Listy w butelce. Słowami Duszy - Aleksandra Makurat

Kup ebooka

24.23 zł
20.11 zł (24,23 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Dziesięć lat temu zaczęła się moja droga.

W 2016 roku po raz pierwszy odważyłam się zamknąć swoje myśli, emocje, pytania i tęsknoty w słowach. Tak powstały "Listy w butelce - słowami duszy" - tomik, który stał się początkiem mojej drogi pisarskiej i poetyckiej.

Dziś, po dekadzie, patrzę na te wiersze inaczej. Widzę w nich kobietę, która szukała odpowiedzi, próbowała zrozumieć miłość, samotność, bliskość, rozstanie, ludzkie wybory i własne miejsce w świecie. Kobietę, która pisała nie dlatego, że znała wszystkie odpowiedzi, lecz dlatego, że potrzebowała zadawać pytania.

Ten tomik jest zapisem tamtego czasu. Jest trochę jak wiadomość wysłana w nieznane - list zamknięty w butelce i rzucony na morze. Nie wiadomo, do kogo dopłynie, kiedy zostanie odnaleziony ani czy jego odbiorca zrozumie wszystkie ukryte w nim znaczenia.

Moje "butelki" wypełnione są słowami. Jedne niosą miłość, inne tęsknotę, ból, pragnienie, nadzieję, gniew czy potrzebę odnalezienia własnej drogi. Są w nich także obrazy świata, który obserwowałam bardzo uważnie - czasem przez pryzmat serca, czasem intuicji, a czasem poprzez metaforę i poetycki kod.

Poezja od początku była dla mnie czymś więcej niż układaniem słów. Była sposobem rozmowy z samą sobą. Sposobem, aby powiedzieć to, czego nie potrafiłam wypowiedzieć na głos. Dlatego wiele z tych tekstów jest bardzo osobistych, choć nie wszystkie należy odczytywać dosłownie. Każdy czytelnik może znaleźć w nich własną historię, własne wspomnienie albo własne pytanie.

W tych wierszach morze nie jest tylko morzem. Statek może oznaczać ucieczkę, port - bezpieczeństwo, a list w butelce - nadzieję na odnalezienie kogoś, kto być może nigdy nie miał go przeczytać. Miłość potrafi być przystanią, ale może również stać się sztormem. Czasem prowadzi nas do drugiego człowieka, a czasem - paradoksalnie - prowadzi nas z powrotem do samych siebie.

Ten tomik jest więc nie tylko zbiorem dawnych wierszy. Jest pierwszym rozdziałem mojej historii jako autorki.

Powstał wtedy, gdy jeszcze nie wiedziałam, dokąd zaprowadzi mnie pisanie. Nie wiedziałam, ile jeszcze słów przyjdzie mi zapisać, ile historii powstanie i jak bardzo zmieni się moje spojrzenie na świat. Wiedziałam tylko jedno - że muszę pisać.

Dzisiaj, po dziesięciu latach, wracam do tych pierwszych słów z wdzięcznością.

Bo czasem najważniejsze rzeczy zaczynają się bardzo cicho.

Od jednej myśli. Od jednego zdania. Od jednego wiersza. Od listu, który ktoś odważył się wysłać w morze.

Ten tomik jest właśnie takim listem.

Listem sprzed dekady.

Listem pisanym słowami duszy.

I być może nadal płynie.

Aleksandra Makurat2016-2026

Ze szczytu marzeń

Szczyty marzeń, horyzont prawdy, a nie dasz się utwierdzić w prawdzie.

Gdy patrzysz w dal,

nie widzisz horyzontów,

zakrętów przyjaźni,

miłości końców.

Chcesz wejść wyżej,

wspiąć się na szczyt marzeń,

poznać jego granice,

jego kresy i horyzonty,

zanurzyć się w dalekim kochaniu.

Chcesz go znać,

chcesz przy nim trwać.

Nie chcesz poznawać końców

- marzysz o początku.

O początku jego duszy,

o początku jego serca,

o czymś trwałym,

co będzie tylko dla Ciebie.

O cieple, bliskości,

słowach pełnych radości,

o pocałunkach i dotyku,

o chwili bez końca,

o nieskończoności.

O śnie - tak ważnym,

tak prawdziwym, realnym...

tylko Waszym.

Lecz sen już się skończył.

Budzisz się.

Ze szczytu zejdź.

To tylko Ty jeszcze jesteś w nim.

Zejdź. Musisz zejść.

Otwórz oczy.

Obudź się.

Uśmiechnij się.

Bo takie słowa

są już blisko mnie -

słychać je gdzieś

na granicy snu i jawy,

w podświadomości,

w rytmie muzyki,

która gra w tle

i przypomina:

że każdy koniec

może być początkiem.

Barwy listów prawdy

Szukasz

szczęścia swojego -

tego, które skradzione,

zawisło gdzieś

nad morzem jego ego.

Strzały namiętności

biegły ku wolności,

ku światu,

który miał być

tylko nasz.

Powiedz - dlaczego

nie dotrzymałeś

szczęścia, które było między nami?

Czy zdradą

stało się słowo nienapisane?

Czy ciszą

stały się słowa niewypowiedziane?

Byłeś.

A może tylko

przechodziłeś obok?

Robiłeś podchody,

zostawiałeś znaki,

które próbowałam odczytać.

