Listy moralne do Lucyliusza - Seneka Młodszy

Kup ebooka

144.00 zł
115.20 zł (112,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Listy moralne do Lucyliusza

Tekst pochodzi z wydania pierwszego,

które ukazało się w 1961 r. nakładem PWN

Tytuł oryginału: Epistolae morales ad Lucilium

Przekład i przypisy: Wiktor Kornatowski

Projekt serii okładkowej: Wiesław Kosiński

Opracowanie okładki i stron tytułowych: Przemysław Spiechowski

Biogram Seneki na okładce: Wielka Encyklopedia PWN

Wydawcy: Beata Lewandowska-Kaftan, Beata Gutowska, Joanna Marek-Banach, Monika Michowicz, Katarzyna Rosińska

Korekta: Ewa Grabowska, Grażyna Ćwietkow-Góralna

Produkcja: Ewa Oszwałdowska, Anna Bączkowska

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.: Michał Latusek

Copyright ? for the Polish Edition by Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Warszawa 2010

Copyright ? for the Polish Edition by Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Warszawa 2024

ISBN: 978-83-01-23970-1 (nowa okładka)

DOI: https://doi.org/10.53271/2024.104

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2024 r. (Wydanie I)

Warszawa 2024

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 69 54 321, faks 22 69 54 288

infolinia 801 33 33 88

email: pwn@pwn.pl; www.pwn.pl

Księga pierwsza

I

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Tak właśnie postępuj, mój Lucyliuszu: wyzwalaj siebie dla siebie, a czas, który - jak dotąd - był ci albo rabowany, albo kradziony, albo sam uchodził niepostrzeżenie, gromadź i szczędź. Wierzaj, że tak się to przedstawia, jak tu piszę: pewne chwile są nam odbierane jawnie, inne odejmowane po kryjomu, a jeszcze inne wymykają się nam same. Najgorsza jest wszelako strata wynikająca z naszego niedbalstwa. I jeżeli zechcesz głębiej się zastanowić, pojmiesz, iż największa część życia schodzi nam na postępkach złych, duża część na bezczynności, a całe życie na czynieniu czegoś innego [niżby należało]. Kogóż mi wskażesz, kto by przyznawał czasowi jaką bądź wartość, kto by doceniał dzień, kto by rozumiał, że przecież codziennie umiera? Jesteśmy bowiem w błędzie, oczekując śmierci w przyszłości: w znacznej mierze nastąpiła już ona w przeszłości. Cokolwiek życia mamy poza sobą, należy to do śmierci. Postępuj tedy, mój Lucyliuszu, tak, jak piszesz, że postępujesz: zbieraj wszystkie godziny. W ten sposób osiągniesz, iż jeśli położysz rękę na dniu dzisiejszym, mniej będziesz zależał od jutrzejszego. Podczas gdy my odkładamy życie na później, ono uchodzi. Wszystko, Lucyliuszu, jest nie nasze, tylko czas stanowi naszą własność. Tę jedną tylko pierzchliwą i ulotną rzecz dała nam natura w posiadanie, z którego może wyzuć nas każdy, kto chce. A tak wielki jest nierozsądek śmiertelników, iż otrzymawszy nieraz coś całkiem drobnego i błahego, a w każdym razie dającego się odpłacić, uważają, że coś się od nich należy; nikt zaś, kto zabrał nam czas, nie poczuwa się do żadnego długu, gdy tymczasem jest to jedyna rzecz, którą nie może odwzajemnić się nawet ktoś wdzięczny. Zapytasz może, co czynię ja, który udzielam ci tych nauk. Wyznam ci szczerze: jak się to dzieje u ludzi żyjących zbytkownie, lecz gospodarnych, znam dobrze rachunek swoich wydatków. Nie mogę powiedzieć, bym nic zgoła nie tracił, lecz jestem w stanie wyszczególnić, co tracę, dlaczego i w jaki sposób; potrafię wskazać przyczynę mojego niedostatku. Aliści i mnie spotyka to, co się przytrafia bardzo wielu innym, którzy popadli w niedostatek bez swej własnej winy: wszyscy usprawiedliwiają, lecz nikt nie przychodzi z pomocą. Cóż więc stąd wynika? Nic uważam za nędzarza człowieka, któremu starcza to, co pozostało, choćby było czymś całkiem niewielkim. Ty jednak strzeż swe mienie przed nieszczęściem, a zacznij to zawczasu. Bo - jak spostrzegli już nasi przodkowie - za późno jest oszczędzać, gdy widać dno[1]. Przecież na dnie zostaje resztka nie tylko bardzo nieznaczna, lecz także i najgorsza.

Bądź zdrów!

II

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Z tego, co mi piszesz, i z tego, co sam słyszę, nabieram co do ciebie dobrej nadziei: nie miotasz się tu i tam i nie zakłócasz swojej spokojności zmianami miejsca pobytu. Niestatecznego to ducha oznaka takie miotanie się. Bo za najpierwszy dowód umysłu zrównoważonego poczytuję możność spokojnego trwania na jednym miejscu i obcowania z samym sobą. Bacz następnie i na to, by czytanie wielu pisarzy i wszelkiego rodzaju książek także nie pociągnęło za sobą jakiejś chwiejności albo niestałości: trzeba się zajmować umysłami godnymi zaufania i z nich czerpać dla siebie pokarm, jeśli pragniesz przyswoić sobie coś takiego, co by trwale utrzymywało się w twej duszy. Kto wszędzie przebywa, ten nigdzie nie przebywa. Ludziom, którzy spędzają życie na podróżowaniu, przypada w udziale to, iż zawierają co niemiara związków gościnności, nie mają natomiast żadnych związków przyjaźni. Nieuniknienie spotyka to również i tych, którzy nie garną się bliżej do żadnego wybitnego umysłu, lecz szybko i pospiesznie przemykają się obok wszystkich. Strawa, która natychmiast po spożyciu jest wydalana, nie przynosi pożytku ani nie bywa przyswajana przez organizm; nic nie niszczy zdrowia tak bardzo, jak częsta odmiana środków leczniczych; nie zabliźnia się rana, na której wypróbowuje się różne leki; nie wzmacnia się roślina, którą się wielekroć przesadza. Bo nie masz nic aż tak pożytecznego, by przynosiło korzyść mimochodem. Nadmiar książek zaś powoduje roztargnienie. Skoro tedy nie jesteś w stanie przeczytać ich tylu, ile mógłbyś mieć, dosyć jest mieć tyle, ile przeczytasz. "Lecz - mówisz na to - pragnę zaglądać raz do tej księgi, a drugi raz do tamtej". Wybrednego to żołądka właściwość - kosztować wielu rzeczy; jeśli zaś są one niepodobne do siebie czy przeciwne sobie, nie pożywiają go, ale zanieczyszczają. Zawsze więc czytaj pisarzy uznanych, a jeśli kiedykolwiek zechce ci się zwrócić ku innym, znowuż wracaj potem do pierwszych. Każdego dnia przysposabiaj sobie coś niecoś środków pomocnych na wypadek zubożenia, coś niecoś na wypadek czyjejś śmierci, nie mniej jak na wypadek innych nieszczęść. A gdy już przeczytasz wiele, wybierz jedno, co byś danego dnia mógł strawić. Również i ja tak postępuję: z wielu rzeczy, którem przeczytał, przyswajam tylko coś niecoś. Na dzień dzisiejszy na przykład przypada to, co znalazłem u Epikura (mam zwyczaj bowiem zapuszczać się i do cudzego obozu - nie jako zbieg, lecz jako wywiadowca). "Szacowna to rzecz - powiada on - pogodne ubóstwo"[1]. Zaiste, nie jest to ubóstwo, jeśli pozostaje pogodne! Doświadcza ubóstwa nie ten, kto ma niewiele, lecz ten, który pożąda więcej. Bo i cóż mu zależy na tym, ile pieniędzy ma w swej kasie, ile zboża złożył do spichrzów, ile trzody hoduje, ile gotowizny wypożycza na procent, jeżeli wciąż czyha na cudze, jeśli oblicza nie to, co już zdobył, lecz to, co jeszcze zdobyć musi? "Jakaż więc jest miara bogactwa?" - pytasz. Pierwsza - mieć to, co jest niezbędne; następna - mieć to, co jest wystarczające.

Bądź zdrów!

III

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Listy, co miały być mi doręczone, powierzyłeś, jak piszesz, swojemu przyjacielowi; a dalej przestrzegasz mnie, abym nie mówił mu wszystkiego, co dotyczy twojej osoby, ponieważ i ty sam nie zwykłeś tego czynić. Tak tedy w jednym liście raz nazwałeś go przyjacielem, a drugi raz mu tego odmówiłeś. Otóż, jeśli powyższego charakterystycznego słowa[1] użyłeś w znaczeniu ogólnym i nazwałeś tamtego przyjacielem tak, jak wszystkich ubiegających się o urząd kandydatów nazywamy "prawymi mężami", jak napotkanych przypadkowo ludzi, jeżeli nie znamy ich imion, tytułujemy "panami" - to niech tak będzie. Lecz jeśli uważasz kogoś za przyjaciela, a nie ufasz mu tak jak samemu sobie, to bardzo mylisz się i nie rozumiesz należycie istoty prawdziwej przyjaźni. Zaprawdę, omawiaj z przyjacielem wszystko, lecz wprzódy zastanów się nad nim samym! Po zawarciu przyjaźni trzeba ufać, przed jej zawarciem trzeba się dobrze namyślić. Odwracają, zaiste, wszelki porządek i wprowadzają między powinności zamieszanie ci, którzy wbrew wskazaniom Teofrasta[2] namyślają się, gdy już pokochali, a nie kochają więcej, gdy się namyślili. Długo się zastanawiaj, czy możesz dopuścić kogoś do swej przyjaźni. Gdy zaś uznasz to za właściwe, przyjm go z całą serdecznością i rozmawiaj z nim tak swobodnie, jak z samym sobą. A w każdym razie żyj tak, byś nie miał do zwierzenia nic takiego, z czego byś nie mógł zwierzyć się nawet wrogowi. Że jednak zdarzają się pewne sprawy, które zwykło się uważać za tajemnicę, przeto z przyjacielem właśnie dziel wszystkie swoje troski i wszystkie swe zamysły. Jeśli uznasz go za wiernego, będziesz tak postępował. Niektórzy bowiem nauczyli niewierności już przez to samo, że się jej lękają. I oni to podejrzliwością swą stworzyli podstawę do zdrady. Jakaż jest przyczyna, dla której wstrzymuję się przed przyjacielem z pewnymi słowami? Jaka jest przyczyna, dla której nie czuję się z nim tak, jak sam ze sobą? Niektórzy ludziom przypadkowo napotkanym opowiadają to, co powierzać należy jedynie przyjaciołom, i wyładowują do pierwszych lepszych uszu wszystko, co ciąży na sercu. Inni przeciwnie: boją się zwierzać nawet najdroższym osobom i gdyby mogli, nie dowierzaliby też sobie, chowając wszelką tajemnicę jeszcze głębiej. Otóż nie trzeba czynić ni tego, ni tamtego. Jedno i drugie bowiem - ufać wszystkim i nie ufać nikomu - jest błędne. Atoli pierwszy błąd nazwałbym szlachetniejszym, drugi zapewniającym większe bezpieczeństwo. W tych okolicznościach odrzuć jednych i drugich: zarówno tych, którzy zawsze są w ruchu, jak i tych, którzy stale zachowują spokój. Albowiem owo znajdywanie uciechy w ruchliwości nie jest jeszcze działalnością, lecz harcami podnieconego ducha; to zaś osądzanie wszelkiego ruchu jako czegoś uciążliwego nie jest jeszcze spokojem, lecz słabością i przejawem lenistwa. Trzeba przeto wziąć pod uwagę słowa, którem przeczytał u Pomponiusza[3]: "Niektórzy schronili się do swych kryjówek tak głęboko, że wszystko, co jest jawne, wydaje im się niespokojne". Powinno się to przeplatać ze sobą: i zachowujący spokój powinien działać, i działający powinien mieć chwile spokojne. Zasięgnij co do tego rady od natury. Ona ci powie, że stworzyła tak dzień, jak i noc.

Bądź zdrów!

IV

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Trwaj dalej przy tym, coś rozpoczął, a w miarę możliwości spiesz się, byś tym dłużej mógł cieszyć się z udoskonalonego już i zrównoważonego umysłu. Co prawda, cieszysz się także i wtedy, gdy go dopiero doskonalisz, oraz wtedy, gdy doprowadzasz go do równowagi. Inaczej jednak wygląda taka uciecha, której doznaje się na widok umysłu swego oczyszczonego już z wszelkich skaz tudzież jaśniejącego blaskiem. Pamiętasz pewnie, jaką radość odczuwałeś wtedy, gdy zdjąwszy togę chłopięcą wdziałeś na się męską i zostałeś odprowadzony na forum. Spodziewaj się radości jeszcze większej, kiedy pozbędziesz się rozumu chłopięcego i kiedy w poczet mężów wpisze ciebie filozofia. Do tego czasu bowiem utrzymuje się w nas już nie tylko chłopięcość, lecz - co gorsze - dziecięca wprost płochość. Zbyt zgubne doprawdy jest dla nas to, iż odznaczając się powagą starców zachowujemy wady chłopców; i nie tylko chłopców, lecz małych dzieci: tamci boją się wszystkiego, co lekkomyślne, te wszystkiego, co nieprawdziwe, a my jednego i drugiego. Zrób krok dalej: pojmiesz, iż pewnych rzeczy należy bać się mniej właśnie dlatego, że przysparzają wiele strachu. Żadne nieszczęście nie jest ciężkie, jeśli spotyka nas jako ostatnie. Oto zbliża się do ciebie śmierć: gdyby mogła pozostać z tobą, należałoby się jej lękać; lecz ona nieuchronnie albo nie dojdzie do ciebie, albo też cię opuści. "Trudno jest - mówisz - skłonić umysł do lekceważenia życia". Czy nie wiesz, z jak błahych powodów rodzi się to lekceważenie? Oto jeden powiesił się na sznurze przed drzwiami ukochanej; drugi rzucił się z dachu, by nie słyszeć więcej złorzeczeń swego pana; trzeci rozpruł sobie brzuch nożem, aby nie zawrócono go z ucieczki. Czy nie myślisz, że i męstwo potrafi dokonać tego, czego dokonywa nazbyt wielki strach? Spokojne życie nie może przypaść w udziale nikomu, kto zanadto troszczy się o jego przedłużenie, kto długowieczność swą liczy pomiędzy wielkie dobra. Rozmyślaj o tym każdego dnia, iżbyś z całym spokojem ducha mógł porzucić życie, którego wielu czepia się i trzyma tak samo, jak chwytają się cierni i kolców ci, co zostali porwani przez bystrą rzekę. Bardzo wielu nieszczęśliwców waha się pomiędzy lękiem przed śmiercią i udrękami życia: i żyć nie chcą, i umrzeć nie umieją. Uprzyjemniaj więc sobie życie przez wyzbycie się wszelkiej troski o nie. Żadna rzecz pożyteczna nie cieszy swego właściciela, jeśli nie jest on duchowo przygotowany do jej utraty. Z drugiej strony utrata żadnej rzeczy nie jest mniej odczuwalna, jak postradanie tej, której zdobycia pragnąć już nie można. Dlatego też dodawaj sobie odwagi i hartuj się na wypadek tego, co zdarzyć się może nawet najpotężniejszym. Wyrok śmierci na Pompejusza wydany został przez sierotę i rzezańca[1], na Krassusa przez okrutnego i zuchwałego Parta[2]. Gajus Cezar kazał Lepidusowi, aby nadstawił kark pod miecz trybuna Dekstrusa, a sam dał swój kark Cherei[3]. Nikogo jeszcze los nie wzniósł tak wysoko, by nie zapowiadać mu tyle rzeczy groźnych, ile mu przepuścił. Nie dowierzaj więc spokojności: w jednej chwili morze potrafi się wzburzyć. Statki bywają wchłaniane przez wodę tegoż samego dnia, którego pyszniły się na niej. Uświadom sobie, że i rozbójnik, i wróg mogą przyłożyć miecz do twego gardła. Choćby nawet nie było nikogo potężniejszego od ciebie, każdy niewolnik może swobodnie rozstrzygać o twoim życiu lub śmierci. Powiadam tak: każdy, kto mało ceni życie własne, jest panem życia twojego. Przypomnij sobie przykłady tych, którzy zginęli wskutek zdrady domowników, ulegając bądź jawnemu gwałtowi, bądź podstępowi, a zrozumiesz, iż od gniewu niewolników padło wcale nie mniej ludzi aniżeli od gniewu władców. Co cię obchodzi więc, jak potężny jest ten, kogo się lękasz, skoro rzecz, o którą się lękasz, znajduje się w mocy każdego? Jeśli przypadkiem wpadniesz w ręce nieprzyjaciół, zwycięzca każe cię prowadzić na śmierć, to znaczy tam, dokąd przecież i tak dojdziesz. Dlaczegóż tedy zwodzisz sam siebie i teraz dopiero widzisz to, czemu podlegałeś od dawna? Mówię ci: wiodą cię na śmierć już od chwili, gdyś się narodził. Takie oto i inne podobne rzeczy powinniśmy rozważać w myśli, jeśli chcemy spokojnie czekać owej ostatniej godziny, lęk przed którą wprowadza niepokój do wszystkich innych naszych godzin.

Lecz żeby już zakończyć niniejszy list, przyjm ode mnie pewną wypowiedź, która w dniu dzisiejszym sprawiła mi zadowolenie. Także i ją zapożyczyłem z cudzego ogródka[4]. "Ubóstwo stosujące się do prawa natury jest w rzeczywistości wielkim bogactwem". A czy wiesz, do czego owo prawo natury ogranicza nasze potrzeby? Do tego, byśmy nie łaknęli, nie byli spragnieni i nie ziębli. Żeby zaś zaspokoić głód i pragnienie, nie musimy obsiadywać znakomitych domów ani znosić przykrej pyszałkowatości czy też czyjejś poniżającej uprzejmości; nie musimy myszkować po morzach ani zaciągać się do służby wojskowej: to, czego wymaga natura, jest łatwe do zdobycia i zupełnie bliskie. Mozołu wymagają tylko rzeczy zbędne. One to niszczą nasze togi, one to zmuszają nas do starzenia się w namiotach, one gnają nas ku obcym wybrzeżom. Tymczasem wszystko, co wystarcza, znajduje się tuż pod ręką. Kto z ubóstwem zostaje w dobrej zgodzie, jest bogaczem.

Bądź zdrów!

V

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Pochwalam i cieszę się z tego, że tak wytrwale przykładasz się do nauki i porzuciwszy wszystko inne, pracujesz nad jednym: by z dnia na dzień stawać się lepszym. I nie tylko zachęcam, byś nadal tak postępował, lecz również proszę o to. Przestrzegam cię jednakże, byś zwyczajem ludzi, którzy pragną nie tyle postąpić naprzód, ile zwrócić na siebie uwagę, nie czynił nic takiego, co by w twym wyglądzie zewnętrznym lub w trybie życia mogło szczególnie rzucać się w oczy. Unikaj i niechlujnej odzieży, i niestrzyżenia głowy, i zaniedbywania brody, i podkreślania swej pogardy dla pieniędzy, i układania się do snu na ziemi, i wszystkiego innego, czego trzyma się idąca niewątpliwie błędną drogą pogoń za wziętością. Dość niechęci wzbudza już samo miano filozofii, choćby nawet posługiwano się nim rozważnie. Cóż będzie, jeśli zaczniemy się wyłamywać z powszechnie przyjętych zwyczajów? Niech wewnątrz nas wszystko będzie odmienne, lecz powierzchowność nasza niech zostanie podobna do powierzchowności pospólstwa. Niechaj toga nie jaśnieje zanadto, ale niech też nie będzie brudna. Nie miejmy srebra, do którego wtopione byłyby ozdobne płaskorzeźby ze szczerego złota, ale za oznakę umiarkowania nie poczytujmy zupełnego wyrzeczenia się złota i srebra. Starajmy się wieść życie lepsze niż pospólstwo, a nie wręcz przeciwstawne. Inaczej zrazimy do siebie i zmusimy do ucieczki tych, których pragniemy poprawić. Spowodujemy też, iż nie zechcą nas naśladować w niczym, bojąc się, że będą musieli naśladować we wszystkim. Filozofia zaleca w pierwszym rzędzie zdrowy rozsądek, ludzkość oraz towarzyskość. Porzucając tę zasadę, narazimy się na osamotnienie. Baczmy, by to, przez co chcemy zapewnić sobie podziw, nie było śmieszne i nie budziło odrazy. W każdym razie zamiarem naszym jest żyć zgodnie z wymogami natury. A przecież dręczyć swoje ciało, nienawidzić tak łatwej do przestrzegania schludności, pragnąć niechlujstwa i używać pokarmów nie tylko lichych, lecz obrzydliwych i odpychających - wszystko to jest sprzeczne z naturą. O ile pożądanie rzeczy wyszukanych jest dowodem chęci użycia, o tyle unikanie rzeczy zwykłych i całkiem łatwych do zdobycia stanowi przejaw głupoty. Filozofia domaga się umiarkowania, a nie udręki; umiarkowanie zaś nie może być zaniedbaniem. Odpowiada mi tutaj następująca zasada: życie należy miarkować tak, ażeby obyczaje nasze były dobre, a zarazem nie odbiegały od obyczajów ogólnie uznanych; niech wszyscy podziwiają nasze życie, lecz niech się z nim zgadzają. "Cóż tedy? Mamyż czynić to samo, co inni? Nie będzież pomiędzy nami i nimi żadnej różnicy?". Jak największa. Kto bliżej nam się przyjrzy, pojmie, że nie jesteśmy podobni do gminu. A kto wejdzie do naszego domu, niech raczej podziwia nas niż nasze sprzęty. Wielki jest ten, kto naczyniami glinianymi posługuje się tak, jak i srebrną zastawą. Ale nie mniejszy jest i ten, kto ze srebrną zastawą obchodzi się tak, jak z glinianą. Niezdolność do zniesienia bogactwa - to oznaka płytkiego umysłu[1].

Lecz iżbym podzielił się z tobą zyskiem swoim także z dnia dzisiejszego, przedłożę ci znalezioną u naszego Hekatona wypowiedź, iż opanowanie pożądań jest równocześnie środkiem zaradczym przeciw lękowi. "Przestaniesz bać się - wywodzi - jeśli porzucisz swe oczekiwania"[2]. Powiesz na to: "W jakiż sposób te tak różne rzeczy chodzą w parze ze sobą?". A jednak tak jest, mój Lucyliuszu: chociaż wydają ci się różne, są złączone ze sobą. Podobnie jak posterunki wartownicze jednoczy z resztą żołnierzy ścisła więź, również i te tak odmienne od siebie rzeczy mogą przejawiać się razem: oczekiwaniom towarzyszy strach. I wcale się nie dziwię, że one kroczą obok siebie: jedno i drugie jest właściwością umysłu chwiejnego, jedno i drugie jest wyrazem zaniepokojenia spodziewaną przyszłością. Najważniejszą zaś przyczynę ich obu stanowi to, że nie zadowalamy się teraźniejszością, natomiast wybiegamy myślami w odległą przyszłość. W ten sposób wychodzi na zło przezorność, najlepsza rękojmia pomyślności człowieka! Dzikie zwierzęta, kiedy widzą niebezpieczeństwa, uciekają; a kiedy już uciekły, znów czują się bezpieczne. My zaś niepokoimy się tak przyszłością, jak i przeszłością. Wiele dóbr naszych wychodzi nam na szkodę, albowiem pamięć wciąż na nowo sprowadza udrękę strachu, a przezorność przewiduje ją też na przyszłość. Nie ma nikogo, kto by się czuł nieszczęśliwy wyłącznie ze względu na teraźniejszość.

Bądź zdrów!

VI

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Widzę, Lucyliuszu, że nie tylko się doskonalę, ale i przeobrażam się. Nie twierdzę zaraz i nie spodziewam się, że nie zostało we mnie nic takiego, co by jeszcze należało odmienić. Dlaczegóż by nie miało znajdować się we mnie wielu właściwości, które winny być naprawione[I], złagodzone lub dźwignięte na wyższy poziom? Dowodem przemiany czyjejś osobowości jest już sama ta okoliczność, iż dostrzega on swoje wady, z których dotąd nie zdawał sobie sprawy. Niektórzy chorzy doznają wielkiej radości, że sami uświadomili sobie swą chorobę. Chciałbym tedy przypuścić cię do uczestnictwa w tej tak nagłej mojej przemianie: w następstwie zacząłbym pokładać większe zaufanie w naszej przyjaźni, tej przyjaźni prawdziwej, której nie niweczy ani widok jakiegoś pożytku, ani lęk, ani troska o własną korzyść; przyjaźni, z którą ludzie umierają i dla której godzą się na śmierć. Wskażę ci wielu, którym brakło nie przyjaciela, ale właśnie przyjaźni. Nie może się to zdarzyć wtedy, gdy więź pomiędzy duszami zadzierzga jednaka wola pożądania wszystkiego, co cnotliwe. Dlaczegóż jest to wtedy niemożliwe? Bo wiedzą one, że wszystko mają wspólne, że w pierwszym rzędzie wspólne są ich przeciwności. Nie możesz nawet sobie wyobrazić, jak wiele pożytku przynosi mi w mym przekonaniu każdy dzień. "Udziel - mówisz - i nam tych środków, których tak wielkiej skuteczności doświadczyłeś na swej osobie". Ależ ja pragnę wszystko ci przekazać i cieszę się, że w dziedzinie niniejszej uczę się czegoś właśnie po to, by nauczyć innych. Żadna rzecz, choćby była bardzo wyborna i zbawienna, nie sprawi mi przyjemności, jeśli mam poznać ją sam jeden. Gdyby ofiarowywano mi mądrość pod warunkiem, bym trzymał ją zamkniętą w sobie i nikomu jej nie udzielał, odrzuciłbym ten dar. Nie jest miłe posiadanie żadnego dobra bez współtowarzysza. Wyślę ci tedy odpowiednie księgi i - żebyś nie wkładał zbyt wiele pracy, gdy w różnych miejscach szukać będziesz pożytecznych wskazań - zrobię znaki, byś natychmiast mógł przystąpić do tego, co mi się tam podoba i co wprawia mnie w podziwienie. Jednakowoż więcej pożytku niż wykład pisemny przyniosłyby ci żywe słowa i obcowanie ze mną. Trzeba samemu być tam, gdzie się coś dzieje - po pierwsze dlatego, że ludzie więcej wierzą oczom niźli uszom, a potem i dlatego, że poprzez pouczenia droga jest długa, a poprzez przykłady krótka i skuteczna. Kleantes nie byłby tak dobrym wyrazicielem nauk Zenona[1], gdyby go tylko słuchał; aliści on brał udział w jego życiu, poznał jego tajemnice, przyglądał się, czy Zenon postępował zgodnie ze swymi zasadami. Platon i Arystoteles, a także całe mrowie innych myślicieli, mających pójść w różnych kierunkach, więcej pożytku uzyskało z poznania charakteru Sokratesa niż z jego słów. A Metrodora, Hermarcha i Polienusa[2] uczyniła wielkimi ludźmi nie szkoła Epikura, lecz bliskie z nim współżycie. Zresztą przyzywam cię nie tylko po to, byś sam odniósł korzyść, lecz żebyś też był pożyteczny dla mnie. Albowiem bardzo wiele pomożemy sobie nawzajem.

Tymczasem, ponieważ jestem ci winien codzienną małą zapłatę, powiem ci, co mi dziś sprawiło przyjemność u Hekatona. "Pytasz - mówi on - czegom dokazał? Oto zacząłem być swym własnym przyjacielem"3. Wiele dokazał: nigdy już nie będzie czuł się samotny. Bo wiedz, że taki jest też przyjacielem wszystkich.

Bądź zdrów!

VII

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Pytasz mnie, czego przede wszystkim powinieneś moim zdaniem[II] unikać. Gawiedzi. Jeszcze nie możesz stykać się z nią bezpiecznie. Ja przynajmniej przyznam się do słabości: nigdy nie przynoszę do domu tej obyczajności, jaką wyniosłem. Coś z tego, com był należycie uporządkował, popada w nieład; coś z tego, com był wygnał, wraca. Co się przytrafia chorym, których długotrwała niemoc wyczerpała aż tak bardzo, iż nigdzie nie mogą się pokazać bez wyrządzenia sobie szkody, to samo dzieje się i z nami, których dusze wracają do sił po długiej chorobie. Obcowanie z tłumem jest więc szkodliwe: każdy albo przykładem swym uczy nas tam jakowejś wady, albo wraża ją w nas słowy, albo wszczepia zgoła bez naszej wiedzy. Zaiste, im liczebniejsza gawiedź, z którą przestajemy, tym większe też niebezpieczeństwo. Nic wszelako nie jest tak zgubne dla obyczajności, jak przesiadywanie na jakichś widowiskach. Wtedy bowiem przywary poprzez przyjemność łatwiej wkradają się do naszej duszy. Jak sądzisz, o czym mówię? O tym, że powracam skąpszy, próżniejszy, rozwiąźlejszy, ba, nawet okrutniejszy i bardziej nieludzki - ponieważ przebywałem między ludźmi. Przypadkiem trafiłem raz na południowe przedstawienie, spodziewając się tam rozgrywek, dowcipów i nieco odprężenia, dzięki któremu oczy widzów mogłyby wypocząć od patrzenia na rozlew krwi ludzkiej. Stało się wręcz przeciwnie! Walki, które toczyły się tam przedtem, były jeszcze wyrazem miłosierdzia. Teraz bowiem, pozostawiwszy na boku wszelkie pozory, odbywają się zwyczajne morderstwa. [Uczestnicy zapasów] nie mają czym się osłonić i wystawieni całym ciałem na wzajemne ciosy, nigdy rąk nie podnoszą na próżno. Większość obecnych przekłada to ponad zwyczajne pojedynki i ponad walki dodatkowe, odbywające się na żądanie widowni. Bo i dlaczegóż nie mieliby przekładać? Ni hełm, ni tarcza nie broni tu przed ciosem miecza! Po co środki ochronne? Po co umiejętność walki? Wszystko to tylko odwleka śmierć. Z rana więc wydaje się ludzi na pastwę lwom i niedźwiedziom, a w południe - widzom. Każą zabójcom rzucić się na tych, którzy mają być zabici, a zwycięzców zachowują do dalszych morderstw. Bo przeznaczeniem walczących jest śmierć. Załatwia się sprawę ogniem i mieczem. Trwa zaś to tak długo, póki arena nie zostaje pusta. "Atoli niejeden z nich dopuścił się rozboju, zabił człowieka!" i cóż z tego? Tamten, ponieważ zabił, zasłużył, aby to odcierpieć; a ty, nieszczęśliwcze, czymżeś zasłużył, aby na to patrzeć? "Zabij, chłoszcz, pal! Dlaczego tak lękliwie nadziewa się na miecz? Dlaczego nie dość odważnie ginie? Dlaczego nie dość chętnie idzie na śmierć? Niech razy bicza podgonią go bliżej ku cięciom! Niechaj ciosy wzajemne przyjmują, wystawiając na nie ochoczo nagie piersi!". Oto następuje przerwa w tym widowisku. "Niechże i teraz zarzyna się ludzi, aby nie było chwil, w których nic się nie dzieje!". Hejże, czyż nie pojmujecie nawet i tego, że złe przykłady zwracają się przeciwko tym, którzy je dają? Dziękujcie bogom nieśmiertelnym, że uczycie okrucieństwa człowieka, który nie może tego się nauczyć! Tak tedy duch wrażliwy, nie dość silnie jeszcze trzymający się cnotliwości, powinien być odsunięty od tłumu: może łatwo przejść na stronę większości. Rozwiązły tłum potrafiłby narzucić swój sposób postępowania Sokratesowi, Katonowi i Leliuszowi: do tego stopnia nikt z nas, choćbyśmy nie wiem jak doskonalili swój charakter, nie jest w stanie wytrzymać natarcia złych skłonności, zjawiających się w tak znacznej gromadzie. Wiele zła wyrządza już jeden przykład zbytku albo chciwości: rozpieszczony współmieszkaniec z wolna osłabia nas i zmiękcza; bogaty sąsiad wzbudza pożądanie majątku; zawistny towarzysz zaraża swoją zgnilizną nawet człowieka czystego i uczciwego. A cóż dzieje się z takim [dobrym] charakterem napadniętym wspólnie [przez tłum ludzi]? Jak sądzisz? Nieuniknienie musiałbyś ich bądź naśladować, bądź nienawidzić. Należy jednak unikać jednego i drugiego. Nie powinieneś ani upodabniać się do złych tylko dlatego, że jest ich tak dużo, ani stawać się wrogiem wielu ludzi tylko dlatego, że są niepodobni do ciebie. Wejdź raczej w siebie samego tak głęboko, jak to jest możliwe. Obcuj z tymi, którzy potrafią cię poprawić. Przyjmuj tych, których sam możesz uczynić lepszymi. Odbywa się to na zasadzie wzajemności, przy czym ludzie, którzy pouczają innych, równocześnie uczą się też sami. Nie chodzi o to, by chęć zdobycia sławy przez popisywanie się swymi zdolnościami kazała ci występować publicznie; nie chodzi o to, byś chciał czytywać coś tamtym lub też rozprawiać z nimi. Pragnąłbym, byś to czynił, gdybyś miał wśród ludu odpowiedni materiał; lecz nie ma nikogo, kto mógłby cię zrozumieć. Może nawinie ci się ktoś tam jeden lub drugi, ale i tego będziesz musiał przysposabiać wpierw i kształcić, by cię pojmował. "Dla kogóż więc wyuczyłem się tego wszystkiego?". Nie ma powodu do obawy, że trud twój jest stracony: wyuczyłeś się wszak dla siebie.

Lecz żebym ja nie uczył się dziś tylko dla siebie, podzielę się z tobą trzema napotkanymi wybornymi powiedzeniami wyrażającymi tę samą prawie, co i moja, myśl. Jednym z nich spłacam dług należny ci w związku z niniejszym listem, dwa zaś pozostałe przyjm jako zadatek na przyszłość. Demokryt mówi: "Jeden może mi zastąpić cały lud, a lud może zastąpić jednego"[1]. Dobrze powiedział również tamten (niezależnie od tego, kto to był; bo nie ma pewności co do autora), który - gdy go zapytano, do czego zmierza przez tak pilne oddanie się sztuce, docierającej wszak do bardzo niewielu ludzi - odrzekł: "Wystarczy mi niewielu, wystarczy jeden, wystarczy nawet żaden". Znakomite jest też i trzecie zdanie użyte przez Epikura[2], gdy pisał do jednego ze współuczestników swych zajęć naukowych. "Mówię to - powiada - nie do wielkiej gromady, lecz do ciebie; bo jeden dla drugiego jesteśmy wystarczająco dużą publicznością". Wypowiedzi te, mój Lucyliuszu, powinieneś głęboko wziąć sobie do serca, byś nie przywiązywał znaczenia do przyjemności mającej źródło swe w uznaniu ze strony większej liczby ludzi. Oto wychwala cię cały tłum. Jakiż powód widzisz do zadowolenia ze siebie, jeżeli jesteś tym, którego rozumie pospólstwo? Niechaj zalety twe ukryte będą w twoim wnętrzu.

Bądź zdrów!

VIII

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

"Każesz mi - tak odpowiadasz - unikać gawiedzi, odosobnić się i poprzestać na własnym sumieniu? Gdzież zatem są owe słynne wasze wskazania, które zalecają śmierć pośród działalności?". Ależ ukryłem się właśnie ze względu na to, co - jak mówisz - czasami ci doradzałem, i zatrzasnąłem drzwi po to, by móc nieść pomoc większej liczbie ludzi. Żaden dzień nie schodzi mi na bezczynności. Poświęcam pracy naukowej także część nocy. Nie pozbawiam się snu zupełnie, ale ulegam mu po walce i oczy me, zmęczone czuwaniem i osłabione, staram się zatrzymać przy pracy. Oddaliłem się nie tyle od ludzi, ile od spraw, a szczególnie od mych własnych spraw: trudzę się obecnie dla potomności. Dla niej to piszę coś, co może być jej pomocne. Przekazuję na piśmie zdrowe rady niczym zestawienia pożytecznych środków leczniczych, doświadczywszy wprzódy ich skuteczności na swych wrzodach, które - jeżeli nawet nie są całkiem zaleczone - przestały już się rozprzestrzeniać. Wskazuję innym prostą drogę, którą sam poznałem zbyt późno, gdy byłem już zmęczony błąkaniem się. Wołam: "Unikajcie wszystkiego, co odpowiada pospólstwu i czym obdarza nas przypadek. Wobec wszelkich darów przypadku zachowujcie się podejrzliwie i z obawą. Wszak i dzikie zwierzęta, i ryby wyłapywane są, gdy dają się uwieść jakiejś złudnej nadziei. Wy macie to za dary losu? Ale przecież to są zasadzki! Ktokolwiek z was chce prowadzić życie bezpieczne, niech z największym możliwie wysiłkiem unika owych lepem pokrytych dobrodziejstw, na których oszukujemy się również myśląc, że coś zdobywamy, gdy tymczasem przylepiamy się sami. Ten pęd doprowadza nas do przepaści, a końcem tak świetnego życia jest runięcie do niej. Później, gdy powodzenie zaczyna wwodzić nas na błędne drogi i sprowadzać z dróg prostych, z których bądź to zbaczamy wielokrotnie, bądź schodzimy od razu, nie można nawet opierać się: los nie wraca, ale obala[1] i rozbija. Przestrzegajcie więc zdrowego i zbawiennego trybu życia, polegającego na tym, by ciału dogadzać jeno o tyle, o ile wymaga dobry stan zdrowia. Trzeba z ciałem postępować surowiej, by nie odmawiało posłuszeństwa duchowi. Niechaj spożywanie pokarmu ma na celu tylko zaspokajanie głodu, picie - tylko gaszenie pragnienia, odzież - osłanianie przed zimnem, a dom - ochronę przed grożącymi ciału niebezpieczeństwami. Nie ma znaczenia, czy dom jest zbudowany z darni, czy z barwnego marmuru przywiezionego z obcych krajów. Wiedzcie, że równie dobrze okrywa człowieka strzecha słomiana, jak i dach szczerozłoty. Gardźcie wszystkim, czego zbyteczny wysiłek dostarcza jako ozdoby czy upiększenia. Zważcie, że nie ma nic godnego podziwienia oprócz ducha i że wobec jego wielkości nic nie jest wielkie". Kiedy rozprawiam tak sam z sobą lub gdy omawiam to z potomnością, czy nie wydaje ci się, że jestem pożyteczniejszy, niż gdybym w charakterze adwokata chadzał na rozprawy sądowe, pieczętował spisane na tabliczkach testamenty lub kandydatom na urzędy użyczał w senacie swojego głosu i ramienia? Wierz mi, ci, co na pozór nic nie robią, robią nieraz więcej od innych: zajmują się naraz sprawami ludzkimi i boskimi.

