, że obaj poeci byli sobie współcześni i żyli w IX wieku przed Chrystusem. Większość jednak dzisiejszych badaczy datuje Homera na stulecie VIII. Co się zaś tyczy Hezjoda, nie wiemy, czy wymieniając go na pierwszym miejscu, historyk chce nam dać do zrozumienia, że uważa tego z dwóch poetów za nieco przynajmniej starszego. O to, który był wcześniejszy, Grecy będą się spierać aż do Arystarcha z Samotraki (II wiek przed Chr.), którego filologiczną opinię o pierwszeństwie Homera podtrzymuje nauka dzisiejsza, upatrując Hezjodową porę około roku 700 przed Chrystusem.
Misja poety z Beocji
O Homerze jako człowieku nic pewnego (poza wizerunkiem duchowym, który promienieje z Homerowego artyzmu) nie wiemy. Z jednego zaś z dwóch największych przypisanych Hezjodowi poematów (niewielkiego zresztą: jest to jedna księga tylko, trochę ponad osiemset wersów), z Prac i dni, dowiadujemy się choć trochę o rodowodzie autora. Żywiąc głęboką urazę do swojego brata Persesa, który jakoby oszukał go przy podziale dobytku po ojcu, udziela mu rad, jak należy żeglować i handlować, i z tego, a nie z okradania krewnych, czerpać środki do życia. Trzeba, po pierwsze, wybrać porę (w. 630-640):
Najpierw czekaj cierpliwie, aż pora nastanie żeglugi,
A wtedy okręt chyży spuść na morze, porządnym
Napełniony towarem, byś wrócił do domu z zyskiem,
Jak ojciec mój i twój, o bardzo głupi Persesie,
Żeglował, kiedy mu brakło godziwego dostatku,
A przepłynąwszy szmat morza, tu przybył. Z eolskiej Kyme
Wypłynął był czarnym okrętem, nie przed pomyślnością
Uciekając, nie przed dobrobytem, bogactwem,
Lecz przed ponurą biedą, jaką Zeus ludziom daje.
Przy Helikonie w nieszczęsnej osiedlił się wiosce, Askrze,
Niezdrowej w zimie, nieznośnej w lecie, zawsze okropnej.
Miasto Kyme znajdowało się w północnej, zajętej przez kolonistów eolskich, części zachodniego wybrzeża Azji Mniejszej. Grodem, wprawdzie małym, była i Askra, chociaż udręczony poeta nazywa ją wsią, kome. Z antycznej akropoli ostała się wieża. Krajobraz dokoła jest górski, Askrę zbudowano wśród gór Helikonu, nad Doliną Muz, w pobliżu większego miasta, Tespiów, w krainie zwanej Beocją, sąsiadującej z Attyką. Gorliwie czczono tu Muzy i inne też bóstwa. Wiele zresztą było w całej Beocji, na ziemi rolniczej, konserwatywnej, miejsc świętych. Domyślamy się w nich starego i różnorodnego dziedzictwa, najpierw tradycji przedgreckich "Pelazgów". Najeźdźcy achajscy, kiedy podbili tę krainę, zbudowali kilka możnych grodów kultury mykeńskiej. Około pory zaś wojny trojańskiej, jak twierdzi Tukidydes (1, 12), wdarły się zastępy eolskich Beotów z Tesalii, którzy z kolei stali się władcami i wznieśli nowe grody.
Mówiono tu w późniejszych wiekach dialektem, w którym badacze dopatrują się elementów zarówno eolskich, jak i staroachajskich, co jednak dla poezji Hezjoda nie będzie miało dużego znaczenia, gdyż przyjmie on w swej twórczości Homerowy dialekt epicki, ogólnogrecki wówczas język poetycki, odświętny, czerpiący swoje dobro z różnych, często prastarych, nurtów greczyzny Przyswoi sobie Hezjod także Homerową miarę wiersza, heksametr.
Syn kupca z Azji Mniejszej, oszukany czy nie oszukany przez młodszego brata, Persesa, który pono przekupił "królów" (basilees), czyli arystokratów, rozstrzygających spory między ludźmi z gminu, wiódł, jak można sądzić, życie rolnika i pasterza; chlubi się tym, iż dzięki wytrwałej pracy stał się zamożniejszy od marnotrawnego, jego zdaniem, brata (Prace i dnie, 37-41). Wędrując zaś, z owcami czy bez nich, po okolicach "okropnej" Askry, dopytywał się u ludzi o sprawdzone przez stulecia i tysiąclecia reguły uprawy roli, hodowli stad i o kunszt żeglarstwa, jak też o sposoby czci, którą należy oddawać bogom; poznawał również odwieczne zasady moralne.
