Liryczne wysublimowanie - Justyna Wiktorowicz

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Gama

Gdybym mogła znaleźć szept,

Pośród burzy jaką jest

Miłość, która kończy się,

Zjeść ją jak poranny chleb.

Gdybyś mógł zaufać mi,

Ziemię plewić z każdych chwil

Oczy znów nasycić mną

Gdy idę w stronę - inną.

Serce dziurawe jak ser...

Ce w tej gamie nut zjeść.

Gdybyśmy mogli wypić swoje słowa.

Czekać jak po chwili odbiera je głowa,

Zamiast dźwięków ciszą była by mowa

Pytasz czy już jestem na to gotowa.

Gdyby dwoje

Gdyby dwoje było jednym,

Jedną drugą każde z dwojga

Jedno jak ten głaz - wciąż bierny,

A drugie zbyt mocno kocha.

Gdyby do jednego dodać

Drugie co tak samo czuje,

I gdy tylko wspólna trwoga

Pierwsze ratować próbuje.

Gdyby pierwsze miało problem,

Drugie by znów powstać w całość

Pomoże mu znosić godnie

To co pierwszego zastało

I gdyby drugie żyło w szczęściu,

A zabrakło by pierwszego

To czy na wspólnym ich zdjęciu

Było by pół, czy całego?

Coma

A co, jesli to sen?

Taki na jawie, ale jednak.

Pod drzewem śpi wiatr,

Słońce rozpłaszczyło się na dobre.

A po śladach nart

Gonią samotne spodnie.

Nawierzchnia jest sucha,

A czoło mokre i czerwone lica

I cisza w oddali głucha

Krzyczy czerwienią, że tam ulica.

Płomienie zajęły już przód i maskę,

Nieprzytomna postać widziana jak z wróżby,

Odchyloną w stronę chmur, świecącą czaszkę

Widać z oddali, gdy przyjeżdżają służby.

I budzi się, żyje. I nawet oddycha

Rozmawia i smuci się tak zwyczajnie

Czas jej tak samo jak wszystkim umyka

I chce go spożytkować jak najwydajniej.

Dni mijają i nic szczególnego

Nie stało się, nie wydarzyło.

Rok minął, dotyk bliskich to coś ważnego

A życie się tylko słodko przyśniło.

Skończyło...

Dezerter

Czasami siada obok mnie,

Zagląda oczami skośnymi jak kot

Tak doskonale tyle o mnie wie,

że wstaje i wskakuje na czarny płot.

Urodził się wtedy, gdy ja wyszłam z czerni.

Gdy mama karmiła on też ze mną jadł.

Nauczył mnie byśmy na świat byli bierni

i ostatnie światło w mych oczach skradł.

Dziś przyszedł ten dzień - czas rozstania -

Oczy zamknął nie żegnając się.

Już nie ma łez i cichego łkania,

Rozumiem już kogo pozbyłam się.

Oddaję go - jest już cały siny,

Lekarz pociesza, że nie z mojej winy,

W ustach deficyt upragnionej śliny,

W głowie mamroczą zaspane rymy.

Żegnaj. Odejdź spokojny mój brachu.

Będę żyć w barwach, bez Ciebie -

Strachu.

Strzał

Stereotypy, konstrukcja świata.

Mapy przeżyć toną - strata...

Kobiety kochają łobuzów raczej

niż dobrych facetów...?

Inaczej.

Gdy jesteś wierzący, Bóg Cię kocha,

Gdy chodzisz na Mszę to istna radocha...

Lecz najbardziej kocha tych co źli byli

I się po prostu nawrócili...

A Ty?

Co z Tobą?...

Dwoje ludzi, dusz i serc

Potrafią wymierzyć miecz.

Łączy ich żyła w mózgu, myśli te same

Budzenie się o wspólnych porach nad ranem...

Mówisz, że jest Twoim przyjacielem,

A nie zainteresujesz się jego problemem.

Istnieniem!

Mężczyźni zdradzają, na każdym kroku,

Lubią z prostej lini skoczyć do boku.

Każdy z nich nie odpuści okazji.

Serio?

Wystarczy mieć troszkę wyobraźni...

Człowiek, płeć, uczucia, dusza

Miłość, gniew, życie rozkrusza.

Strzał

Strzał. Nie jeden, wiele.

Myśli na przedzie, w spokoju i gniewie.

Broń na biodrze, broń na ustach,

W sercu krew, krew na chustach.

Strach, że każde inne zachowanie

To wady rozwoju, nie jego wahanie.

Niezależne ode mnie,

Nie mam wpływu.

Wiją się niczym węże na kiju.

Co rusz ten strzał przeszywa mój mózg,

Rozdrabnia go coraz mocniej już.

Niedługo pokruszy go jak lód.

Niedługo i mnie zabraknie znów słów.

Dziekuję wszystkim, którzy są ze mną każdego dnia.