Lista świątecznych marzeń - Marta Nowik

-
Proszę czekać

1.

Początek dwunastego miesiąca nie wróżył niczego dobrego. Lista usterek i niespodziewanych awarii zdawała się nie mieć końca. Wciąż dochodziły kolejne punkty. Zapisywałem je coraz mniejszym drukiem, aby zmieściły się na pomiętej kartce, którą nosiłem w kieszeni. Szefowej unikałem jak ognia, jakby z obawy, że zaraz zleci mi wykonanie kolejnego zadania.

Niestety, na chwilę straciłem czujność i tym razem Gertrudzie Kubełek udało się mnie dorwać. Nie ucieszyłem się ani trochę. Zrobiłem niewinną minę i z niezbyt szczerym uśmiechem się przywitałem.

- Tomku, sprawiasz wrażenie, jakbyś dziś szczególnie chował się po kątach. Mam rację? - Lustrowała mnie przenikliwym spojrzeniem.

Pewnie niejeden pragnąłby, aby tak na niego patrzyła. Jednak na mnie nie działały jej doklejane rzęsy i wielkie usta. Nieraz wyobrażałem sobie, jak wysysa nimi z ofiary ostatnie soki.

- W życiu! Co trzeba?

- Kłania się nam szczegółowy przegląd techniczny Pensjonatu pod Dobrym Aniołem. Lista gości, którzy zarezerwowali u nas świąteczny pobyt, jest w tym roku rekordowo długa. To szansa na większy utarg. Twoja premia też na tym skorzysta.

- Coś nowego! - Nie dałem rady się powstrzymać. Tak, byłem nieco uszczypliwy. Nie potrafiłem inaczej.

- Na dodatek wyobraź sobie, że Dom Pomocy Społecznej "Wesoła Przystań" również w tym czasie zamierza odwiedzić nasze miasteczko. Jeśli opiekunowie nie znajdą noclegów dla pensjonariuszy, najpewniej skierują swoje kroki właśnie tutaj. To dla nas możliwość na zwiększenie zasięgów w mediach społecznościowych. Będziemy w nich relacjonować każdy dzień przybliżający nas do Bożego Narodzenia.

- A kto ma je zwiększać? Babcie i dziadkowie, którzy w większości nie pamiętają, jak się nazywają i ile mają lat? Poza tym nie posiadamy aż tylu nocników!

- Jeszcze się zdziwisz! W tym wieku niektórzy naprawdę wiele potrafią - zapewniała.

Byłbym skłonny jej uwierzyć, gdyby nie dobrze znany błysk, który pojawił się w jej oczach. Rozpoznałem go od razu. Zimna, wyrachowana kalkulacja. Choć na taką nie wyglądała, szefowa liczyła naprawdę nieźle. Pewnie właśnie dlatego pensjonat dobrze prosperował i cieszył się zainteresowaniem.

- Mam nadzieję, że Osada Marzeń gdzieś ich przygarnie. Przecież to całkiem spore miasteczko. Nie muszą wszyscy cisnąć się w jednym miejscu. Przed świętami wolna przestrzeń wydaje się na wagę złota!

- Nie marudź! - zganiła mnie szefowa. - Nie nastawiaj się negatywnie!

- Nie zmieścimy się! Pensjonat pod Dobrym Aniołem akurat na święta się nie rozszerzy! Chyba że o czymś nie wiem? Liczysz na bożonarodzeniowy cud?

- Liczę na to, że w razie potrzeby zwolnisz swój pokój i ulokujemy w nim jakieś przemiłe starsze panie. Ponoć w tym czasie nawet zwierzęta przemawiają ludzkim głosem, więc tobie też powinno się udać!

- Gdzie będę spał? - Nie dowierzałem, że to dzieje się naprawdę. - Na korytarzu? W windzie? Wizerunek pensjonatu na pewno na tym poważnie ucierpi.

- Randki z Helenką przeniesiesz do pomieszczenia gospodarczego. I problem z głowy! - zasugerowała jej zdaniem najlepsze rozwiązanie.

Nawet nie próbowałem wyobrazić sobie siebie z ukochaną w schowku na szczotki. Zaś moją przełożoną to i owszem! Tam pasowała idealnie.

Gdy w końcu odeszła, aby odebrać telefon, odetchnąłem z ulgą. Ktokolwiek do niej dzwonił, okazał się moim wybawcą. Przynajmniej na jakiś czas. Jej często dzwoniąca różowa komórka wiele razy ratowała pracowników z opresji.

Niedoczekanie, że geriatria zajmie to lokum, pomyślałem, widząc oczami wyobraźni staruszków grzebiących w moich rzeczach czy moczących w nocy łóżko, na którym zazwyczaj sypiałem. O laptop byłem spokojny. Zakładałem, że nie potrafią z niego skorzystać.

Właśnie tak to sobie wyobrażałem...

***

Rozmowa z Heleną okazała się trudniejsza, niż przypuszczałem.

- Ale jak to? Nie spędzimy razem Bożego Narodzenia? - Dziewczyna, której nie tak dawno wyznałem miłość, z niedowierzaniem wpatrywała się we mnie swoimi wielkimi chabrowymi oczami. - Nie mówisz poważnie! Znowu dopadły cię dziwne, nieuzasadnione lęki? Nadal boisz się Świętego Mikołaja?