Poemat Prace i dnie zaczyna się, jak przystoi, od modlitwy do Muz, które Hezjod prosi, aby mu pomogły godnie wysławić Zeusa. Niebawem jednak spogląda na Persesa, którego chciałby nauczyć roztropności. Podstawą zaś edukacji jest udzielenie wiedzy o tym, iż są dwie Niezgody (Erides): Niezgoda zła, która warzy wojnę i szerzy zniszczenie, oraz Niezgoda dobra, sprawiająca, że garncarz zazdrości garncarzowi, cieśla cieśli, żebrak żebrakowi, pieśniarz pieśniarzowi; taka zazdrość jest siłą pobudzającą pożyteczne współzawodnictwo, zachęcającą więc do pracy. Bogowie ukryli przed ludźmi środki do życia, pracą trzeba je wydobywać z ukrycia. Człowiekiem uczciwym, żyjącym według wskazań bogini Dike, Sprawiedliwości, jest ten, kto niestrudzenie pracuje. Taka jest wola Zeusa, którego prorokiem czuje się wieśniak z beockiej Askry.
Wola to twarda i groźna, o czym świadczą nieudane próby przechytrzenia jej przez obrońcę ludzi, Prometeusza, jak też rola ukształtowanej z rozkazu Zeusa pięknej Pandory i będącej jej posagiem beczki, z której wyfrunęły na ludzi rozliczne niedole. Zaraz po tym epizodzie roztacza się w Hezjodowym poemacie opowieść o pięciu "wiekach", ściślej: o pięciu kolejnych "rodzajach" (genea) ludzi. Zdają się w niej trwać dalekie wspomnienia wielkich cyklów wydarzeń.
O wiekach i o bogach
Obraz epoki "spiżowej" jest chyba panoramą najazdu, który zwalił się na rolnicze plemiona "Pelazgów": inwazji achajskich wojowników o sercach "jak z adamantu" (adamas - "to, co niepokonane", może stal, może diament, a może tylko krzemień). Epoka "heroiczna" - "boski rodzaj herosów" - najwyraźniej, choćby przez wymienienie Teb i wojny tebańskiej ("o Edypowe stada", co chyba oznacza tu nie tylko bydło, lecz - przez poetycką figurę "części zamiast całości" - wszelkie dziedzictwo rodowe, jakie sobie wydzierali skłóceni bracia, Eteokles i Polinejkes) oraz wojny trojańskiej, wskazuje na czasy kultury mykeńskiej, której rozkwit opromienił stulecia XIV-XII. Można podejrzewać, iż ową epokę Hezjod nam dodał do wcześniejszej tradycji o epokach tylko czterech, skoro uznał, że trzeba gdzieś w dziejach zadomowić wspaniałych herosów, opiewanych przez takie poematy epickie jak Iliada i Odyseja. Po odegraniu swojej roli w zdarzeniach bohaterskich zostali oni przeniesieni na "wyspy błogosławionych" (makaron nesoi). Jeśli uwierzymy kilku dalszym wersom, przechowanym tylko w niektórych zapisach, a więc niepewnym (dlatego je ujmuję w nawias prostokątny), króluje tam nad nimi Kronos, w praczasie obalony przez Zeusa, a potem przez zwycięzcę uwolniony z pęt. Wreszcie zaś w epoce piątej, "żelaznej", bez trudu rozpoznajemy czasy, które zaczęły się od pożogi i ruiny zamków mykeńskich czy raczej od ogólnej wówczas, na przełomie brązu i żelaza (u schyłku drugiego tysiąclecia przed Chr.), katastrofy cywilizacji we wschodniej części obszaru śródziemnomorskiego. Epoka ta, jak stwierdza Hezjod, nadal trwa i będzie trwała. Ludziom jest coraz ciężej.
Zanim jednak poeta przedstawił dwie epoki poprzedzające naszą i załamał ręce nad czasami "żelaznymi", wpatrzył się w dwie epoki dawniejsze. Do dziś niepokoi nas pytanie, skąd o nich wiedział. Kto mu oznajmił, że ludzie niegdyś jako "rodzaj złoty" żyli szczęśliwie na przychylnie ich karmiącej ziemi? Kto mu powiedział o następnym rodzaju ludzi, "srebrnym", w którego cechach, zwłaszcza w zdumiewającym porażeniu rozwoju, rozpoznajemy, jak nam się zdaje, ludzkość długich, niezmiernie długich tysiącleci epoki kamiennej? Może Hezjod, jak też niejeden inny człowiek ówczesny, tropił echa wspomnień najdawniejszych, cienie najznikliwszych ech wspomnień ludzkości. Rozpytywał się u oraczy i pasterzy, zwłaszcza sędziwych, a także u kapłanów strzegących świętych ognisk i przechowujących powierzone im wieści nie tylko o dziejach ludzi, lecz także o boskich mocach i o kształtowaniu się wszechświata.
Kiedy po przeczytaniu dalszego ciągu Prac i dni, stanowiącego jakby kalendarz pracy rolniczej i żeglarskiej, napełnionego przemianami pór roku i ludzkim w nich życiem, mamy otworzyć drugi z dwóch największych przypisanych Hezjodowi poematów (także ten nie jest bardzo obszerny, jedna tylko księga, zawierająca niewiele więcej niż tysiąc wersów), Teogonię, poemat o "rodzeniu się bogów", czeka nas i tajemnicze rozpoznanie, i zagadka.
Najpierw zanotujmy, że Teogonia jest głównym zapisem tego, co w Grecji przed powstaniem filozofii głoszono o genezie wszechświata i o kolejnych pokoleniach bogów. Słyszymy tu o Chaosie, Gai, czyli Ziemi, i Erosie, czyli Miłości, bytach najpierwotniejszych. Dowiadujemy się, jak z bytów następnie urodzonych tworzy się wszechświat, którym najpierw włada Uranos, czyli Niebo, a po jego obezwładnieniu (oderwaniu go od Ziemi) - Kronos, którego z czasem (kosmicznym czasem) do otchłani podziemnego Tartaru strąca Zeus, obecny rządca wszechświata, czczony w Pracach i dniach i w Teogonii. Słyszymy o walce Zeusowego pokolenia boskiego z Tytanami, synami Ziemi. Spotykamy jeszcze raz Pandorę, którą już znamy, jak też przypatrujemy się pradawnym dziejom ludzi oraz osobie, roli i cierpieniu Prometeusza.
Tajemnicze rozpoznanie, czekające nas niemal na progu poematu (w. 22-34), zaraz po inwokacji do Muz, które lubią przebywać na Helikonie, dotyczy zadanego tu już przez nas pytania, skąd poeta zaczerpnął swoją wiedzę. Czytamy, że jego pieśń wysnuła się wprost z boskiego natchnienia, z podszeptu samych Muz.
One to niegdyś Hezjoda pięknej nauczyły
Pieśni, kiedy pasł owce u stóp świętego Helikonu.
Zagadka zaś wynurza się z tego, że nie wiemy, czy mówi się tu: "Hezjoda" zamiast: "mnie", czy raczej mamy uznać, iż autorem Teogonii jest inny poeta, w tym miejscu wspominający swojego poprzednika, Hezjoda, autora słynnych już Prac i dni. Nie wiemy więc, czy padające w następnym wersie wyrażenie pros me, "do mnie", odnosi się do Hezjoda jako twórcy obu poematów, czy jeno do autora Teogonii. Podane zaś w poemacie "słowo", mythos, wieszcze słowo Muz zjawiających się poecie czy dwu poetom w niepojętym doświadczeniu - czy to w zwykłości jawy, czy w proroczym śnie - jest na pewno godne uwagi.
Takie słowo najpierw rzekły do mnie boginie,
Muzy z Olimpu, córki Zeusa, co trzyma egidę:
"Wiejscy pasterze, marne włóczęgi, same brzuchy,
Umiemy głosić zmyślenia, co zdają się rzeczywiste,
I umiemy, jeżeli zechcemy, oznajmiać prawdę".
To powiedziały córki wymowne wielkiego Zeusa,
A ułamawszy gałąź z bujnego wawrzynu, ten kostur
Dały mi, godny podziwu. Wieszczą natchnęły mnie pieśnią,
Bym sławił, co będzie i co było. Kazały opiewać
Ród błogosławionych bogów, którzy są zawsze,
A od nich, Muz, zaczynać i na nich każdą pieśń kończyć.
Zaginione poematy i czar ocalałych hymnów
Pod opiekę czcigodnego imienia Hezjoda oddawano w starożytności inne też poematy, chociaż można wątpić, czy którykolwiek z nich był jego autorstwa. Przechowała się Tarcza (Heraklesa), pół tysiąca heksametrów liczący poemat, cenny dla badaczy dziejów wielkiego herosa; sporą częścią utworu jest właśnie opis tarczy, wzorowany na przedstawieniu tarczy Achillesowej w Iliadzie, ale bez tamtejszego blasku. Inne poematy, jak na przykład dydaktyczne Nauki Chirona (mądrego Centaura, nauczyciela herosów, wśród nich - Achillesa) albo skupiona wokół postaci wróżbity Melampusa Melampodeja, przemawiają dziś tylko skąpymi strzępami tekstu i streszczeniami w dziełach komentatorów.
Nie lepiej obeszła się potomność z poematami złudnie przypisanymi Homerowi. Ocalał heroikomiczny, artystycznie mierny utwór Batrachomyomachia - Wojna żab z myszami. Poszarpane, nieliczne heksametry pozostały z satyry innej, z poematu Margites, opowiadającego o człowieku, który "zbadał liczne sprawy, ale wszystkie niedobrze". Odzywa się u potomnych taki, być może z owej satyry, świetny aforyzm (przypisywany jednak niekiedy Archilochowi): "Wiele zna lis sposobów, a jeż jeden tylko, przemożny". Prawie nic nie przetrwało z pozornie Homerowych poematów epickich, jak o zburzeniu przez Heraklesa grodu Ojchalii. Niewiele - streszczenia tylko i brzmiące w pustce fragmenty - trwa z eposów przyznawanych w starożytności innym autorom, z tak zwanych poematów "cyklicznych", to znaczy: zaliczonych do "cyklu epickiego". Kallimach z Kyreny (III wiek przed Chr.), który w Bibliotece Aleksandryjskiej jeszcze czytał te dzieła, uznał je za utwory marne; "poemat z cyklu", to poiema to kyklikon, jest dlań przykładem pospolitości, jak stwierdził w epigramacie (Antologia Palatyńska, 12, 566):
Brzydzę się cyklem epickim. Nie lubię wędrować
Gościńcem przemierzanym stopami mnogiej rzeszy...
