SZEPTY.
I płakać czasem chcę, a płakać nie mogę - -
Gdy są mi wszyscy jacyś oschli i twardzi, niby zapylone kaktusy, - jedyna ozdoba piwnicznej izdebki, straconego czasu.
Gdy są mi jak kaktusy, gdzie gdyby padła świeża kropla wody, toby nie przywróciła szarościom - zieleni, aleby schła, obsiadała kurzem - i wreszcie - rozpadła się, jak suchy grzybek umarłej pleśni. -
Więc po cóż te krople, - kiedy widzę wtedy kaktusy?
Te krople mię dławią, gorzkim jałowcem okadzają głowę, i myśli dają suchość popiołu. - - - -
Wtedy śni mi się zamek na czerwonej skale.
Tysiące gorzkich szeptów ze suchych warg wzbijają się ku niemu z ciemnej doliny.
Słońce zachodzi, i ztąd purpura na skale.
A w zamku, usnęła z ciężką zmorą na strunach - harfa wiecznej tajemnicy dusz. - - - -
Jeszcze chwila, a na rdzawych murach usiądzie widmowy połysk gwiazd, a w dole szepty suchych warg zmienią się w majaczenia gardeł, opanowanych strasznym snem. - -
Zbudź się, harfo...
Niech przyjdzie do ciebie, przez skrzypiące cicho drzwi, jakieś białe ukojenie ziemi, które się kiedyś ze słońca rzuciło głową w dół, za wymykającym się żalem...
Niech przyklęknie u twojej rzeźbionej podstawy, i oblicze ech przyciskając do struny - zagra - - -
Cicho metaliczny jęk niech zejdzie tam na majaczące głowy, i niech im da całowanie ciche, choć we śnie...
- - Ave Maria, krynico niebieska...
Oto jakieś rude trawy toczy błyskliwy płomyk pożaru, i w pomroce trzeszczą krwawe iskry.
Oto w ciemną toń z brzegu rzuca się topielca głowa, i nic nie cichnie prócz plusku, bo noc jest nad ziemią.
A chłodne ręce moich ludzkich trosk obejmują pień na bagnie, miast drogowskazu.
I płakać chcę, - i płakać nie mogę.
I zdaje mi się niekiedy, że dźwiękliwie jakby chciała przemówić harfa. -
Zdaje mi się, że, kiedy widmowy blask gwiazd oplata chłodnemi promieniami zamek na skale, jakaś dobra mglista twarz zagląda przez cicho skrzypiące drzwi. - - -
A twarzą tą jest wyobrażenie ludzkiej Miłości u wszystkich poetów świata, odbite po raz setny w ubogiem zwierciadełku - izby z kaktusami. - - -
Ale nie klęka ono u podstawy harfy i nie przytula twarzy do struny.
Ono, harfa i niezmienne wahadło konieczności są trzem a niewidzącemi się nigdy mieszkańcami zamku.
Wahadło mierzy zachody, harfa w zachody i widmowe blaski gwiazd czeka palców, a ono, odbite po raz setny, zagląda przez łukowe, cicho skrzypiące drzwi.
I niech się przenoszą bieguny pod równik, - niech gleczery pełzną jak lawa na gaje płomiennoowocnych pomarańcz; -
niech się po tysiąckroć wynurza i zapada atlantyda; - -
zawsze i zawsze żyć będzie zamek, i trzy niewidzialne sobie wzajem istoty. - - -
Wyobrażam sobie trybuna ludu, któryby przed obliczem wyczekujących mas rozwinął podobne obrazy, -
wyobrażam sobie szanownego uczonego, któryby na odczycie dla inteligentów podjął podobne słowa do wysokości swej katedry, popierając je obrazami niknącemi zamku, skały, doliny i owijającego wszystko czasu.
Jak czujemy w sobie dwa toczące się kręgi krwioobiegu, z których jeden bije nam do głowy zuchwałością myśli, a drugi kieruje nogi wręcz przeciwnie, choć i jeden i drugi wychodzą z rytmu wiecznego pytania - z serca, - tak przeciwnemi są te moje wyobrażenia w stosunku do ogólnego porządku rzeczy.
A hymny, sławiące piękność ciała, słodycz ust w pieśniach poetów, czyż mogą mieć setne odbicie w zwierciadle?
Czyż może ono stworzyć tę mglistą twarz, przy której harfa, zda się, chce jęknąć?
Oto pytania, które rozwiązujcie sobie - rozwiązujcie coraz cichszym szeptem.
* * *
Boli mnie głowa. Mam wrażenie, jakby w niej ustawiono olbrzymie organy, na których ręce Bacha grają operetkowe melodye. - W dole, nizko odbywa się msza; - długa, posępna msza, od której drżą ponure rysy jakiegoś jedynego słuchacza. A motyw operetki, pod dłońmi Bacha, tak silnie przerzyna powietrze, że widzę, jak kolumny naw zaczynają się kołysać w kupletowem tempie:
Tralla-la, ha, ha, ha, -
Umiera bóg w ołtarzu - - -
I takie smutne oczy ma; - - -
Kyrie, kyrie - w ręce bij,
Żałości matko;
Miłość potężną jest,
Miłość jest codzień brukaną - szmatką,
- ha - Tralla-la i t. d.
Potem porywa mnie żal i sam zaczynam do wtóru śpiewać w melodyę znanej piosenki:.................