ROZDZIAŁ 1
Pomimo wczesnej godziny na dworze było już ciemno. Grudniowe wieczory miały w sobie coś magicznego, o ile całej atmosfery nie psuł padający deszcz. Na ulicach pełno było kałuż, które powoli zamarzały, tworząc ślizgawicę. Ludzie szli powoli, ale mimo tego co chwilę ktoś lądował na ziemi.
Lilianna zapięła płaszcz i starannie owinęła się wełnianym szalem.
- Do jutra! - krzyknęła do dziewczyn i wyszła z restauracji, w której pracowała.
Od razu uderzył ją powiew mroźnego powietrza. Zaszczypały ją policzki.
- Szkoda że zamiast śniegu ciągle jest deszcz - mruknęła do siebie i skręciła w uliczkę prowadzącą na przystanek autobusowy.
W grudniowe popołudnie Warszawa tętniła życiem. Ludzie mijali się po drodze, zmierzając do domów i sklepów. Ulice oświetlone były różnokolorowymi lampkami, a na rondzie pojawiła się już przystrojona choinka. Dopiero zaczął się adwent, a wokoło już było czuć świąteczną atmosferę.
Nagle Lilka zobaczyła nadjeżdżający autobus i przyspieszyła kroku. Straciła przy tym czujność i uwagę, i w efekcie po chwili poślizgnęła się i wylądowała na twardym chodniku. Jej kolana i dłonie zatopiły się w zamarzającej kałuży.
- Niech to szlag! - przeklęła pod nosem. W tym samym momencie usłyszała:
- Nic się pani nie stało?
Młody mężczyzna pochylał się nad nią i przyglądał się jej z zainteresowaniem. Lilka poczuła, że się czerwieni.
- Na szczęście nic, tylko się poślizgnęłam - powiedziała, podnosząc się z ziemi. - Spieszyłam się na autobus, który właśnie odjeżdża. - Spojrzała zrezygnowana w stronę pojazdu, do którego tłoczyli się ludzie. Nie miała już szans, żeby do niego dobiec.
- Przykro mi - zasmucił się nieznajomy, lecz po chwili jego twarz rozjaśnił uśmiech. - Chociaż, nie. Nie jest mi przykro. Proszę dać się zaprosić na kubek gorącej czekolady.
Lilianna spojrzała na swoje mokre spodnie i rękawiczki.
- Jest pan bardzo miły, ale...
- Bardzo panią proszę - jego głos przybrał niemal błagalny ton. - Później mogę panią odwieźć do domu.
- Dobrze - zgodziła się dla świętego spokoju, chociaż po chwili w jej duszy zatliła się nadzieja. A może to spotkanie będzie początkiem czegoś dobrego? Przyda jej się miła chwila na koniec tego nieudanego dnia. - Chętnie wypiję z panem gorącą czekoladę.
- Super! Jestem Emil. - Podał jej dłoń, którą uścisnęła.
- Lilka. To znaczy Lilianna - poprawiła się. - I przepraszam za mokrą rękę - zmieszała się. - Sam pan widział, że przed chwilą wylądowałam w kałuży.
Mężczyzna zaprosił ją do najbliższej, malutkiej kawiarenki o wdzięcznej nazwie Czekomania. W środku panowała przyjemna atmosfera. W kominku palił się ogień. Rozsiedli się w miękkich fotelach przy niedużym, szklanym stoliczku.
- Witam serdecznie. - Młoda kelnerka pojawiła się niemal natychmiast. - Na co mają państwo ochotę?
Emil spojrzał na Liliannę znacząco. Dziewczyna wyszeptała:
- Zdaję się na twój gust.
Skinął głową, po czym zamówił dwie gorące czekolady z dodatkiem malin.
- Moja ulubiona - wyjaśnił. - Jestem pewien, że będzie ci smakowała.
Na chwilę zapadła pomiędzy nimi cisza. Lilka pomimo swoich dwudziestu lat była cicha i nieśmiała. Nie przepadała za towarzystwem innych ludzi, najlepiej czuła się sama ze sobą.
Emil uśmiechnął się i zapytał:
- Jesteś z Warszawy?
- Tak, wynajmuję pokój w Rembertowie.
- Spokojna dzielnica - stwierdził.
- Mnie odpowiada. Jedyny minus to dojazdy do pracy.
- Gdzie pracujesz? - zainteresował się natychmiast mężczyzna.
- W restauracji - odpowiedziała Lilka. - Jestem kucharką. - W przeciwieństwie do niektórych swoich koleżanek, nie wstydziła się swojej pracy. Skończyła technikum gastronomiczne i nigdy nie poszła na studia. Niczego jednak nie żałowała. Może kiedyś, gdy nazbiera wystarczająco dużo pieniędzy, zapisze się na wymarzone studia artystyczne.
- Och, pewnie pysznie gotujesz. - Emil się uśmiechnął. Był elegancki i dobrze ubrany, zapewne pracował w jakiejś korporacji. - Chciałbym spróbować twojego popisowego dania. - W jego oczach pojawił się błysk.
Lilka w swoim niezbyt długim życiu zdążyła już przeżyć naprawdę zaskakująco wiele. Doświadczenie nauczyło ją, by podchodzić do ludzi z dystansem, a najlepiej trzymać się od nich z daleka. Wiedziała, że musi liczyć tylko na siebie, i nauczyła się być samowystarczalna. Ze wszystkim, lepiej lub gorzej, ale radziła sobie sama. Natomiast dzięki wrodzonej, ponadprzeciętnej wrażliwości potrafiła bacznie i dogłębnie obserwować otaczający ją świat oraz ludzi. Czasami wystarczyła chwila spędzona w towarzystwie jakiejś osoby i już wiedziała, z kim ma do czynienia. Dzięki temu nie pozwoliła się wykorzystać żadnemu mężczyźnie. Teraz, patrząc na Emila, wiedziała już, jakim jest typem człowieka. Bogaty karierowicz, który szuka dziewczyny na jakiś czas. Ona, skromna kucharka, byłaby dla niego tylko chwilową odskocznią i nieco egzotyczną zabawką. Mocno zacisnęła usta.
- Coś nie tak? - zainteresował się Emil, przyglądając jej się uważnie. Niestety, Lilce nie najlepiej wychodziło maskowanie emocji i władających jej sercem uczuć.
- Wszystko dobrze - odparła od niechcenia. Teraz, gdy już przejrzała mężczyznę i wiedziała, do czego będzie zmierzać to spotkanie, nie miała ochoty dłużej z nim przebywać. - Trochę mi zimno i chciałabym jak najszybciej znaleźć się w domu.
W tym momencie podeszła do nich kelnerka i postawiła przed nimi dwie wysokie szklanki z gorącą czekoladą. Życzyła im smacznego i pospiesznie się oddaliła. Emil tymczasem pytał dalej:
- Wynajmujesz pokój ze współlokatorką?
- Nie - odparła Lilka, upijając łyk gorącego, słodkiego napoju. - To znaczy mieszkam z dwiema dziewczynami, ale każda z nich ma oddzielny pokój.
- Fajnie, ale z drugiej strony to chyba dość niewygodne mieszkać z obcymi ludźmi?
- Do wszystkiego w życiu można się przyzwyczaić - odparła dziewczyna chłodno. - A ty pewnie mieszkasz w jakimś dużym apartamencie w centrum Warszawy? - zagaiła, żeby odwrócić od siebie uwagę mężczyzny.
Emil uśmiechnął się pod nosem, jakby tylko czekał na to pytanie. Mężczyźni jego pokroju uwielbiali mówić o swoim bogactwie i osiągnięciach. Uważali, że tym zyskają sobie aprobatę i szacunek innych ludzi, a szczególnie kobiet. Lilka natomiast potrafiła czytać pomiędzy wierszami i wychwytywać to, co naprawdę charakteryzowało danego człowieka.
- No, nie taki znowu duży - odpowiedział z udawaną skromnością mężczyzna. - Mam cztery pokoje i duży taras z widokiem na Warszawę. Nocą, gdy wokół panuje ciemność, a miasto mieni się tysiącem świateł, jest tam naprawdę przyjemnie. Pracuję niedaleko, w firmie transportowej. Mam to szczęście, że jestem wiceprezesem. - Uśmiechnął się szeroko, nie kryjąc dumy i wyższości. - Jak chcesz, mogę ci opowiedzieć, czym się zajmuję... - Spojrzał na Lilię niemal błagalnie.
- Tak, jasne - odparła i skupiła się na piciu czekolady. Osiągnięcia i praca zawodowa tego człowieka zupełnie jej nie interesowały. Jednak postanowiła zadać mu jedno pytanie.
- Emilu, jaka jest twoja ulubiona pora roku?
Mężczyzna spojrzał na nią kompletnie zaskoczony. Nie takiego pytania spodziewał się po tym wszystkim, co o sobie opowiedział.
- Ja... Hmm... - wyraźnie się zmieszał. - Nie wiem. Może lato, ale nie, chyba jednak wolę zimę. A właściwie nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Dlaczego pytasz?
Lilka westchnęła i odstawiła na stolik pustą szklankę po gorącej czekoladzie.
- Opowiedziałeś mi o swojej pracy, wielkim mieszkaniu i interesach, bo uważasz, że to definiuje wartość człowieka. Nie potrafiłeś jednak odpowiedzieć na podstawowe pytanie dotyczące tego, kim naprawdę jesteś i co lubisz.
- Nie rozumiem. - Emil wbił w nią wzrok. - Co masz na myśli?
Lilka wyciągnęła z portfela dwadzieścia złotych i położyła je na stoliku, a następnie podniosła się z fotela i zaczęła zbierać się do wyjścia.
- Jestem tylko zwykłą dziewczyną, sierotą z domu dziecka, kucharką... Ale wiem, że moją ulubioną porą roku jest lato, uwielbiam zapach nadchodzącego deszczu, a każda chmura ma dla mnie inny, niepowtarzalny kształt. - Uśmiechnęła się przepraszająco i dodała: - Do widzenia.
Emil jej nie zatrzymywał. Najwidoczniej uznał ją za wariatkę. I dobrze. Nie potrzebowała kłopotu w postaci nachodzącego ją mężczyzny, który prędzej czy później będzie chciał zaciągnąć ją do łóżka. Było jej dobrze samej i nie sądziła, by kiedykolwiek mogła się zakochać. Dzisiejszy świat zmierzał donikąd. Ludzie ślepo gnali za karierą, pieniędzmi i osiągnięciami, zatracając w tym wszystkim swoją duszę i autentyczność. W tej wielkomiejskiej, korporacyjnej rzeczywistości coraz rzadziej zdarzały się osoby, które definiowały drugiego człowieka przez pryzmat jego serca, a nie pracy, pozycji społecznej i kariery.
Lilka wsiadła do autobusu i spojrzała za okno. Może była dla Emila zbyt nieuprzejma? Ale z drugiej strony... Co poradzi na to, że od razu przejrzała jego zamiary. Gdyby już od początku nie ukróciła tej znajomości, zapewne zaprosiłby ją do siebie albo wymusił na niej, by dała mu swój numer telefonu. Nie miała na to wszystko siły ani ochoty.
Jej zranione serce nigdy się nie zabliźniło. Nie chciała się do nikogo zbliżać. Nie chciała jeszcze bardziej cierpieć. Już raz mężczyzna odebrał jej wszystko, co miała. Nie pozwoli, by ktoś znowu ją skrzywdził.