Nam jednak, badaczom mitów, żal, że nie przechowały się przynajmniej Kypria - Opowieści cypryjskie (o początkach wojny trojańskiej), przypisywane Stasinosowi z Cypru (VII wiek przed Chr.); Etiopida (o walce Achillesa pod Troją z królową Amazonek Pentesileją i z przybyłym na czele Etiopów Memnonem, synem Jutrzenki, oraz o zgonie Achillesa i Ajasa) i Zburzenie Ilionu, uważane za utwory Arktinosa z Miletu (umieszczanego przez tradycję, lekkomyślnie, w VIII wieku przed Chr.); Mała Iliada (napełniona wydarzeniami poprzedzającymi upadek Troi) Leschesa z Mityleny (przełom VII i VI wieku przed Chr.).
Bezcenny to dla miłośników hellenizmu dar, że ocalał zbiór tak zwanych hymnów homeryckich, być może ułożony w Bibliotece Aleksandryjskiej (pierwszą o nim wzmiankę znamy z czasów cesarza Augusta). Są to trzydzieści trzy utwory (a właściwie trzydzieści cztery, gdyż hymn Do Apollina stanowi mylne połączenie dwóch utworów, które łatwo rozróżnić: Do Apollina Delijskiego i Do Apollina Pytyjskiego), utwory bardzo rozmaitego rozmiaru, od liczących po kilkaset heksametrów opowieści o bogach do samych tylko inwokacji, króciutkich.
Datuje się je dziś przeważnie na wieki VII-VI przed Chrystusem; na ogół wydają się trochę późniejsze od "cyklu epickiego". Jeśli rozróżniamy we wczesnej epice nurt homerycki, czyli głównie joński, z zachodniego wybrzeża Azji Mniejszej, i nurt hezjodejski, z półwyspu greckiego, to hymny te trzeba uznać za rozpięte między dwoma nurtami tak pod względem treści, jak i niektórych ubocznych cech języka, zresztą wspólnego dla całej owej epiki, odświętnego dialektu poetyckiego. Poza przypisanym Homerowi przez samego Tukidydesa hymnem Do Apollina Delijskiego określenie "hymny homeryckie" trzeba uważać za konwencjonalne tylko. Najświetniejsze z nich: Do Demeter, oba hymny Do Apollina, Do Hermesa, jeden z hymnów Do Afrodyty (piąty w zbiorze) obszernie przedstawiam i obficie cytuję w Mitologii Greków i Rzymian, gdyż są one dla badań nad mitami ogromnie ważnym dokumentem.
W niniejszej książce umieściłem przekład dwóch hymnów wprawdzie nie tak ważnych, ale też uwodzicielsko pięknych. W tłumaczeniu ich, jak we wszystkich moich obecnych pracach translatorskich dążę do coraz ściślejszej wierności wobec stylu oryginału. Pragnę, żeby moja polszczyzna była coraz prostsza (najlepiej - skrajnie dosłowna) i coraz bardziej płomienna. Jak poezja grecka, w której nieraz bije piorun. Porazi on nas u Safo. Ale i w tych dwóch poematach, o Dionizosie i o arkadyjskim Panie, jest ów czar.
O śmierci wielkiego Pana
Na statku piratów rozjarza się epifania: rozpryski mocy Dionizosa. Co się zaś tyczy poematu poświęconego Panowi, zauważmy, że napełniające go rozliczne szczegóły wydają się nieraz przypadkowe jak w życiu, arbitralne jak w idyllach Alfreda Tennysona, a przy tym są dwoiste, zarazem bolesne i promieniejące: ptak (zapewne słowik, w którego według staroateńskiego mitu miłosierni bogowie przemienili Prokne, gdy przeraźliwie pomściła na swoim mężu - zabijając ich synka Itysa - potworną krzywdę, jaką Tereus wyrządził siostrze jej Filomeli; u Rzymian słowikiem będzie Filomela) wyśpiewuje swój żal, a pieśń jest miodowa, "miodowego dźwięku", meligerys; bez słowa meli, "miód", jak też bez hedys, hedymos, nedymos, glykys, "słodki", nie ma poezji greckiej. Nimfy żwawo tańczą u zdroju wody ciemnej; Echo płacze. Trzeba jeszcze zanotować, że ojca Pana, Hermesa dobroczyńcę, eriunios ("pomocnego" - na przykład wędrowcom zabłąkanym w nocy) - według jednej z wersji mitu o Panowych narodzinach - ściągnęła do ziemskiej niewoli w Arkadii (gdzie zresztą niegdyś, w pieczarze pośród łańcucha górskiego Kyllene, Maja powiła go Zeusowi) miłość jego do córki Dryopsa, człowieka "dębowego" albo "drzewnego" - takie są znaczenia greckiego wyrazu drys - praojca plemienia Dryopów.
Syn, jaki się Hermesowi urodził, Pan, na Olimpie rozjaśnił serca wszystkim bogom, wszystkim - pasin, albowiem jego imię (najprawdopodobniej związane w uniwersum indoeuropejskim z łacińskim pasco, słowiańskim pasę, i określające po prostu pasterza) Grecy mylnie kojarzyli z wyrazem pan, "wszystko". Błędny ten wywód przyczynił się do wzmożenia chwały arkadyjskiego bóstwa pól i lasów. W późniejszych czasach dopatrywano się w nim niekiedy przejawu mocy uniwersalnej, kosmicznej. Zresztą i skromniejszy jego, tylko pasterski wizerunek będą kochali zwłaszcza poeci rzymscy. Za rzymskiego cesarstwa usłyszymy o Panie coś bardzo dziwnego. Wybiegając w przód, zacytujmy teraz, co Plutarch w stoczonej pono w Delfach i obszernie przez niego zanotowanej dyspucie O zamilknięciu wyroczni podaje (419b-c) jako wypowiedź jednego z uczestników owej rozmowy, Filipposa:
"Ojcem retora Emiliana, znanego także niektórym z was, był Epiterses, obywatel mojego miasta, nauczyciel gramatyki. Opowiadał on, że kiedyś, chcąc popłynąć do Italii, wsiadł na okręt wiozący mnóstwo towarów, jak też wielu pasażerów. Pod wieczór, gdy mijali Echinady, wiatr zamarł, woda zniosła nawę w pobliże wysepek Paksoj. Pasażerowie po większej części nie spali, a niektórzy nawet pili jeszcze po posiłku. Nagle z jednej z wysepek, ku zdumieniu ludzi, głos dobiegł, wołający jakiegoś Tamusa. Tak się zwał Egipcjanin, sternik okrętu, niewielu z płynących znany z imienia. Dwakroć przyzywany milczał. Za trzecim razem powiedział, że słucha, a wtedy głos donośny rzekł: "Gdy będziesz przy Palodes, oznajmij, iż Pan wielki umarł". Przerazili się, wspominał Epiterses, wszyscy, którzy to usłyszeli, i naradzali się, czy lepiej byłoby wykonać polecenie, czy raczej nie wtrącać się do tego i rzecz całkiem pominąć.
Tamus postanowił: jeśli powieje wiatr, on będzie żeglował w milczeniu; jeśli zaś w pobliżu owego miejsca rozpostrze się na morzu nieruchomy spokój, powie, co usłyszał. Przybyli tedy pod Palodes, a nigdzie dokoła ani tchnienia, ani wzniesionej fali. Tamus więc z rufy zwrócił się ku ziemi i powiedział, co był usłyszał: iż wielki Pan umarł. Ledwie to wyrzekł, ogromny rozległ się jęk, razem z głosami zadziwienia, i to nie z jednych, lecz z wielu ust. Jak się zaś dzieje zawsze, gdy liczni ludzie byli przy czymś obecni, rychło rzecz rozniosła się po Rzymie i Tyberiusz Cezar wezwał do siebie Tamusa. Co przedtem mu doniesiono, tak bardzo trafiło władcy do przekonania, iż teraz pilnie rozpytywał się o Pana. Grono uczonych, jakie miał wokół siebie, było zdania, że chodzi tu o syna Hermesa i Penelopy. Temu, co opowiedział Filippos, przyświadczali niektórzy z obecnych, ci, co byli niegdyś słuchaczami starego Emiliana".
Wiemy, gdzie jest na Morzu Jońskim grupa pięciu wysp Echinades (naprzeciw ujścia rzeki Acheloos), jak też, gdzie leżą dwie wysepki, Paksos i Propaksos - między Kerkyrą (Korfu) i Leukadą; trudniej domyślić się, co może oznaczać miano Palodes. Nadworni uczeni Tyberiusza, chyba maniakalni, odwołali się do ubocznej, oszczerczej wersji mitu, głoszącej, iż Penelopa pod nieobecność Odyseusza nie była mu wierna i heros, gdy powrócił, odesłał żonę do jej ojca Ikariosa. Stamtąd miałaby powędrować do Mantinei w Arkadii i z boskiego związku z Hermesem urodzić Pana. Dodajmy, że dwurożnemu, kosmatemu czarodziejowi arkadyjskich lasów różne zapisy mityczne przyznawały różne matki; tylko ojciec to był niewątpliwie Hermes.
Wieść zanotowana przez Plutarcha szła po Europie wiek za wiekiem, niepokojąc niejednego z ludzi. Szczególnie często ją wspominają do dziś Anglicy, u których fraza "Pan wielki umarł" nieraz znaczy: "Sztuka umarła". Ośmieliłbym się za ich wzorem, chociaż tym razem może wbrew nim, powiedzieć na przykład o T.S. Eliocie (gdy mnie nie przekonuje jego określenie "dzieła klasycznego", What is a Classic, 1944), że w jego poezji Pan wielki żyje do czterech Ariel Poems (1927-1930) i do Popielca (1930); Cztery kwartety zaś, przykro to rzec, powstały już bez opieki arkadyjskiego Pana.
