Listy do A - Anna Sakowicz

Reflow text when sidebars are open.
Panie A.,
mam na imię Anielka. Do niedawna mieszkałam tylko z rodzicami i siostrą, ale pewnego dnia wprowadziła się do nas babcia. I właśnie wtedy zaczęły się kłopoty, bo chyba nikt z nas nie podejrzewał, że razem z babcią wprowadzi się do nas i Pan.
Postanowiłam więc do Pana napisać, bo mi się Pan po prostu nie podoba. Nie lubię Pana nic a nic. I chciałabym prosić, by się Pan od nas wyprowadził. Listy będę zostawiać na progu pokoju babci. Myślę, że Pan je znajdzie, bo mama z tatą często powtarzają, że Pan tam zamieszkał. Nie wiem, kto na to wyraził zgodę, bo ja bym nie wpuściła pana za próg. Jest Pan zły. A do tego niewidzialny, choć słyszałam, jak babcia rozmawia z Panem od czasu do czasu. Mama płacze, ale udaje, że się uśmiecha. To śmiesznie wygląda, kiedy wchodzę do kuchni i widzę, jak siedzi przy stole i pociąga nosem. Ma wtedy różowe policzki i podkrążone oczy, ale podnosi kąciki ust i udaje, że wszystko jest w porządku. Dorośli są tacy nierozsądni! Myślą, że jak się uśmiechną, to dziecko niczego nie pozna i nic nie zrozumie. A przecież dzieci nie są głupie! Nie trzeba się do nich cały czas szczerzyć jak głupi do sera (tak mówi moja siostra, gdy się do niej szczerzę).
- Coś się stało? - spytałam.
- Nie, córciu, wszystko w porządku. Obierałam cebulę.
Mama myśli, że takie wytłumaczenie mnie przekona, ale ja nie mam już trzech lat, więc potrafię rozpoznać, kiedy ktoś płacze, bo jest po prostu smutny. Nic jednak nie mówię. Udaję tak jak mama, że wszystko jest w porządku. A chyba nie jest. W każdym razie wszyscy udajemy. Jakbyśmy grali w szkolnym przedstawieniu.
W występowaniu na scenie chyba nie jestem za dobra, bo nasza pani nie daje mi zbyt długich ról. Chciałabym zagrać Kopciuszka, to takie moje marzenie. Nie wiem jednak, czy mogę o tym Panu napisać, bo mama kiedyś powiedziała do cioci, że zabrał Pan wszystkie plany moich rodziców i dziadków. Jeżeli więc może Pan zabierać plany, to pewnie też marzenia. Bo przecież marzenie to taki przyjemny plan, tylko że do zrobienia w dalekiej przyszłości.
Zaryzykuję jednak i opowiem Panu, jak zagrałam raz w przedstawieniu gospodynię, która musiała krzyknąć: "Krowy już wydojone". Strasznie się bałam, że coś przekręcę i pomylę krowy z kaczkami, a przecież każdy przedszkolak już wie, że to krowy się doi, a nie kaczki. Ale nerwy tak działają na człowieka, że robi głupie błędy. Moja babcia zawsze powtarzała, że nawet suchy liść ma swoje nerwy i dodawała też, że można je trzymać na wodzy. Nie bardzo wiem, co to jest "wodza", ale babcia tłumaczyła mi, że to coś do kierowania koniem. Nie umiem sobie jednak tego wyobrazić. A Pan wie, jak można kierować koniem?
Babcia za to mogłaby zagrać poważną rolę w przedstawieniu: czasami udaje, że mnie nie pamięta albo woła do mnie "Marysiu", a przecież tak na imię ma moja mama, a nie ja.
Kiedy jej o tym mówię, denerwuje się albo śmieje. Nie wiem, od czego to zależy. Chyba próbuje mnie nabrać, bo za chwilę jak gdyby nigdy nic zwraca się do mnie "Anielko". Robi to doskonale. Mogłaby być słynną aktorką, gdyby była młodsza, bo aktorki muszą być zgrabne i młode. A moja babcia ma sześćdziesiąt jeden lat. Jest strasznie stara! Nie wiem więc, dlaczego Pan po prostu nie wyprowadzi się od niej. Dziadek nie byłby zadowolony, gdyby Pana tam przyłapał.
Nasza nauczycielka języka polskiego powtarza zawsze, że kiedy jest nam źle, możemy o tym napisać, bo gdy człowiek wyrzuci w słowach swoje cierpienie, staje się weselszy. Nie bardzo w to wierzę, bo kiedy Zośka narysowała mi w zeszycie głupie obrazki, zapisałam w brudnopisie pięćdziesiąt razy, że jest mi smutno. To nic nie pomogło. Smutek nie odszedł.