- To nie jest śmieszne - oburzyłem się trochę na pokaz. - Poza tym szefowa obiecała mi ekstra premię, więc jest szansa na to, że nasz wakacyjny wyjazd w końcu dojdzie do skutku. - Postanowiłem za wszelką cenę ją udobruchać.

- Naprawdę? - Ucieszyła się, a ja razem z nią. - O wszystkim pomyślałeś! Dziękuję, Pysiu!

- Ciii! Bo jeszcze ktoś usłyszy. Nie nazywaj mnie tak w tym miejscu - przypomniałem jej kolejny raz. Miałem pewność, że nie ostatni.

- Pensjonat pod Dobrym Aniołem nie powinien skrywać tego sekretu! - Zaśmiała się, ja zaś nie tryskałem entuzjazmem.

- Kubełek wpisała mnie w grafiku jako głównego organizatora świątecznej potańcówki dla seniorów. - W końcu wyrzuciłem z siebie wiadomość dnia. Odetchnąłem z wyraźną ulgą, że mam to za sobą. Ale nie na długo.

- Mieliśmy ten czas spędzić razem. Tylko we dwoje. Przecież już dawno mi to obiecywałeś. - Znów posmutniała. - Nie wyobrażam sobie, że będziesz wirował w ramionach innej kobiety!

- Z tym wirowaniem trochę cię poniosło! Nie zapominaj, że chodziki mają ograniczoną prędkość. Nie są w stanie aż tak się rozpędzić!

- Wiesz, o czym mówię...

- Nie martw się na zapas, kruszynko. Staruszkowie na pewno wcześnie chodzą spać. Nie dotrwają do północy. Ty w tym czasie na mnie grzecznie poczekasz.

- W twoim pokoju?

- To się jeszcze okaże! - Schowek na szczotki nie pozwalał mi o sobie zapomnieć. - Być może spotkamy się w oryginalniejszym miejscu.

- Potrafisz zaskoczyć kobietę! - ucieszyła się. - I to w tobie lubię najbardziej!

Słodki buziak, jakim mnie obdarowała, wynagrodził wszelkie trudy niekomfortowej rozmowy. Szybko zapomniałem o zmiennych nastrojach ukochanej. Na chwilę odpłynąłem do nieziemskiej krainy. Poczułem się cudownie. Aż do momentu, gdy z błogiej rozkoszy wyrwał mnie znajomy chrypiący głos, na który miałem alergię:

- A! Tu jesteś! W dodatku nie sam! Pora się pożegnać, moje gołąbeczki! Nie płacę za całowanie, tylko za naprawianie i opiekę nad tym obiektem! - Gertruda nagle zmaterializowała się tuż przy nas.

Jak ona to robi, że niemal za każdym razem wie, gdzie jestem? - zastanawiałem się. Śledzi mnie?

Monitoringu nawet nie brałem pod uwagę. Doskonale wiedziałem, że jest atrapą. Sam przecież jakiś czas temu go montowałem. Szefowa zamierzała oszczędzić na zbędnym, jej zdaniem, wydatku. Ja widziałem to inaczej. Zabroniła mi jednak się wymądrzać i kazała siedzieć cicho. Posłusznie, dla świętego spokoju, wykonałem zlecone zadanie. W końcu ona tu rządzi. Ja jestem tylko zwykłym konserwatorem. Chłopakiem z wioski, który potrzebował pracy i jakiejś małej stabilizacji. Przynajmniej na razie.

Do momentu, kiedy nie znajdę czegoś innego, obiecywałem sobie. Zakładałem, że za pewien czas stąd odejdę i pójdę zupełnie nową drogą. Miałem nadzieję, że życie mnie jeszcze czymś zaskoczy. Ufałem, że pozytywnie. Mimo wszystko...

Wprawdzie całkiem niedawno Gercia, jak ją kąśliwie nazywałem, uroczyście mianowała mnie kierownikiem gospodarczym Pensjonatu pod Dobrym Aniołem. Nie traktowałem tego awansu poważnie. Zakres obowiązków nie uległ zmianie. Pensja, ku mojemu rozczarowaniu, również.

***

Sprzątanie nie było moją mocną stroną. Wiedziała o tym Alinka, która stała jak posąg w recepcji pensjonatu. Takie miała zadanie. Nie zauważyłem, a może nie chciałem tego dostrzec, aby dziewczyna wyrażała jakiekolwiek emocje. Jej mina wyraźnie mówiła: "Nie przeszkadzaj. Teraz jestem w pracy".

Nie mogłem pozwolić, aby kobieta się nudziła. Zapraszałem ją od czasu do czasu do siebie. Płaciłem grosze, a ona bez słowa sprzeciwu odkurzała, zmywała podłogę, pucowała moją łazienkę, odkopywała kuchenny blat z brudnych naczyń. Po każdej jej wizycie służbowe mieszkanie, które zajmowałem, lśniło czystością i obłędnie pachniało. Lawendą i waniliowymi lodami. Tak interpretowałem mieszankę odświeżacza powietrza i delikatnych, lubianych przeze mnie perfum Alinki.