Dziś uczeni przeważnie wierzą w prawdziwość zdarzenia podanego przez Plutarcha z ust Filipposa, Emiliana, Epitersesa. Mniemam, że są w tym rozsądni. Któż by bowiem tak osobliwą historię mógł zmyślić? Ale od Salomona Reinacha (Bulletin de Correspondance hellénique, 1907) tłumaczą rzecz najczęściej tak, że na którejś z wysepek Paksoj odprawiał się doroczny obrzęd ku czci Tamuza, orientalnego bóstwa zamierającej i na wiosnę zmartwychwstającej przyrody, i że z lasu na wysepce dobiegło do okrętu wołanie: Thamus, Thamus, Thamus ho pammegas tethneke - "Tamuz, Tamuz, Tamuz wszechwielki umarł". Żeglarze pammegas, "wszechwielki", mieliby mylnie zrozumieć jako: Pan megas - "Pan wielki". Imię egipskiego sternika i wszystko o Palodes byłoby później dodane.
Kiedyś podbiła mnie ta interpretacja i długo przy niej trwałem. Ale nagle przebudziłem się, żeby powtórzyć za Montaigne'em: Que sais-je? - "A bo ja wiem?". Może tamten głos wołał o arkadyjskim Panie właśnie? - "Więcej jest dziwów na niebie i na ziemi - stwierdził książę Hamlet - niż się ich śni waszej filozofii".
Z Prac i dni Hezjoda
Pięć wieków ludzkości
(w. 109-201)
Najpierw złoty rodzaj śmiertelnych ludzi zrobili
Nieśmiertelni, co w olimpijskich mieszkają domach.
Ci ludzie byli, kiedy Kronos panował na niebie,
A żyli jak bogowie, całkiem beztroscy, z dala
Od trudu i od bólu. I nigdy się ich nie imała
Przykra starość, lecz zawsze zręczni i w nogach mocni
Biesiadowali rozkosznie, złym rzeczom niedostępni.
Umierali tak, jakby sen ich ogarniał. Wszystkiego,
Co dobre, mieli zawsze obfitość. Żyzna ziemia
Sama rodziła im plony, niczego nie skąpiąc. Chętni,
Spokojni, dzielili między siebie mnogie pożytki,
Zasobni w owce, mili błogosławionym bogom.
A gdy ten rodzaj gleba pokryła, dajmonami
Stali się oni z woli wielkiego Zeusa, zacnymi,
Czuwającymi nad ziemią, stróżami ludzi śmiertelnych.
Wyrokom się przypatrują, jak i występnym czynom,
Okryci mgłą wędrują po całej ziemi. Są także
Szafarzami bogactw; to królewskie zadanie dostali.
Ci zaś, co na Olimpie mieszkają, zrobili wtedy
Drugi rodzaj, srebrny, o wiele lichszy, złotemu
Ani postacią niepodobny, ani umysłem.
Dziecko się przez sto lat u boku troskliwej matki
Chowało i zabawiało w domu głupiutkie. A kiedy
Wreszcie dorastali do siły wieku, żyli
Krótko, do tego w niedoli, a to z powodu głupoty:
Gnębili jedni drugich, powściągnąć się nie umieli;
Nie chcieli nieśmiertelnym służyć, sprawować ofiar
Na świętych ołtarzach bogów błogosławionych, jak czynić
Ludzie powinni wszędzie, gdzie osiedlili się. Gniewny
Pogrzebał ich Zeus Kronida za to, że hołdów ofiarnych
Nie oddawali bogom, co na Olimpie mieszkają.
Ten więc rodzaj także pokryła gleba. Śmiertelni
Błogosławionymi nazywają ich, tymi
W podziemiu, drugimi po tamtych. Lecz czci doznają i oni.
I zrobił Zeus Ojciec trzeci rodzaj śmiertelnych ludzi,
Spiżowy, bardzo odmienny od srebrnego, z jesionów,
Groźny a potężny. Ci lubowali się w dziełach
Aresa, nabrzmiałych jękiem, w przemocy. Wcale chleba
Nie jedli. Serca mieli jak z adamantu. Któż by
Sprostał im? Nie do odparcia moc ich prężyła się: z ramion,
Z krzepkich ciał wyrastały ręce niezwyciężone.
Ze spiżu wykute ich zbroje, ze spiżu domy, także
Narzędzia spiżowe. Czarnego żelaza jeszcze nie było.
I sami, własnymi rękami, zniszczyli siebie do szczętu,
Zstąpili do zmurszałego domostwa mroźnego Hadesa
Bezimiennie. Tanatos, choć taką szerzyli grozę,
Pochwycił ich czarny. Z promiennej światłości słońca odeszli.
Kiedy więc i ten rodzaj pokryła gleba, Kronida
Zeus zrobił jeszcze inny na ziemi żywiącej wielu,
Czwarty, sprawiedliwszy i szlachetniejszy, boski
Rodzaj herosów, których nazywa się półbogami,
Ród, który nas poprzedził na bezgranicznej ziemi.