Wszelako muszę już kończyć i stosownie do mojego postanowienia zapłacić coś tytułem należności za niniejszy list. Nie będzie to nic mojego. Jak dotychczas, korzystam z Epikura, przy czym w dniu dzisiejszym przeczytałem taką oto jego wypowiedź: "Aby udziałem twym była prawdziwa wolność, winieneś służyć filozofii"[2]. Kto jej się podporządkował i oddał, ten nie doznaje nawet jednodniowej zwłoki: jest wyzwalany natychmiast. Bo właśnie służba filozofii jest wolnością. Może zapytasz mnie, dlaczego wolę przytaczać tak wiele pięknych wypowiedzi Epikura niż naszych pisarzy. Czemuż jednak miałbyś uważać je za zdania Epikura, a nie za wyraz poglądów ogółu? Jakże wielu poetów mówi to, co zostało powiedziane lub powinno być powiedziane przez filozofów! Nie mam tu nawet na myśli tragików i naszych rzymskich krotochwil[3], które także odznaczają się wszak pewną powagą i zajmują między komediami i tragediami miejsce pośrednie. Lecz ileż to mających najgłębszą wymowę wierszy znajduje się w naszych fraszkach! Jak wiele myśli Publiliusza zasługuje, by wygłaszali je aktorzy występujący nie boso, lecz na koturnach! Przytoczę jeden jego wiersz, który należy i do filozofii, i do tematu przed chwilą tutaj rozpatrywanego; wiersz, w którym powiada on, iż dóbr zyskanych przypadkowo nie należy zaliczać do swoich:

Cudze jest wszystko, co los mi dał zgodnie z moim życzeniem[4].

Pamiętam, żeś ty wyraził tę samą myśl znacznie lepiej i zwięźlej:

Co los twoim uczynił, wcale nie jest twoje[5].

Nie pominę jeszcze lepszego innego twojego wiersza:

Dar, który mógł być dany, może być również odjęty[6].

Tego jednak nie zaliczam już do zapłaty: oddałem ci tylko coś, co od ciebie wziąłem.

Bądź zdrów!

IX

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Pragniesz wiedzieć, czy słusznie karci Epikur w pewnym liście[1] tych, którzy twierdzą, że mędrzec zadowala się sam sobą i dlatego nie potrzebuje przyjaciół. Epikur zarzuca to Stilponowi[2] oraz innym, którzy dobro najwyższe upatrują w nieczułości ducha[3]. Musi jednak powstać dwuznaczność, jeżeli grecką ??????? będziemy chcieli spiesznie przetłumaczyć jednym słowem i nazwać ją nieczułością. Można będzie bowiem rozumieć przez nią coś wręcz przeciwnego temu, co chcemy wyrazić. Pragniemy przecież określić w ten sposób człowieka, który gardzi wszelkim odczuwanym cierpieniem; można zaś myśleć o kimś takim, kto nie potrafi znieść żadnego cierpienia. Zważ tedy, czy nie lepiej byłoby mówić bądź o niedającym się zranić duchu, bądź o duchu zostającym ponad wszelkim uleganiem cierpieniom. Na tym też polega różnica pomiędzy nami a tamtymi[4]: nasz mędrzec przezwycięża wprawdzie wszystkie przykrości, lecz je odczuwa; u nich zaś nawet nie odczuwa. Wspólne jest natomiast nam i im to, że mędrzec zadowala się sam sobą. Chce on jednakże mieć i przyjaciela, i sąsiada, i towarzysza - aczkolwiek zupełnie starcza sam sobie. A zwróć uwagę, do jakiego stopnia zadowala się sobą: czasami wystarcza mu tylko część jego osoby. Jeśli już to choroba, już to nieprzyjaciel odejmie mu rękę, jeśli w jakimś nieszczęśliwym wypadku wybije sobie oko albo dwoje oczu, zadowoli go to, co mu zostanie; przy tym w ułomnym czy pomniejszonym ciele będzie równie radosny, jak był w ciele nieuszkodzonym. Choć nie pożąda tego, czego mu brak, woli jednak, by mu nie brakowało. Bo mędrzec zadowala się sobą nie w tym znaczeniu, żeby chciał obywać się bez przyjaciela, lecz w tym, że może się bez niego obejść. To zaś "może", o którym mówię, oznacza, iż utratę przyjaciela znosi z całym spokojem ducha. Co innego, że nigdy bez przyjaciela nie zostanie. Od niego bowiem zależy, jak szybko zdobędzie nowego. Jak Fidiasz, gdyby był stracił posąg, natychmiast wyrzeźbiłby nowy, tak i mędrzec, jako mistrz w nawiązywaniu przyjaźni, zamiast utraconego przyjaciela będzie miał od razu innego. Pytasz, jakim to sposobem potrafi tak szybko zdobywać przyjaźń. Powiem ci, jeśli się zgodzisz, bym dług swój zaraz ci wypłacił i abyśmy, jeśli chodzi o list niniejszy, już teraz wyrównali rachunki. Hekaton więc powiada: "Wskażę ci środek, który wzbudza miłość bez leku, bez ziół i bez żadnego czarodziejskiego zaklęcia: jeśli chcesz być kochany, kochaj"[5]. Wielką przyjemność sprawia zaś nie tylko korzystanie z dawnej i utrwalonej już przyjaźni, ale też zapoczątkowywanie czy przygotowywanie nowej. Bo takaż różnica, jak między rolnikiem zbierającym plon i siejącym, zachodzi również pomiędzy tym, kto zdobył przyjaciela, a tym, kto go jeszcze zdobywa. Filozof Attalus[6] mawiał zazwyczaj, że milej jest przyjaciela zjednywać niźli już mieć - "podobnie jak artyście malarzowi milej jest obraz malować niż mieć namalowany". Owa przejęta tworzeniem jakiegoś dzieła troskliwość znajduje w samym przejęciu tym ogromną radość. Kto odjął rękę od dzieła ukończonego, nie cieszy się tak bardzo, jak przedtem: korzysta już z owocu swej sztuki; wtedy natomiast, gdy malował, rozkoszował się samą sztuką. Pożyteczniejsze są dzieci w wieku młodzieńczym, ale milsze w okresie niemowlęctwa. Lecz teraz wróćmy do właściwego tematu. Mędrzec, choć nawet zadowala się sam sobą, wszelako - jeśli nie dla jakiejś innej przyczyny, to dla tej, by uprawiać przyjaźń oraz by tak wspaniała cnota nie leżała odłogiem - chce mieć przyjaciela. Bynajmniej nie chodzi mi o to, "iżby mędrzec miał kogoś takiego, kto by go pielęgnował w chorobie, pospieszył z pomocą uwięzionemu lub znajdującemu się w niedostatku", jak mówi Epikur w tym samym liście[7], lecz o to, by mędrzec sam pielęgnował kogoś w chorobie, by sam oswobodził kogoś od pilnującej go straży nieprzyjacielskiej. Kto siebie ma na widoku i tylko dlatego zawiera przyjaźń, tego zamiar jest niegodziwy. Jak zaczął, tak też przestanie: pozyskał sobie przyjaciela, by ten okazał mu pomoc w wypadku uwięzienia, lecz gdy kajdany ze szczękiem opadną, wnet go porzuci. Są to związki przyjaźni, które lud zowie chwilowymi. Przyjaciel zyskany gwoli korzyści będzie podobał się tak długo, jak długo okaże się pożyteczny. Dlatego też ci, którym dobrze się powodzi, oblegani są przez tłumy przyjaciół, podczas gdy wokół ludzi dotkniętych niepowodzeniem panuje pustka[8]: przyjaciele uciekają z miejsca, gdzie ich poddaje się próbie. Stąd to mamy tyle haniebnych przykładów, kiedy jedni z obawy porzucają swych przyjaciół, drudzy ze strachu ich zdradzają. Początek i koniec muszą koniecznie odpowiadać sobie wzajemnie. Kto zaczyna być przyjacielem dlatego, że mu to dogadza, przestanie również dlatego, że będzie mu to dogadzało. Jeśli komuś podoba się w przyjaźni jakaś inna wartość poza samą przyjaźnią, to będzie mu się podobała także niejedna wartość zostająca w sprzeczności z przyjaźnią. Po cóż tedy zdobywam sobie przyjaciela? Po to, bym miał za kogo umrzeć, bym miał za kim udać się na wygnanie, bym narażał się i poświęcał dla ratowania go od śmierci. To, co ty opisujesz, nie jest przyjaźnią, lecz kupczeniem, które szuka korzyści i myśli tylko o tym, co chce osiągnąć. Niewątpliwie coś podobnego do przyjaźni zawiera w sobie też uczucie zakochanych: mógłbyś rzec, iż jest to nadmierna przyjaźń. Czyż tedy kocha ktoś dla zysku? Czyż kocha gwoli zdobycia zaszczytów lub sławy? Miłość, nie troszcząc się o żadne inne względy, sama przez się roznieca w sercach uwielbienie dla czyjejś nadobnej postaci, z czym łączy się nadzieja na wzajemność. Cóż więc? Czy z pobudek szlachetniejszych nawet od przyjaźni ma wynikać haniebne uczucie? "Nie o to chodzi teraz - powiesz. - Zastanawiamy się, czy do przyjaźni dążyć należy dla niej samej". Zaprawdę, nic nie zasługuje bardziej na potwierdzenie. Jeśli bowiem trzeba jej szukać dla niej samej, to może dostąpić jej także i ten, kto zadowala się sam sobą. "W jaki sposób więc do niej dochodzi?". Tak, jak do każdej bardzo pięknej rzeczy: ani nie dając się pociągnąć zyskiem, ani nie bojąc się zmienności losu. Kto zawiera przyjaźń gwoli korzyści, pozbawia ją wszelkiego dostojeństwa. Mędrzec tedy zadowala się sobą. Bardzo wielu rozumie to, mój Lucyliuszu, opacznie: zewsząd wypraszają mędrca i chcą go zamknąć w jego własnej skórze. Należy jednak rozróżniać znaczenie tych słów i ich zasięg. Mędrzec zadowala się sobą nie po to, by żyć, lecz po to, by żyć szczęśliwie. Do życia bowiem potrzebuje wielu rzeczy, do życia szczęśliwego zaś konieczny jest dlań tylko zdrowy, wzniosły i pogardzający losem duch. Chcę ci podać też rozróżnienie Chryzypa. Otóż mówi on, że mędrzec nie pragnie niczego, a jednak potrzeba mu wielu rzeczy. "Przeciwnie głupiec: nie potrzebuje nic, niczym się bowiem nie umie posłużyć, a mimo to pragnie wszystkiego"[9]. Mędrzec potrzebuje i rąk, i oczu, i wielu innych rzeczy niezbędnych do codziennego użytku, ale nie pragnie niczego. Pragnienie bowiem jest dowodem niedostatku, a mędrzec nie zna niedostatku. Choć tedy zadowala się sam sobą, potrzeba mu także przyjaciół. Chce mieć ich jak najwięcej, ale nie po to, żeby żyć szczęśliwie. Wszak będzie żył szczęśliwie również i bez przyjaciół. Dobro najwyższe nie szuka oparcia na zewnątrz. Zostaje ono w domu i w całości składa się tylko ze siebie. Jeżeli szuka dla siebie jakiejś części na zewnątrz, zaczyna podporządkowywać się losowi. "Jakież byłoby jednak życie mędrca, gdyby nie mając przyjaciół został bądź to wtrącony do więzienia, bądź zostawiony wśród jakiegoś nieżyczliwego ludu, bądź wyrzucony na pusty brzeg?". Takie, jak życie Jowisza, gdy - po zburzeniu świata i po złączeniu się bóstw w jednię - przy chwilowej bezczynności natury[10] znajduje ukojenie w samym sobie, oddając się rozmyślaniom. Bo mędrzec postępuje podobnie: wchodzi w siebie i obcuje tylko ze sobą. W każdym razie, jak długo może układać swoje sprawy wedle własnego uznania, zadowala się wprawdzie sobą, lecz żeni się; zadowala się sobą, ale chowa dzieci; zadowala się sobą, a jednak nie żyłby, gdyby miał żyć bez ludzi. Do zawierania przyjaźni skłania go nie jakaś korzyść osobista, lecz z przyrodzenia wypływająca pobudka. Podobnie bowiem jak mamy wrodzoną wrażliwość na piękno innych rzeczy, tak też i na powab przyjaźni. Podobnie jak niechętnie znosimy samotność, odczuwamy zaś popęd do współżycia, i jak z natury człowiek sprzyja człowiekowi, również istnieje w nas i taki bodziec, który sprawia, że szukamy przyjaciół. Pomimo wszystko mędrzec - chociażby nie wiem jak kochał przyjaciół, chociażby starał się ich zjednać sobie i często przekładał ich ponad siebie - ograniczy wszelkie dobro do swego wnętrza i powie to, co powiedział Stilpon, ten sam Stilpon, na którego nastaje w swym liście Epikur. Kiedy bowiem zostało zdobyte jego miasto ojczyste i kiedy utraciwszy dzieci oraz żonę, samotny, lecz mimo to szczęśliwy opuszczał miejsce powszechnej zagłady, na zadane przez Demetnusza (mającego od zdobywania miast przydomek Poliorketesa, czyli Zdobywcy miast) pytanie, czy coś stracił, odpowiedział: "Wszystko, co mam dobrego, jest ze mną"[11]. Oto mąż dzielny i silny! Odniósł zwycięstwo nawet nad zwycięstwem swego nieprzyjaciela. "Nic - powiada - nie utraciłem". Zmusił wroga do powątpiewania, czy rzeczywiście zwyciężył. "Wszystko, co do mnie należy, jest ze mną" - innymi słowy, sprawiedliwość, męstwo i roztropność. Na to samo wychodzi nie uważać za dobro nic, co może być odjęte. Podziwiamy pewne zwierzęta, które bez szkody dla ciała przechodzą poprzez środek ognia; o ileż bardziej godny jest podziwu ten mąż, który bez szkody i straty przeszedł wśród mieczy, zwalisk i pożarów! Czy pojmujesz, o ile łatwiej jest zwyciężyć cały naród niż jednego męża? A powyższe jego oświadczenie jest zgodne ze stanowiskiem stoika. Również i ten poprzez spalone miasta przenosi nietknięte dobra. Albowiem zadowala się sam sobą i taki właśnie cel wyznacza swojej szczęśliwości. Nie przypuszczaj, że tylko my sami rzucamy tego rodzaju wzniosłe hasła. Nawet ganiący Stilpona Epikur złożył podobne oświadczenie, które zapisz na swoje dobro, lubo dzień dzisiejszy wykreśliłem już [z naszych rozrachunków]. "Jeśli ktoś - mówi on - nie uważa za coś bardzo wielkiego tego, co ma, to chociażby opanował cały świat, pozostaje mimo wszystko ubogi"[12]. Albo, jeśli myśl niniejsza powiedziana inaczej wyda ci się ujęta lepiej (trzeba bowiem dążyć do tego, żebyśmy się stosowali nie do słów, lecz do treści), oto ona: "Kto nie uważa się za bardzo szczęśliwego, acz panuje nad całym światem, ten jest nieszczęśliwy". A iżbyś pojął, że poglądy te są ogólnie przyjęte - ma się rozumieć pod dyktandem natury - także i u poety komicznego znajdziesz, co następuje:

Kto się za szczęśliwego nie ma, ten nie jest szczęśliwy[13].

Bo cóż zależy na tym, jakie jest rzeczywiste twoje położenie, jeśli wydaje ci się złe? "Cóż więc? - powiadasz. - Gdyby tamten ohydny bogacz, będący panem wielu rzeczy, ale niewolnikiem jeszcze liczniejszych rzeczy, powiedział, że jest szczęśliwy, czy istotnie byłby w swym mniemaniu szczęśliwy?". Chodzi nie o to, co by on powiedział, lecz o to, co by myślał, w dodatku myślał nie w ciągu jednego dnia, tylko stale. Nie potrzebujesz przy tym obawiać się, że tak wielkie dobro może dostać się komuś niegodnemu: nikt prócz mędrca nie jest zadowolony z tego, co ma; każdy głupiec wysila się, aby obrzydzić sobie swój los.

Bądź zdrów!

X

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Tak jest, nie zmieniam poglądu: unikaj wielkich gromad ludzkich, unikaj małych grupek, unikaj nawet jednego człowieka. Nie znam nikogo, z kim pozwoliłbym ci utrzymywać bliższe stosunki. A zwróć uwagę, jak wysoko ciebie oceniam: mam odwagę powierzyć cię - tobie samemu. Krates, będący - jak mówią - uczniem tegoż Stilpona, którego wzmiankowałem w poprzednim mym liście, gdy spostrzegł przechadzającego się samotnie młodzieńca, zapytał go, co też tam w samotności porabia. "Rozmawiam ze sobą" - brzmiała odpowiedź. Na to Krates[1]: "Strzeż się - powiada - proszę cię, i pilnie uważaj: ze złym człowiekiem prowadzisz rozmowę". Kogoś zasmuconego i bojącego się pilnujemy zazwyczaj, by źle nie spożytkował samotności. Otóż nie należy zostawiać sobie samemu żadnego człowieka nieroztropnego: wtedy tacy knują niegodziwe zamysły, wtedy gotują dla siebie lub dla innych przyszłe niebezpieczeństwa, wtedy zaspokajają swe występne żądze, wtedy duch ich wyjawia wszystko, co ze strachu albo ze wstydu ukrywał, wtedy zaostrza swe zuchwalstwo, pobudza chuć, podżega swą gniewliwość. Nawet ta jedyna zaleta samotności, iż ona niczego nie wydaje nikomu, że się nie obawia donosiciela, odpada, gdy idzie o głupca: ten sam się zdradza. Patrz więc, jaką nadzieję wiążę z tobą, a raczej, co rokuję po tobie, gdyż nadzieja - to miano dobra niepewnego: nie znajduję nikogo, z kim chciałbym, żebyś przestawał, z wyjątkiem ciebie samego. Na nowo przypominam sobie, z jaką wielkodusznością rzucałeś pewne słowa, jak wielka moc je przepełniała. Natychmiast winszowałem sobie i mówiłem: "Nie z powierzchni warg spłynęły te słowa; mają one głęboką podstawę. Człowiek ten nie jest tylko jednym z wielu: zmierza on do szczęśliwości". Tak właśnie przemawiaj i tak żyj; a bacz, by nic cię nie zraziło. Choć nie domagasz się od bogów wysłuchania dawniejszych twych modlitw, zwróć się do nich z nowymi: proś o dobrą rozwagę, o dobre zdrowie twego ducha, a potem też i ciała. Dlaczegóż nie miałbyś często powtarzać takich modlitw? Proś bóstwo śmiało; lecz nie zwracaj się do niego o nic cudzego.