Helenka cieszyła się, że w końcu trafiła na chłopaka, który potrafi dbać o porządek. Nie wyprowadzałem jej z błędu. Może kiedyś jeszcze się tego nauczę? Kto wie? Życie nieraz zaskakuje. Tak sobie powtarzałem za każdym razem, gdy mnie chwaliła. Prężyłem z dumą klatkę piersiową, jakbym oczekiwał, że zawiśnie na niej medal. I oczywiście przytakiwałem. Taki właśnie byłem.

- Widzisz, skarbie, jak dobrze trafiłaś? Ty to masz szczęście! - zapewniałem ją za każdym razem, gdy do mnie przychodziła.

- Sylwester będzie tylko nasz? - upewniała się.

- Nasz i nie nasz! Ale najważniejsze, że razem! - Tymi słowami próbowałem przygotować ją na kolejną niespodziankę.

- Co chcesz mi przez to powiedzieć?

- Dom Pomocy Społecznej "Wesoła Przystań" zaszczyci nas jednak na dłużej swoją obecnością. To już pewniaczek! - Starałem się, aby słowa zabrzmiały w miarę radośnie.

- Serio?

W jej głosie usłyszałem rozczarowanie.

- A zaległy urlop? Nie możesz go w tym czasie odebrać?

- Kubełek skutecznie wybiła mi ten pomysł z głowy. Ale w ramach rekompensaty wymyśliłem coś ekstra!

- Zaskocz mnie, Pysiu!

- Połączymy imprezy. Będziemy razem z seniorami. Może być naprawdę ciekawie.

- Ciekawie? - Wpatrywała się we mnie z nadzieją, że to słaby żart. - Mówisz poważnie?

- Damy radę! To starsi, samotni ludzie. Ktoś musi z nimi pobyć i wypić lampkę szampana. To może być dla nich niezapomniany i ważny czas.

- Dla nich tak! Dla mnie niekoniecznie!

- Co masz na myśli?

- Rób te swoje świąteczne i sylwestrowe imprezy! Ale beze mnie! Skoro zdanie Gertrudy przedkładasz ponad moje potrzeby, nie mamy o czym rozmawiać. Nie tak to miało być...

- Helenko, skarbie, ale ja robię to dla nas. Dzięki temu dostanę premię. Odłożymy coś na wspólną przyszłość. Tak jak wcześniej tego chciałaś.

- Masz rację: chciałam. Ale już nie chcę!

To było ostatnie zdanie, które od niej usłyszałem. Trzasnęła drzwiami. I tyle ją widziałem.

Nie pobiegłem za nią. Nie prosiłem, aby została. Miałem świadomość, że tak naprawdę niewiele mogę jej dać.

Byłem gołodupcem. Nie posiadałem zbyt dużo. Czułem, że nie mam prawa serwować dziewczynie tak nędznego życia, jakiego akurat sam doświadczałem.

Wszystko jest kwestią wyborów. Ja swojego dokonałem świadomie. Czy było mi łatwo? Oczywiście, że nie. Przede mną rozciągała się wizja pustki i samotności. Tym bardziej w nadchodzące święta, których od lat nie cierpiałem. Wspomnienia z nimi związane schowałem głęboko, niemal na dno oceanu. Nie chciałem za nic w świecie nawet myślami wracać do tamtych, pozornie beztroskich lat. Wciąż jeszcze nie przepracowałem bólu i traumy tego, co się wtedy wydarzyło i zakończyło etap błogiego dzieciństwa. Nie chciałem się przed nikim odsłaniać. Swoje sekrety skutecznie skrywałem, aby nikt nie poznał mojej słabej strony. Nie zamierzałem ponownie dać się zranić. Nikomu. Nawet dziewczynie, na której szalenie mi zależało.

2.

Polecenie Gertrudy postanowiłem spełnić szybko, nie wnikając w szczegóły.

Oprowadzę tę kobietę, a potem dalej będę udawał, że intensywnie pracuję, obiecałem sobie.

Nieznajoma pojawiła się szybciej, niż zapowiedziała. Pełniła funkcję zastępcy dyrektora Domu Pomocy Społecznej "Wesoła Przystań". Tak naprawdę niewiele mnie obchodziło, kim jest i czym się zajmuje. W przeciwieństwie do mojej szefowej, nie zamierzałem się przed nią płaszczyć. Już na pierwszy rzut oka nie wydała mi się nikim szczególnym. No i ta garsonka, w którą wbiła swoje tłuściutkie ciałko! Na pewno pamiętała jeszcze poprzednie stulecie.

- Regina Bogucka!

Jej entuzjazm niezbyt mi się podobał.

- Tomasz Sanik!

- Stanik? - Nie kryła zdziwienia.

- Sanik!

- Przepraszam! Nie dosłyszałam. Brzmi podobnie!

- Nie wydaje mi się! - oburzyłem się. - Czym mogę służyć? - Postanowiłem od razu przejść do wykonania zleconego mi zadania. Kobieta zdecydowanie nie wzbudziła mojej sympatii. Ani grama!

- Przyjechałam, aby ustalić szczegóły pobytu naszych podopiecznych. Nie ukrywam, że chciałabym też dokładnie obejrzeć pensjonat. Ile to zajmie czasu?

- Zależy, jak dokładnie będziemy zwiedzać ten obiekt.

- Obiekt?

- Mam na myśli pensjonat - wyjaśniłem, aby nie miała wątpliwości. Jednocześnie zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób udało jej się zostać wicedyrektorką.

- No tak! - W końcu zrozumiała. - Mówmy sobie po imieniu. Tak będzie łatwiej! - zaproponowała.

Udałem, że nie widzę jej uśmiechu. Pojawił się, gdy poprawiałem koszulę. Trochę się sprała, przez co nieposłusznie co jakiś czas wysuwała się ze spodni, eksponując niewielki fragment ciała.

- Zaczniemy od kuchni i stołówki. To najważniejsze miejsca. Tu naprawdę dzieją się niezwykłe kulinarne cuda. Nie tylko w święta.

Zdawała się wniebowzięta. Ucieszyłem się, że pójdzie mi z nią dość łatwo. Nie zamierzałem się wysilać. Kątem oka szukałem Gerci. Byłem pewien, że nas szpieguje. Zastanawiałem się, z której strony szefowa może mieć najlepszy widok.

- Wspaniałe lodówki! W życiu takich nie widziałam! - Bogucka zachwycała się na ich widok, co było dla mnie niezrozumiałe.

Nie zamierzałem wnikać. Już wiele dziwactw w życiu widziałem.

- Dokładnie! - Jak zwykle przytakiwałem. Nauczyłem się tego przy szefowej. Im mniej dyskutowałem, tym większą miałem szansę na święty spokój. Również tym razem zamierzałem zastosować podobną strategię.

- I ten obrus! Naprawdę piękny. Ktoś tu ma dobry gust! - chwaliła.

- Staramy się, jak możemy - odparłem. Powtarzałem to za każdym razem, gdy prezentowałem gościom lokal.

- Świeczniki wyglądają na drogie!

- Ledwo je zdobyliśmy! Niemal wyrywaliśmy z rąk innych klientów! Konkurencja też miała na nie chrapkę.

- Coś takiego?!

- Walczyliśmy o nie do końca. Nie obyło się bez ofiar! - Trochę dla zrobienia atmosfery podkoloryzowałem ostatni internetowy zakup, którego dokonałem w kilka sekund, biorąc prysznic.

- Po trupach do celu? - zdziwiła się.

- Cel uświęca środki. Media długo o nas pisały.

Na szczęście pojawiła się Gertruda, co uratowało mnie przed wymyślaniem dalszego ciągu tej historii. Regina i tak już pobladła. Nie zamierzałem jej łapać, gdyby nagle zemdlała. Przywracać funkcji życiowych, tym bardziej. Za nic w świecie nie planowałem jej dotykać. Ani żywej, ani tym bardziej martwej.

- Jak pierwsze wrażenia?

Słodki głos Kubełek przyprawiał mnie o mdłości. Często tak reagowałem.

- Pięknie! Tak właśnie wyobrażałam sobie to miejsce. Zaś pan Stanik potrafi zawrócić w głowie kobiecie! Ze mną poszło mu nadzwyczaj łatwo - zapewniła, szczerząc się w nienaturalnym uśmiechu do gospodyni.

- Sanik! - przypomniałem, jak prawidłowo brzmiało nazwisko przekazane mi z dziada pradziada. Nosiłem je przecież z dumą!

- Tak, tak! Zapamiętam! Zresztą niedługo pojawię się ponownie. Nie oprowadziłeś mnie jeszcze po pokojach. A sypialnie przecież też są ważne!

***

Poczułem się samotny, więc postanowiłem skontaktować się z Heleną. Niestety, nie odebrała za pierwszym razem. Za drugim i trzecim również. Czwartej i piątej próby nie podjąłem, rozumiejąc, że dziewczyna oczekuje ode mnie, abym dał jej spokój. Trochę miałem do siebie żal, że nie zawalczyłem o nią, jak należy. Nie postarałem się wystarczająco, nie dowierzając, że ta relacja naprawdę się uda. Bo dlaczego miałaby? Skoro wcześniejsze trafił szlag i za każdym razem kończyło się podobnie?

Na dole Gertruda przyjmowała do pracy nową dziewczynę. Wsunąłem bose stopy w stare, rozklekotane kapcie i zaciekawiony poczłapałem tam. Windę świadomie ominąłem. Ostatnio zbyt często się zacinała. Nie zamierzałem ryzykować.

Gdy dotarłem do celu, z premedytacją zignorowałem dawane przez Kubełek znaki, aby jej nie przeszkadzać.

Nie wszystko jest takie oczywiste, powtarzałem sobie.

- Jestem zajęta! - Głos szefowej wyrażał irytację. - Nie możesz poczekać? Pali się?

- Na pierwszym piętrze pojawiły się pająki! Zakładam, że chciałabyś o tym wiedzieć. Jak się rozejdą po pensjonacie, może być naprawdę ciekawie - tłumaczyłem, przy okazji niezbyt dyskretnie zerkając w stronę nieznajomej. Widziałem jedynie jej plecy i ciemne włosy, sięgające prawie pasa. Czułem rozczarowanie, z powodu tego, że nie odwróciła się w moją stronę ani razu.

- Zrób z nimi porządek! Na co jeszcze czekasz! Nie płacę ci za zbijanie bąków!

- Za zabijanie pająków też nie!

