Lilo i Stich. Biblioteczka przygody. Disney - Kiki Thorpe

Kup ebooka

22.00 zł
18.70 zł (17,54 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Głuchy pomruk poniósł się po pogrą­żo­nej w pół­mroku sali posie­dzeń Rady Galak­tycz­nej. Wszyst­kie fotele były zajęte. Zasia­da­jące w nich stwo­rze­nia wszel­kich kształ­tów i roz­mia­rów żywo dys­ku­to­wały szep­tem. Dyplo­maci z każ­dej pla­nety w galak­tyce zostali wezwani do głów­nej sie­dziby Fede­ra­cji Galak­tycz­nej na pla­ne­cie Turo, aby wziąć udział w roz­pra­wie, która miała się zaraz roz­po­cząć. Gwał­tow­nie odwró­cili głowy, gdy na śro­dek sali wyszła wysoka postać.

Snop jaskra­wego świa­tła oświe­tlił pocią­głą twarz Prze­wod­ni­czą­cej Rady, która stała na czele Fede­ra­cji. Wysoka, szczu­pła i dłu­go­szyja, ubrana w długą szatę z fan­ta­zyj­nym koł­nie­rzem przy­po­mi­na­ją­cym rogi jele­nia, wzbu­dzała respekt. Powio­dła groź­nym wzro­kiem po sali i wszy­scy natych­miast uci­chli.

-?Akt oskar­że­nia, pro­szę -?zwró­ciła się do kapi­tana, dzie­się­cio­me­tro­wego olbrzyma, który stał u jej boku.

Kapi­tan Gantu pochy­lił ogromną głowę.

-?Dok­tor Jumba Jookiba, czo­łowy nauko­wiec Galak­tycz­nego Resortu Obrony - zagrzmiał -?wezwany przed Radę Galak­tyczną pod zarzu­tem nie­le­gal­nych eks­pe­ry­men­tów na kodzie gene­tycz­nym!

Jumba Jookiba, pulchny fio­le­towy obcy w labo­ra­to­ryj­nym kitlu, stał na dysku uno­szą­cym się nad posadzką pośrodku sali. Ner­wowo łypał swo­imi czte­rema oczami na lewo i prawo.

-?Co na to oskar­żony? -?zapy­tała Prze­wod­ni­cząca Rady.

-?Ja nic nie zro­bi­łem! -?padła odpo­wiedź. -?Moje eks­pe­ry­menty są natury czy­sto teo­re­tycz­nej i jako takie cał­kiem legalne.

W tym momen­cie do sali wle­ciała opan­ce­rzona kap­suła. Zasia­da­jący w fote­lach obcy pochy­lili się do przodu, żeby lepiej widzieć. Meta­lowe płyty się roz­su­nęły, uka­zu­jąc kolejne coraz mniej­sze komory, aż pozo­stała już tylko poje­dyn­cza skrzy­nia, która uno­siła się na dysku pośrodku sali.

Prze­wod­ni­cząca Rady obrzu­ciła naukowca lodo­wa­tym spoj­rze­niem.

-?Oba­wiamy się, że w ich wyniku coś powstało.

-?Ja miał­bym coś stwo­rzyć? -?prych­nął Jumba. -?To byłoby wysoce nie­od­po­wie­dzialne i nie­etyczne. Coś takiego, że ja...

Skrzy­nia się otwo­rzyła i przed­sta­wi­ciele pla­net wbili wzrok w jej zawar­tość. Roz­le­gły się okrzyki zdu­mie­nia.

-?...no naj­wy­żej jed­nego -?przy­znał z ocią­ga­niem Jumba.

Na pod­ło­dze pod szkla­nym klo­szem kulił się mały nie­bie­ski stwo­rek w poma­rań­czo­wym kafta­nie. Miał sześć łap, duże uszy i sze­reg kol­ców na grzbie­cie. Wyglą­dał jak dzi­waczna krzy­żówka owada, nie­to­pe­rza i jeżo­zwie­rza. Przy­ci­snął nos do szkła, by z zacie­ka­wie­niem przyj­rzeć się zgro­ma­dzo­nym w sali. Wtem jego wargi roz­chy­liły się w groź­nym uśmie­chu, a z pasz­czy wyj­rzały ostre żółte zębi­ska.

Stwo­rek obró­cił się w klo­szu, po czym zaczął dłu­bać szpo­nia­stymi łap­kami przy zamku. Kiedy uświa­do­mił sobie, że nie zdoła się wydo­stać, zaczął sztur­mo­wać szklaną ścianę, by ją prze­bić.

-?Co to za wybryk natury? -?zapy­tał kapi­tan Gantu.

-?Wybryk natury? -?obu­rzył się Dok­tor Jumba. -?To, co tutaj widzi­cie, to jest zalą­żek nowego gatunku. Nazwa­łem go: Obiekt numer 626!

W oczach uczo­nego poja­wił się błysk sza­leń­stwa, gdy opi­sy­wał swoje dzieło:

-?Nie­straszne mu kule ani ogień, a myśli szyb­ciej niż naj­szyb­sze kom­pu­tery. Widzi w naj­głęb­szym mroku i pod­nosi cię­żary trzy tysiące razy cięż­sze od niego. Jego jedyne pra­gnie­nie to... znisz­czyć wszystko, czego się dotknie! Ha, ha, ha, ha, ha, ha!

Obłą­kań­czy śmiech Jumby w końcu ucichł. W sali zapa­dła zło­wroga cisza. Oczy wszyst­kich były skie­ro­wane na Obiekt 626.

-?Więc to potwór -?stwier­dziła Prze­wod­ni­cząca Rady.

-?E tam, taki malutki... -?zapew­nił pospiesz­nie Jumba.

-?To obraża prawa natury! -?zabrał głos kapi­tan Gantu. -?Trzeba się tego pozbyć!

-?Spo­koj­nie, kapi­ta­nie Gantu -?odparła Prze­wod­ni­cząca. -?Może jest inne wyj­ście.

Spoj­rzała na nie­bie­skiego stworka.

-?Obiek­cie 626, prze­ko­naj nas, że drze­mią w tobie pier­wiastki dobra.

Obecni wstrzy­mali oddech. Obiekt 626 pochy­lił głowę, jakby inten­syw­nie zasta­na­wiał się nad odpo­wie­dzią. Następ­nie odkaszl­nął.

-?Meega nala KWE­ESTA! -?zawo­łał.

Po zgro­ma­dze­niu prze­to­czył się jęk wzbu­rze­nia. Nie­któ­rym zro­biło się słabo, a inni nawet zwy­mio­to­wali. Nawet Prze­wod­ni­cząca Rady była wstrzą­śnięta.

-?Jak można?! -?rze­kła, krzy­wiąc się ze zgor­sze­nia.

-?Ja go tego nie nauczy­łem! -?zapew­nił Jumba.

Kapi­tan Gantu nie zamie­rzał zno­sić tego dłu­żej.

-?Zabrać tego sta­rego idiotę do celi! -?ryk­nął, wska­zu­jąc na uczo­nego.

Nad dys­kiem, na któ­rym stał uczony, poja­wił się klosz. Dok­tor Jookiba został uwię­ziony.

-?Wolał­bym okre­śle­nie "dia­bo­liczny geniusz!" -?zawo­łał, gdy kap­suła zaczęła się opusz­czać.

Prze­wod­ni­cząca Rady prze­nio­sła wzrok na Obiekt 626.

-?Ta odra­ża­jąca kre­atura to płód cho­rego umy­słu. Musimy się jej pozbyć - stwier­dziła. -?Kapi­ta­nie, pro­szę to zabrać.

-?Z roz­ko­szą -?odparł dowódca floty, strze­lił pal­cami i pod­szedł do klo­sza, pod któ­rym był uwię­ziony Obiekt 626.

Rozdział 2

Błękitne pło­mie­nie buch­nęły z sil­ni­ków Dur­gona, fla­go­wego trans­por­towca Fede­ra­cji. Pojazd wyru­szył w drogę.

W prze­dziale wię­zien­nym dwóch uzbro­jo­nych straż­ni­ków, zde­cy­do­wa­nych w razie potrzeby użyć broni, umie­ściło pan­cerną kap­sułę z Obiek­tem 626 w module sufi­to­wym. Następ­nie jeden z nich ostroż­nie wbił strzy­kawkę za uchem stwo­rze­nia i pobrał próbkę krwi. Podał ją porucz­ni­kowi nazwi­skiem Sledge, obcemu o młot­ko­wa­tej gło­wie ubra­nemu w nie­bie­ski mun­dur, a ten umie­ścił ją w apa­ra­tu­rze. Wtem w kie­runku Obiektu 626 odwró­ciły się dwa działka.

-?Co, nie­wy­god­nie? I dobrze! Ska­zano cię na bani­cję. Resztę życia spę­dzisz na pustym mete­orze, więc spo­koj­nie, zre­lak­suj się. I żad­nych głu­pich pomy­słów! -?poin­for­mo­wał stworka kapi­tan Gantu. -?Te działka są nasta­wione na twój pro­fil gene­tyczny. Nie strzelą do nikogo poza tobą!

Bez ostrze­że­nia stwo­rek wbił zębi­ska w palec kapi­tana, któ­rym ten wyma­chi­wał mu przed nosem.

-?O żeż ty! -?wark­nął Gantu, gwał­tow­nie cofa­jąc rękę.

Się­gnął po pisto­let lase­rowy i wymie­rzył go w Obiekt 626.

-?Ekhm... -?Porucz­nik zakasz­lał zna­cząco. -?Pan kapi­tan pozwoli, że przy­po­mnę o regu­la­mi­nie.

Bur­cząc pod nosem, Gantu scho­wał broń.

-?Zabez­pie­czyć celę -?roz­ka­zał.

-?Tak jest -?odparł porucz­nik.

Kiedy dowódca odszedł, cięż­kie meta­lowe wrota zamknęły się z hukiem. Gantu wszedł na mostek kapi­tań­ski i usiadł w fotelu dowódcy.

-?Cała naprzód -?rzu­cił.

Eska­dra stat­ków eskor­to­wych włą­czyła świa­tła i zajęła stra­te­giczne pozy­cje wokół Dur­gona.

Kon­wój wyru­szył w drogę przez roz­gwież­dżoną galak­tykę. Kapi­tan wpa­try­wał się w ugry­ziony palec, po czym pochy­lił się do ster­ni­ków i zanie­po­ko­jony zapy­tał:

-?Słu­chaj­cie, dostanę od tego zaka­że­nia?

Obiekt 626 rozej­rzał się dookoła ze swo­jego wię­zie­nia. Z pyszczka zwi­sała mu strużka śliny. Zatrzy­mał wzrok na dział­kach, które dokład­nie śle­dziły każdy ruch wiszą­cej na jej końcu kro­pelki. Nagle 626 wessał ją z powro­tem. Działka gwał­tow­nie się pode­rwały. 626 znowu wypu­ścił strużkę śliny i wessał ją z powro­tem. Świetna zabawa!

-?Co znowu? -?żach­nął się porucz­nik Sledge.

Nie­spo­dzie­wa­nie 626 nabrał powie­trza i posłał w powie­trze soczy­stą plwo­cinę. Działka bły­ska­wicz­nie podą­żyły za celem i wypluły z sie­bie serię gło­śnych wystrza­łów. Kiedy dym znik­nął, porucz­nik stał przy­party do drzwi na samej kra­wę­dzi otworu wypa­lo­nego przez lasery. 626 wyszcze­rzył się w zło­wiesz­czym uśmie­chu i splu­nął ponow­nie.

Tym razem ślina wylą­do­wała na czapce ofi­cera. Działka wyce­lo­wały w jego czoło. Na moment Sledge znie­ru­cho­miał wpa­trzony w lufy, po czym rzu­cił się na pod­łogę. Czapka zawi­sła w powie­trzu, a z luf buch­nęła lase­rowa smuga. Z nakry­cia głowy porucz­nika, a także z drzwi, o które opie­rał się przed chwilą, zostały żało­sne resztki.

Odgłos wystrza­łów poniósł się echem po statku, a na mostku roz­bły­sły świa­tła alar­mowe i zawyły syreny.

-?Jest na pokła­dzie C! -?zawo­łał pierw­szy ofi­cer.

-?Odciąć go! -?roz­ka­zał kapi­tan Gantu.

Roz­kaz jed­nak padł kilka sekund za późno. Obiekt 626 uwol­nił się z kap­suły i spadł na pod­łogę. Działka wyce­lo­wały w niego i otwo­rzyły ogień, ale stwo­rek, osła­nia­jąc się pokry­wami kap­suły niczym tar­czą, pobiegł do opan­ce­rzo­nych wrót. Gdy tam dotarł, odrzu­cił osma­lone bla­chy i sko­czył, aby wsu­nąć pazury pod grodź. W ostat­niej chwili!

-?Zezwa­lam na uży­cie siły! Strze­lać bez ostrze­że­nia! -?zabrzmiał w gło­śni­kach głos kapi­tana.

Przy akom­pa­nia­men­cie potwor­nego zgrzytu Obiekt 626 mozol­nie uniósł pan­cerne wrota, prze­mknął przez próg i ruszył kory­ta­rzem, ale tam natknął się na oddział uzbro­jo­nych straż­ni­ków.

-?Mamy go! -?zawo­łał dowódca.

Żoł­nie­rze naci­snęli spu­sty. Zwin­nie uni­ka­jąc ostrzału, 626 zerwał osłonę naj­bliż­szego prze­wodu wen­ty­la­cyj­nego i zanur­ko­wał do środka. Dep­cząc mu po pię­tach, dowódca straży puścił za ucie­ki­nie­rem salwę z lasera, ale Obiekt 626 zdą­żył się ukryć w szy­bie wen­ty­la­cyj­nym.

-?Grupa inter­wen­cyjna! Łapać go! -?zawo­łał dowódca straż­ni­ków do radio­te­le­fonu.

Na mostku kapi­tan i jego załoga spoj­rzeli na sufit. Docho­dziły stam­tąd trza­ski i łomo­ta­nia. Gantu szybko stra­cił cier­pli­wość, wycią­gnął pisto­let lase­rowy i wypa­lił w prze­wód tuż nad swoją głową. Wtem gniew na jego twa­rzy ustą­pił miej­sca prze­ra­że­niu...

-?Chce znisz­czyć gene­ra­tor...

W jed­nej chwili wszyst­kie świa­tła zga­sły, a sil­niki prze­stały pra­co­wać.

-?...mocy -?dokoń­czył Gantu.

Zapa­dła kom­pletna cisza. Po chwili prze­rwał ją pomruk sil­nika.

-?Co tym razem? -?zapy­tał ner­wowo komen­dant.

-?Chyba wła­śnie opu­ścił sta­tek -?odparł jeden ze ster­ni­ków.

Wtem... za oknem mignął czer­wony ści­gacz!

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki