Literatura a życie Polskie - Stefan Żeromski

Kup ebooka

6.49 zł
5.32 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

LITERATURA A ŻYCIE POLSKIE

Było życzeniem zespołu ludzi nauki i praktycznego rzeczoznawstwa, którzy zapoczątkowali wykłady ściśle gospodarcze w Zakopanem, ażeby w szeregu odczytów, poświęconych zobrazowaniu potrzeb i nasuwających się zagadnień życia społecznego na chwilę najbliższą, znalazł się również krótki wykład o roli literatury w tym teatrze, który się na ziemi naszej rozgrywa i ma rozgrywać w najbliższej przyszłości. Na pierwszy rzut oka wydaje się to rzeczą wprost niezrozumiałą, żeby taki temat mógł znaleźć się w spisie referatów o ekonomice i gospodarce życia. W istocie - tylko w Polsce można spotkać podobne zestawienie. Społeczeństwa należycie zorganizowane pod względem politycznym i społecznym dawno już wyzbyły się tego rodzaju mięszanin i nigdzie, zapewne, na świecie nie ujrzelibyśmy na afiszu podobnego współżycia. Jako przykład, że tak jest w istocie, że życie polityczne i społeczne przedzielone tam jest od literatury i jej zakresu działania głęboką fosą, przytoczę następujący fakt, który jest może nieco za jaskrawy, ale całą sprawę dokładnie uzmysławia i charakteryzuje.

Przed paroma laty w bojowym organie włoskich futurystów pod tytułem " Lacerba" wśród wielu awanturniczych pomysłów, dziwactw, kabotyństw i błazeństw mieszczącym nieraz utwory świetne i świadczące o znakomitych talentach (Ardengo Soffici'ego, Pallazzeschi'ego i innych) znalazł się artykuł Giovanni Papini'ego z racyi wyborów do izby włoskiej. Gdy cały świat tamtejszy wrzał, pienił się i gorzał od walki, podsycanej przez południowy temperament, - ów antifilozof, jak się sam mianuje, - Papini, - kategorycznie oświadczył, - wbrew nawet własnym swoim współwyznawcom literackim, - iż go ta cała wrzawa, walka, wartość kandydatur poselskich, wreszcie sam los obietnic, haseł i ideałów głoszonych, nic a nic nie obchodzi. Od spraw politycznych, - pisał, - jest we Włoszech minister spraw zagranicznych, - od spraw społecznych - minister spraw wewnętrznych. Ja jestem od spraw literackich i tylko temi sprawami się zajmuję. Inne mię na razie nie obchodzą, albo obchodzą tylko do pewnego stopnia.

