Listy. 1956-1978 - Stanisław Lem, Sławomir Mrożek

Kup ebooka

59.90 zł
46.71 zł (35,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Listy 1956-1978 - Stanisław Lem, Sławomir Mrożek 1959 1960 1961 Przypisy

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

21 22 23 24 25 26 27 28 30 31 33 34 35 36 37 38 39 40 41

1961

Warszawa, 27 stycznia 1961

Żyjemy, żyjemy, a końca nie widać. Już chciałem sobie kupić książkę jakiegoś profesora po francusku, coś w rodzaju Comment utiliser la force caché de l'ame54, ale zaglądnąłem do środka i tam było naukowo wytłumaczone wszystko o anty-relaxie, i przestraszyłem się, że profesor mnie obedrze ze złudzeń, wyjaśni, jak i dlaczego wszystko, co piszę, to gnój, nawóz i ropa podświadomości, świadomości i nadświadomości. Wolę nie wiedzieć, zakryłem oczy i uciekłem z księgarni. Nędzarz.

Zaczynam list niegrzecznie, od patologii, a nie od wiadomości. Cóż, kiedy wiadomości nie ma, a patologia jest. Sąsiedzi utrwalają mi się w psychice na kształt zmian trwałych w korze mózgowej, jedni, ci z radiem, kształtują się w fałdy, dzieci ich przybierają postać twardych guzów koło przysadki. Frenolog55 od dawna wyczułby już pod palcami mordercę.

Czy to jest wiadomość, że państwowy samochód marki Warszawa wjechał mi na bagażnik i zmiażdżył go wraz z lampami? Było to jeszcze na tydzień przed Nowym Rokiem, do tej pory trwa powolna naprawa. Miałem kontakty z PZU. Chcesz, to Ci opiszę, chcesz? Co? Chcesz?

Chałtury piszę, by żyć. Zysk moralny też jest, bo zawsze mogę powiedzieć sobie z dumą: "Napisałbym arcydzieło, ale cóż... nawet czasu nie mam...". Właściwie nietrudno jest wtedy samemu w to uwierzyć.

Na zasadzie dobrze znanej, że wszystkim innym jest zawsze lepiej, zazdroszczę Ci życia w Twoim dworze, zagubionym wśród Fałęckości, pól. Obejście masz i psa... Nie słychać o Błońskim, czy car pozwolił mu wyjechać? Mówią, że odwilż ma być jakaś... że znowu dbałość o formę. A jednak pewien jasnowidz z Łowicza, któremu wszystko się zgadzało w czasie okupacji, przepowiada wielkie napięcie na kwiecień. Też możliwe. Natomiast jeden profesor-naczelnik z politechniki mówił mi, że rozważa się obecnie projekt budowy części domów mieszkalnych bez kanalizacji. Bo sytuacja trudna. Przyrost naturalny wciąż duży i bilans mieszkaniowy francowaty. Powiedział to w formie odpowiedzi na moje pytanie, czy robi się coś dla izolacji dźwiękowej.

W życiu moim nic się nie dzieje. Pracuję. Upijam się czasem. Dokoła usterki i bolączki, od czasu do czasu błędy. Wypaczeń jeszcze nie ma.

Miałeś przyjechać, a nie przyjechałeś. Ja przyjadę. Nie odstraszą mnie wypadki na skutek gołoledzi. Za tydzień lub dwa.

Pozdrawiam Was ogromnie,

Sławomir M.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1959

Sobieszów7, 7 maja 1959

Drogi Stanisławie,

nie mogę oprzeć się rozkoszy przesłania Ci zdjęcia portretowego, które wyciąłem z "Panoramy"8. Byłbym Ci bardzo zobowiązany, gdybyś najpierw długo wpatrywał się w fotos, a dopiero później i nagłym ruchem rozwinął objaśnienie, które wyciąłem też i złożyłem osobno.

Poza tym zawiadamiam, że moją dumną Złotą Torpedą przemierzyłem szlak Kraków-Wrocław-Jelenia Góra i Sobieszów, który powinien stać się Grunwaldem dla mojego lenistwa. Na razie jednak zajmuję się wycinaniem co ładniejszych zdjęć z gazet.