Sroga wojna część ich zabiła w bitewnej wrzawie,
Gdy się pod siedmiobramną Tebą w kraju Kadmosa
Mocowali w sporze o Edypowe stada,
A część powiozła w okrętach nad wielką głębiną morza
Pod Troję, by walczyli o pięknowłosą Helenę,
I kres ich spowił śmiertelny. Ale innym Zeus Ojciec
Kronida żywot dał, jak i siedzibę osobno
Od ludzi: na skraju ziemi osiedlił ich najdalszym
I mieszkają tam oni, całkiem beztroscy, na wyspach
Błogosławionych, nad Okeanosa skłębioną głębią,
Herosowie szczęśliwi, którym żyzne łany
Sypią bujny i słodki plon trzy razy do roku
[Daleko od nieśmiertelnych. Kronos jest ich królem,
Bo uwolniony z pęt przez Ojca ludzi i bogów
Ma teraz pośród herosów cześć taką, jak mieć powinien.
Zeus zaś uczynił jeszcze jeden rodzaj śmiertelnych,
Tych, którzy są teraz...]
Obym ja tu nie był pośród ludzi piątych,
Lecz albo wcześniej umarł, albo urodził się później.
Bo dziś zaiste żelazny jest rodzaj. Nie odpoczną
Ci ludzie za dnia od trudu i jęku, a od zagłady
Nocą. Ciężkich zmartwień bogowie im nie poskąpią.
Wprawdzie i dla nich trochę dobra do zła się domiesza.
Ale Zeus i ten śmiertelnych rodzaj wytraci
Wtedy, gdy będą się rodzić od razu z siwymi skrońmi.
Ani ojciec do dzieci podobny, ni dzieci do ojca,
Ni gospodarzowi gość, ni przyjacielowi
Przyjaciel nie będzie miły, ni bratu brat, jak przedtem.
Rodziców, zaledwie postarzałych, sponiewierają.
Nieraz ich w gniewie obrzucą wrogimi słowami, bez lęku
Przed bogami, okrutni. Tych, którzy ich wykarmili,
Nie zechcą żywić w starości, bo tylko się w pięści dopatrzą
Prawa. Każdy zechce złupić miasto drugiego.
Nikt wierności przysiędze nie uczci, sprawiedliwości,
Dobra. Wychwalą raczej złoczyńcę i jego przemoc.
Goła siła zastąpi sumienność i przyzwoitość.
Podlec zdoła oszukać lepszego męża, słowami
Uwodząc go pokrętnymi, do których dołoży przysięgę.
Za wszystkimi nieszczęsnymi śmiertelnikami
Pójdzie w trop złolubna, skrzecząca, kaprawa zawiść.
Wtedy, na Olimp odchodząc z ziemi, z jej dróg szerokich,
Porzuciwszy ludzi, Ajdos i Nemezis,
Kryjąc piękne ciała pod bielą szat, do grona
Wzniosą się nieśmiertelnych. Okropne jeno uciski
Zostaną ludziom śmiertelnym, a nic ich przed złem nie obroni.
Z hymnów homeryckich
Hymn do Dionizosa
O Dionizosie, synu prześwietnej Semele, opowiem,
Jak dał się widzieć na skale urwistej nad bezpłodnym
Morzem. Rzekłbyś: chłopiec w pierwszym blasku młodości.
Piękne się rozwiewały dokoła jego głowy
Włosy ciemne. Na silnych ramionach purpurowe
Miał faros. A właśnie po falach, co iskrzą się jak wino,
Żeglowali tam prędko w nawie o mocnych burtach
Tyrseńscy korsarze. Nieszczęsny los ich prowadził. Widząc
Młodzieńca, skinęli jedni na drugich i wyskoczyli,
I chwytają, i już go mają na pokładzie, uradowani.
Myślą: to syn jest królów wychowanych przez Zeusa.
Zaraz chcieli go spętać dotkliwymi więzami,
Lecz te się go nie trzymały. Witki odpadały daleko
Od jego rąk i nóg. I siedział sobie, z uśmiechem
W głębi ciemnych oczu. Sternik nagle wszystko
Zrozumiał i zaczął krzyczeć do swoich towarzyszy:
"Szaleni, jakiegoż boga wy byście chcieli uwięzić
Mocnego? Jego nie uniesie nawet ten krzepki okręt.
Bo to jest Zeus albo mistrz srebrnego łuku, Apollo,
Albo Posejdon. Przecież on nie do śmiertelnych ludzi
Podobny, lecz do bogów, co na Olimpie mieszkają.
Co rychlej wysadźmy go teraz na czarną glebę wybrzeża,
A niechże go nikt nie śmie tknąć, bo jeśli on się rozgniewa,
Wznieci wichry nie do sprostania, przemożną nawałę".
Krzyczał tak, lecz kapitan zgromił go nienawistnie:
"To ty szalony. Zważaj na wiatr, bo trzeba rozwinąć
Żagiel, chwytaj liny! Tym obcym ludzie się zajmą.
Myślę, że do Egiptu albo na Cypr się wybierał
Lub do Hyperborejczyków, lub jeszcze dalej. W końcu
Wygada się, nazwie nas przyjaciółmi, całym swoim
Skarbem, wprost braćmi, kiedy dajmon go tu nam rzucił".
Po tych słowach nastawił maszt i rozwinął żagiel.
Wiatr zadął w żagiel. Majtkowie z obu stron narządzili
Osprzęt. Lecz wnet ujrzeli, że dzieje się coś dziwnego.
