Wstęp
Wstęp
GROM - początki
Początek lat dziewięćdziesiątych XX wieku to dla Polski czas przeobrażeń
ustrojowych, ekonomicznych i społecznych. Rok 1990 był szczególnie
znamienny. Dynamika zmian w gospodarce, kulturze, społeczeństwie, a także odcinanie się od epoki komunizmu we wszystkich możliwych sferach
zaskakiwały ówcześnie żyjących - nie tylko w naszym kraju, ale i na
całym świecie. Sytuacja ta także nadspodziewanie sprzyjała ludziom z pomysłem, determinacją i jasną wizją. Sprzyjała ponadto powstawaniu
nowych idei oraz ich realizowaniu. Brak wielu ograniczeń formalnych,
organizacyjnych i prawnych powodował powszechne stosowanie zasady "co
nie jest zabronione, jest dozwolone". Korzystali z niej ludzie
nietuzinkowi.
Pierwszy solidarnościowy rząd - Tadeusza Mazowieckiego - reformował
gospodarkę, ale też położył podwaliny pod reformę resortów siłowych, tj.
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Ministerstwa Obrony Narodowej. 6
kwietnia 1990 roku premier doprowadził do przegłosowania w Sejmie
kontraktowym pakietu ustaw likwidujących Milicję Obywatelską, a powołujących na jej miejsce Policję. Utworzono Urząd Ochrony Państwa w miejsce Służby Bezpieczeństwa. Tego samego dnia Sejm ustanowił świętem
narodowym dzień 3 maja, znosząc jednocześnie święto 22 lipca. Zmiany te
były konieczne, by można było myśleć o nowoczesnym państwie i służbach
mających w przyszłości bronić bezpieczeństwa i suwerenności
Rzeczypospolitej Polskiej. Wiatr nadchodzących przemian odczuwano także
w resortach siłowych.
1990 to także rok, w którym 12 lipca wszedł do służby Tu 154-M numer
boczny 101, który potem rozbił się w katastrofie lotniczej 10 kwietnia
2010 roku w Smoleńsku; 13 lipca powołano zaś do życia Jednostkę Wojskową
GROM. Jej twórcą, pomysłodawcą oraz pierwszym dowódcą został ówczesny
pułkownik Sławomir Petelicki - oficer wywiadu służb cywilnych.
Jednostka od początku miała charakter tajny, a zasady jej
funkcjonowania, szkolenie, nabór żołnierzy - nazywanych w związku ze
specyfiką służby operatorami - były owiane tajemnicą. Ten w stu
procentach autorski projekt pułkownika Petelickiego, wspierany przez
jego ówczesnego przełożonego Gromosława Czempińskiego oraz szefa MSW
ministra Krzysztofa Kozłowskiego, był zupełnie nową jakością pośród
wszystkich służb ówczesnej RP. Można właściwie powiedzieć, że był także
unikatowy w skali całego postsowieckiego bloku. Wizja twórcy od początku
zakładała, że będzie to jednostka wyjątkowa, ponieważ przeznaczenie i zadania, do jakich została stworzona, należały do najbardziej
niebezpiecznych, a zarazem kluczowych dla strategicznych interesów
państwa.
Oczywiste było także, że siły zbrojne i służby odpowiedzialne za
ówczesne bezpieczeństwo RP nie miały jednostki, która mogłaby posłużyć
za wzorzec, by zatem stworzyć nowoczesną antyterrorystyczną jednostkę
wojskową, trzeba było sięgnąć po wzorce zachodnie. Istniejące wojskowe
jednostki specjalne, jak chociażby kompanie specjalne (56 KS, 48 KS czy
62 KS) czy 1 Batalion Szturmowy z Lublińca, rozbudowany później do 1
Pułku Specjalnego Komandosów, nie mogły stanowić inspiracji, gdyż
służyli w nich żołnierze służby zasadniczej, a to wypaczałoby ideę
profesjonalizmu, z którą według zamierzeń Petelickiego jego jednostkę by
kojarzono. Dodatkowo był on świadom ich niskiej jakości i braków
szkoleniowych, organizacyjnych, sprzętowych, a przede wszystkim -
niedostatków w zasobach ludzkich pomimo nierzadko zapału i zaangażowania
w szkolenie kadry i żołnierzy służby zasadniczej. Trzeba bowiem
pamiętać, że wyrobienie wysokich standardów i proces szkolenia w profesjonalnych siłach specjalnych to kwestia miesięcy i lat, służba
zasadnicza była natomiast ograniczona czasem i możliwościami.
Po wzorce jednostek sił specjalnych, które nie tylko funkcjonowały, ale
i miały udane operacje specjalne na całym świecie, trzeba było sięgnąć
za granicę. Dlatego też od początku funkcjonowania jednostki jej pierwsi
instruktorzy mieli doświadczenie bojowe oraz wywodzili się z amerykańskich i brytyjskich sił specjalnych, takich jak Zielone Berety,
Navy SEALs, Delta Force, 22 pułk Special Air Service, brytyjski Special
Boat Service. Dla pułkownika Petelickiego jasne było także, że samo
przekazanie wiedzy oraz doświadczenie instruktorów nie wystarczą do
osiągnięcia sukcesu. Kluczowe było posiadanie odpowiednich zasobów
ludzkich, osób zdolnych przejść ciężki i czasami śmiertelnie ryzykowny
trening, a także wdrożyć odpowiednie, bardzo wysokie standardy we
wszystkich obszarach funkcjonowania nowo powstałej jednostki. Takie
kompetencje jak skuteczne planowanie misji, przywództwo i dowodzenie,
nabór i selekcja przyszłych żołnierzy jednostki miały służyć
przygotowaniu operatorów o wysokich umiejętnościach indywidualnych,
walorach intelektualnych, których cechowało wysokie morale i motywacja.
Wszystkie te kwestie nie były przedmiotem zmartwień czy rozważań
większości ówczesnych pułkowników i generałów w MSW czy MON,
skupiających się raczej na poszukiwaniu lepszych i bardziej intratnych
stanowisk oraz dobrych relacji ze światem polityki czy rodzącego się
biznesu.
W 1990 roku rozpoczęto formowanie Jednostki Wojskowej GROM. Na czele,
jak już wspomniano, stanął pułkownik Sławomir Petelicki. Wcześniej
funkcjonariusz Departamentu I MSW - wywiadu cywilnego PRL, dyplomata w Wietnamie Północnym i Chinach, pracował w Konsulacie Generalnym w Nowym
Jorku, pełnił funkcję I sekretarza Ambasady w Szwecji. Ciśnie się więc
na usta pytanie: dlaczego za powołaniem do życia jednostki wojskowej
stał ktoś z wywiadu, ze służb, a nie z wojska? Odpowiedź jest bardzo
prosta. Po czterdziestu latach za żelazną kurtyną każdy powołany do
jednostki żołnierz najbardziej - poza nowatorskim szkoleniem i nowoczesnym uzbrojeniem - potrzebował jednego: zmiany mentalnej.
Pułkownik Petelicki doskonale o tym wiedział. Wiedział, jak to jest stać
w kolejce po przysłowiowy papier toaletowy w Alejach Jerozolimskich w Warszawie, ale wiedział też, jak to jest przebierać w dżinsach na Piątej
Alei w Nowym Jorku. Mieszkał i pracował na tak zwanym Zachodzie i zdawał
sobie sprawę ze specyfiki naszej polskiej mentalności oraz potrzeby
zmienienia jej u każdego, kto chciał przeskoczyć "PRL-owski mur".
Gdyby w tamtym czasie taki rozkaz dostał któryś z pułkowników, a tym
bardziej generał, zrobiłby to prawdopodobnie po wojskowemu, czyli tak,
jak nakazywały to ówczesne przepisy i regulaminy. Pojechałby z rozkazem
ministra do jednej z jednostek wojskowych, przebrałby tamtejszych
żołnierzy w nowe mundury, na głowę wcisnął nowe berety, do rąk włożył
nowe zachodnie karabiny, ustawił wszystkich w szeregu na baczność i odczytał rozkaz o nowo powołanej jednostce komandosów. Zebrane na placu
apelowym wojsko krzyknęłoby chórem: "Ku chwale ojczyzny, panie
generale!" - i mielibyśmy nową starą jakość. Czy bowiem świeże mundury,
nowoczesna broń i nazwa uczyniłaby z nich ewenement? Uwierzcie, że nie.
Oficer wywiadu, znając naszą mentalność, nasze przywary, kompleksy i słabości, wiedział, że poza zmianą mundurów i uzbrojenia potrzebna jest
zmiana myślenia młodych ludzi, i to na tym fundamencie rozpoczął
budowanie firmy pod nazwą GROM. Petelicki, zabierając się do tej roboty,
nie wiedział na sto procent, jak to się skończy, na pewno jednak miał
wizję, był zdeterminowany oraz pełen optymizmu i wiary. Przewidywał,
jakie czekają go wyzwania, i znając polskie realia, sukcesu nie mógł
oczywiście być pewny. Budując jednak od podstaw jednostkę, postępował
jak śmiały i zdecydowany człowiek, nie oglądał się na ówczesne
standardy, miał sprecyzowane marzenie, które pozwoliło mu zostać
prekursorem czegoś, czego jeszcze nie było.
Śmiałym ludziom często sprzyja szczęście zgodnie z mottem 22 Pułku SAS:
Who dares wins (Kto się odważy, ten wygrywa). Tak też było w tym
przypadku. Po operacji Samum (ściśle tajnej ewakuacji funkcjonariuszy
instytucji wywiadowczych USA, przeprowadzonej przez polski wywiad w Iraku w 1990 roku), której dowódcą był generał Gromosław Czempiński,
nastał dla Polski dobry czas. Dotarł powiew świeżego powietrza z Zachodu. Ziarno Petelickiego padło na podatny grunt tu w Polsce w czasie, gdy Amerykanie chcieli się odwdzięczyć. Do nowo pozyskanych
przyjaciół, a dawniej przeciwników Czempiński z Petelickim polecieli za
ocean już w innej roli. W ręku dzierżyli listy uwierzytelniające, ale to
nie one im otworzyły drzwi, lecz ich profesjonalna postawa z dawnych
lat... i to, co niedawno wydarzyło się w Iraku. Tym razem nie musieli
udawać kogoś innego, byli podejmowani jak cisi bohaterowie. Po formalnym
spotkaniu z oficjelami amerykańskich służb, na którym panowała dość
sztywna atmosfera, zasiedli wieczorem przy drinku, oceniając całodniowe
rozmowy dość szorstko: nic tu po nich, raczej nic z tego nie będzie...