Niepocieszony musiałem odejść. Przywołane przeze mnie owady oczywiście nie istniały. Przynajmniej taką miałem nadzieję. Nie zamierzałem się za nimi uganiać. Misja nie zakończyła się sukcesem. Niepewność co do dalszych losów ewentualnej przyszłej koleżanki, na którą zamierzałem zepchnąć część swoich obowiązków, pozostała.

Podreptałem, aby skontrolować, jak idzie wieszanie świątecznych ozdób. Choinek jeszcze nie było, ale przestrzeni do rozlokowania dekoracji nie brakowało. Kazałem zacząć od sensownego rozmieszczenia lampek. Pracownicy, Jacek i Kamil, mieli samodzielnie przejrzeć te z ubiegłego roku i wybrać, które prezentowały się najlepiej. Jak się zorientowałem, to proste zadanie przerastało ich umiejętności.

- Kierowniku, ale się zaplątaliśmy! Kierownik pomoże! - usłyszałem na dzień dobry.

Nie miałem zamiaru się tym zajmować. Ale cóż, nie było wyjścia.

Sznury ze światełkami okazały się nie lada wyzwaniem. Jacek i Kamil wpadli na "genialny" pomysł, że mnie nimi owiną. Dzięki temu miało pójść sprawniej i bezpieczniej. Początkowo protestowałem, uważając to za niezbyt mądry pomysł. Szybko, dla świętego spokoju, odpuściłem dyskutowanie z chłopakami, którzy mieli doskonałą wizję sprawnego rozwiązania zaistniałego problemu.

Gdy już wyglądałem jak świecąca choinka, zobaczyły mnie Gertruda i owa dziewczyna, którą chciałem poznać. Czułem się jak głupek, jednak nic nie mogłem z tym zrobić. Pozostało mi się uśmiechnąć i kulturalnie przywitać.

- Tomek jestem!

Nie miałem żadnych wątpliwości, że nowa mnie zapamięta. Przyglądała mi się z zainteresowaniem.

- Trzeba zmienić lekarza - zasugerowała szefowa.

- Albo pracę! - Celnie odbiłem piłeczkę.

- Nie dosłyszałam, co mówisz. Straszny tu pogłos. Poza tym oszczędzaj siły. Jutro przywiozą choinki. Cieszę się, że tym razem załatwiłeś je z legalnego źródła!

Z tym legalnym źródłem to nie ma co przesadzać, pomyślałem, krzyżując palce na wypadek, gdyby chciała mnie o coś zapytać.

***

Choinki choinkami, a życie życiem! Okazało się, że nie dojechały na czas. A potem, że dojechały, ale nie tu, gdzie trzeba. Nasza Osada Marzeń nie była jedynym miasteczkiem o tej nazwie. Na mapie widniały aż dwa! Kurier, dziwnym trafem, wybrał akurat to znajdujące się kilka godzin drogi stąd! Pozostało dla mnie zagadką, dlaczego ten sam człowiek ogarniał tak duże terytorium. Czyżby w przedświątecznym zakupowym szale brakowało rąk do pracy?

- Nie rozumiem, jak to mogło się stać! - bronił się dostawca. Gdy do mnie zadzwonił, oskarżałem go o bezmyślność i brak piątej klepki.

Starałem się robić to w miarę delikatnie, aby mężczyzna dostarczył w końcu zagubioną przesyłkę. Jednak trzymanie emocji na wodzy nie było moją mocną stroną.

- Istnieje coś takiego jak kod pocztowy! - irytowałem się.

- Nie zwróciłem na to uwagi. Jestem nowy w branży. To dopiero pierwszy tydzień pracy, więc sam pan rozumie...

- No właśnie nie rozumiem! Jak można być takim kretynem i pomylić miejscowości?!

- Nie pomyliłem! Właśnie jestem w Osadzie Marzeń. Dokładnie, jak zapisano w adresie. Ładnie tu. Tylko Słonecznej siedemnaście nie potrafię znaleźć. Najbliżej mnie jest Pochmurna, Mokra i Deszczowa.

- Wsiadaj do auta i jazda do tej właściwej miejscowości! Mam nadzieję, że dobrze zabezpieczyliście towar. To drogie świerki. Jeśli coś się z nimi stanie, wystawimy wam kiepską opinię.

- A mi tam wszystko jedno! Najwyżej poszukam innej roboty. Byle jaka praca na pewno się znajdzie.

- Człowieku, nie denerwuj mnie! Przywieź w końcu te choinki!

- Jest jeszcze coś, o czym powinniście wiedzieć.

- Zaskocz mnie! - Na usta cisnęły mi się niecenzuralne słowa pod adresem kuriera. Powstrzymywałem się z całych sił. Sądziłem, że już gorzej być nie może. Jak się okazało, nic bardziej mylnego!

- Jelenie trochę poskubały te wasze bożonarodzeniowe drzewka. Stanąłem na chwilę w czasie drogi w lesie, aby odpocząć i zjeść kanapeczki, które rano zrobiła mamusia. Termosik z kawą też spakowała. Trochę mi zeszło. Gdy skończyłem i wysiadłem z auta za potrzebą, zauważyłem, że ktoś poobgryzał czubki. Ślady pozostawione na śniegu wskazują na jelenie. Niestety, nie złapałem ich na gorącym uczynku. Podejrzewam jedynie, że...

