?
Lila obudziła się bardzo wcześnie rano i poszła do sypialni rodziców. Wskoczyła do ich lóżka i szepnęła mamie do ucha:
- Mamo, wstawaj. Dzisiaj jedziemy z dziadkiem na grzyby. Jest już jasno.
Rozespana mama przetarła oczy, przeciągnęła się na łóżku i spojrzała na zegarek.
- Masz rację, pora wstawać. Musimy się spakować i pojechać po dziadka. Grzyby najlepiej zbierać z samego rana.
- A czemu?
- Żeby inni nas nie ubiegli. - Mama uśmiechnęła się i poszła do kuchni przygotować kanapki i herbatę do termosu.
W tym czasie Lila pobiegła obudzić tatę i braci.
- Chłopaki, wstawajcie! Jedziemy na grzyby! - Szturchała Mikołaja za ramię.
Michał niechętnie pomruczał, a Mikołaj nakrył głowę kołdrą. Kiedy nareszcie wstali, w domu zapanował poranny gwar.
Przy śniadaniu mama doradziła dzieciom, jakie ubranie będzie odpowiednie na leśną wyprawę.
- Włóżcie długie spodnie, bluzki z długimi rękawami i wygodne buty za kostkę. Ubranie musi nas chronić przed owadami i kleszczami, a wygodne buty pozwolą nam dłużej spacerować.
- Kleszcze, fuj! - Michał się wzdrygnął.
Kiedy dzieci pobiegły się ubrać, tata spakował do samochodu plecak z termosem i jedzeniem i trzy wiklinowe kosze na grzyby. W końcu ruszyli w drogę.
W domu dziadka było pełno niesamowitych przedmiotów. Dziadek uwielbiał zbierać wszystko, co wydawało mu się użyteczne: przeróżne narzędzia, sprężynki, baterie, a nawet puszki i butelki. Dzieciom bardzo podobały się młynek do kawy i dziadek do orzechów. Lila uwielbiała sypać kawę do młynka, kręcić korbką i mielić pachnące ziarna. Potem wyciągała drewnianą szufladkę i przesypywała ciemnobrązowy proszek do pojemnika. Następnie dziadek zalewał dwie łyżeczki zmielonej kawy gorącą wodą i parzył w szklance przykrytej spodeczkiem. Chłopcy natomiast lubili wkładać orzechy włoskie do ciężkiego, żeliwnego dziadka do orzechów i kręcić pokrętłem, aż rozlegał się głośny trzask rozłupanej skorupki. Potem starannie oddzielali orzechy od łupinek. Całej trójce najbardziej jednak podobała się szuflada, którą nazywali magiczną, bo ciągle pojawiały się w niej nowe cukierki. Dzieci mogły z niej wybierać swoje ulubione łakocie.
- Zobaczcie, co powinno się znaleźć w plecaku prawdziwego grzybiarza - powiedział dziadek. - Mamy tutaj scyzoryk, który ułatwi oczyszczenie znalezionych grzybów, kompas i mapę.
- A po co nam mapa? - zapytała Lila.
- Kiedy skupimy się na zbieraniu grzybów, możemy stracić orientację w terenie i się zgubić.
- Przecież mamy nawigację w telefonie mamy.
- A jak bateria się rozładuje w środku lasu? Albo nie będzie tam zasięgu? Wolę zaufać mapie i kompasowi - odparł dziadek.
- Co to jest kompas? - zapytał Michał.
- To urządzenie, które wskazuje kierunki świata. Popatrz. Ta igła działa jak magiczna strzałka, bo przyciąga ją Ziemia. Obraca się i zawsze jednym końcem pokazuje północ, a drugim południe - wytłumaczył dziadek. - Mam dla was coś jeszcze. To jest atlas grzybów. Pooglądajcie go sobie, żeby wiedzieć, czego szukać w lesie.
Lila przyglądała się z ciekawością wszystkim przedmiotom, które dziadek wkładał do plecaka, i nie mogła się doczekać swojej pierwszej wyprawy na grzyby.
Nareszcie wyruszyli. Dzieci przekrzykiwały się w samochodzie.