Atoli - bym swoim zwyczajem wysłał i ten list z jakimś niewielkim podarunkiem - słuszna jest wypowiedź, którą znalazłem u Atenodora[2]: "Wiedz, iż wtedy dopiero wolny jesteś od wszelkich pożądań, gdy osiągnąłeś to, że nie prosisz bóstwa o nic takiego, o co nie mógłbyś zwrócić się do niego jawnie". Bo jakże niemądrze postępują ludzie w takich okolicznościach! Podszeptują bogom najniegodziwsze swe życzenia, a jeśli ktoś nadstawi ucho, wraz zamilkną. Nie chcą, by pewne życzenia znał człowiek, a przedstawiają je Bogu. Zastanów się więc, czy nie byłoby pożyteczne zalecenie następujące: żyj z ludźmi tak, jakby widział to Bóg; rozmawiaj z Bogiem tak, jakby słuchali tego ludzie.

Bądź zdrów!

XI

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Rozmawiał ze mną odznaczający się szlachetnym charakterem przyjaciel twój, przy czym już pierwsze jego słowa wykazały, ile ma odwagi, ile zdolności i jak wiele zdołał osiągnąć. Dał mi próbę tego, czego można się po nim spodziewać. Nie mówił bowiem na tematy z góry przygotowane, lecz był zaskoczony zupełnie niespodzianie. Kiedy się spostrzegł, prawie nie mógł przełamać wstydliwości, stanowiącej dobrą oznakę u młodzieńca: tak silnie oblał się wypływającym gdzieś z głębi rumieńcem. Ten rumieniec, o ile mogę przewidzieć, będzie mu towarzyszył nawet wtedy, gdy już się utwierdzi i wyzbędzie się wszelkich swych wad; nawet wtedy, gdy zostanie mędrcem. Albowiem żadna mądrość nie usuwa naturalnych niedoskonałości ciała czy ducha: co jest wszczepione i wrodzone, można to umiejętnie złagodzić, lecz nie przezwyciężyć. Niektórym nawet bardzo opanowanym jednostkom występuje pot w obliczu ludu - nie inaczej, jak się to dzieje zazwyczaj z utrudzonymi lub wzburzonymi; niektórym drżą kolana, gdy mają przemawiać, niektórym szczękają zęby, plącze się język, trzęsą się wargi. Tego nigdy nie przełamie ani nauka, ani ćwiczenie. Natura przejawia tutaj swą siłę i poprzez wadę taką przypomina się nawet najmocniejszym ludziom. Do właściwości tych należy też, jak mi wiadomo, rumieniec, który nagle oblewa twarz nawet najodważniejszym. Wyraźniej wprawdzie występuje u młodzieńców, którzy mają i więcej ciepła wewnętrznego, i bielsze lice, niemniej jednak zdarza się i u ludzi dojrzałych, i u starców. Niektórych trzeba się najwięcej lękać właśnie wtedy, kiedy okryli się rumieńcem: jak gdyby wyzbywali się podówczas wszelkiego wstydu. Sulla był najbardziej niepowściągniony w chwili, gdy mu krew napłynęła do twarzy. Najwrażliwszą twarz miał jednak Pompejusz: zawsze rumienił się wobec większego grona ludzi, osobliwie na zgromadzeniach ludowych. Fabianus[1], gdy jako świadka wprowadzano go do senatu, zaczerwienił się, jak pamiętam, przy czym to zawstydzenie dziwnie dodało mu krasy. A nie przydarzyło mu się to ze słabości umysłu, lecz z nowości położenia, które - choć nie przeraża ludzi nie przyzwyczajonych - porusza ich jednakże, jako skłonnych do tego z wrodzonej wrażliwości ciała. Bo gdy jedni odznaczają się zimną krwią, inni mają krew pobudliwą, ruchliwą i szybko napływającą do twarzy. Jakem powiedział, nie potrafi przełamać tego żadna mądrość. W przeciwnym bowiem wypadku, gdyby mogła ona wytępić wszystkie wady, podporządkowałaby naturę swojemu władztwu. Wszystko, czym obdarzyły nas warunki, w jakich zrodziliśmy się do życia, i co jest skutkiem naszego usposobienia, będzie trwało, choćby nie wiem jak często i jak długo przeciwstawiał się temu umysł. Od żadnej z takich właściwości nie można się uchronić, równie jak żadnej nie można dowolnie nabyć. Artyści sceniczni, którzy potrafią odtwarzać różne uczucia, którzy dobrze udają lęk i trwogę, którzy dokładnie wyrażają smutek, próbują naśladować wstydliwość przy pomocy następujących oznak: spuszczają głowę, zniżają głos, wbijają w ziemię oczy i przymykają je. Rumieńca nie są w stanie u siebie wywołać, nie można go bowiem ani powściągnąć, ani sprowadzić. Mądrość nie przyrzeka na to żadnego środka, nic nie potrafi zdziałać: rzeczy te są całkiem niezależne od nas; same przez się przychodzą, same przez się odchodzą.

Ale trzeba już list zakończyć. Oto masz na zakończenie zdanie naprawdę pożyteczne i zbawienne, które chcę wrazić w twoją pamięć: "Winniśmy obrać sobie jakiegoś prawego człowieka i mieć go zawsze przed oczami, aby żyć tak, jakby on się nam przyglądał, i wszystko czynić tak, jakby on widział"[2]. Przepisał to, mój Lucyliuszu, Epikur. Przydał nam opiekuna czy wychowawcę - i bardzo słusznie: odpada znaczna część występków, gdy mają być popełnione w obecności jakiegoś świadka. Niech umysł nasz wystawia sobie kogoś, kogo by darzył szacunkiem, iżby dla jego powagi rzetelniej wykonywał nawet najskrytsze swe czynności. O, szczęśliw ten, kto odwodzi od występków nie tylko swoją obecnością, ale samą myślą o sobie! O, szczęśliw również i ten, kto potrafi tak poważać innego, iż uśmierza się oraz przywołuje się do porządku nawet na wspomnienie o tamtym! Kto może szanować tak kogoś drugiego, szybko i sam zasłuży sobie na szacunek. Obierz zatem Katona. A gdyby ten wydał ci się nazbyt surowy, wybierz męża o łagodniejszym usposobieniu - Leliusza. Wybierz tego, kto spodobał ci się i ze sposobu życia, i ze sposobu wyrażania się, i z samego oblicza, które wszak odbija stan jego ducha. Miej go zawsze przed oczami bądź jako opiekuna, bądź jako wzór. Potrzeba nam, powtarzam, kogoś takiego, do kogo samorzutnie stosowałyby się nasze postępki. Nie naprawisz zła inaczej niż przytrzymując się jakiegoś wzoru.

Bądź zdrów!

XII

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

W którąkolwiek zwrócę się stronę, wszędzie widzę dowody mojego zestarzenia się. Przybyłem kiedyś do swej podmiejskiej posiadłości i zacząłem uskarżać się na wydatki, jakich wymagał walący się już dom. Rządca upewnia mię, że nie zawiniło tu jego niedbalstwo i że czyni on wszystko, co trzeba, ale dom jest stary. A wszak ten wiejski dom powstał za moich czasów. Jeśli kamienie, będące świadkami mojego życia, tak zwietrzały, to cóż pozostało mnie? Rozzłoszczony na rządcę, podchwytuję najbliższą sposobność do sarkania: "Te jawory - mówię - są w oczywistej poniewierce: wcale nie mają liści. Jak sękate i zeschłe są gałęzie, jak ciemne i szorstkie pnie! Nie byłoby tego, gdyby ktoś okopywał je i podlewał". Przysięga na mego ducha opiekuńczego, że robi to wszystko, że o nic nie przestaje się troszczyć, lecz drzewa są już podstarzałe. A przecież (niech to zostanie między nami) ja sam je ongiś sadziłem, ja oglądałem ich pierwszy liść. Obróciwszy się potem ku drzwiom zawołałem: "Któż to taki? Ten tam człowiek zgrzybiały i słusznie stojący u drzwi, bo zmierza już na tamtą stronę[1]. Skąd on się tutaj wziął? Co za przyjemność miałeś w tym, by sprowadzać tu obcego truposza?". A ów na to: "Czy nie poznajesz mnie? - powiada. - To ja, Felicjo, któremuś przynosił zwykle kukiełki[2]. Jestem synem rządcy Filosita i twoim niegdyś ulubieńcem". - "Ten mi dopiero - mówię - opowiada skończone brednie! Jeszcze jako chłopaczyna stał się mym ulubieńcem? Zresztą jest to możliwe: właśnie wypadają mu zęby".

Tak oto swej podmiejskiej posiadłości zawdzięczam, że gdziekolwiek się skierowałem, ukazywała mi się moja starość. Powitajmy więc ją życzliwie i pokochajmy. Bo i ona jest pełna uroku, jeśli potrafisz z niej korzystać. Owoce najlepiej smakują wtedy, gdy przemijają. Czar dzieciństwa największy jest u jego schyłku. Lubujących się w winie najbardziej cieszy ostatni kielich - ten, który już pogrąża, który do szczytu doprowadza upojenie. Wszelka przyjemność na koniec przynosi to, co ma w sobie najmilszego. Najwięcej zadowolenia daje wiek już podeszły, lecz nie dochodzący jeszcze do kresu. Zresztą i ten, stojący już na krańcu, ma też, jak sądzę, swoje miłe strony. Wszak w miejsce przyjemności przychodzi to, że wcale ich nie potrzebuje. O, jakże błogo jest wiedzieć, że się już uśmierzyło i ma poza sobą wybuchy namiętności! "Przykro jednak - powiadasz - mieć śmierć przed oczami". Przede wszystkim powinien ją mieć przed oczami zarówno starzec, jak i młodzik: przecież nie wywołują nas stąd według listy! Następnie nikt nie jest aż tak sędziwy, iżby nie mógł żywić dobrej nadziei na jeszcze jeden dzień bytowania. Jeden dzień zaś - to krok życia. Bo cały żywot nasz składa się z części i zawiera w sobie jak gdyby koła, z których mniejsze obwiedzione są przez coraz to większe. Jest więc jedno, które obejmuje czy też otacza wszystkie pozostałe. Rozciąga się ono od dnia narodzin do dnia śmierci. Jest drugie, które wyodrębnia lata młodzieńcze. Jest takie, które obwodem swym wiąże całe dzieciństwo. Jest dalej każdy rok z osobna, zawierający w sobie wszystkie cztery pory, z których wielokrotnego powtarzania układa się żywot ludzki. Jeszcze ciaśniejszymi kręgami obwiedzione są miesiące. Dni zaś zamknięte są w najmniejszych kołach, chociaż i te ciągną się od początku do końca, od chwili wschodu słońca do zachodu. Dlatego też Heraklit, któremu przydomek nadała ciemność jego mowy, powiedział: "Każdy dzień równy jest wszelkiemu innemu"[3]. Co prawda, przeróżnie to pojmowano. Ktoś twierdził bowiem, że dni są sobie równe co do godzin. I ma słuszność. Bo jeśli dniem nazwiemy przeciąg czasu obejmujący dwadzieścia cztery godziny, to wszystkie dni muszą być sobie równe, gdyż noc otrzymuje to, co traci pora jasności. Ktoś inny dowodził, że każdy dzień jest równy wszystkim innym pod względem podobieństwa. Jako że bardzo długi nawet okres czasu nie ma w sobie nic, czego nie mógłbyś znaleźć także i w jednym dniu, a mianowicie światłość i mrok. Stosownie do zachodzących w świecie kolejnych zmian, dłuższy okres czyni te pory jasności i mroku liczniejszymi, a nie innymi. . . .[III] [choć każda z nich staje się] raz krótsza, drugi raz dłuższa. Należy przeto układać sobie każdy dzień tak, jakby zamykał on już pochód dni, jakby kończył i dopełniał nasze życie. Pakuwiusz[4], który z Syrii uczynił swoją domenę oraz przyswoił sobie tamtejsze zwyczaje, gdy na cześć swojej śmierci składał z wina ofiarę i urządzał stypy, przenoszony był z uczty do sypialni w ten sposób, iż wśród oklasków hultajskiej młodzieży śpiewane były chórem słowa: "????????, ????????", co znaczy: "Życie zakończył, życie zakończył". Tak sprawiał sobie pogrzeb każdego dnia. Otóż to, co on czynił z wyuzdania, my czyńmy z dobrym nastawieniem, a idąc spać, z radością i pogodą ducha mówmy:

Swojem już przeżył i drogi przez los wyznaczonej dokonał[5].

Jeśli Bóg dorzuci nam jeszcze dzień jutrzejszy, przyjmijmy to z zadowoleniem. Beztroskim i najszczęśliwszym panem siebie jest ten, kto wygląda jutra bez niepokoju. Kto powiedział sobie "swojem już przeżył", codziennie wstaje po nowy zysk[6].

Lecz winienem już zamknąć ten list. "Jak to? - zapytasz. - Przybędzie do mnie bez żadnego podarunku?". Nie lękaj się. Coś niecoś przynosi ze sobą. Dlaczegóż jednak powiedziałem, że coś niecoś? Przynosi wiele. Bo czyż jest coś świetniejszego od słów, jakie powierzam mu dla przekazania tobie? "Źle jest żyć w okowach konieczności, żadna jednak konieczność nie zmusza nas do konieczności życia". Dlaczego nie zachodzi tu żadna konieczność? Oto wszędzie stoją otworem liczne drogi do wolności; drogi krótkie i łatwe. Dziękujmyż tedy Bogu za to, że nikt nie może być zachowany przy życiu: możemy podeptać nawet samą konieczność. "Wyrzekł to Epikur - powiesz. - Cóż obchodzą cię cudze poglądy?". Co jest prawdziwe, jest też moje. Będę i nadal częstował cię Epikurem, ażeby ci, którzy ślepo trzymają się czyjegoś zdania i kształtują swoje osądy nie podług tego, co się mówi, lecz podług tego, kto mówi, wiedzieli, że wszystko, co jest doskonałe, stanowi własność ogólną.

Bądź zdrów!

Księga druga

XIII

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Wiadomo mi, że masz wiele odwagi. Bo już przedtem, zanim uzbroiłeś się w pożyteczne i pomocne do przezwyciężania przykrości nauki, pokładałeś w walce ze złym losem dość zaufania w sobie samym; znacznie więcej nabrałeś go jednakże później, gdy z losem starłeś się wręcz oraz doświadczyłeś swoich sił. A siły nasze wszak nigdy nie mogą dawać tak całkowitej pewności siebie, jak wtedy, gdy z różnych stron zjawiły się już rozliczne kłopoty; czasami zaś dopiero wtedy, gdy kłopoty te nadciągnęły bliżej. W ten sposób bowiem wypróbowuje się owa prawdziwa i nieidąca za cudzym zdaniem odwaga; jest to niby jej kamień probierczy. Zapaśnik nie może przystąpić do walki z wielką odwagą, jeśli nigdy nie dostał cięgów. Z dobrą nadzieją idzie do walki tylko taki zapaśnik, który zobaczył już swoją krew, którego zęby szczęknęły pod czyjąś pięścią, który przewrócony na ziemię musiał całym ciałem swym unosić przeciwnika i, choć pognębiony fizycznie, nie dał się pognębić duchowo, który zawsze, ilekroć był obalony, tylekroć wstawał z jeszcze większą zawziętością. Iżbym więc dalej trzymał się tego porównania, często już los brał górę nad tobą, a jednak nie poddałeś mu się, lecz podnosiłeś się i opierałeś tym dzielniej. Męstwo bowiem, gdy jest rozjątrzone, silnie się wzmaga. Mimo wszystko, jeśli uznajesz za stosowne, przyjm ode mnie pomoc, która mogłaby ci zapewnić całkowite bezpieczeństwo. Otóż takich rzeczy, które nas tylko przestraszają, jest więcej, Lucyliuszu, niźli takich, które istotnie uciskają; i częściej trapimy się urojeniem aniżeli czymś rzeczywistym. Nie mówię z tobą językiem stoickim, lecz tym zwykłym, skromniejszym. My bowiem utrzymujemy, że wszystko to, co dobywa westchnienia i jęki, jest błahe i godne pogardy. Unikajmy jednakże tych szczytnych słów, choć - na bóstwa dobre! - prawdziwych. Radzę ci tylko, byś nie czuł się nieszczęśliwy przedwcześnie. Wszak to, czego przeraziłeś się jako wiszącej nad twą głową groźby, może nie nastąpi nigdy, a przynajmniej nie nastąpiło dotychczas. Niektóre rzeczy przeto niepokoją nas bardziej, niż powinny, niektóre dręczą wcześniej, niż powinny, niektóre wreszcie nękają, choć wcale nie powinny. Albo więc powiększamy swe zmartwienia, albo sztucznie je sobie stwarzamy, albo też zaczynamy martwić się przed czasem. Tamto pierwsze zagadnienie, ponieważ jest sporne i właśnie toczymy o nie rozprawę, w obecnych okolicznościach odroczmy. Jeżeli ja nazwę coś łatwym, ty będziesz obstawał, że jest niezwykle trudne. Boć dobrze wiem, że jedni śmieją się nawet pośród uderzeń bicza, a drudzy jęczą po otrzymaniu lekkiego policzka. Zastanowimy się później, czy rzeczy te oddziaływają tak ze względu na własną swą siłę, czy też wskutek naszej słabości.

