Trup w pociągu
Taryfa, którą Dominika jechała na stację kolejową, miała opóźnienie ze względu na wypadek, jaki miał miejsce na drodze. Objazd i przejazd nie był możliwy. Samochód wlókł się pięć kilometrów do celu. Kobieta momentami chciała wysiąść i biec przed siebie, ale wiedziała, że z bagażem nie będzie to takie łatwe. Próbowała zachować spokój i jechała cierpliwie dalej. Kierujący głośno przeklinał, gdy motor lub sąsiednie auto wciskało się mu przed maskę samochodu. Udało się wreszcie dojechać na stację. Wysiadła z taryfy i biegiem ruszyła na peron.
Dosłownie w ostatniej chwili, a dokładniej na minutę przed odjazdem Dominika wsiadła do pociągu.
- Co za ulga, dobrze, że po taryfę zadzwoniłam trochę wcześniej, inaczej bym nie zdążyła- westchnęła.
Pociąg, do którego wsiadła to pociąg pośpieszny. Bilet kupiła w ubiegłym tygodniu przez internet, planując swój urlop. Chciała wolny tydzień spędzić na Mazurach w wynajętym domku nad jeziorem.
Zadowolona z walizką i torebką na ramieniu szukała w pośpiechu swojego miejsca. Po jakimś czasie znalazła i weszła do swojego przedziału. Rozejrzała się wkoło i dostrzegła wolne tylko jedno miejsce przy oknie, które zapewne było jej. Przy drzwiach siedział Pan w kapeluszu, oparty o zagłówek, zdawało się, że mężczyzna spał. Obok niego leżała sportowa torba, którą ktoś zapewne postawił, żeby zaznaczyć, że to miejsce jest zajęte. Dalej siedział ksiądz, a za nim było wolne miejsce przy oknie. Po drugiej stronie od drzwi siedziała młoda dziewczyna, zaraz za nią starsza kobieta, później matka z dzieckiem. Matka siedziała przy oknie, naprzeciw miejsca Dominiki.
Dominika swoją walizką, którą za sobą ciągnęła, potrąciła śpiącego Pana i grzecznie go za to przeprosiła. Pan nie zareagował na to, jego ciało nie drgnęło. Kółka walizki ciągniętej po podłodze robiły straszny hałas, ale śpiący Pan się nie poruszył. Z ulokowaniem bagażu chciał jej pomóc ksiądz, ale młoda dziewczyna ubiegła go. Położyła bez problemu nad swoim miejscem walizkę i zajęła miejsce przy oknie. Zwróciła uwagę na modlitewnik w dłoniach sąsiada. Skórzana brązowa okładka była mocno przetarta. Kobieta siedząca naprzeciw z dzieckiem co jakiś czas uspakajała je, żeby zachowywało się ciszej, bo obudzi Pana. Ona śpiącego nie widziała. Aby go zobaczyć, musiałaby mocno wychylić się zza księdza, który był wysoki, dobrze zbudowany i do tego lekko otyły. Naprzeciwko Pana w kapeluszu siedziała dziewczyna w słuchawkach skupiona na swoim smartfonie. Starsza Pani po ruszeniu pociągu zazdrościła drzemki mężczyźnie i również próbowała przysnąć. Oparta o zagłówek, zamknęła oczy. Na marne zdał się jej trud. Kiedy pociąg stanął na kolejnej stacji, natychmiast otworzyła oczy.
- Oj Halinka głośno tu, a liczyłam, że trochę się zdrzemnę- powiedziała starsza kobieta.
- Mamo ty nie jesteś zmęczona jak ten Pan. On może nie spał od kilku dni- odezwała się matka dwójki podróżujących z nią dzieci.
- Szymonku się nie wierć- uspakajała chłopca starsza Pani.
Po chwili wyciągnęła ze swojej torebki batony czekoladowe i podała je kolejno chłopcu i młodej dziewczynie w słuchawkach. Dominika domyśliła się, że te cztery osoby naprzeciw to jedna rodzina. Kiedy pociąg znowu ruszył, wyciągnęła książkę ze swojej torebki położonej przy oknie.
Oczy wtopiła w drobny druk i nie widziała, co dzieje się w koło. Skupiona przerwała czytanie na trzecim rozdziale książki, kiedy to do przedziału wszedł kontroler biletów. Odłożyła książkę do torebki, wyciągnęła swój bilet i patrzyła w bok. Siedzący obok ksiądz okazał bilet do kontroli, a ona zaraz zrobiła to za nim. Śpiącego mężczyznę nikt nie budził. Ksiądz, widząc pod torbą bilet, wyciągnął go i okazał kontrolerowi. Wszyscy stwierdzili jednomyślnie, że bilet, który leżał pod torbą i który ponownie tam został odłożony, należy z pewnością do śpiącego mężczyzny. Dominika dowiedziała się, że torba należy do Pana w kapeluszu i miejsce przy nim było wolne. Na kolejnej stacji wysiadła rodzina. Jedną stację przejechali w przedziale tylko we trójkę. W czasie kolejnego postoju Dominika zauważyła, że ksiądz wyjął chusteczkę i wytarł nią swój but. Na chusteczce został ślad według niej zaschniętej krwi. Mężczyzna w sutannie zauważył, że kobieta mu się przygląda, odwrócił się i do niej powiedział:
- Oj to ciśnienie, często mi z nosa leci krew.
Przy okazji posłał Dominice swój szeroki uśmiech, spokojnie złożył chusteczkę i schował ją do kieszeni. Wtedy to dołączył do nich starszy Pan i zajął jedno wolne miejsce po rodzinie. Pan jechał z nimi chwilę, bo wysiadł na trzeciej stacji. Na kolejnej wysiadł ksiądz i Dominika została sama ze śpiącym. Teraz zbliżała się jej stacja, na której miała wysiąść, dlatego wstała, ściągnęła swoją walizkę i wyszła na korytarz pod drzwi wyjściowe. Za pięć, góra osiem minut zatrzymać się miał pociąg. W tym czasie jest ponowna kontrola biletów. Bilety sprawdza kobieta, która zastała w przedziale samego mężczyznę. Nie mogąc go obudzić, sprawdziła jego puls i okazało się, że jest martwy. W pośpiechu przez radio kazała zaraz zablokować wszystkie drzwi wyjściowe i wezwała służby. Za Dominiką do wyjścia dołączyło młode małżeństwo, które poinformowało ją o tym, że w pociągu jest trup. Do Dominiki dotarło, że choćby się starała jak najszybciej dotrzeć na miejsce to i tak na kolację już nie zdąży. Odpuściła sobie dzisiaj miły wieczór przy ognisku i szantach i spokojnie oparła się o wyciągniętą rączkę walizki. Za chwilę na stację przyjechała policja. Każdy z podróżnych został kolejno spisany i na miejscu przesłuchany. Przyszła i jej kolej.
- Czy zna Pani Pana Zająca?
- Nie.
- A czy siedziała Pani przy nim?
- Nie.
- Kiedy widziała Pani tego Pana po raz pierwszy?
- Kiedy wsiadałam.
- W jakim stanie wtedy był?
- Spał.
- Kto tak powiedział?
- Ksiądz, który siedział przy nim i rodzina siedząca naprzeciw to potwierdziła.
Dalej podała w szczegółach, kto, gdzie wysiadał i kto jechał. Na wstępie padło nazwisko i domyśliła się, że ofiara przestępstwa miała przy sobie dokumenty umożliwiające jej identyfikację. Policja spisała jej dane i prosiła nie opuszczać swojego miejsca pobytu do chwili wyjaśnienia. Za niecałe dwie godziny podano informacje, o poszukiwaniach podróżnych pociągu nieszczęsnego kursu. Po dwóch dniach zgłosiła się rodzina podróżująca pociągiem. O księdzu nie było słychu i widu. Wszczęto poszukiwania, tego, jak ustalono oszusta w przebraniu, który okazał się księgowym ofiary. Policja szybko ustaliła szczegóły morderstwa, do którego doszło. W ostatni dzień odpoczynku Dominiki ukrywający się sprawca został zatrzymany, a ona spokojnie wracała do domu. Tym razem jej środkiem komunikacji był autobus. Całą drogę do domu nie mogła uwierzyć w to, że nikt nie domyślił się i nie rozpoznał, tego, że mężczyzna jest martwy, a przecież w przedziale siedziały cztery osoby dorosłe.
Wujek
Krystyna Węgrzyca jest matką pięcioletniego Adriana. Po śmierci męża kobieta wychowuje go od kilku lat sama. Codziennie od poniedziałku do piątku odprowadza do i przyprowadza syna z przedszkola do domu. Pracuje trzynaście lat w biurze nieruchomości od godziny siódmej trzydzieści do piętnastej trzydzieści. W czerwcowy piątek tradycyjnie po pracy jedzie do przedszkola po swojego jedynego, ukochanego synka. Ulica przed przedszkolem jest zablokowana przez jakąś awarię na drodze i Krystyna nie może zaparkować auta w pobliżu. Zgodnie z informującym znakiem zawraca. Auto parkuje trzy ulice dalej. Po wyjęciu czarnej skórzanej torebki i zamknięciu auta rusza do przedszkola powolnym spacerem. Na wysokich czarnych szpilkach stawia drobne kroki. Robiąc większe kroki, wyglądałaby żałośnie, a jej luźno związany w pasie letni ciemnozielony płaszcz fruwałby za nią. W ręce trzyma parasolkę. Cały dzień siąpi mżawka. Deszczyk jest przyjemny, ale w obawie o zniszczenie swoich ułożonych w luźny kucyk loków pewna siebie rozkłada parasol. Idąc prosto, zbliża się do przejścia, wchodząc na nie, przejeżdżający samochód się nie zatrzymuje. Kobieta ociera się o jadący wolno pojazd i upada. Upadek na szczęście nie jest tragiczny, jest tylko poobijana. To cud, że się nie połamała. Nie to, co jej parasolka. Zepsuta nadaje się już tylko do śmieci, a jej płaszcz i spodnie są mocno ubrudzone. Próbuje wstać z jezdni wściekła, że jest mokra. W tym czasie z zatrzymanego auta wysiada mężczyzna.
- Nic się Pani nie stało? - pyta przerażony zaistniałą sytuacją.
- Chyba nie, jestem cała.
Stając na nogi o własnych siłach, kobieta próbuje poprawić na sobie ubranie. Dostrzega, że nie jest ono w dobrym stanie.
Obolała schyla się, aby z asfaltu podnieść torebkę i założyć ją na swoje obolałe ramię na obskurny, brudny i wytarty na łokciu płaszcz. Jej granatowe spodnie jeansy też nie są w lepszym stanie. Mężczyzna wyprzedza kobietę i podnosi jej torebkę z ulicy. Wręczając jej rzecz, pyta:
- Może Panią podwieźć?
- Nie, nie trzeba- odpowiada mężczyźnie Krystyna, robi przy tym minę, jakby coś ją mocno bolało.
- Może jednak? -nalega mężczyzna.
- Nie. Ja tu do przedszkola idę po synka, zresztą to nie pańska sprawa.
- W takim stanie chyba Pani nie pójdzie?
- No chyba zawrócę do domu, przebiorę się i wrócę po niego.
- Mogę Pani pomóc. Ja go odbiorę, a Pani poczeka w moim aucie.
Kobieta na propozycję się zgadza. Dzwoni do przedszkola i informuje, że jej chłopca odbierze wujek. Podaje jego dane i cierpliwie czeka w aucie, gdy ten wychodzi w kierunku przedszkola. Siedząc sama, przez chwilę ma obawy, bo mężczyzny nie zna wcale, ale kiedy przez przednią szybę widzi zadowolone swoje dziecko, trzymane za rękę przez rozśmieszającego go sprawcę feralnego wypadku, odczuwa ulgę. Chłopiec siada na tylnym siedzeniu. Wita się z matką:
- Dzień dobry!
- Cześć! Jak było w przedszkolu?
- Fajnie, ale wujek jest fajniejszy.
Mężczyzna siada za kierownicę, a dzieciak się dopytuje:
- Mamo pojedziemy z wujkiem na lody?
- Może kiedy indziej synku, nie dzisiaj. Brzydka jest pogoda.
- Ale ja chcę dzisiaj mamo. Mogą być gofry z bitą śmietaną.
- A dlaczego by nie? - odzywa się mężczyzna uruchamiający silnik swojego pojazdu. Za jego komentarz kobieta jest zła. W aucie ustalono, że przed osiemnastą we trójkę pójdą do wesołego miasteczka. Auto podjeżdża we wskazane przez kobietę miejsce. Kierowca wręcza Krystynie swoją wizytówkę i odjeżdża. Ze swoim synem Krystyna wraca do domu swoim autem. W domu myje się i przebiera, na obiad odgrzewa wczorajszą zupę kalafiorową. Po obiedzie siada na kanapę przed telewizorem i przekładając w palcach otrzymaną wizytówkę, zastanawia się, czy zadzwonić do mężczyzny. Nie chce psuć nastroju swojemu dziecku, które nie może się już doczekać wyjścia z domu. Postanawia, że mimo wszystko wyjdzie z dzieckiem do wesołego miasteczka, jak mu obiecała. Niepewna czy ustalenia z mężczyzną były tylko zwykłą grzecznością przy dziecku, a w sumie nic nie znaczyły, wybiera w telefonie jego numer i czeka na połączenie. Wychodzi z salonu do łazienki i zamyka za sobą drzwi w obawie przed synem. Nie chce kolejnego rozczarowania dziecka, gdyby mężczyzna odmówił spotkania z nim. Dzwoni z ukrycia, żeby syn nie słyszał ich rozmowy. Postanawia, że jeżeli się nie spotkają, kolejny raz wymyśli jakąś historię. Telefon zostaje odebrany:
- Halo!
- Tu Krystyna. Pamięta Pan?
- Pamiętam. Za chwilę będę. Proszę mi podać adres.
Po krótkiej wymianie zdań zdziwiona Krystyna telefon chowa do kieszeni. Wychodzi z łazienki i woła:
- Adrian wychodzimy. Wujek zaraz tu będzie!
Dochodzi do ich pierwszego prywatnego spotkania. Później jest ich wiele, a wszystkie do momentu przeprowadzki wujka, który na stałe rozgościł się w domu i w ich sercach.