Listy do Yves'a - Pierre Bergé

Kup ebooka

22.96 zł
19.06 zł (19,52 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

5 czerwca 2008

Jakiż to był młody i piękny poranek w Paryżu, ten, kiedy się poznaliśmy! Prowadziłeś swoją pierwszą walkę. Tego dnia napotkałeś sławę i od tamtej pory nigdy się już nie rozstaliście. Czy mógłbym sobie wtedy wyobrazić, że pięćdziesiąt lat później znowu staniemy tam twarzą w twarz i że będę do Ciebie kierował słowa ostatniego pożegnania? Mówię do Ciebie po raz ostatni, bo po raz ostatni mogę. Wkrótce Twoje prochy znajdą się w ogrodach Marrakeszu, tam, gdzie czeka na Ciebie pomnik grobowy.

Do Ciebie się zwracam, do Ciebie, który mnie nie słyszysz, który mi nie odpowiadasz. Wszyscy obecni tu mnie słyszą, tylko Ty jeden nie możesz.

Jak mógłbym nie wspominać? Pamiętam to pierwsze spotkanie i te, które nastąpiły potem. Pamiętam dzień, kiedy postanowiliśmy - ale czy w takim sensie można coś postanowić? - że nasze drogi połączą się w jedną. Pamiętam, jak powiadomiłem Cię, kiedy leżałeś na szpitalnym łóżku w Valde-Grâce, że już nie stoisz na czele domu mody, który Cię zatrudniał, i pamiętam też Twoją reakcję: "W takim razie - powiedziałeś - sami stworzymy taki dom i ty nim pokierujesz". Pamiętam polowanie na pieniądze, wyłaniające się zewsząd trudności, chociaż Ty uważałeś, że mógłbym się zmierzyć z o wiele większym ryzykiem. Pamiętam pierwszą kolekcję pod Twoim nazwiskiem, przy ulicy Spontini, i Twoje łzy na koniec - świadectwo miesięcy wątpienia, poszukiwania, lęku. I znowu sława musnęła Cię swoim skrzydłem. A potem nadchodziły kolejne lata, a wraz z nimi kolekcje. Jakże te lata szybko minęły i jakże Twoje kolekcje naznaczyły swoją epokę! Ze wszystkich projektantów byłeś jedynym, który otworzył księgę swojego życia, rozpoczął ją od rozdziału pierwszego, napisał, i dodał słowo Koniec. Zrozumiałeś bowiem, że nadchodząca epoka nie będzie potrzebowała staranności ani nie będzie wymagająca, i po ostatnim pokazie w Centrum Pompidou, który pozostanie w pamięci świata mody, na zawsze porzuciłeś ten zawód, któremu tyle służyłeś i który tak kochałeś.

Nigdy nie znalazłeś pocieszenia po tym rozstaniu. Projektowałeś modę z pasją, ale jak to się zdarza w niektórych związkach, rozwód był nieunikniony. Co nie przeszkadza dalej kochać i cierpieć. Chcę Ci powiedzieć, ja, który byłem Twoim najbliższym świadkiem, że pośród wszystkich innych zalet najbardziej podziwiałem u Ciebie właśnie uczciwość, staranność i to, że byłeś taki wymagający. Nieraz mogłeś dać się ponieść modzie, ale nigdy nawet o tym nie pomyślałeś, wierny własnemu stylowi. Oczywiście miałeś słuszność, bo to jest styl, który można odnaleźć wszędzie. Być może nie na wybiegach, ale na ulicach całego świata. Twoje porozumienie z kobietami, którego się głośno domagałeś i z którego byłeś taki dumny, nigdy nie ustało. Razem z Chanel - bo jeśli dzisiaj powinno zostać przywołane jakieś jedno nazwisko, to właśnie jej - Chanel, która wyznaczyła Cię na swojego następcę, byłbyś jednym z najważniejszych projektantów XX wieku. Ona - jego pierwszej połowy, Ty zaś - drugiej.

Na marmurowej płycie, która na Ciebie czeka, poniżej Twojego nazwiska, poleciłem wyryć: "projektant francuski". Wszak byłeś projektantem, i to jakim! Stworzyłeś dzieło, którego echo długo nie przebrzmi. "Francuski", bo nie mogłeś być kimś innym. Francuski jak wers Ronsarda, jak ogród Le Nôtre'a, jak stronica Ravela, jak obraz Matisse'a.

Pascal, który nie lubił Montaigne'a, zarzuca mu, że wolał swoje dzieło ponad wszystko. Ale to Montaigne ma rację. Właśnie Twoje dzieło pozwoliło Ci żyć i znosić lęk, który stał się Twoim udziałem od najmłodszych lat. Artysta jest tak skonstruowany, że znajduje zbawienie i powody do nadziei jedynie w tworzeniu.

Jakże, w Twoim kontekście, nie zacytować Prousta? Należałeś bowiem, "do tej wspaniałej i żałosnej rodziny, która jest solą ziemi. Wszystko, co znamy wielkiego, zawdzięczamy nerwowcom. To oni, a nie inni, poczęli religie i stworzyli arcydzieła. Nigdy świat się nie dowie, ile im zawdzięcza, a zwłaszcza ile oni wycierpieli, aby to dać światu"1.

To właśnie chciałem Ci, Yves, powiedzieć. Teraz będziemy musieli się rozstać i nie wiem, jak to zrobić. Gdyż ja się nigdy z Tobą nie rozstanę - czy myśmy się kiedykolwiek rozstali? - nawet jeśli wiem, że nie popatrzymy już na zachód słońca za ogrodem Agdal2 ani nie podzielimy wzruszenia przed żadnym obrazem czy dziełem sztuki. Tak, wiem to wszystko, ale wiem też, że nigdy nie zapomnę, ile Ci zawdzięczam, i że pewnego dnia dołączę do Ciebie pod marokańskimi palmami. Na pożegnanie, Yves, pragnę wyrazić Ci swój podziw, głęboki szacunek i swoją miłość.