Najpierw wino słodkie, wonne, po czarnej nawie
Zaczęło płynąć strumieniem. Zapach od niego niebiański
Wionął. Wszyscy majtkowie, widząc to, osłupieli.
I nagle od szczytu masztu w obie strony winorośl
Rozpostarła się bujna, liczne z niej zwisały
Grona, a ciemny bluszcz wił się po maszcie w górę
Błogosławiony kwiatami, z mnóstwem dorodnych jagód.
Na wszystkich kołkach do wioseł widziało się wieńce. Korsarze,
Kiedy to zobaczyli, wołali do sternika,
Żeby przybił do brzegu. Ale bóg w lwa strasznego
U dziobu statku się zmienił i wielkim głosem zaryczał.
Także na środku nawy zadziwił ich: kosmatego
Zrobił niedźwiedzia, ten podniósł łapy, zażarty. A u dziobu
Ciągle stał lew, spode łba patrząc ponuro. Więc wszyscy
Na rufę uciekli, w trwodze skupili się wokół sternika
Rozsądnego. Lew nagle skoczył na kapitana
I chwycił go. Wtedy majtkowie rzucili się, jeden za drugim,
W jasne morze, przed dolą chroniąc się przeraźliwą,
I stali się delfinami. Litując się nad sternikiem,
Bóg go powstrzymał i uszczęśliwił, mówiąc do niego:
"Bądź dobrej myśli [...], znalazłeś u mnie łaskę.
Jam rozgłośnie krzyczący Dionizos, którego powiła
Semele, Kadmosa córka, gdy w miłości złączyła się z Zeusem".
Witaj, dziecię pięknolicej Semele! Kto by ciebie
Zapomniał, na pewno nie zdoła słodkiej ułożyć pieśni.
Hymn do Pana
O ukochanym potomku Hermesa opowiedz mi, Muzo,
Kozionogim, dwurożnym miłośniku zgiełku,
Jak idzie przez leśne mokradła z tańczącymi nimfami.
One na urwiskach, od których stronią i kozy,
Przyzywają Pana, który, pięknowłosy, a rozczochrany,
Dostał losem wszystkie ośnieżone gór grzbiety,
Wszystkie ich szczyty, skaliste wierzchołki. Więc wędruje
Tu i ówdzie przez najgęściej skłębione zarośla,
Dokąd go wabią szemrzące cicho strumyki, lub znowu
Przemierza strome skały i na wierzchołek najwyższy
Wspina się, aby stamtąd przypatrywać się stadom.
Często zwiedza wielkie góry błyszczące w słońcu,
Często przebiega parowy w pogoni za zwierzyną,
Bystrooki łowca. Tylko pod wieczór, wróciwszy
Z polowania, bawi się trzcinami, na nich słodkie
Wygrywa tony. O, nie prześcignie go w tych melodiach
Nawet ptak, który wiosną, rozsypującą kwiaty,
Wyśpiewuje swój żal, miodową pieśń pośród liści.
W owej porze Panowi do wtóru oready dźwięczne,
Żwawo przebierając nogami u zdroju ciemnej wody,
Śpiewają, a pod samym góry szczytem Echo płacze.
Bóg z jednej lub z drugiej strony tych chórów, a niekiedy
Wkradając się między nie, przytupuje. Okrył plecy
Skórą rysia okrwawioną. Raduje się powabnymi pieśniami
Na miękkiej łące, gdzie i szafran, i wonne hiacynty
Wśród trawy tu i tam, i wszędzie, rozkwitają.
Błogosławionych bogów i wielki Olimp, a nad innych
Opiewają te śpiewy dobroczyńcę Hermesa,
Jak on dla nich wszystkich jest prędkim posłem i jak przybył
Do Arkadii rzeźwionej zdrojami, matki owczych stad, gdzie jego,
Kylleńczyka, święty roztacza się obwód. Tu właśnie,
Choć bóg, kudłate pasł owce w służbie u człowieka.
Naszło go bowiem i obezwładniło pragnienie
Złączenia się w miłości z pięknowłosą córką Dryopsa.
I wypełnił bujne zaślubiny, a ona w megaronie
Urodziła mu syna, który wszystkich zadziwił,
Kozionogi, dwurożny. Hałasował i cudnie
Uśmiechał się. Niańka w popłochu uciekła od dziecka, kiedy
Zobaczyła twarz jego szorstką, wspaniale brodatą.
Dobroczynny więc Hermes wziął miłego syna
Na ręce. Nadzwyczajnie tym dzieckiem się ucieszył.
Prędko z nim, zawiniętym szczelnie w skóry górskich
Zajęcy, do siedziby nieśmiertelnych poszedł.
Położył je przy Zeusie. Innym też nieśmiertelnym
Syna swego pokazał. Jakże się zauroczyli
Bogowie, a bachiczny Dionizos najbardziej.
Panem go nazwali, bo wszystkim rozjaśnił serca.
Bądź pozdrowiony, władco! Pieśnią szukam twej łaski.
A nie zapomnę i ciebie, i następnej też pieśni.