...Tutaj chciałem Cię czymś zaskoczyć, ale nie mogłem nic wymyślić, więc tylko samotne drzewo, ku któremu zdąża zmęczony wędrowiec. Proste a ładne.

W nadziei, że zobaczymy się znów - wśród szumu silników...

Twój

S. Mrożek

W Krakowie, u szczątków roku 1959

Mrogi Drożku!

kartka Twoja, którą w sepecie, aby ją pod całun wziąć, zachowam - doszła, burzę uczuć przychylnych wznieciła i dowodem list niniejszy, którym pozwól, że Cię w krąg (wąski!) epistolantów włączę, z którymi myśli wymieniam, przerzucając tym samym po 60 gr9 mosty między samotnościami trwającymi w tym bezludnym jakże świecie. Myśliło się tu nam, w głuszy, sylwestra urządzenie w domostwie Błońskich10 - nie liczyliśmy, niestety, na Twoją personifikację, z powodów aż nadto dobrze wiadomych, jako żeś między starą i nową stolicę Ojczyzny rozdarty - i nie masz nikogo, kto by Cię mógł choć jako tako, choć w 3 procentach, choć na sobaczy włos zastąpić. Twoje alter ego graficzne wczoraj miałem honor widzieć tamże, tj. u Błońskiego, na imieninach jego - Mroza11, rozumiem - a Wesele w Atomicach12, kupione za gotówkę, choć nagie, bo bez Autogramy, zdobi już moje zgrzebne półki. I dopiero od Jasia13 dowiedziałem się, że Ci takie syny Postępowca14 nie wydają - a Ty, za bytności w kurnościach naszych, u telewizyjnego sąsieka, aniś słowem o tym bolesnym pochowku nie wspomniał - Męstwa Niezłomnego, Umiłowania Ciszy Wewnętrznej przykład mi dając Niezłomny, który w pamięci się mojej, w brokat otulony, ostanie. Pies drobny a szczególnie wydarzony, którym wizerunek skądinąd banalny ze świata rubaszności i tandety wzniosłeś na Wyżyny, kędy Ars tylko sięga - znajduje się obecnie na safianach biurka mojego i każdą linią świadczy o Twojej jedyności Niewyobrażalnej.

Jakże przykro pomyśleć, że się razem na przełomie lat nadchodzącym pospołu nie spijemy i nie będziesz mógł pień moich usłyszeć, jako i ja Twoich w żaden sposób. Cóż więcej? Melduję, że kanał wciąż jeszcze u nas zatkany, ale życie toczy się i dach co nieco zacieka, wszelako telewizor pod parasolem. Słyszałem, że Ireneusz15, którego razem nie ukochaliśmy, jakiegoś dziennikarza niezbyt dawno obustronnie skopał i go milicja szukała. Podobno b. silnie kopał. Małżonce16, której niestety nie znamy, bądź łaskaw kłaniać się i honory jej przekaż zdalnie świadczone w nieustającej nadziei, że przyjdzie temu odmiana. Pisz, a nie daj się zeszmacić drabom i siepaczom, zaklinam na kawałki talerza, który, dzieckiem jeszcze w kolebce, honor mi czyniąc, w facjatce na Bonerowskiej17 ongiś roztłukłeś, a ja, ex ungue leonem18 przeczuwając, owinąłem one skorupy w sztandar narodowy barw obojga i potąd w podróżnym relikwiarzu wszędzie z sobą naszam, gdzie tylko fata mnie zagnają; inne, następne, kto wie, piękniejsze nawet być może Talerze czekają Cię, niekoniecznie samotnego, jako i my na Klinach, a także wszędzie indziej, gdzie tylko Los zechce kroki nasze ze sobą skrzyżować.

Kłaniamy Ci się i pies się nasz kłania, i lary-penaty. Jeśli list otrzymasz, daj Znak; jeśli nie otrzymasz, daj Go takoż.

Very truly yours19,

St.