Amerykanie, jak to Amerykanie, poklepali Polaków po ramieniu, głośno
pochwalili, że good job... Nie mając nic zaplanowanego na drugi dzień,
Polacy zakończyli noc w hotelowym barze. Nie spodziewali się zwrotu
akcji. Tymczasem następnego dnia obudziło ich stanowcze pukanie do
drzwi... Po otwarciu ich w progu ujrzeli kilku dżentelmenów, którzy weszli
nieproszeni i zasłonili okna. Przy drzwiach została obstawa, włączono
jakieś zagłuszające urządzenie i oświadczono: "Poza bronią, poza nowym
uzbrojeniem, łącznością, logistyką... dostaniecie od nas coś o wiele
bardziej wartościowego, dostaniecie od nas know-how, tylko obiecajcie,
że tego nie spieprzycie...". Nie spieprzyli (słowa z bezpośredniej rozmowy
z generałem Czempińskim).
Plan Petelickiego był od razu o wiele szerszy. Doświadczenie wywiadowcze
oraz umiejętności analityczne podpowiadały pułkownikowi, że skorzystanie
ze wzorców zachodnich ma nie tylko służyć wyszkoleniu personelu
jednostki GROM, ale też umożliwić w przyszłości wspólne ćwiczenia oraz
wspólne działanie i powadzenie operacji. Założenie to spełniło się już w 1994 roku, podczas operacji Uphold Democracy w Republice Haiti, oraz w kolejnych latach.
W ważnych i kluczowych momentach historii nagle okazywało się, że GROM
jest jedyną jednostką zdolną do operowania właściwie w każdym miejscu na
świecie oraz mogącą współpracować z naszymi sojusznikami (Kosowo 2000,
Afganistan 2002, Kuwejt 2002/2003, Irak 2003-2004). Dzięki utrzymywaniu
stałej wysokiej gotowości bojowej (osoby na dyżurze bojowym miały 15
minut na stawienie się w jednostce po ogłoszeniu alarmu, reszta zaś dwie
godziny, przy czym dziś nawet taki czas gotowości nie leży w sferze
marzeń jednostek MON czy MSW) jednostka była w stanie przemieścić się ze
sprzętem i wyposażeniem osobistym do działań antyterrorystycznych w każdy rejon w celu prowadzenia działań. Zapewnić tylko trzeba było
przerzut.
Oczywiste więc było, że rozwiązania szkoleniowe związane z procedurami
naboru, sposobami planowania oraz właściwie wszystkie inne obowiązujące
w ówczesnych Siłach Zbrojnych RP nie mogły być zastosowane. Biurokracja,
niekompetencja, trzymanie się bezsensownych przepisów (i brak chęci do
ich zmiany), strach przed wychyleniem się z jakimś pomysłem czy
inicjatywą oraz ogólnie preferowana bierność instytucji powodowały, że
tylko ktoś o wyjątkowo silnych cechach przywódczych, wyczuciu sytuacji i inteligencji mógł zrealizować zadanie. Tym człowiekiem okazał się
pułkownik Sławomir Petelicki. Oficer mający klarowną wizję oraz plan,
jak ją zrealizować. Dzięki porzuceniu od razu wszystkich przepisów
ograniczających w jakikolwiek sposób możliwości szkolenia oraz działania
przekroczył wszystkie standardy i normy, jakie ówcześnie obowiązywały.
Koncepcyjnie i organizacyjnie Jednostka Wojskowa 2305 GROM nie mieściła
się w żadnych standardach MSW i MON, co budziło i podziw, i strach, i złość wśród większości urzędników powyższych resortów. Przepisy
ograniczające możliwości szkolenia i działania musiały zostać odsunięte
na bok, pomimo że obowiązywały oficjalnie w wojsku, jednostka ich po
prostu nie przestrzegała. Jak to możliwe? Tylko dzięki silnemu
przywództwu, dużej determinacji oraz poświęceniu służących w jednostce
żołnierzy, którzy niejednokrotnie musieli wykazywać się nie lada
umiejętnościami, ale także sprytem oraz pomysłowością, by nie popaść w konflikt z urzędnikami oraz prawem.
Case study. Ćwiczenia DAGGER 1, 1998
Schyłek XX wieku to także czas, gdy pułkownik Petelicki, świadom wyzwań
i zmian, jakie zachodzą na świecie i w Polsce, zaczął przygotowywać GROM
do wejścia w struktury MON. Dlatego też zaczynał otwierać się na inne
jednostki, szukając w nich potencjalnych partnerów do współpracy na
przyszłość. W 1998 roku wspólnie z Amerykanami zorganizował ćwiczenia.
Oprócz JW 2305 zaangażowane w nie były wybrane jednostki Wojska
Polskiego, w tym 1 Pułk Specjalny z Lublińca oraz Wojskowe Służby
Informacyjne - jako element wsparcia wywiadowczego i informacyjnego.
Były to pierwsze ćwiczenia, podczas których zaproszony komponent 1 PS
realizował zadania na korzyść JW GROM oraz Amerykańskich Sił Specjalnych
(US SOF). Ze strony tych ostatnich w ćwiczeniach brały udział osoby z 10
Grupy SOF stacjonujące w Stuttgarcie w Niemczech, DELTA FORCE oraz
amerykański komponent lotniczy wspierający działania US SOF.
Podczas organizowanych na poligonie w podwarszawskim Rembertowie
warsztatów ćwiczące jednostki prezentowały nie tylko sprzęt, jaki
posiadały, ale przede wszystkim taktykę, jaką stosowały w działaniach.
