prof. Olaf Żylicz Okiem psychologa
"Czułem tak wielkie wzruszenie..."
Listy jakie wymieniali między sobą Jan Paweł II i prymas Wyszyński wydają się bardzo naturalne, w wielu miejscach nieobrobione, jak wtedy gdy nie planujemy oddać ich do druku czy nie bierzemy pod uwagę, że mogą zostać opublikowane pośmiertnie. Chociaż oczywiście część sformułowań można by wprost przenieść do listów duszpasterskich czy jakiejś adhortacji, jak rozważania o obchodach rocznicowych Stanisława biskupa. Dominuje jednak język prywatny, właściwy osobom sobie bliskim, szanującym siebie mimo wszelkie różnice wieku, mentalności czy, jak wielu mówi, również po części wizji Kościoła w Polsce. Gdyby obydwaj piszący wiedzieli, że owe listy będą publikowane lub chociażby oglądane przez osoby trzecie, to można by się spodziewać form bardziej ułożonych, zwłaszcza u Jana Pawła II bardziej jeszcze literackich i w stylu eleganckich. Listy są (w zdecydowanej większości) prywatną wymianą myśli, a zarazem ze względu na stanowiska obydwu protagonistów siłą rzeczy jakoś urzędowe.
Jednocześnie trudno się oprzeć wrażeniu, że daje się w listach wyczuć jakąś czujność wobec służb wiadomych, które z pewnością czyniły wiele, aby znać ich treść. Często zaznaczano w przypisach: listy bezpośrednio doręczone. I nawet jeśli obydwaj uczestnicy korespondencji zasadniczo wiedzieli, że owe listy są zabezpieczone przed niepożądanym wzrokiem partyjnych inwigilatorów, to kilkadziesiąt lat własnych doświadczeń życia w kontrolowanej rzeczywistości PZPR-owskiej Polski musiało było odcisnąć swoje piętno. Prymas Wyszyński w jednym z listów napisał słowa typowe dla rozmów telefonicznych stanu wojennego: "a resztę opowiem osobiście".
W wielu miejscach listy wyrażają organiczną, wszechogarniającą religijność i pobożność Papieża i Prymasa - tę drugą w bardzo silnie maryjnych tonacjach, która jawi się jako dla nich obydwu wyjątkowo ważna i bliska, ale też jako przestrzeń ich wspólnego duchowego doświadczenia i języka. Gdy autorzy listów dzielą się swoim życiem duchowym, często opisują je językiem, który obecnie, zwłaszcza dla młodego czytelnika, nawet tego, dla którego religia stanowi centrum życia, zdawać się może miejscami barokowy, nadmiarowy. Myślę, że gdyby dane nam było teraz posłuchać ich głosu z góry, z tamtego dopełnionego świata, powiedzieliby: "Tacy byliśmy, taka była nasza żarliwa i prosta religijność w fundamentalnym oddaniu misji realizowania dzieł Bożych, z Maryją jako nieustającą orędowniczką w sprawach, któreśmy Jej przedkładali". Intelektualizujące sformułowania religijne często bywają zasłoną niepozwalającą ich autorom, jak i odbiorcom dotknąć rzeczywistości żywej wiary w jej codziennych emanacjach, prostych i prawdziwych.
Dzięki temu listy pozwalają zbliżyć się do religijności obydwu autorów bardziej niż poprzez oficjalne teksty kazań, listów duszpasterskich, książek czy adhortacji. Porusza lektura tych bardzo osobistych emocjonalnych wyznań, które czasami pojawiają się u mężów skądinąd osobowościowo silnych, nieskorych do czułostkowości. Jak w liście z 17 grudnia 1978, gdy Papież po lekturze tekstów na święto Matki Bożej Gromnicznej pisał: "czułem tak wielkie wzruszenie, że ledwo mogłem powstrzymać się od płaczu". W konsekwencji ta bezpośrednia siła płynąca z ich wiary zaprasza, a może nawet przymusza czytelnika, zwłaszcza tego religijnego, do odpowiedzenia sobie, kim ja sam jestem względem spraw i wyzwań ostatecznych, na ile pozwalam, mówiąc językiem psychologii, aby religia pełniła bezwarunkowo centralną, regulacyjną funkcję w moim życiu.
Wyjątkowy moment dziejów
Zwłaszcza nad początkowymi listami zdaje się unosić ciągle zadziwienie "niepojętymi dziełami Bożymi", które objawiły się 16 października 1978 roku w Kaplicy Sykstyńskiej. Mimo całą przejmującą radość, jaką prymas Wyszyński odczuwał z decyzji konklawe, do czego wracał wielokrotnie w listach, musiał był - jakby powiedzieć językiem organizacji - nauczyć się funkcjonować w sytuacji, gdy nagle jego podwładny zostaje przełożonym. Przełożonym, który chociaż nie ma wojskowych dywizji, zarządza najliczniejszą organizacją na świecie i wedle nauczania Kościoła jest rzeczywistym zastępcą Chrystusa na ziemi. To trochę jak w przypadku rodziców dziecka, którzy zdali sobie nagle sprawę, że ich syn ma misję prorocką do spełnienia. I wtedy już nic nie jest w relacjach takie samo jak było. Ta sytuacja była też z pewnością wyzwaniem dla nowo wybranego Papieża.
Sześć dni po konklawe prymas Wyszyński uczestniczy w inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II, której kluczowym elementem jest uroczyste złożenie hołdu nowemu Papieżowi przez kardynałów. Chwilę po tym jak Prymas Tysiąclecia pocałował Papieża w pierścień, Jan Paweł II podniósł się z tronu, sam ucałował go w rękę i uścisnął. Trudno wyobrazić sobie bardziej głębokie okazanie szacunku przez Papieża drugiemu człowiekowi. I właśnie listy są zapisem okazywanej sobie wzajemnie rewerencji, która przekracza wszelkie nakazane protokołem wyrazy szacunku.
W pierwszych listach to może nie dziwi. Obydwaj piszący mogli bowiem niejako chować się za wzniosłymi, pełnymi szacunku sformułowaniami, jak "Czcigodny" i "Umiłowany", żeby wypracować jakiś styl komunikowania się. Ale ten sposób zwracania się do siebie utrzymuje się niezmiennie do ostatniego listu. Musiał był wynikać z jakieś bardzo głębokiej potrzeby. Nie tylko z szacunku i admiracji, ale również - jak można próbować nazwać - z autentycznej braterskiej miłości, jaką do siebie żywili. "Zawsze byłem przekonany o tym - Jan Paweł II pisze w liście z 30 października 1979 rodzaj duchowej laudacji na cześć Prymasa - że Duch Święty powołał Waszą Eminencję w wyjątkowym momencie dziejów Ojczyzny i Kościoła - i to nie tylko w Polsce, a na całym świecie". I dodaje w tym samym liście, dziękując za książkę Prymasa Wszystko postawiłem na Maryję: "Będziemy czytać te teksty z należytą czcią i wdzięcznością". I pisze to osoba, która dźwiga odpowiedzialność za setki milionów ludzi Kościoła na całym świecie! Czasami w tych pełnych szacunku i bliskości wypowiedziach pojawiają się nuty humorystyczne (list z 1 stycznia 1979): "przyrzekam Waszej Eminencji, że będę się starał postępować roztropnie... w miarę".
Listy prymasa Wyszyńskiego, od pozdrowień po zakończenie, zarówno wprost, jak i przez sposób opisywania problemów czy formułowania pytań, wyrażają fundamentalny szacunek dla Papieża. Czasami Prymas, który wszak w Polsce dla bardzo wielu był majestatycznym i niezłomnym interrexem, tymczasowym królem w czasach ciemnej komunistycznej nocy, pisze niezwykle osobiście, wręcz intymnie o swoim stosunku do Papieża. I tak na przykład w liście z 6 grudnia 1978: "Dziś całą noc całowałem Jego dłonie na rozmowie w jakimś watykańskim zaułku. Pragnę się przyznać, że każdego ranka (...), gdy wracam do świadomości ze snu, klękam z Nim na progu Sanktuarium Jasnogórskiego". Niekiedy tylko się sumituje, czy może nie posunął się zbytnio w jakiejś poufałości, jak w tym samym liście, gdy wypowiedział się na temat różnych stanowisk kościelnych: "Proszę wybaczyć te myśli, które nawet nie są sugestiami". Wzajemny szacunek, jaki sobie okazywali prymas Wyszyński i Papież, jest zasadniczo zrozumiały. Zaskakiwać co najwyżej może jego głębia. Obydwaj towarzyszyli polskiemu i powszechnemu Kościołowi oraz narodowi, szczególnie blisko siebie, od kiedy dwadzieścia lat wcześniej, w 1958 roku Karol Wojtyła został biskupem pomocniczym w Krakowie. Z duchowych i społecznych względów jako ważniejszy niż szacunek okazywany sobie nawzajem jawi się fundamentalny, nie pragmatyczny, szacunek, jaki obydwaj przejawiali wobec tych, z którymi zdecydowanie nie było im po drodze, czyli władzom komunistycznym. Kto żył w tamtych czasach, doskonale pamięta, że władze kontrolowały niemal wszystkie obszary życia przez reglamentowanie papieru, mięsa i samochodów, dawanie bądź nie paszportów, zezwalanie bądź niezezwalanie na budowę kościołów. Szczególnie więziony w latach 50. Prymas mógł przejawiać silny resentyment, popychający go w prywatnej korespondencji do jakiejś formy lekceważenia.
Warto w lekturze listów zwrócić uwagę na drobny, acz znamienny szczegół. Generalnie, gdy mowa jest w listach o przedstawicielach władz, obydwaj autorzy piszą p. Edward Gierek czy p. Józef Czyrek. Nikt nie miałby im za złe, gdyby pisali "Czyrek powiedział" lub "Gierek zrobił". Już w liście pierwszym (z 15 grudnia 1978) sygnowanym przez Papieża, czytamy: "Starałem się w związku z moim wyborem i początkiem pontyfikatu uczynić wszystko, ażeby przedstawicielom Władz naszego państwa okazać szacunek wyjątkowy". Władze w dużej mierze są przeciwnikiem, mają przeciwne interesy, ale nie są "tamtymi złymi", wrogami. To mimo wszelkie spory pozwala się spotkać, widzieć w tamtym, tak bardzo innym, człowieka, i dostrzegać obszary, w których możemy działać razem dla wspólnego dobra.
W tych wypowiedziach i idących z nimi w parze zachowaniach wobec władz PRL-u widać nade wszystko rzeczywisty, a nie deklarowany fundamentalny szacunek dla drugiego człowieka. Pewnie również obydwaj autorzy listów mieli głęboko przyswojone przesłanie wyrażone w Liście do Rzymian, że w jakiejś mierze każda władza pochodzi od Boga, nawet jeśli jest ona obca ideologicznie i którą godziwymi środkami godzi się zmieniać. Takie podejście pozwoliło prymasowi Wyszyńskiemu napisać w roku 1980 do Kazimierza Kąkola szefującego Urzędowi do Spraw Wyznań, przez lata zastępcy członka Komitetu Centralnego PZPR: "Wiem, że Pan Minister pojmuje swoje zadanie w duchu Służby Narodowi. (...) Do tej pracy wniósł Pan Minister ducha rzetelnego poszanowania ludzi Kościoła, należnego wszystkim - niesienia pomocy, woli zrozumienia Kościoła i Jego służby w Narodzie, a zwłaszcza zabezpieczenia Jego praw przez normalizację. Okres urzędowania Pana Ministra uważam za najlepszy odcinek stosunku Kościoła i Państwa". Z kolei Kazimierz Kąkol już w latach 80. poświęca książkę Prymasowi, a na koniec życia, jak należy domniemywać - nie wbrew swej woli, ma pogrzeb religijny.
Papież, składając życzenia na Boże Narodzenie (list z 24 grudnia 1979), niezwykle dobitnie pisze do Polaków: "Obejmuję nimi każdego i wszystkich, nikogo nie wyłączając". W czasach Polski współczesnej, gdy politycy, zarówno rządzący, jak i będący w opozycji, zwykle totalnie odrzucają tych drugich, odbierając im prawo do bycia prawdziwymi Polakami czy czasami nawet ludźmi, możemy marzyć o takich postawach, jakie reprezentowali Jan Paweł II i prymas Wyszyński.
Wsparcie pomimo wszystko
Te ich postawy otwartości wiązały się ściśle ze stylem działania przy rozwiązywaniu ważnych spraw społecznych czy kościelnych, w sytuacji nawet dużej polaryzacji wzajemnych postaw. W liście z 20 grudnia 1978 Jan Paweł II pisze o wizji nowego, dobrego ładu społecznego w Polsce i konkluduje: "Jako papież-Polak byłbym szczęśliwy, gdyby właśnie moja ojczyna okazała się tym krajem, w którym będzie to możliwe, nawet bez względu na radykalne różnice ideologiczne". Pod koniec 1979 roku sytuacja dla władz reżimowych jest szczególnie trudna: narastające problemy ekonomiczne, braki w sklepach i rozbudzone oczekiwania dużej części społeczeństwa po wizycie w Polsce Jana Pawła II, aby Duch zstąpił i odmienił Polskę. Prymas Wyszyński z własnej inicjatywy udaje się wówczas do I sekretarza PZPR Edwarda Gierka. Tak relacjonuje Papieżowi to spotkanie (list z 2 lutego 1979): "Ponieważ Polska jest bliska zamętu domowego, postanowiłem stworzyć akcent wsparcia dla Edwarda Gierka - i dlatego udałem się do niego". Sytuacja w kraju staje się jeszcze bardziej napięta i nieprzewidywalna po sierpniu 1980. Władze są w defensywie.
Oczekiwania społeczne, nie tylko względem funkcjonowania wolnych związków i dopuszczenia wolności słowa, są coraz większe, przy coraz bardziej dramatycznej sytuacji ekonomicznej, z nieustannie powtarzanym we wszystkich kręgach pytaniem, czy Sowieci nie wejdą do Polski, nie godząc się na wypadnięcie jednego kraju z ich strefy wpływów. Pod koniec 1980 roku Papież, który na bieżąco - jeśli wypada tak pisać o głowie Kościoła - pochłania informacje płynące z Polski, pisze do prymasa Wyszyńskiego (list z 8 grudnia 1980): "W ciągu tych miesięcy całe społeczeństwo - w szczególności ludzie pracy z jednej strony, a przedstawiciele władz z drugiej - wykazywało wielką dojrzałość, podejmując ważne kroki i stopniowe decyzje, podyktowane wzajemnym poszanowaniem wspólnego dobra".
Kilka miesięcy później, w marcu 1980 roku sytuacja w kraju dodatkowo zaostrzyła się po pobiciu bydgoskich działaczy związkowych, gdy "Solidarność" ogłosiła ogólnopolskie pogotowie strajkowe. Na sam koniec tego miesiąca Papież w wielkim zatroskaniu pisze (list z 28 marca 1981): "modlę się o to, ażeby doszło do porozumienia pomiędzy władzami państwowymi a przedstawicielami środowisk pracy (...) dla umocnienia wewnętrznego pokoju w duchu odnowy, której zasady zostały ustalone w ciągu ubiegłej jesieni. Realizacja tych zasad domaga się wzajemnego porozumienia, dialogu, cierpliwości i wytrwałości. Jest to równocześnie najwłaściwsza droga do umocnienia autorytetu i poczucia odpowiedzialności (...) w społeczeństwie".
Szerokie spojrzenie
To poczucie odpowiedzialności oraz służebna postawa jawią się jako kluczowe filary przewodzenia Kościołowi - lokalnie (prymas Wyszyński) i globalnie (Papież). Mówią o nich unisono autorzy listów. Obydwaj odpowiadają na to, co do nich przychodzi. Właściwie wszystkie tematy, którymi się zajmują w listach, może poza kwestami wspominanych chwil odpoczynku w górach czy nad morzem, są sprawami przychodzącymi z zewnątrz. Mówiąc psychologicznie, nie są generowane przez ich ego, osobiste potrzeby, ale przez zadania, które stawia im Bóg, sytuacja w Kościele, życie społeczne w Polsce czy potrzeby szerszego świata. W listach zresztą widać wiele przejawów pokory tak u Papieża, jak i Prymasa. Papież w różnych kontekstach niekolokwialnie prosi: "Wsparcia modlitewnego bardzo potrzebuję". Wiele razy powtarza pokornie, że to jemu "Opatrzność przeznaczyła posługę na rzymskiej Stolicy Świętego Piotra". To nie tytuł do chwały, to zobowiązanie.