Otwierałeś przede mną

morze listów,

pełnych niedopowiedzianych znaczeń.

Chwilowe westchnienia

zamieniałeś w obietnice,

a potem

kradłeś ich barwy.

Pozostała tylko

barwa zdrady -

biała i czarna.

Biała jak kartka,

na której miały powstać

słowa prawdy.

Czarna jak atrament,

którym zapisano kłamstwa.

Obietnica napisana,

a jednak niedotrzymana.

List wysłany

bez adresu serca.

I tylko jedno pytanie

wraca do mnie

jak fala:

Dlaczego?

Ogniska zmysłów

Coraz lepiej radzę sobie

z zapomnieniem -

z ogniem,

który kiedyś

rozpalały zmysły.

Z Twoją strzałą,

która przechodziła

tuż obok mojej skroni,

dotykała ciała,

budziła umysł,

poruszała zmysły

i śmiejącą się duszę.

Lecz serce...

serce miało własną kuszę -

zranioną, a jednak wciąż gotową

wypuścić strzałę

w stronę Twojego serca.

Twoja strzała,

moja kusza -

dziwna gra kuszenia, milczenia

i spojrzeń.

Kilka lat, minut

i godzin

próbowałam zapomnieć.

Zapomnieć zwyczajność,

która otaczała nas

każdego dnia.

Wspólne,

a jednak osobne

chwile.

Przeżycia, które wiatr czasu

rozrzucał po pamięci,

niosąc je

w stronę przyszłości.

Może innej.

Może lepszej.

Może pełnej miłości.

A jednak...

NIE.

To słowo

nie było końcem.

Było krzykiem serca,

które nie chciało

kończyć tego, co jeszcze

w nim żyło.

Nie chciałam

kończyć.

Chciałam tylko

przestać pamiętać.

A pamięć

wciąż rozpalała

ogniska zmysłów,

dno mojego serca.

A jest B

Nie mów nigdy A, gdy nie umiesz powiedzieć B. Zastanów się lepiej, na TAK czy na NIE.

Książkę to mało, by napisać o tym,

co mnie spotkało.

Kropką nad i Tobie być przystało.

Zdjąłeś czar, rozpętałeś miłości żar.

Uśpiony w mej duszy, bezpiecznie, by trwał.

Żar dla Ciebie.

Ale na próżno,

boś mnie potem rzucił w próżnię,

żegnając się bez słowa.

Książkę moją rozpoczynam od nowa.

Byłam tam, chcę być od nowa.

Chciałabym, byś dotrzymał słowa.

Boisz się, wiem, a ja nie...

Twoja tarcza zgubiła się gdzieś.

Podniosłeś ją,

chcesz budować z kimś innym dom.

Bardzo musi boleć ta książka,

słów gra, bolączka.

Chcesz być wolny, ja Ci to dam.

Nie wiesz, jak ja mocno gram.

Walczyć już nie mogę.

Muszę pisać, by zapomnieć o Tobie.

Ty moją weną, pirackim skarbem,

czymś niezdobytym na zawsze.

Chcę o tym krzyczeć,

swobodnie mówić,

w tłumie ludzi się nie gubić.

Boisz się A, ja mówię B.

Bo A już dawno zaczęło się.

Powiedziałeś A, nie powiedziałeś B.

I co?

Zostawiłeś mnie.

Bez igrzysk zmartwień,

ogni, przeszkód, trawień,

Ty mówisz NIE.

Mówisz, że to mi się nie wydaje.

Wiem,

chcę o tym krzyczeć,

lecz boję się.

Twoje odrzucenie

to najgorsze NIE.

Słowami duszy

Słowami Duszy karmiona ma Wena w wyznaniach, wierszach, niech będzie Poemat. Poemat życia. Znam już go na pamięć. Słowami przestać? Jeszcze nie potrafię. Dojść Ciebie poprzez słowa nie mogę. Czekam, wciąż czekam na Twoje słowa i Twoją drogę do mnie. Gdyż Ty nie martwisz się końcem tej opowieści. Zamknąłeś się, barykady masz, kilometry, cisza... I trwasz.

Sto kartek wyzwań.

Sto lat w miłości.

Sto lat w bezsilności.

Dwie dekady czekania.

Dwa tygodnie obietnic.

Miesiące wypatrywania.

Miesiące czekania.

Sto kartek obietnic.

Sto kartek wyzwań.

Piosenek miliony.

Cytatów dwa tomy.

Karmy i równoważnie.

Huśtawki słów na poważnie.

Huśtawki prawdy i nieprawdy.

Sto gram kłamstw.

Sto gram seksu.

Wszystko wirtualnej wagi,

do przewidzenia ta strona.

Sto słów na TAK.

Kilka na NIE.

Wiosen dużo, dni.

Lato odrzucenia, miesiące.

Noce marzeń, codziennie, tysiące.

Poranki łez płynące.

Wysyłane wibracje.

Podświadomości inspiracje.

Telepatyczne myśli.

Kocham Cię. Gdzie jesteś?

Tęsknię. Czekam.

Czekam na sto słów na TAK.

Na nasze dekady,

nie na żadne blokady.

Na TAK, nie na NIE.

Przyjdź, zostań, walcz.

Na pytanie odpowiedz.

Proszę Cię, odpowiedz:

Krótkie - kocham Cię.