Nie wiem, czy ów futurysta trzyma się i dziś tego swojego hasła. Jednakże stwierdzić można, że mutatis mutandis sprawa stosunku literatury do życia tak właśnie stoi w krajach europejskich, którym los szczęśliwy nie odmówił z jednej strony ministra spraw zagranicznych, z drugiej, - ministra spraw wewnętrznych. Życie literackie z jego prądami, zawikłaniami i burzami, - narodziny, wschody, walki, przełomy, klęski i zachody rozmaitych metod tworzenia artystycznego, których dalekie odblaski padają i w mrok naszej dziedziny, - nic zazwyczaj nie mają wspólnego z walkami na arenie parlamentarnej i z przełomami w instytucjach społecznych. Naturalizm, weryzm, parnasizm, symbolizm, dekadentyzm, unanimizm, jeżeli zahaczają o życie polityczne lub społeczne, to chyba tylko dla zaczerpnięcia tam materyału, lub tematu artystycznego. Kierunki te i metody tworzenia stoją na ogół pod hasłem Gothego: " Bilde Künstler, - rede nicht". Mają one cel swój własny, daleki od wszelkiego doraźnego dydaktyzmu, nie strofują, nie nauczają i nie poprawiają życia, nie idą w służbę codzienności w celu wywołania w niej zmian. Sztuka pisarska, zwana literaturą, czyniąc zadość warunkom i wymaganiom gramatyki, logiki i estetyki, dąży do tego, ażeby być w zupełności jedną ze sztuk pięknych, sztuką czystą i osiągnąć najwyższy cel tego usiłowania, przetworzenia sztuki na piękno. Natomiast w pewnem piśmie polskiem, mianowicie w "Kuryerze Warszawskim", niemal w tym samym czasie, kiedy w " Lacerb'ie" drukował swój edykt wspomniany Papini, można było czytać artykuł wstępny, pisany podniośle i poważnie przez pewną pisarkę i publicystkę, osobę znakomicie i gruntownie zasłużoną, - o tem, jaką powinna być literatura "piękna" w Polsce. Autorka ta nakłada na piszących rozmaite obowiązki. Nie mam w danej chwili przed oczyma tego artykułu, ale sądzę, iż nie mylę się, przytaczając z pamięci jego treść zasadniczą. Wyrażono tam życzenie, ażeby dzieło sztuki, powstające w naszym kraju, było dla szerokich warstw dostępne i zrozumiałe, ażeby pisano rzeczy ścisłe i bezwzględnie wartościowe pod względem moralnym, - ażeby się wystrzegać wszelkiej nieoględnej erotyki, wszelkiej lekkomyślnej swobody wyrażeń, gdyż książka nasza dostaje się przecie do rąk młodzieży, - ażeby każda ukazująca się książka krzepiła ogół i podnosila na duchu, - ażeby broniła szerokie masy czytelników od zgnilizny, abnegacyi i pesymizmu. Mutatis mutandis cała publicystyka i krytyka polska stawia pisarzom takież wymagania, za to ich głównie potępia, lub nagradza. Obok wielu cenzur zewnętrznych pisarz tutejszy musi w głowie swej, już podczas samej koncepcyi utworu i w czasie wykonania zamysłu, mieć ustanowiony swój własny rodzaj trybunału cenzury prewencyjnej, który rewiduje same pomysły pierwotne, chwyta za skrzydła owo "natchnienie" i odrzuca wszystko, co grzeszy erotyzmem, pesymizmem, niewiarą, smutkiem, - co się nie godzi z uznanemi zasadami pedagogii, zdrowia moralnego mas i duchowej tężyzny narodu. Tak się ukształtowało nasze życie. Taki wiatr wieje w oczy i w tej dziedzinie naszej polskiej biedzie. Mamy więc w gruncie rzeczy dwa rodzaje twórczości literackiej - europejski i polski. Jeżeli rozejrzeć się szczegółowo po widowni literackiej, to współtowarzyszów w tym polskim sposobie tworzenia, oraz w sposobie spotrzebowania owoców pracy - nie znajdziemy wielu. Jedynie może współczesne piśmiennictwo irlandzkie, (np. J. M. Synge, tak podobny do Wyspiańskiego!), a w połowie ubiegłego wieku literatura włoska, przedzjednoczeniowa mogłaby z naszą iść w jarzmie do pary. Alfieri, Leopardi, Ugo Foscolo, Carducci - to jedyni bodaj współtowarzysze po ciernistych szlakach twórczości naszych wielkich romantyków. Cała literatura polska, odkąd się zaczęła jej wysoka estetyczna wartość, - poza swym celem własnym, po za gwałtownym wysiłkiem, ażeby z pospolitej mowy urobić i wykształcić twór innego porządku i nieprzemijającej wartości, - ma nadto cel drugi, wyraźnie lub niewidocznie zaznaczony, wysunięty lub cofnięty, i z artystycznym zlewający się w nierozerwalne i doskonałe jedno. Tym celem jest wypatrywanie i wyszukiwanie w ciemnościach drogi do szczęścia dla ojczystego plemienia. Niema bodaj ani jednego dzieła wzdłuż drogi pochodu literackiego od chwili naszej politycznej ruiny, aż do momentu obecnego, - dzieła, które krytyka literacko, jako wartość szacuje, - które by tej nie posiadało cechy. Rzecz charakterystyczna, że nawet literatura staropolska nosiła na sobie znamiona przeczuć o niedoli narodowej i cechy messyanizmu. Dość wspomnieć Długosza, Ostroroga, Skargę, Kochowskiego, Woronicza... Tę służbę u nieszczęśliwej ojczyzny podejmuje wraz z literaturą w epoce romantyzmu i popowstaniowego tułactwa także filozofia, historya, a nawet, o ile to jest do pomyślenia, - nauki ścisłe. Dość znowu wspomnieć Hoene-Wrońskiego, Lelewela, Bronisława Trentowskiego. Ostatni najdobitniej uwydatnił to położenie w pewnym liście do Ludwika Królikowskiego, mówiąc, iż dopóki służył w wojsku, szpadą walczył o niepodległość ojczyzny, gdy zaś ojczyzna leży w upadku, a szpada z dłoni wydarta została, walczy o tę samą niepodległość za pomocą swojego systematu filozoficznego. Kilkakrotnie sztuka polska usiłowała wyłamać się z klauzuli obowiązków, które na nią wkładała świadomość niedoli powszechnej. Chciała zbliżyć się do sztuki europejskiej, stanąć z nią w jednym szeregu, stać się twórczością czystą, wolną od jakiegokolwiek ubocznego bodźca i zabarwienia. Sam, przecie, romantyzm w pierwiastkowej istocie swojej i naczelnej intencyi był obcym przybyszem, niczem niezwiązanym z ogółem, - i gorzkie za to od współczesnych krytyków otrzymywał nagany. Wkrótce jednak, zetknąwszy się z ziemią, tak dalece nasiąkł od cierpienia, od mocy i niemocy, od rozpaczy i nadziei narodu, iż stał się sam na dziesiątki lat i na liczne pokolenia czynnikiem moralnego, politycznego i społecznego dyktatyzmu, skarbnicą i rozsadnikiem pewnych konkretnych idei. Za to znowu otrzymuje od współczesnych krytyków surowe nagany. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza ubiegłego stulecia i na początku bieżącego trzykrotnie usiłowano wydobyć sztukę polską i literaturę piękną ze społecznej pańszczyzny, oraz proklamować jej europejskie prawo do swobody. Było to usiłowanie Stanisława Witkiewicza, który w tym celu założył pismo "Wędrowiec", - później - Stanisława Przybyszewskiego, który w tym celu założył pismo "Życie", - wreszcie - Zenona Przesmyckiego, który w tymże celu założył pismo "Chimerę". Każde z tych literackich powstań wywarło wpływ jak najzbawienniejszy na twórczość i krytykę rodzimą, rozszerzyło widnokręgi, przysporzyło sztuce nowych wartości przez ich europejską uprawę, - lecz każde, jak wszelkie powstania w Polsce, skończyło się porażką. Stanisław Witkiewicz, który podniósł swój ostry polemiczny oręż przeciwko głównemu przedstawicielowi supremacyi pierwiastków ideowych, uczuciowych i politycznych nad walorami ściśle malarskiemi, - przeciwko genialnemu Janowi Matejce, - skończył po latach swą pracę krytyczną wyśpiewaniem przepysznego, niedoścignionego dytyrambu właśnie na cześć twórcy Batorego i Grunwałdu. "Życie" Stanisława Przybyszewskiego, które obwieszczało wszem wobec piszącym, iż "sztuka-patryotyzm nie jest prawdziwą sztuką", - stało się wnet gniazdem, w którem porastał w srebrzyste swe pióra wieszcz nowoczesny Polski, Stanisław Wyspiański. Miłość ojczyzny jest właśnie alfą i omegą, źródłem natchnienia, namaszczeniem i zasadniczą cechą jego sztuki. Twórczość Wyspiańskiego jest najwyraźniejszym dowodem i wizerunkiem tej sztuki polskiej, nierozerwalnie spojonej z patryotyzmem, który przepalał i przeżerał tę imaginacyę tak wyjątkową. Każda teorya estetyczna, chociażby najbardziej zbawienna i wypróbowana płonęła nazewnątrz. Sam zaś pożar wewnętrzny szybko strawił wielkie bogactwo pomysłów. W naszych oczach ta twórczość zapaliła się i zagasła. Wreszcie i sam Stanisław Przybyszewski w późniejszych swoich utworach z goryczą odwołał hasła "Życia". Trzecie wreszcie usiłowanie - "Chimery" - po rozświetleniu i ogrzaniu wielu talentów blaskiem europejskiej kultury, za najważniejszy swój dorobek i tytuł do głębokiej naszej wdzięczności musi poczytywać ekshumacyę Cypriana Norwida, postaci twórczej, równej trójcy wielkich romantyków, - którego dzieła są znowu jaskrawem świadectwem tego zatopienia się sztuki polskiej w ojczyźnie, podsunięcia i podłożenia wiotkich a chyżych jej skrzydeł pod nieudźwigniony ciężar niedoli narodu. Sam wreszcie Zenon Przesmycki, który tyle dorobku świata przeszczepił do naszej nowizny, - w końcowych zeszytach swego pisma począł troskać się o muzea, teatry ludowe, szkoły artystyczne i zawodowe, uniwersytety, czytelnie, czyli zabiegać około tej sprawy tyle ważnej, jak i sztukę w Polsce uczynić motorem społecznym. Z tego pobieżnego przeglądu samo przez się wysuwa się pytanie: jakaż tedy jest bezwzględna i istotna wartość literatury polskiej w stosunku do literatur świata? Odpowiedź na nie jest bardzo trudna, jeżeli ma być opinią szczerą, bez wszelkiej pychy i narodowego samochwalstwa. Dają się u nas niejednokrotnie słyszeć ryzykowne twierdzenia, iż literatura nasza jest jedną z najpierwszych na świecie, - a nawet zdania takie, iż tylko z pieśniami izraelskich proroków mogą być porównane pewne pieśni naszych wielkich poetów. Jeżeli nawet tak jest w istocie, to przecież gminnem samochwalstwem byłoby twierdzenie, że te twory geniuszu, jakie w skarbcu swym przechowuje literatura europejska, niżej stoją od twórczości naszej. Czy możemy wywyższać Mickiewicza ponad Göthego, - Słowackiego ponad wiekuiście kwitnącego Shelley'a - Krasińskiego ponad Leopardi'ego Norwida ponad Poöego, Wyspiańskiego ponad Carducci'ego, - Kasprowicza ponad Francis Jammes'a, albo tyle mu pokrewnego Pascoli'ego? O wyższości lub niższości tych walorów nie może być wogóle mowy, - prędzej, o ich bliskości i oddaleniu. Pisarze, których nazwiska tu wymieniłem Göthe, Shelley, Leopardi, Carducci, Poe, Jammes, Pascoli, - są dla nas bliscy, rodzeni, niemal ojczyści. Tymczasem nasi wielcy pisarze są dla świata dalecy i obcy, niemal tak zupełnie, jak dla europejskiego oka obcą jest twórczość japońska, - narodowa i hieratyczna. Przez swą niezniszczalną i zawsze obecną cechę narodową twórczość polska ma pewien stały wyraz i styl, niby owe drzeworyty japońskie Surimona, które tylko w jednym egzemplarzu istnieją. Są w naszej poezyi, w utworach Brodzińskiego, Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Lenartowicza, Wyspiańskiego kreacye, będące wykwitem najgłębszego czucia i najsubtelniejszego artyzmu, które zostaną na zawsze niezrozumiałemi, lub w najlepszym wypadku obojętnemi, dla najżyczliwszego i pełnego najlepszej woli europejczyka. Gdybyśmy doskonałym, jak się to mówi - "kongienialnym" przekładem oddali na jakiś język europejski wezwanie Adama Mickiewicza do Bohdana Zaleskiego:

"Słowiczku mój, a leć a piej, Na pożegnanie piej..."

cóżbyśmy otrzymali? Piękny wierszyk liryczny. Tymczasem - w tych bezgranicznie prostych i kryształowo czystych wyrazach mieści się przecie błyskawiczne widzenie potwornej tragedyi, brzmi echo długich dziejów tortury ducha, skomlą monosylaby męczarni przegranej, pohańbienia i beznadziei - nie tylko samego twórcy, lecz i całego plemienia. A dalej - ta pewność, ta wieść, ta euforia, ta bezgraniczna radość, godna serca archanioła, która wieje ze słów:

"...I tajne brzemię lat Wydało płód I stał się cud I rozraduje świat"...

Z głębokości morza łez, z ciemnej odchłani cierpień wytoczył się ten utwór plemienny zakrążył się i zamknął w doskonałe słowa, chowając w małym kształcie swym bezgraniczną treść, - jak uryańska perła. Cały zespół ludzki raduje się tutaj przed swoim Bogiem, iż znalazł jakowąś złudę broni przeciwko mocy piekła. Dla cudzoziemca trzebaby chyba pisać długi traktat, wyjaśniający zawartość i wartość tych nielicznych strof, moc i doskonałość, która z wewnętrzną treścią religijną, moralną, polityczną i społeczną spoiła się w jedno nierozerwalne.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.