Pierwsze odpowiadanie bierze się z nieustającego zanurzenia w modlitewnej relacji z Bogiem, kolejne z nasłuchiwania potrzeb Kościoła (m.in. rocznica i znaczenie śmierci św. Stanisława, wybór biskupa krakowskiego, szersza wizja kapłana jako pasterza, zachowanie wierności podstawowej misji Kościoła w czasie zmian politycznych i społecznych). Obydwaj respondenci odnoszą to, co się dzieje w Kościele, do szerszych procesów społecznych w poczuciu - jakby to dzisiaj nie brzmiało patetycznie - organicznej odpowiedzialności za państwo i cały naród, nie tylko za wierzących. "Bliskie też są zawsze sprawy Narodu, którego jestem synem" (list z 16 stycznia 1980). A Prymas w pełnym niepokojów okresie pierwszej "Solidarności" z przejęciem pisze (list z 8 stycznia 1981): "zwłaszcza trzeba czuwać, by nierozważne deklaracje polityczne nie stworzyły napięć i podziału społecznego". Kościół Papieża i Prymasa jest też integralnie zrośnięty z całym światem, stąd na przykład rozważania tego drugiego o znaczeniu sytuacji w Afganistanie czy refleksje po wizycie Papieża w Meksyku. "Całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska" jest bardzo ważne, ale nie jedyne ważne na świecie i we wszechświecie. Przy całej intensywności patriotyzmu Papieża i Prymasa nie ma miejsca w ich nauczaniu, a tu w listach, na postawę: "Moja chata z kraja". Polska wyznacza jedynie jeden krąg odpowiedzialności.
Najsłabiej jest i u Papieża, i u Prymasa z odpowiadaniem na potrzeby własnego organizmu. To oddanie się sprawom, za które czują się odpowiedzialni, powoduje nieustające przeciążenie psychiczne i fizyczne. Prymas Wyszyński apeluje do Papieża o więcej wypoczynku. Z kolei Papież (list z 5 listopada 1979) prosi: "ażeby umiłowany Ksiądz Prymas, o ile możności, oszczędzał swoje siły, gdyż są one tak bardzo potrzebne dla Kościoła i dla Polski", by chwilę później odwołać się do najwyższych instancji: "W szczególności proszę o jeden (przynajmniej) dzień wolny w tygodniu, gdyż to wynika nawet z prawa Bożego".
Co bardzo również znamienne, wielkość zadań i odpowiedzialności, przed którymi obydwaj stoją, nie zamyka obydwu na widzenie pojedynczych osób, ich potrzeb i wysiłku. W systemach totalitarnych jednostka przegrywa z potrzebami chwili dziejowej, misji, której system służy. Jednostki są potrzebne wyłącznie o tyle, o ile realizują zadania systemu. Jan Paweł II znany był z wierności swoim przyjaźniom i ten duch nieinstrumentalnego myślenia o ludziach, szczególnie bliskich, jest widoczny w wielu miejscach listów.
***
W Polsce postawiono setki pomników Papieżowi i Prymasowi. Wiele szkół nosi ich imię. Jednocześnie wiele prawdy jest w sfomułowaniu, że ich teksty są czytane z rzadka, a jeszcze rzadziej traktowane jako poważny program duchowy i społeczny. Co więcej, maleje liczba świeczek stawianych przy drogach w kolejne rocznice śmierci Jana Pawła II. Zacierają się osobiste doświadczenia spotkań z Nim. Poddawany jest coraz częściej publicznej krytyce. Listy mogą pokazać na nowo zarówno wielkość obydwu mężów Kościoła, jak i zadziwiającą aktualność ich przesłania, ważnych tak dla życia społecznego, jak i osobistego, nie tylko duchowego, rozwoju ludzi.