Być może pani coś pomyliła albo co innego miała na myśli, tylko ja źle zrozumiałam. To mi się zdarza. Moja siostra Patrycja ciągle mi powtarza, że jestem głupol. Ja wtedy krzyczę do niej, że ma pryszcze, bo nawiasem mówiąc, ma strasznie wielkie pryszcze na twarzy. Mama mówi, że to przez dojrzewanie. Jeżeli to prawda, to ja nie chcę nigdy dojrzeć, bo to strasznie niefajna sprawa. W dodatku rosną wtedy cycki albo broda. Dziewczyny i tak mają szczęście (chyba), bo cycki można schować pod bluzką i nie trzeba ich golić. A taka broda to strasznie kłuje. Wiem, bo czasami tata zapomni się ogolić i wtedy specjalnie mnie całuje, a ja się śmieję i krzyczę na niego, że jest jak kolczasty jeż.
Dzisiaj już kończę. Muszę jeszcze poszukać moich koralików. Położyłam je rano na stole, a gdy wróciłam ze szkoły, zniknęły. Będę do Pana pisać tak długo, aż nie zostawi Pan mojej babci w spokoju i się nie wyprowadzi. Bardzo Pana o to proszę. To nie ma sensu. Mój dziadek wcześniej czy później na Pana trafi. I wtedy to będzie ręka, noga, mózg na ścianie.
Anielka
wnuczka babci Tosi
Panie A.,
Dzisiaj to już Pan mocno przesadził. Jestem na Pana zła!
Kiedy rano szykowałam się do szkoły, usłyszałam jakiś hałas. Mama chyba coś tłumaczyła babci, a ona płakała. Zdenerwowałam się i aż brzuch mnie rozbolał. Kocham moją babcię i nie lubię, kiedy płacze. Jest mi wtedy bardzo smutno.
Pobiegłam więc szybko do kuchni. Zobaczyłam, że lodówka jest otwarta, a wszystkie produkty stoją na blacie. Coś jeszcze chyba wylało się na podłogę, bo kleiło się pod kapciami.
- Dlaczego to zrobiłaś? Jeżeli czegoś potrzebujesz, to mów.
- Ale ja musiałam - odpowiedziała babcia. Widziałam, że chciała coś jeszcze dodać, ale zachowywała się tak, jakby nagle coś ścisnęło ją za gardło i nie mogła wydobyć z siebie słów. Panie A., jeżeli to Pan tak brzydko się zachowuje, to proszę przestać. Babcia miała wystraszone oczy.
- Co musiałaś? - Denerwowała się mama. - Za chwilę puścisz nas z dymem.
- Mamo, nie krzycz na babcię.
- Nie krzyczę przecież! - znów krzyknęła. Chyba mama straciła kontrolę nad sobą, bo nawet nie zauważyła, że mówi podniesionym głosem. Dziwne rzeczy działy się tego ranka.
Podeszłam do lodówki, by zobaczyć, dlaczego ciągle jest otwarta. (Rodzice zawsze powtarzają, że mamy szybko ją zamykać). Wtedy w kuchni pojawiła się też zaspana Patrycja. Szła do szkoły na późniejszą godzinę i pewnie te krzyki ją obudziły.
- O ja cię... - wyrwało mi się, gdy zajrzałam do lodówki.
- Pokaż. - Patrycja odsunęła mnie na bok i zaczęła się śmiać. - Ale jazda!
Nie wiem, co według niej było w tym śmiesznego. W lodówce na półkach znajdowały się nasze buty. Równiutko w rządkach, jakby stały w szafce albo na wystawie w sklepie.
Babcia je tu poustawiała. Nigdy by tego nie zrobiła sama! Ja wiem, Panie A., że to Pana sprawka. To Pan to robi, a potem wszyscy zrzucają winę na babcię Tosię. Ona w życiu by czegoś takiego nie zrobiła!
Tego ranka nie dostałam śniadania do szkoły. Mama dała mi pięć złotych i kazała kupić sobie bułkę w sklepiku. Cieszyłam się, bo te w sklepiku zawsze mi lepiej smakują (ale proszę nie mówić nic mamie, bo byłoby jej przykro). Za resztę kupiłam jeszcze batonik.
Mama byłaby na mnie zła, ale babcia zawsze powtarzała, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, czy jakoś tak. Nie wiem, czy miała wtedy na myśli kupowanie batoników, ale pasowało idealnie.
Tak więc dzisiejszego poranka mieliśmy przez Pana buty w lodówce, bałagan w kuchni i awanturę, a w dodatku nikt nie zjadł w domu śniadania. To znaczy nikt, kto szedł do szkoły. Mama pewnie, jak już posprzątała, to zjadła razem z babcią. Nie mam pojęcia, jak poradził sobie tata, może też dostał od mamy pięć złotych. Tego jednak nie wiem, bo siedziałam już w klasie i robiłam rachunki.
Panie A., nie uważa Pan, że to jednak najwyższy czas się od nas wyprowadzić? Za chwilę dojdzie do jakiejś katastrofy!
Anielka
wnuczka babci Tosi
PS Przyznałam się mamie, że kupiłam batonik. Nie krzyczała na mnie, ale pogłaskała po głowie i powiedziała, że ceni sobie moją szczerość. Rozumie Pan? Mama mnie pochwaliła, że powiedziałam jej prawdę! Obiecałam za to, że nie będę kupować słodyczy, bo mama była bardzo przewrażliwiona na tym punkcie. Nie wiem dlaczego, bo przecież słodkie jest pyszne.
Panie A.,
widzę, że Pan mnie nie posłuchał i ciągle u nas jest. To bardzo niegrzeczne, bo nikt Pana tu nie zaprosił!
Wczoraj podsłuchałam, jak mama rozmawiała z tatą, opowiadała mu, co się stało, i zaczęli się razem zastanawiać, czy dadzą sobie radę w opiece nad babcią i Panem. Zdziwiło mnie to. Bo ja na miejscu taty, to bym Pana pogoniła w trymiga. Potem coś mówili o jakimś ośrodku. To już brzmiało lepiej. Mogliby tam Pana wysłać, tylko bez babci, bo babcia jest moja (i Patrycji). Chcę, żeby została z nami. Niedługo pewnie przyjedzie dziadek, bo on teraz ma dużo pracy. A jak jest praca, to dziadek jest bardzo zajęty. Musi sobie radzić sam, bo babcię wzięliśmy do nas. Nasza mama nie musi chodzić do żadnej pracy. Ja tego wszystkiego nie mogę zrozumieć. Poszłam więc do Patrycji. Zastukałam do drzwi jej pokoju, bo gdybym weszła bez pukania, to by był wrzask. Musiałam z nią pogadać.
- Czego? - spytała, gdy mnie zobaczyła. Chyba z kimś pisała na telefonie, bo zauważyłam, że trzymała go w dłoniach i nie patrząc na mnie, przebierała palcami.
- Pati... - zawahałam się, bo z moją siostrą nie zawsze można było poważnie porozmawiać. Uważała, że jestem szczyl i siuśmajtka. Czasami tak do mnie mówiła, ale były dni, że potrafiła być miła. Mama powtarza, że mam być dla niej wyrozumiała, bo w niej buzują hormony. To podobno przez to dojrzewanie. Nie wiedziałam więc, czy to w niej teraz buzuje, czy jest spokój. Trudno wyczuć. - Mogę cię o coś zapytać?
- Pytaj, byle szybko.
- Co będzie z babcią?
- Nie wiem. - Wzruszyła ramionami, ale po chwili spojrzała na mnie i pokazała, że mam usiąść obok niej. To był znak, że dziś hormony w niej nie buzują. - To poważna sprawa.
- A gdzie ukrywa się ten A.? - spytałam.
- Przecież wiesz... - odparła, ale zaraz się poprawiła i dopytała o jakiego A. mi chodzi.
Dziwna ta Patrycja, prawda?
- No ten, o którym wszyscy mówią, że przyczepił się do babci. Boję się, że zrobi jej krzywdę. To dziwna sprawa, bo kiedy babcia wysypała mąkę na podłogę i tata się zdenerwował, to mama mu powiedziała, że to nie babcia, tylko ten dziwny Ajakiśtam to zrobił.
- Głupol jesteś - powiedziała, ale nie było mi przykro, bo jej głos brzmiał miękko. O dziwo, Pati mnie przytuliła. - Babcia jest chora.
- Jak chora, to ją wyleczą.
- To nie takie proste - odparła. - Na to nie ma lekarstwa.
- A ten A.?
- Co za A.? - Znów się zdziwiła, a po chwili się zaśmiała. Nie był to jednak taki wesoły śmiech. O mało co się nie rozpłakałam. - To Alzheimer.
- No - potwierdziłam. Wiedziałam już, że jeżeli Patrycja też o Panu słyszała, to znaczy, że musi Pan naprawdę być w pokoju babci. - A ten Al... coś tam, coś tam to jest groźny?
- Bardzo groźny.
- Zabierze nam babcię?
Patrycja nie odpowiedziała, tylko mocniej mnie do siebie przytuliła. Nie chcę, żeby Pan zabrał moją babcię! Niech pan poszuka swojej. Moja babcia Tosia jest najlepsza na świecie. Ja nie mam innej babci. Kiedy się urodziłam, tej drugiej już nie było. Nie poczekała na mnie. Pati mówiła, że też była kochana i zawsze się śmiała. Musi więc Pan zrozumieć, że ja swojej nie oddam za żadne skarby. Będę Pana męczyć tymi listami, aż Pan sobie od nas pójdzie. Babcia zawsze powtarzała, że dzieciom się nie odmawia, więc Pan chyba też nie będzie umiał tego zrobić.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki