Boję się
29.XI.2018
Wciąż boję się powiedzieć: "tak"
W promiennych oczach dać ci znak
Zapalić nadzieję, byś była tu blisko
Tak blisko... Tak blisko...
Nie mogłem być lepszy
Choć chciałem tak wiele
Chopin, Beethoven czy Bach
To zbyt mało
By podkraść twe serce aniołom
Słów poezji, książek, stos wierszy
To zbyt mało
By miłość przelać w proste słowa
Teraz staję w obliczu siebie
W cieniu starych drzew jak za młodu
Kiedyś, gdy byliśmy dziećmi
Nikt się z nas nie śmiał
Nikt nie płakał
Teraz łza niewierna trwoni się
Jak woda ze szczerego źródła bije
Wypala kamienną twarz
Zakutą w posągu do wieczności
Teraz staję przed tu tobą
Jak dziecko - naiwne i głupie
Upadam na twarz
Skalaną pychą i gniewem
Z bijącym sercem wołam
Statkiem głosu
Jak żeglarz wśród gęstych fal -
Farewell!, Farewell madame![1]
A, gdy księżyc zasypia
Pod kołderką z chmur
Ja budzę się jak ptak z gęstych piór
Przepraszam cię dniami
Przepraszam też nocą
Za to, że byłem kompletnym idiotą
Tak krzyczę i krzyczę
Głuchym głosem wołam z nieba
Tylko ciebie...
Tylko ciebie mi trzeba...