Przyrzeknij mi tylko tyle, że ilekroć znajdziesz się w otoczeniu ludzi, którzy będą wmawiali ci, żeś nieszczęśliwy, weźmiesz pod uwagę nie to, co słyszysz, lecz to, co sam czujesz; że rozważysz wszystko ze zwykłą swoją cierpliwością i sam, który najlepiej znasz swe położenie, zadasz sobie następujące pytanie: "Dlaczego oni tak płaczą nade mną? Dlaczego trwożą się, dlaczego boją się nawet zetknięcia ze mną, jak gdyby nieszczęście me mogło przeskoczyć na nich? Czy jest tu istotnie coś złego, czy też sprawa ta raczej została okrzyczana jako zła i nie jest taka naprawdę?". Spytaj również sam siebie: "Czy przypadkiem nie zadręczam się i nie smucę bez powodu, czy nie czynię złem czegoś, co nim nie jest?" - "W jakiż sposób - powiadasz - rozpoznam, czy to, co mnie trapi, jest urojone, czy prawdziwe?". Przyjm więc pewną wskazówkę co do tego. Niepokoją nas bądź wydarzenia teraźniejsze, bądź przyszłe, bądź jedne i drugie. O teraźniejszych rozstrzygnąć jest łatwo: wystarczy, że ciało twe jest wolne od dolegliwości i zdrowe oraz że nie masz zmartwienia wynikającego z doznania krzywdy. Zastanówmy się więc nad wydarzeniami przyszłymi. Otóż dzisiaj nie przyczyniają nam one żadnych kłopotów. "Lecz kłopoty te wystąpią przecież w przyszłości". Zbadaj najpierw, czy istnieją niewątpliwe dowody, że nastąpi coś złego. Przeważnie bowiem zadręczamy się przypuszczeniami, dając się zwieść owym wyolbrzymiającym pogłoskom, które zwykle powodują zwady, choć w znacznie większym stopniu niszczą poszczególne jednostki. Tak jest, mój Lucyliuszu: zbyt spiesznie podążamy za domniemaniami. Nie staramy się zbadać tego, co przejmuje nas obawą, ani otrząsnąć się z niej, lecz trwożymy się i uciekamy tak, jak ci, których skłonił do porzucenia obozu kurz wzniecony przez umykającą trzodę, lub ci, których przeraziła jakaś, nie wiadomo przez kogo szerzona bałamutna wieść. Nie wiem, jak się to dzieje, iż czcze pogłoski niepokoją silniej. Bo wieści prawdziwe mają swą miarę. Cokolwiek zaś niepewnego do nas dociera, staje się dla bojaźliwego umysłu przedmiotem różnych domniemań i zupełnie dowolnych wniosków. Żadne tedy zatrwożenia nie są tak szkodliwe i tak trudne do opanowania, jak zatrwożenia nierozważne. Inne bowiem odmiany lęku są bezpodstawne, te zaś bezrozumne. Toteż zawsze dokładnie badajmy sprawę. Przypuśćmy, iż jakieś przyszłe nieszczęście jest prawdopodobne: nie od razu mamy je uważać za pewne. Jak wiele nieszczęść przyszło nieoczekiwanie! Jak wiele oczekiwanych nie nastąpiło nigdy! A nawet jeśli któreś ma nastąpić, cóż pomoże wychodzić na spotkanie swej boleści? Odczujesz ją wystarczająco szybko, gdy nadejdzie. Tymczasem zapowiadaj sobie coś pomyślniejszego. Co zyskasz na tym? Czas. Może zajść wiele okoliczności, dzięki którym niedalekie, a nawet zupełnie bliskie niebezpieczeństwo już to zostanie powstrzymane, już to całkiem ustąpi, już to przejdzie na kogoś innego. Nieraz pożar otworzył drogę do ucieczki; czasem zwaliska łagodnie odsunęły kogoś na bok; kiedyś miecz cofnięto od samego już karku, a ktoś tam przeżył swego kata. Także i nieszczęście odznacza się płochością. Może nastąpi, może nie nastąpi, a tymczasem go nie ma. Wystawiaj tedy sobie coś lepszego. Niekiedy bez żadnych wyraźnych oznak, które by zapowiadały coś złego, umysł sztucznie roi sobie fałszywe obrazy: albo tłumaczy na gorsze jakiś wyraz o niepewnym znaczeniu, albo przedstawia sobie czyjąś urazę jako większą, niż jest w rzeczywistości, i nie zastanawia się, jak dalece się ktoś rozgniewał, lecz rozważa, na jak wiele może sobie ów ktoś rozgniewany wobec niego pozwolić. Z drugiej strony, jeśli się obawiać wszystkiego, co się może zdarzyć, to nie ma żadnej pobudki do życia i nie ma żadnej miary nieszczęść. Niech więc pomoże tu roztropność; siłą ducha odpieraj nawet widoczny strach. A jeśli nie, to jedną przywarę odpędzaj drugą: łagodź strach nadzieją. Z tego, czego się obawiamy, nie ma nic tak pewnego, iżby pewniejsze nie było przekonanie, że i okoliczności wzbudzające strach nieraz znikają, i spodziewane korzyści zawodzą. Badaj tedy dokładnie i nadzieję, i lęk, a ilekroć wszystko okaże się niepewne, bądź dobrej myśli i wierz w to, czego sobie życzysz. Nawet gdy lęk wyda ci się bardziej uzasadniony, to i tak skłaniaj się raczej w tę lepszą stronę oraz przestań się niepokoić. Od czasu do czasu zaś przedstaw sobie w duchu, iż większa część śmiertelników miota się w podnieceniu tu i ówdzie, choć ani teraz nie dotyka ich żadne nieszczęście, ani nie ma pewności, czy grozi na przyszłość. Nikt z nich bowiem nie walczy ze sobą, gdy zaczyna w nim budzić się niepokój, ani nie sprawdza powodów swojego strachu. Nikt nie mówi do siebie: "Fałszywy to doradca; on albo zmyślił to wszystko, albo też ślepo w to uwierzył". Dajemy się nieść każdemu wiatrowi, boimy się straszaków wątpliwych jako pewnych. Nie zwracamy uwagi na rozmiary różnych rzeczy. Lada wątpliwość natychmiast wprawia nas w bojaźń. Wstyd mi, że tak przemawiam tu do ciebie i że pokrzepiam cię tak słabo działającymi lekami. Niech kto inny pociesza się słowy: "Może to nie przyjdzie". Ty mów sobie: "I cóż z tego, jeżeli nawet przyjdzie? Zobaczymy, kto z nas dwu zwycięży. Może zresztą przychodzi dla mojego dobra, może śmierć ta będzie okrasą mego życia". Sokratesa uczyniła wielkim cykuta. Wydrzyj Katonowi miecz, który stał się poręczycielem jego wolności, a ujmiesz mu znaczną część chwały. Lecz zbyt długo już cię napominam, podczas gdy potrzeba ci raczej zachęty niż napomnienia. Nie kieruję cię jednak na drogę, która wiodłaby w stronę przeciwną niźli twoja natura: zrodziłeś się właśnie do tego, o czym mówię. Tym usilniej pomnażaj i uświetniaj swą cnotę.

Jednakowoż zakończę już ten list, jeśli wprzódy odcisnę na nim właściwy znak, to jest powierzę mu - dla przekazania tobie - jakąś wzniosłą wypowiedź. "Wśród wielu innych wad głupota ma i tę, że wciąż na nowo rozpoczyna życie"[1]. Zważ, o najlepszy z mężów, Lucyliuszu, co znaczą te słowa, a zrozumiesz, jak brzydka jest niestałość ludzi, zakładających co dzień nowe podwaliny swego żywota i nawet u jego schyłku żyjących wciąż nowymi nadziejami. Rozejrzyj się dokoła siebie i bacznie przyjrzyj się poszczególnym jednostkom: nawiną ci się starcy, którzy właśnie przygotowują się do zabiegów o wysokie urzędy, do dalekich podróży, do zakładania przedsiębiorstw handlowych. A czyż jest coś bardziej odrażającego niż rozpoczynający życie starzec? Nie dodawałbym do przytoczonych powyżej słów imienia ich autora, gdyby nie należały one do mniej znanych i mniej rozpowszechnionych powiedzeń Epikura, które pozwoliłem sobie przywieść tu i uznać za swoje.

Bądź zdrów!

XIV

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza

Przyznaję, że jest w nas wszczepione umiłowanie swego ciała. Przyznaję, że staramy się je ochraniać. Zgadzam się, że należy troszczyć się o nie. Nie zgadzam się tylko na to, że trzeba mu ulegać. Bo w służbie wielu rzeczy zostaje ten, kto ulega swojemu ciału, kto nadmiernie lęka się o nie, kto mierzy wszystko wedle niego. Winniśmy sprawować się nie tak, jakbyśmy musieli żyć dla ciała, ale tak, jakbyśmy bez ciała żyć nie byli w stanie. Zbyt wielkie umiłowanie ciała nabawia nas niepokoju i obaw, obciąża troskami, naraża na zniewagi. Komu ciało jest nazbyt drogie, u tego cnota bez wartości. Jak najpilniej dokładajmy starania o ciało, ale tak, że gdyby domagał się tego rozum, gdyby zażądała godność, gdyby wymagała uczciwość, bylibyśmy gotowi wrzucić je do ognia. Niemniej jednak, o ile to jest w naszej mocy, strońmy także od niewygód, a nie od samych tylko niebezpieczeństw, i wycofujmy się do miejsc bezpiecznych, przemyśliwając zaraz potem, jak można by odpędzić nasze postrachy. A są ich, jeśli się nie mylę, trzy rodzaje: lękamy się niedostatku, lękamy się choroby, lękamy się tego, co może spotkać nas przez gwałt możniejszych. Spośród tych odmian nic nas nie przeraża tak bardzo, jak to, co grozi nam ze strony obcej przemocy. Przychodzi ona bowiem z ogromnym hałasem i zgiełkiem. Naturalne nieszczęścia, którem wspomniał [na pierwszym miejscu], to znaczy niedostatek i choroba, wkradają się po cichutku, zgoła nie napędzając strachu ni oczom, ni uszom; natomiast pochód tego drugiego zła odbywa się z olbrzymią wystawnością. Kroczy ono w pośrodku mieczy, pożarów i oków, w pośrodku gromad dzikich zwierząt, które wysyła, aby syciły się ludzkimi wnętrznościami. Przywiedź sobie w tej chwili na myśl i więzienia, i szubienice, i narzędzia do tortur w kształcie koni, i haki, i pale wbijane wskroś przez człowieka a wychodzące aż przez usta, i członki rozszarpywane przez pędzące w przeciwne strony wozy, i ową tunikę pomazaną czymś łatwopalnym lub uplecioną z czegoś łatwo trawionego przez płomień, i wreszcie wszystko inne, co oprócz powyższego wymyśliło okrucieństwo[1]. Nic dziwnego doprawdy, że najwięcej boimy się tego, co przeraża zarówno swą rozmaitością, jak i sprzętem. Bo tak jak kat potrafi osiągnąć tym większy skutek, im liczniejsze wykłada narzędzia męki - gdyż wielu, którym [na same katusze] starczyłoby cierpliwości, ulega na widok owych narzędzi - podobnie również spośród nieszczęść, starających się ujarzmić i pokonać nasze dusze, więcej osiągną te, które mają coś niecoś do pokazania. Tamte udręki - a mówię tu o głodzie i pragnieniu, o wrzodach wewnętrznych i o gorączce, która trawi samo nasze wnętrze - nie są mniej ciężkie. Jednakowoż zostają one w ukryciu, nie mają nic, czym mogłyby wywołać grozę, co mogłyby uprzednio nam pokazać. Te zaś, niczym ogromne wojska, zwyciężają już samym swym widokiem oraz mnogością swego sprzętu. Starajmy się więc unikać narażania się komukolwiek. Czasami lud jest tym, komu winniśmy okazywać względy. Czasem, jeśli w państwie jest taki układ stosunków, iż najwięcej spraw rozstrzyga senat, niechaj cieszą się naszymi względami mężowie w nim zasiadający, a czasem znów pojedyncze osoby, którym przekazywana bywa władza ludu i władza nad ludem. Trudno jest mieć w nich wszystkich przyjaciół, wystarczy więc nie mieć w nich nieprzyjaciół. Zatem mędrzec nigdy nie wywoła gniewu ludzi potężnych; przeciwnie: będzie go unikał - nie inaczej jak sternik omija w czasie podróży morskiej nawałnicę. Kiedy jechałeś do Sycylii[2], przebywałeś morską cieśninę. Otóż sternik nierozważny lekceważy groźby południowego wiatru (a jest to wiatr, który jątrzy i skręca w wiry morze sycylijskie): nie podąża do lewego brzegu, lecz do tego, w pobliżu którego tworzy wiry morskie Charybda. Tymczasem sternik przezorniejszy pyta ludzi dobrze znających te miejsca, jaki jest stan morza, jakie znaki dają kłęby obłoków; stara się też trzymać z daleka od tej złowróżbnie słynnej z wirów okolicy. Tak samo postępuje mędrzec: mogącą zaszkodzić przemoc omija, troszcząc się przede wszystkim o to, aby nie było widać, że omija. Część bowiem bezpieczeństwa polega na tym, by nie zabiegać o nie nazbyt jawnie; bo jeśli czegoś się unika, przez to samo się temu przygania. Musimy więc pilnie rozważyć, w jaki sposób moglibyśmy zabezpieczyć się przed pospolitymi ludźmi. Po pierwsze, nie pożądajmy tego samego, co inni: między współzawodnikami zawsze wynika kłótnia. Następnie, nie miejmy nic takiego, co łupieżca mógłby nam odebrać z wielką dla siebie korzyścią. Noś na sobie jak najmniej rzeczy, które mogą się stać czyjąś zdobyczą[3]. Nikt lub bardzo niewielu posuwa się do rozlewu krwi ludzkiej dla niej samej. Przeważnie odgrywa tu rolę wyrachowanie, a nie nienawiść. Rozbójnik pomija golca, a nędzarz spokojny jest nawet na pełnej zasadzek drodze[4]. Wedle dawnej zasady wreszcie należy zalecić unikanie trzech rzeczy: nienawiści, zazdrości i wzgardy. Jak tego dopiąć, pouczy nas sama mądrość. Wyjście bowiem jest tu niekiedy trudne i trzeba się lękać, by obawa czyjejś niechęci nie ściągnęła na nas pogardy oraz - gdy nie chcemy nikogo deptać - żeby nie wyglądało na to, iż można nas podeptać. Dla wielu powodem bojaźni stała się okoliczność, że sami mogą wzbudzać bojaźń[5]. Jednak nie wybiegajmy za daleko w żadną stronę: nie mniej szkodliwe jest popadnięcie w pogardę, jak nadmierne wyniesienie się. Trzeba tedy uciekać się do filozofii. Nauka ta niby infuła kapłańska zyskuje sobie względy, już nie powiem u dobrych, lecz nawet u mniej złych. Albowiem wymowa sądowa i wszystko inne, co wzrusza lud, ma przeciwników, filozofia natomiast, spokojna i sobą jedynie zajęta, nie może być nisko ceniona, skoro w odróżnieniu od wszystkich pozostałych nauk cieszy się szacunkiem nawet pośród najgorszych ludzi. Nigdy nikczemność nie wzmoże się na tyle, nigdy przeciwko cnotom nie powstanie sprzysiężenie takie, ażeby imię filozofii nie miało być uważane za czcigodne i święte. Zresztą i samą filozofię uprawiać należy spokojnie i z umiarkowaniem. "Cóż tedy? - rzekniesz. - Czy Marek Kato filozofował, zdaniem twym, z umiarem? Ten Kato, który swoim postanowieniem powstrzymał wojnę domową? Ten, który znalazł się pośrodku między wojskami rozwścieczonych wodzów? Ten, który w czasie, gdy jedni narażali się Pompejuszowi, a drudzy Cezarowi, podrażnił naraz obydwu?". Istotnie, może ktoś zastanawiać się, czy w owym czasie mędrzec powinien był wtrącać się do spraw publicznych. Czegóż ci się zachciewa, Marku Katonie? Już nie chodzi tutaj o wolność: pognębiona została od dawna. Zagadnienie sprowadza się tylko do tego, czy Cezar, czy też Pompejusz podporządkuje sobie państwo. Co masz wspólnego z ich współzawodnictwem? Nie ma tu dla ciebie żadnej roli do odegrania. Dokonywa się oto wybór pana. Co ci do tego, kto z nich dwu zwycięży? Może zwyciężyć lepszy, lecz po zwycięstwie nie może nie zostać gorszym[6]. Wspomniałem tutaj o ostatniej roli Katona. Lecz także i poprzednie lata bynajmniej nie należały do takich, które by pozwalały mędrcowi na uczestnictwo w owej walce, gdzie łupem miało być państwo. Czegóż innego dokazał Kato oprócz tego, że głośno wołał i że na wiatr rzucał słowa, skoro raz, porwanego rękami tłumu i oplwanego, wleczono go i wypędzono z forum, a drugi raz zaprowadzono z senatu do więzienia? Zobaczymy jednakże potem[7], czy mędrzec winien się zajmować polityką: tymczasem zapraszam cię do tych stoików, którzy trzymając się z dala od spraw państwowych, odeszli na bok, aby poświęcić się uszlachetnianiu życia i tworzeniu dla rodzaju ludzkiego praw nieobrażających ludzi możniejszych. Mędrzec nie sprawi zamieszania w przyjętych ogólnie zwyczajach ani nie zwróci na siebie uwagi gminu niezwykłością swego żywota. "Cóż z tego? Będzież przynajmniej bezpieczny, kto się chwyci tego sposobu życia?". Nie mogę ci tego przyrzec z większą pewnością niźli człowiekowi wstrzemięźliwemu obiecać zdrowia; a jednak wstrzemięźliwość pociąga za sobą dobry stan zdrowia. Niektóre okręty giną i w porcie: co się podług ciebie ma dziać na pełnym morzu? O ileż większe niebezpieczeństwo zagraża człowiekowi zajmującemu się wielu sprawami i trudzącemu się nad licznymi zamierzeniami, jeśli nawet spoczynek jego nie jest bezpieczny! Czasami giną niewinni; któż temu zaprzecza? Częściej wszelako winni. Nie można odmówić mistrzowi biegłości w jego sztuce, jeśli został zabity przez swój sprzęt. Poza tym mędrzec bierze pod uwagę same tylko zamysły wszelkiego rodzaju, a nie ich skutki. Początek jest w naszej mocy, lecz wynik zależy od szczęścia, któremu nie przyznaję jednak prawa stanowczego wyrokowania o mnie. "Ale przecież nieco utrapień i nieco przeciwności może ono sprowadzić". Nie wymaga się od rozbójnika, by nie zabijał...

Teraz wyciągasz rękę po codzienny datek. Zaspokoję cię złotym datkiem i, ponieważ zrobiliśmy wzmiankę o złocie, powiem ci, w jaki sposób korzystanie z niego może stać się przyjemniejsze dla ciebie. "Ten najlepiej korzysta z bogactw, kto ich najmniej pożąda"[8]. - "Zdradź - rzeczesz - autora tych słów". Żebyś wiedział, ile we mnie przyjaznych uczuć, gotów jestem chwalić nawet cudze wypowiedzi: są to słowa Epikura lub Metrodora, a może kogoś innego z tej samej szkoły. Zresztą cóż za różnica, kto to powiedział? Wystarczy, że wszystkim powiedział. Kto pożąda bogactw, lęka się o nie. Nikt zaś nie może z uciechą korzystać z mienia, które przysparza trosk. Stara się coś przydać do niego, a gdy myśli o pomnożeniu majątku, zapomina o jego spożytkowaniu. Odbiera rachunki, ściera bruk na forum, przewraca kalendarz. Z pana przekształca się w zarządcę.

Bądź zdrów!

XV

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Był dawny zwyczaj, dochowany aż do moich czasów, że do pierwszych słów listu dodawano: "Jeżeliś zdrów, to dobrze; ja jestem zdrów". My trafnie powiadamy: "Jeżeli filozofujesz, to dobrze". Być zdrowym zaś - to właśnie filozofować. Bez tego duch jest chory. Również i ciało, choćby nawet miało wiele sił, jest zdrowe tylko w takiej mierze, w jakiej zdrowi są obłąkańcy lub szaleńcy. Przeto staraj się najpierw o to zdrowie [cielesne], a następnie o tamto drugie, które nie będzie cię tak drogo kosztowało, jeśli zechcesz je mieć w dobrym stanie. Niemądre to bowiem, drogi Lucyliuszu, i zupełnie nieodpowiednie dla człowieka wykształconego zajęcie - ćwiczyć ramiona, wyciągać szyję i wzmacniać pierś: gdybyś w tuczeniu się osiągnął jak najlepsze wyniki i gdyby ci wyrosły potężne mięśnie, nigdy nie dorównasz ani pod względem siły, ani pod względem wagi wyborowemu wołowi. Dodaj jeszcze, że nazbyt wielki ciężar ciała przytłacza ducha, który staje się wówczas mniej bystry. O ile możesz zatem, powściągaj swe ciało i więcej miejsca zostawiaj duchowi. Udziałem osób oddanych trosce o ciało są rozliczne uciążliwości. A więc przede wszystkim ćwiczenia, przy czym wkładany w nie wysiłek wycieńcza ducha, czyni go niezdolnym do natężenia uwagi i niezdatnym do wymagających większej przenikliwości zajęć. Następnie ograniczenie przez nadmiar pokarmu dokładności myśli. Do tego dochodzą najgorszego gatunku niewolnicy przyjmowani na nauczycieli, ludzie dzielący swe zainteresowania pomiędzy oliwę i wino, którzy uważają, że dzień upłynął zgodnie z ich życzeniem, jeśli się dobrze wypocili, jeśli na miejsce tego, co się z nich wydzieliło, znowu obficie wlali trunku, sięgającego w spragnionych gardłach ich wyżej aniżeli poprzednio. Lecz pić i pocić się - to los człowieka chorego na żołądek. Są inne ćwiczenia, łatwe i krótkie, które i ciało szybko nużą, i czas oszczędzają, co trzeba mieć na względzie przede wszystkim. Należą tu: biegi, dźwiganie rękami jakichś ciężarów oraz skoki - bądź te, przy których ciało wybija się w górę, bądź te, przy których przenosi się na pewną odległość, bądź też tamte - iż tak je nazwę - saliarskie[1] lub, by rzec bardziej pogardliwie, folusznicze[2]. Obierz sobie coś z tego i stosuj; nie wymaga to wprawy i jest łatwe. Cokolwiek zresztą uczynisz, rychło wracaj od ciała do ducha. Ćwicz go za dnia i w nocy. Przez rozważny wysiłek duch wzrasta. Ćwiczeniu temu nie przeszkodzi ani chłód, ani skwar, ani nawet starość. Zabiegaj o takie dobro, które z upływem czasu się polepsza. Nie zalecam ci wcale, byś ustawicznie tkwił nad książką lub tabliczkami do pisania: należy dawać umysłowi pewne przerwy, tak jednak, by się nie rozpieścił, ale odświeżył. Przejażdżka na przykład może rozruszać ciało i nie zawadza nauce: możesz przy tym czytać, możesz dyktować, możesz rozmawiać, możesz słuchać. Nie przeszkadza temu wszystkiemu również i przechadzka. Nie gardź też wytężaniem głosu, lecz zabraniam ci podnosić go, potem zaś obniżać podług stopni i pewnych taktów. A może chciałbyś później nauczyć się, w jaki sposób masz się przechadzać? Dopuszczaj tedy do siebie tych, których głód nauczył nowych umiejętności: znajdzie się ktoś, kto umiarkuje twoje kroki, będzie się przypatrywał twoim ustom w czasie jedzenia i w ogóle posunie się tak daleko, jak wiele dodasz mu śmiałości swą uległością i łatwowiernością. Jakże więc? Czy głos twój ma od razu zacząć od krzyku i najwyższego wytężenia? Podniecanie się powolne jest rzeczą aż tak naturalną, iż nawet kłócący się rozpoczynają od zwykłej rozmowy, by przejść później do głośnego wołania. Nikt nie wzywa zaraz wszystkich Kwirytów na obronę. Wedle tego więc, co ci doradzi zapał twego ducha, raz gwałtowniej spieraj się z sąsiadami, drugi raz przemawiaj spokojniej, stosując się również do tego, do czego skłoni cię moc twego głosu. Łagodny, gdy go ściszasz i powstrzymujesz, niechaj zstępuje powoli, a nie spada. Niechaj uchodzi przez środek ust i nie sroży się, jak to bywa we zwyczaju u ludzi nieokrzesanych i gburów. Zmierzamy bowiem nie do tego, by kształcić głos, ale do tego, by kształcić przy pomocy głosu.

Ująłem ci niemało obowiązków. Niechaj do tych przysług dojdzie jedna niewielka nagroda, czyli jedno greckie wskazanie. Oto jak wygląda to znakomite zalecenie: "Życie głupie jest niemiłe i pełne trwogi: całkowicie zwraca się ku przyszłości". "A któż to rzecze?" - zapytasz. Ten sam, co i powyżej[3]. Teraz powiedz: jak sądzisz, czyje życie nazwano tu głupim? Czy życie Baby i Isjona[4]? Nie! Mowa tutaj o naszym życiu. Nas to popycha ślepa pożądliwość ku temu, co szkodzi, a na pewno nigdy nie nasyci; nas, którym jeśliby mogło coś wystarczyć, to byłoby wystarczyło; którzy nie zastanawiamy się zgoła, jak błogo jest niczego nie pożądać, jak wspaniale jest czuć się nasyconym i nie zależeć od zmiennego losu. Niekiedy więc przypomnij sobie, Lucyliuszu, jak wiele osiągnąłeś. A kiedy zobaczysz, ilu cię wyprzedziło, uświadom sobie, ilu kroczy za tobą. Jeśli chcesz wzbudzić w sobie wdzięczność dla bogów i dla swojej duszy, pomyśl, jak wielu już prześcignąłeś. Zresztą, co ci zależy na drugich? Prześcignąłeś siebie samego. Oznacz kres, którego nie chciałbyś przekroczyć, nawet gdybyś mógł: niechaj raz wreszcie znikną owe niebezpieczne dobra, ponętniejsze dla tych, którzy ich dopiero się spodziewają, niż dla tych, którzy już je zdobyli. Gdyby było w nich coś trwałego, może czasami nawet zaspokoiłyby kogoś, lecz teraz podniecają tylko pragnienie pijących. Niech będzie odrzucony złudny przepych. A jeśli chodzi o to, co los niepewny przeznacza mi na przyszłość, dlaczego mam raczej zabiegać u fortuny, by mi je dała, a nie wymóc na sobie, bym go nie pożądał? Bo i po cóż mam tego pożądać? Czy będę je gromadził, nie bacząc na znikomość wszystkiego, co ludzkie? Na cóż miałbym się wysilać? Oto dzień ten jest ostatni dla mnie. Przypuśćmy nawet, że nie jest ostatni; w takim razie niedaleki od ostatniego.

Bądź zdrów!

XVI

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Wiem, iż jest dla ciebie, Lucyliuszu, oczywiste, że nikt nie może żyć szczęśliwie, a nawet znośnie, bez umiłowania mądrości i że to mądrość doskonała czyni żywot ludzki szczęśliwym, choć zresztą do znośności jego przyczynia się także mądrość niedoskonała. Ale i to, co jest oczywiste, trzeba utwierdzać i przez codzienne zastanawianie się głębiej wrażać. Więcej pracy wymaga osiągnięcie tego, byś postanowień swoich dotrzymywał, niż tego, byś takie szlachetne postanowienia robił. Trzeba trwać i z niezmordowaną pilnością wytężać siły tak długo, aż to, co było tylko dobrą wolą, przemieni się w stałe dobre usposobienie naszej duszy. Jeśli chodzi o ciebie, wcale nie potrzebuję już używać nazbyt wielu słów czy upewnień: rozumiem, żeś zrobił wielkie postępy. Zdaję sobie sprawę, skąd pochodzi wszystko, co mi piszesz: nie jest to ani zmyślone, ani ubarwione. Powiem ci jednakże, co myślę: mam już co do ciebie nadzieję, ale jeszcze nie mam pewności. Chcę, żebyś i ty postępował tak samo: nie powinieneś zawierzać sobie zbyt szybko i zbyt łatwo. Badaj siebie, staraj się z różnych stron poznać tudzież obejrzeć siebie. Przede wszystkim zwróć uwagę na to, czyś postąpił naprzód w filozofii, czy też w samym sposobie życia. Filozofia nie jest sztuką dostępną dla każdego ani przysposobioną tak, by wystawiano ją na pokaz. Zawiera się ona nie w słowach, ale w istocie rzeczy. I nie służy do tego, by jakoś uprzyjemnić spędzenie dnia, by zmniejszyć nudę próżnowania. Urabia ona i kształtuje ducha, wprowadza ład do życia, rządzi wszelką działalnością, wskazuje, co należy czynić, a czego unikać, siedzi przy sterze i kieruje niebezpieczną podróżą miotanych przez bałwany morskie żeglarzy. Bez niej nikt nie może żyć spokojnie i nikt nie może żyć bezpiecznie. Każdej godziny zachodzą niezliczone okoliczności wymagające porady, której zasięgać należy właśnie od filozofii. Powie ktoś: "Cóż mi pomoże filozofia, jeśli istnieje przeznaczenie? Co pomoże, jeśli wszystko jest w mocy Boga? Co pomoże, jeśli wszystkim rządzi przypadek? Niepodobna bowiem ani odmienić tego, co jest nieuchronne, ani zapewnić sobie żadnego zabezpieczenia przed tym, co jest niepewne; albo zamiary moje uprzedził Bóg, który rozstrzygnął już, co mam czynić, albo też na żadne zgoła zamiary nie wyraża swej zgody przeznaczenie". Cokolwiek z tego jest prawdziwe, Lucyliuszu, a choćby nawet prawdziwe było to wszystko, filozofować jednak musimy. Czy krępuje nas nieubłaganym prawem przeznaczenie, czy rozrządził wszystkim władca wszechświata Bóg, czy bez jakiegokolwiek porządku porusza i obraca sprawy ludzkie przypadek - winna nas podtrzymywać filozofia. Ona zachęci nas, byśmy z ochotą okazywali posłuszeństwo Bogu, byśmy z dumą ulegali losowi; ona pouczy nas, byśmy trzymali się Boga i cierpliwie znosili przypadki. Lecz nie chcę teraz wdawać się w rozważania, jak daleko sięgają nasze uprawnienia, jeśli to Opatrzność sprawuje władzę lub jeśli skrępowanych nas wlecze za sobą ciąg przeznaczeń albo też jeśli panowanie należy do nagłych i niespodziewanych przypadków. Powracam obecnie do tego, by cię przestrzec oraz zachęcić, żebyś nie dopuścił do upadku czy osłabienia polotu twojej duszy. Zachowaj go i utwierdź, by to, co jest polotem, przekształciło się w trwałą właściwość duchową.

Już od początku, jeśli cię dobrze znam, rozglądasz się, jaki też podarek przyniesie ten list. Przetrząśnij go, a znajdziesz. Lecz nie dziw się mojej skłonności: ciągle jeszcze jestem szczodry z cudzego. Dlaczego jednak nazwałem to cudzym? Wszystko, co ktokolwiek powiedział dobrze, jest moje. Przytoczę tutaj słowa, które również są wypowiedzią Epikura: "Jeśli żyjesz zgodnie z wymogami natury, nigdy nie popadniesz w ubóstwo; jeśli zaś wedle uroszczeń, nigdy nie zostaniesz bogatym"[1]. Natura wymaga niewiele, moszczenia zaś są bez miary. Niech się skupi u ciebie wszystko, co tylko miał ogół bogaczy, niechaj los posunie cię daleko poza wszelkie granice prywatnego majątku, niech okryje złotem, niech ubierze w purpurę, niech doprowadzi do takiego bogactwa i zbytku, iżbyś wymościł cały świat marmurem; niechaj wolno ci będzie nie tylko mieć, lecz także deptać skarby; niechaj dojdą do tego posągi i obrazy, i wszystko to, co wszelka sztuka wytworzyła gwoli przepychu: nauczy cię to pożądać jeszcze więcej. Pragnienia zgodne z naturą są ograniczone, rodzące się zaś z fałszywych uroszczeń nie mają gdzie się zatrzymać. Fałsz bowiem nie zna granic. Kto idzie prostą drogą, dochodzi do jakiegoś kresu; błąkanie się natomiast jest bez końca. Odsuń się więc od znikomości, a gdy zechcesz dowiedzieć się, czy jakieś dążenie twe wypływa z naturalnego pragnienia czy ze ślepego pożądania, zastanów się, czy może ono gdziekolwiek się zatrzymać: jeżeli posunąwszy się daleko naprzód zobaczysz, że wciąż zostaje do przebycia jeszcze dłuższa droga, wiedz, iż nie jest to naturalne.

Bądź zdrów!

XVII

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Odrzuć to wszystko, jeśli jesteś mądry, a tym bardziej, jeśli chcesz zostać mądrym, i spiesznym krokiem tudzież ze wszystkich sił zdążaj ku doskonaleniu swojego ducha. Jeśli jest coś takiego, co cię krępuje, rozwikłaj to albo rozetnij. "Wstrzymuje mnie - powiadasz - mój majątek: pragnę go doprowadzić do takiego stanu, aby wystarczył mi, chociażbym nic nie robił, i żebym ani sam nie był zmuszony dźwigać ciężaru ubóstwa, ani kogoś sobą obciążać". Gdy tak mówisz, robisz wrażenie, iż nie znasz dobrze siły i potęgi dobra, o którym myślisz. Wprawdzie przeglądasz ogólnie istotę rzeczy, rozumiesz, ile to pożytku przynosi filozofia, szczegółów jednak nie widzisz jeszcze dość dokładnie i nie wiesz dotąd, jak bardzo pomaga ona nam wszędzie, w jaki sposób - iżbym użył słów Cycerona - i w najważniejszych sprawach jest pomocna, i do całkiem błahych się zniża[1]. Wierzaj mi, wezwij ją na naradę: namówi cię, byś nie przesiadywał nad rachunkami. Jest dla mnie oczywiste, iż starasz się i chcesz przez ową zwłokę osiągnąć to, byś nie potrzebował obawiać się ubóstwa. A co będzie, jeśli się okaże, że należy właśnie dążyć do niego? Bogactwo przeszkodziło wielu ludziom w oddaniu się filozofii; ubóstwo jest pod tym względem wygodne i bezpieczne. Gdy zabrzmiała trąbka bojowa, ubóstwo wie, że nic mu tu nie grozi; kiedy wezbrała rzeka, myśli ono, jak wyjść z niebezpieczeństwa, nie zastanawia się natomiast, co wziąć z sobą. Kiedy zaś musi odbyć podróż morską, port nie wypełnia się hałasem i nie powstaje niepokój na brzegu z powodu jednego współtowarzysza. Nie otacza go gromada niewolników, dla których wyżywienia potrzebna jest urodzajność zamorskich krain. Łatwo jest wszak wykarmić niewielką liczbę żołądków, do tego dobrze uregulowanych i niepragnących nic innego, jak tylko napełnienia się czymkolwiek. Uśmierzanie głodu kosztuje niewiele, znacznych nakładów wymaga jeno wybredność. Ubóstwo zadowala się zaspokajaniem potrzeb naglących. Dlaczegóż więc wzbraniasz się przyjąć towarzysza, na którego zwyczajach wzorują się nawet co rozsądniejsi bogacze? Jeśli chcesz mieć umysł swobodny, powinieneś albo zostać ubogim, albo też upodobnić się do ubogiego. Żadne zajęcia nie mogą przynieść pożytku, jeśli się nie troszczymy przy tym o zachowanie umiaru. Umiar zaś - to dobrowolne ubóstwo. Odrzuć więc precz tamte wymówki: "Nie mam jeszcze dostatecznych środków; gdy osiągnę potrzebną kwotę, wtedy bez reszty poświęcę się filozofii". Przecież o nic nie należy zabiegać pierwej, jak o to, co ty odkładasz i o co chcesz zabiegać w późniejszej kolejności. Od tego właśnie trzeba ci zaczynać. "Pragnę - odpowiesz - zapewnić sobie wpierw środki do życia". Ucz się zdobywać je równocześnie: jeśli coś przeszkadza ci dobrze żyć, to jednak nie przeszkadza dobrze umrzeć. Nie powinno odciągać nas od filozofii ani ubóstwo, ani nawet skrajna nędza. Ci, którym spieszno jest do niej, powinni znosić cierpliwie nawet głód. Wielu znosiło go już podczas oblężenia, a czyż czekała ich jakaś inna nagroda za cierpliwość niż tylko to, że nie popadną pod władztwo zwycięzcy? O ileż większa jest nagroda, którą obiecuje się tutaj: wieczysta wolność, nieodczuwanie lęku przed żadnym człowiekiem, przed żadnym bóstwem! i zaprawdę, powinno się dążyć do tego nawet cierpiąc głód. Wojska przecierpiały niejednokrotnie wszelki niedostatek, żywiły się korzonkami ziół i wytrzymały niemożliwe do opisania łaknienie. A wszystko zniosły dlatego, żeby ujarzmić kraj, a co jeszcze dziwniejsze, kraj cudzy. Czyż tedy będzie się ktoś wahał znieść ubóstwo dla uwolnienia od wściekłych żądz swojego ducha? Zatem nie trzeba starać się wpierw zdobyć majątek: można dojść do filozofii nawet nie mając pieniędzy na drogę.

Czy nie rozumujesz w ten sposób, że kiedy będziesz miał już wszystko, wtedy zechcesz mieć także mądrość? Czyż więc będzie to jak gdyby ostatni środek do życia i - że tak powiem - dodatek? Jednakowoż zajmij się filozofią mając tylko coś niecoś, bo i skąd wiesz, czy nie masz już za wiele? A nawet nic nie mając szukaj jej pierwej niż czego innego. "Lecz będzie mi brakowało rzeczy koniecznych". Przede wszystkim nie może ich brakować, gdyż wymagania natury są bardzo niewielkie, a mędrzec stosuje się do natury. Gdy wszelako popadnie w zupełny niedostatek, wtedy zaraz porzuci to życie i przestanie być przykry dla siebie. Jeśli zaś będzie miał czym przedłużyć życie, to choćby było tego mało i skąpo, poprzestanie na tym; i nie przejmując się ani nie troszcząc się o nic prócz najbardziej koniecznych rzeczy, dostarczy żołądkowi należnego mu pożywienia, a grzbietowi należnego okrycia, i spokojny będzie pogodnie śmiał się z kłopotów ludzi bogatych czy miotania się tych, którzy dopiero zabiegają o bogactwo. Powie on: "Dlaczego na tak długo odkładasz własną pomyślność? Po cóż masz szukać lichwiarskiego zysku, dochodu z handlu albo testamentu zamożnego staruszka, skoro zaraz możesz stać się bogaty?". Mądrość bezzwłocznie daje dostatki, których udziela każdemu, choćby niektórym użyczyła niepotrzebnie. Ty znajdujesz się już bliżej bogactwa. Wyobraź siebie w innym stuleciu, a może się okazać, że masz zbyt wiele. Każde stulecie jednakże ma tyle, ile wystarcza na jego potrzeby.

Mógłbym na tym list mój zakończyć, gdybym był poprzednio nie zepsuł ciebie. Króla Partów bez podarku nikt nie może witać, a ciebie nie można pożegnać bez upominku. Co tu zrobić? Zaciągnę znowuż pożyczkę u Epikura: "Dla wielu zdobycie bogactwa nie stało się końcem nędzy, lecz jej odmianą"[2]. I wcale się temu nie dziwię. Błąd bowiem zawiera się nie w rzeczach, lecz w samej duszy. Tenże sam błąd, który czynił uciążliwym dla nas ubóstwo, czyni uciążliwym również bogactwo. Tak jak nie ma różnicy, czy chorego ułożysz w łóżku drewnianym, czy też złotym, bo dokądkolwiek go przeniesiesz, wszędzie zabierze ze sobą swoją chorobę, podobnie nie ma różnicy, czy duszę chorą umieścisz pośród dostatków, czy też pozostawisz w ubóstwie: jej dolegliwość zawsze pójdzie za nią.

Bądź zdrów!

XVIII

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Jest miesiąc grudzień, gdy w mieście panuje szczególnie wielki ruch. Powszechna swawola uzyskała prawo wolności. Wszędzie słychać hałas wywołany przez czynione z ogromnym rozmachem przygotowania, jak gdyby pomiędzy dniami Saturna a dniami powszednimi zachodziła jakaś różnica. A przecież tak dalece nie ma żadnej różnicy, iż wcale - moim zdaniem - nie pomylił się ten, kto powiedział, że grudzień był kiedyś miesiącem, a teraz stał się rokiem[1]. Gdybym miał cię przy sobie, chętnie radziłbym się z tobą i posłuchał, co podług ciebie trzeba czynić: czy nie zmienić nic z codziennego sposobu życia, czy też - by nie wyglądało, że postępujemy wbrew przyjętym ogólnie zwyczajom - urządzić uroczysty obiad i zdjąć togę. Albowiem zmianę szat, którą dawniej zwykło się było stosować tylko w czasie jakiegoś zamieszania i w smutnych dla państwa okolicznościach, teraz stosujemy dla przyjemności i dla uczczenia dni świątecznych. O ile znam cię dobrze, to wystąpiłbyś jakby w roli sędziego polubownego i nie pozwoliłbyś ani na to, żebyśmy się we wszystkim upodobnili do tej paradującej w czapeczkach[2] gawiedzi, ani na to, żebyśmy się we wszystkim od niej różnili; chyba żeby szczególnie w te dni wypadało nakazać swej duszy, by sama tylko jedna powstrzymywała się od uciech, podczas gdy pogrążyło się w nich całe pospólstwo. Zyskuje bowiem najpewniejszy dowód swej stateczności, jeśli do tych powabnych i wciągających do rozpusty uciech ani sama nie idzie, ani nie daje się prowadzić. Wprawdzie daleko mężniej jest być wstrzemięźliwym i trzeźwym wśród pijanego i wymiotującego tłumu, lecz bardziej zgodnie z poczuciem umiaru jest nie wyróżniać się, a zarazem i nie mieszać się ze wszystkimi oraz spełniać to samo, lecz nie tym samym sposobem. Wszak można dzień świąteczny spędzić bez rozwiązłej swawoli. Zresztą tak mi się chce doświadczyć siły twej woli, że stosownie do rad wybitnych mężów postanowiłem doradzić i tobie, byś oznaczył dla siebie kilka dni, w których - zadowalając się bardzo niewielką ilością jak najprostszego pożywienia tudzież grubą i szorstką odzieżą - zadawałbyś sobie pytanie: "Czyżby to było to, czegośmy się tak obawiali?". Niechaj umysł nasz gotuje się do przeciwności właśnie w czasie zupełnie wolnym od trosk i niechaj uodparnia się na ciosy zmiennej fortuny w okresie, kiedy doznaje jej dobrodziejstw. Żołnierz odbywa ćwiczenia wojskowe podczas pokoju; nie mając przed sobą żadnego nieprzyjaciela, buduje umocnienia i wyczerpuje się pracą na razie niepotrzebną, by móc kiedyś podołać potrzebnej. Jeśli nie chcesz, by ktoś trwożył się w chwili niebezpiecznej, zaprawiaj go do tego przed nadejściem niebezpieczeństwa. Trzymali się tej zasady ci, którzy każdego miesiąca naśladując ludzi ubogich pędzili życie prawie w niedostatku, aby nigdy nie lękać się tego, z czym się tak wiele razy zapoznali[3]. Nie sądź bynajmniej, że mam tutaj na myśli Tymonowe[4] obiady, izdebki nędzarzy i wszystko inne, co przesyconym bogaczom umożliwia zabawę w udawanie odrazy do rozkoszy. Niech twarde łoże, gruba odzież i czerstwy chleb będą naprawdę twym udziałem! Znoś to przez trzy lub cztery dni, a czasem dłużej, aby nie było jedynie zabawą, lecz stanowiło pewną próbę. Wtedy, wierz mi, Lucyliuszu, będziesz się popisywał, żeś się nasycił za dwa grosze, i zrozumiesz, że dla spokojności umysłu niepotrzebna jest łaskawość fortuny. Rzeczy bowiem, które zupełnie wystarczają na konieczne potrzeby, użycza ona nawet wtedy, gdy jest w gniewie. Niech ci się jednak nie wydaje, że dokonywasz czegoś niezwykłego. Dokonasz bowiem tylko tego, czego dokonują wielotysięczne rzesze niewolników i takież gromady nędzarzy. Podziwiaj siebie raczej z innego tytułu: że czynisz to nieprzymuszony i że zawsze będziesz mógł znosić to równie łatwo, jak łatwo było kiedyś zrobić próbę. Poćwiczmy się tak, jak ćwiczą się żołnierze. I żeby zły los nie zaskoczył nas nieprzygotowanych, niech ubóstwo stanie się naszym przyjacielem. Będziemy się czuli pewniej jako bogaci, gdy się dowiemy, że nie tak ciężko jest również być ubogim. Epikur, ów słynny rzecznik rozkoszy, miał oznaczone dni, w których nie zaspokajał głodu całkowicie, by doświadczyć, czy przez to ubędzie mu coś z pełnej i skończonej rozkoszy, ile mianowicie ubędzie i czy warto okupywać to aż tak wielkim wysiłkiem. W każdym razie mówi o tym w listach, jakie za urzędowania Charina pisał do Polienusa, i nawet chełpi się tam, że się żywi za niecałego asa, podczas gdy Metrodor, który nie miał jeszcze takich osiągnięć, utrzymuje się za asa całego[5]. Czy sądzisz, że przy takim odżywianiu nie odczuwa się sytości? Odczuwa się nawet rozkosz. A jest to nie ta rozkosz płocha i ulotna i dlatego wciąż wymagająca nowej podniety, lecz stała i niewzruszona. Jużci nie woda, nie kasza jęczmienna lub kąsek jęczmiennego chleba dostarcza tej przyjemności: najwyższą rozkoszą jest tu świadomość, że i z tych rzeczy można mieć pełnię zadowolenia, że można ograniczyć się do tego, czego nie zdoła wydrzeć żadna niełaskawość losu. Obfitsze jest nawet pożywienie więźniów; a i skazanych na karę pozbawienia życia karmi przyszły sprawca ich śmierci nie tak znów skąpo. Jakaż tedy wielkoduszność zawiera się w dobrowolnej zgodzie na to, czego nie trzeba się obawiać nawet w wypadku orzeczenia najwyższych kar! Na tym polega właśnie uprzedzenie ciosów ze strony losu. Zacznij więc, mój Lucyliuszu, naśladować zwyczaje tych ludzi i oznacz sobie pewne dni, w których, odsunąwszy się od swoich spraw, zadowolisz się czymś najmniejszym. Zacznij obcować przyjaźnie z ubóstwem.

Odważ się, gościu, pogardzać dostatkiem i siebie samego

Uczyń godnym boskości[6].

Nikt inny nie jest godny boskości prócz tego, kto wzgardził dostatkiem. Nie zabraniam ci posiadania bogactw, chcę sprawić tylko, byś nie drżał ze strachu nad nimi. Możesz to osiągnąć jednym sposobem: jeśli nabierzesz przekonania, że nawet bez nich będziesz żył szczęśliwie; jeżeli zawsze będziesz patrzył na nie jako na rzecz przemijającą.

Lecz zaczynam już składać ten list. "Wpierw oddaj mi, coś winien!" - wołasz. Odeślę cię do Epikura. On ci wypłaci należność: "Nadmierny gniew rodzi szaleństwo"[7]. Jak prawdziwe jest przytoczone zdanie, niechybnie się przekonasz, gdy w jednej osobie będziesz miał i sługę, i wroga. Uczucie to bowiem rozpłomienia się we wszystkich ludziach. Rodzi się tak z miłości, jak z nienawiści, zarówno wśród zajęć poważnych, jak pośród igraszek i żartów. I nie chodzi tu o to, z jak ważnej przyczyny powstaje, lecz o to, do jakiej duszy się wkrada. Podobnie przedstawia się sprawa z ogniem: nie chodzi o to, jak jest wielki, lecz o to, dokąd wpada. Jako że nawet największego ognia nie przyjmują przedmioty bardzo twarde; na odwrót suche i łatwo zapalne: żywią nawet małą iskierkę, aż urośnie do wielkiego pożaru. Tak jest, mój Lucyliuszu, i z gniewem. A skutkiem nadmiernego gniewu jest szaleństwo. I dlatego należy strzec się gniewu nie tyle gwoli panowania nad sobą, ile gwoli zachowania rozsądku.

Bądź zdrów!

XIX

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Skaczę z radości, ile razy otrzymuję twe listy. Przepełniają mnie bowiem dobrą nadzieją i już nie robią mi obietnic co do ciebie, lecz wprost zaręczają. Czyń tak dalej - proszę cię i zaklinam. Bo czyż mógłbym prosić przyjaciela o coś lepszego niż to, o co chcę prosić także i dla niego? Jeżeli możesz, uwolnij się od tych zajęć, a jeśli nie możesz, wyrwij się im gwałtem. Dość wiele już przetrwoniliśmy czasu. Czy dopiero w starości przystąpimy do zbierania sprzętów wojskowych[IV]? Czy może nam ktoś mieć to usunięcie się za złe? Żyliśmy na burzliwym morzu, umrzyjmyż w porcie. Nie radziłbym ci jednak przez usunięcie się do życia prywatnego zabiegać o rozgłos. Nie powinieneś ani chełpić się tym, ani tego ukrywać. Nigdy bowiem, potępiwszy szaleństwo rodzaju ludzkiego, nie uprowadzę cię tak daleko, iżbym chciał z zapomnienia przysposobić dla ciebie jakąś kryjówkę. Postępuj tak, aby twoje życie prywatne nie wpadało zbyt silnie w oczy, lecz było widoczne. Ci, którzy po raz pierwszy snują nie spełnione jeszcze zamysły, mogą swobodnie rozstrzygnąć, czy zechcą przepędzić życie nieznani. Dla ciebie jest to niemożliwe. Bo dała cię poznać świeżość twego umysłu, wytworność twoich pism, świetne i wyborne związki przyjaźni. Udziałem twoim jest już rozgłos. Gdybyś pogrążył się w najgłębszej toni czy ukrył się gdzieś w najdalszym ustroniu, to i tak ukażą cię twoje poprzednie dzieła. Nie jesteś w stanie otoczyć się ciemnością: dokądkolwiek umkniesz, będzie ci towarzyszyło wiele dawniej zdobytej światłości. Możesz zapewnić sobie spokój bez niczyjej nienawiści, bez przyczynienia tęsknoty czy bólu swej własnej duszy.

Czy pozostawisz bowiem coś takiego, co mógłbyś uznać za porzucone wbrew woli? Może klientów? Lecz nikomu z nich nie zależy na tobie, tylko na uzyskaniu od ciebie jakiejś korzyści. Niegdyś szukano przyjaźni, teraz szuka się tylko zysku. Opuszczeni przez ciebie starcy zmienią testamenty, a przychodzący w odwiedziny goście udadzą się do innych domów. Rzecz wielka nie może kosztować mało. Zastanów się więc, czy możesz porzucić siebie samego, czy raczej coś z tego, co do ciebie należy. Ba, gdyby tak się było stało, że mógłbyś się zestarzeć podobnie do innych członków twojej rodziny, że los nie wyniósłby cię w górę! Lecz oto od widoku zbawiennego żywota porwał cię daleko gwałtowny pęd szczęścia, prowincja, sprawy zarządu i to wszystko, co one zapowiadają. Potem oczekują cię jeszcze ważniejsze obowiązki, przy czym jedne będą wynikać z drugich. A jakiż będzie koniec? Po cóż czekasz, aż skończysz zdobywać to, czego pożądasz? Nigdy ta chwila nie nastąpi! Jak w naszym ujęciu wygląda łańcuch przyczyn, które składają się na czyjeś przeznaczenie, tak przestawia się również i . . . . [pasmo] pożądań: z zaspokojenia jednego rodzi się drugie. Skazany jesteś na życie, które samo nigdy nie położy kresu twoim udrękom i twojej niewoli. Wyrwij spod jarzma nadtarty już nim kark. Lepiej raz go mocno urazić niźli znosić ten ucisk stale. Jeśli wrócisz do życia prywatnego, wszystko będzie skromniejsze, lecz zadowoli cię aż nadto. A wszak teraz, gdy masz bardzo wiele, gdy zewsząd ci przybywa, nie czujesz się zaspokojony. Czy jednak wolisz sytość w niedostatku, czy głód pośród dostatku? Pomyślność materialna i sama odznacza się chciwością, i narażona jest na cudzą chciwość. Jak długo tobie nie będzie wystarczać, tak długo nie będziesz też wystarczał innym. "Jakże ja - powiesz - wyjdę z tego?". Jakkolwiek. Przypomnij sobie, jak wiele nierozważnych prób podejmowałeś dla pieniędzy, jak wiele trudnych wysiłków brałeś na siebie dla zaszczytów. Trzeba się na coś odważyć także i dla zapewnienia sobie spokoju albo też zestarzeć się w tej niespokojności zarządzania prowincją, a następnie na urzędach publicznych wśród zgiełku i wciąż nowych burz, których uniknięcia nie umożliwia żadne umiarkowanie ani żadna układność życia. Jakież to bowiem ma znaczenie, że ty chcesz zażywać spokoju? Los twój tego nie chce. A cóż dopiero, jeśli pozwolisz mu oddziaływać z jeszcze większą siłą? O ile wzrośnie twoje powodzenie, o tyle zwiększy się lęk. Chcę ci przytoczyć tutaj wypowiedź Mecenasa, który w pośrodku samych udręk [życia dworskiego] wyrzekł słowa prawdy: "Rzecz bardzo wysoka chwieje się sama". Jeśli spytasz, w którym to dziele tak powiedział, odpowiem ci: w tym, które nosi tytuł Prometeusz[1]. Chciał przez to wyrazić, iż każda rzecz bardzo wysoka w sobie samej zawiera przyczyny swego upadku. Czyż jest więc jakaś na tyle silna moc, iżby i ciebie zmusiła do powiedzenia tak nieprzytomnych słów? Przecież był to mąż bardzo uzdolniony, który mógłby dać wspaniały wzór rzymskiego krasomówstwa, gdyby powodzenie nie odebrało mu sił, a nawet całkiem go nie wycieńczyło. I ciebie czeka takiż koniec, jeśli już teraz nie pozwijasz żagli, jeśli nie przybijesz do lądu, co tamten chciał uczynić nazbyt późno.

Mógłbym wyrównać swój rachunek z tobą tym powiedzeniem Mecenasa. Ale, o ile ciebie znam, będziesz się ze mną spierał i tego, com ci dłużen, nie zechcesz przyjąć inaczej, jak w ważnej i dobrej monecie. Jakkolwiek się sprawa przedstawia, trzeba zaciągnąć pożyczkę u Epikura. "Zanim popatrzysz - mówi on - co jesz i pijesz, należy zobaczyć, z kim jesz i pijesz. Bo spożywać obiad bez przyjaciela - to żyć na podobieństwo lwa lub wilka"[2]. Lecz nie uda ci się to, jeśli się nie oddalisz. W przeciwnym razie będziesz miał współbiesiadników, których wybierze dla ciebie spośród przychodzącego pozdrowić cię tłumu niewolnik-wywoływacz[3]. Myli się jednak ten, kto przyjaciela szuka w przedpokoju, a stara się go poznać na biesiadzie. Dla człowieka zajętego i osaczonego przez swój majątek nie ma nic gorszego, jak to, że uważa za swych przyjaciół ludzi, dla których sam przyjaźni nie odczuwa; że ma swe dobrodziejstwa za skuteczny sposób pozyskania przyjaciół, podczas gdy niektórzy z jego otoczenia nienawidzą go tym bardziej, im bardziej są mu zobowiązani. Mała pożyczka czyni dłużnika, duża - wroga. "Cóż więc? Dobrodziejstwa nie jednają przyjaciół?". Jednają, jeśli można było odbiorców naszych przysług wybierać i jeśli wyświadczyło się dobrodziejstwa określonym osobom, a nie porozrzucało się je [między ludzi przypadkowo spotkanych]. I tak, gdy zaczynasz dopiero nabierać zdrowego rozsądku, korzystaj tymczasem z przytoczonej tu mądrej rady i więcej znaczenia przywiązuj do tego, kto wziął, niż do tego, co on wziął.

Bądź zdrów!

XX

Seneka pozdrawia swego Lucyliusza.

Jeżeli jesteś zdrów i uważasz się za godnego, by stać się kiedyś panem siebie, to cieszę się z tego. Do mnie bowiem należeć będzie chwała, jeśli wyciągnę cię stamtąd, gdzie chyboczesz się bez nadziei znalezienia wyjścia. Proszę cię zaś, mój Lucyliuszu, i zachęcam do tego, byś jak najgłębiej wziął sobie do serca filozofię i dowiódł swojego postępu nie słowem albo pismem, lecz statecznością ducha i ukróceniem chuci. Słowa potwierdzaj uczynkami! Co innego mają na celu deklamatorzy chcący pozyskać sobie uznanie słuchaczy, a co innego ci, którzy starają się zabawić uszy młodzików i próżniaków urozmaiconą, z tematu na temat skaczącą rozmową. Filozofia uczy czynów, a nie słów i domaga się, by wszyscy żyli wedle jej prawideł, by życie każdego człowieka nie odbiegało od jego mowy, by samo w sobie . . . . [było jednolite] oraz żeby wszystkie jego uczynki i wywody miały zabarwienie to samo. Jest to największą powinnością, a zarazem i wskazaniem mądrości, by czyny zgadzały się ze słowami, by mędrzec we wszystkich okolicznościach miał jednakie i równe usposobienie. "Któż tego dokaże?" - Niewielu, niektórzy jednak dokażą. Bo jest to trudne i wcale nie żądam, by mędrzec zawsze szedł tym samym krokiem; pragnę tylko, by szedł tą samą drogą. Przyjrzyj się więc sobie: może zachodzi jakowaś niezgodność między twą odzieżą a domem, może dla siebie jesteś szczodry, a dla swych najbliższych zbyt skąpy, może jadasz oszczędnie, a budujesz zbytkownie. Raz na zawsze chwyć się jakiegoś jednego prawidła, wedle którego wiódłbyś życie, i do tego prawidła przystosuj cały swój sposób postępowania. Niektórzy ograniczają się w domu, a pozwalają sobie na szerokie i bujne gesty na zewnątrz. Tego rodzaju sprzeczność w postępkach jest wadą, jest oznaką chwiejnego umysłu, nieidącego jeszcze własną drogą. Teraz zaś powiem, skąd się bierze owa niestałość i rozbieżność pomiędzy rzeczywistością a zamiarami: nikt nie postanawia sobie z góry, co chce czynić, a jeśli nawet postanawia, nie trwa przy tym, lecz przeskakuje do czegoś innego. I nie tylko zmienia kierunek, lecz zawraca i znowuż przychodzi do tego, co już kiedyś porzucił i potępił. Toteż - by zostawić na boku dawne określenia mądrości i krótko ująć całość zasad dotyczących życia ludzkiego - mogę poprzestać na następującym: "Co to jest mądrość? - Zawsze chcieć i nie chcieć tego samego"[1]. Możesz nawet nie dodawać owego znanego warunku, aby to, co chcesz, było dobre: bo nikomu nie może zawsze odpowiadać jedno i to samo, jeśli nie jest dobre. Otóż ludzie nie wiedzą, czego chcą, chyba tylko w chwili, kiedy chcą. Mówiąc ogólnie, nikt naprzód nie ustala, czego chce lub nie chce. Osąd zmienia się codziennie i przekształca w swe przeciwieństwo, przy czym większość spędza życie jak gdyby na zabawie. Trzymaj się więc tego, czegoś trzymać się zaczął, a może wzniesiesz się bądź to do szczytu, bądź tak wysoko, iż sam tylko będziesz rozumiał, żeś szczytu jeszcze nie osiągnął. "Lecz co się stanie - zapytasz - z tym tłumem przyjaciół, jeśli nie będę miał majątku?". Tłum ten, kiedy przestaniesz go żywić, będzie się żywił sam, ty zaś dowiesz się w ubóstwie tego, czego nie możesz wiedzieć wyświadczając swe dobrodziejstwa: prawdziwych i pewnych przyjaciół ubóstwo nie odstręczy. Odejdą ci, którzy szukali nie ciebie, lecz czegoś innego. Czyż ubóstwo nie jest godne życzliwości już choćby dla tego samego, że ujawnia, kto ciebie miłuje naprawdę? Ach, kiedyż nadejdzie dzień, w którym nikt nie posłuży się kłamstwem dla okazania ci szacunku! Bogu więc poruczywszy wszystkie inne swoje życzenia, zwracaj myśli swe, troski i pragnienia do tego, żebyś zadowolił się samym sobą i pochodzącym z siebie dobrem. Jakież szczęście może być dla nas stosowniejsze? Doprowadź siebie do małych wymagań, z powodu których nie mógłbyś już upaść; a iż byś uczynił to chętniej, posłuży do tego opłata za list niniejszy, którą wnet ci uiszczę.

Możesz patrzeć krzywym okiem, lecz także i tym razem z ochotą zapłaci za mnie Epikur. "Wznioślejsza, wierz mi, będzie się wydawała twoja mowa na nędznym posłaniu i w łachmanach. Bo te rzeczy nie tylko nauczają, lecz dają też dowody"[2]. Ja przynajmniej inaczej słucham słów naszego Demetriusza od czasu, gdy zobaczyłem go jako nędzarza, niemającego nawet słomianej podściółki do spania: jest to nie tylko nauczyciel, ale i poręczyciel prawdy[3]. "Cóż więc? Czy nie można gardzić bogactwem mając je u siebie w zanadrzu?". Dlaczegóż by nie? Wspaniałą duszę musi mieć także i ten, kto widząc się otoczonym dokoła przez dostatki i ogromnie dziwiąc się przez czas dłuższy, że przypadły mu one w udziale, śmieje się z tego i raczej słyszy od innych, niż sam myśli, że dostatki te są jego własnością. Wielka to rzecz nie zepsuć się przez bliskie zetknięcie z bogactwem! Wielki to mąż, który mając bogactwo jest ubogi! "Lecz nie wiem - powiesz - jak zniósłby on ubóstwo, jeśliby popadł w nie naprawdę". Ani ja, Epikurze, . . . . czy nędzarz ów potrafiłby wzgardzić bogactwem, gdyby posiadł je niespodzianie. Toteż w obydwu wypadkach trzeba brać pod uwagę usposobienie duszy ludzkiej i patrzeć, czy tamten chętnie godzi się na ubóstwo i czy ten nie podporządkowuje się całkowicie bogactwu. W przeciwnym razie nędzne posłanie i łachmany byłyby niewielkim dowodem dobrej woli, gdyby się nie okazało, że ktoś znosi to wszystko nie z konieczności, ale z własnej chęci. Zresztą oznaką wzniosłego charakteru nie jest kwapienie się do tego jako do czegoś lepszego, lecz przygotowywanie się jako do czegoś łatwego. Bo są to, Lucyliuszu, istotnie rzeczy łatwe; gdy zaś przystąpisz do nich przygotowany na długo naprzód, okazują się także przyjemne. Jako że łączy się z nimi poczucie bezpieczeństwa, bez którego nic nie może sprawić nam przyjemności. Uważam tedy za potrzebne to, co - jak ci pisałem - często stosowali wielcy mężowie: oznaczenie pewnych dni, w których poprzez pozorne ubóstwo zaprawialibyśmy się do ubóstwa prawdziwego. Należy to czynić tym bardziej, żeśmy zniewieścieli w rozkoszach i wszystko poczytujemy za uciążliwe i trudne. Trzeba raczej zbudzić ze snu i podniecić naszego ducha tudzież przypomnieć mu, że natura przyznała nam bardzo niewiele. Nikt nie rodzi się jako bogacz. Ktokolwiek przychodzi na świat, musi poprzestać na mleku i pieluszkach. I oto choć początki nasze były tak skromne, nie mogą nam później wystarczyć całe królestwa![4]

Przypisy

List I

[1] Znane powiedzenie z poematu Hezjoda Prace i dnie (369).

List II

[1] Usener, Epicurea, frg. 475. Por. Horat. Carm. II 16, 13 vivitur parvo bene. Seneka będzie często cytował Epikura, a każdy z pierwszych 29 Listów kończy się maksymą zapożyczoną od Epikura. Seneka jest stoikiem, ale stoicyzm rzymski tego okresu jest już mocno zaprawiony eklektyzmem. Wymownym tego wyrazem jest zdanie Seneki, wypowiedziane w Liście XII (§11): Quod verum est, meum est, a w miejscu, które omawiamy, jeszcze dobitniej jest to stanowisko zaznaczone: "Mam zwyczaj zapuszczać się do cudzego obozu - nie jako zbieg, lecz jako wywiadowca".

List III

List ten zawiera piękną pochwałę przyjaźni, którą by można porównać z De amicitia Cycerona albo z Platońskim Lyzisem.

[1] charakterystycznego słowa użyłeś... - w oryg. si proprio illo verbo... usus es - tzn. słowa, które ma w słowniku stoickim specjalne znaczenie.

[2] Teofrast, uczeń i następca Arystotelesa (ok. 370-285). Diogenes Laertios (V 42) wymienia 225 tytułów dzieł tego wybitnego uczonego i filozofa. Zachowały się tylko fragmenty i rozprawa pt. Charaktery. Wskazanie Teofrasta, o którym mowa, znajduje się w zbiorze fragmentów wydanym przez Wimmera jako frg. 74.

[3] Pomponiusz - prawdopodobnie Pomponius Secundus, autor tragedii, fars komicznych, atellan i listów. Żył współcześnie z Seneką.

List IV

[1] Zwyciężony Pompejusz schronił się do Egiptu, spodziewał się znaleźć tam schronienie i pomoc u młodego króla Ptolemeusza, którego uprzednio wspierał. Został jednak na rozkaz króla zdradziecko zamordowany wskutek intryg eunucha Pothina.

[2] Marcus Licinius Grassus - jeden z triumwirów, pokonany przez Partów w r. 53 pod Carrhae, poniósł śmierć z ich ręki.

[3] Gaius Cezar Kaligula skazał na śmierć między innymi ofiarami również i Emiliusa Lepidusa; sam zaś Kaligula poniósł śmierć z ręki trybuna Cherei w r. 41.

[4] Tzn. z Ogrodu Epikura. Usener, Epic. Frg. 477.

List V

[1] Jest to niewątpliwie próba obrony osobistej. Seneka był bogatym człowiekiem i tutaj próbuje odpowiedzieć na zarzuty, jakie mu stawiano, że istniała rozbieżność między tym, co głosił, a własną sytuacją bogacza.

[2] Hekaton z Rodos (I w. przed n.e.) - filozof stoicki, uczeń Panecjusza. Fragmenty jego pism zostały wydane przez Fowlera pt. Panaetii et Hecatonis librorum fragmenta coll. praefationibus illustr. Harald N. Fowler, Bonn 1885. Fragment przytoczony w omawianym miejscu jest 25 frg. tego zbioru.

List VI

Jest to nowa gloryfikacja przyjaźni. Seneka nie powtarza jednak tego, co już o przyjaźni powiedział w III liście, lecz próbuje dodać nowe argumenty.

[1] Zenon z Kition na Cyprze (ok. 342-270) - uczeń cynika Kratesa, megaryka Stilpona i akademików Ksenokratesa i Polemona; założyciel (w r. 308) szkoły stoickiej. Uczniem jego i następcą był Kleantes z Assos w Troadzie (331-251).

[2] Metrodor z Aten, Hermarchus z Mytileny i Polienus z Lampsaku - uczniowie Epikura z III wieku p.n.e.

Frg. 26 zbioru Fowlera.

List VII

[1] Frg. 302 a Diels, Vorsokr. t. II wyd. 8, 1956.

[2] Usener, Epic. frg. 208.

List VIII

[1] ...obala... - w oryg. cernulat, równoznaczne z gr. ????????????. Tak mówi się o koniu, który przerzuca jeźdźca ponad swoją głową.

[2] Usener, Epic. frg. 199.

[3] ...rzymskich krotochwil - w oryg. togatas nostras. Tabulae togatae to komedie o treści zaczerpniętej z dziejów rzymskich. Aktorzy występujący w tych sztukach nosili togi; łacińskie adaptacje greckich komedii nazywały się palliatae.

[4] Publilii Syri Sententiae, p. 309 (ed. Ribbeck).

[5] Com. Rom. Fragm. p. 394 (ed. Ribbeck).

[6] Ibidem.

List IX

Po raz trzeci Seneka wraca do tematu przyjaźni dodając do przytoczonych już argumentów, nowe. Teza, którą tutaj wysuwa, głosi, że przyjaźń powinna się opierać na altruizmie, a nie na interesie.

[1] Usener, Epic. frg. 174.

[2] Stilpon z Megary (uczył w Atenach ok. 320 przed n.e.) - filozof ze szkoły megarejskiej założonej przez Euklidesa. Uczniem jego był założyciel szkoły stoickiej - Zenon z Kition. Życiorys u Diogenesa Laertiosa II 113-120.

[3] Tzn. cynicy.

[4] Tzn. cynikami.

[5] Frg. 27 (Fowler).

[6] Attalus - filozof stoicki, żył za panowania Tyberiusza; był jednym z nauczycieli Seneki.

[7] Usener, Epic. frg. 175.

[8] Por. Owidiusza Tristia I 5-6:

Donec eris felix, multos numerabis amicos,

Tempora si fuerint nubila, solus eris.

[9] Zob. jego Fragmenta moralia, Arnim S. V. F. 674, vol. III p. 168 -9.

[10] Aluzja do stoickiej teorii zognienia świata (?????????), po którym wszystko się zatrzyma, a po pewnym czasie nastąpi proces odwrotny, tzn. powrót do pierwotnego stanu. Por. Arnim S. V. F. II 1065.

[11] Gnomologici Vaticani 515 a (ed. Sternberg).

[12] Usener, Epic. frg. 474.

[13] Autorem tego wiersza jest prawdopodobnie Publilius Syrus. Zob. przypis 4 do VIII.

List X

Do mądrości prowadzi droga przez samotność. Nie wystarczy w tym celu unikać tłumu, jak to zalecał w Liście VII i VIII. Trzeba prócz tego poszukiwać absolutnej samotności, bo ona jest niezbędnym warunkiem stawania się mędrcem.

[1] Krates z Teb żyje ok. 328 przed n.e. (Diog. Laert. VI 86 nn); jest najwybitniejszym uczniem cynika Diogenesa.

[2] Atenodor z Tarsu - stoik, pierwotnie dyrektor biblioteki pergameńskiej. W r. 67 za namową Katona udał się z nim do Rzymu, gdzie przebywał aż do jego śmierci. Nazywano go w Rzymie "Kordylion", tzn. "Garbusek" (?????????), w odróżnieniu od Atenodora, którego nazywano "Łysym" (Calxus), a który również pochodził z okolic Tarsu.

List XI

[1] Fabianus Papirius - nauczyciel Seneki, zwolennik filozofii Sekstiusa; przeszedł do filozofii z retoryki. Zaczął oddawać się deklamacji u Fuskusa i Blandusa, gdzie jako młodzieniec zdobył znaczne sukcesy. Zob. Seneki (Retora) wstęp do II księgi Controversiarum. Seneka często o nim wspomina w swych dziełach. Por. np. List XL; LII; LVIII; Quaest. nat. III 27; Consol. ad Marciam XXIII.

[2] Usener, Epic. frg. 210.

List XII

[1] Żartobliwa aluzja do rzymskiego zwyczaju pogrzebowego; zmarłego umieszczano w atrium, obok drzwi wejściowych, stopami ku wejściu.

[2] Kukiełki - sigillaria, dosł. posążki, małe figurki z wosku, a najczęściej z terrakoty. W czasie Saturnaliów obdarowywano nimi dzieci.

[3] Por. Diels, Vorsokr. Heracl frg. 106.

[4] Pakuwiusz - wicegubernator Syrii za Tyberiusza.

[5] Eneida IV 653.

[6] Por. Horacego IX Odę I ks. w. 13 nn.:

Quid sit futurum cras, fuge quaerere, et

quem fors dierum cumqae dabit, lucro

adpone...

co Jan Czubek spolszczył następująco:

Co jutro będzie ciekawie, nie pytaj,

Każdy dzień nowy za zysk już poczytaj...

List XIII

[1] Usener, Epic. frg. 494.

List XIV

[1] Ponury obraz okrucieństw, które można było oglądać na widowiskach organizowanych przez cesarzy dla tłumu. Por. Tacit. Annal. XV 45.

[2] Jako prokurator Sycylii delegowany przez Nerona.

[3] Jest to aluzja do własnej sytuacji. Człowiek niezwykle bogaty, Seneka chciał oddać cesarzowi znaczną część swych dóbr, lecz cesarz odmówił przyjęcia.

[4] Por. Juvenalis, Sat. X 22:

Cantabit vacuus coram latrone viator

...bo wtedy podróżny

zaśpiewa przy bandycie, gdy ma worek próżny.

(przekl. J. Sękowskiego).

[5] Por. przysłowie: necesse est multos timeat quem multi timent. Przytoczone m.in. w De ira II 11 4.

[6] Por. Tacit. Hist. I 50: ...inter duos quorum bello solum id scires, deteriorem fore qui vicisset - "...między dwoma ludźmi, których wojna tego tylko może nas nauczyć, że gorszy będzie ten, kto zwycięży". (przekł. S. Hammera).

[7] Na przykład w Liście XXII. Stoicy podobnie jak epikurejczycy głosili, że mędrzec nie powinien mieszać się do spraw politycznych.

[8] Epikur w Liście do Menojkeusa; Diog. Laert. X 130; Usener, Epic. p. 63 w. 19.

List XV

[1] Saliarskie od Saliów (Salii), kolegium kapłańskiego złożonego z dwunastu członków, a opiekującego się kultem Marsa. W czasie marcowych uroczystości na cześć tego boga odbywali Saliowie, uzbrojeni w hełmy, miecze, włócznie i święte tarcze, uroczyste procesje po mieście do wszystkich ołtarzy i świątyń, wykonując tańce wojenne przy wtórze starodawnych pieśni (axamenta).

[2] Folusznicze - w oryg. fullonius. Folusznik albo pracz zajmował się praniem bielizny. Czynność tę wykonywał w ten sposób, że brudną bieliznę wrzucał do kadzi z wodą, a następnie ugniatał ją nogami, skacząc i tupiąc.

[3] Tzn. Epikur. Usener, Epic. frg. 491.

[4] Prawdopodobnie postacie groteskowe.

List XVI

[1] Usener, Epic. frg. 201.

List XVII

[1] Słów tych nie ma w żadnym z zachowanych dzieł Cycerona. Pochodzą one być może z zaginionego Hortensjusza.

[2] Usener, Epic. frg. 379. Por. Horacego Odę III, 1 w. 25 nn.

Desiderantem quod satis est neque

Tumultuosum sollicitat mare

Nec saevus Arcturi cadentis

Impetus aut orientis Haedi.

List XVIII

[1] Saturnalia - święta ku czci Saturna. Trwały początkowo jeden dzień, później trzy, aż wreszcie siedem dni, od 17 do 23 grudnia. Święta te przypominały nasz karnawał. W czasie Saturnaliów panowało duże ożywienie; ludzie się odwiedzali nawzajem i składali sobie podarunki. Niewolnicy zasiadali wspólnie ze swoimi panami przy stole, a często otrzymywali wówczas wolność. Seneka chce powiedzieć, że niegdyś trwały Saturnalia miesiąc, a teraz cały rok.

[2] ... paradującej w czapeczkach gawiedzi - w oryg. pilleus - czapka noszona przez wyzwoleńców. Otrzymywał ją niewolnik w momencie wyzwalania. W czasie Saturnaliów nosiła ją również rzymska gawiedź.

[3] Mowa o epikurejczykach. Por. 9 i Usener, Epic. frg. 158.

[4] Tymon z Aten - znany mizantrop. W wyniku różnych niepowodzeń i przykrości, których doznał ze strony swych dawnych przyjaciół, odsunął się całkowicie od świata i ludzi, dopuszczając do siebie jedynie Alcybiadesa.

[5] Charinus - archont z r. 290-89.

[6] Eneida VIII, 364 n.

[7] Usener, Epic. frg. 484.

List XIX

[1] Mecenas - przyjaciel i minister Augusta. Wysokie funkcje, jakie sprawował, absorbowały go nadmiernie, nie pozostawiając mu ani chwili odpoczynku. Dręczony ustawicznie różnymi troskami, a zwłaszcza trapiony obawami przed śmiercią, spędził ostatnie trzy lata swego życia niemal bezsennie. Nie tylko roztaczał opiekę nad pisarzami, ale i sam próbował pióra. Pisał prozą i wierszem, stylem koturnowym i zbyt wyszukanym (ebrius sermo). Nie zachowało się żadne z jego pism. Prometeusz to zapewne tragedia, chociaż Seneka używa słowa liber na jej określenie. Mecenas napisał ponadto: Symposium, De cultu suo i Octavia oraz pewną ilość wierszy i być może jakąś historię.

[2] Usener, Epic. frg. 542.

[3] Niewolnik-wywoływacz - nomenclator. Kandydaci na różne stanowiska publiczne, zabierali z sobą na swe objazdy przedwyborcze niewolnika-wywoływacza (sekretarza), który przedstawiał czy przypominał tylko elektorom nazwisko ubiegającego się o wybór kandydata.

List XX

[1] Seneka zastosował do określenia mądrości definicję przyjaźni. Por. Sallust. Catil. 20, 4: idem velle atque idem nolle, ea demum firma amicitia est.

[2] Usener. Epic. frg. 206.

[3] Demetriusz - filozof ze szkoły cynickiej, obracający się w kołach stoickich, przyjaciel Seneki i Trazei Petusa. Odważnie wytykał zbrodnie Neronowi. Wygnany przez Wespazjana, odwołany przez Tytusa, skazany został powtórnie przez Domicjana. Żył w skrajnym ubóstwie. Por. Tacyt Roczniki XVI 34 i Dzieje IV 40.

[4] Por. Plutarch, Aleksander § 6 ? ???, ????? ?????? ????????? ????, ????????? ??? ?? ?? ?????. - Szukaj sobie, synu, równego ci królestwa, Macedonia bowiem jest dla ciebie zbyt ciasna. Są to słowa Filipa Macedońskiego do syna Aleksandra (Wielkiego), który na oczach wszystkich okiełznał dzikiego Bucefała.