Obserwowano samo działanie taktyczne, rzucały się też w oczy różnice w sprzęcie i wyszkoleniu, jakie dzieliły uczestników z różnych jednostek.
Znamienne było to, że komponent z Lublińca, dowodzony przez oficera z 1
PS (w przyszłości wysokiego rangą żołnierza wojsk specjalnych), jako
jedyny z biorących udział w warsztatach jednostek nie był w stanie
pokazać, jak taktycznie pokonać otwarty odcinek drogi, wykorzystując
uwarunkowania terenowe oraz wzajemne ubezpieczenie. Pomimo braku
związków z 1 PS było wszystkim po prostu wstyd jako żołnierzom. Ta
drobna wpadka uświadomiła wszystkim całą mierność tak zwanych jednostek
specjalnych, którymi dysponowało ówczesne Wojsko Polskie. Brak
podstawowej wiedzy i umiejętności taktycznych porażał. Jedyna taktyka,
jaką realizowano, to marsz z plecakiem, a najlepiej bieg. Był to kolejny
dowód na to, że GROM, w którym służyliśmy, wyprzedzał pozostałe
jednostki Wojska Polskiego o dekady. Niestety ta siła naszej jednostki
dla większości generałów była bardzo bolesna, budziła zawiść, a to
wywoływało różnego rodzaju próby deprecjonowania jej lub nawet
zlikwidowania. Historia okazała się okrutnie przewrotna: największymi
"sojusznikami" trwania naszej jednostki stali się islamscy terroryści,
którzy atakując dwie wieże w Nowym Jorku 11 września 2001 roku,
zapewnili jej swego rodzaju nietykalność oraz nakłady finansowe na
utrzymanie i dalszy rozwój. Stanowiła ona bowiem element globalnej wojny
z terroryzmem w następnych latach.
Nabór i selekcja
Jednostka 2305 GROM jako pierwsza w historii Wojska Polskiego i historii
jednostek podległych MSW stosowała proces naboru, który nie polegał na
obsadzaniu stanowisk etatowych osobami zaproponowanymi przez Departament
Kadr - aktywnie poszukiwano natomiast kandydatów do służby o określonych
cechach, wiedzy i umiejętnościach, a następnie poddawano ich
wieloetapowej selekcji. Takie podejście do polityki kadrowej było rzeczą
wyjątkową i niespotykaną w latach dziewięćdziesiątych.
Już pierwszy kontakt z jednostką ujawniał potencjalnym kandydatom
niestandardowość jej funkcjonowania. Co niezwykłe, do służby w jednostce
mogli aplikować także kandydaci z innych służb i instytucji (nie było to
zbyt popularne ówcześnie w Wojsku Polskim), ale także ludzie zupełnie
niezwiązani z mundurem - cywile.
Założenie pierwszego dowódcy GROM-u było dosyć proste. Sprawność
fizyczna i intelektualna, poparta silną motywacją oraz poświęceniem i zaangażowaniem, jak również najzwyklejsza uczciwość w codziennym
postępowaniu to najważniejsze cechy, jakie powinien mieć kandydat do
służby. Jeżeli okażą się wystarczająco silne, to reszta koniecznych cech
powinna się dać wykształcić w trakcie treningu oraz ćwiczeń. Testy
psychologiczne, psychotechniczne, sprawdziany sprawności fizycznej stały
się podstawowymi narzędziami do weryfikacji kandydatów do służby w pionach bojowych GROM-u. Ostatnim aktem naboru była zaś tak zwana
selekcja, odbywająca się w Bieszczadach. Polegała na kilkudniowym
marszu, podczas którego uczestnika spotykały każdego dnia inne
"przygody". Część tego sprawdzianu stanowił po prostu marsz mający
doprowadzić do rezygnacji tych, którzy nie wytrzymują fizycznie i psychicznie takiego obciążenia. Dodatkowo w kolejnych dniach uczestnicy
wykonywali różnorakie zadania, a ich niewykonanie powodowało zakończenie
procesu naboru dla kandydata. Ostatni etap to tak zwany maraton,
polegający na pokonaniu ponadczterdziestokilometrowej trasy po górach w jak najkrótszym czasie. Najczęściej około 10% uczestników, którzy
zostali dopuszczeni do selekcji, kończy ją z pozytywnym wynikiem, co
oczywiście nie oznacza, że zostaną oni zatrudnieni w jednostce. Co
również stanowiło nowość, na sam koniec selekcji czekała kandydatów
rozmowa z dowódcą. Ten element to przede wszystkim pewnego rodzaju
podziękowanie za włożony trud oraz wyrażenie szacunku dowództwa i jednostki wobec kandydatów, którzy ukończyli selekcję.
Kurs podstawowy
Po przyjęciu w szeregi jednostki kandydatów na członków zespołów
bojowych czekał kolejny etap weryfikacji przydatności do służby. Kurs
podstawowy operatorów zespołów bojowych, ostatecznie weryfikujący
kandydatów, którzy przeszli selekcję. To nic innego jak szkolenie we
wszystkich najważniejszych obszarach (strzelanie, taktyka, łączność,
planowanie, szkolenie medyczne i pirotechniczne oraz fizyczne i walka
wręcz) przez dwanaście miesięcy od wczesnego poranka do wieczora.
Głównym jego celem jest przede wszystkim wyszkolenie operatorów, ale nie
ma co ukrywać, jest to także kolejny etap weryfikacji przydatności do
służby w jednostce. Wyczerpujące treningi z taktyki, strzelania,
szkolenie fizyczne, marsze, biegi, przebywanie w tym samym otoczeniu
oraz bezwzględna dyscyplina bardzo szybko weryfikują wytrzymałość
fizyczną, psychiczną i odporność na stres.
Cechy związane z umiejętnościami planowania i prowadzenia działań to nie
wszystko. Szkoleni obserwowani są pod kątem zaangażowania w trening,
skłonności do pomagania innym członkom zespołu, umiejętności współpracy
oraz dowodzenia i przywództwa. Obserwacja tych wszystkich elementów i ich ocena mają decydujący wpływ na końcowy wynik kursanta i jego
ostateczną kwalifikację do struktur zespołów bojowych.
W historii jednostki znajdziemy wiele przykładów na to, że następcy
generała Petelickiego często próbowali zmieniać system naboru i szkolenia obowiązujący kandydatów na operatorów zespołów bojowych.
Zawsze jednak wywoływało to powszechne oburzenie oraz sprzeciw wśród
tych, którzy przeszli cały proces, oraz dowódców zespołów bojowych.
Oburzenie wynikało z wielu względów, przede wszystkim natury etycznej
oraz związanych z aspektem bezpieczeństwa operatorów. Tylko ci, którzy
przeszli wszystkie etapy naboru, selekcji i szkolenia, mieli w pełni
świadomość tego, dlaczego konieczne są te wszystkie elementy: jak ważne
jest to dla całości sprawnego funkcjonowania jednostki oraz
bezpieczeństwa operatorów już działających w strukturach zespołów
bojowych. To właśnie tu jak nigdzie indziej powiedzenie, że łańcuch jest
tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo, ma szczególne znaczenie i wydźwięk.
Wraz z odejściem generała Petelickiego w 1999 roku oraz przejściem JW
2305 w struktury MON w większości przychodzący dowódcy zupełnie nie
pasowali do jednostki. Nie rozumieli jej oraz jej specyfiki. Dla nich
była to tylko trampolina do następnych awansów albo po prostu odejścia
na emeryturę z bardzo wysokiego stanowiska, ewentualnie możliwość
pokazania się wśród innych dowódców MON. Nie byli w stanie wnieść nowej
jakości do jej działania, za to mogli bardzo zaszkodzić. Dlatego
błogosławieństwem byli ci, którzy w swojej bierności i oczekiwaniu na
kolejne awanse nie psuli za wiele. Wtedy także jak na dłoni można było
zobaczyć, czym jest brak przywództwa (strach przed brakiem uregulowań w zakresie szkolenia powodował, iż czasami zawieszano je na wiele
miesięcy). Niestety, bycie dowódcą nie zawsze oznacza bycie jednocześnie
przywódcą i liderem, a to chyba jedna z najważniejszych lekcji, jaką dał
jednostce generał Petelicki, który bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę
następcom. Tymczasem większość z nich nie podjęła próby jej
przeskoczenia, zdolni byli ewentualnie do przejścia pod nią lub prób jej
zrzucenia.
Planowanie
Nową jakością, także na skalę Wojska Polskiego, był proces planowania. W latach dziewięćdziesiątych obowiązujące rozwiązania nie obejmowały
narzędzi do planowania jakichkolwiek działań antyterrorystycznych. Były
tylko instrukcje, które mówiły, jaki jest układ rozkazu bojowego oraz co
powinien zawierać. Nie było podziału ról oraz określenia, kto za co
odpowiada - zasadniczo za wszystko odpowiadał dowódca. Planowanie
działań antyterrorystycznych w takich sytuacjach, jak na przykład atak
na samolot, metro, pociąg czy autobus, było całkowicie poza sferą
wyobrażeń ówczesnych dowódców ogólnowojskowych. Nie rozważano w ogóle,
że w tego typu obiektach mogą być kiedykolwiek prowadzone akcje wojska
czy policji, ponieważ nie funkcjonowały procedury udziału żołnierzy w działaniach antyterrorystycznych WP w kraju. Nie istniały zatem procesy
czy procedury, które by określały, jak należy zorganizować i zaplanować
działania przeciw terrorystom.
W związku z tym od samego początku zdecydowano, iż model planowania
obowiązujący w GROM-ie będzie wzorowany na najlepszych rozwiązaniach
amerykańskich i brytyjskich sił specjalnych. Ostatecznie po wielu latach
zaadaptowano proces planowania oparty na MDMP2 (Military Decision
Making Process - Wojskowy Model Podejmowania Decyzji) oraz modelu sił
specjalnych USA3 (Special Forces Detachment Mission Planning
Process - Proces Planowania Misji Sił Specjalnych). Oczywiście oba
procesy są w pełni spójne, a tylko ten stosowany w siłach specjalnych
wiąże się ze specyfiką ich działania oraz wykonywanych zadań. MDMP to
proces oparty na dwóch fundamentach: umiejętności rozwiązywania
problemów4 i krytycznego myślenia5. Oprócz tych
dwóch filarów ważne jest także to, że planowanie to proces, który wymaga
pracy zespołowej: każdy ma wyznaczoną rolę, a cały wysiłek skupiony jest
na osiągnięciu założonego celu - wypracowaniu rozwiązania ostatecznego,
optymalnego, wykonywanego posiadanymi siłami z zachowaniem ekonomii sił
i środków. To także proces, w którym wykorzystuje się równocześnie i wiedzę, i doświadczenie.