- Żartujesz? - Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem.

- Drzewka wyglądają nadal dobrze. Tylko trochę zostały skrócone. Jakby o głowę - śmiał się, czym doprowadzał mnie do szewskiej pasji. - Postawicie w kącie i nie będzie widać niewielkich mankamentów!

Rozłączyłem się. Nie dałem rady słuchać. Zresztą w moim kierunku zmierzała Gercia, ponętnie falując zgrabnymi biodrami. Tego dnia również pracowała w koronkowej sukience i wysokich szpilkach, czym przykuwała uwagę kręcących się tu i ówdzie mężczyzn. Na szczęście na mnie jej uroda nie działała. Po prostu ta kobieta nie była w moim typie. Nie ten przedział wiekowy.

- I jak tam? Kiedy przywiozą choinki?

- Wszystko pod kontrolą. Są już w drodze!

- Cudownie! Nie mogę się doczekać! Słyszałam, że jak ktoś nie zakupił ich na czas, teraz dostanie jedynie marnie wyglądające kikuty! Wyeksponujemy je w najbardziej reprezentatywnych miejscach pensjonatu. I ty się tym, mój drogi, zajmiesz! Właśnie ciebie oddelegowuję do tego zadania!

- Dlaczego właśnie ja? - jęknąłem. - Czym sobie na to zasłużyłem?

- Jesteś najlepszy! Zdecydowanie! Poza tym zbliża się konkurs na najpiękniejszą choinkę w miasteczku. Burmistrz ogłosił to zaledwie godzinę temu. Zamierzam wygrać i zgarnąć nagrodę główną!

3.

Sandra Kozłowska, nasza nowa pracownica, złapała się za głowę, widząc, w jakim stanie dotarły zamówione bożonarodzeniowe drzewka. Musiałem przyznać jej rację. Wyglądały tragicznie!

- I co z nimi zrobimy? - zapytała.

- Dosztukujemy końcówki, przykryjemy niedoskonałości kolorowymi ozdobami i nikt się nie zorientuje.

- Co na to szefowa?

- Mówiąc "nikt", miałem na myśli głównie ją. Doznania estetyczne pozostałych niewiele mnie interesują.

- Może kupimy nowe? Ładniejsze? - zaproponowała.

- Nic z tego! Budżet na nie przeznaczony został już całkowicie wyczerpany.

- To, że nie wyglądają najlepiej, to mało powiedziane. Są szpetne. Wręcz odrażające. I dlaczego spakowali nam większość krzywych?

- Przywiążemy je sznurkiem, żeby się nie poprzewracały.

- To mnie nie przekonuje.

- Nie zamierzam się rozczulać nad badylami, które za miesiąc trzeba będzie wyrzucić.

- Mój wujek jest leśniczym. Może coś nam doradzi? Zapytam go.

- Nie zawracaj mu głowy. Wykorzystamy te świerki, które mamy. Świta mi w głowie pewien pomysł...

- Zdradzisz coś więcej?

Rozmowę przerwało nadejście Gertrudy. Rozglądała się wokół z nieukrywanym zaciekawieniem.

- Gdzie moje piękności? Już się nie mogę doczekać, aż je zobaczę!

- Jeszcze nie zostały rozpakowane. Nie ma co się tak spieszyć! - uprzedziłem szefową.

- Więc na co czekacie?

- To niespodzianka. Nie psuj nam zabawy!

- Nie miałam pojęcia. - Uśmiechnęła się. - Lubię takie prezenty. Spisałeś się na medal! Zresztą kolejny już raz!

Gdy odeszła, odetchnąłem z ulgą. Miałem świadomość, że przede mną niełatwa przeprawa. Wolałem odwlec ją w czasie najdłużej, jak to możliwe.

- I co zrobimy? - W oczach Sandry pojawiła się niepewność. - Kiedyś w końcu się dowie.

- Zajmę się tym - obiecałem.

- Mogę jakoś pomóc?

- Nie wydaj mnie. Nawet jeśli będzie na ciebie naciskać.

- To masz jak w banku - zapewniła.

Czułem, że mówiła szczerze. Nie znałem jej. Pojawiła się niewiadomo skąd. Na rozmowę o pracę przyszła bez żadnych świstków i wymaganych dokumentów. Na prośbę Gertrudy o referencje odparła: "Mam dobre układy z aniołami. Myślę, że to w zupełności wystarczy. Dlatego tu jestem".

I jak się okazało, wystarczyło. Po pierwszym spotkaniu z nią Kubełek wydawała się zdezorientowana. Dziewczyna totalnie ją zaskoczyła swoją nieprzeciętną osobowością i poczuciem humoru. Ucieszyłem się, że szefowa nie znalazła lepszej kandydatki. Właśnie ta intrygowała mnie najbardziej. Miała w sobie jakiś ogień, który płonął i ogrzewał. Rozświetlał swoim blaskiem. I jej oczy. Niesamowicie piękne. Mógłbym wpatrywać się w nie godzinami. Kontemplować. Szukać drogi i kodu dostępu.

Na razie miałem inne poważne zmartwienie. Ktoś podrzucił na posesję Pensjonatu pod Dobrym Aniołem kozę. A właściwie młodziutką kózkę. I cudowna szefowa właśnie mi kazała się tym niezwłocznie zająć.

- Dostajesz zadanie z gwiazdką! - odparowała, gdy próbowałem się wymigać.

- Co mam z nią zrobić?

- Płacę ci za działanie, a nie za zadawanie głupich pytań!

- Chcę podwyżkę!

- A ja gwiazdkę z nieba! I jak widzisz na załączonym obrazku, na razie nikt mi jej nie daje!

***

Radosława poznałem dwa dni później. Szukał noclegu. I gdy próbowałem jakoś go spławić, sugerując, że nie mamy wolnych miejsc, jak spod ziemi wyrosła Kubełek.

- Jakiś problem?

- Żaden - zapewniłem.

- Nie mam gdzie spać - poskarżył się mężczyzna. Zrobił przy tym żałosną minę.

Byłem święcie przekonany, że Gercia zaraz wyrzuci go stąd na zbity pysk. Nie lubiła skomlenia i maślanych oczu, co akurat mi się w niej podobało.

I wtedy mnie zaskoczyła!

- Mam wrażenie, jakbyśmy się znali od wieków. - Zatrzepotała rzęsami, że niemal zrobił się przeciąg.

- Jestem Radek! Zatem to nie przypadek, że trafiłem tutaj. Akurat w Osadzie Marzeń skończyło mi się paliwo. Na dodatek coś głośno stuka przy silniku. Bez konsultacji u mechanika nie mogę ruszyć dalej. Zostałem więźniem tego miejsca, a może i twojego serca również?

Nie mogłem się nadziwić. Szefowa łykała jak pelikan każde jego słowo.

- "Radek Przypadek"? - Zaśmiałem się. - A może "Radek Niejadek"? Lub "Radek Spadek"?

- Ogarnij się! - zganiła mnie Kubełek. - I zajmij się szukaniem naszemu gościowi jakiegoś lokum.

- Wszystkie pokoje zajęte. Jest komórka w ogrodzie. Ale obecnie pomieszkuje tam Zębuszka.

- Kto?

- Zębuszka!

- Twoja nowa dziewczyna? Nic mi o tym nie wiadomo! Szybko się pocieszyłeś po rozstaniu z Heleną.

- To koza, którą kazałaś mi się zająć. Ogłosiłem w internecie, że szukamy dla niej domu. Na razie odpisał jedynie stary rzeźnik.

- Dałeś jej dziwne imię. - Szefowa udała, że nie usłyszała dwóch ostatnich zdań.

- Gdyby cię skubnęła kilka razy w tyłek, zrozumiałabyś, skąd się wzięło.

- Nie zwierzaj się przy obcych. Radek nie musi znać szczegółów twojego życia. Tych intymnych przede wszystkim.

- Jestem pisarzem - odezwał się przybyły. - Chętnie umieszczę ten wątek w nowej powieści. Szukam natchnienia - westchnął trochę na pokaz.

Oczy Gertrudy zrobiły się w tym momencie niesamowicie wielkie. Moje zresztą również.

- Pisarzem - powtórzyła jak echo. - W takim razie zapraszam! Pokój z łazienką na pewno się znajdzie. I lampka firmowego szampana! Na nasz koszt!

- Anielski trunek? - Zaśmiał się. - Takiego jeszcze nie piłem. Czuję, że właśnie tutaj odnajdę zagubioną wenę! W twoich pięknych oczach najprędzej to się stanie! - Wpatrywał się w Kubełek. Pozwoliła mu na to. Dało się wyczuć jakiś dziwny magnetyzm tej chwili.

Robi się naprawdę ciekawie, pomyślałem. Czy jest prawdziwym gryzipiórkiem, czy tylko udaje, aby jej zaimponować i przy okazji wyłudzić zniżkę za nocleg?

Wątpliwości miałem wiele. Postanowiłem nie spuszczać go z oczu. Dziwiłem się, że szefowa wytrzasnęła mu niemal z podziemi niewielki wolny pokój z łazienką. Pozwoliła mu zostać. Miałem przeczucie, że będą z tego kłopoty...

***

Radosław i Kubełek, ku mojemu zdziwieniu, złapali kontakt. Tajemniczy mężczyzna nieustannie coś tłumaczył wpatrzonej w niego jak w obrazek właścicielce Pensjonatu pod Dobrym Aniołem. Ona z nieukrywaną radością i dumą oprowadzała go po posiadłości. On zgadzał się ze wszystkim, co mówiła. Mało tego, przytakiwał i wykazywał zainteresowanie niemal każdym poruszanym przez nią wątkiem.

- Nie musisz z nami chodzić. Przecież znam tu każdy kąt jak własną kieszeń.

Kiedy Gertruda chciała się mnie pozbyć, udawałem, że nie rozumiem.

- Odkrywam na nowo to urokliwe miejsce. Przykryte śniegową pierzyną wygląda naprawdę niezwykle - odparowałem.

- Kolega wrażliwy na piękno natury? - W tonie głosu pisarza wyczułem nutę uszczypliwości.

- Zdziwiony?

- Ludzie nieustannie mnie zaskakują. - Zaśmiał się. - Niekoniecznie pozytywnie.

- A to mi nowina! - Wzruszyłem ramionami.

- Świat nie jest idealny - westchnął. - No chyba że w książkach. Ale i to nie zawsze.

Ameryki nie odkrył, pomyślałem. Dziwny gość. A do tego zupełnie nieżyciowy. Dlaczego się tu zjawił? Czego tak naprawdę chce od Gertrudy? W jego opowieść, że akurat w Osadzie Marzeń zabrakło paliwa, nie uwierzyłem.

- Nie potrzebujemy przyzwoitki! - niecierpliwiła się szefowa.

- Mam się odmeldować?

- Byłoby miło. Trzy osoby na tak niewielkiej przestrzeni to trochę za dużo. Nie sądzisz?

- Słyszeliście o ataku nożownika w sąsiednim miasteczku? - Teraz ja postanowiłem zaskoczyć. - Uciekł i wciąż przebywa na wolności. Lepiej bez obstawy nie zapuszczać się zbyt daleko.

Nie wiem, kto bardziej pobladł: Gercia czy nieznajomy. Moja opowieść okazała się trafiona. Czułem satysfakcję, widząc niepewność w oczach Radosława. O Kubełek się nie martwiłem. To silna babka. Może trochę nieogarnięta i chaotyczna, ale za to zaradna i niezwykle pomysłowa.

- Znajdź nam ochroniarza! I to natychmiast! - wydała kolejną dyspozycję, z której akurat się ucieszyłem. W głowie właśnie świtał mi pewien pomysł. Tak, miałem swój plan. - Pensjonat potrzebuje profesjonalisty z tej branży. Bezpieczeństwo gości stawiamy na pierwszym miejscu!

- Jesteś pewna, że chcesz zatrudnić kolejną osobę? - spytałem, robiąc minę niewiniątka. - Lepiej nie nadwyrężać budżetu pensjonatu.

- To nie powinno być twoim zmartwieniem! Zajmij się tym! Niezwłocznie!

- Kolega szuka roboty. Mogę z nim pogadać - zaproponowałem niby od niechcenia.

- Potrzebujemy najlepszego bodyguarda!

- To będzie strzał w dziesiątkę. Mikuś jest karkiem, który niemal nie opuszcza siłowni.

- Mikuś? To imię psa? - zdziwił się pisarz.

- Michał. Mój kumpel z młodości - poinformowałem.

- A to ciekawe! - Radosław znów był nieco kąśliwy. Wyraz jego twarzy wskazywał na to, że właśnie układa w głowie kolejną mądrość, którą lada moment usłyszymy.

Postanowiłem go uprzedzić.

- A może szanowny pan zapewni szefowej pensjonatu nie tylko opiekę, ale i bezpieczeństwo? Przy takim mężczyźnie na pewno nie spotka ją nic złego!

- Ja? - zdziwił się. - Mam swoje lata. - Podrapał się po szpakowatej brodzie. - Poza tym serce już nie te. Lekarz kazał mi unikać silnych emocji.

- W takim razie miłość też zdecydowanie odpada! Nie ma co nadwyrężać najsłabszego organu! A szkoda! Ponoć w grudniu, statystycznie, w Pensjonacie pod Dobrym Aniołem można jej najczęściej doświadczyć. Mówi się trudno! Pozostaje zatopić się w świecie książek...

- Brzmi jak stracone marzenie - zmartwił się Radosław.

- Na własne życzenie. - Nie dałem rady się powstrzymać.

- Wracajmy - zaproponowała gospodyni tego miejsca. - Te słowne przepychanki do niczego nie doprowadzą. Zrobiło się zimno. Nawet lodowato! - Spojrzała ze smutkiem oraz nieukrywanym rozczarowaniem na pisarza i ruszyła w kierunku pensjonatu.

- Powiedziałem coś nie tak? - zdziwił się Radek.

- Mnie pytasz? - Wzruszyłem ramionami. - Ja nie rozumiem kobiet. Wydają się nieobliczalne. Wciąż zaskakują. Burzą spokój. Łamią serca. I zostawiają po sobie bałagan.

- Raczej wiatr. Albo nieznośny wicher, który wywraca istniejący porządek.

- Pewnie wiesz lepiej.

- Szukam wyrazistego męskiego bohatera. Wygląda na to, że ty nim zostaniesz.

Zaskoczył mnie.

Ruszyłem za szefową. Pisarz niech sobie radzi sam, pomyślałem. Jego los był mi całkowicie obojętny. Jeśli ją skrzywdzisz, pożałujesz, obiecałem sobie w duchu. Dyskretnie się obejrzałem. Po niechcianym gościu nie było śladu. Dziwne. Na śniegu widać ślady butów Gerci i moich. A gdzie jest trzecia para?

Wracałem z przekonaniem, że coś tu nie gra. Nie wiedziałem jeszcze co, ale zamierzałem się o tym jak najszybciej przekonać. I miałem nadzieję, że już niedługo Mikuś mi w tym pomoże. Cieszyłem się, że ściągnę do pensjonatu przyjaciela. Dzięki temu praca w tym miejscu stanie się nie tylko wyzwaniem, ale i przygodą. Przyjemnością. Podróżą w nieznane. Z dreszczykiem emocji i adrenaliną, które lubiłem.