Hrabina
Hrabina Kreszenda herbu Robal i Bakszysz siedziała na aksamitnej sofie w kolorze ognistej czerwieni. Piła czarną kawę i przeglądała katalog zatytułowany "Nowe idee z czterech stron świata".
Złotym wiecznym piórem wypełniała formularz zamówienia. Do otaczającego zamek ogrodu wybrała automatyczną kosiarkę do trawy i najnowszy cudowny środek przeciw kretom. Potem znalazła jeszcze puder do stóp stosowany przez argentyńskich tancerzy tanga i zamówiła trzy puszki, bo przy zamówieniu powyżej dwóch sztuk obowiązywał niewielki rabat.
Hrabina uśmiechnęła się zadowolona. Zdjęła okulary z długiego nosa i zadzwoniła po kamerdynera Jakuba. Jak zwykle miał zająć się wysyłką wypełnionego formularza.
Kreszenda herbu Robal i Bakszysz uwielbiała takie praktyczne katalogi, bo niezbyt lubiła wychodzić z domu po zakupy. Gdy listonosz przynosił jej paczkę, zwykle już dawno nie pamiętała, co zamówiła, więc za każdym razem miała miłą niespodziankę. Kamerdyner Jakub rozpakowywał przesyłki i upychał zamówione rzeczy gdzieś na strychu.
Można tam było znaleźć sterty jedwabnej pościeli, słomkowe kapelusze we wszystkich rozmiarach, koce elektryczne na każdą porę roku, finezyjne wózki do serwowania posiłków oraz praktyczne kapcie podróżne na wszelki wypadek - mimo że hrabina już od dawna nigdzie nie wyjeżdżała.
Poprzedniego dnia przyszła paczka ze skarpetkami na krzesła. Były to małe aksamitne nakładki, które wyglądały jak psie łapy. Jakub miał je założyć na nogi krzeseł w jadalni.
- Czyż nie są urocze?! - zawołała uradowana hrabina.
Tak, na pewno pomogą uniknąć rys na parkiecie - pomyślał Jakub.
Pokręcił głową, wyraźnie zatroskany. Jego zdaniem hrabina wydawało dużo za dużo pieniędzy na takie różności. A przecież wiekowy zamek był w dość złym stanie. Ściany już dawno należało odmalować, a stare okna były nieszczelne.
Powinna wydawać pieniądze raczej na remont zamku - pomyślał Jakub.
Ale oczywiście nic nie powiedział. Niezależnie od sytuacji kamerdyner powinien być uprzejmy, dyskretny i milczący.
Jakub wyruszył w drogę z kolejnym zamówieniem, a hrabina wzięła ze stołu niewielką torebkę i wyszła do ogrodu, żeby poszukać psów.
Miała trzy przepiękne pudle: białego, którego nazwała Amor, czarnego o imieniu Polluks i jasnorudą Afrodytę.
- Tu jesteście, moje słodkie! - zawołała hrabina.
Pudle powitały ją tak radośnie, jakby nie widziały swojej pani od wieków.
- Muszę was wystroić, spodziewamy się dziś gości - powiedziała i wyciągnęła z torebki trzy czerwone wstążeczki.
Pierwszą zawiązała na głowie Amora.
- Stój grzecznie - nakazała. - Dziś przyjeżdża nasza mała Wiktoria. Spędzi u nas wakacje. Musicie być dla niej miłe.
Pudle merdały krótkimi ogonkami, jakby zrozumiały każde słowo.
- Aha, zobaczymy - ciągnęła hrabina. - Postaramy się, żeby Wiki się tu spodobało. Będzie mogła bawić się w ogrodzie i organizować sobie czas. Wiki jest już całkiem duża.
Hrabina uwielbiała psy, może nawet wolała je niż ludzi. Ostatnimi czasy rzadko widywano ją w mieście. Tu na zamku miała wszystko, czego potrzebowała. Kamerdyner Jakub dbał o mieszkanie, kucharka Berta umiała przyrządzić wszystkie ulubione potrawy hrabiny, a pan Chlebek, radosny ogrodnik, opiekował się otaczającym zamek parkiem.
Oczywiście od czasu do czasu ktoś ją odwiedzał. Dwa razy w miesiącu grywała też w karty z przyjaciółkami z dawnych czasów, jeszcze ze szkoły. Ale teraz czekała ją zupełnie inna wizyta.
Hrabina cieszyła się na przyjazd swojej małej siostrzenicy, ale miała też pewne obawy, bo akurat na dzieciach nie znała się w ogóle.
Wróciła z psami do mieszkania i zmarszczyła swój długi nos. W powietrzu znowu unosił się ten paskudny smród!
Wysypisko śmieci w Szmelcu leżało bowiem w odległości spaceru od zamku. Gdy wiatr wiał ze wschodu, zapach krzaków lawendy i róży mieszał się z dochodzącymi stamtąd nieświeżymi oparami.
- Ale cuchnie! Nigdy się do tego nie przyzwyczaję! - powiedziała wściekła hrabina. Szybko zamknęła za sobą drzwi do ogrodu. - Chodźcie, moje słodkie! - zawołała, a pudle poszły za nią do psiego pokoju.
Każdy z jej pupili miał tam własne psie łóżko. Leżały na nich miękkie narzuty ozdobione błyszczącymi cyrkoniami, a tapety pokryte były cudownym wzorem w kości. Nad legowiskami wisiały małe baldachimy, a miski na karmę stały na złoconych nóżkach. Hrabina znalazła je niedawno w katalogu dla właścicieli zwierząt domowych. Wyglądały tak szykownie, że od razu je zamówiła.
Stary zegar stojący w korytarzu wybił piątą. Dla pudli była to pora kolacji, a hrabina ceniła sobie punktualność.
Podała im lekką przekąskę z ekologicznych psich ciastek.