Umiejętność rozwiązywania problemów jest kluczową kompetencją każdego
operatora sił specjalnych. Dokładne zidentyfikowanie i rozpoznanie
sytuacji w czasie dynamicznych działań oraz zmieniającego się szybko
otoczenia decyduje bardzo często o powodzeniu misji. Działanie w sposób
usystematyzowany podczas rozwiązywania różnorakich, większych i mniejszych problemów nie tylko pozwala na umiejętne i trafne
wypracowywanie decyzji co do najbliższych działań, ale umożliwia także
planowanie i sprawne dowodzenie w działaniach przewidzianych
długoterminowo. Siedem kroków sformalizowanego podejścia do
rozwiązywania problemów to6:
1) identyfikacja problemu,
2) zebranie informacji,
3) określenie kryteriów,
4) generowanie możliwych rozwiązań,
5) analiza możliwych rozwiązań,
6) porównanie możliwych rozwiązań,
7) podjęcie decyzji i wdrożenie rozwiązania.
Oczywiście przy rozwiązywaniu prostych problemów liderzy nie
przeprowadzają tak dogłębnej analizy do wypracowywania decyzji. Wtedy
wystarczy, że wykorzystają umiejętnie posiadaną wiedzę i doświadczenie,
by podjąć poprawną decyzję. Proces przedstawiony powyżej jest konieczny
do rozwiązywania sytuacji bardziej skomplikowanych i złożonych, gdy
identyfikacja problemu nie zawsze jest prosta i jednoznaczna, a dopiero
podejście systemowe pozwala na podjęcie odpowiednich kroków.
Myślenie krytyczne, zgodnie z doktryną wojskową US SOF zaadaptowaną
przez GROM, to klucz do zrozumienia sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy,
oraz jej przyczyn i dojścia do rzeczowych konkluzji i wniosków, a ostatecznie do znalezienia najlepszego rozwiązania. To także droga do
lepszego zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości oraz wyciągnięcia
wniosków na przyszłość - czyli do uczenia się i rozwoju na podstawie
doświadczeń. W siłach specjalnych mówi się o lessons learned, czyli
wyciąganiu wniosków z doświadczeń i wdrażaniu nowych procedur, technik,
taktyk i metod działania. Dowódca, operator GROM-u, znając proces oraz
umiejąc się nim posługiwać, musi przede wszystkim wykazywać się w działaniu pewnymi cechami, takimi jak7:
1) jasne i klarowne definiowanie i opisywanie sytuacji, problemu;
2) działanie zgodnie z zasadami;
3) zbieranie koniecznych informacji, z najwyższą starannością w odpowiedni i właściwy sposób;
4) wybieranie i stosowanie kryteriów w sposób rozsądny i zrozumiały;
5) szczegółowe skupianie się na najważniejszych problemach, jednak tak,
by nie umykały zadania, które mogą się pojawić w następnej perspektywie:
sekwencja zdarzeń nigdy nie kończy się na najbliższej sytuacji czy
problemie.
Krytyczne myślenie jest procesem ukierunkowanym na osiągnięcie celu, w którym samokontrola wydawanych przez osobę ocen i osądów zawiera: jej
osobistą interpretację, analizę, proces oceny, wnioski. Słowo
"krytyczne" nie oznacza tu krytykanctwa czy znalezienia błędu w czyimś
działaniu, to raczej umiejętność oceny i podawania w wątpliwość
proponowanych rozwiązań; to także, a może przede wszystkim, praca
zespołowa, w której umiejętność stawiania pytań, dyskusji, znajdowania
najlepszych rozwiązań pomaga w podejmowaniu dobrych decyzji. W krytyczne
myślenie zaangażowane są także procesy poznawcze, takie jak
interpretacja, analiza czy proces oceny.
Planowanie to także wiedza (nauka) i sztuka. Liderzy posiadający
mocne fundamenty wiedzy i doświadczenia oraz odpowiednio ukształtowane
cechy przywódcze, wsparte mocnymi zespołami ludzkimi, potrafią
odpowiednio ukierunkować oraz przeprowadzić proces planowania.
Szczególnie jest to istotne w działaniach planistycznych realizowanych
na szczeblach operacyjnych czy strategicznych oraz właśnie w operacjach
specjalnych, gdy mamy do czynienia z ogromną liczbą danych różnego
rodzaju oraz czynników, które trzeba poddać analizie oraz przewidzieć
ich wpływ na pozostałe i w rezultacie na całą operację. Wymaga to
wiedzy, doświadczenia oraz realnego przywództwa.
Dowódca wraz ze sztabem wiedzą, że reguły8 słu-żące do tworzenia
efektywnych planów to:
1) dowódca i sztab skupiają wysiłki na procesie planowania;
2) planowanie jest procesem ciągłym;
3) planowanie determinuje czas - ograniczone w czasie, musi być
realizowane dla danych wydarzeń terminowo;
4) plany muszą być proste;
5) plany muszą być elastyczne;
6) plany muszą być śmiałe i możliwe do wykonania.
Planowanie oraz plany spełniają także kilka ważnych funkcji9:
1) planowanie pomaga liderom myśleć krytycznie;
2) planowanie pomaga zrozumieć sytuację i zbudować jej obraz, tzw.
świadomość sytuacyjna;
3) planowanie pozwala liderom przewidywać rozwój sytuacji;
4) planowanie pomaga upraszczać złożone sytuacje;
5) plany określają zadania oraz alokację zasobów;
6) plany kierują i koordynują akcje (działanie);
7) plany określają zakres przygotowań.
Wypracowywanie decyzji to złożony proces planowania. Służy on liderom,
dowódcom, by wydawać trafne, terminowe i wykonalne rozkazy. Dowódcy,
prowadząc działania podczas konfliktu czy wojny, podejmują setki decyzji
w środowisku pełnym niepewności, nieprzewidywalności oraz wykazującym
wiele zmiennych. Część z nich jest wynikiem przeprowadzenia pełnych
procesów planistycznych zakończonych podjęciem określonej decyzji w formie rozkazu. Część jednak jest podejmowana bardzo szybko, bez wiedzy
wywiadowczej i procesu analizy oraz pełnej oceny. Wtedy to mamy do
czynienia z tak zwaną decyzją (rozkazem) fragmentaryczną, czyli
częściową, czasem zwaną zarządzeniem przygotowawczym służącym
przygotowaniu niezbędnych sił i środków do działania oraz wstępnym
zamiarem do realizacji.
Wiele jednostek wojskowych miało podobne wyposażenie oraz status
(jednostki wojskowe Wojsk Specjalnych, w których częścią jest także
GROM, 1 Pułk Specjalny, JW Agat, Formoza czy JW Nil), pomimo to nie były
one w stanie konkurować z jednostką z Rembertowa10. Choć
pozornie stosowały podobne rozwiązania planistyczne i szkoleniowe,
faworyzowane były przez niektórych dowódców z Krakowa11 czy
Warszawy12, to i tak nie mogły nawet zbliżyć się poziomem do
GROM-u. Żołnierze w nich służący w większej lub mniejszej części i tak
zawsze marzyli, by znaleźć się w GROM-ie, wreszcie zaliczyć się do
elity, nie tylko z nazwy jako żołnierz Wojsk Specjalnych czy OSŻW
(Odziały Specjalne Żandarmerii Wojskowej), ale być tą elitą naprawdę. W wielu przypadkach brak realnego przywództwa oraz niezrozumienie istoty
pewnych procesów powodowały, że pozostała część jednostek mających w nazwie słowo "specjalne" nie sprawia, że mamy do czynienia z czymś
niezwykłym czy na najwyższym światowym poziomie. Gdy ma się mocne
intelektualnie zespoły (sekcje, grupy w GROM-ie), doświadczenie oraz
wiedzę, proces planowania jest szybki, sprawny oraz zachowuje najwyższe
standardy. Dzięki tym cechom przez lata prowadzonych działań bojowych w wielu krajach JW 2305 mogła z sukcesem realizować wiele misji -
ograniczając straty własne.
Case study. Utworzenie Oddziałów Specjalnych ŻW
Bardzo dobry przykład braku przywództwa oraz kompletnego rozminięcia się
celów założonych z działaniem stanowi formowanie Oddziałów Specjalnych
Żandarmerii Wojskowej, które jest także przykładem braku podstawowych
umiejętności planistycznych. W 2004 roku rozpoczęto tworzenie trzech
specjalistycznych z założenia oddziałów specjalnych w Warszawie, Mińsku
Mazowieckim oraz Gliwicach. Razem miały liczyć od około kilkuset do
nawet tysiąca świetnie wyszkolonych i wyposażonych specjalistów w korpusie osobowym Żandarmerii Wojskowej. Głównym powodem powstania tych
jednostek było wzrastające zagrożenie terroryzmem. Niestety, nie
dokonano realnego oszacowania kosztów utworzenia i wyposażenia oddziałów
i brakowało fachowców oraz elementarnej wiedzy z zakresu współczesnych
operacji specjalnych - to rozłożyło projekt już na samym początku.
Jeżeli do tego dodamy kompletny brak przywódców i zaangażowanych
liderów, którzy mogliby dowodzić tymi jednostkami i mieliby wizję ich
funkcjonowania, widzimy, że to nie mogło się udać. Po kilkunastu latach
wiemy, że pododdziały te nie odegrały żadnej znaczącej roli w operacjach
w ramach globalnej wojny z terroryzmem podczas misji w Iraku i Afganistanie. Jeśli ich członkowie brali udział w misjach PKW (Polski
Kontyngent Wojskowy), to wykonywali zadania w strukturach normalnych
pododdziałów. Dodatkowo oddział z Gliwic został rozformowany i przekazany do Wojsk Specjalnych (bez jakiejkolwiek procedury sprawdzenia
ich poziomu wyszkolenia oraz przydatności bojowej, co jest skandalem
samo w sobie).
Jeden z autorów jako jeszcze żołnierz GROM-u w ramach Inspekcji Sił
Zbrojnych brał udział w ocenie umiejętności taktycznych oddziału
gliwickiego w 2010 roku. Można powiedzieć, że część żołnierzy wykazywała
chęci, ale ich poziom wyszkolenia - jako pododdziału mającego wykonywać
zadania związane ze zwalczaniem terroryzmu - był bliski zeru. Pięć lat
tworzenia nie przyniosło żadnego wymiernego efektu szkoleniowego.
Dodatkowo wyposażenie tych pododdziałów w żaden sposób nie różniło się
od wyposażenia żołnierza piechoty. Gdy mowa o procedurach, w jednostce
(a i w całej ŻW) nie było dokumentów regulujących, jak powyższe
pododdziały mają prowadzić swoje działania. Proces planistyczny nie
istniał, a przywództwo części młodszych oficerów niemających
doświadczenia, wiedzy, umiejętności oraz wsparcia doświadczonych osób
było jedną wielką katastrofą.
Przywołajmy choćby ostatnie wydarzenia związane z ewakuacją misji z Afganistanu. W 2021 roku, gdy wydawałoby się, że jest to idealne zadanie
dla pododdziału specjalnego ŻW, do zabezpieczenia tej operacji znowu
wybrano - i to słusznie - GROM.
Obecnie istniejące pododdziały specjalne w większości nie realizują
zadań specjalnych związanych z fizycznym zwalczaniem terroryzmu. Ich
zadania są stricte policyjne. W różnorodności zadań OSŻW fizyczne
zwalczanie terroryzmu stanowi zaledwie jedno zdawkowo wymienione na ich
oficjalnej stronie internetowej zadanie13. Widać więc, że
założenia pomysłodawców i twórców w żaden sposób nie wytrzymały starcia
z rzeczywistością. Brak elementarnej wiedzy o kosztach utworzenia takich
jednostek, a następnie kosztach wyposażenia i utrzymania, a co
najważniejsze, brak wiedzy z zakresu możliwości ich wykorzystania w strukturach ŻW spowodował nie tylko to, że założony cel nie został
osiągnięty, ale też zmarnowano po raz kolejny miliony złotych na projekt
z góry skazany na niepowodzenie. Ważny czynnik, który miał wpływ na
fiasko pomysłu, stanowili oczywiście ludzie. Decydenci, dowódcy na
różnych szczeblach tak naprawdę nie byli zainteresowani, czym dowodzą i jaką to ma jakość - ważne było, że dowodzą i że jest to kolejny szczebel
ich kariery. Brak zaangażowania oraz chęci tworzenia czegoś niezwykłego
i strach przed wychyleniem się przed szereg to główne przyczyny
niepowodzenia tego projektu. To także klasyczny przykład podjęcia się
realizacji zadania wymagającego ogromnych nakładów finansowych i mającego potencjalnie wpływ na bezpieczeństwo RP bez dogłębnej analizy
potrzeb, celów, wymagań i wielu innych czynników. Gdyby zamiast
dogadania się kilku generałów przeprowadzono pełny proces planowania,
zapewne nie doszłoby do podjęcia tak nieprofesjonalnej i kosztownej
decyzji, a jeżeli ktoś zdecydowałby się na utworzenie OSŻW w strukturach
ŻW, to ich jakość zapewne spełniałaby wymogi stawiane jednostkom
specjalnym. To spowodowałoby, że jednostka taka byłaby w stanie
realizować zadania wynikające ze swojej specyfiki. Niskie noty i brak
zaufania do formacji przejawiali także ich przełożeni. Minister obrony
Aleksander Szczygło do ochrony w kraju wybrał BOR, natomiast przy
wizytach zagranicznych w strefach konfliktów i wojen oczywiście ochronę
zapewniali mu żołnierze GROM-u.
Case study. Tworzenie sił specjalnych w Marine Corps oraz MARSOC
Case study. Tworzenie sił specjalnych w Marine Corps oraz MARSOC14
Latem 2004 roku GROM odbywał w Iraku kolejną zmianę z Navy SEALs w ramach NSWTG (Naval Special Warfare Task Group)15, która
stacjonowała w Camp Pozzi na wielkim obszarze lotniska w Bagdadzie
zwanym w skrócie BIAP (Bagdad International Airport). Tam mieściło się
amerykańskie dowództwo sił specjalnych w Iraku, a po stronie tych sił
specjalnych zaczęli pojawiać się żołnierze Korpusu Piechoty Morskiej
(Marine Corps). Przejmowali oni zadania, które dotychczas realizowali
żołnierze Navy SEALs. Zespół Navy SEALs bowiem, który do tej pory
działał wspólnie z GROM-em, został skierowany do realizacji zadań
ochrony osobistej członków dopiero co utworzonego rządu Iraku, tzw. PSD
(Personal Security Detachment). Dowództwo NWSTG podjęło taką decyzję w związku z dwoma faktami. Po pierwsze, żołnierze piechoty morskiej
wywodzący się z elity tej formacji, czyli batalionów rozpoznawczych
(FORECON), rozpoczęli prawie rok wcześniej, w czerwcu 2003 roku, drogę w kierunku przekształcenia w siły specjalne i zaczęli funkcjonować jako
Task Unit Raider. Po drugie, na tym etapie nie mogli działać
samodzielnie, a jedynie wspierać siły specjalne. Było to zarazem
sensowne i logiczne, skoro trwał proces ich przemiany i osiągania
zdolności do prowadzenia samodzielnych operacji specjalnych, a siły
specjalne musiały nad nimi czuwać, kontrolować i oceniać ich działanie.
Jednostką specjalną, która miała objąć pieczę nad tym procesem, w pewnym
sensie został Task Unit Thunder, czyli GROM. Stał się on strukturą
wiodącą silnie wspieraną przez żołnierzy Piechoty Morskiej, między
innymi dzięki oddelegowaniu do nas oficera łącznikowego. Powyższy
przykład pokazuje, że zmiany i procesy muszą przede wszystkim wynikać z analizy sytuacji i potrzeb, co zajmuje określony czas.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki